Witold Kwaśnicki

Własność, Wolność, Odpowiedzialność i Wzajemne zaufanie

Wpisy z okresu: 12.2010

Na koniec roku trochę optymizmu. 
Zacznijmy od ‚nadziei’. The Economist przedstawia wyniki badania przeprowadzonego w wielu krajach świata przez The Pew Research Center for the People & the Press. Przez ostatnie kilkaset lat optymizm co do przyszłości dominował w krajach Zachodu. Ostatnie lata pokazuje, że centrum tego optymizmu i nadziei na lepszą przyszłość przesuwa się do krajów rozwijających się. Zgodnie z tymi badaniami 87% Chińczyków, 50% Brazylijczyków i 45% Hindusów wierzy, że rozwój ich krajów idzie w dobrym kierunku, podczas gdy w krajach Zachodu przekonanie takie wyraża 20-30% procent odpowiadających, np. jedynie 31% Brytyjczyków, 30% Amerykanów i 26% Francuzów. W odróżnieniu od tego co doświadczali Amerykanie w przeszłości (w zasadzie od uzyskania niepodległości w 1776 roku), kiedy to każde pokolenie wierzyło,że jego następcom będzie lepiej, obecnie mniej niż połowa Amerykanów uważa,że ich dzieci będą żyły w lepszych warunkach.
Można powiedzieć, że amalteistyczna wizja rozwoju (Ekonomista, 3/2009) dominuje na ‚rynkach wschodzących’ a katastroficzna, neomathuzjanska wizja przeważa w krajach rozwiniętych gospodarczo. Są zatem powody do optymizmu, Chiny, Indie i Brazylia należą do najludniejszych krajów świata (w sumie ich udział to ok. 40% populacji globalnej), podczas gdy kraje Zachodu to ok. 10% populacji globalnej. To głównie dzięki poprawie dobrobytu w Chinach i Indiach udział ludzi żyjących na świecie poniżej granicy ubóstwa spadł w ostatnich latach z ok. 30% w 1980 roku do ok. 15% obecnie (temu towarzyszył także spadek w liczbach bezwzględnych, choć z powodu dużego wzrostu liczny ludzi na świecie (4,4 mld w 1980, 6,9 mld w 2010) spadek nie był już nie tak  imponujący, mianowicie liczba ludzi żyjących poniżej granicy ubóstwa spadła z ok. 1350 mln w 1980 roku do ok. 900 mln obecnie). Jest szansa, ze trend ten będzie kontynuowany. To co jeszcze kilkadziesiąt lat temu było przywilejem mniejszości staje się czymś naturalnym dla większości ludzi na świecie. Warto podkreślić,że największe sukcesy w wydobyciu ogromnych rzesz społeczeństwa z biedy mają kraje, które w ostatnich kilkudziesięcioleciach weszły na prorynkową ścieżkę rozwoju i stały się gospodarkami otwartymi, w pełni biorącymi udział w obecnym procesie globalizacji.
To są jednak statystyki, i warto jednak pamiętać, o tragicznej sytuacji w Afryce Subsaharyjskiej, gdzie nadal ponad 50% ludzi żyje poniżej granicy ubóstwa.


Ciekawe wyniki dotyczące poczucia szczęścia przedstawia ostatni The Economist. Na podstawie wielu badań przeprowadzonych m.in. przez America’s General Social Survey, Eurobarometer i Gallupa, oraz wielu danych statystycznych określono m.in., że generalnie kobiety są bardziej szczęśliwe (zadowolone) niż mężczyźni (chociaż w każdym wieku kobiety dwukrotnie częściej niż mężczyźni przeżywają stany depresyjne); małżeństwo sprzyja wzrostowi zadowolenia, w przeciwieństwie do bezrobocia, które w istotnym stopniu przyczynia się do jego spadku. Co ciekawe obecność dzieci w domu nie sprzyja poczuciu szczęśliwości, sprzyja natomiast temu wykształcenie – im bardziej wykształcony człowiek tym szczęśliwszy (ale to w dużym stopniu związane jest z tym, że bardziej wykształceni zarabiają więcej). 
Najciekawsze jednak wyniki wydają się dotyczyć poczucia szczęścia w różnym wieku. Krzywa szczęścia w zależności od wieku ma kształt litery U. W skali całego świata najmniej szczęśliwi są czterdziestolatkowie (średnia światowa to 46 lat) – są jednak kraje odbiegające od tej średniej, np. Ukraińcy czują się najmniej szczęśliwie w wieku 62 lat a Szwajcarzy w wieku 35 lat. Dosyć gwałtowny spadek zadowolenia obserwowany jest w wieku 18-21 lat, po czym do ok. 29 roku otrzymuje się na mniej więcej stałym poziomie, by ponownie (choć powoli) spadać w wieku 30-46 lat, od tego wieku obserwujemy stały wzrost zadowolenia, tak ze w wieku ponad 75 lat poziom ten jest już wyższy niż dla młodych 20 latków. 

Może zachodzić podejrzenie,że taki kształt krzywej wynika ze specyficznej historii niektórych grup wiekowych, że np. zadowolenie 70 latków wynika z tego, że doświadczyli wojny i pamiętając ten okres teraz doceniają okres spokoju w znacznie większym stopniu niż np. 30-latkowie. Okazuje się jednak,że nie to jest przyczyną – społeczeństwa amerykańskie i Zimbabwe mają istotnie różną historię w ostatnich kilkudziesięciu latach a okazuje się że rozkłady zadowolenie dla różnych grup wiekowych są prawie takie same. 
Można szukać wyjaśnień tej specyficznego kształtu krzywej U np. w tym, że ci bardziej nieszczęśliwi umierają wcześniej, albo w tym, że w wieku czterdziestu paru lat ma się kilkunastoletnie dzieci, które zajmują miejsce i czas rodzicom, albo też w tym,że starsi ludzie z reguły są bogatsi. Jednakże wszystkie te czynniki należy odrzucić. Wiele testów statystycznych pokazuje, ze nie te czynniki są odpowiedzialne za kształt zadowoleni w postaci litery U. Dużą rolę odgrywa tutaj prawdopodobnie większe doświadczenie w rozwiązywaniu konfliktów, większa kontrola emocji, większy poziom akceptacji niepowodzeń i mniejsza skłonność do złości. Niebagatelną rolę odgrywać może też to, że starsi ludzie świadomi są zbliżającego się końca życia i łatwiej akceptują stan bieżący. Okazuje się, że szczęśliwi ludzie są też bardziej produktywni i ten wniosek może być dla nas Polaków bardzo optymistyczny. 
Na zlecenie firmy Philips przebadano ponad 31 tys. osób w 23 krajach, efektem tego badania jest raport Philips Index for Health and Well-Being: A global perspective. Polskie omówienie tego raportu można znaleźć na stronie Philips.pl, a wyniki badania w Polsce dostępna jest na stronie www.jakzyjemy2010.pl.
Dla nas Polaków wyniki te mogą być zaskoczeniem, jako że w powszechnym mniemaniu jesteśmy wiecznie niezadowolonymi malkontentami.  Jak się jednak okazuje się, w świetle otrzymanych wyników z tego badania jesteśmy najszczęśliwszym narodem w Europie! Wśród przebadanych 23 krajów z całego świata wyprzedzają nas jedynie Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabia Saudyjska i Indie.  Ranking ten oparty jest na ogólnym wskaźniku uwzględniającym odpowiedzi na zadanie pytania odnoszące się 17 różnych czynników (np. praca, zarobki, zdrowie, relacje z rodziną i przyjaciółmi, udział życiu społeczeństwa lokalnego, koszty życia, czas wolny).  
Najbardziej cieszą nas Polaków relacje z rodziną (97%), zdrowie psychiczne (92%) oraz czas poświęcany rodzinie  i przyjaciołom (85%), zdrowie fizyczne (80%) oraz waga (76%), praca i kariera (59%), zarobki (48%).
Na konkretne pytanie ‚Jak oceniasz ogólny stan swojego zdrowia i poziom życia? (How would you rate your overall feeling of health and well-being?) już nie wypadliśmy tak wspaniale; odpowiedzi bardzo dobrze i dobrze udzieliło 67% respondentów (18%+49%). Lepiej ten stan ocenili obywatele takich państw jak Zjednoczone Emiraty Arabskie 84% (50%+34%), Arabia Saudyjska 84% (53%+31%), Indie 75%, USA 74%, Singapur 72%, Belgia 70%, Hiszpania 70%, Francja 68%. Najniższy udział ocen bardzo dobrych i dobrych mają Tajwańczycy 24%, Chińczycy 34%, Brytyjczycy 38% i Japończycy 38%.

W Nowy Roku życzę Polakom jeszcze większego poczucia szczęścia i zadowolenia.
Do Siego Roku.

Spieszę donieść, że urzędniczy absurd sięga dna.
Pani pełnomocnik rządu ds. równego traktowania, która ‚wsławiła się’ już wcześniej wieloma innymi swoimi działaniami, tym razem przyjrzała się aktywności jednego z wielu tysięcy kawiarni-klubów, które wprowadzają swoje wewnętrzne regulaminy (do czego mają pełne prawo), mianowicie szczecińskiego Kafe Jerzy. Okazuje się, że pani minister niepodoba się to, że w klubie tym obowiązuje zasada, iż mogą się tam bawić panie od 20. roku życia i panowie, którzy ukończyli 25 lat. Zdaniem minister klub dyskryminuje ze względu na płeć. W liście do właścicieli Kafe Jerzy pani minister napisała: "Jako Pełnomocnik Rządu do spraw Równego Traktowania proszę o ujednolicenie ‚granicy wiekowej’" (za GW)
Bardzo podoba mi się odpowiedź właściciela Kafe Jerzy: "Jesteśmy zaszczyceni, że naszym klubem zainteresowała się Kancelaria Prezesa Rady Ministrów. Chociaż najpierw myśleliśmy, że to żart, że zostaliśmy uczestnikiem programu typu ‚ukryta kamera’".
To chyba jedynie słuszny sposób patrzenia na tą sprawę, w kategoriach tzw. ‚jajcarstwa’. 

Wszedłem na stronę Pełnomocnika Rządu ds. Równego Traktowania (pomijam kuriozalność samej nazwy), lektura tej strony przeraża: jakimi (za przeproszeniem) ‚duperelami’ zajmuje się rząd (bo Pełnomocnik jest agenda rządową), a ile to nas, podatników kosztuje! Proponuje przejrzeć aktywność pani pełnomocnik dotycząca problemów z nierównością traktowania ze względu na płećrasęwiekreligięorientację seksualnąstan zdrowiamobbing i molestowaniepozostałe. Wielce to ciekawa (czasami wręcz bulwersująca) lektura. (Równie intrygujące są inne zakładki na tej stronie).

Z ogromna radością dowiedziałem się o inicjatywie uczczenia 100. rocznicy urodzin Ronalda Reagana, 40. prezydenta Stanów Zjednoczonych. Na stronie 
http://ofensywawolnosci.pl/
 mozna wpisać się do księgi pamiątkowej – serdecznie do tego zachęcam.

Warto podkreślić, że Wrocław jest chyba jedynym miastem w Polsce, które upamiętniło Ronalda Reagana, nazywając jego imieniem Rondo na Placu Grunwaldzkim. 
Ronald Reagan znany jest z wielu celnych powiedzeń i z ogromnego poczucia humoru. 
To on w przemówieniu 8 marca 1983 roku użył sławnego potem sformułowania Imperium Zła (Evil Empire) na określenie Związku Radzieckiego (zapożyczonego naturalnie z filmu Gwiezdne wojny).
Jedna może tylko historyjka: w latach 1960., będąc gubernatorem Kalifornii, jego limuzynę otoczył gniewny i (delikatnie mówiąc) niezbyt dobrze pachnący tłum lewackich studentów. Grozili Reaganowi pięściami, pokazując rożne nieprzyzwoite gesty,  skandowali „To my jesteśmy przyszłością Ameryki!”. Wtedy Reagan wychylił się z okna limuzyny, szelmowsko uśmiechając się, powiedział: „W tej sytuacji sprzedaję wszystkie swoje akcje giełdowe.”
Po objęciu prezydentury, kiedy musiał zmagać się z dominującymi wtedy lewicującymi politykami miał powiedzieć: „Polityka ma być ponoć drugim najstarszym zawodem świata. Doszedłem jednak do wniosku, że bardzo przypomina ona pierwszy najstarszy zawód świata.”
Na youtubie można obejrzec jego ciętą ripostę, tam też warto obejrzeć wypowiedź Miltona Friedmana o Reaganie. Polecam też posłuchać (i obejrzeć) filmik o ciekawym eksperymencie nt. ‘wyższości kapitalizmu nad socjalizmem’.

W 2004 roku wydano po polsku wybór jego najważniejszych przemówień (Ronald Reagan Moja wizja Ameryki. Najważniejsze przemówienia 40. prezydenta Stanów Zjednoczonych, Warszawa: ARWIL).
Kilka tylko cytatów z przemówień prezydenta Reagana:
„Jest tak wielu ludzi i instytucji, które przychodzą mi na myśl, dzięki ich roli w sukcesie, który świętujemy dziś wieczór. Przywódcy intelektualni tacy jak: Russell Kirk, Friedrich von Hayek, Henry Hazlitt, Milton Friedman, James Burnham, Ludwig von Mises ukształtowali tak wiele idei, które przyszło nam dziś mieć zaszczyt realizować.” (20 marca 1981r.)

„Nie przyszedłem do Waszyngtonu, by uprawiać politykę jak wszyscy. Nie przyszedłem tutaj, by nagradzać grupy interesu pieniędzmi innych ludzi. Nie przyszedłem też po to, by zdobyć krótkoterminową popularność polityczną. Przyszedłem do Waszyngtonu by spróbować rozwiązać problemy, a nie zamieść je pod dywan i zostawić dla tych, którzy przyjdą po mnie.” (13 października 1982 r.)

„Po zakończeniu II wojny światowej Stany Zjednoczone wzięły na siebie ciężar tworzenia handlu międzynarodowego, a także systemu finansowego. Podjęliśmy się tego zadania ze względu na ograniczone możliwości innych rządów. Propagowaliśmy nieskrępowaną granicami wymianę towarów i usług, gdyż historia nauczyła nas, że wolność gospodarcza służy nie tylko postępowi ekonomicznemu, ale także umacnia pokój na świecie.” (20 listopada 1982 r.)
„Ta nasza nowa idea, będąca na fali, wyraża zupełnie inną wizję rządu. My wyznajemy taką filozofię, jaka towarzyszyła Ojcom Założycielom– rząd ma być sługą, a nie władcą, jego głównym zadaniem jest zapewnienie bezpieczeństwa naszemu narodowi, a także, jak mówi Jimmy Durante” „Nie nakładaj na ludzi żadnych ograniczeń. Zostaw ich samym sobie.”” (18 lutego 1983 r.)
„Nie ma większej pomyłki niż przeświadczenie, że kapitalizm to system gospodarczy, z którego korzystają tylko bogaci. Wolność gospodarcza jest najpotężniejszym czynnikiem sprzyjającym wzrostowi obfitości i sprawiedliwości na świecie.” (22 lutego 1983 r.)
„Wierzę, że podejmiemy to wyzwanie. Wierzę, że komunizm jest kolejnym smutnym i dziwacznym rozdziałem w historii ludzkości, którego ostatnie karty zapisywane są być może teraz. Wierzę w to, ponieważ źródło siły w poszukiwaniu wolności człowieka nie ma charakteru materialnego, lecz duchowy. A ponieważ nasze źródło siły nie ma ograniczeń, to musi trwożyć i ostatecznie zatriumfować nad tymi, którzy chcieliby zniewolić bliźnich.” (8 marca 1983 r.)
„Wierze w to, że tym, co możemy uczynić, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Europie Zachodniej, by zakończyć ten sztuczny podział kontynentu, jest dalsze popieranie zasad wolności, demokracji, rządów prawa i niezbędnych praw człowieka. Dzięki twardemu trzymaniu się tych wartości oraz zachowaniu naszej pozycji moralnej i strategicznej na całym świecie, możemy zademonstrować, że komunizm nie stanowi w żadnym wypadku nieuniknionej przyszłości, że można się oprzeć jego naporowi. Czyniąc tak, pokażemy zniewolonym narodom, iż przeciwstawianie się totalitaryzmowi jest możliwe. … Jeżeli zrozumiemy tę lekcje i zapobiegniemy dalszej ekspansji komunizmu, zniewolone narody będą wiedziały, że istnieje nadzieja. Oczywiście droga, którą mieszkańcy Europy Wschodniej wybiorą, aby osiągnąć wolność, będzie wyłącznie ich decyzją. Jednakże przeciwstawianie się uciskowi jest prawie niemożliwe bez dostępu do prawdy i bez możliwości komunikowania się z innymi ludźmi.” (14 czerwca 1985 r.)
„Największym wyzwaniem, przed którym stoimy dziś naZachodzie, jest to samo uniwersalne wyzwanie, przed którym stoją również młodzi mieszkańcy Europy Wschodniej: zrozumieć i zachować wartości wypływające z właściwego podejścia do natury człowieka i do znaczenia życia. Dopóki wszyscy nie docenimy tego prawdziwego znaczenia życia, którym jest próba zwycięstwa w walce ze złem, to nigdy nie będziemy w stanie całkowicie cieszyć się wolnością, do której dążymy. To właśnie ta walka moralna jest fundamentem cywilizacji.” (14 czerwca 1985 r.)

i na koniec chyba najsławniejszy: „Panie sekretarzu generalny Gorbaczow, czy pragnie pan pokoju? Czy pragnie pan pomyślności dla Związku Sowieckiego i Europy Wschodniej? Panie Gorbaczow: Czy pragnie Pan liberalizacji? Panie Gorbaczow: Otwórz pan tę bramę, rozwal pan ten mur!” (12 czerwca 1987 r.) tutaj tutaj

 Na koniec warto też wspomnieć o drugiej postaci ze świata polityki, która przyczyniła się do upadku komunizmu. Myślę tutaj o Margaret Thatcher, Żelaznej Damie, premierze Wielkiej Brytanii w latach 1979-1990. Prezydentowi Reaganowi i premier Thatcher na prawdę wiele zawdzięczamy.


Margaret Thatcher i Ronald Reagan w Białym Domu w Waszyngtonie (1988 r.) 

W końcu listopada rząd przesłał do Sejmu projekt ustawy o utrzymaniu porządku i czystości w gminach. Projekt ten, wraz z uzasadnieniem i projektami aktów wykonawczych to ponad 140 stron. Kto to będzie czytał? Na pewno nie posłowie, oni są od głosowania, ewentualnie wprowadzania poprawek sugerowanych przez lobbystów, a potem od poprawiania uchwalonych przez nich gniotów. Pomijając długość,  to jest to co najmniej dziwny projekt ustawy, a nawet niebezpieczny. To kolejne naruszenie prawa prywatności i prawa własności. Zgodnie z tym projektem administracja gminna będzie kontrolowała nie tylko firmy, lecz także prywatnych właścicieli nieruchomości.
Na prywatne posesje mieliby prawo wejść urzędnicy (lub straż gminna z rzeczoznawcami oraz niezbędnym sprzętem) i dokonać oględzin terenu, wykonać zdjęcia i w ogóle powęszyć.
Ustawa ogólnikowo stwierdza, że sprawdzeniu mogą podlegać nieruchomości (obiekty i ich części), na których prowadzi się zbieranie odpadów komunalnych. Pole do nadinterpretacji i nadużyć będzie zatem wielkie. Niektórzy uważają, że nie będzie konieczności wpuszczenia urzędnika do mieszkania, bo wystarczy, że okaże mu się miejsce do zbierania odpadów. Ale przecież ja w mieszkaniu też mam podręczny kosz na śmieci, więc chyba mogą mi też wejść i do mieszkania? Poza tym zgodnie z tym projektem kontrolujący mogą wejść do domu i sprawdzić, w jaki sposób segreguję odpady!
Zgodnie z  projektowaną ustawą, nie tylko urzędnicy będą mogli sprawdzać stan mojego kosza na śmieci, dokonać tego będą mogli także pracownicy firmy wywożącej odpady (choć przyznać trzeba znacznie bardziej ograniczone).
Na wątpliwości, czy cała ta ustawa jest zgodna z konstytucją, od razu znaleźli się znawcy prawa, konstytucjonaliści, którzy zapewniają, że jest to zgodne (choć, jak przyznają, jest to ograniczenie naszej wolności).
Od razu nasuwa się pytanie, ile to będzie kosztowało nas, podatników i jaką kolejna armię urzędników będzie trzeba zatrudnić? To chyba dla rządu i samorządów nie problem, jako, że dzięki porozumieniu z UE odnośnie niewliczania kosztów związanych z reformą emerytalną do deficytu, rząd może zwiększyć deficyt i dług, a zatem  można będzie zwiększyć zatrudnienie w administracji – Kreatywna księgowość polskiego rządu

Warto pamiętać to co powiedział już dawno temu David Hume: "Rzadko kiedy wolność traci się od razu", a także Hannah Arendt: "Im mniej polityki, tym więcej wolności".
Tak krok po kroczku, zabierana jest nasza wolność. Czy sprzeciwimy się temu?

To oczywiście wspomnienie mojej młodości, ale piosenkę Johna Lennona od czasu do czasu, przy różnych okazjach ‚puszczam’ na wykładach swoim studentom (np. jak mówię im o roli rządu i próbuję ich przekonać o tym, że możliwy jest stan w którym ludzie potrafią sami sobie zorganizować całkiem dobrze codzienne życie, bez potrzeby odwoływania się do państwa, jako nadzorcy).
Przypadkowo natrafiłem na polskie tłumaczenie i polską wersję tej piosenki (wielkie dzięki YouTube!).
Spieszę zatem podzielić się tym:
Oryginalne wykonanie Imagine - Lennon z  Yoko Ono (z polskimi napisami; tłumaczenie jest w miarę wierne, ma jednak swoje niedociągnięcia i jest dosyć toporne):

http://www.youtube.com/watch?v=KoG1k5W10p0&feature=related


Angielski tekst można czytać słuchając Lennona:

http://www.youtube.com/watch?v=VM0Z75KEd_o&feature=player_embedded

Polska wersję tego przeboju można posłuchać pod:

http://www.youtube.com/watch?v=sgUDGbcLKDI&feature=player_embedded

(ten przekład piosenki Lennona jest już całkiem fajny).


Pomarzmy trochę. Może kiedyś nasze marzenia się ziszczą.
Chłop pańszczyźniany w Średniowieczu, czy niewolnik w Egipcie, też nie wyobrażali sobie że kiedyś jego potomkowie będą wolnymi ludźmi.

Jak twierdzi Anna Streżyńska (GW, 15.12.2010): "Ceny detaliczne SMS-ów są za wysokie w stosunku do kosztów ponoszonych przez operatorów".  Urząd Komunikacji Elektronicznej (którego prezesem jest A. Streżyńska – bardzo operatywna Pani prezes, której boją się najwięksi monopoliści telekomunikacyjni w Polsce) przeprowadził analizę  i doszedł do wniosku, że maksymalna uzasadniona cena hurtowa za jednego SMSa to 5 gr, podczas gdy obecnie jest trzykrotnie większa. Analiza ta z pewnością kosztowała nas, podatników sporo grosza, ale może warto płacić za tego typu ekstrawagancje? W końcu UKE usilnie walczy od lat o nasze dobro – konsumenta, klienta. 
Za tą analizą idą zdecydowane działania biurokratyczne. 
Urząd ustalił, że stawki hurtowe będą regulowane, podobnie jak jest to ze stawkami hurtowymi składającymi się na ceny rozmów. Jakże miło usłyszeć,że UKE  tak bardzo dba o naszą kieszeń byśmy za dużo nie płacili za SMSy i rozmowy telefoniczne!  Godne poparcia i przyklaśnięcia. A i rząd będzie mógł się pochwalić, ze podejmuje skuteczne działania w obronie konsumentów.
Tego typu działania nie są polską specyfiką. Przykładowo, kilka lat temu we Francji, przez pół roku redakcja "Que choisir?" badała rynek. Badania te wykazały,że trzej operatorzy komórkowi we Francji – Orange, SFR i Bouygues Telecom – zawyżają ceny SMS-ów, osiągając "gigantyczne zyski na każdej wysłanej wiadomości tekstowej". Ustalono,że podczas gdy obsługa SMS-a kosztuje operatora w sumie 2,21 eurocenta (ok. 10 gr), to cena, którą płaci konsument, po uwzględnieniu różnych rabatów i promocji, jest pięć razy większa i wynosi ok. 11 eurocentów.

Nasuwa się tylko jedna  ’drobna’ wątpliwość. Czy to wszystko ma jakiś sens? Czy nie łatwiej, taniej i skuteczniej byłoby gdyby państwo zrezygnowało z udzielania koncesji operatorom telekomunikacyjnym i zagwarantowałoby swobodę wejścia nowych (i swobodę wyjścia, bankructwa) firm na rynek. Mielibyśmy wtedy na rynku nie trzech, czy czterech operatorów, którzy ‚trzęsą rynkiem’ a kilkanaście konkurujących ze sobą. Wtedy nie trzeba byłoby przeprowadzać kosztownych badań, i zatrudniać armii urzędników, aby cena ustaliła się samoistnie na minimalnym, naturalnym poziomie (np. 5-6 groszy za SMSa). 

Ruch ‚Obywatele Kultury’ zaproponował tzw. ‘Pakt dla Kultury’. Jak twierdzą jego twórcy, jest to pierwsza w demokratycznej Polsce propozycja umowy społecznej, której przedmiotem jest kultura (Więcej kultury, proszę państwa).  Kolejny już raz tzw. ‘twórcy kultury’ (przepraszam powinno być przez duże K, czyli ‘twórcy Kultury’) upominają się o łatwy publiczny grosz. Te idee to nic nowego. Dwa tylko przykłady (z moich wcześniejszych wpisów w ‚uwagach na gorąco’):

W marcu 2008 roku twórcy opublikowali List otwarty do Donalda Tuska Premiera Rządu RP
http://www.publicznemedia.org.pl/
,w którym napisali m.in.
"abonament jest najuczciwszym sposobem finansowania mediów publicznych. … Jesteśmy też zdecydowanie przeciwni prywatyzacji mediów publicznych. Kulturowa tożsamość narodu, edukacja i ochrona czystości języka to nie są zadania dla wolnego rynku. We wszystkich szanujących swoją kulturę krajach europejskich właśnie media publiczne wyznaczają kulturalne i obyczajowe standardy. Jeśli polskie media publiczne tego nie robią, trzeba je naprawić, a nie prywatyzować, czy też zmniejszać ich zasięg. Naszym obywatelskim obowiązkiem jest zaprotestować przeciw planom osłabienia mediów publicznych oraz ich uzależnienia od administracji rządowej. Naszym obywatelskim obowiązkiem jest ostrzec polityków przed fatalnymi skutkami ich działań. To wyłącznie samodzielne działania polityków doprowadziły telewizję i radio publiczne do stanu narastającej degrengolady. Przez kilkanaście lat kolejne rządzące partie próbowały je "ulepszyć" nie pytając nikogo o zdanie. Skutek- widać."
Pozwoliłem sobie wtedy skomentować to następująco:
Skąd oni to wiedzą? 
Bo są ‚oświeceni’!
(przy okazji proponuje przeczytać właśnie wydaną po polsku książkę Thomasa Sowella ‚Oni wiedzą lepiej’, Fijorr Publishing)
Czy ci ‚oświeceni’ zastanawiali się kto stał na straży ‚tożsamości narodu, edukacji, czystości języka’ przez ostatnie kilkaset (a nawet kilka tysięcy) lat?
Warto zapoznać się z listą osób, które zainicjowały podpisywanie tego listu otwartego. Wydaje mi się, że większość w okresie Solidarności i w pierwszych latach naszej wolności miała gębę pełną frazesów o wolności mediów, konieczności wprowadzenia kapitalizmu i urynkowienia naszego życia społecznego. Kiedy okazało się, że po to by tworzyć (malując, pisząc, muzykując, robiąc filmy, …) trzeba się wysilić by ktoś to ich ‚tworzywo’ kupił, zaczęli wspominać jak to było za czasów PRLu, będąc w dobrych stosunkach z ‚władzą’ (a większość z nich w takich stosunkach była) można było znacznie łatwiej dostać publiczne pieniądze i robić co im w ‚duszy gra’. Oczywiście twierdzą, że publiczne pieniądze potrzebne im są po to by spełnić’ misję społeczną’, tworzyć ‚ambitną sztukę’. Już parę lat temu zrobili taki ‚skok na publiczną kasę’ wymuszając powstanie Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej.

Marzy im się teraz mecenat państwowy, rodem z PRLu, po to by zaspokoić swoje ambicje i by móc twierdzić, że ludzie nie chodzą na ich filmy, spektakle,wernisaże, performance, happeningi (jakkolwiek to nazywają), bo nie rozumieją ich ambitnej Sztuki.
27marca 2008
W sobotę 29 marca pokazał się nastronie komunikat"Niniejsza strona ma na celu gromadzenie podpisów poparcia dla listu otwartego, a nie jest forum dyskusyjnym dlatego wpisy niebędące podpisem są usuwane. Twórcy strony rozważają uruchomienie forum dyskusyjnego na temat polityki medialnej RP i reformy mediów publicznych."
Była to reakcja na wiele wpisów nieprzychylnych apelowi (stan strony na godzinę 0:57, 28 marca 2008).
Cóż, pozostaje mieć nadzieję, że twórcy strony dotrzymają słowa i uruchomią forum dyskusyjne (‚oj, będzie się działo’).

Kilka miesięcy wcześniej, w grudniu 2007 roku sam minister kultury miał podobne pomysły:
"Minister kultury Bogdan Zdrojewski chce wprowadzić ustawowy nakaz zatrudniania artystów przez inwestorów. Zgodnie z nim musieliby oni przeznaczyć 1 proc. kosztów nakładów inwestycyjnych na zamówienie dzieł sztuki lub rzemiosła. Minister powołuje się na przykład takich regulacji w Niemczechi we Francji. Według Zdrojewskiego, ustawa mogłaby wejść w życie w 2009 r. … Pierwsze regulacje nakazujące przeznaczenie jednego procenta kosztów budowy obiektów użyteczności publicznej na tworzenie dzieł sztuki wydano w hitlerowskich Niemczech w 1934 r. Powrócono do nich wlatach 50. – w 1950 r. wprowadzono je w Niemczech Zachodnich, a w 1952 r. także w Niemczech Wschodnich. Na szeroką skalę zaczęto je stosować w latach 60. wraz z dużą liczbę zamówień na budynki i inne obiekty użyteczności publicznej. … "Chcę doprowadzić do przyjęcia nowej ustawy,dzięki której będzie większy popyt na dzieła sztuki. Będzie ona obligowała inwestorów przedsięwzięć publicznych do tego, aby zatrudniali artystów na kwotę1 procenta wartości nakładów inwestycyjnych, tak jak to jest w Niemczech czy we Francji" – mówił minister kultury.
"Na przykład jeśli budowana jest Biblioteka Narodowa czy Dworzec Centralny, to żeby 1 procent środków przeznaczonych na tę inwestycję szedł przez ręce artystów. Nieważne, co oni będą robili – czy to będzie klatka schodowa, czy zamówienie rzeźby do wnętrza, czy będzie to robienie drzwi przez artystę-stolarza. Chodzi o to, aby były to działania powtarzalne" – tłumaczył Zdrojewski." – ‚Zdrojewski chce ustawy wymuszajacej wspieranie twórców‚, Rz,7.12.2007
Wtedy też pozwoliłem sobie na komentarz: Już nie wiem co pisać. A wydawał się taki rozsądny facet. Czyżby i w przypadku Zdrojewskiego sprawdziła się stara prawda, że "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia" i że mając władzę zatraca się poczucie zdrowego rozsądku?
Już parę lat temu coś podobnego wywalczyli sobie filmowcy polscy, którzy  poprzez ‚Polski Instytut Sztuki Filmowej’, dostają duże, wymuszone ustawą sejmową, ‚publiczne’ pieniądze na kręcenie filmów.
Drogi artysto,jak jesteś takim wielkim Artystą to albo znajdź sobie prywatnego mecenasa (którego nie jest tak łatwo przekonać, że Twoja sztuka to wielkie dzieło) albo sam sprawdź się na rynku, zarób pieniądze i potem wydawaj te swoje pieniądze na różnego rodzaju performace, happeningi, instalacje, czy jak to tam nazywacie.
20.12.2007

Wracając do obecnej inicjatywy Obywateli Kultury. Po klasycznym wstępie ideologicznym (takim trochę ściemnianiu: „To ruch w obronie konstytucji, która gwarantuje wszystkim obywatelom równy dostęp do dóbr kultury.”, „Pakt dla Kultury to ruch egzekucyjny, którego celem jest wyegzekwowanie naszych praw” (co brzmi trochę z jakobińska, czekam tylko jaką gilotynę wymyślą twórcy?)), autorzy przechodzą do konkretów: podniesienie wydatków na kulturę z budżetu państwa do 1 proc., i to już od 2012 r. (czyli po prostu chodzi o kasę!).
Stworzona została specjalna strona wspomagająca akcję (
http://obywatelekultury.pl/
). Będziemy śledzić co tam się będzie działo.
Poniżej cytuję kilka fragmentów z projektu Paktu dla kultury, do których mam tylko jedno proste pytanie: Skąd ‘obywatele kultury’ to wiedzą?
„Powszechne uczestnictwo w kulturze jest jednym z najważniejszych czynników rozwoju społecznego i ekonomicznego. … Nowoczesne państwo jako forma politycznej organizacji obywateli odpowiada za stan i rozwój kultury, a przedmiotem jego zobowiązań powinno być tworzenie nowoczesnej infrastruktury, powszechne uczestnictwo w kulturze i równe jego szanse dla wszystkich obywateli. … Finansowanie to najmniej, co państwo może zrobić. Państwo winno stworzyć nowoczesne instrumenty właściwego finansowania kultury i audytu środków publicznych przeznaczanych na kulturę. Inwestycje w kulturę przynoszą rzeczywiste korzyści gospodarcze i efekty rozwojowe, ale wskaźniki ekonomiczne nie mogą być jedynym sposobem oceny inwestowania w dobra kultury.”

 cdn


  • RSS