Witold Kwaśnicki

Własność, Wolność, Odpowiedzialność i Wzajemne zaufanie

Wpisy z okresu: 2.2011

Od paru tygodni na łamach Gazety Dolnośląskiej (lokalnego dodatku do GW) toczy się ‚dyskusja-niedyskusja’ o kondycji Uniwestytetu Wrocławskiego. Zamiast Uniwersytetu Wrocławskiego mogła to być niemalże każda tzw. publiczna uczelnia wyższa w Polsce, akurat trafiło na UWr! Nie będę jednak zabierał głosu w tej sprawie, bo to musiałaby być długa wypowiedź, a poza tym nie za bardzo wierzę by, w sposób radykalny, cokolwiek zmieniło się  na polskich uczelniach bez zmiany otoczenia w których funkcjonują uczelnie (przede wszystkim by uczelnie rzeczywiście konkurowały między sobą – a temu mogłyby sprzyjać wprowadzenie odpłatności za studia, prywatyzacja polskich uczelni, ich pełna autonomia, no i naturalnie ‚walka’ o dobrego absolwenta przez pracodawców). 
Nie o tym jednak chciałem dzisiaj napisać. Tak mi sie to nasunęło, kiedy przeczytałem informację o powołaniu kolejnej komisji (naturalnie finansowanej z publicznych pieniędzy), mianowicie  jedenastoosobowego Zespołu ds. Dobrych Praktyk  Akademickich (będzie to tak wspaniała jedenastka jak polska drużyna piłkarska). Przyznam się, że dziwię się członkom tego zespołu (o każdym z nich można powiedzieć tylko dobre słowa), że zgodzili się firmować swoimi nazwiskami tę donkiszoterię. Zespół ten jest kontynuatorem działającego od wielu lat Zespołu ds. Etyki w Nauce. Postawię tylko jedno retoryczne pytanie: czy w wyniku działań Zespołu ds.Etyki w Nauce systematycznie w polskiej nauce, na polskich uczelniach poprawia się  etyczne zachowanie się pracowników polskich uczelni i polskich naukowców?
Jedyne co nam pozostało to stosować ‚na co dzień’ stare przesłanie Wojciecha Młynarskiego ‚Róbmy swoje‚. Dodałbym jeszcze działanie zgodne z ‚liberalnym 3P‚(być przygotowanym (tak by wykorzystać każdą nadarzającą się okazje do realizacji swoich celów), postępować zgodnie z zasadami etycznymi (niezależnie od okoliczności w jakich się znajdujemy), oraz być cierpliwym (a’nasz czas nadejdzie’)). To wszystko naturalnie zgodne jest ze starą taoistyczną zasadą wu-wei (niedziałania - co wcale nie oznacza ‚nic nierobienia’!).

I wracając do tego co napisałem na początku: Panie doktorze Dybczyński proszę mi nie zarzucać, że: ‚przymykam oko na zło, które wokół mnie się dzieje’, ‚mam trudności z odróżnieniem tego co złe i co dobre’, ‚wstydzę się za swoją uczelnię’,'marnotrawię publiczne pieniądze, źle ucząc studentów’, ‚lekceważę zajęcia i studentów’,'przymykam oczy na nieprawidłowości’, ‚załatwiam jakieś swoje małe interesiki’, ‚uważam, że Uniwersytet jest własnością wspólnoty profesorów’. Panie doktorze Dybczyński, każdy sądzi według siebie!

Dzisiaj dowiedziałem, sie kto jest tuzem polskiej ekonomii! Jak Państwo też chcecie się dowiedzieć to poczytajcie sobie jak dwa ‚liberalne’ tuzy sprzeczają się ‚sprzedawać czy nie sprzedawać’?

Każdy ma takiego tuza na jakiego zasługuje.

Wrocławski artysta umieścił  w lufach radzieckich czołgów (stojących przy wejściu na Cmentarz Oficerów Radzieckich przy ul. Karkonoskiej we Wrocławiu) styropianowe atrapy ognia, jaki, w wyobraźni tego artysty, wydobywa się przy ostrzale artyleryjskim. Happening jak happening, wzbudzał różnorakie reakcje (sądząc po zdjęciach, na których widać snieg, którego od paru dni już we Wrocławiu nie ma, cały ‚happaning’ musiał trwać ponad tydzień).
Mnie jednak zaintersowało coś innego. Mianowicie reakcja Urzędu Wojewódzkiego, nadzorujacego trwający remont tego cmentarza. Jeśli uznano, ze tych atrap nie powinno być, to po prostu Urząd powinien wysłać tam ‚pana Witka’ z drabiną, który po prostu atrapy te wyjąłby z luf czołów. To byloby jednak za proste. Jak się okazuje Urząd Wojewódzi zwrócił się o usunięcie tych atrap ognia do gminy odpowiedzialnej za nadzór nad cmentarzem i dopiero wtedy ten styropianowy ogień zniknął. Już widzę jak wiele osób w to było zaangażowanych, ile posiedzeń, uzgodnień, telefonów i pism musiało zaistnieć. 
Do tego na prawdę potrzebna jest armia urzedników! Pamiętam jak w czasach PRLu narzekaliśmy na ogromne masy urzędników pracujacych w administracji państwowej i samorządowej (mówiło się wtedy o ‚przerostach administracyjnych’). Okazuje sie, że teraz po 21. latach transformacji takich urzedników jest kilkakrotnie więcej. Ta armia musi kosztować wiele miliardów złotych (naturalnie z naszych, podatników, kieszeni).

Zacznę od trzech dat:
16 października 1978 roku – Karol Wojtyła zostaje wybrany na papieża i przyjmuje imię Jana Pawła II.
4 maja 1979 roku – Margaret Thatcher zostaje premierem rządu JK Mości Wielkiej Brytanii.
20 stycznia 1981 roku – zaprzysiężenie Ronalda Reagana na 40. prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej.

Jan Paweł II, Margaret Thatcher i Ronald Reagan zmienili bieg historii, doprowadzili do upadku ‘imperium zła’, umożliwili zmiany, które swego czasu nazwałem ‘rewolucją znamienitą’.
Dzisiaj obchodzimy setną rocznice urodzin ostatniego z tej trójki, Ronalda Reagana. Pisałem o tym w grudniu. Dzisiaj z okazji tej rocznicy tylko kilka dalszych słów o Ronaldzie Reaganie.
Reagan został wybrany na prezydenta mając 69 lat i jak dotychczas był najstarszym wybranym prezydentem USA. Jego prezydentura (jak i wcześniej, kiedy był gubernatorem Kalifornii) była wielce nietypowa. U jednych wzbudzał zachwyt, wielu miało bardzo mierne zdanie o jego możliwościach intelektualnych. Clark Clifford, doradca prezydentów (Harry S. Truman, John F. Kennedy, Lyndon B. Johnson i Jimmy Carter), nazywał go „sympatycznym osłem”, a Nicholas von Hoffman, wpływowy dziennikarz i komentator polityczny, stwierdził,że „świadomość, iż ten niedouczony, pewny siebie prostak jest naszym prezydentem, bywa upokarzająca”. Długoletni kongresmen, Tip O’Neil wyraził się o prezydencie Reaganie, że: „Wie mniej niż wszyscy prezydenci, których znałem.” Natomiast dziennikarz New York Timesa, Anthony Lewis twierdził, że  Reagan mógł „koncentrować się przez zaledwie siedem minut”. Wtórował mu pisarz Gail Sheehy, który twierdził, że w czasie prezydentury Reagan „drzemał”.  (cytuje za Peter Schweizer, Wojna Reagana)
Faktem jest, że Reagan umiał odsuwać od siebie sprawy mniej ważne i koncentrował się na tych najważniejszych. Wybór tych najważniejszych dokonywał się u niego przez stosowanie jednego ważnego kryterium, mianowicie czy podjęcie tej sprawy będzie sprzyjało potędze i powszechności wolności osobistej. Reagan był człowiekiem o jasnych i ugruntowanych zasadach etycznych, w których nadrzędnymi było poczucie sprawiedliwości, uczciwość, odwaga, skromność. Sam Ronald Reagan powtarzał, że zawsze trzeba być ‘przyzwoitym człowiekiem’.  Miał ogromny dystans do samego siebie, potrafił (często z rozbrajającą szczerością) przyznać się do tego, że czegoś nie wie. Kiedy składał podpis na jakims starym zdjęciu na którym sfotografowano go razem z szympansem Bonzo, poniżej swego autografu dopisał: „Ten z zegarkiem to ja”.
Miał bardzo swoiste pouczycie humoru, a w swych działaniach często kierował się niesamowitą intuicją i swoistym wyczuciem co w danej sytuacji najlepiej jest zrobić. Pewnego razu Reagan leciał w helikopterze nad Waszyngtonem, a obok niego siedziała pracownica jego sztabu,którą zapytał: „To cmentarz Arlington. Ilu umarłych tam leży?”. Pracownicata stwierdziła, że nie wie, na co on miał jej odpowiedzieć: „Wszyscy leżą”. Kiedy po zamachu na jego życie wieziono go na salę operacyjna, zwrócił się do ekipy przerażonych lekarzy: „Mam nadzieję, że panowie są republikanami.” 
Znany jest z wielu błyskotliwych powiedzeń, choćby takie jak: „Rząd nie rozwiązuje problemów. On je finansuje” (czy w podobnym duchu, fragment jego przemówienia inauguracyjnego jako prezydenta, zawarty w tytule tej notatki: „… rząd nie jest dobrym rozwiązaniem naszych problemów; rząd jest problemem”); „Kiedy ekonomiści widzą, że coś sprawdza się w praktyce, chcieliby zbadać, czy będzie się także sprawdzać w teorii.”; „Kiedy pracę traci twój kumpel, mamy recesje. Kiedy zwolnią ciebie, mamy kryzys. A kiedy prace straci Carter, można mówić o uzdrowieniu gospodarki.”; „Nie martwi mnie deficyt budżetowy. Jest już tak duży, że powinien sam zatroszczyć się o siebie.” (podaję za Paul Johnson, Bohaterowie).
W poprzedniej notatce podałem linki do kilku filmów pokazujących jego zdolności do ciętych ripost, kolejny z nich to ta kiedy przyjmuje winę na siebie.

Ronald Reagan był przyjacielem Polaków i sprzyjał Polsce, w trudnych dla nas momentach, stawał w naszej obronie.
Na koniec warto obejrzeć podsumowanie jego dwóch prezydenckich kadencji.

Brytyjski Institute of Economic Affair opublikował niedawno raport na temat reform szkolnictwa w Szwecji pod znamiennym tytułem ‘Szkolne nauczanie dla pieniędzy: Reforma edukacji w Szwecji i znaczenie dbałości o zysk (Schooling for Money: Swedish Education Reform and the Role of the Profit Motive). W Szwecji w 1992 roku wprowadzono reformę edukacji opartą na idei bonu edukacyjnego. Od tego czasu w zasadzie każdy ma prawo do uruchomienia szkoły i może dostawać za kształcenie każdego ucznia pieniadze odpowiadające średniemu kosztowi kształcenia. Działalność szkół jest dosyć ostro regulowana różnorakimi przepisami, np. działalność każdej szkoły musi być zaaprobowana przez Narodową Agencję Edukacji, program musi być zgodny z krajowym programem nauczania, istnieje zakaz doboru uczniów wg zdolności, statusu społeczno-ekonomicznego, czy pochodzenia etnicznego. Szkoły niezależne (‘nastawione na zysk’) nie mogą pobierać żadnych dodatkowych opłat, jedyne dochody szkoły to opłata za bon edukacyjny.
Te kilkunastoletnie doświadczenia pozwalają na wstępną ocenę tych (mimo wszystko, ułomnych) prorynkowych reform. Okazuje się, że w tym nowym systemie znacznie większa liczba dzieci ma dostęp do nauki w szkołach wyraźnie poprawiających ich osiągnięcia edukacyjne. Konkurencja ze strony szkół niezależnych, nastawionych na zysk, wymusza stałą poprawę jakości kształcenia i co istotne (a dla niektórych może nawet paradoksalne, zwłaszcza dla tych ‘wrażliwych społecznie’) pojawienie się na rynku edukacyjnym szkół nastawionych na zysk zwiększyło wyraźnie dostęp do dobrego kształcenia dzieciom z rodzin o niskim statusie społeczno-ekonomicznym. 
Z nowego systemu zadowoleni są zarówno uczniowie i ich rodzice, jak i nauczyciele.

  Ze stwierdzeniem „Z pełnym przekonaniem rekomendowałbym innym rodzicom szkołę do której uczęszcza obecnie moje dziecko” zgodziło się prawie 60% rodziców, których dzieci uczęszczają do szkół państwowych (w tym ok. 20% bardzo zdecydowanie) oraz ponad 80% rodziców, których dzieci uczęszczają do szkół ‘prywatnych’ (w tym ponad 50% bardzo zdecydowanie). Z pracy w szkołach państwowych zadowolonych jest ok. 70% nauczycieli natomiast w szkołach ‘prywatnych’ takich zadowolonych nauczycieli jest ok. 74%. (Nawiasem mówiąc ten drugi diagram (umieszczony w raporcie) jest nierzetelnie narysowany – ta niewielka 4 procentowa różnica została nienaturalnie wyolbrzymiona poprzez wybór ‘odpowiedniej’ skali; praktyka ta często stosowana jest przez niektóre instytucje, próbujące wykazać jakąś tezę (np. niektóre fundusze inwestycyjne chcące pokazć jak wielkie maja zyski w stosunku do konkurencji). To całkiem niepotrzebnie zostało uczynione przez autora raportu).

Zatem starajmy się wprowadzić, w jak najszerszym zakresie, elementy konkurencji i inne mechanizmy rynkowe wszędzie: w edukacji, ochronie zdrowia, systemie emerytalnym, transporcie, policji, … . Jak pokazują doświadczenia ostatnich 30 lat, wszędzie tam gdzie wprowadzano mechanizmy rynkowe na poprawę funkcjonowania i wzrost zadowolenia klientów nie trzeba było długo czekać. Nieprzypadkowo wspomniałem o 30 latach, bo w dobie współczesnej coś takiego zaczęło się dokonywać właśnie na przełomie lat 1970. i 1980., dzięki polityce Ronalda Reagana i Margaret Thatcher. Ale o tym jutro, bo będzie ku temu szczególna okazja.


  • RSS