Witold Kwaśnicki

Własność, Wolność, Odpowiedzialność i Wzajemne zaufanie

Wpisy z okresu: 4.2011

Kilka temu prof. Golinowska opublikowała artykuł o reformie systemu opieki zdrowotnej. Zaczynał się bardzo obiecująco od zdania: „Zawodności rynku nie przezwycięży zawodne państwo. Czy ktoś to w końcu zrozumie?” Pomyślałem, no wreszcie jakiś głos rozsądku w popularnym medium. Niestety rozczarowanie rosło w miarę czytania tekstu, a pod koniec wpadłem w stan niemalże totalnego załamania (jeśli nie depresji). Czym bliżej końca tym więcej tzw. nowomowy, dlatego ograniczę się tylko do zacytowania tego co Pani profesor pisze na początku, a tym o mocnych nerwach i co bardziej wytrwałych odsyłam do tekstu tego artykułu. Pani Profesor pisze: „Państwo -tu się chyba zgadzamy – ma dbać o kapitał ludzki, na który składa się nie tylko wiedza i umiejętności, ale i zdrowie. Nie jest bowiem tak, że za zdrowie jednostki odpowiada ona sama.” Otóż Pani profesor,nie zgadzamy się, proszę nam tego nie wmawiać.
Potem Pani profesor ustawia sobie ‘chłopca do bicia’ i pisze, że „
Rynek -to warto sobie uświadomić – państwa w tym zakresie nie zastąpi. Jest ponadto zawodny także w świadczeniu usług zdrowotnych.” Jak się wmawia tego typu rzeczy ludziom to w końcu uznają to za prawdę, a tak po prostu nie jest. Można powoływać się na ‘nowoczesne podręczniki’ („Dlaczego w opiece zdrowotnej rynek jest zawodny – uczą wszystkie nowoczesne podręczniki ekonomii. Po prostu – w zdrowiu i podaż, i popyt nie podlegają tym prawidłowościom, które decydują o funkcjonowaniu konkurencyjnego rynku.”) i uprawiać szamaństwo, ale trzeba być świadomym tego, że wcześniej czy później taki styl myślenia doprowadzi do katastrofy (tak jak blisko katastrofy są systemy emerytalne oparte na systemie repartycyjnym).
Przyjęcie postawy, że „…ochroną zdrowia musi się zająć państwo. To nie znaczy, że ma leczyć. W nowoczesnych systemach państwo po prostu wpływa na podaż usług: finansuje producentów, gdy świadczą usługi pożądane dla zbiorowości. Państwo wpływa też na popyt: to dzięki niemu obywatele mają prawo do ochrony zdrowia niezależnie od poziomu zamożności i tego, jak skomplikowane i kosztowne są ich dolegliwości.”, pogłębi tylko już obecnie widoczną zapaść systemu opieki zdrowotnej. 

Tutaj przestanę analizować dalsze wypowiedzi Pani profesor, głównie w trosce o swoje zdrowie. Proponuję natomiast, jako odtrutkę, przeczytać przetłumaczony artykuł Roderick T. Longa o tym jak państwo rozwiązuje kryzys w służbie zdrowia.

Zapomnieliśmy, że można żyć w całkiem innych warunkach swobody decyzji i swobody kształtowania swojego życia, że w dużym stopniu, w naszym codziennym życiu, możemy obyć się bez państwa.

We wstępie do Historii Anglii  (English History 1914-1945)  A.J.P. Taylor pisze: „Do sierpnia 1914 roku rozsądny, przestrzegający prawa Anglik mógł przejść przez życie i prawie nie zauważyć istnienia państwa poza urzędem pocztowym i policjantem. Mógł żyć, gdzie chciał. Nie miał urzędowego numeru czy karty identyfikacyjnej. Mógł podróżować za granicę albo opuścić swój kraj na zawsze bez paszportu czy jakiegokolwiek urzędowego zezwolenia. Mógł wymienić pieniądze na każdą obcą walutę bez ograniczeń i limitów. Mógł nabywać dobra z każdego kraju na świecie na takich samych warunkach, na jakich kupował je w domu. Skoro o tym mowa – cudzoziemiec mógł spędzić życie w tym kraju bez zezwolenia i bez informowania o tym policji.Odmiennie niż w krajach europejskich na kontynencie, państwo nie wymagało od swoich obywateli służby wojskowej. Obywatel angielski mógł – jeśli chciał – zaciągnąć się do regularnej armii, marynarki lub rezerwy. Mógł także zignorować, jeśli tego chciał, wymagania obrony narodowej. Poważni posiadacze byli od czasu do czasu powoływani jako sędziowie przysięgli. Poza tym pomocą państwu służyli tylko ci, którzy chcieli [...]. Pozostawiało ono dorosłych obywateli samym sobie.”

Nie doceniamy zdolności społeczeństwa do samoorganizowania. Parę lat temu, gdy poproszono mnie o napisanie o tzw. ekonomii społecznej i tzw.organizacjach pozarządowych z perspektywy liberała, napisałem m.in. (i proszę mi wybaczyć długość tego wyjątku, ale wydaje mi się, że pasuje on jako częściowa choćby odpowiedź Pani profesor Golinowskiej i wielkiej rzeszy podobnie myślącym intelektualistom):
Jednym z dobrych przykładów społeczeństwa, którego rozwój w dużym stopniu zależał od aktywności obywateli organizujących się w różnego rodzaju stowarzyszeniach są StanyZjednoczonych Ameryki Północnej w XIX wieku (nawiasem mówiąc okresuintensywnego rozwoju gospodarki rynkowej w tym społeczeństwie). Pięknie opisał to Alexis de Tocqueville w  napisanej ponad 170 lat temu O demokracji w Ameryce(polskie wydanie 1996 i 2005). Już wtedy Toqueville zauważył różnice w stosunku do stowarzyszeń w Europie i w Stanach.
„Większość Europejczyków widzi jeszcze w stowarzyszeniach coś w rodzaju wojennego oręża, który przygotowuje się w pośpiechu i na­tychmiast wypróbowuje na polu walki.
Ludzie stowarzyszają się u nas w celu wymiany myśli, lecz zaprząta ich przede wszystkim idea bliskiego działania. W naszych stowarzyszeniach, tak jak w wojsku, dyskutuje się po to, by obliczyć siły i wzbudzić zapał, potem zaś wyrusza się na wroga. Środki legalne mogą mieć pewne znaczenie dla członków naszych stowarzyszeń, ale w gruncie rzeczy nie uważa się ich za wystarczające do zwycięstwa.
W Stanach Zjednoczonych prawo zakładania stowarzyszeń pojmowane jest całkowicie odmiennie. Obywatele tworzący mniejszość stowarzy­szają się tam przede wszystkim po to, by udowodnić, jak są liczni, i przez to osłabić moralne panowanie większości. Drugim celem stowarzy­szonych jest gromadzenie argumentówi wybranie spośród nich takich, które mogą najskuteczniej przekonać większość; nie tracą oni bowiem nadziei na zdobycie jej dla siebie, by potem w jej imieniu zdobyć także władzę.” (Tocqueville, 1996, t. 1, s. 197)

W tamtym czasie Tocqueville mógł napisać, że: „Na świecie istnieje tylko jeden naród, który korzysta z nieograniczonej ­swobody zakładania stowarzyszeń politycznych. Jest to również jedyny naród, którego obywatele stale stowarzyszają się w celach społe­cznych, osiągając dzięki temu wszelkie dobrodziejstwa, jakie dać może cywilizacja.” (t.2, s. 125)
Warto zadać sobie pytanie czy nadal nie są aktualne spostrzeżenia Tocquevilla, że: „Ameryka jest krajem, w którym najlepiej wykorzystano ideę stowa­rzyszeń i w którym najpełniej zastosowano ten potężny środek od­działywania.
Mieszkaniec Stanów Zjednoczonych od dzieciństwa uczy się tego, że w walce ze złem i życiowymi przeciwnościami należy liczyć przede wszystkim na siebie. Na władze publiczne patrzy nieufnie, odwołując się do nich tylko wtedy, gdy jest to niezbędne. Dzieje się tak już w szkole, gdzie dzieci nawet w zabawie podporządkowują się regułom, które same ustanowiły, i same określają wykroczenia domagające się kary. Podobnie dzieje się w życiu społecznym. Oto ruch na drodze publicznej ulega zakłóceniu – okoliczni mieszkańcy natychmiast powołują radę i z tego zaimprowizowanego zgromadzenia wyłoniona zostaje siła wykonawcza, która zaradzi złu, zanim komukolwiek z zainteresowanych przyjdzie do głowy zwrócić się do władz. Ta sama reguła obowiązuje, gdy chodzi o roz­rywki. Powołuje się radę, której zadaniem jest nadanie splendoru świętom oraz utrzymanie porządku w czasie ich trwania. Stowarzyszenia organizuje się także po to, by przeciwstawić się złu o charakterze moralnym – wszelkienie umiarkowanie zwalczane jest wspólnymi siłami. W Stanach Zjednoczonych stowarzyszenia służą obronie bezpieczeństwa publicznego, rozwijaniu handlu i przemysłu, rozkwitowi moralności i religii. Nie ma bowiem takiej rzeczy, której wola ludzka nie byłaby zdolna osiągnąć przez dobrowolne działania jednostek połączonych we wspólnym wysiłku.” (t. 1, s. 192)
Różnice pomiędzy postawą obywateli po obu stronach Atlantyku Tocqueville postrzegał także w tym, że „Europejczyk widzi w urzędniku publicznym jedynie siłę, Amerykanin – prawo. Można powiedzieć, że w Ameryce człowiek nie jest posłuszny nigdy człowiekowi, lecz sprawiedliwości i prawu.
Amerykanin ma często przesadną, lecz zbawienną opinię o sobie samym. Bezgranicznie ufa własnym siłom, które wydają mu się wystar­czające, by podołać wszystkiemu. Przychodzi mu do głowy projekt jakiegoś przedsięwzięcia i, jeśli nawet ma ono bezpośredni związek z ogólnym dobrobytem, ani myśli zwracać się o pomoc do władz publicznych. Ogłasza po prostu swój zamiar, podejmuje się go wykonać, wzywa innych ludzi do pomocy i stawia czoło wszystkim przeciwieństwom. Dochodzi częstokroć do gorszego rezultatu niż ten, który uzyskało­ państwo, lecz na dłuższą metę suma wszystkich indywidualnych przedsięwzięć daleko przekracza to, co mógłby uczynić rząd.” (t. 1, s. 95)
Trafne i nadal aktualne wydają się spostrzeżenia Tocquevilla, że „[o]bok swobody indywidualnego działania najbardziej naturalną po­trzebą człowieka jest wolność łączenia swoich wysiłków z wysiłkami innych ludzi i wspólnego z nimi działania. Jest więc równie trudno odebrać ludziom prawo zakładania stowarzyszeń jak indywidualną wol­ność. Prawodawca, który chce pozbawić człowieka tej wolności, mierzy tym samym w życie społeczeństwa.” (t.1, s.196) „Stowarzyszenie polega jedynie na fakcie publicznej akceptacji, jakiej pewna grupa ludzi udziela określonym ideom, oraz na tym, że podejmują się oni współdziałać w celu zapewnienia im rozkwitu. Prawo zakładania stowarzyszeń jest poniekąd tożsame zwolnością słowa, stowarzyszenie jest jednak bardziej potężne niż prasa. Pogląd, jaki reprezentuje stowa­rzyszenie, musi zostać sformułowany jaśniej i wyraźniej. W ten sposób zdobywa on zwolenników. Zwolennicy łączą się, a ich zapał rośnie wraz z liczbą. Stowarzyszenie jednoczy rozbieżne wysiłki wielu umysłów stawia przed nimi jasno określony cel.
Drugim stopniem działalności stowarzyszenia jest organizowanie zgromadzeń. Aktywność oraz wpływy stowarzyszenia wzrastają, kiedy może ono stworzyć ośrodki działania w różnych ważnych rejonach kraju. W ośrodkach tych spotykają się ludzie,wzbogacają się metody po­stępowania, idee zaś rozkwitają z siłą i żarliwością, których nie mogłoby osiągnąć słowo drukowane.” (t. 1, s.193)
Wydaje się, że „często łatwiej jest zgromadzić wokół wspólnego celu wielki tłum niż kilku ludzi – tysiąc obywateli nie widzi powodu, dla którego mieliby się jednoczyć – dziesięć tysięcy dostrzeże go z łatwością. W polityce ludzie jednoczą się dla wielkich przedsięw­zięć, a korzyści, jakie z tego ciągną, praktycznie przekonują ich o tym, że warto stowarzyszać się również dla mniej ważnych celów. (t. 2, s.126)

Instytut Misesa planuje wydanie książki Phillipa Bagusa "Tragedia euro". Można zostać mecenasem tej interesującej, i ważnej dla zrozumienia meandrów współczesnego systemu monetarnego, książki. Polecam zarówno książkę, jak rozważenie możliwości zostania mecenasem jej wydania.

Ten wpis nie pasuje do tego bloga, ale muszę się tym podzielić (proszę o wybaczenie; z drugiej strony znajduję wytłumaczenie, bo dotyczy to bogatych przedsiębiorców). Siedząc w poczekalni u lekarza często sięga się po leżące kolorowe magazyny. Tak też i ja uczyniłem sięgając po ‘Magazyn o gwiazdach’ o wdzięcznie brzmiącej polskiej nazwie Show („Aż 88 stron” za jedyne 1,99 zł). Tam wyczytałem, że „[n]ajbogatszy Polak, Jan Kulczyk, był bardzo dumny ze swej partnerki Joanny Przetakiewicz. Pierwszego dnia wiosny w Arkadach Kubickiego na Zamku Królewskim odbył się debiutancki pokaz mody marki La Mania (? – WK). Projektantka Magda Butrym oraz dyrektor kreatywna (podkreślenie WK) Joanna Przetakiewicz postarały się, by był to niezapomniany wieczór! Wzdłuż 60-metrowego wybiegu zasiedli znamienici goście, m.in. Katarzyna Frank-Niemczycka i Aldona Wejchert, Hanna Lis i Gosia Baczyńska (czyli towarzystwo wzajemnej adoracji – przyp. WK). O oprawę muzyczną pokazu zadbał zdobywca Oskara, kompozytor Jan A.P. Kaczmarek. (cóż się nie robi dla pieniędzy – przyp. WK) Zachwycająca kolekcja Bon Apetit (co za nazwa! – WK) aż tryskały kolorami! Na wybiegu dominowały soczyste maliny, apetyczne pomarańcze i kuszące beże (za pierwszym razem przeczytałem jeże – które te maliny i pomarańcze zbierały na swoje kolce – WK). Owacjom nie było końca!”.
Naturalnie najbardziej zaintrygowała mnie ‘dyrektor kreatywna’ – z czego wnioskować można, że inni dyrektorzy nie są kreatywni, albo nie muszą być kreatywnymi.Tu przypomniał mi się stary dowcip, o tym jak to piękne kobiety lubią zwierzęta: Jaguara w garażu, norki w szafie, krokodyla w torebce i barana,który za to wszystko płaci.
Jeżeli chodzi o 60-metrowy wybieg, to wspomnienia sięgnęły dawnych lat, kiedy to też biegałem, wprawdzie nie na wybiegu, ale w hali na 60m. Niestety nie pamiętam dokładnie jaki miałem wtedy czas, ale chyba nie taki zły, bodajże 8,2s.

Od innych złośliwości powstrzymuję się. 

Okazuje się, że ok. 10% kosztów budowy autostrad w Polsce to koszty przeznaczone na ochronę środowiska. Zaraza zatem dochodzi do nas. To już nie tylko w Kalifornii, i w ‘światłej Europie Zachodniej’ firmy muszą wydawać niekiedy setki tysięcy, a nawet miliony dolarów czy euro na ochronę jakiegoś jednego gniazdka rzadkiego ptaka czy małego siedliska żaby. (Co ciekawsze te same organizacje krzyczą głośno jako to głodują dzieci w ubogich krajach Afryki i Azji, a bogaci ludzi Zachodu nie pomagają im).
Jeśli do tego dołączymy koszty, które związane są z zatrzymaniem inwestycji w wyniku protestów ekologów, oraz inne koszty wynikające z niedorzecznych przepisów (np. często niepotrzebne prace archeologiczne, które nie tylko kosztują, ale przede wszystkim skutecznie opóźniają prowadzenie inwestycji) to takie ‘utopione koszty’ mogą sięgać 20-30 procent.

Organizacje ekologiczne, mają tyle instrumentów prawnych, że bez większych problemów skutecznie blokują nawet duże inwestycje. Przykładów można mnożyć, jedne ze słynniejszych to akcje Stowarzyszenia ‘Przyjazne Miasto’, które wielokrotnie wstrzymywało inwestycje w Warszawie (budząc popłoch wśród inwestorów i zarabiając na tym spore pieniądze). Ich pokazową była akcja w 2004 roku kiedy zablokowali budowę ‘ZłotychTarasów’ . Ze ‘śledztwa reporterskiego’ Gazety Wyborczej w 2001 roku wynika, że za odstąpienie od protestu przeciwko budowie centrum Arkadia w Warszawie Stowarzyszenie przyjęło 2 mln zł darowizny. Sprawę badała prokuratura naŚląsku, ale śledztwo umorzyła.
Co rusz to słyszymy jakieś bzdurne apele w stylu tego jaki do mieszkańców Australii wystosowała jedna z organizacji ekologicznych przed świętami:"Nie kupujcie jak szaleni, bo na waszej niepohamowanej konsumpcji cierpi poważnie środowisko" (‚Kupujesz, szkodzisz‚, GW, 27.12.2005). Komentarz jaki wtedy napisałem do tej informacji: Proponuję: nie oddychać, nie jeść, nie żyć - wtedy naprawdę pomożemy naszej ukochanej planecie.

Dobrze, że ludzie mają jeszcze poczucie humoru i potrafią wyśmiewać tego typu niebezpieczne ekologiczne mody. Swego czasu w sieci krążył dowcip opisujący ewolucję metod nauczania matematyki na przykładzie zadań egzaminacyjnych:

1962 : Drwal sprzedał ciężarówkę tarcicy za sumę 100 dolarów. Wiedząc, że koszt produkcji drewna wynosił 4/5 jego ceny, oblicz zysk drwala.
1972 : Drwal sprzedał ciężarówkę tarcicy za sumę 100 dolarów. Wiedząc, że koszt produkcji wyniósł 4/5 jego ceny, czyli 80 dolarów, oblicz zysk drwala.
1982 : (nowy program matematyki) Drwal dokonał wymiany zbioru T tarcicy na zbiór P pieniędzy. Moc zbioru P wyrażona w liczbach kardynalnych wyniosła 100, przy czym każdy z jego elementów jest wart 1 dolara. Zaznacz w kwadratowej tabeli 100 punktów, aby przedstawić graficznie elementy zbioru P. Zbiór kosztów produkcji zawiera 20 elementów mniej niż zbiór M. Przedstaw zbiór K jako podzbiór M i odpowiedz na pytanie : jaka jest moc zbioru Z zysku wyrażona w liczbach kardynalnych?
1992 : Drwal sprzedał ciężarówkę tarcicy za 100 dolarów. Koszt produkcji drewna wyniósł 80 dolarów, a zysk drwala 20 dolarów. Zakreśl liczbę 20.
2002 : Ścinając stare piękne i bezcenne drzewa, ekologicznie niezorientowany drwal zarobił 20 dolarów. Co myślisz o takim sposobie na życie ? W podgrupach postarajcie się przygotować teatrzyk przedstawiający, jak czują się leśne ptaszki i dzika zwierzyna.


  • RSS