Witold Kwaśnicki

Własność, Wolność, Odpowiedzialność i Wzajemne zaufanie

Wpisy z okresu: 6.2011

Dzisiaj, 29 czerwca 2011, mija 210. rocznica urodzin Claude’a Frédérica
Bastiata, jednego z największych, choć nadal mało znanych, pisarzy
ekonomicznych. Niektóre źródła (np. Bastiat Institute) podają, że urodził się
30 czerwca 1801 roku, tak więc tekst, który ukazuje się o północy 29 czerwca
jest jak najbardziej uzasadniony. Warto podkreślić, że Bastiat umarł w 1850
roku, mając jedynie 49 lat.

Jego kariera jako ekonomisty zaczęła
się w 1844 roku, jednakże to co napisał w ciągu tych sześciu ostatnich lat swojego
życia pozwala uznać go za jednego z największych ekonomistów-pisarzy. Kiedy
uzmysłowimy sobie jak wiele mogły napisać i nauczyć nas, by patrzeć na gospodarkę z
radyklanie innej perspektywy, gdyby nie jego przedwczesna śmierć w wieku 49
lat, to pozostaje jedynie smutek i żal.

Mimo tego, że wielu, którzy poznali
dzieło Bastiata i uznali go za Wielkiego, dają tego świadectwo wszędzie gdzie
tylko można, to ogólna wiedza o osiągnięciach Bastiata jest bardzo niewielka.
Bastiat jest praktycznie
nieobecny w podręcznikach Mikro- i Makroekonomii (przejrzałem kilkanaście
takich, najbardziej popularnych, podręczników i nie znalazłem żadnej wzmianki o
Bastiacie). W podręcznikach historii myśli ekonomicznej jest wspominany z rzadka,
a jeśli już to w bardzo dziwnym kontekście. Zacytujmy fragment z najbardziej
znanego polskiego podręcznika historii myśli  ekonomicznej, mianowicie Wacława Stankiewicza,
Historia myśli ekonomicznej (PWE, 2000
s. 183-4, 2007 s. 142):

„Na zakończenie tego przeglądu postaci
związanych z ekonomia postricardiańską warto jeszcze przypomnieć poglądy
francuskiego ekonomisty Bastiata.
Claude Frédéric Bastiat
(1801-1850) zapisał się jako skrajny liberał i apologeta
istniejącego ustroju, który zapewnia pełna harmonię interesów klas i warstw
społecznych. W sposób typowy dla doktrynera zwalczał wszelkie koncepcje
interwencji państwa i oczywiście – programy socjalistów. Swoje wywody prezentował
często w formie zjadliwych, ironicznych felietonów, zdobywając olbrzymią
popularność. Krótkotrwały rozgłos przyniosła mu rozprawa Harmonie Ekonomiczne (Les
Harmonies économiques, 1848), w której
przedstawił wręcz sielski obraz społeczeństwa wymieniajacego różne usługi.
Zamiast zysku z kapitału Bastiat widzi procent pobierany za szczególną usługę –
odłożenie (odroczenie) konsumpcji. Nawet renta jest usprawiedliwiona nagrodą za
pierwotne nakłady i usługę w postaci udostępniania urodzajnej gleby. Praca staje
się po prostu pewnym procesem psychicznym, w którym egoizm wytwórców
przeistacza się harmonię konsumentów.”

Natomiast Janusz
Górski w swoim Zarysie historii ekonomii
politycznej
, Warszawa, Ksiązka i Wiedza, 1984 (wyd. drugie rozszerzone). w
rozdziale ‘Polska myśl ekonomiczna w I połowie XIX w.’, s. 222 wspomina jedynie
nazwisko Bastiata: „Szczególnie jednak ostrą polemikę z koncepcjami
socjalistycznymi i demokratycznymi podejmuje ekonomia krajowa. Nie tylko
tłumaczy się w tym okresie prace najbardziej wulgarnych i apologetycznych
ekonomistów burżuazyjnych (M. Chevalier, H. Baudrillard, J. Drozd, F. Bastiat),
ale także powstaje wiele prac wymierzonych przeciwko myśli socjalistycznej.
Należą do nich przykładowo: L. Skorupski Ekonomia
polityczna i socjalizm
(Kraków, 1852), oraz J. Mittelstedta Zarys ekonomii politycznej zgodnej z religią chrześcijańską. Wystarczy spojrzeć na tytuły, ażeby zdać sobie sprawę z
kierunku podjętego w nich ataku. Oczywiście, ich pozytywny wkład w rozwój
rozumowania ekonomicznego był niewielki. Wyrażały one po prostu dążenia grup
zainteresowanych w utrzymaniu istniejącego stanu posiadania.”

Na stronie edukacyjnej Narodowego Banku Polskiego Bastiat wystepuje
w trzech drobnych dokumentach, natomiast na firmowanym przez Leszka Balcerowicza,
pretendującym do lidera edukacji ekonomicznej młodego pokolenia, Forum Obywatelskiego
Rozwoju
, nie ma ani jednego tekstu w którym odwołano się do myśli Bastiata.

Znani ekonomiści też nie mieli dobrego zdania o
Bastiacie. Joseph A. Sc
humpeter
 w Historii analizy ekonomicznej
(1954) napisał o Bastiacie, że  „to zwykły
przypadek kąpiącego się zwykle na płyciźnie, który nagle postanawia wypłynąć na
głębszą wodę i tonie. … Nie twierdzę, że Bastiat był złym teoretykiem.
Twierdzę, że nie był nim wcale.” , Alfred Marshall napisał, że to  „klarowny pisarz, ale niezbyt głęboki
myśliciel”. Jeden z najbardziej znanych współczesnych historyków myśli
ekonomicznej, Mark Blaug napisał o Bastiacie, że „Jako teoretyk ekonomii był
trzeciorzędny”. Przykładów tego typu ignorancji, ale może też zwykłej, ludzkiej
 zawiści, można mnożyć.

Dla mnie wielką zagadką jest to, że Ludwig
Mises w swoim magnum opus, Ludzkim
działaniu, tylko mimochodem wspomina Bastiata dwa razy?

Bastiat był mistrzem eksperymentów
myślowych (podobnie jak w fizyce byli nimi żyjący kilkadziesiąt lat później Albert
Einstein czy Richard Feynman).
Przykładów można mnożyć, podam tylko jeden. W polemice Bastiata i Proudhona na
łamach ‘Głosu ludu’ (5 listów dostępne na mises.pl) pisze on do Proudhona: „Załóżmy,
że pożycza mi Pan na rok 1000 franków, czy też narzędzie pracy lub dom warty
tyle samo. Ja, a nie Pan, będę korzystał w czasie trwania pożyczki z
ewentualnych zysków, których dostarczy mi owoc Pańskiej pracy, nie mojej. Czy
wobec tego zwrot Pańskiej wartości będzie wystarczający do uznania powyższej
transakcji za usługę równoważną i wzajemną? Proszę
uważać: jeżeli Pańska odpowiedź na to pytanie jest pozytywna, rezerwuję sobie
prawo do bycia zawsze pożyczkobiorcą, nigdy pożyczającym! Jest to pozycja
bardzo wygodna, dzięki niej byłbym w stanie mieć darmowy dach nad głową przez
całe życie, pod warunkiem, że znalazłbym kogoś, kto udzieliłby mi takiej
pożyczki. W takim systemie byłoby to zadanie niełatwe, albowiem kto budowałby
domy, które wynajmowałby następnie bez opłat, za cenę jedynie późniejszego
zwrotu nieruchomości?”

Z dużą radością przeczytałem, że w związku z 210. rocznicą urodzin Bastiata Fundacja PAFERE, Instytut Misesa,
portal
 Prokapitalizm.pl, Stowarzyszenie
KoLiber
oraz Wydawnictwo Prohibita, zainicjowały ‘Tydzień z Bastiatem’. W ciągu najbliższych
7 dni na portalach tych instytucji ukazywać się będą kolejne fragmenty eseju „Co
widać i czego nie widać
”. Zachęcam do lektury.

Zakończę apelem: warto czytać
Bastiata, bo dzięki temu zrozumiemy, że problem z socjalizmem to nie tylko
przeszłość, że należy stale przeciwstawiać się tym uzurpatorskim, socjalistycznym
poglądom, ale również to, że w Polsce potrzebujemy posła Bastiata (takim jakim
był właśnie on sam i jakim jest w USA Ron Paul).

W
kilku miejscach w sieci znalazłem wypowiedź przypisywaną prof. Krzysztofowi Rybińskiemu:

 „2011-06-17
23:08:57
 by rybinski:
Radzę się obudzić wielu dyskutantom. Warunki rynkowe, równe szanse. Też
tego uczyłem studentów na kilku uczelniach. Nie ma większej bzdury. Wielka
firma globalna wchodzi na rynek, ponieważ jest na 100 rynkach, to na nowym
trzyma ceny na poziomie zero, wykańcza wszystkie firmy krajowe, a po kilku
latach podnosi ceny do poziomu monopolu.

Inwestycje bezpośrednie modernizują gospodarkę. Zagraniczna firma
farmaceutyczna kupuje jedną z Polf, następnego dnia całe centrum R&D jedzie
za granicę w Polfa staje się pakownią leków.
Śmiesznym idealistom wolnego rynku radzę postudiować jak to naprawdę działa.
Wolny rynek jest tylko w książkach do ekonomii i do tego w kiepskich.”

Przyznam się, że nie wierzę by prof. Rybiński to napisał (i jeśli jest
tak faktycznie to niech zdejmie ten wpis ze swoje strony), ale jeśli jednakże to
jego opinia to … (tutaj miałem napisane kilka cierpkich zdań, ale je skasowałem,
bo  z jednej strony zbyt ostre, a z
drugiej po co kogoś obrażać jeśli nie ma się pewności). 

Nie sądzę, by prof. Rybiński był tak naiwnym – nie, nie mieści mi się to w głowie.

Prawie
rok temu powstał Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, polecam ich stronę
internetową
. ZPP upomina 
się (patrz Manifest ZPP) o stworzenie dobrego klimatu dla rozwoju małych i
średnie firm (tzw. MiSi), którzy
w Polsce stanowią 99,8% wszystkich przedsiębiorstw, zatrudniają ¾
Polaków i wytwarzają 67% PKB.

Z inicjatywy ZPP, w Łodzi, 17 czerwca odbył
się Pierwszy Ogólnopolski Kongres Małych i Średnich Firm. Głównym celem
Kongresu było rozpoczęcia tworzenia poziomej platformy współpracy pomiędzy
organizacjami MSP w Polsce. Uczestnicy Kongresu podkreślali, że MSP mimo, że są
fundamentem na którym opiera się Polska nie tylko są nie są dostrzegani przez
kolejne rządy, ale wręcz dyskryminowani. Uczestnicy Kongresu w związku ze
zbliżającą się kampanią wyborczą wystosowali Apel do Polityków, w którym
czytamy m.in.:  „Apelujemy
do Was, w imię dobra Rzeczpospolitej, którą my w olbrzymiej części utrzymujemy,
w Waszym dobrze pojętym interesie, w interesie ¾ polskich pracowników, których
zatrudniamy  oraz naszym własnym:

- Obniżcie
koszty pracy
. Ubytki w budżecie Państwa z tego tytułu
uzupełnijcie z podatków konsumpcyjnych. Jedne z najwyższych kosztów pracy są
podstawową barierą rozwoju naszych firm i podstawową przyczyną bezrobocia wśród
Polaków.

- Uproście
system podatkowy
.  Obecnego systemu nie da się już
naprawić – trzeba stworzyć nowy. Prosty, przejrzysty, tani w poborze. Apelujemy
o to od lat. Sytuacja, w której profesorowie prawa piszą wielostronicowe
ekspertyzy dotyczące „zwolnienia przedmiotowego z VAT dla firm o obrotach nie
przekraczających 10 tysięcy Euro  rocznie", jest doprawdy groteskowa.
Nie zmieniajcie naszego państwa i prawa w kabaret.

- Zmieńcie
prawo
, żeby tak samo jak w stosunku do innych obywateli -
również w stosunku do przedsiębiorców – były przestrzegane podstawowe prawa człowieka. Chcemy
wiedzieć,  na jakich warunkach uczestniczymy w rynku, a nie dowiadywać się
nagle, że mamy zapłacić 5 lat wstecz podatki, o których istnieniu nie mieliśmy
pojęcia lub nagle zmieniła się  ich interpretacja".

Kongres zaapelował też do
przedsiębiorców
 o organizowanie się, wstępowanie do organizacji
przedsiębiorców, tworzenie własnych i  ich finansowe wspieranie. Jak
czytamy w Apelu: „Jako grupa nie popieramy  ani nie zwalczamy żadnej
partii politycznej, ale mamy wrażenie, że polskim politykom bardzo potrzebny
jest silny doping z naszej strony. Stwórzmy go. Nie chowajmy się  po
kątach licząc, że jakoś tam będzie. Nie będzie. Nie ma w Polsce innych
przedsiębiorców niż my i jeśli my nie będziemy potrafili się zorganizować,
nadal nie będziemy szanowani, a nasze prawa respektowane" – Uczestnicy
Kongresu postanowili powołać nieformalną sieć kontaktową POROZUMIENIE
PRZEDSIĘBIORCÓW I PRACODAWCÓW.

Jest szansa, że ZPP będzie pomocny
młodym absolwentom, pragnącym rozpocząć swoją działalność gospodarczą. Oby tak było,
życzę ZPP by pokazał jak faktycznie takim młodym ludziom można pomóc, że ich działania
będzie znacznie skuteczniejsze niż wszelkiego rodzaju  działania państwowe np. w formie (coraz to
śmieszniejszych) inkubatorów przedsiębiorczości (zwłaszcza tzw. akademickich
inkubatorów przedsiębiorczości), czy tzw. centrów transferu technologii.

Z całego serca życzę ZPP by stała się potężną
siła broniącą MiSi!

Wygląda na to, że prywatne firmy ‘przegięły’ z dyktowaniem wysokich cen za leki kupowane przez publiczne instytucje i UNICEF w akcie desperacji (choć określenie ‘wkurzył się’ byłoby chyba odpowiedniejsze) ujawnił ceny zakupu szczepionek. Ten ‘lek’ zadziałał cudownie (nawiasem mówiąc, toż to elementarny wymóg, że jeśli coś finansowane jest z publicznych pieniędzy to informacja o warunkach dokonywanej transakcji powinna być ogólnie dostępna). Firmy natychmiast obniżyły ceny szczepionek o kilkadziesiąt procent. „Koncerny: GlaxoSmithKline (GSK), Merck, Jonhson&Jonhson oraz Sanofi-Aventis w specjalnym komunikacie ogłosiły, że obniżą ceny swoich szczepionek sprzedawanych dla GAVI (Globalny Sojusz na Rzecz Szczepień, główny sponsor szczepionek kupowanych przez UNICEF).  GSK może spuścić cenę na szczepionkę chroniącą przed rotawirusem z dwóch i pół dolara do półtora za dawkę (to aż 67 proc.). …  Merck zadeklarował, że jego preparat na te same wirusy, który teraz kosztuje 5 dol. za dawkę, sprzeda za trzy i pół, jeśli organizacja kupi od niego co najmniej 30 mln dawek. Dwie indyjskie firmy: Serum Institute oraz Panacea Biotec, które i tak taniej niż firmy zachodnie sprzedają swoje produkty GAVI, oświadczyły, że o połowę zmniejszą cenę za skojarzone szczepionki chroniące jednocześnie przez pięcioma chorobami: tężcem, krztuścem, błonicą, żółtaczką typu B oraz bakterią Haemophilus influenzae typu B.”

To  o czym pisze UNICEF to tylko ‘wierzchołek góry lodowej’. Możemy się tylko domyślać jak bardzo urzędnicy publiczni przepłacają za towary i usługi firm prywatnych. Gdyby tego typu transakcje obsługiwane były przez prywatne firmy (czy prywatne fundacje) z pewnością koszty zakupu byłyby mniejsze.

Swego czasu w Polsce można było przeczytać: ”Po wpisaniu iwabradyny na listę refundacyjną za opakowanie w dawce 5 mg pacjent płacił 63,72 zł, a NFZ dopłacał 148,68 zł, za opakowanie 7,5 mg pacjent płacił 64,14 zł, a NFZ – 149,67 zł. Servier sprzedawał więc iwabradynę za ok. 213 zł. … Na nowej liście leków refundowanych iwabradyny już nie ma. … W aptece internetowej Dbaj o Zdrowie należącej do Polskiej Grupy Farmaceutycznej (ma sieć aptek i hurtownie) lek można teraz kupić za zaledwie 70 zł. W zwykłych aptekach dalej jest pełnopłatny, ale – jak się dowiedzieliśmy – kardiolodzy instruują chorych, jak zamówić lek.” – ‚Iwabradyna cudownie potaniała, i to trzykrotnie‚, GW, 21.04.2009.

Co skomentowałem: Iwabradyna jest jedynie przykładem jak drożyzna usług w sektorze zdrowia wynika z niewydolnych regulacji państwowych. Ludziom wydaje się, że płacą względnie tanio za leki, bo liczą tylko to co wydają w aptekach a nie są świadomi, że kilkakrotnie więcej płacą pośrednio poprzez instytucje państwowe. To nie jest cudowne potanienie iwabrydyny. Tak kilkusetzłotowa cena iwabrydyny to po prostu wspólne oszustwo urzędników państwowych i firmy farmaceutycznej. Śmiem twierdzić, że gdyby leki poddane były normalnej dystrybucji rynkowej to w wyniku konkurencji na rynku Iwabrydyna kosztowałaby nie 70 zł a 30-40 zł, a może nawet i mniej. Czy w tej sytuacji nie lepiej byłoby składki zdrowotne, które zabiera nam państwo, przeznaczyć na bezpośrednie, indywidualne wydatki na zdrowie (co oczywiście mogłoby być czynione przez każdego z nas poprzez prawdziwe ubezpieczenie zdrowotne w rynkowej firnie ubezpieczeniowej).

 

Tak jest zawsze – koszty budowy autostrad, czy koszty stadionów na Euro 2012, są tylko przykładami tzw. pierwszymi z brzegu. Każdy kto pracuje w instytucji publicznej mógłby podać mnóstwo tego typu przykładów. Gdy jakakolwiek instytucja publiczna dokonuje zakupu na który musi (zgodnie z wymogami przepisów prawa) ogłość przetarg to można być pewnym, że cena będzie 20 do 40 procent większa niż gdyby takiego zakupu dokonywała osoba prywatna.

Dzisiaj sesja obrazkowa. Chciałbym pokazać jak
wiele na nas zarabia państwo (choć chyba lepiej byłoby napisać: ‘jak bardzo ograbia
nas państwo’). Ktoś może powiedzieć, że są to przypadki ekstremalne, ale
najlepiej na takich to pokazywać, bo nieraz trzeba przerysowywać, by pokazać
istotę problemu.

Przyjrzyjmy
się, temu ile płacimy za benzynę i za alkohol, i ile z tego zabiera państwo.

 

Ponad 50 procent ceny paliwa to haracz jaki płacimy państwu, pod postacią opłaty paliwowej,
akcyzy i podatku VAT. Sama akcyza to ponad 30 proc. ceny. Cena surowca (cena hurtowa)
to ok. 46 procent a
 marża właściciela
stacji to 3% (dziesięciokrotnie mniej niż akcyza!).

 

W USA jest już normalniej: dzięki temu, że daniny (podatki) od benzyny są tam dziesięciokrotnie
mniejsze niż w Polsce to cena benzyny w USA jest o ponad połowę mniejsza (przy
zarobkach Amerykanów kilkukrotnie większych niż Polaków).

‘Przegięciem’
jest opodatkowanie wódki, które sięga 66% ceny końcowej. Koszt produkcji to
mniej niż 10% ceny, a marża to ok. 25% (prawie dziesięciokrotnie więcej niż w przypadku
benzyny). Są tacy, którzy uważają, że alkohol musi być drogi i państwo całkiem
zasadnie nakłada wysokie podatki na alkohol, że jeśli alkohol kosztowałby trzykrotnie
mniej to społeczeństwo by się rozpiło. To jeden z wielu mitów. Gdyby tylko
alkoholik musiał sam zapłacić za swoje leczenie (a nie jak to jest teraz, kiedy płacimy za jego leczenie wszyscy, podatnicy) to inni szybko nauczyli się, że nie warto nadużywać
alkoholu. Niska cena alkoholu (tak jak niskie ceny narkotyków) znacznie obniżyłyby
poziom przestępczości, ale to już inna opowieść.

Ktoś
może powiedzieć, że te ogromne pieniądze zabierane przez państwo nie idą na marne,
bo dzięki nim państwo realizuje ‘cele ogólnospołeczne’. To fakt, realizuje, ale
popatrzmy jak to realizuje przyglądając się stanowi oświaty, ochrony zdrowia,
stanowi dróg i autostrad, tzw. innowacyjności gospodarki, pomocy biednym i
bezdomnym, domom dziecka i stanowi w jakim żyją i wychowywane są mieszkające
tam dzieci, itd., itp.

Z
drugiej strony trzeba być świadomym tego, że te pieniądze, które zabrało nam państwo
moglibyśmy wykorzystać na cele znacznie pożyteczniejsze i bardziej efektywnie,
ale tego z reguły nie dostrzegamy. A o tym warto pomyśleć. Ponad 150 lat
temu pisał o tym Frederic Bastiat w sławnym eseju Co widać i czego nie widać
(polecam filmiki 1 i 2, a przede wszystkim inne prace Bastiata do przeczytania w Dziełach zebranych).

Dzisiaj mija rok od wyborów
parlamentarnych w Belgii i rok od kiedy w Belgii nie działa formalnie rząd.
Poprzedni gabinet premiera Yvesa Leterme’a podał się dymisji przed ubiegłorocznymi wyborami.
Administruje jednak i traktowany jest jako ‘rząd techniczny’, wypełniający swoje
obowiązki w stopniu minimalnym. Mimo upływu roku ‘flamandzkim nacjonalistom’ i ‘francuskim
socjalistom’ nie udaje się dojść do porozumienia pozwalającego na powołanie
nowego gabinetu. Jak to okrzyknęły światowe media: ‘Belgia pobiła wszystkie
rekordy świata długości kryzysu politycznego’. Przez ten rok Belgia funkcjonuje całkiem dobrze, nie słychać by gospodarka upadała, by ludzie wychodzili na ulice i protestowali, że brak im rządu. 

Belgia ma już
duże doświadczenie w pobijaniu tego typu rekordów (sytaucja ta kojarzy się z ustanawianiem rekordów świata w skoku o tyczce przez Serhija Bubkę, który majac ogromne możliwiości ustanawienia wspaniałego rekordu jednym udanym skokiem, poprawiał go jednak stopniowo, centymetr po centymetrze w kolejnych zawodach – zarabiajac przy okazji spore pieniądze)
.  W 1988 roku, podczas formowania rządu
konserwatywnego premiera Wilfrieda Martensa, Belgia nie miała rządu przez 148
dni. W 2007 roku mogliśmy
w mediach przeczytać: „Belgia: 149. dzień bez rządu”, „Belgia:
rekordowe 149. dzień bez rządu”, „Belgia od 175 dni nie ma rządu”, „W Belgii
powstał rząd tymczasowy, kryzys przełamany. Podzielona na regiony – Flandrię,
Walonię i Brukselę – Belgia była od 192 dni bez rządu, skłaniając część
komentatorów do spekulacji o rozpadzie powstałego w 1830 roku kraju.”

Czesi
też mieli podobne doświadczenie w 2006 roku, kiedy przez prawie pół roku
obywali się bez rządu. ‘Kibicując’ Czechom, mogliśmy wtedy przeczytać: Rzeczpospolita,
28-08-2006, „Dwa miesiące po wyborach Czesi nie mają stabilnego rządu…”,
07.11.2006 „Czechy nadal bez rządu”, Gazeta Wyborcza, 2006-12-22 „Czesi
wciąż nie mają rządu”.

 Może
by tak wzorem Belgów i Czechów zacząć robić tego typu eksperymenty i po jakimś
czasie doszlibyśmy do wniosku, że radzimy sobie całkiem dobrze bez rządu. Wtedy
politykom moglibyśmy powiedzieć: dziękujemy, czujcie się zwolnieni.

A co? Pomarzyć nie można?

Politycy lubią retorykę wojenną. Jak nie
mogą prowadzić prawdziwych wojen to przynajmniej chcą być postrzegani jako
bohatersko walczący. Stąd stale słyszymy o ‘wojnie z biedą’, ‘wojnie z
narkotykami’, ‘walce z bezrobociem’, ‘walce z inflacją’, ‘walce z prostytucją’,
‘walce z alkoholizmem’, ‘walce z kibolami’, ‘walce o należne miejsce kobiet’, itd.
Nie dociera do nich, że problemem nie jest ‘walka’ tylko ‘zapobieganie’ – ale do
tego to trzeba byłoby myśleć nie w kategoriach najbliższych wyborów, ale w
kategoriach długofalowego, strategicznego rozwoju. Na to jednak polityków po
prostu nie stać, bo oni musza przecież wygrać ‘najbliższą walkę o stołki’ (i publiczne, czyli nasze, pieniądze, którymi będą mogli ‚szastać na lewo i prawo’). Warto
zwrócić uwagę, że często rząd sam stwarza tego typu problemy (jak np. inflacja
czy bezrobocie) a potem usilnie z tym walczy (tutaj metafora strażaka, który najpierw
podpala dom a potem usilnie walczy z ogniem jest jak najbardziej na miejscu).

Takim problemem jest ‘walka z
narkotykami’ (‘wojna o narkotyki’). Po kilkudziesięciu latach bezskutecznych działań
w tej sferze politycy zmieniają front. Szkoda, że tak późno (choć mam
wątpliwości na ile jest to trwała zmiana i szczere ‘uderzenie się w pierś’).
Powstała niedawno 
Globalna Komisja ds.
Polityki Narkotykowej
 skupiająca  ‘światłych
obywateli świata’ opublikowała kilka dni temu raportCzłonkami tej Komisją są m. inn. Kofi Annan (były sekretarz generalny ONZ), George Schultz (były szef dyplomacji
 USA), Javier
Solana (były sekretarz generalny NATO),
 Paul
Volcker (były szef amerykańskiej Rezerwy Federalnej),  byli prezydenci: Brazylii (Fernando Henrique
Cardoso), Kolumbii (César Gaviria), Meksyku (Ernesto Zedillo), Szwajcarii (Ruth
Dreifuss) oraz premier Grecji Jeorjos Papandreu, intelektualiści Carlos Fuentes
i Mario Vargas Llosa. Zwracam uwagę na słowo ‘były’ – od razu nasuwa się
pytanie: a co robili kiedy piastowali te wysokie stanowiska? 

raporcie tym piszą oni coś co było wiadomo już kilkudziesięciu lat temu, wtedy kiedy ogłaszano ‘walkę z
narkotykami’, trzeba było tylko słuchać ‘dobrych ekonomistów’ (by użyć znanego z
‘Ekonomii w jednej lekcji’ określenia Henry Hazlitta) a nie ‘złych ekonomistów’
(lubiących uproszczenia i proste tłumaczenia ‘na skróty’).  Autorzy raportu piszą, że:  "Globalna wojna przeciw narkotykom
poniosła klęskę, a dla ludzi i społeczeństw na całym świecie miała druzgocące
skutki. Pięćdziesiąt lat po ogłoszeniu ONZ-owskiej konwencji ds. narkotyków i
czterdzieści lat po wypowiedzeniu im wojny przez prezydenta USA Richarda Nixona
radykalna reforma polityki narkotykowej stała się pilna i konieczna”.

Trzeba jednak powiedzieć,  że byli (i są)
politycy, którzy byli przeciwni takiemu ‘wojennemu’ postrzeganiu problemu
narkotyków (i wszelkiej innej prohibicji) 
i wypowiadali się za legalizacją narkotyków (patrz np. Ron Paul: 123456)

Literatura na temat szkodliwości prohibicji jest naprawdę ogromna,
szkoda, że nie czytana i nie rozumiana przez polityków (także tych z Globalnej
Komisji ds. Polityki Narkotykowej). Warto np. przeczytać Economics of prohibition, czy publikacje na mises.org (12), a
także ostatnią wypowiedź Thomasa Woods’a.

Tak jak z narkotykami, alkoholem, prostytucją, …,  tak będzie z innymi problemami generowanymi
przez rząd, choćby z pierwszym co przychodzi mi do głowy, biopaliwami, które już dzisiaj widać jak bardzo przyczyniają
się do wzrostu cen żywności, pogłębienia biedy i niedożywienia w krajach
ubogich. Szkoda, że znów będziemy musieli czekać długo na raport jakiejś
Globalnej Komisji ds. … (np. polityki preoekologicznej) o szkodliwości … np. rządowego wspierania rozwoju biopaliw. 


P.S. na stronie Cato Institute właśnie (17. czerwca 2011r) znalazłem informację:
War on Drugs" Turns 40


In 1971, President Richard Nixon named drug abuse as "public enemy number one in the United States," and officially declared a "war on drugs". But the long federal experiment in prohibition of drugs has given us crime and corruption combined with a manifest failure to stop the use of drugs or reduce their availability to children. Today, the Cato Institute would like to reiterate that drug abuse is better dealt with as a moral and medical problem, and once again recommend that Congress repeal the Controlled Substances Act of 1970, shut down the Drug Enforcement Administration, and let the states set their own policies with regard to currently illegal drugs.


Warto tam zajrzeć bo wiele ciekawych rzeczy o ‚wojnie z narkotykami’ można przeczytać.


  • RSS