Wygląda na to, że prywatne firmy ‘przegięły’ z dyktowaniem wysokich cen za leki kupowane przez publiczne instytucje i UNICEF w akcie desperacji (choć określenie ‘wkurzył się’ byłoby chyba odpowiedniejsze) ujawnił ceny zakupu szczepionek. Ten ‘lek’ zadziałał cudownie (nawiasem mówiąc, toż to elementarny wymóg, że jeśli coś finansowane jest z publicznych pieniędzy to informacja o warunkach dokonywanej transakcji powinna być ogólnie dostępna). Firmy natychmiast obniżyły ceny szczepionek o kilkadziesiąt procent. „Koncerny: GlaxoSmithKline (GSK), Merck, Jonhson&Jonhson oraz Sanofi-Aventis w specjalnym komunikacie ogłosiły, że obniżą ceny swoich szczepionek sprzedawanych dla GAVI (Globalny Sojusz na Rzecz Szczepień, główny sponsor szczepionek kupowanych przez UNICEF).  GSK może spuścić cenę na szczepionkę chroniącą przed rotawirusem z dwóch i pół dolara do półtora za dawkę (to aż 67 proc.). …  Merck zadeklarował, że jego preparat na te same wirusy, który teraz kosztuje 5 dol. za dawkę, sprzeda za trzy i pół, jeśli organizacja kupi od niego co najmniej 30 mln dawek. Dwie indyjskie firmy: Serum Institute oraz Panacea Biotec, które i tak taniej niż firmy zachodnie sprzedają swoje produkty GAVI, oświadczyły, że o połowę zmniejszą cenę za skojarzone szczepionki chroniące jednocześnie przez pięcioma chorobami: tężcem, krztuścem, błonicą, żółtaczką typu B oraz bakterią Haemophilus influenzae typu B.”

To  o czym pisze UNICEF to tylko ‘wierzchołek góry lodowej’. Możemy się tylko domyślać jak bardzo urzędnicy publiczni przepłacają za towary i usługi firm prywatnych. Gdyby tego typu transakcje obsługiwane były przez prywatne firmy (czy prywatne fundacje) z pewnością koszty zakupu byłyby mniejsze.

Swego czasu w Polsce można było przeczytać: ”Po wpisaniu iwabradyny na listę refundacyjną za opakowanie w dawce 5 mg pacjent płacił 63,72 zł, a NFZ dopłacał 148,68 zł, za opakowanie 7,5 mg pacjent płacił 64,14 zł, a NFZ – 149,67 zł. Servier sprzedawał więc iwabradynę za ok. 213 zł. … Na nowej liście leków refundowanych iwabradyny już nie ma. … W aptece internetowej Dbaj o Zdrowie należącej do Polskiej Grupy Farmaceutycznej (ma sieć aptek i hurtownie) lek można teraz kupić za zaledwie 70 zł. W zwykłych aptekach dalej jest pełnopłatny, ale – jak się dowiedzieliśmy – kardiolodzy instruują chorych, jak zamówić lek.” – ‚Iwabradyna cudownie potaniała, i to trzykrotnie‚, GW, 21.04.2009.

Co skomentowałem: Iwabradyna jest jedynie przykładem jak drożyzna usług w sektorze zdrowia wynika z niewydolnych regulacji państwowych. Ludziom wydaje się, że płacą względnie tanio za leki, bo liczą tylko to co wydają w aptekach a nie są świadomi, że kilkakrotnie więcej płacą pośrednio poprzez instytucje państwowe. To nie jest cudowne potanienie iwabrydyny. Tak kilkusetzłotowa cena iwabrydyny to po prostu wspólne oszustwo urzędników państwowych i firmy farmaceutycznej. Śmiem twierdzić, że gdyby leki poddane były normalnej dystrybucji rynkowej to w wyniku konkurencji na rynku Iwabrydyna kosztowałaby nie 70 zł a 30-40 zł, a może nawet i mniej. Czy w tej sytuacji nie lepiej byłoby składki zdrowotne, które zabiera nam państwo, przeznaczyć na bezpośrednie, indywidualne wydatki na zdrowie (co oczywiście mogłoby być czynione przez każdego z nas poprzez prawdziwe ubezpieczenie zdrowotne w rynkowej firnie ubezpieczeniowej).

 

Tak jest zawsze – koszty budowy autostrad, czy koszty stadionów na Euro 2012, są tylko przykładami tzw. pierwszymi z brzegu. Każdy kto pracuje w instytucji publicznej mógłby podać mnóstwo tego typu przykładów. Gdy jakakolwiek instytucja publiczna dokonuje zakupu na który musi (zgodnie z wymogami przepisów prawa) ogłość przetarg to można być pewnym, że cena będzie 20 do 40 procent większa niż gdyby takiego zakupu dokonywała osoba prywatna.