Witold Kwaśnicki

Własność, Wolność, Odpowiedzialność i Wzajemne zaufanie

Wpisy z okresu: 9.2011

29 września 1881 roku we Lwowie urodził się jeden z największych
ekonomistów XX wieku (jeśli nie największy ekonomista XX wieku!) – Ludwig von
Mises. (Nawiasem mówić niektórzy twierdzą, że  szkoła austriacka w ekonomii ma swoje korzenie
w Polsce, bo też i jej twórca Carl Menger urodził się na ziemiach polskich – w Nowym
Sączu 28 lutego 1840 roku). Naturalnie najwięcej informacji o życiu i
twórczości Misesa można znaleźć na stronach Mises
Institute
 (po angielsku) oraz jego polskiego odpowiednika: Instytucie Misesa.  Oba instytuty uczciły rocznicę urodzin Misesa:
pierwszy, przez przypomnienie znanego eseju Rothbarda: 
Ludwig von Mises: Scholar, Creator, Hero, drugi,
chyba bardziej oryginalnie, przez opublikowanie animowanego portetu Misesa.

Swego rodzaju uczczeniem tej rocznicy jest też wydanie polskiego tłumaczenia jednej z ważniejszych książek Misesa ‘Teoria i historia’. Z tą książka
wiążą się moje wspomnienia, mianowicie jest
 to pierwsza książka Misesa jaką
przeczytałem (stosunkowo późno, chyba gdzieś na początku lat osiemdziesiątych
ubiegłego wieku; no, ale takie to wtedy były czasy, wiele publikacji można było przeczytać kserując je będąc za granicą). Od tej książki zaczęła się moja ‘intelektualna
przygoda z Misesem’. Teraz Mises jest tym ekonomistą do którego poglądów najczęściej
się odwołuję na swoich wykładach. Swoim studentom często powtarzam to, co Mises sam
mówił
 do uczestników jego Privatseminar:
 

„Nie
obawiajcie się mówić. Pamiętajcie, że cokolwiek powiecie na jakiś temat i
będzie to nawet nieprawdopodobnie bzdurne, to bądźcie pewni, że wcześniej
zostało to już powiedziane przez jakiegoś znakomitego ekonomistę.”

    Czytajmy Misesa!

Z
przyjemnością, choć czasami z niepokojem, przeczytałem pierwszy numer ‘Wręcz
Przeciwnie
’. Trudno oczywiście wyrokować i wyrażać jakieś ogólne opinie na podstawie
jednego numeru. Można jednak powiedzieć, że ten pierwszy numer jest dobrym,
pierwszym krokiem w kierunku realizacji deklaracji: "Będziemy
nawiązywać w nim do najlepszych tradycji "starego" Wprost:
 
liberalnego
w sferze gospodarczej, konserwatywnego w sprawach obyczajowych i nie
bojącego się poglądów przeciwnych niż obecne w większości mediów."
Zobaczymy, czy będzie to trwałe.

Boje się by ta niezależność pisma nie była zwrócona
zbytnio w przedstawianie aferalnej strony naszej rzeczywistości, by nie
dominowała negacja. Na szczęście w wielu artykułach przedstawiono alternatywny,
pozytywny program działań i pozytywne strony naszej rzeczywistości.

Ważne jest też zrównoważenie krótkich,
bieżących artykułów z dłuższymi analizującymi bardziej dogłębnie wybrane tematy
(myślę tutaj zwłaszcza o ‘Szkoła beznadziei’ , ‘Ojciec dominator’, czy ‘Kościół
Tuska kontra Kościół Kaczyńskiego’). Cieszy mnie też sporo miejsca poświęcone
nauce.

Mam nadzieję, że od dzisiaj będę mógł mówić: ‘lubię
poniedziałek’, bo każdy tydzień będę zaczynał od lektury ‘Wręcz przeciwnie’.

Coraz
częściej słychać, że biedni nie mogą płacić za kryzys, że to bogaci (którzy, podobno, do tego
kryzysu doprowadzili) powinni ponieść jego koszty (sam tego doświadczyłem, kiedy
w zeszłym tygodniu stałem w korku dwie godziny, bo związkowcom z całej Europy zachciało
się protestować w tej sprawie we Wrocławiu). Jeśli taką pespektywę przyjąć to nie
ma się co dziwić politykom, że wybierają najprostsze rozwiązanie: należy nałożyć większe
podatki na bogatych. Bo znacznie łatwiej jest podnieść podatki, by próbować załatać
dziurę budżetową, niż ciąć wydatki (i tracić głosy wyborców). Takiej postawie sprzyjają
sami bogaci, którzy ostatnio coraz częściej domagają się większego ich opodatkowania
(trzeba przyznać, że tylko w niektórych krajach (np. USA, czy Francja i Niemcy
– gdzie bogaci piszą petycje do rządu z prośba o większe ich opodatkowanie), w
Polsce na szczęście tych głosów nie słychać). Pierwszy był jeden z najbogatszych
ludzi na świecie Warren Buffett, który stwierdził że skandalem
jest by on płacił (procentowo) mniejsze podatki niż jego sekretarka – stąd coraz
częściej nazywa się taką postawę ‘regułą Buffeta’. Można powiedzieć: co szkodzi
Buffetowi by zrezygnował ze wszystkich ulg podatkowych jakie mu dali politycy i
płacił tyle co jego sekretarka. On jednak wie, że głosząc takie populistyczne hasła,
może będzie musiał więcej zapłacić w postaci podatków, ale z nawiązką odbije sobie
dzięki bliskim kontaktom z politykami i szybkim dostępie do informacji o planowanych
krokach tychże polityków.

Warto pamiętać, że i obecnie
bogaci mają ogromny udział we wpływach budżetowych – generalnie w krajach rozwiniętych
gospodarczo 10% najbogatszych płaci do budżetu od ok. 30% do ponad 40% wpływów podatkowych.
Według ocen OECD udział 10% najlepszych zarabiających w całości dochodów z podatków to: 28% we Francji, 31% w Niemczech i 42% we Włoszech. Bogaci Brytyjczycy płacą około 39% całości podatków, podczas gdy w Ameryce jest to 45%. Patrząc tylko na podatek dochodowy, udział 1% najbogatszych w USA wzrósł z 28% w 1988 r. do 40% w 2006 roku, w Wielkiej Brytanii wzrósł on z 21% w 1999 r. do 28% w tym roku. Faktem jest, że
dochody najbogatszych rosły w ostatnich dwóch dekadach bardzo szybko (szybciej
niż tych biedniejszych),  ale szybko
rosły też ich obciążenia podatkowe.

W
dużym stopniu szybki wzrost gospodarczy w latach 1990. i na początku XXI wieku
był skutkiem obniżenia opodatkowania najbogatszych. Ronald Reagan obniżył w
latach 1980. najwyższą stopę opodatkowania (tych najbogatszych) z 70% do 28%, a
w Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher obniżyła opodatkowanie największych
dochodów z 83% w 1979 roku do 40% w 1988 roku. Podobne ‘spłaszczenie’ systemów
podatkowych było obserwowane w wielu innych krajach w końcu lat 1980. i na
początku 1990., czego naturalnym efektem było przyspieszenie wzrostu
gospodarczego.

Kiedy w
1993 roku zwiększono opodatkowanie najbogatszych (co prezydent Clinton zrobił
by zrównoważyć budżet federalny) to wbrew oczekiwaniom nie przyniosło to  istotnego zwiększenia wpływów, a w ocenie
niektórych ekonomistów, spowodowało to jedynie ‘zniekształcenie aktywności gospodarczej
przedsiębiorców’.

Cokolwiek by mówili politycy
(wspierani przez bogatych Buffetów) – większe opodatkowanie zniechęca do bycia przedsiębiorczym.
Znów kłania się Frederic Bastiat ze swoim ‘Co widać i czego nie widać’ cz. 1, cz. 2, …) – rząd może będzie zadowolony z chwilowo
większych wpływów budżetowych, ale za parę lat tych wpływów nie będzie, bo zduszona
zostanie przedsiębiorczość, a ci desperaci, którzy mimo wszystko będą prowadzili
biznes, znajdą sposób by płacić mniejsze podatki (np. uciekając do rajów podatkowych,
czy przerzucając swoje dochody do niżej opodatkowanych dochodów kapitałowych, CIT).

By zredukować zadłużenie państwa
(jak to lubią mówić politycy, ‘walczyć z długiem’ – który zresztą sami w przeszłości
zrobili), można chwilowo podnieść podatki (także tym bogatym), ale jednocześnie
trzeba pokazać, że redukuje się wydatki (i proporcja powinna być taka, że redukcja
wydatków powinna być kilkukrotnie większa niż spodziewane wpływy ze zwiększonego
podatku).

A w długim okresie  zwiększyć dochody podatkowe można bardzo prosto
– należy uprościć system podatkowy, znieść wszelkie ulgi, i nawet lekko obniżyć
podatki (np. wprowadzając odpowiedni podatek liniowy).Wtedy nie będzie opłacało
się kombinować, uciekać w szarą strefę, szukać rajów podatkowych, … . Tak było np. w Wielkiej Brytanii w XIX wieku,
od 1833 roku obniżano tam stale taryfy celne i okazało się, że wpływy z opłat nie spadały
(a nawet trochę wzrosły), bo powolnemu obniżaniu taryf celnych towarzyszyła eksplozja
handlu międzynarodowego i wzrost wolumenu importu (i eksportu) będącego
podstawą do nakładania ceł. Dokładnie tak samo jest z opodatkowaniem dochodów.

Właśnie
dotarła do mnie informacja o decyzji Redakcji  o zmiany tytułu tygodnika na Wręcz Przeciwnie (patrz
notatka poniżej pt. Wprost Przeciwnie). Wydaje się to rozsądnym wyjściem, bo
dzięki temu możemy się spodziewać, że nowy Tygodnik ukaże się i będzie można go
kupić także w kioskach Ruchu. (Chyba, że konkurencja wymyśli kolejne kruczki
prawne i znów opóźni wydanie pierwszego numeru Tygodnika).

Tak
więc czekajmy spokojnie do po
niedziałku, 26 września by
kupić nowy tygodnik "Wręcz Przeciwnie"
 (www.przeciwnie.pl) i wesprzeć rozwój niezależnej myśli
w Polsce.

Jak piszą twórcy nowego
Tygodnika: „Zmiana tytułu tygodnika „Wprost Przeciwnie” na „Wręcz
Przeciwnie" i przesunięcie o tydzień wydania było spowodowaną niespotykaną
w historii wolnej Polski odmową kolportażu legalnie zarejestrowanego tytułu
przez mający niemal połowę rynku dystrybucji prasy RUCH. 

Aby nie dawać pretekstu do blokowania wyjścia naszego tygodnika na
rynek, zdecydowaliśmy zmienić nazwę na „Wręcz Przeciwnie”. Dla nas
najważniejsze jest, aby czytelnicy mogli przed wyborami otrzymać rzetelną
informację.”
 

P.S. Ciekawe,
że ze świecą szukać informacji o pojawieniu się nowego tytułu (nowego tygodnika) w opiniotwórczych
mediach (wielkonakładowych gazetach, czy w tych największych telewizjach).
Trochę można znaleźć (jak się człowiek postara) na niektórych witrynach
internetowych. Jak zwykle nasuwa się pytanie: "Kto za tym stoi?".

Wprost Przeciwnie

1 komentarz

Właśnie miałem napisać o tym, że
jutro warto pójść do kiosku by kupić pierwszy numer nowego tygodnika ‘Wprost
Przeciwnie
(www.wprostp.pl) i zachęcić wszystkich do czytania tego niezależnego od wszelkich presji
politycznych tygodnika (zgodnie z deklaracją założycieli tego pisma). Zajrzałem
właśnie na stronę Wprost Przeciwnie i
ze zdumieniem przeczytałem, że planowane na 19 września wydanie tego pisma
zostało wstrzymane (widać znanemu i wydawanemu od wielu lat tygodnikowi Wprost nie w smak jest istnienie
konkurencji).  Nowy oczekiwany termin
publikacji pierwszego numeru Wprost
Przeciwnie
to 26 września – obyśmy się tego doczekali.

Wprost Przeciwnie

Ten nowy tygodnik stworzony został przez grupę dziennikarzy, którzy
współtworzyli tygodnik "Wprost" w czasach, kiedy odnosił on
największe sukcesy (kiedy czytało się go z przyjemnością). Redaktorem naczelnym
Wprost Przeciwnie jest Jan Piński,
były szef działu Polska tygodnika "Wprost"
i były szef "Wiadomości"
TVP. Wśród autorów "Wprost
Przeciwnie
" są Robert Gwiazdowski, Michał Zieliński, Janusz
Korwin-Mikke, Wiesław Kot, Robert Leszczyński, Leszek Pietrzak, Tomasz
Terlikowski, Paweł Zarzeczny i satyryk Tadeusz Drozda. Planowany nakład
pierwszego numeru wyniesie 120 tys. egzemplarzy.  Redakcja zapowiada, że w Tygodniku będą
działy: Polska, Biznes, Nauka i Zdrowie, Historia, Zagranica, Kultura.

Z całego
serca życzę sukcesu temu nowemu Tygodnikowi, sprostaniu oczekiwaniom czytelników,
a zwłaszcza pełnej realizacji deklaracji założycieli tego Tygodnika:

"Będziemy
nawiązywać w nim do najlepszych tradycji "starego" Wprost:
 liberalnego
w sferze gospodarczej, konserwatywnego w sprawach obyczajowych 
i
nie bojącego się poglądów przeciwnych niż obecne w większości mediów."

Czekam z niecierpliwością
26 września, kiedy będę mógł pójść do kiosku i kupić nowy, interesujący, w pełni
niezależny ‘Wprost Przeciwnie’.

Robert
Skidelsky, wpływowy i opiniotwórczy
członek
brytyjskiej Izby Lordów, a także emerytowany profesor ekonomii politycznej
Uniwersytetu Warwick, o
publikowal w połowie sierpnia komentarz  The Keynes-Hayek Rematch (polskie
tłumaczenie ukazało się jako ‚
Keynes
kontra Hayek: dogrywka
‚).

Faktycznie, jako swego
rodzaju ‘pierwsze przybliżenie’, to co obserwujemy w ewolucji oglądów ekonomicznych
może być postrzegane od połowy lat 1930. jako walka idei keynesowskich i idei hayekowskich.
Po przyznaniu Hayekowi nagrody im. Alfreda Nobla z ekonomii w 1974  i klęsce keynesizmu jako narzędzia prowadzenia
polityki gospodarczej w latach 1970.,
wydawało się, że nadejdzie ‘era Hayeka’. Przekonanie to urosło po rozpadzie imperium
sowieckiego i rozpoczęciu prorynkowych reform w wielu krajach Europy Wschodniej
i Centralnej. Jednakże ostatnie lata (zwłaszcza po 2007 roku) to wyraźny nawrót
keynesizmu.

Nie ma się czemu dziwić jeśli
tak hołubione przez media ‘intelektualne autorytety’  (wszelkiej maści Krugmany, Stiglitze, 
Skidelscy, Kołodki, Bugaje, …) propagują
  keynesizm czystej wody  i ładnymi, okrągłymi zdaniami mieszają ‘zwykłym ludziom w
głowach’. Powstrzymam się od komentarzy (bom prowincjonalny ekonomista, choć zwolennik Austriaków, ale daleki od ‚hayekowskiego fanatyka’). Jednak wytłuszczę co bardziej smakowite fragmenty
z wypowiedzi lorda Skidelsky’ego:

"Oto dlaczego Hayek przegrał w latach 30. w starciu z
Keynesem. Rzecz nie tylko w tym, że
polityka cięcia przerostów wiodła do politycznej katastrofy
– np. w
Niemczech wyniosła do władzy Hitlera. Jak zauważył Keynes, jeśli wszyscy – gospodarstwa domowe, firmy i rządy – zechcą oszczędzać, gospodarka będzie
nieuchronnie zwalniać, aż ludzie staną się za biedni, żeby oszczędzać
.


Nikt oprócz hayekowskich
fanatyków
nie ma wątpliwości, że w
2009 r. kolejnemu wielkiemu kryzysowi zapobiegła skoordynowana globalna
interwencja
. Za ratowanie banków i utrzymanie płynności finansowej wiele
rządów zapłaciło nadwerężeniem lub nawet utratą zdolności kredytowej. Ale
rośnie świadomość tego, że odchudzanie
sektora publicznego przy niskim poziomie wydatków na ten sektor oznacza lata
stagnacji, a nawet dalszy regres
.

Trzeba więc zmienić politykę. Nadzieja nie w
Europie. Prawdziwe pytanie brzmi, czy
prezydent Barack Obama będzie w stanie przywdziać szaty prezydenta Franklina
Roosevelta
.

Według keynesistów zapobieżenie kolejnym równie
głębokim kryzysom wymaga wzmocnienia
instrumentów makroekonomicznego zarządzania
. Hayekowcy nie mają nic sensownego do zaoferowania. O wiele już za
późno na ich ulubione lekarstwo – likwidację banków centralnych, rzekomego
źródła nadmiernego kredytowania. I bez nich gospodarka narażona byłaby na błędy optymizmu i pesymizmu. A
obojętność na skutki uboczne tych błędów to zła i niemoralna polityka.

Mimo więc zasług na polu filozofii wolności Hayek przegrał zasłużenie z Keynesem w
latach 30. Zasłużył też na przegraną w
obecnej dogrywce
.”


Jako
odtrutkę (ale też ‘lekcję ekonomii w pigułce’) proponuje obejrzenie dwóch
wideoklipów (dzięki staraniom Instytutu Misesa możemy także przeczytać polskie
tłumaczenie):

"Fear the Boom and
Bust" Hayek vs. Keynes

Keynes vs Hayek: Walka
Stulecia

 W
tym drugim wideoklipie (‚Walka stulecia’) zwracam uwagę na szastającą pieniędzmi postać
w tle (‘pilot helikoptera’ pojawia się ok. 7:29, a wcześniej ok. 4:35). W kontekście
tego co mówi Skidelsky warto obejrzeć fragment po 7:40 (‘kulminacja w 7:58).
Takimi metodami wygrywają keynesiści!

Nie mam niestety zbyt wiele czasu by się rozpisywać, ale muszę napisać choć
parę słów o 
inicjatywie o której dowiedziałem się dosłownie przed chwilą. Mianowicie
(jak mniemam) grupa młodych ludzi postanowiła choć trochę wyedukować ekonomicznie
przyszłych polskich posłów i planuje wydanie książki Ludwiga von Misesa Ekonomia i polityka w postaci audiobooka (pod, jak piszą – bardziej sexy, tytułem Jak sprawić, by państwo było bogate). Płyty z tą książką zamierzają oni podarować wszystkim
przyszłym polskim parlamentarzystom w październikom, po wyborach.

Warto zapoznać się z tą inicjatywa i poczytać (jak i pooglądać) to co
zamieszczone jest na stronie

http://www.plytadlaposla.com/
.

Jakże mnie cieszą
tego rodzaju inicjatywy!

Może dzięki takim ‘małym
kroczkom’ w edukacji ekonomicznej doczekamy się przełomu w stylu myślenia o tym
co prowadzi do dobrobytu ekonomicznego, a przez to do większego zadowolenia
ludzi i większych możliwości ‘poszukiwania szczęścia’.


  • RSS