Dużo dyskutuje się o wypowiedzi prezydenta Obamy w trakcie wręczania  Medalu Wolności Janowi Karskiemu (przyznanego mu pośmiertnie). Kilka dni temu na stronie ‚Polonia dla Polonii’ (
http://polonia.pap.pl/
) ukazał się felieton profesora Andrzeja Targowskiego pt. ‚USA: Amerykański atak na Pearl Harbor’. Jest to ‚trafna ocena’ (jak określił to jeden z moich przyjaciół mieszkajacyw Stanach Zjednoczonych od ponad 25 lat). Wydaje mi  się, że opinia prof. Targowskiego warta jest rozpowszechnienia i dlatego pozwolę ją sobie przedstawić całą poniżej. Professor  Targowski, z Western Michigan University, jest także Prezydentem International Society for the Comparative Study of Civilizations (więcej informacji np. na 
http://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Targowski
). W latach 1960. i 1970. wprowadzał w Polsce komputery amerykańskie (w tym także komputery IBM). Angielska wersja tego felietonu została wysłana do Washington Post (ciekawe czy będzie opublikowana?).

USA: Amerykański atak na Pearl Harbor – felieton profesora Targowskiego
Przyznanie Medalu Honoru Janowi Karskiemu i jego przekazanie przez Prezydenta Baraka Obamę w Białym Domu w dniu 28 maja 2012 r. jest drugim takim wyróżnieniem w historii polskich bohaterów II wojny światowej. Pierwszym wyróżnionym był śp. Jan Nowak-Jeziorański, także przebywający na emigracji w Waszyngtonie, podobnie jak Jan Karski. Obydwaj byli „kurierami”, którzy przywozili szalenie ważne informacje, które zostały zbagatelizowane. Jan Nowak-Jeziorański (Kurier z Warszawy) bezskutecznie przekazywał informacje z Londynu władzom Państwa Podziemnego, aby nie rozpoczynać Powstania.
Jan Karski, ryzykując swe własne życie, naocznie zbadał życie w warszawskim Getcie i obozie koncentracyjnym Izbica Lubelska (przebrany za ukraińskiego strażnika), po czym przez okupowaną Europę dostał się z Polski do Portugalii a stąd do Gibraltaru i Londynu oraz Waszyngtonu, gdzie liderom, biskupom i sławnym ludziom przekazał w latach 1942-43 hiobowe informacje o systematycznym mordowaniu ludzi przez Niemców w Polsce. Reakcja była żadna. Niektórzy mówili „on nie kłamie, ale ja nie wierzę”. Prezydent Roosevelt zapewnił go, że po wojnie winni zostaną ukarani. Pierwszy statek z europejskimi Żydami po wojnie, który dopłynął do Nowego Jorku w 1945 r. z powodów formalnych nie został wpuszczony do Stanów Zjednoczonych, wraz z pasażerami został skierowany na Kubę. Ten fakt najbardziej charakteryzuje ówczesne amerykańskie nastroje wobec cierpień Europejczyków.
W 1943 r. prezydent Roosevelt nadzorował inwazję Europy od południa z Afryki na Sycylię, by za rok, 6 czerwca 1944 r. zaatakować Niemcy od północy z Anglii. Straty ludzi w Polsce wliczał w koszty zwycięstwa. Nie chciał się rozdrabniać. Tak samo negatywnie potraktował premiera St. Mikołajczyka a potem gen. St. Tatara (spotkał się tylko z gen. G. Marshallem), który zabiegał o pomoc dla Powstania w Warszawie w 1944 r.
Polskie podziemie zabiegało u Aliantów o zbombardowanie torów kolejowych wiodących do Auschwitz. Odmawiano ataku z powietrza, tłumacząc, ze mogą zginać niewinni więźniowie. Być może prawda była inna, oszczędzano biznes IG Farbenindustrie A, który w 40 proc. było własnością Henry Forda. Dopiero w drugiej połowie 1944 r. zakłady te były zbombardowane. Firma wykorzystywała bezpłatną pracę więźniów tego obozu. Zbombardowanie linii kolejowej ograniczyłoby transporty więźniów do obozu, notabene z całej niemal Europy. Nie od rzeczy będzie wspomnieć, ze portret Henry Forda wisiał w gabinecie Hitlera, gdy ten dochodził do władzy i korzystał z finansowej pomocy amerykańskiego przemysłowca. W czasie wojny fabryka Forda we Francji produkowała ciężarówki dla Niemiec. Gdy „przypadkowo” została zbombardowana przez angielskie lotnictwo, rząd amerykański wypłacił właścicielowi odszkodowanie. Na 75-lecie Forda, Hitler odznaczył go bardzo wysokim orderem.
Podobną rolę do Forda, odgrywała firma IBM, która w latach 30-tych prowadziła usługi maszyn na karty dziurkowane dla nazistowskich Niemiec. Thomas Watson, założyciel i szef firmy został podobnie jak Henry Ford, odznaczony wysokim orderem przez Hitlera. Jednak pod presją mediów zwrócił ten order Hitlerowi, który w odwecie znacjonalizował IBM w Niemczech, ale pracowników firmy nie zwolniono, tylko dano niemieckiego szefa. Natomiast centrala IBM na Europe przeniosła się z okupowanego Paryża do Szwajcarii, skąd nadal nieoficjalnie zarządzała swymi oddziałami w okupowanej Europie, w tym w Polsce. W każdym obozie koncentracyjnym był dział maszyn IBM, które prowadziły świetną ewidencje więźniów. Centrala tych maszyn była w Krakowie (zatrudniała około 500 ludzi) oraz w Berlinie w pionie SS. Według moich obliczeń, niestety dzięki systemowi informacyjnemu na maszynach IBM, Niemcy byli w stanie zamordować o 3 miliony ludzi „za dużo”, bowiem dysponowali świetną ewidencja ludności w podbitych krajach.
Pomimo, ze firmy Forda i IBM prowadziły w czasie wojny biznes wbrew interesom państwa amerykańskiego i wbrew specjalnej ustawie, która wykluczała prowadzenie tego rodzaju biznesu w czasie wojny, po wojnie nic się nie stało, w sensie prawnym, wymienionym liderom amerykańskiego przemysłu.
Przypomniałem te smutne fakty z czasów wojny, aby pokazać, że w Ameryce politycy są mniej wrażliwi na niuanse polityczne innych państw. Oczywiście wbrew temu, co pokazują filmy Hollywood i jak postrzega Amerykę widz tych filmów.
Dlatego wypowiedź prezydenta Obamy, charakteryzująca postać Jana Karskiego, który przekazywał informacje o „polskich obozach śmierci” należy widzieć w wielopłaszczyznowym kontekście. Te fałszywe i haniebne dla Polski określenie było często stosowane celowo przez pisma i autorów, którzy mieli pewne anse do Polski i celowo mówili „polskie obozy śmierci.” Ci będą nadal stosować ten termin, kiedy tylko im to się uda.
Często pisze się „polskie”, bo to jest zbitka myślowa (tutaj stosowana) mająca na uwadze geograficzne położenie, które ma ułatwić czytelnikowi zrozumienie, gdzie te obozy były rozlokowane. Oczywiście jest to daleko idące lekceważenie kraju, ale w pojęciu danego autora, małego i nieważnego. Ważniejsze dla autora jest to by jego czytelnik wiedział gdzie to jest. Bowiem wiedza geograficzna wśród Amerykanów jest bardzo ograniczona. Czego dowodem jest kandydatka na wiceprezydenta Sara Palin w 2008 r., która nie wiedziała, że Korea składa się z dwóch państw. Notabene będących w stanie wojny, gdzie w jednym z nich stacjonuje kilkanaście tysięcy amerykańskich żołnierzy. Ale wątpię by Amerykanie byli by zadowoleni, gdyby japoński atak na Hawaje w 1941 r. nazywano “amerykańskim atakiem na Pearl Harbor “, by podkreślić fakt, ze Pearl Harbour znajduje się na amerykańskim terytorium.
Trzeba tu przypomnieć, ze niemieckie obozy śmierci były nie tylko w Polsce, ale na przykład były w Niemczech, jak Dachau, Buchenwald, Gross-Rosen, Nordhousen Dora (V1 i V2), Mauthausen, Bergen-Belsen, Ravensbrück (doświadczenia na „króliczkach”), czy Teresinie (w Czechach). Mnie zawsze zastanawia, jak w ocenie II wojny światowej bardzo rzadko wypowiada się słowo „Niemcy.” Zamiast tego słowa mówi się nazizm, hitleryzm. A gdzie wówczas byli Niemcy?
Wreszcie moim zdaniem obecna przyczyna tej niefortunnej wypowiedzi Prezydenta Obamy tkwi w ogólnym rozluźnieniu zachowań i lekceważeniu swych obowiązków oraz w kryzysie edukacji. Obecna moda chodzenie bez krawata w rozpiętej koszuli oraz zamiast podawania ręki obejmowanie się na przywitanie, by podkreślić nieformalny stosunek do innej osoby, prowadzi do spłyconego myślenia. W zasadzie rozmowa polega na stosowaniu kilku słów, zbitek myślowych; „good, fine, OK,”, żeby nie powiedzieć „f…” Ten sposób zachowania przenosi się do gabinetów szefów biznesu, do polityków, a staje się powszechny w mediach, na uczelniach i w sklepach. Nikt nie zważa na dobór słów ani sformułowań, mówi się byle co i coraz mniej im częściej posługuje się Facebookiem, Twitterem, telefonem itp. „społecznymi sieciami”.
Tak pracuje sztab Prezydenta Obamy, który 17 września 2009 r. zapowiedział wycofanie amerykańskich rakiet z Polski. Data ta wiele złego przypomina Polakom. Amerykanie powinni o tym wiedzieć. Potem na czas wizyty w Polsce, sztab podał mu tekst, by powiedział, że „jego wujek wyzwalał Auschwitz.” Gdyby to była prawda to wujek musiałby służyć w Czerwonej Armii. Czym zapewne Prezydent nie chciałby chwalić się? Ale jako bardzo inteligentny człowiek wiedział, że nie mówi prawdy. Mówił to czego chcieli słuchać zebrani. Jako absolwent Harvarda, najbardziej cenionego amerykańskiego uniwersytetu a następnie profesor Uniwersytetu Chicago (gdzie jest 6 laureatów Nagrody Nobla) musi wiedzieć, że to nie polskie a niemieckie obozy gwarantowały śmierć swym mieszkańcom. Jeśli nawet sztab przygotował mu złe przemówienie, to on sam powinien je skorygować. Bowiem „szlachectwo zobowiązuje”.
Co dalej? Jest to okazja by raz na zawsze rozwiać ten problem. „Nowy Dziennik” z Nowego Jorku proponuje by obie izby Kongresu wydały specjalne oświadczenie w tej sprawie i wskazały na konsekwencje prawne niestosowania się do obowiązującej reguły. Inicjatywa ze wszech miar słuszna.
Ponieważ jesteśmy w roku wyborczym w USA, dobrze by było by Kongres Polonii Amerykańskiej dał do zrozumienia Prezydentowi Obamie, że parę milionów głosów może mu zabraknąć w listopadzie 2012 r. jeżeli nie rozwiąże tego problemu szybko i moralnie.
Wiem, ze czyta moje felietony Pan Redaktor Andrzej Mikołajczyk z Chicago, który świetnie wie jak zmotywować KPA do tej sprawy. Za co będę mu bardzo wdzięczny.
Andrzej Targowski, USA, 31 maja 2012 r.

USA: Amerykański atak na Pearl Harbor – felieton profesora Targowskiego

Przyznanie Medalu Honoru Janowi Karskiemu i jego przekazanie przez Prezydenta Baraka Obamę w Białym Domu w dniu 28 maja 2012 r. jest drugim takim wyróżnieniem w historii polskich bohaterów II wojny światowej. Pierwszym wyróżnionym był śp. Jan Nowak-Jeziorański, także przebywający na emigracji w Waszyngtonie, podobnie jak Jan Karski. Obydwaj byli „kurierami”, którzy przywozili szalenie ważne informacje, które zostały zbagatelizowane. Jan Nowak-Jeziorański (Kurier z Warszawy) bezskutecznie przekazywał informacje z Londynu władzom Państwa Podziemnego, aby nie rozpoczynać Powstania.

Jan Karski, ryzykując swe własne życie, naocznie zbadał życie w warszawskim Getcie i obozie koncentracyjnym Izbica Lubelska (przebrany za ukraińskiego strażnika), po czym przez okupowaną Europę dostał się z Polski do Portugalii a stąd do Gibraltaru i Londynu oraz Waszyngtonu, gdzie liderom, biskupom i sławnym ludziom przekazał w latach 1942-43 hiobowe informacje o systematycznym mordowaniu ludzi przez Niemców w Polsce. Reakcja była żadna. Niektórzy mówili „on nie kłamie, ale ja nie wierzę”. Prezydent Roosevelt zapewnił go, że po wojnie winni zostaną ukarani. Pierwszy statek z europejskimi Żydami po wojnie, który dopłynął do Nowego Jorku w 1945 r. z powodów formalnych nie został wpuszczony do Stanów Zjednoczonych, wraz z pasażerami został skierowany na Kubę. Ten fakt najbardziej charakteryzuje ówczesne amerykańskie nastroje wobec cierpień Europejczyków.

W 1943 r. prezydent Roosevelt nadzorował inwazję Europy od południa z Afryki na Sycylię, by za rok, 6 czerwca 1944 r. zaatakować Niemcy od północy z Anglii. Straty ludzi w Polsce wliczał w koszty zwycięstwa. Nie chciał się rozdrabniać. Tak samo negatywnie potraktował premiera St. Mikołajczyka a potem gen. St. Tatara (spotkał się tylko z gen. G. Marshallem), który zabiegał o pomoc dla Powstania w Warszawie w 1944 r.

Polskie podziemie zabiegało u Aliantów o zbombardowanie torów kolejowych wiodących do Auschwitz. Odmawiano ataku z powietrza, tłumacząc, ze mogą zginać niewinni więźniowie. Być może prawda była inna, oszczędzano biznes IG Farbenindustrie A, który w 40 proc. było własnością Henry Forda. Dopiero w drugiej połowie 1944 r. zakłady te były zbombardowane. Firma wykorzystywała bezpłatną pracę więźniów tego obozu. Zbombardowanie linii kolejowej ograniczyłoby transporty więźniów do obozu, notabene z całej niemal Europy. Nie od rzeczy będzie wspomnieć, ze portret Henry Forda wisiał w gabinecie Hitlera, gdy ten dochodził do władzy i korzystał z finansowej pomocy amerykańskiego przemysłowca. W czasie wojny fabryka Forda we Francji produkowała ciężarówki dla Niemiec. Gdy „przypadkowo” została zbombardowana przez angielskie lotnictwo, rząd amerykański wypłacił właścicielowi odszkodowanie. Na 75-lecie Forda, Hitler odznaczył go bardzo wysokim orderem.

Podobną rolę do Forda, odgrywała firma IBM, która w latach 30-tych prowadziła usługi maszyn na karty dziurkowane dla nazistowskich Niemiec. Thomas Watson, założyciel i szef firmy został podobnie jak Henry Ford, odznaczony wysokim orderem przez Hitlera. Jednak pod presją mediów zwrócił ten order Hitlerowi, który w odwecie znacjonalizował IBM w Niemczech, ale pracowników firmy nie zwolniono, tylko dano niemieckiego szefa. Natomiast centrala IBM na Europe przeniosła się z okupowanego Paryża do Szwajcarii, skąd nadal nieoficjalnie zarządzała swymi oddziałami w okupowanej Europie, w tym w Polsce. W każdym obozie koncentracyjnym był dział maszyn IBM, które prowadziły świetną ewidencje więźniów. Centrala tych maszyn była w Krakowie (zatrudniała około 500 ludzi) oraz w Berlinie w pionie SS. Według moich obliczeń, niestety dzięki systemowi informacyjnemu na maszynach IBM, Niemcy byli w stanie zamordować o 3 miliony ludzi „za dużo”, bowiem dysponowali świetną ewidencja ludności w podbitych krajach.

Pomimo, ze firmy Forda i IBM prowadziły w czasie wojny biznes wbrew interesom państwa amerykańskiego i wbrew specjalnej ustawie, która wykluczała prowadzenie tego rodzaju biznesu w czasie wojny, po wojnie nic się nie stało, w sensie prawnym, wymienionym liderom amerykańskiego przemysłu.

Przypomniałem te smutne fakty z czasów wojny, aby pokazać, że w Ameryce politycy są mniej wrażliwi na niuanse polityczne innych państw. Oczywiście wbrew temu, co pokazują filmy Hollywood i jak postrzega Amerykę widz tych filmów.

Dlatego wypowiedź prezydenta Obamy, charakteryzująca postać Jana Karskiego, który przekazywał informacje o „polskich obozach śmierci” należy widzieć w wielopłaszczyznowym kontekście. Te fałszywe i haniebne dla Polski określenie było często stosowane celowo przez pisma i autorów, którzy mieli pewne anse do Polski i celowo mówili „polskie obozy śmierci.” Ci będą nadal stosować ten termin, kiedy tylko im to się uda.

Często pisze się „polskie”, bo to jest zbitka myślowa (tutaj stosowana) mająca na uwadze geograficzne położenie, które ma ułatwić czytelnikowi zrozumienie, gdzie te obozy były rozlokowane. Oczywiście jest to daleko idące lekceważenie kraju, ale w pojęciu danego autora, małego i nieważnego. Ważniejsze dla autora jest to by jego czytelnik wiedział gdzie to jest. Bowiem wiedza geograficzna wśród Amerykanów jest bardzo ograniczona. Czego dowodem jest kandydatka na wiceprezydenta Sara Palin w 2008 r., która nie wiedziała, że Korea składa się z dwóch państw. Notabene będących w stanie wojny, gdzie w jednym z nich stacjonuje kilkanaście tysięcy amerykańskich żołnierzy. Ale wątpię by Amerykanie byli by zadowoleni, gdyby japoński atak na Hawaje w 1941 r. nazywano “amerykańskim atakiem na Pearl Harbor “, by podkreślić fakt, ze Pearl Harbour znajduje się na amerykańskim terytorium.

Trzeba tu przypomnieć, ze niemieckie obozy śmierci były nie tylko w Polsce, ale na przykład były w Niemczech, jak Dachau, Buchenwald, Gross-Rosen, Nordhousen Dora (V1 i V2), Mauthausen, Bergen-Belsen, Ravensbrück (doświadczenia na „króliczkach”), czy Teresinie (w Czechach). Mnie zawsze zastanawia, jak w ocenie II wojny światowej bardzo rzadko wypowiada się słowo „Niemcy.” Zamiast tego słowa mówi się nazizm, hitleryzm. A gdzie wówczas byli Niemcy?

Wreszcie moim zdaniem obecna przyczyna tej niefortunnej wypowiedzi Prezydenta Obamy tkwi w ogólnym rozluźnieniu zachowań i lekceważeniu swych obowiązków oraz w kryzysie edukacji. Obecna moda chodzenie bez krawata w rozpiętej koszuli oraz zamiast podawania ręki obejmowanie się na przywitanie, by podkreślić nieformalny stosunek do innej osoby, prowadzi do spłyconego myślenia. W zasadzie rozmowa polega na stosowaniu kilku słów, zbitek myślowych; „good, fine, OK,”, żeby nie powiedzieć „f…” Ten sposób zachowania przenosi się do gabinetów szefów biznesu, do polityków, a staje się powszechny w mediach, na uczelniach i w sklepach. Nikt nie zważa na dobór słów ani sformułowań, mówi się byle co i coraz mniej im częściej posługuje się Facebookiem, Twitterem, telefonem itp. „społecznymi sieciami”.

Tak pracuje sztab Prezydenta Obamy, który 17 września 2009 r. zapowiedział wycofanie amerykańskich rakiet z Polski. Data ta wiele złego przypomina Polakom. Amerykanie powinni o tym wiedzieć. Potem na czas wizyty w Polsce, sztab podał mu tekst, by powiedział, że „jego wujek wyzwalał Auschwitz.” Gdyby to była prawda to wujek musiałby służyć w Czerwonej Armii. Czym zapewne Prezydent nie chciałby chwalić się? Ale jako bardzo inteligentny człowiek wiedział, że nie mówi prawdy. Mówił to czego chcieli słuchać zebrani. Jako absolwent Harvarda, najbardziej cenionego amerykańskiego uniwersytetu a następnie profesor Uniwersytetu Chicago (gdzie jest 6 laureatów Nagrody Nobla) musi wiedzieć, że to nie polskie a niemieckie obozy gwarantowały śmierć swym mieszkańcom. Jeśli nawet sztab przygotował mu złe przemówienie, to on sam powinien je skorygować. Bowiem „szlachectwo zobowiązuje”.

Co dalej? Jest to okazja by raz na zawsze rozwiać ten problem. „Nowy Dziennik” z Nowego Jorku proponuje by obie izby Kongresu wydały specjalne oświadczenie w tej sprawie i wskazały na konsekwencje prawne niestosowania się do obowiązującej reguły. Inicjatywa ze wszech miar słuszna.

Ponieważ jesteśmy w roku wyborczym w USA, dobrze by było by Kongres Polonii Amerykańskiej dał do zrozumienia Prezydentowi Obamie, że parę milionów głosów może mu zabraknąć w listopadzie 2012 r. jeżeli nie rozwiąże tego problemu szybko i moralnie.

Wiem, ze czyta moje felietony Pan Redaktor Andrzej Mikołajczyk z Chicago, który świetnie wie jak zmotywować KPA do tej sprawy. Za co będę mu bardzo wdzięczny.
Andrzej Targowski, USA, 31 maja 2012 r.