Witold Kwaśnicki

Własność, Wolność, Odpowiedzialność i Wzajemne zaufanie

Wpisy z okresu: 8.2012

Piotr Aleksandrowicz,  z okazji setnej rocznicy urodzin Miltona Friedmana, opublikował artykuł pt. ‘Friedman: siła wolnego rynku, który wróci’ (
http://www.obserwatorfinansowy.pl/forma/debata/friedman-sila-wolnego-rynku-ktory-wroci/
). Też wiele ciepłych słów mógłbym powiedzieć o Miltonie Friedmanie, wiele jego tez dotyczących wolnego rynku jest mi bardzo bliskich. Kiedy czyta się Miltona Friedmana, nakładając odpowiedni filtr i zauważając tylko to co powiedział o rynku, gospodarce rynkowej i o kapitalizmie w duchu libertariańskiem (a tak czyni to Piotr Aleksandrowicz) to można myśleć o nim tylko pozytywnie. Faktem jest,  że Friedman uczynił dla popularyzacji idei wolnorynkowych bardzo wiele. Ten jego sukces popularyzatorski był w dużym stopniu możliwy dzięki bliskim kontaktom z politykami i rządzącymi. Jednakże, wiele jego wypowiedzi ociera się o apologetykę rządu, wiele jego prac to ‘flirtowanie’ z ekonomią ortodoksyjną. Katarzyna Kozłowska komentując artykuł Aleksandrowicza słusznie zauważa, że
Jeśli wspominamy Friedmana, nie zapominajmy o Hayeku’ (
http://www.obserwatorfinansowy.pl/forma/debata/jesli-wspominamy-friedmana-nie-zapominajmy-o-hayeku/?k=debata
). Ma ona rację, że zasług propagowania idei wolnorynkowych i wzrost popularności myśli liberalnej (libertariańskiej) nie można przypisać tylko Friedmanowi. I nie tylko o Hayeku tutaj powinniśmy myśleć. Można byłoby wymienić długą listę nazwisk.  Zawsze jednak warto zadać sobie pytanie, kto mógłby być wskazany jako ten, który położył fundamenty pod ten wzrost popularności libaralizmu w ostatnich dekadach, kto wykazał się największa konsekwencją w swoim życiu w głoszeniu idei wolnościowych? Kiedy odpowiadałem sobie na to pytanie czytając artykuły Piotra Aleksandrowicza i Katarzyny Kozłowskiej to tylko jedno nazwisko przychodziło mi do głowy, mianowicie Ludwig von Mises. Zatem należałoby powiedzieć ‘Pamiętajmy przede wszystkim o Ludwigu Misesie’! Dlatego z zadowoleniem, po dwóch tygodniach, przeczytałem artykuł Łukasza Nierody Kto jest kim i jakie ma zasługi’ (
http://www.obserwatorfinansowy.pl/forma/debata/kto-jest-kim-i-jakie-ma-zaslugi/
). Szkoda, że dopiero pod koniec artykułu pojawia się to co w nim wydaje mi się najważniejsze, mianowicie: „Smith, Friedman, Hayek – wszyscy są powszechnie uważani za propagatorów wolnego rynku i z tego powodu bardzo często wrzucani do jednego worka. Należy jednak pamiętać, że bazowali na innych założeniach teoretycznych. We wstępie wspomniałem, że jedno odkrycie może mieć wielu ojców, i żeby samemu nie odstawiać części z nich na boczny tor, chciałbym na zakończenie wspomnieć raz jeszcze o najwybitniejszym – moim zdaniem – ekonomiście w historii, Ludwiku von Misesie. … Myślę, że Mises jest jednym z najbardziej niedocenianych ekonomistów, jakich zna świat i to on, a nie Hayek, jest tym, o którym zawsze się zapomina, dlatego polecam wszystkim czytelnikom zapoznanie się z jego dorobkiem.”

Gdyby Mises wykazał się taką trochę spolegliwą postawą jaką reprezentowali np. Hayek i Friedman, to z pewnością byłby znacznie bardziej popularny i to on by pierwszy odbierał nagrodę Nobla, przed oboma jego ‘uczniami’.  Wydaje się, że to nie przypadek, że nagroda im. Alfreda Nobla z ekonomii przyznana została Hayekowi w 1974 roku, rok po śmierci Ludwiga von Misesa. Widocznie komitet noblowski uznał,  że przyznanie tej nagrody uczniowi Misesa, a nie samemu Misesowi, kiedy ten jeszcze  żył, byłoby ogromną niesprawiedliwością, a co najmniej faux pas. Milton Friedman dostał nagrodę im. Alfreda Nobla z ekonomii w 1976 roku.

W odróżnieniu od wielu propagatorów idei wolnościowych Mises przyjął bardzo nieugiętą postawę, przez całe swoje długie życie był wierny swoim libertariańskim poglądom, był też wierny swoim prakseologicznym założeniom metodologicznym. Do rangi symbilu urasta wydarzenie z 1947 roku,  które wspomina sam Milton Friedman (np.
http://libertyunbound.com/sites/files/printarchive/Liberty_Magazine_July_1991.pdf
).

Na pierwszym posiedzeniu Mont Pelerin Society, oprócz Ludwig von Misesa i Miltona Friedmana  byli obecni ówcześnie najbardziej poważani zwolennicy wolnego rynku, m.in. Friedrich von Hayek, Fritz Machlup, George Stigler, Frank Knight, Henry Hazlitt, John Jewkes, Lionel Robbins, Leonard Read. Pewnego popołudnia dyskutowano, m.in., kwestie redystrybucji dochodu, podatków, w tym także podatków progresywnych. W środku tej dyskusji Ludwig von Mises wstał powiedział: „Jesteście bandą socjalistów” („You’re all a bunch of socialists”) i trzaskając drzwiami wyszedł z pokoju.

Kontynuatorem i propagatorem myśli Ludviga von Misesa jest amerykański Ludwig von Mises Institute (mises.org, gdzie można pobrać wszystkie prace Misesa i o Misesie), a w Polsce, Instytut Misesa  (mises.pl, gdzie dzięki wysiłkowi młodych ludzi propagowane są idee szkoły austriackiej).

Pamiętajmy zatem o Ludwigu von Misesie, ‚ostatnim rycerzu liberalizmu’, jak nazywali go znajomi i koledzy, i jak pisze o nim Jörg Guido Hülsmann w biografii zatytułowanej Mises: The Last Knight of Liberalism. Czytajmy jego prace.

P.S.  W licznych linkach do różnych organizacji wolnościowych (Like-minded Organizations)  jakie umieszczone są na stronie internetowej The Mont Pelerin Society nie ma linku do Ludwig von Mises Institute. Ciekawe, prawda?

W wywiadzie jaki udzielił prof. Dariusz Rosati (
http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105226,12337106,Rosati__Moze_byc_zle_lub_jeszcze_gorzej__I_tylko_EBC.html
)
uderzyły mnie dwie opinie.  Pan profesor ekonomii miał powiedzieć: „Nie jesteśmy już tak odporni jak trzy lata temu. Nie mamy buforu w postaci dużych inwestycji publicznych. A prywatnych nie będzie, jeśli nie będzie wzrostu PKB”,
oraz odnośnie zawartego w tytule „tylko EBC pomoże”: „Proszę zauważyć, że prezes EBC ma kilkakrotnie większy wpływ na nastroje inwestorów niż szczyty polityczne Unii. Wystarczy, że Mario Draghi zabierze głos, nawet w sposób bardzo oględny, a rynki już wpadają w entuzjazm. To świadczy, że klucz do opanowania kryzysu leży w EBC. Rynki nie wierzą nikomu poza EBC.”

W pierwszej wypowiedzi przebija wiara w skuteczność inwestycji publicznych i interwencjonizmu państwowego. Zastanawia mnie logika ostatniego zadnia ‘prywatnych inwestycji nie będzie, jeśli nie będzie wzrostu PKB’. Co to jest PKB? Toż to właśnie to co przedsiębiorstwa (głównie prywatne) wytworzą. No, ale jeśli się myśli w keynesowskim stylu, że PKB to suma konsumpcji, inwestycji prywatnych, wydatków państwa i bilans export/import (PKB=C+I+G+X) to logika tego zdania nie zadziwia. Wystarczy rozdymać wydatki państwowe i mamy wzrost PKB! Ekonomiści tzw. głównego nurtu, często wypowiadają się w duchu: ‘Wzrost gospodarczy w ostatnim roku napędzany był konsumpcją (eksportem)’. Tak jakby sama konsumpcja  czy eksporty tworzył cokolwiek. To przedsiębiorcy muszą wytworzyć to co chciałby kupić konsument.

Odnośnie drugiego cytatu dotyczącego EBC, to chciałbym Panu profesorowi przypomnieć, że przed 2008 rokiem bardzo podobne opinie wyrażano o innym prezesie banku centralnego, myślę tutaj o ‘boskim’ Alanie Greenspanie i Fed. Rynki też nabożnie wsłuchiwały się w słowa Greenspana. Co z tego wyszło doświadczamy w ostatnich czterech latach. Oby tylko słowa prof. Rosatiego nie były prorocze!

Jürgen Habermas (okrzyknięty ‘najwybitniejszym współczesnym europejskim filozofem i socjologiem zajmującym się demokracją’), wspierany przez ekonomistę Petera Bofingera i filozofa Juliana Nidę-Rümelinga, opublikował receptę na ratowanie Europy (Habermas: Nadchodzi zmierzch Europy. Mamy pomysł jak ją uratować,

http://wyborcza.pl/magazyn/1,126715,12327415,Habermas__Nadchodzi_zmierzch_Europy__Mamy_pomysl_jak.html
,
w wydaniu papierowym artykuł ten ma tytuł: Habermas: Uratujmy Europę!)

Kolejny więc raz intelektualiści w swej pysze twierdzą, że wiedzą lepiej i są w stanie podać receptę na uszczęśliwienie społeczeństwa. Habermas i inni wiedzą i ogłaszają: „Sposoby, by ten świat postawić z powrotem na nogi, są powszechnie znane. Tyle, że się ich nie stosuje.”

W przeszłości takich propozycji zbudowania społeczeństwa wiecznej szczęśliwości było wiele. Te najbardziej drastyczne w dobie współczesnej zaczęły się to od Rewolucji Francuskiej i jakobinów. W XX wieku byli to Lenin i bolszewicy w Rosji,  Mao Zedong i wielka proletariacka rewolucja kulturalna, Pol Pot i Czerwoni Khmerowie w Kambodży, i wiele innych.

Wydźwięk artykułu wydaje się być jednoznaczny: pod przykrywką demokracji i wsłuchiwania się w ‘głos ludu’, powinna być utworzona jedna scentralizowana unia polityczna pod rządami oświeconej elity. Bo jak inaczej zrozumieć deklaracje Habermasa: „Ta samonapędzająca się destabilizacja spowodowana jest głównie tym, że strategie przezwyciężania kryzysu nie objęły głębokiej reformy instytucji europejskich. Naprawiamy Unię bez głowy i małymi kroczkami. … Jedynym wyjściem jest pogłębienie integracji państw Unii Europejskiej.  … Żeby skutecznie wprowadzić dyscyplinę fiskalną i stabilny system finansowy, trzeba przenieść część kompetencji państw narodowych na instytucje europejskie. … trzeba otworzyć drogę ku unii politycznej, najpierw w gronie 17 członków unii gospodarczo-walutowej. … kto chce pozostać przy wspólnej walucie, musi opowiedzieć się za wspólną odpowiedzialnością za długi oraz za pogłębieniem instytucjonalnej integracji UE.”

Jak wynika z artykułu kwestią otwartą są tylko drobiazgi typu, czy te ‘uwspólnotowione długi’ byłyby długami powyżej 60-cio procentowego pułapu (względem PKB), czy odwrotnie do 60% PKB.

Remedium ma być zwołanie konwentu konstytucyjnego, a „opracowaną przez niego konstytucję powinny zaakceptować – na drodze referendum – poszczególne państwa. Jeśli tak się stanie, europejskie narody odzyskają suwerenność, której pozbawiły je już dawno rynki. ”  Niestety Habermas nie wyjaśnia jak te wstrętne rynki pozbawiły europejskie narody suwerenności.

Reszta to komunały lub (odważę się napisać) bełkot w stylu: „Polityce brakuje twórczej siły. … Obywatele muszą zabrać głos. … Niemieckiemu rządowi brakuje odwagi przezwyciężenia status quo, które stało się nie do utrzymania. Grecji po zapaści gospodarczej grozi wyjście ze strefy euro.  … polityka powinna wreszcie odzyskać władzę nad światem, który stworzyły banki inwestycyjne i fundusze hedgingowe. … Wspólną walutę da się utrzymać tylko za pomocą wyraźnego pogłębienia integracji.  … Obecny kryzys nie jest kryzysem euro. Euro okazało się stabilną walutą. … To właśnie polityka oszczędnościowa doprowadziła do osłabienia gospodarki i wzrostu bezrobocia. … kryzysu nie spowodowały wyłącznie błędy poszczególnych państw, ale problemy o charakterze systemowym. … Wymaga to jasnej wizji, jak powinna wyglądać konstytucja wspólnej, ponadnarodowej struktury demokratycznej, która nie byłaby państwem federalnym.  Państwo federalne jest bowiem dla Europy nie do przyjęcia. … demokratyczne „jądro Europy” musi reprezentować obywateli krajów członkowskich jednocześnie jako obywateli zreformowanej Unii i jako reprezentantów danego narodu. … Anonimowe procesy rynkowe nabrały wymiaru politycznego. Ludzie czują się bezsilni. Polityka musi im przywrócić poczucie, że mają wpływ na rzeczywistość. …   W świecie postkolonialnym rola Europy się zmieniła.  … Rezygnacja z idei europejskiej jedności oznaczałaby wypisanie się ze światowej historii.” (Pogrubiłem słowo poczucie – proszę zauważyć, że Habermas nie pisze, że polityka ma spowodować większy wpływ na rzeczywistość, tylko ma przywrócić ludziom poczucie, że mają ten wpływ.)

Ogromna część tego artykułu jest dla mnie niezrozumiała, odważę się jeszcze raz napisać, że to filozofujący bełkot. Może to wina mojego ‘inżynierskiego umysł’ (wszak skończyłem politechnikę, elektronikę) i nie jestem w stanie pojąć przeintelektualizowanego tekstu?

Do tej kategorii niezrozumiałych fragmentów zaliczam m.in. zadnie: „Tylko zjednoczona politycznie Europa ma szansę odwrócić zaawansowany już proces przekształcania się demokracji obywatelskiej państwa socjalnego w demokrację fasadową podporządkowaną wymaganiom rynku.” Ludzie, pomóżcie! Jak to należy rozumieć? Czy sam Habermas wie co napisał?

P.S. Habermasowi i jemu podobnym polecam kilka cytatów (
http://kwasnicki.prawo.uni.wroc.pl/?page_id=540
):

Friedrich August von Hayek (1899-1992):
„Ekonomista nie może twierdzić że posiada specjalną wiedzę, która kwalifikuje go do koordynowania wysiłkami innych specjalistów. Co może twierdzić to jedynie to, że jego zawodowe borykanie się z wszechobecnymi sprzecznościami interesów uczyniło go bardziej wrażliwym niż kogokolwiek innego na fakt, że żaden umysł nie jest w stanie posiąść całej wiedzy, która kieruje działaniami społecznymi, oraz o wynikającej stąd potrzebie pewnego bezosobowego mechanizmu, niezależnego od ludzkich sądów, koordynującego indywidualnymi wysiłkami ludzkimi” (Konstytucja wolności,1960)
„The curious task of economics is to demonstrate to men how little they really know about what they image they can design.”
„Osobliwym zadaniem ekonomii jest pokazanie ludziom jak mało w istocie wiedzą o tym, co w ich mniemaniu da się zaprojektować”. (Fatal Conceit, 1988)

Henry Hazlitt (1894-1993)
„Sztuka ekonomii polega na tym, by spoglądać nie tylko na bezpośrednie, ale i na odległe skutki danego działania czy programu; by śledzić nie tylko konsekwencje, jakie dany program ma dla jednej grupy, ale jakie przynosi wszystkim.”(Ekonomia w jednej lekcji, 1993 (1946))

Ludwig von Mises (1881-1973)
„Obrońcy socjalizmu nazywają siebie postępowymi, a propagują system, który cechuje sztywne przestrzeganie rutyny oraz opór wobec wszelkiego rodzaju usprawnień. Nazywają siebie liberałami, ale zabiegają o to by znieść wolność. Nazywają siebie demokratami, ale tęsknią za dyktaturą. Nazywają siebie rewolucjonistami, ale pragną stworzyć wszechwładny rząd. Obiecują błogosławieństwa Rajskiego Ogrodu, a z drugiej strony zamierzają przekształcić świat w gigantyczne biuro. Każdy człowiek, prócz jednego, staje się podrzędnym urzednikiem w biurze – doprawdy nęcąca utopia. Cóż za wspaniała sprawa, o którą warto walczyć!
Istnieje tylko jedna dostępna broń przeciwko temu szaleństwu agitacji: jest nią rozum. Po prostu potrzebny jest zdrowy rozsądek, by uchronić człowieka przed staniem się ofiarą złudnych fantazji i pustych haseł.” (Biurokracja, 1944)

Prof. Leszek Balcerowicz zastanawia się nad tym ‘Jak ograniczyć nepotyzm, a nie bić piany na ten temat?

Odpowiadając na to pytanie prowadzi (szczególnie na początku) trochę akademicką dyskusję, ale w dalszej części artykułu przedstawia opinie z którymi nie sposób się nie zgodzić. Dziwić jedynie może to, że tak oczywiste tezy należy artykułować. Bo większość z tego co napisał to „oczywista oczywistość”.

Naturalnie, jak najszybciej należy wszystko sprywatyzować  bo „decydenci w firmach prywatnych są … wrażliwi na ich zysk, a uprawianie nepotyzmu ten zysk uszczupla. Silna zaś konkurencja dodatkowo zwiększa ryzyko takiego procederu, bo notoryczne zatrudnianie ludzi mniej kompetentnych niż u konkurentów narażałoby firmę na bankructwo. Takiego układu antykumoterskich bodźców nie da się stworzyć w żadnych innych organizacjach. Dlatego najważniejszą reformą ograniczającą zasięg nepotyzmu w kraju jest sprywatyzowanie wszelkich spółek, gdzie ostateczną władzę, w tym personalną, dzierżą politycy szczebla centralnego lub lokalnego.”

Dziwić się należy, że stale ludziom trzeba tłumaczyć, że:”Prywatyzacja uszczupla pulę stanowisk w kraju, w stosunku do których nepotyzm może być uprawiany, tzn. stanowisk w organizacjach, których się nie da przekształcić w firmy i sprywatyzować (ale z pewnością wiele się da). Tę pozostałą pulę stanowisk należy ograniczyć, redukując wydatki budżetu, aby uzdrowić finanse publiczne. Wyjdzie to też na zdrowie gospodarce.” Do tej samej kategorii należy zaliczyć opinię Leszka Balcerowicza (i tutaj żadne profesorskie tytuły nie są potrzebne), że „prywatyzacja firm (podobnie jak ograniczenie wielkości państwa jako dysponenta środków i emitenta szczegółowych przepisów) nie tylko ogranicza skalę nepotyzmu, ale też realizuje inny ważny cel: zwiększa efektywność przedsiębiorstw, a dzięki temu wzmacnia wzrost gospodarki (ograniczenie nepotyzmu przyczynia się zresztą do wzrostu efektywności firm)”.

Dziwię się jedynie złudnemu przekonaniu Leszka Balcerowicza, że „uzależnione od publicznych zamówień i prawnych przepisów firmy prywatne będą bardziej odporne na personalne naciski polityków niż firmy publiczne”.  Póki państwo (rząd i samorządy) dysponować będą dużymi pieniędzmi publicznymi póty nepotyzm i różne inne przekręty nie zostaną wyeliminowane.

Jedyny sposób na to by te patologie wykorzenić z życia publicznego to ograniczyć napływ publicznych pieniędzy będących w dyspozycji polityków, biurokratów publicznych, wszelkiej maści tzw. ‘przedstawicieli społeczeństwa’. Zatem pierwszy krok w tym kierunku to zbudowanie ‘państwa minimum’, które ma do dyspozycji co najwyżej kilka procent tego co wypracują ludzie (tak jak to było w XIX wieku w Wielkiej Brytanii i w USA) a nie kilkadziesiąt procent, jak to jest obecnie w większości państw na świecie (w Polsce to prawie 50 procent  PKB). Kolejnym byłby demontaż państwa (a co, pomarzyć nie mogę?).

P.S. Jako stale aktualny komentarz do tego co dzieje się w sferze publicznej proponuję posłuchać starego skeczu ‚Rozum’  w wykonaniu Jana Kobuszewskiego z Kabaretu Dudek (

).

P.S.S. Dodaję tę uwagę 22 sierpnia 2012 r., po przeczytaniu notatki o artykule Jacka Żakowskiego w Polityce (‚Dobry i zły nepotyzm’,

http://www.polityka.pl/rynek/ekonomia/1529579,1,czy-prywatyzacja-ograniczy-nepotyzm.read
)
Ręce opadają. Chce się powiedzieć ‚Panie Żakowski, kpisz Pan czy o drogę pytasz?’. Czy to, że właściciel firmy prywatnej zatrudnia swojego syna, czy kogoś z rodziny jest nepotyzmem?  Jak zwykle red. Żakowski stosuje swoją dialektykę, zgodnie ze starymi, wypróbowanymi wzorcami marksistowskimi.

Kilka dni temu ‘Fakty’ (
http://fakty.tvn24.pl/cena-umowna,269657.html
) podały informację, że ceny niektórych leków, które wypadły z listy refundacyjnej są niższe kilkukrotnie. W przeprowadzonej sondzie ulicznej na pytanie, które leki są droższe, pełnopłatne czy refundowane, ludzie odpowiadali zgodnie z logiką, że pełnopłatne. Zapomnieli jednak, że tam gdzie działa państwo (rząd) logika zanika i na tzw. zdrowy rozsądek nie ma miejsca.

W tychże „Faktach” podano wiele przykładów takich specyfików, np. lek Singulair jeszcze w grudniu, gdy państwo do niego dopłacało kosztował 115,29 zł,  a teraz kosztuje ok. 20 zł. W jednej z aptek w Tarnowie można go kupić nawet za 8 zł; natomiast  lek o nazwie Plavix, który teraz kosztuje około 34 zł, w czasie, gdy dopłacało do niego państwo, kosztował 83 zł.

A to przecież nic dziwnego, jeśli dobrze działa mechanizm rynkowy (a trochę już działa wtedy kiedy lek wypada z listy leków refundowanych) to cena będzie zwykle spadała. Pisałem już o tym kilkukrotnie wcześniej na tym blogu (ostatnio ponad rok temu:
http://kwasnicki.blog.pl/2011/06/17/inicjatywy-publiczno-prywatne/
). Tak było w przypadku opisanych tam szczepionek czy opisywanej parę tak temu Iwabradyny.

Trawestując powiedzienie Bogdana Smolenia z kabaretu Tey „Ludzie, kochani rodacy, coście tacy smutni, niewierzący w rynek!” (patrz jego piosenka ‘Smutasy i mazgaje’,
http://www.joemonster.org/filmy/12050/Bohdan_Smolen_Smutasy_i_mazgaje_Za_oknami_swita_
: „Ludzie, kochani rodacy, coście tacy smutni, przecież jedziecie do pracy!”).

Rynek ma wiele wad (a co nie ma wad na tym bożym świecie?), ale zalet ma znacznie więcej.  Nie przeszkadza to tzw. ekonomistom głównego nurtu traktować rynek i liberalizm jak chłopca do bicia. Kilka tygodni temu, na jednym z seminarium w Polskim Towarzystwie Ekonomicznym prelegent omawiał problemy zawodności rynki i zawodności państwa. Przytoczył tradycyjne zarzuty wobec rynku omawiając planszę na której napisane było:

„Błędy ogólne związane z uniwersalnymi przyczynami zawodności rynkowego mechanizmu ‘alokacyjno-równowagowego’:

1. Sytuacje monopolistyczne, w tym zwłaszcza związane z monopolem naturalnym,

2. Występowanie tzw. bezpośrednich efektów zewnętrznych, zarówno negatywnych jak i – co się rzadziej dostrzega – pozytywnych,

3. Występowanie dóbr publicznych (często w powiązaniu z dodatnimi i/lub /negatywnymi efektami zewnętrznymi,

4. Niedoskonałości informacyjne,

5. Występowanie ryzyka i niepewności.”

Najgorsze jest to, że tego typu półprawdy (żeby nie powiedzieć dyrdymały) wtłacza się do umysłów studentom i uczniom nauczając ich ekonomii. Nie było niestety wiele czasu by podyskutować o tym na tymże seminarium, ale pozwoliłem sobie na powiedzenie kilku słów: „To mnie zawsze trochę boli, bo tak prawdę powiedziawszy to tak jakbyśmy mieli pretensje do naturalnych zjawisk, to tak jakby fizycy mieliby pretensje do rzeczywistości, że istnieje tarcie, czy opór powietrza; taka jest natura rzeczy, czymś naturalnym jest to, że jest ryzyko, że jest niepewność, tak samo jak istnieje tarcie. I my się z tym po prostu musimy zmagać. Wymaganie od natury by tego typu zjawiska nie istniały, by je wyeliminować (np. przez aktywność państwa), jest po prostu nierealne. Nazywanie tego błędami rynku jest nadużyciem. Tak samo można powiedzieć, że błędem natury jest to, że jest tarcie. A przecież nie jest błędem natury to, że istnieje tarcie, bo tarcie ma swoje pozytywne i negatywne skutki, tak samo i niepewność ma swoje pozytywne i negatywne skutki, bez niepewności i ryzyka, nie byłoby w ogóle postępu cywilizacyjnego.”

Skupiłem się na ryzyku i niepewności, ale dokładnie podobnie można byłoby skomentować pozostałe cztery zarzuty ortodoksów dotyczące zawodności rynku.

Więcej wiary w rynek, i więcej cierpliwości w oczekiwaniu na jego pozytywne skutki!


  • RSS