Kilka dni temu ‘Fakty’ (
http://fakty.tvn24.pl/cena-umowna,269657.html
) podały informację, że ceny niektórych leków, które wypadły z listy refundacyjnej są niższe kilkukrotnie. W przeprowadzonej sondzie ulicznej na pytanie, które leki są droższe, pełnopłatne czy refundowane, ludzie odpowiadali zgodnie z logiką, że pełnopłatne. Zapomnieli jednak, że tam gdzie działa państwo (rząd) logika zanika i na tzw. zdrowy rozsądek nie ma miejsca.

W tychże „Faktach” podano wiele przykładów takich specyfików, np. lek Singulair jeszcze w grudniu, gdy państwo do niego dopłacało kosztował 115,29 zł,  a teraz kosztuje ok. 20 zł. W jednej z aptek w Tarnowie można go kupić nawet za 8 zł; natomiast  lek o nazwie Plavix, który teraz kosztuje około 34 zł, w czasie, gdy dopłacało do niego państwo, kosztował 83 zł.

A to przecież nic dziwnego, jeśli dobrze działa mechanizm rynkowy (a trochę już działa wtedy kiedy lek wypada z listy leków refundowanych) to cena będzie zwykle spadała. Pisałem już o tym kilkukrotnie wcześniej na tym blogu (ostatnio ponad rok temu:
http://kwasnicki.blog.pl/2011/06/17/inicjatywy-publiczno-prywatne/
). Tak było w przypadku opisanych tam szczepionek czy opisywanej parę tak temu Iwabradyny.

Trawestując powiedzienie Bogdana Smolenia z kabaretu Tey „Ludzie, kochani rodacy, coście tacy smutni, niewierzący w rynek!” (patrz jego piosenka ‘Smutasy i mazgaje’,
http://www.joemonster.org/filmy/12050/Bohdan_Smolen_Smutasy_i_mazgaje_Za_oknami_swita_
: „Ludzie, kochani rodacy, coście tacy smutni, przecież jedziecie do pracy!”).

Rynek ma wiele wad (a co nie ma wad na tym bożym świecie?), ale zalet ma znacznie więcej.  Nie przeszkadza to tzw. ekonomistom głównego nurtu traktować rynek i liberalizm jak chłopca do bicia. Kilka tygodni temu, na jednym z seminarium w Polskim Towarzystwie Ekonomicznym prelegent omawiał problemy zawodności rynki i zawodności państwa. Przytoczył tradycyjne zarzuty wobec rynku omawiając planszę na której napisane było:

„Błędy ogólne związane z uniwersalnymi przyczynami zawodności rynkowego mechanizmu ‘alokacyjno-równowagowego’:

1. Sytuacje monopolistyczne, w tym zwłaszcza związane z monopolem naturalnym,

2. Występowanie tzw. bezpośrednich efektów zewnętrznych, zarówno negatywnych jak i – co się rzadziej dostrzega – pozytywnych,

3. Występowanie dóbr publicznych (często w powiązaniu z dodatnimi i/lub /negatywnymi efektami zewnętrznymi,

4. Niedoskonałości informacyjne,

5. Występowanie ryzyka i niepewności.”

Najgorsze jest to, że tego typu półprawdy (żeby nie powiedzieć dyrdymały) wtłacza się do umysłów studentom i uczniom nauczając ich ekonomii. Nie było niestety wiele czasu by podyskutować o tym na tymże seminarium, ale pozwoliłem sobie na powiedzenie kilku słów: „To mnie zawsze trochę boli, bo tak prawdę powiedziawszy to tak jakbyśmy mieli pretensje do naturalnych zjawisk, to tak jakby fizycy mieliby pretensje do rzeczywistości, że istnieje tarcie, czy opór powietrza; taka jest natura rzeczy, czymś naturalnym jest to, że jest ryzyko, że jest niepewność, tak samo jak istnieje tarcie. I my się z tym po prostu musimy zmagać. Wymaganie od natury by tego typu zjawiska nie istniały, by je wyeliminować (np. przez aktywność państwa), jest po prostu nierealne. Nazywanie tego błędami rynku jest nadużyciem. Tak samo można powiedzieć, że błędem natury jest to, że jest tarcie. A przecież nie jest błędem natury to, że istnieje tarcie, bo tarcie ma swoje pozytywne i negatywne skutki, tak samo i niepewność ma swoje pozytywne i negatywne skutki, bez niepewności i ryzyka, nie byłoby w ogóle postępu cywilizacyjnego.”

Skupiłem się na ryzyku i niepewności, ale dokładnie podobnie można byłoby skomentować pozostałe cztery zarzuty ortodoksów dotyczące zawodności rynku.

Więcej wiary w rynek, i więcej cierpliwości w oczekiwaniu na jego pozytywne skutki!