Witold Kwaśnicki

Własność, Wolność, Odpowiedzialność i Wzajemne zaufanie

Wpisy z okresu: 11.2012

Kilka dni temu uczestniczyłem w debacie pt. To nie kryzys, to rezultat! zorganizowanej przez Klub Austriackiej Szkoły Ekonomii w Toruniu oraz oddział Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego w Toruniu.

Tytuł debaty jest naturalnie cytatem z Kisiela, Stefana Kisielewskiego, który odniósł to do kryzysu (albo jak to nazywali komuniście eufemistycznie ‘przejściowych trudności’) w PRLu – nie był to kryzys, to był rezultat rządów komunistycznych. Kisiel ujął krótko i zwięźle to co wykazali najpierw Ludwig von Mises i później Friederik von Hayek w trakcie tzw. debaty kalkulacyjnej w latach 1920. i 1930., o niemożliwości rozwoju gospodarki socjalistycznej.

Przy okazji zachęcam do poczytania Kisiela i o Kisielu. Można zacząć od:


http://www.stefan_kisielewski.republika.pl/


http://pl.wikipedia.org/wiki/Stefan_Kisielewski

Wracając do głównego tematu debaty.  Nie będę tutaj opisywał tego co powiedziałem w trakcie spotkania, będzie to raczej prezentacja głównych punktów, prezentacja notatek do tej debaty. Warto zatem od razu powiedzieć, że za kryzys odpowiedzialna jest chciwość i pazerność ludzka (zwłaszcza tych z Wall Street), generalnie egoistyczne, samolubne zachowanie człowieka. Do tego należy naturalnie dodać globalizację, neoliberalizm i wprowadzenie (wymuszenie) w latach 1990 tzw. Konsensusu Waszyngtońskiego (czyli te wstrętne dwie instytucje Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy). Do pełnego obrazu przyczyn kryzysu należy dodać zbyt daleko idącą deregulację rynków finansowych (co powiązane jest z neoliberalną polityką rządów, zwłaszcza USA i WB) oraz szybki rozwój technologii informacyjnych i telekomunikacyjnych (dzięki czemu kapitał szybko mógł wędrować  z jednego końca świata na drugi).

No dobra, koniec wygłupów i bawienia się w Stiglitzów i Krugmanów.

Powszechnie przyjmuje się, że za kryzys, który zaczął się w Stanach Zjednoczonych, odpowiedzialna jest nadmierna akcja na rynku kredytów hipotecznych, tzw. subprime credits. I to jest częściowo racja. Tutaj można powiedzieć, że od dawna, co najmniej od 100 lat, ekonomiści Szkoły Austriackiej wskazywali, ze podstawową przyczyną kryzysów jest nadmierna kreacja pieniądza, np. przez rozpasaną akcję kredytową. Problematyki kredytów hipotecznych nie będę rozwijać, pisano o tym wiele, ale trochę przekornie polecę posłuchanie głosu dwóch brytyjskich komików, którzy w 2008 roku, u zarania kryzysu, w sposób dowcipny, ale jakże słuszny opisali to zjawisko; polecam:



Od dawna powtarzam, że obecny kryzys jest przede wszystkim kryzysem wartości, kryzysem moralności, kryzysem etycznym. Zapomnieliśmy co znaczą takie pojęcia jak odpowiedzialność, honor, dane słowo, wywiązywanie się ze zobowiązań, itp.  Do dziś staje mi przed oczyma Bernard Madoff, który oskarżony o defraudacje 50 mld dolarów, w chwili aresztowania 11 grudnia 2008 roku, z pełnym uśmiechem i rozbrajającą szczerością powiedział, że to był jeden wielki szwindel. Przez 13 lata  jego firma Investment Securities LLC nie zainwestowała nic w jakiekolwiek papiery wartościowe, a cała jej działalność polegała na pobieraniu pieniędzy od jednych i wypłacaniu ich innym uczestnikom tej piramidy finansowej. Oczywiście Madoff wykorzystał swoją wcześniejsza pozycję znanego ‘urzędnika publicznego’.

Gdzie były instytucje państwowe, które wmawiały ludziom, że to one stoją na straży stabilności systemu finansowego i dbają o bezpieczeństwie pieniędzy obywateli (w Stanach zwłaszcza SEC)? Zatem, by nie rozpisywać się za bardzo możemy powiedzieć, że to ‘Politycy i państwo odpowiedzialni są za kryzys’ (jak to ująłem w notce z  2008 roku -
http://mises.pl/blog/2008/11/25/witold-kwasnicki-za-kryzys-finansowy-odpowiadaja-politycy-i-panstwo/

To dzięki specyficznemu powiązaniu pomiędzy sferą polityki i biznesu możliwe były  (i niestety nadal są) te wszystkie przekręty, ukrywanie ewidentnych szwindli, uprawianie kreatywnej księgowości. Czy ktoś będąc wcześniej szefem wielkiego banku, obejmując stanowisko np. sekretarza skarbu, zrobi krzywdę swoim kolesiom nadal pracującym w bankach czy w finansach? Czy nawet, początkowo uczciwy polityk, będąc ministrem, premierem, czy kanclerzem, wiedząc, że za parę lat będzie musiał odejść z polityki, nie uczyni wszystkiego by zapewnić sobie dobrą posadę w prywatnej firmie (np. sprzyjając jej poprzez wprowadzenie odpowiednich regulacji prawnych)? Dopiero teraz wychodzą na jaw fakty pokazujące jak silne były (i są) powiazanie pomiędzy polityką, bankowością i agencjami ratingowymi.

Nie dziwmy się, że powstają patologie w sytuacji kiedy za oceną wiarygodności papierów wartościowych płacą nie ci którzy kupują te papiery (a tak było kiedy 100 lat temu powstawały te największe agencje ratingowe jak  Moody czy Standard & Poor) a płacą ci którzy te papiery emitują.

Kiedy państwo prowadzi od wielu dziesięcioleci politykę ‘ochrony miejsc pracy’ i stosuje co rusz zasadę ‘zbyt duży by upaść’, albo gdy w bankowości centralnej zapisana jest zasada ‘pożyczkodawcy ostatniej instancji’ to nie dziwmy się, że firmy i banki będą podejmowały coraz to bardziej ryzykowne działania (‘pokusa nadużycia’).

Obraz przyczyn kryzysu będzie pełniejszy jeśli do tego dodamy to co nazywam ‘fetyszem wskaźników’ (przekonanie biurokratów i polityków, że jak spełnione są pewne wskaźniki (np. wskaźnik kapitałowy (wskaźnik wypłacalności) wymuszony przez Basel II) to wszystko będzie dobrze), czy niemalże powszechną wiarę  w skuteczność modeli matematycznych (tutaj przepadek  LTCM, Myron S. Scholes’a i Robert C. Merton’a  jest symboliczny), oraz historię zadłużania się państw i powstania długu publicznego.

By o tym się nie rozpisywać odwołam się jedynie do moich trzech publikacji:


http://www.inepan.waw.pl/pliki/studia_ekonomiczne/Studia%202009%203-4%20Kwasnicki.pdf


http://kwasnicki.prawo.uni.wroc.pl//todownload/Ekonomista2012_3_Kwasnicki.pdf


http://www.inepan.waw.pl/pliki/studia_ekonomiczne/Studia%202012%201%2005%20Kwasnicki.pdf

Udając, że nie dosłyszałem pytania organizatorów debaty w Toruniu o tym jaka jest recepta na wyjście z kryzysu, mógłbym odpowiedzieć jak stary fundamentalista rynkowy:

„Kapitalistyczny rynek jest odpowiedzią, … przepraszam, a jakie jest pytanie?”

To jest najkrótsza odpowiedź. Jedną z zalet rynku jest to, że stale eksperymentuje (Hayek mówił o rynku, że jest to ‘procedura odkrycia’) , popełniając błędy na rynku (najczęściej w małej skali) wszyscy uczestnicy rynku uczą się i w ten sposób unika się wielkich błędów, czy wielkich katastrof. Tym różni się rynek od państwa, które jeśli już coś robi i chce rozwiązać jakiś problem to stara się robić to w sposób jak najpełniejszy, totalny. Jeśli państwo robi błędy (co zdarza się najczęściej) to są to błędy bardzo kosztowne, a co najważniejsze państwo i politycy nie uczą się na tych błędach. Tu przypomina mi się stare powiedzenie z czasów PRLu: „Kapitalizm popełnia błędy socjalne, a socjalizm błędy kapitalne.” Do tego jeszcze należy dodać swoistą postawę państwa, którą można porównać do postawy ‘bohaterskiego’ strażaka, który najpierw podpala dom a potem szybko biegnie by go ratować i gasić pożar (najpierw państwo przyczynia się do inflacji, biedy, bezrobocia, … a potem ogłasza ‘walkę z inflacją’, ’wojnę z biedą’, ‘bitwę z bezrobociem’,… – ta retoryka wojenna, używana przez urzędników państwowych i polityków jest znamienna!).

Warunkiem podstawowym (ale niestety nie tak łatwo i szybko realizowalnym, zwłaszcza po tym jakie spustoszenie w myśleniu zrobił wiek XX) jest powrót do tradycyjnych wartości etycznych i odzyskanie starego znaczenia takich słów jak honor, wolność, odpowiedzialność, wzajemne zaufanie. Do tego naturalnie należy dodać ‘poszanowanie własności prywatnej’. Nie bez powodu na swojej stronie zamieściłem: ‘Własność, wolność, odpowiedzialność i wzajemne zaufanie’.

Z tego typu postulatami łączy się potrzeba odbudowy roli rodziny, wychowania rodzinnego, odbudowy więzi rodzinnych. Kolejne działania, które powinny być podjęte to: prywatyzacja szkolnictwa, na początku wyższego a w dalszej pespektywie całkowita prywatyzacja szkolnictwa, łącznie z podstawowym; odbudowa silnego pieniądza (wbudowanie mechanizmów zapobiegających nadmiernej kreacji pieniądza – wprowadzenie czegoś na kształt standardu złota mógłby być tutaj pomocne, ale myślę, że jeśli ludzie mogliby się w pełni wykazać swoją kreatywnością to inne rozwiązania byłyby też możliwe, takim symptomem tego typu działania jest np. bitcoin).

Od zaraz należy podjąć działania zmierzające do eliminacji patologicznych relacji państwo-biznes, a temu może służyć zmniejszenie rozmiarów państwa (tak by np. fundusze publiczne nie były większe niż 10-15% PKB, w  dalszej przyszłości na poziomie kilku procent; pespektywą dalekiej przyszłości byłaby całkowita eliminacja państwa – czyli anarchokapitalizm).

A tak w ogóle, to o kryzysie moglibysmy już dawno zapomnieć i tego typu debaty nie byłyby potrzebne. gdyby pozwolono go rozwiązać  rynkowi i gdyby nie wszelkiego rodzaju keynesowskie, interwencjonistyczne działania rządów (w Ameryce i w Europie), różnego rodzaju bailouty, poluzowania ilościowe, programy pomocowe, fikcyjne pożyczki bankom komercyjnym na wykupienie obligacji państwowych. Wspominalem w poprzednim wpisie o kryzysie 1920 roku. Dlaczego nigdy nie słyszeliście o wielkim kryzysie roku 1920 – Thomas E. Woods

Robert Murphy ‘Kryzys o którym nie słyszeliście’:
http://www.pafere.org/artykuly,n660,kryzys_o_ktorym_nie_slyszeliscie_19201921.html
)

Wygląda jednak na to, że podobnie jak po Wielkiej Depresji z 1929 roku, na zakończenie kryzysu bedziemy musieli czekać kilkanaście lat. Oby tylko nie skończyło się tak jak to doświadczył świat w 1939 roku!

Prof. Krzysztof Rybiński zwrócił na swoim blogu uwagę na wywiad jaki udzielił Graffiti Polsatu:


http://www.rybinski.eu/2012/11/wywiad-w-dzisiejszym-graffiti-polsatu/

Wywiad ten można obejrzeć pod:


http://www.ipla.tv/Graffiti-krzysztof-rybinski/vod-5620726#page_container

Powiedział on tam, że ‘oszczędności w Europie potęgują recesję … gdy spada popyt, ludzie wydają mniej pieniędzy a przedsiębiorcy nie mają komu sprzedać towarów. … Jak się jeszcze obetnie wydatki, to zwalnianie urzędników oraz obcinanie różnych programów inwestycyjnych powoduje, że zapaść będzie jeszcze większa. …  Cięcie wydatków w czasach recesji pogłębia recesję i to widać dzisiaj w całej Europie. … Europa ma też problem z długami, i gdyby nie cięcie wydatków, to być może długi rosłyby jeszcze szybciej. - I tak źle, i tak niedobrze.”

Aż żal komentować. Kolejny raz wychodzi z prof. Rybińskego typowy keynesista. Nie po raz pierwszy zresztą. Ponad rok temu mówił o ‘śmiesznych idealistach wolnego rynku’.


http://kwasnicki.blog.pl/2011/06/23/smiesznym-idealistom-wolnego-rynku/

Użyte przez Rybińskiego słowo ‘oszczędności’ jest kolejnym pomieszaniem pojęć, bo nie o oszczędności tutaj chodzi a o to by UE i rządy mniej wydawały, by cięły wydatki, czyli by w mniejszym stopniu ograbiały swoich obywateli. Więc zdaniem Rybińskiego zmniejszenie wydatków spowoduje pogłębienie recesji. Karkołomna teza. Gdyby tak było, to idąc metodą Bastiata, można postulować by rozwijać się gospodarczo należałoby zwiększyć wydatki, może nawet zabrać wszystko ludziom i niech to rządy decydują jak wydawać ich pieniądze?

Jak pokazują różne badania, każde zwiększenie wydatków państwowych o 10% powoduje w długim okresie spadek wzrostu gospodarczego o ok. 1%  (po 50 latach jesteśmy ubożsi o ok. 40% w stosunku do sytuacji kiedy to sami, a nie rządy, wydawalibyśmy swoje pieniądze).  Już dawno należało obciąć radykalnie wydatki państw  i samej UE, a wtedy może już zapomnielibyśmy o tym, że był kryzys (tak jak to uczynił w 1920 roku  prezydent Warren Harding w USA, kiedy w ciągu jednego roku obciął wydatki  o 65%, i po półtora roku Amerykanie zapomnieli, że był kryzys – patrz np. ‘Kryzys o którym nie słyszeliście’ na
http://www.pafere.org/artykuly,n660,kryzys_o_ktorym_nie_slyszeliscie_19201921.html
)

Nie będę jednak tutaj się rozpisywał i drążył niedorzeczności w opiniach wyrażanych przez prof. Rybińskiego, zwrócę jeszcze tylko uwagę  na pozytywne elementy jego wystąpienia (stąd ‘Rybiński pełen sprzeczności’). Gdzieś od trzeciej minuty tego wywiadu Rybiński zaczyna mówić całkiem rozsądnie. Mówi o absurdach działań w UE, o marnotrawstwie ogromnych pieniędzy przez biurokratów, zwraca też uwagę, że po prostu nie ma co się oglądać na jakiekolwiek pieniądze zewnętrze, że trzeba po prostu zabrać się do roboty, a przede wszystkim sprzyjać przedsiębiorczości.

Zadaję sobie pytanie, czy prof. Rybiński kontroluje to co mówi, czy w tym słowotoku zdaje sobie sprawę z ogromnych sprzeczności występujących w jego wypowiedziach?

Unia Europejska ma nową zabawkę – cloud computing, czyli obliczenia w chmurze. Zamiast pomyśleć jak  stworzyć dobry klimat dla przedsiębiorczości (co nie jest spektakularne, bo wymaga systematycznej pracy, a efekty widać w dłuższym okresie – ale za to są trwałe) biurokraci w Brukseli wymyślili kolejny fajerwerk.  Unia Europejska ogłosiła 27 września, że wychodzi ze śmiałą strategią „Uwolnienia potencjału chmury komputerowej w Europie” („Unleashing the Potential of Cloud Computing in Europe”). Zakłada ona wprowadzenie komputeryzacji w chmurze we wszystkich państwach członkowskich Unii. Fajerwerk nie jest tani, bo na samo przygotowanie procedur i standardów usług, umów, zabezpieczeń Bruksela już wyasygnowała 10 mln euro.


http://ec.europa.eu/information_society/activities/cloudcomputing/docs/com/com_cloud.pdf


http://ec.europa.eu/news/science/120927_en.htm


http://europa.eu/rapid/press-release_MEMO-12-713_en.htm


http://europa.eu/rapid/press-release_IP-12-1025_en.htm?locale=en

Neelie Kroes, komisarz UE ds. agendy cyfrowej (taka europejska Boni) roztacza przed nami świetlaną przyszłość. Wedle jej szacunków, działanie to na poziomie ogólnoeuropejskim przyniesie rocznie 160 mld euro wzrostu unijnego PKB, a łączny przyrost PKB z działania w chmurze wyniesie w latach 2015-2020 ponad 600 mld euro. Oczywiście wizjom świetlanej przyszłości musi towarzyszyć groźba. Pani komisarz Kroes podkreśla, że jeśli Unia nie wprowadzi tej strategii to korzyści gospodarcze z zastosowania cloud computing będą trzykrotnie mniejsze (popatrzcie jacy ci politycy sa mądrzy, są trzykrotnie efektywniejsi niż rynek!).

Eurobiurokraci nie żałują sobie w obietnicach, twierdzą, że działanie w chmurze powinno doprowadzić do powstania w Europie ponad 2,5 mln miejsc pracy. I znowu groźba: jeżeli nie uda się przełamać barier regulacyjnych i oporów politycznych w krajach Unii, nowych etatów będzie o połowę mniej.

Zawsze zastanawiam się jak oni te miliardy i miliony korzyści wyliczają? Kończy się to zazwyczaj zapytaniem: z którego rogu sufitu te liczby zostały wzięte?

By tradycji stało się zadość (a tak już jest od czasu sławnej (niesławnej?) Strategii Lizbońskiej): „głównym celem strategii informatycznej jest wzmocnienie pozycji Unii Europejskiej na światowym rynku, zwiększenie jej konkurencyjności, zwłaszcza wobec Stanów Zjednoczonych”.

Skończy się to jak zwykle, po wydaniu ogromnych pieniędzy i widocznym braku efektów wymyśli się nową strategię, byleby w politycznym interesie coś się  kręciło (ku uciesze gawiedzi).

Skąd tytułowy Minitel? Ano tak mi się skojarzyło z innymi działaniami w ramach Unii Europejskiej i przyszedł mi do głowy Minitel (mogłoby być wiele innych – Concorde, system nawigacji satelitarnej Galileo,  europejska wyszukiwarka Quaero (łac. szukam), która miała być konkurentem dla Googla).

Na początku lat 1980. Francuzi zdecydowali się rozwijać Minitel – dostępny za pomocą zwykłych sieci telefonicznych system wideoteksowy działający w trybie on-line. France Telecom dostarczał za darmo specjalne terminale (składające się z klawiatury połączonej z niewielkim monitorem i modemem). Z pomocą tych terminali użytkownicy mogli wyszukiwać dowolne informacje, przeglądać elektroniczne wydania gazet, rezerwować bilety kolejowe oraz korzystać z książki telefonicznej, itp. Była też możliwość korzystania z bankowości elektronicznej. Francuscy biurokraci rządowi nie przewidzieli szybkiego rozwoju Internetu, który po prostu uczynił Minitel bezużyteczną (bardzo kosztowną) zabawką. Czy ktoś słyszał, że usługa Minitelu zakończona została 30 czerwca 2012 roku? Nie, nie, takich okazji nie świętuje się w Unii Europejskiej.

Nie twierdzę, że ‘chmura’ będzie klapą taką jaką był Minitel (Concorde, Galileo, Quaero, …). Obliczenia w chmurze będą rozwijane przez firmy, bo dla nich to daje ewidentne korzyści. Twierdzę natomiast, że z ‘europejskiej chmury’ będzie jedynie mały deszcz (taki deszczyk, kapuśniaczek).


  • RSS