Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu przyznał  komisarzowi UE dr. Januszowi Lewandowskiemu tytuł doktora honoris causa.  Uroczystość odbyła się 18 stycznia 2013 roku w pieknej Auli Leopoldina Uniwersytetu Wrocławskiego, a uroczystości tej towarzyszyło wydanie przez UE we Wrocławiu  książki  Janusza Lewandowskiego pt. Liberalizm a współczesność.  Poproszono mnie o napisanie wstępu do tej książki, który zamieszczam poniżej.

Prezentowany wybór tekstów napisanych przez Janusza Lewandowskiego pochodzi z jego książki pt. Neoliberałowie wobec współczesności, którą ukończył w sierpniu 1988 roku (jej drugie wydanie, z przedmową Donalda Tuska, ukazało się nakładem Wydawnictwa Atext, Gdynia 1991). Podstawowym kryterium wyboru tekstów była chęć pokazania idei stricte liberalnych, które (jak się nam wydaje) kształtowały myślenie gdańskich liberałów w latach osiemdziesiątych XX wieku. W całości zamieściliśmy esej o Misesie, a esej o Hayeku skróciliśmy jedynie o ostatni podrozdział Hayek i przypływ konserwatyzmu (zmieniliśmy ich kolejność – najpierw zamieściliśmy esej o Misesie, a następnie o jego uczniu Friedrichu von Hayeku). Zrezygnowaliśmy z eseju o Walterze Lippmannie, z eseju o ordoliberałach wybraliśmy dwa podrozdziały (Ordoliberalizm: w poszukiwaniu „trzeciej drogi” i Społeczna gospodarka rynkowa), natomiast z eseju o Raymondzie Aronie wyłączyliśmy dwa podrozdziały (Myślowy fundament i Dekadencki zachód). Zrezygnowaliśmy też z publikacji not biograficznych.

Zamieszczone eseje odczytujemy przede wszystkim jako świadectwo stanu dyskusji intelektualnej gdańskich liberałów, których Janusz Lewandowski jest jednym z ważniejszych przedstawicieli. Widać wyraźne zafascynowanie ideami Hayeka, co nie może dziwić, bo wiele środowisk w Polsce w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych poprzedniego wieku poznawało liberalizm (zwłaszcza ten gospodarczy) z lektury wydawanych w podziemiu fragmentów prac Hayeka[1] oraz niekiedy Miltona Friedmana. Interesujące jest to, że Janusz Lewandowski przedstawia osiągnięcia Ludwiga von Misesa, w tamtym okresie niemalże zapomnianego zarówno na Zachodzie, jak i w Polsce. Idee Misesa odżywają w ostatnich 20 latach i pewną zasługą Lewandowskiego jest podkreślenie wagi idei misesowskich dla kształtowania postaw wolnościowych.

Książka Janusza Lewandowskiego jest w istocie kontynuacją jego artykułów pisanych do wydawanego w podziemiu w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku „Przeglądu Politycznego” (PP). Pierwszy numer „Przeglądu Politycznego” złożony został na przełomie lat 1982 i 1983 dzięki wysiłkom Donalda Tuska i Wojciecha Dudy (który potem został redaktorem naczelnym PP) i ukazał się w 1983 r. w nakładzie ok. 500 egzemplarzy (zatem w bieżącym roku mija 30. rocznica pierwszego wydania PP). Twórcy PP sformułowali na początku kilka podstawowych zasad (bezpieczeństwo osobiste i nienaruszalność wolności człowieka, swoboda głoszenia własnych przekonań, pluralizm ideowy), które zawarli także w opublikowanym na łamach „Przeglądu Politycznego” manifeście wieszczącym w Polsce rewolucję liberalną. Wydawanie PP było inicjatywą nielicznego grona przyjaciół szukającego własnej tożsamości politycznej, grona osób, które w czasie 16 miesięcy Solidarności zasmakowało wolności i po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku nie chciało z niej zrezygnować. Ich rozumienie liberalizmu też ewoluowało, jeszcze w 1984 r. Donald Tusk pisał: „Liberalizm jest próbą historycznego kompromisu, który prowadzi do odrzucenia i komunizmu, i liberalizmu okrutnego Hayeka”. Wydaje się, że przełomem w myśleniu gdańskich liberałów było pojawienie się w ich gronie w 1985 roku Janusza Lewandowskiego. Jego fascynacja Hayekiem (a także Raymondem Aronem) udzieliła się innym i całe grono wyraźnie zwróciło się ku ideom wolnorynkowym i ideom klasycznego, wigowskiego liberalizmu. Ich pojmowaniu rzeczywistości gospodarczej przyświecało myślenie w kategoriach swego rodzaju triady: własność – rynek – przedsiębiorczość. W 1987 r. Janusz Lewandowski, opisując rodzącą się nową przedsiębiorczość, tak ją scharakteryzował: ,,Fenomen gdańskiej przedsiębiorczości wziął się z poszukiwania życiowej niszy, gdzie nie działa konformizujące ciśnienie właściwe zakładom państwowym. (…) Oblicze socjologiczne tego fenomenu gospodarczego jest bardzo interesujące. Dzisiejsi liderzy nowych spółdzielni i spółek biorą się z pokolenia wodzonego na pokuszenie w epoce Gierka, oczyszczonego poprzez Solidarność i represjonowanego w stanie wojennym. Dla wielu z nich, pełniących wcześniej z sukcesami rolę dziennikarza czy nauczyciela akademickiego, zwrot ku roli biznesmena był niejako wymuszony. (…) Młodzież nie naznaczona wcześniejszą rolą zawodową wchodzi w nowe przedsiębiorstwa bez kompleksów. Wiele nowo powstałych firm jest jej dziełem. Poszerzenie spektrum wyborów życiowych jest prawdziwą szansą dla tego pokolenia straconych szans”.

Jak to często bywa, taka początkowa wiara w liberalizm była bezkrytyczna, jednakże wielu młodych liberałów (a zwłaszcza Donald Tusk, Janusz Lewandowski i Jan Krzysztof Bielecki) ten swój fundamentalizm potrafiło pogodzić z uznaniem bardzo istotnej roli tak zwanej małej ojczyzny, lokalnej rzeczywistości, historii i tradycji. Okazało się, że Günter Grass, opisujący Gdańsk lat wojny, był dla nich równie ważny jak Friedrich von Hayek.

W kwestiach religijnych liberałowie gdańscy zajmowali w latach 80. dosyć wyraźne, sceptyczne stanowisko, uznawali niezależność (separowalność) tych dwóch sfer życia społecznego, a często nawet odcinali się od religii. Patrząc z perspektywy tych kilkudziesięciu lat, można zobaczyć, że i tutaj nastąpiła u nich zmiana. Przykładem jest choćby sam Donald Tusk, który niegdyś wyraźnie odżegnywał się od związków z Kościołem, natomiast potem, na znak swojego nawrócenia (sam nazwał siebie „wierzący po przejściach”), wziął ponowny ślub, tym razem kościelny. Janusz Lewandowski w momencie, gdy powstawał Kongres Liberalno-Demokratyczny (KLD), mówił: „Jeżeli wartości chrześcijańskie oznaczają dekalog, to rzecz jasna wszyscy je uznajemy. Dlaczego jednak warto to specjalnie podkreślać? Na dekalog powołują się wszyscy, bo jest on oczywistością. Ale w założeniach programowych musimy pisać o tym, co nas różni od innych ugrupowań”.

W „Przeglądzie Politycznym” dużo było przedruków, zapożyczeń. Samo pismo było bardzo eklektyczne, co wynikało ze specyfiki tamtych czasów i powszechnego w wielu środowiskach procesu samokształcenia się, któremu pismo to sprzyjało. Obok Poppera był Hayek, obok Friedmana – Aron czy Lippmann. Podobno sam Hayek miał określić ludzi z Przeglądu, jako sprzedawców używanych idei, czego nie należy traktować jako zarzut, a jako coś naturalnego w okresie „głodu prawdziwych idei”.

Gdańscy liberałowie wymyślili w drugiej połowie lat 80. program powszechnej prywatyzacji (powszechnego uwłaszczenia), który był w tamtym czasie chyba najbardziej radykalnym projektem dekomunizacji materialnych podstaw realnego socjalizmu. Kładąc nacisk na swobodę, wolność, prawo i na instytucjonalne gwarancje demokracji, uznali też samorządność za fundament porządku liberalno-demokratycznego (to dokonało się wyraźnie pod wpływem dzieła Alexisa de Tocqueville’a O demokracji w Ameryce, którym byli zafascynowani). Byli blisko Solidarności, czego efektem była też częsta obecność na łamach PP ludzi Solidarności. W jednym z pierwszych numerów wywiadu udzielał Lech Kaczyński. Z tego powodu wytykano i oskarżano gdańskich liberałów o konszachty z Solidarnością. Bronili się przed tego typu zarzutami, twierdząc, że nie uznawali Solidarności za związek zawodowy, a raczej traktowali ją jako ruch społeczny, który dążył do zmiany PRL-owskiego status quo, i właśnie dlatego nie tylko popierali ich dążenia, ale i sami w nich uczestniczyli.

Na wspomnienie zasługuje zorganizowany przez ludzi skupionych wokół „Przeglądu Politycznego” Kongres Liberałów, który odbył się w siedzibie Gdańskiego Towarzystwa Naukowego w dniach 10-11 grudnia 1988 r. Z całej Polski zjechało do Gdańska około tysiąca działaczy i aktywistów, naukowców, ekonomistów i  badaczy związanych z szeroko rozumianym ruchem wolnościowym. W Kongresie uczestniczyli też politycy, którzy wyrażali zainteresowanie powstaniem partii liberalnej. Podczas tych dwóch dni debat wygłoszono kilka ważnych referatów: Donald Tusk mówił o prawach do polityki, Lech Mażewski opowiadał się za stworzeniem nowej konstytucji, Jan K. Bielecki i Jan Majewski mówili o ważnej roli przedsiębiorczości w rozwoju społecznym i gospodarczym. W wielu wystąpieniach przewijał się motyw stworzenia polityki regionalnej i samorządowej oraz wielkiego znaczenia lokalnej aktywności. To na tym Kongresie Janusz Lewandowski i Jan Szomburg, przedstawiając referat pt. Własność jako próg reformy gospodarczej, uwłaszczenie jako kierunek, wskazywali na przemiany własnościowe, które powinny prowadzić do głębokich reform w kraju. To tam zauważyli, że „[w] ramach ogólniejszych przewartościowań zmienia się na naszych oczach słownik ekonomiczny. Szereg pojęć, zapładniających wizje reformatorskie z roku 1956, a nawet 1980, trafiło już do lamusa. W to miejsce tylnymi drzwiami wprowadza się do debaty publicznej takie pojęcia, jak rynek kapitałowy, akcje i obligacje czy prawa wolności. Aktualizuje się głos Ludwiga von Misesa, który przed z górą sześćdziesięciu laty uprzedzał, że centralną postacią zdrowej gospodarki jest przedsiębiorca i że postać menedżera nie może być dla niej substytutem”. Powołując się na sławną debatę kalkulacyjną z lat 20. i 30. ubiegłego wieku, Lewandowski i Szomburg piszą: „Doświadczenia Polski i Węgier pozwalają docenić przenikliwość i wagę argumentów Misesa oraz innych neoliberałów zaangażowanych w głośnej debacie lat 30. na temat rachunku ekonomicznego w socjalizmie”. Przedstawiając ekonomiczną alternatywę, zaproponowali oni „odgórne przekształcenie amorficznej własności państwowej w zdecentralizowany system indywidualnych i dobrowolnie przekazywalnych uprawnień w stosunku do istniejącego majątku produkcyjnego”. Dalej napisali: „Treścią naszej propozycji jest powszechne uwłaszczenie, to znaczy realne przeniesienie uprawnień własnościowych z administracji państwowej na szerokie rzesze społeczeństwa. Musi to być radykalne odpaństwowienie gospodarki, nie tylko w sensie formalnym, lecz i efektywnym, to znaczy musi prowadzić do narzucenia przedsiębiorstwom innych niż dotąd kryteriów kontroli ekonomicznej i do likwidacji gospodarczego paternalizmu”. Charakteryzując swój program, autorzy napisali: „Wydaje się, że akt parcelacji mienia państwowego, w wyniku którego w każdym polskim domu powstaje uprawnienie majątkowe, które niebawem będzie można wypróbować na giełdzie, posiada walory mobilizacyjne. W wielkim skrócie wyobrażamy sobie taką operację następująco: wszystkie osoby fizyczne od 18 lat w górę będące obywatelami polskimi otrzymują bony majątkowe o jednakowym nominale wynoszącym wedle wstępnych szacunków około 2 mln zł. Bony majątkowe są imienne i nie mogą być przedmiotem obrotu, mogą być wykorzystane tylko w jednym kierunku – jako uprawnienie do objęcia akcji o ekwiwalentnej wartości. Ustala się i ogłasza publicznie harmonogram reprywatyzacji, to znaczy podaje terminy, w których akcje poszczególnych przedsiębiorstw wprowadzane są do obrotu na giełdach regionalnych. Posiadacz bonu majątkowego sam wybiera moment, w którym pojawi się na giełdzie w roli potencjalnego akcjonariusza i powierza bon maklerowi giełdowemu. (…) Parcelacja objęłaby swym zakresem wszystkie przedsiębiorstwa sfery konkurencyjnej przy pozostawieniu udziałów Skarbu Państwa w niektórych zakładach przemysłu kluczowego” (wyróżnienia w oryginale – przyp. red.).

Wbrew oczekiwaniom polityków gdański Kongres Liberałów nie zaowocował powstaniem partii liberalnej, ale do dzisiaj pozostał w świadomości społecznej jako ważny moment w kształtowaniu postaw wolnorynkowych. Pokłosiem tego spotkania było powstanie w lutym 1989 r. Gdańskiego Towarzystwa Społeczno-Gospodarczego „Kongres Liberalny”. Rosnąca popularność tej inicjatywy spowodowała, że w czerwcu 1990 r. ,,przemieniono” Gdańskie Towarzystwo w partię, zmieniając jednoczesnej nazwę na „Kongres Liberalno-Demokratyczny” (KLD). Uczyniono to intencjonalnie, by nazwa ta, z jednej strony, nie nawiązywała do żadnego innego ugrupowania, jakie kiedykolwiek istniało w Polsce, ale z drugiej, kojarzyła się z historycznym zjazdem liberałów w Gdańsku. Wielu uczestników Kongresu z 1988 r. nie zostało członkami KLD, taką decyzję podjęli np. Janusz Korwin-Mikke, Aleksander Hall i Gabriel Janowski, podobnie uczynili działacze liberalni z Krakowskiego Towarzystwo Przemysłowego i Towarzystwa Gospodarczego w Warszawie, którzy zasilili później szeregi Unii Demokratycznej. Niewątpliwym sukcesem gdańskich liberałów było stworzenie rządu pod premierostwem Jana Krzysztofa Bieleckiego i rządzenie krajem od 12 stycznia do 5 grudnia 1991 roku. Można powiedzieć, że praktycznie gdański liberalizm zakończył się po porażce w wyborach parlamentarnych w roku 1993, kiedy to KLD zdobył niespełna 4% głosów i nie wszedł do parlamentu. W kwietniu 1994 r. KLD połączył się z Unią Demokratyczną, a obecnie większość polityków KLD działa w strukturach Platformy Obywatelskiej. Czy porażka gdańskich liberałów związana była z ich bardziej pragmatycznym podejściem i niechęcią zwrócenia się w latach 90. ku populizmowi? To jest otwarte pytanie i w tym krótkim wprowadzeniu nie ma miejsca na szersze rozważania na ten temat.

Swego rodzaju podsumowaniem osiągnieć gdańskich liberałów była opublikowana przez Donalda Tuska w 1998 roku książka pt. Idee gdańskiego liberalizmu. Oprócz tekstów Donalda Tuska w tomie tym znajdziemy również eseje Piotra Kapczyńskiego, Janusza Lewandowskiego, Dariusza Filara, Lecha Mażewskiego, Jana Szomburga, Jacka Merkela, Jana Krzysztofa Bieleckiego. Książka zawiera też ponadstustronicowy aneks z dokumentami programowymi środowiska liberałów gdańskich (Deklaracja ideowa Gdańskiego Towarzystwa Społeczno-Gospodarczego „Kongres Liberałów”; Deklaracja programowa Kongresu Liberalno-Demokratycznego; Deklaracja Parlamentarnej Grupy Liberalno-Demokratycznej; Tezy z hotelu „Marriott”; Od liberalnego rządu do liberalnej polityki. Uchwała Kongresu Liberalno-Demokratycznego; Uchwała w sprawie politycznego wsparcia dla procesu regionalizacji kraju; Program cetniewski. Polska: ku demokratycznemu kapitalizmowi, Karta Polskiego Kapitału; Szansa dla Polski. Program dla koalicji. Tezy dla Kongresu Liberalno-Demokratycznego; Tożsamość Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Propozycje. Polityka zagraniczna Polski (projekt); Program polityki społecznej Kongresu Liberalno-Demokratycznego (projekt); Uchwała Kongresu Liberalno-Demokratycznego; Tezy sobieszowskie. Liberałowie wobec rzeczywistości. Uchwała programowa Kongresu Liberalno-Demokratycznego; Pakt z przedsiębiorstwem prywatnym. Milion nowych miejsc pracy. Program wyborczy). Ciekawym uzupełnieniem jest też „Kalendarium najważniejszych dla środowiska wydarzeń”.

Wielu gdańskich liberałów zaangażowanych w wydawanie „Przeglądu Politycznego” zostało politykami, piastuje wysokie i odpowiedzialne stanowiska w Polsce i w Unii Europejskiej. W tej sytuacji nasuwa się naturalne pytanie: do jakiego stopnia ich liberalne poglądy, których byli zwolennikami i wyznawcami w latach 80., pomogły im w karierze politycznej, oraz na ile te liberalne poglądy kształtują ich obecne działania i pomagają w podejmowaniu ich codziennych decyzji? Podobno Donald Tusk powiedział kiedyś, że liberalizm nie nadaje się do rządzenia, że w realnej praktyce politycznej jego dawne przekonania musiały przegrać. Czy zatem minęły czasy, kiedy sytuacja społeczna sprzyjała kierowaniu się liberalnymi zasadami w rządzeniu? Tak jak to było w latach 80. za rządów premier Margaret Thatcher w Wielkiej Brytanii i za prezydentury Ronalda Reagana w Stanach Zjednoczonych. Odpowiedź nie wydaje się prosta i w tym krótkim wprowadzeniu nie można na nie dać zadowalającej odpowiedzi. Kiedy zastanawiałem się nad tym ważnym problemem, przyszła mi do głowy dawna piosenka śpiewana przez Mieczysława Fogga[2] Co nam zostało z tych lat, ze słowami Juliana Tuwima (wiersz napisany w 1930 r.). Chciałbym go zadedykować nie tylko gdańskim liberałom, ale generalnie polskim liberałom, których wolnorynkowe i wolnościowe myślenie kształtowało ich aktywność w latach PRL-u, jak również  na początku polskiej transformacji w latach 90.

Co nam zostało z tych lat
Julian Tuwim

Dawne dni, czułe dni
Wonią bzów przepojone,
Wiosną we krwi
Szumiał złoty nasz śpiew.

Dziś jesień łka,
Lecą dziś zwiędłe liście z drzew.

I bolesny sen mi się śni
Z nocy i dni
Minionych.

Co nam zostało z tych lat
Miłości pierwszej?

Zeschnięte liście i kwiat
W tomiku wierszy.

Wspomnienia czułe i szept,
I jasne łzy, co nie schną,
I anioł smutku, co wszedł,
I tylko westchnął.

W jeden cień, w jeden dźwięk,
W jedną pieśń melancholii
Złączył nas los.

Płyńmy razem w tę dal,
Czy szczęście to, czy to śmierć
Czy serdeczny żal.

To na zawsze — zawsze już jest,
Nasze już jest,
Choć boli…

Co nam zostało z tych lat
Miłości pierwszej?

Zeschnięte liście i kwiat
W tomiku wierszy.

Wspomnienia czułe i szept
I jasne łzy, co nie schną,
I anioł smutku, co wszedł,
I tylko westchnął.

 


[1] Do dziś tkwi we mnie wspomnienie czytania z wypiekami na twarzy fragmentów prac Hayeka (m.in. Drogi do zniewolenia) wydawanych w postaci małych książeczek wielkości dwóch pudełek zapałek.

 

[2] Piosenkę tę można posłuchać pod:


http://www.youtube.com/watch?v=Uq7Zr9FGWFU