Witold Kwaśnicki

Własność, Wolność, Odpowiedzialność i Wzajemne zaufanie

Wpisy z okresu: 6.2013

Na miłej uroczystości w Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, życzyłem właścicielom  Małych i Średnich Przedsiębiorstw (MSP – czyli MiSiom) by mogli się cieszyć  jak największą liczbą beczek miodu, by doświadczali codziennych radości z kierowania z sukcesem swoimi firmami, a przede wszystkim by rząd nie psuł im smaku tego miodu, co rusz to wrzucając łyżkę dziegciu do beczki miodu. Jarosław Gowin wspomniał na tej uroczystości, że w ostatnim roku ok. 80% nowych miejsc pracy było stworzone przez małe przedsiębiorstwa. Przypomniałem sobie wtedy to co opowiadam studentom kiedy rozmawiamy o bezrobociu. Opowiadam wtedy o dwóch sytuacjach, które dobitnie pokazują jak sprzyjający klimat dla przedsiębiorczości pozwala przeciwdziałać zagrożeniom dużego bezrobocia.

Na przełomie lat 1970. i 1980. Stany Zjednoczone zagrożone były możliwością bardzo wysokiego bezrobocia spowodowanego dwoma wzmacniającymi się trendami. Z jednej strony wyraźnym spadkiem zatrudnienia przez wielkie firmy a z drugiej bardzo dużą liczbą młodych ludzi z wyżu demograficznego lat 1950/1960, którzy, jak to się nieładnie mówi, wchodzili na rynek pracy. Na szczęście administracja Ronalda Reagana świadoma zagrożenia podjęła działania i stworzyła dobre warunki do rozwoju małej i średniej przedsiębiorczości. Był to wspaniały okres dla młodych ludzi, którzy dumnie chodzili z wpiętymi w marynarki i w swetry plakietkami PC. Nie, nie oznaczało to Personal  Computer (wtedy komputery osobiste praktycznie nie były jeszcze znane). PC oznaczało Private Corporation – Prywatna Korporacja .
By uzmysłowić skalę zjawiska zróbmy proste obliczenia. Największe firmy sklasyfikowana na liście Fortune 500 zatrudniały w 1975 r. 16 mln pracowników z 86 mln zatrudnionych wówczas w USA (czyli udział był równy 19%). W 1997 roku udział ten spadł do 9% (zatrudnionych w dużych firmach było 11,5 mln z 128 mln zatrudnionych). Proszę zauważyć, że w ciągu tych 23 lat liczba pracujących w USA zwiększyła się z 86 mln do 128 mln! Z tego wynika, że małe i średnie przedsiębiorstwa  stworzyły  ok. 46 mln nowych miejsc pracy (o 42 mln wzrosła liczba pracujących,  a o 4,5 spadła liczba zatrudnionych w największych firmach amerykańskich). Warto przy okazji zauważyć, że największe pod względem obrotu firmy zatrudniają obecnie bardzo mało pracowników. Największa firma biotechnologiczna w 1994 roku zatrudniała 2100 ludzi, Microsoft zatrudniał w tamtym czasie ok. 10 000 ludzi. Firmy ‘dawnego przemysłu’, których obecnie już nie ma na liście Fortune 500, zatrudniały zwykle powyżej  100 000 osób. General Electric (jedyna firma, która nadal wchodzi w skład indeksu Down Jones’a od początku jego liczenia w 1896 roku) w 1980 roku zatrudniała 420 000 ludzi, w 1992 roku zmniejszyła zatrudnienia do 276 000. Co interesujące w tym okresie przeciętne tempo sprzedaży GE było równe 10% (może by tak poprosić menedżerów z GE by zarządzali korporacją Polska?).

Druga sytuację o której dyskutuję ze studentami to początkowe lata polskiej transformacji. W latach 1990-1993 liczba utraconych miejsc pracy w dużych przedsiębiorstwach (w związku np.  z likwidacją i prywatyzacją) to ok. 1,5 miliona rocznie. Bezrobocie w tym czasie wzrosło do ok. 16% w 1993 roku. Byłoby znacznie wyższe gdyby nie szybki rozwój małej i średniej przedsiębiorczości (w dużym stopniu dzięki uchwalonej 23 grudnia 1988 roku tzw. Ustawie Wilczka). W latach 1990-1993 w MSP powstawało rocznie ok. miliona nowych miejsc pracy. Od 1994 roku liczba nowych miejsc pracy powstających w MSP była większa niż traconych w dużych przedsiębiorstwach (w 1995 roku powstało w MSP ok. 500 tys. nowych miejsc pracy a utraconych w dużych przedsiębiorstwach było ok. 200 000). Bezrobocie zaczęło spadać, w 1997 roku było na poziomie 10% i zgodnie z trendem, można było oczekiwać, że w następnych latach  będzie to już bezrobocie jednocyfrowe.  Niestety tak się nie stało.  Małym i średnim przedsiębiorcom zaczęto przeszkadzać (do tej beczki miodu rząd coraz częściej wrzucał swój dziegieć). Liczba nowo powstających miejsc pracy w MSP spadała systematycznie, W 1998 roku było to już ok. 150 tys. Efektem tego było stale rosnące bezrobocie, w 2000 roku ponad 15%, w 2003 roku ponad 20%.

Od połowy lat 1990. w Polsce nie ma klimatu dla przedsiębiorczości i trzeba podziwiać heroizm polskich przedsiębiorców, że mimo wszystko sektor MSP rozwija się jako tako i, że dzięki nim w Polsce nie doświadczyliśmy recesji, a przez zainicjowany w 2008 roku kryzys, polska gospodarka przechodzi nie najgorzej. Wiele jednak wskazuje,  że możliwości dalszej walki z przeciwnościami jakie stwarza polski rząd wyczerpują się i polscy przedsiębiorcy dalej już ‘nie pociągną’.
Bezrobocie staje się znów wielkim problemem. Polski rząd musi zrozumieć, że należy powtórzyć  to co zrobione zostało 23-24 lata temu. Najwyższy czas na nową ustawę Wilczka: krótką, odwołującą wszystkie dotychczasowe krępujące polska przedsiębiorczość regulacje, zbudowanej na zasadzie ‘wszystko co nie jest zakazane jest dozwolone’ (a zakazów jest minimalna liczba!).

Rząd musie pokochać polskie MiSie!

Kochajmy polskie MiSie!!

Parę dni temu napisałem o ‘wszechobecnym rynku’. Dzisiaj w podobnym duchu.
Na Obserwatorze Finansowym ukazała się informacja o przedsiębiorczych Polakach rewolucjonizujących rynek usług medycznych w Wielkiej Brytanii (Polskie przychodnie zmieniają rynek medyczny w Wielkiej Brytanii). Kolejny dowód na to, że Polacy potrafią być przedsiębiorczy, tylko trzeba im na to pozwolić! Dawali temu świadectwo wielokrotnie i w Polsce (zwłaszcza na początku lat 1990. , czy po wejściu Polski do UE w 2004 r. , kiedy to wbrew wszelkim teoretykom, przy bardzo silnej złotówce, zwiększali eksport) i w Niemczech i w Wielkiej Brytanii.
Zauważmy, że te polskie przychodnie w WB pracują do późna w nocy (pacjentów przyjmuje się do 23:00, we wszystkie dni tygodnia, mówi, że przychodnie niekiedy zamyka się dopiero o drugiej lub trzeciej nad ranem, a w niedzielę do 18:00 –  czytamy tam też: ‚rejestracja wizyt do 22:00′ – wyobraźcie sobie, że nie trzeba wstawać o piątej rano i iść do przychodni by załapać się na numerek!).
Tak działa rynek!

A może model My Medyk przenieść do Polski? Marzenia! Tzw. Ministerstwo Zdrowia i tzw. Narodowy Fundusz Zdrowia na pewno na to nie pozwolą! Gdyby to się udalo to i w Polsce mielibyśmy wtedy wpisy takie jak na stronie Opinie pacjentów.

Proszę zauważcie, że ta komercyjna firma oferuje bezpłatnie: . … patronat zdrowego rozwoju. To też jest rynkowe zachowanie. Firmy komercyjne dają coś za darmo (bo też im się to opłaca!).

Wygląda na to, że korzystając ze wzorców Wielkiego Brata w Ameryce (patrz program PRISM)  nasze Ministerstwo Finansów przygotowuje program totalnej inwigilacji wszelkich operacji finansowych obywateli. Wszystko motywowane jak najbardziej zbożnym celem ‘konieczności ścigania podatkowych kombinatorów’  (tak jak w Ameryce ‘walce zagrożeniem terrorystycznym’ – wcześniej coś się prowokuje, a potem traktuje się to jako pretekst do totalnej walki z tą ‘patologią’).  Zgodnie z zamysłem MF wszystkie instytucje finansowe (banki, domy maklerskie, fundusze inwestycyjne, firmy ubezpieczeniowe, fundusze emerytalne, instytucje para-bankowe) będą zmuszone  przekazywać organom skarbowym wszystkie informacje o rachunkach klientów, dokonywanych wpłatach i wypłatach, udzielonych kredytach i pożyczkach, sposobach ich zabezpieczenia i spłaty. Nawet Poczta będzie zmuszona ujawnić urzędom państwowym wszelkie informacje odnoszące się do dokonywanych przekazów pieniężnych. Kto odmówi współpracy z np. kontrolerami Ministerstwa Finansów, zapłaci karę.  Maciej Grabowski, wiceminister finansów, mówi niemalże jak urzędnik totalitarnego państwa: „Dostęp do tych informacji ma szczególne znaczenie dla skuteczności zwalczania naruszeń prawa w zakresie zaniżania podstaw opodatkowania oraz nieujawniania źródeł pochodzenia przychodów i majątku. Nie ma żadnego powodu, aby te dane były utajniane przed organami podatkowymi”. Stąd tylko krok do Orwella! Jeszcze tylko będzie brakowało ‘Ministerstwa Prawdy” (jest wielce prawdopodobne, że w ramach dobrze uzasadnionego programu oszczędności i ograniczania kosztów administracji powołanie takiego ministerstwa może stać się rzeczywistością i to w całkiem bliskiej perspektywie).

Tego typu zamysły i działania nie są odosobnione. Coraz to bardziej dokuczliwe dla ‘zwykłego obywatela’ są działania urzędów państwowych w takich sferach jak służba zdrowia, edukacja, szkolnictwo wyższe, zapewnienie bezpieczeństwa (policja, straż miejska), wymiar sprawiedliwości i prokuratura, zapewnienie bezpiecznej starości (emerytury), swobody gospodarowania (przedsiębiorczości), … . Całkiem zasadne zatem zdaje się postawienie pytania: ‘Kiedy przekroczona zostanie masa krytyczna cierpliwości społecznej?’. Jeśli nie zostanie zmieniona optyka władzy i jej działanie nie będzie opierało się na ufaniu obywatelkom i przekonaniu, że większość z nich godna jest zaufania, to ten moment przekroczenia masy krytycznej może być osiągnięty znacznie wcześniej niż to się władzy (i nam) wydaje. 

Pozwólmy działać mechanizmom rynkowym a pewne patologie  zostaną znacznie ograniczone w naszym życiu (a może nawet znikną z naszego życia?). Tak może być np. z narkotykami, alkoholem, prostytucją, … .

Tutaj ciekawy przyczynek do tego problemu:
Prostitution. Sex doesn’t sell. An old industry is in deep recession

Tak skojarzyło mi sie przy okazji. Ronald Reagan miał powiedzieć: ‚polityka jest podobno drugim zawodem świata. W miare jak ją uprawiam, dochodze do coraz większego przekonania, że jest ona podobna do pierwszego zawodu świata’.

Może zatem i politykę poddać rygorom mechanizmów rynkowych?

Kolejna impreza na której pogadają sobie, pouśmiechają się do kamer, udzielą kilku wywiadów, w kuluarach pogadają np. o tym jak by tu zrobić następną imprezkę by móc się pokazać (za publiczne pieniądze), no i … dobrze pojedzą. Jak zwykle z tego nic nie będzie, poza zmarnowanymi publicznymi pieniędzmi. Kolegom z Brukseli będzie się można pochwalić, że ‘Polska dba o innowacyjny rozwój’, będzie co napisać w sprawozdaniach i mieć ‘czyste sumienie’, że dokonuje się heroicznych wysiłków by pomagać rozwijać się Polsce.

Na papierze, w  zapowiedziach Kongresu wszystko wygląda bardzo pięknie, czytamy tam: „Wydarzenie mające na celu stworzenie otwartej platformy wymiany opinii pomiędzy wszystkimi uczestnikami-beneficjentami proinnowacyjnych działań w naszym kraju, która posłuży do wypracowania konkretnych rozwiązań, przyspieszających proces transformacji polskiej gospodarki w kierunku modelu innowacyjnego.” Tego typu pustosłowia i deklaracje słyszymy co rusz przy tego typu wydarzeniach (a jest ich ogrom i ich liczba systematycznie rośnie. Odnoszę wrażenie, że im więcej imprez mających na celu ‘pobudzenie innowacyjnego rozwoju polskiej gospodarki’ tym gorzej jest z tą innowacyjnością w Polsce). Ciekawe, że nigdy po tego typu imprezach nie ma opracowań w których przedstawiane byłoby to co zrealizowano, a o czym dyskutowano na nich?

Zwykle ‘podpórką’ takich imprez są ‘sławne’ nazwiska i tak też jest w przypadku IV Kongresu Innowacyjnej gospodarki. Mnie jednak  najbardziej rozśmieszyła  lista ‘największych innowacyjnych firm’, które były obecne na Kongresach, do których zaliczone zostały m.in. ORANGE, PGNiG, AREVA, Citi Handlowy, PKO Bank Polski, PKN Orlen.

Hasłem ostatniej edycji Kongresu było: ,,Innowacyjność – jak to robią inni? Uczmy się od najlepszych!”. Czy  pokazano, od ostatniego Kongresu, od kogo i co nauczyliśmy się? Zawsze jednak można epatować liczbami: „W ciągu dwóch dni odbyło się 10 paneli dyskusyjnych, w których udział wzięło ponad 100 wybitnych przedstawicieli nauki, biznesu i polityki. W Centrum Nauki Kopernik odwiedziło nas około 700 gości, a poprzez portal Onet Biznes i Biznes.pl oglądało nas kilka tysięcy internautów.”

 Organizatorzy chwalą się, że „przy okazji Kongresu przygotowywane i publikowane są raporty na temat stanu polskiej gospodarki, po II Kongresie na ręce Pana Prezydenta złożony został dokument, zawierający rekomendacje i wskaźniki dla obszaru innowacyjnej gospodarki, dyskusja na ten temat była kontynuowana podczas III Kongresu.” Aż się prosi zapytać: I co z tego? Czy wynalazcy w Polsce maja się lepiej, czy firmy mają sprzyjający klimat do wdrażania innowacji? Na pewno, usłyszymy, że ‘dyskusja była kontynuowana przy okazji … (tutaj wstawić odpowiedni numer) Kongresu. 

W ostatnich dniach słyszelismy o sukcesach polskich studentów:
Polskie łaziki najlepsze na pustyni w Utah (Year of Records at 2013 University Rover Challenge)
Samoloty bezzałogowe Polaków najlepsze na świecie

Mam takie retoryczne pytanie: Czy te sukcesy to wynik imprez typu ‚Kongres Innowacyjnej Gospodarki’?


  • RSS