Nie mam ostatnio wiele wolnego czasu (co widać po częstości wpisów na blogu, za co mogę jedynie przeprosić), ale to co przed chwilą przeczytałem poruszyło mnie na tyle, by choć krótko dać upust swojemu poruszeniu.
Eurodeputowana (co za okropne słowo, zawsze kojarzy mi się z ‘europaletą’) Róża Thun, kandydatka na kolejną kadencję do PE w wywiadzie opublikowanym na onet .pl powiedziała:

„Wyobraźmy sobie jeden dzień bez Unii: to, że znowu wracają cła, zamykają się granice, potrzebujemy wizy do każdego kraju członkowskiego. Wyobraźmy sobie, ile przedmiotów znika z naszych półek. Zobaczmy, ile zakładów pada, bo nie opłaca im się już eksportować. Wycofują się inwestorzy, rośnie bezrobocie. Polacy, którzy żyją w tej chwili za granicą, wracają do kraju.”

Dalej mówi:  „Nie zadawajmy pytań z tezą”, jakby nie dostrzegała, że ta jej wypowiedź jest właśnie z tezą!

Szanowna Pani eurodeputowana, do tego by nie było tak jak Pani mówi w tym eksperymencie myślowym, nie jest nam potrzebna Unia w takim kształcie jak obecnie: biurokratyczna, przeregulowana,  nieefektywna, hamująca inicjatywy przedsiębiorców, …. (tutaj można byłoby  pisać dalsze dziesiątki negatywnych przymiotników).  Trzeba po prostu znieść wszelkie bariery w kontaktach międzyludzkich.  Trudno może to Pani sobie wyobrazić, ale tak było do pierwszej wojny światowej np. w Wielkiej Brytanii. Zacytuję Pani początek pierwszego rozdziału książki o historii Anglii (A.J.P. Taylor, (1965), English History 1914-1945): „Do sierpnia 1914 roku rozsądny, przestrzegający prawa Anglik mógł przejść przez życie i prawie nie zauważyć istnienia państwa poza urzędem pocztowym i policjantem. Mógł żyć, gdzie chciał. Nie miał urzędowego numeru czy karty identyfikacyjnej. Mógł podróżować za granicę albo opuścić swój kraj na zawsze bez paszportu czy jakiegokolwiek urzędowego zezwolenia. Mógł wymienić pieniądze na każdą obcą walutę bez ograniczeń i limitów. Mógł nabywać dobra z każdego kraju na świecie na takich samych warunkach, na jakich kupował je w domu. Skoro o tym mowa – cudzoziemiec mógł spędzić życie w tym kraju bez zezwolenia i bez informowania o tym policji. Odmiennie niż w krajach europejskich na kontynencie, państwo nie wymagało od swoich obywateli służby wojskowej. Obywatel angielski mógł – jeśli chciał – zaciągnąć się do regularnej armii, marynarki lub rezerwy. Mógł także zignorować, jeśli tego chciał, wymagania obrony narodowej. Poważni posiadacze byli od czasu do czasu powoływani jako sędziowie przysięgli. Poza tym pomocą państwu służyli tylko ci, którzy chcieli [...]. Pozostawiało ono dorosłych obywateli samym sobie.” (dostępna na gogle books).

Dalej Pani mówi: „Staram się przez to pokazać konkretne osiągnięcia, które mają wpływ na życie obywateli – na przykład obniżenie roamingu.” Do tego by obniżyć koszty np. komunikacji naprawdę nie jest nam potrzebna Unia. Nie wiem czy Pani wie, ale w latach 1930. minuta rozmowy pomiędzy Londynem a Nowym Jorkiem kosztowała ok. 300 dolarów, teraz kilka centów  i tutaj, żadna Unia nie zadziałała. Proste działania mechanizmów rynkowych, presja konsumentów i  kreatywność człowieka, która najpełniej się rozwija kiedy nikt wynalazcy, przedsiębiorcy, kapitalisty, konsumenta, itd.,  nie ogranicza.

Dalej stwierdza Pani, że „wszystkie opisy muszą być ujednolicone, żeby każdy obywatel Unii zrozumiał, jaki produkt ma w rękach”. Sednem rozwoju jest różnorodność i swoboda komunikowania. Sukces Europy w późnym Średniowieczy zależał od tej różnorodności (to pozwoliło Europejczykom uzyskać dominacje nad Chińczykami czy Arabami w tamtym czasie). Rozumiał to nawet taki demoliberał jak John St. Mill, który w 1864 roku napisał: „„Co uczyniło europejską rodzinę ludów postępową, a nie stojącą w miejscu częścią ludzkości. Nie jakaś wyższość, która jeśli istnieje, to jest skutkiem, a nie przyczyną; lecz godna uwagi różnorodność charakteru i kultury. Jednostki, klasy i narody były nadzwyczaj niepodobne do siebie; torowały sobie najrozmaitsze drogi, z których każda wiodła do jakiegoś wartościowego celu; a choć w każdym okresie ci, którzy szli różnymi drogami, nie tolerowali się nawzajem i każdy zmusiłby chętnie wszystkich pozostałych do pójścia jego szlakiem, próby wzajemnego hamowania swego rodzaju rzadko się udawały i każdy przyjmował z czasem bez sprzeciwu dobro, które mu inni ofiarowali. Moim zdaniem, Europa zawdzięcza cały swój wszechstronny postęp tej mnogości dróg.”

W tym samym duchu mógłbym odpowiedzieć na Pani dyktat, że „ W UE nie mamy jednego prawa handlowego, więc musimy, myśląc o handlu w internecie, stworzyć jedno prawo. Podobnie dla kultury. Nie istnieje jedno prawo dotyczące ochrony dóbr intelektualnych. To szalenie blokuje nam dostęp do kultury europejskiej, a przecież tworzymy wspólną kulturę.”

Mówi Pani: „Nasze kwalifikacje zawodowe muszą być w pełni respektowane. UE nie stwarza barier – ona je stopniowo znosi”  oraz „Chciałabym, żebyśmy pozbyli się w Unii jeszcze kilku barier na rynku wewnętrznym. Powinien on być faktycznie jednolity, a nie podzielony na 28 różnych części”. Szanowna Pani, tu nie chodzi o to by je ‘stopniowo znosić’, ale by je znieść szybko i bezwarunkowo. A to da się zrobić w ciągu jednego dnia, uchylając wszelkie przepisy Unii Europejskiej, które jak ostatni słyszałem spisane są już na ponad 130 000 stronach (kto jest w stanie się orientować w tej gęstwinie przepisów?). Mikołajowi Kopernikowi wcale nie było potrzebna Unia Europejska by podróżować po Europie i zgłębiać tajniki wiedzy w największych i najważniejszych ośrodkach uniwersyteckich. 

Tu przestanę, choć aż prosi się by skomentować w podobnym duchu, niemalże każde wypowiedziane przez Panią zdanie (a na to nie mam już czasu, bo pilna robota mnie wzywa).