Wreszcie znalazłem trochę czasu by zamieścić obiecany w poprzednim wpisie komentarz do dwóch ostatnich slajdów w prezentacji konferencyjnej.

Przed tym jednak krótki komentarz do komentarzy jakie zamieścił ‘marcinch’ do ostatniego wpisu. Napisał on m.in.: „Pozostaję pesymistą. Po lekturze książek o merkantylizmie, myślę że w Polsce mamy jakiś neomerkantylizm – może jesteśmy bliżej Peru, które opisał H. de Soto (może sławetna wizyta premiera RP w Peru to nie przypadek). Przeszliśmy drogę od planu do regulacji. Od socjalistycznego bankruta do przedwczesnego państwa opiekuńczego (za J. Kornai’em). Od gospodarki niedoboru (znowu Kornai) do przeregulowanej gospodarki zadłużenia. To zaskakujące, że ‚elyty’ zarówno II RP, PRL, III RP, jak i tej krótkiej IVRP, mają do zaproponowania zawsze jakąś wersję etatyzmu. …  Ponoć polska przypadłość to mówienie, że mogło być gorzej. A może mogło być lepiej? … No to piękna rocznica z piękną taśmową aferą. A to co w red. tygodnika Wprost się wydarzyło to pikne podsumowanie o tym ile w Polsce mamy wolności. I kto tę nam wolność reglamentuje. No to teraz prof. Kwasnicki powinien pojechać Miltonem – nie Friedmanem oczywiście – tylko Johnem Miltonem. Areopagitica!”

Bycie pesymista czy optymistą odnośnie przyszłości często zależy od tego o jakiej perspektywie czasowej mówimy. Jeśli myślimy w kategorii ‘tu i teraz’ to całkowicie uzasadniony jest pesymizm, jeśli natomiast myślimy w kategoriach pokoleń, to wydaje mi się, że mamy powody do optymizmu (powiedzmy ostrożnego, warunkowego optymizmu). Po wyjściu z niewoli egipskiej, wędrujący po pustyni przez 40 lat izraelici też mogli mieć powody do niezadowolenia, ale w końcu dotarli do Ziemi Obiecanej i zaczęli dostrzegać pozytywy tej trudnej wędrówki.

Odnośnie ostatnich 25 lat powtórzę to co powiedziałem w trakcie dyskusji 4 czerwca 2014 r. na konferencji na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. To pasuje też do tego co wydarzyło się dwa tygodnie po 4 czerwca  (Vistulagate) i czym żyjemy od kilku dni. Wydaje mi się, że te ostatnie 25 lat należy podzielić na dwa okresy. Pierwsze kilka lat (powiedzmy do 1996 roku, choć już  w 1993 roku widać było już negatywne symptomy) to realne budowanie gospodarki rynkowej i poszerzanie w wolności (także gospodarczej), ale coś się wydarzyło w drugiej połowie lat 90. (tu przydałaby się solidna diagnoza) i następne kilkanaście lat to powolne, stałe, odchodzenie od  zasad wolności gospodarczej. Choć trzeba powiedzieć, że dzięki heroiczności polskiego przedsiębiorcy, budowa dobrobytu społeczeństwa polskiego (wbrew kłodom stawianym przez kolejne rządy) trwa przez całe 25 lat. W sumie można chyba powiedzieć, że w wymiarze indywidualnym, w wymiarze polskiej rodziny, powinniśmy mieć wiele powodów do zadowolenia (generalnie żyje nam się lepiej, choć nie znaczy to, że nie powinien nam doskwierać duży zakres biedy wielu Polaków). Ponieśliśmy natomiast całkowitą porażkę w wymiarze państwowym. Naprawdę trudno jest wskazać sektor w którym państwo działa względnie dobrze. Każdy z nas widzi jak fatalnie działa wymiar sprawiedliwości, prokuratura, edukacja, sektor ochrony zdrowia, system emerytalny, … . To co dzieje się wokół tzw. afery taśmowej (Vistulagate) tylko nas w tym przekonaniu o kryzysie państwa utwierdza.

Odwołanie do Areopagitiki opublikowanej w 1644 roku (zresztą nielegalnie, wbrew ówczesnemu prawu) przez Johna Miltona podoba mi się, bo (nawiązując do mojego wpisu o Rewolucji Znamienitej) cenzura z którą walczył Milton zniesiona została po Rewolucji Wspaniałej, w 1689 roku po ogłoszeniu Karty Praw.  

Jak pamiętamy John Milton wykazywał, że prawo zakazujące publikowania (książek) bez zezwolenia władz jest „niezgodne z duchem kultury świata zachodniego”. Nie znam polskiego tłumaczenia Aeropagiki, dlatego zacytuję Miltona w oryginale: “…who kills a Man kills a reasonable creature, God’s Image; but he who destroys a good Book, kills reason itself, kills the Image of God, as it were in the eye. Many a man lives a burden to the Earth; but a good Book is the precious life-blood of a master-spirit, embalmed and treasured up on purpose to a life beyond life.” oraz “Give me the liberty to know, to utter, and to argue freely according to conscience, above all liberties.”. Odnośnie utrudniania w dążeniu do prawdy i  nieskuteczności  tego typu działań Milton napisał: “I am not able to unfold, how this cautelous enterprise of licensing can be exempted from the number of vain and impossible attempts. And he who were pleasantly disposed could not well avoid to liken it to the exploit of that gallant man who thought to pound up the crows by shutting his park gate”.

Odnośnie obiecanego komentarza do ‘dwóch slajdów’. Kiedy  1 stycznia 1990 roku zaczęto realizować tzw. plan Balcerowicza pomyślałem sobie: czy znów nie powtórzy się historia z ‘czerwca 1956’, ‘grudnia 1970’, ‘sierpnia 1980’, kiedy to żyliśmy nadzieją, że ‘coś się zmieni na dobre’, że zaczniemy żyć w ‘normalnym systemie’ i kiedy już po kilku miesiącach, te nasze nadzieje pryskały jak bańki mydlane. Pomyślałem wtedy o jakimś kryterium, które pozwoliłoby mi określić czy te polskie reformy wreszcie się udały. W szkole średniej na chemii używaliśmy tzw. papierka lakmusowego do określenia tego czy dana reakcja chemiczna zaszła czy nie zaszła. Ci którzy pamiętają czasy PRLu wiedzą, ze jednym z najbardziej spektakularnych braków była totalna niemożliwość kupienia papieru toaletowego (co zresztą było częstym motywem w polskich filmach z tamtego okresu). Jeśli czasami się udawało kupić papier to był on tzw. makulaturowym, szarym, takim jak na zdjęciu poniżej (to z mojej kolekcji, którą pokazuję studentom na wykładzie poświęconym systemom gospodarczym).

DSC03573_cr (Kopiowanie)

 Polacy dowcipkowali sobie w tamtym okresie, że życie jest jak papier toaletowy: ‘szare, długie i do d…”. Na fotografii powyżej mamy też przykład racjonalizacji z tamtego okresu. Ktoś wpadł na pomysł, że można wyprodukować więcej rolek papieru toaletowego zmniejszając jego szerokość (temu racjonalizatorowi kazałbym do końca życia ucierać swój tyłek takim wąskim papierem!).

Zatem na początku 1990 roku powiedziałem sobie, że jeśli pójdę do sklepu i będę mógł kupić papier toaletowy w dowolnej ilości, a przy tym będę miał duży wybór co do koloru, jakości i innych użytecznych cech (np. zapach, miękkość) to, tak jak w przypadku reakcji chemicznej, będę z cały przekonaniem mógł stwierdzić, że polskie reformy udały się. Poniżej przedstawiam mały wybór z mojej bogatej kolekcji papierów toaletowych dostępnych w naszych sklepach (kolekcji jaką pokazuję swoim studentom na wykładach).

 DSC03566_cr (Kopiowanie)

Mamy tam oczywiście też papier szary, makulaturowy, ale także papiery w różnych kolorach, z różnymi rysunkami, różnej grubości i miękkości, o różnych zapachach (czego naturalnie na fotografii nie widać). Są tam też, podarowane mi przez studentów, papier toaletowy czarny (czyżby na takiej samej zasadzie, że koszula czarna nie brudzi się) oraz papier zwolenników (albo przeciwników?) wprowadzenia euro – papier z nadrukiem banknotów 500 euro.

Możecie dyskutować długo o tym czy polskie reformy udały się czy nie. Mój papierek lakmusowy polskiej transformacji wyraźnie wskazuje – ‘reforma zaszła’.