Jak zadbać o edukację ekonomiczną młodego pokolenia i uwolnić przedsiębiorczą energię Polaków? Takie pytanie postawili sobie pracownicy i współpracownicy Instytutu Misesa i w odpowiedzi zaproponowali realizację projektu ‘Wolna przedsiębiorczość. Dzisiaj w szkołach – jutro w gospodarce’. Zamierzeniem jest stworzenie ‘przełomowego, bezpłatnego zestawu do przedmiotu Podstawy przedsiębiorczości dla szkół średnich’. Wydaje mi się, że warto wesprzeć realizację tego projektu, bo może dzięki temu projektowi poprawi się edukacja ekonomiczna młodego pokolenia, pokolenia, które za kilka, kilkanaście lat będzie kształtowało to co będzie się dziać w Polsce. Projekt Wolna przedsiębiorczość jest działaniem długookresowym, niezwiązanym z jakąkolwiek koniunkturalną działalnością, cechującą zwłaszcza polityków myślących przede wszystkim o wygraniu następnych wyborów, a nie o tym co będzie za lat kilkanaście, czy kilkadziesiąt. Pierwsze wersje, niektórych rozdziałów planowanego podręcznika są już dostępne, np. tutaj.  

Autorzy projektu podają wiele przykładów błędów jakie znaleźli w oficjalnych podręcznikach do przedsiębiorczości. Pozwolę sobie poniżej dodać coś ze swej strony i przedstawić tylko niektóre informacje i fakty świadczące o tym jak fatalny jest poziom wiedzy na temat gospodarki oraz jak słaba jest znajomość choćby podstawowych pojęć z ekonomii w Polsce. Zacznijmy od krótkiej sondy, w której przypadkowych ludzi zapytano „Z czym kojarzy się Panu-Pani słowo PRZEDSIĘBIORCZOŚĆ?” Dwuminutowy filmik można obejrzeć tutaj

Aleksander Piński w artykule Lekcja socjalizmu (opublikowanym w numerze 22/2008 w tygodniku Wprost, wtedy kiedy jeszcze Wprost dał się czytać i miał kilku doskonałych autorów piszących na tematy gospodarcze i ekonomiczne), podaje wiele przykładów jak źle nauczani są podstaw ekonomii i przedsiębiorczości uczniowie w szkołach. Co ciekawsze problem ten nie jest czymś specyficznym dla Polski. Stefan Theil z Foreign Policy przeanalizował to jak się naucza się przedsiębiorczości i podstaw ekonomii w szkołach we Francji i Niemczech. W styczniu 2008 roku Theil stwierdził, że ‘miliony europejskich dzieci są poddawane indoktrynacji, są dezinformowane i zniechęcane do wolnego rynku”. Podobnym tropem poszedł Aleksander Piński, który przejrzał polskie podręczniki dla gimnazjów i szkół średnich. Zacytujmy co ciekawsze fragmenty z artykułu Pińskiego: „Młodzi Polacy obowiązkowy poziom edukacji mogą zakończyć z przekonaniem, że bycie przedsiębiorcą polega na wypełnianiu testów osobowości rodem z kolorowych pism, PIT-ów albo druków dla ZUS. … Przyszli pracownicy zostają … poinstruowani o zaletach przystąpienia do związków zawodowych, postraszeni widmem bezrobocia i pouczeni o zbawiennym wpływie opieki państwa, która ochroni ich przed wyzyskiwaczami. Ekonomiczne aspekty naszego członkostwa w Unii Europejskiej są przedstawiane wyłącznie w superlatywach. … w 2002 r. wprowadzono do szkół ponadgimnazjalnych obowiązkowy przedmiot – podstawy przedsiębiorczości. … W podręczniku „Działam aktywnie. Wychowanie do aktywnego udziału w życiu gospodarczym” Anny Dubieckiej, Zbigniewa Góralewicza i Piotra Piskorskiego gimnazjalistów do przedsiębiorczości zachęca na przykład Grażyna Kozyro, kierownik Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Chełmku. Radzi ona, aby dzieci odwiedziły lokalny ośrodek pomocy społecznej i dowiedziały się, jak państwo pomaga biednym. Uczniowie wyczytają też, że „gospodarka rynkowa powoduje bezrobocie”. Nie ma ani słowa o tym, że kraje, w których udział państwa w gospodarce jest najmniejszy, gdzie podatki i pozapłacowe koszty pracy są niskie, bezrobocie jest niewielkie i dotyczy głównie osób, które pracować nie chcą albo nie muszą (tzw. naturalny poziom bezrobocia). W „Podstawach przedsiębiorczości” Marii Bieleckiej, podręczniku dla uczniów liceów, zawodówek i innych szkół średnich, jeden z rozdziałów jest zatytułowany: „Czy należy korzystać z prawa zrzeszania się w związkach zawodowych?”. Autorka nie pozostawia pytania bez odpowiedzi: „Prawa człowieka nie zabezpieczają ludzi przed wyzyskiem, przed działaniem na ich szkodę przez pracodawców. Łatwo wyeliminować z zakładu niepokornych (…)”. Autorka ma także własną wizję dobrego pracodawcy: „Nie wykorzystuje pracowników do osiągania zysku tylko dla siebie”. Jej zdaniem, pracodawcy powinni się w swoich firmach podzielić władzą z pracownikami, ponieważ „demokracja w gospodarce potrzebna jest dla sprawiedliwego podziału dochodu”. …Naczelnym złem dla autorów podręczników jest postęp technologiczny, który – zdaniem większości z nich – odpowiada za wzrost bezrobocia. W jednej z książek uczniowie dostają zadanie, aby policzyć, ilu robotników pozbawiło pracy wynalezienie koparki. Wedle tej logiki, biorąc pod uwagę skalę postępu technologicznego i wzrostu wydajności pracy od początku XIX-wiecznej rewolucji przemysłowej, wszyscy żylibyśmy dziś z zasiłków. Inaczej kwestię bezrobocia wyjaśniają Barbara Stańda i Barbara Wierzbowska, autorki podręcznika dla szkół ponadgimnazjalnych „Bądź przedsiębiorczy”. Otóż za bezrobocie w Polsce odpowiadają aktywni zawodowo seniorzy („Wydłużenie wieku mobilności zawodowej powoduje blokowanie stanowisk pracy”). Osobną historią jest sposób prezentowania uczniom zagadnień ekonomicznych związanych z Unią Europejską. Na przykład w książce „Przedsiębiorczość bez tajemnic” Sylwestra Gregorczyka, Marii Romanowskiej, Agnieszki Sopińskiej i Piotra Wachowiaka wśród zadań mających utrwalić poznany materiał jest odpowiedź na pytanie: „Jakie korzyści daje obecność Polski w UE?”. O skutki negatywne nikt nie pyta, bo wedle autorów podręczników, ich – ex definitione – nie ma. Żaden uczeń w polskiej szkole nie dowie się na przykład, że za „wyrównywaniem” dochodów unijnych rolników kryją się wyższe o kilkadziesiąt procent ceny żywności, które ich rodzice płacą w sklepach … Trudno się w polskiej szkole publicznej dowiedzieć tego, że sukces na wolnym rynku zależy od pomysłowości, inicjatywy, pokonania konkurencji (która nie jest złem), czy takiego banału, że podstawowym celem biznesu jest wypracowanie zysku. Zapewne ma to związek z tym, że świat znany naszym nauczycielom nie ma nic wspólnego z wolnym rynkiem. Ten z nich, kto jest lepszy od swojego kolegi, i tak nie dostanie ani złotówki więcej, więc jak ma zrozumieć zalety konkurencji? Jak ma wytłumaczyć podopiecznym, że poza znaną mu sferą budżetową istnieje zupełnie inny świat?”

W ramach szerszej akcji pod hasłem „Matura to bzdura” młodzi ludzie przepytują innych młodych ludzi. W dwóch odcinakach (tutaj i tutaj) pt. ‘Podstawy przedsiębiorczości” pytają o podstawowe informacje odnośnie niektórych pojęć ekonomicznych, oraz ze znajomości podstawowych faktów z obecnego z życia społecznego. Oglądając te odcinki uśmiech, czy nawet śmiech, gości na twarzy, ale niestety jest to śmiech przez łzy.

Bardziej systematyczne badania dotyczące ‘świadomości i dojrzałość ekonomicznej nastolatków’ prowadzone są przez Instytut Badań Edukacyjnych. Wyniki tych badań (opisane np. tutaj) w pełni potwierdzają te obserwacje które przedstawiliśmy wcześniej.

Podobnie, co jakiś czas prowadzone badania przez różnego rodzaju instytucje pokazują mizerię wiedzy ekonomicznej Polaków. Wspomnijmy o dwóch takich badaniach. Kilka lat temu Fundacja Kronenberga sprawdziła stan wiedzy ekonomicznej Polaków i wyszło z nich np. że aż 62 proc. Polaków ocenia swoją wiedzę finansową słabo lub nawet bardzo słabo, 67 proc. nie wie, czym jest karta kredytowa.

Ciekawy raport (którym dysponuję, ale którego niestety nie znalazłem w sieci, dlatego pozwolę go sobie udostępnić tutaj) na temat ‘Wiedzy ekonomicznej mieszkańców Polski’ przedstawiło w 2006 roku Centrum Psychologii Ekonomicznej i Badań Decyzji, Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego (obecnie Akademia Leona Koźmińskiego). Nie sposób tutaj omówić całości tego raportu, dlatego przytoczę tylko wyniki odpowiedzi na kilka pytań.

  1. Przedsiębiorczość jest to zarządzanie i bycie menedżerem w jakiejś firmie – 67,2% odpowiedziało, że zdecydowanie tak lub raczej tak, a jedynie 28,2%, że nie.
  2. Przedsiębiorczość jest to podejmowanie się różnych prac aby zarobić parę złotych – 66,2% odpowiedziało zdecydowanie tak lub raczej tak, 31,6%, że nie.
  3. O tym ile i na co Państwo wyda pieniędzy decyduje Narodowy Bank Polski – zdecydowanie tak lub raczej tak odpowiedziało 47,9%, nie 39%, trudno powiedzieć 13,1%.
  4. Aby zmniejszyć bezrobocie rząd powinien budować nowe zakłady i fabryki i zapewnić w nich miejsca pracy dla bezrobotnych – zdecydowanie tak lub raczej tak odpowiedziało 88% pytanych, a jedynie 10,9% odpowiedziało nie.
  5. Aby podnieść poziom najniższych zarobków parlament powinien ustawowo zwiększyć wynagrodzenie minimalne – zdecydowanie tak, lub raczej tak odpowiedziało 90,4% pytanych, 7,5% odpowiedziało nie.
  6. Aby zwiększyć wydajność pracy należy zwiększyć wynagrodzenia pracownikom – 51,9% zdecydowanie tak, 42,2% raczej tak, a 4,4% nie.

Joanna Papuzińska przyjrzała się obrazowi przedsiębiorcy w polskiej literaturze ostatniego stulecia i opisała to w artykule ”Przedsiębiorca w literaturze czyli sukces potępiony„. Jak pisze ona w tym artykule: „nieodparcie dochodzę do wniosku, że bohater pracowity, energiczny i zamożny – jednym słowem, człowiek sukcesu – tylko pod jednym warunkiem może uzyskać akceptację autora. Mianowicie, jeśli porazi go jakaś niewyobrażalna klęska. … Klęskę osobistą ponosi Wokulski z „Lalki” Prusa, katastrofą kończą się działania młodych inwestorów z „Ziemi obiecanej” Reymonta. Klęska spotyka też wielce pracowitego Niechcica z „Nocy i dni” Dąbrowskiej.” Papuzińska przytacza dwa cytaty z „Przedwiośnia” Żeromskiego: „Para się przemysłem. Handluje. Bogacz. Spryciarz pierwszej klasy”, „…był progenitury szynkarskiej, czy małomiasteczkowo-paskarskiej, wskutek czego zawsze śmierdział pieniędzmi„.

Zdaniem Papuzińskiej, w podobnym duchu, jak np. były legionista, a późniejszy komunista, Władysław Broniewski, który pisał: „Tuczą się Łodzią tłuste Scheiblery…”, piszą też współcześni autorzy (‘młodzi gniewni’), którzy zwykle „przedstawiając ludzi zamożnych jako tłustych łysoli, w kosztownych garniturach, jeżdżących samochodami najlepszych marek. … Jak w najgorszych komunistycznych „agitkach”, demaskują z pasją bezwzględnych pracodawców, wyzyskujących personel, okrutnych egzekutorów długów, biadają nad dewastacją życia rodzinnego z powodu zaangażowania rodziców w tworzenie własnych firm. Właściwie wszystko, co kojarzy się już nie tylko z sukcesem, ale nawet z próbą sięgnięcia po sukces w biznesie jest przedmiotem potępienia”.

Papuzińska zwraca uwagę, że konsekwencją takiego obrazu przedsiębiorcy jest życzliwe traktowanie biedy i ubogich: „w naszej literaturze brak refleksji, obecnej np. w wiktoriańskiej (XIXw.) Anglii, gdzie rozróżniano ubogich zasługujących na wsparcie i takich, którzy na nie n i e zasługują. W polskiej literaturze bieda traktowana jest jak jakieś zrządzenie losu. Tak wygląda np. świat popegieerowski, np. w powieści Kazimierza Orłosia („Drewniane mosty”). Przyczyny ubóstwa tkwią w literaturze zawsze p o z a ubogimi.”

Dlatego dobrą ilustracją wniosków Joanny Papuzińskiej jest zamieszczony tam rysunek, który przedstawiam poniżej:

ChceBycBiednym

Przykładów słabej wiedzy Polaków i nieprawdziwego obrazu przedsiębiorczości można mnożyć. Kilkunastoletnie doświadczenie z nauczania podstaw przedsiębiorczości w polskich szkołach pokazują, że nie można liczyć na inicjatywę państwowych instytucji na to by sytuacja uległa poprawie. Dobrym zatem krokiem jest ‘wzięcie sprawy w swoje ręce’, jak to próbuje czynić Instytut Misesa. Dlatego wydaje mi się, ich projekt ‘Wolna przedsiębiorczość. Dzisiaj w szkołach – jutro w gospodarcewart jest wsparcia, także finansowego.