Zarząd Krajowy Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego zorganizował 18 lutego 2015 r. seminarium połączone z Jubileuszem 90. urodzin Profesora Zdzisława Sadowskiego. Przedmiotem dyskusji na tym seminarium był tekst prof. Z. Sadowskiego pt. Ewolucja gospodarki rynkowej (dostępny jest on na stronie PTE – tutaj). Nie jest to tekst przypadkowy, bo jak prof. Sadowski powiedział w trakcie seminarium (cytuję za stenogramem umieszczonym na stronie PTE): „Otóż pozwoliłem sobie … przedstawić ten krótki tekst napisany 7 czy 8 lat temu, gdyż moim zdaniem on najlepiej wyraża w krótkich słowach pewną kwintesencję mojego sposobu myślenia o procesach rozwoju gospodarczego.” Na koniec swoje wypowiedzi prof. Sadowski powiedział: „Zaprezentowałem tekst, który w pewnym sensie jest moim credo, jest jakby moim  testamentem. Wyraża on sposób myślenia,  który mi pasuje i dalej będzie pasował, choć z tymi poprawkami, czy uzupełnieniami, czy rozwinięciami, o których właśnie wspomniałem. No więc to przedstawiam państwu i czekam na odpowiedź.” Nawiasem mówiąc, jak się czyta stenogram z wypowiedziami uczestników tego seminarium to w zasadzie nie ma wypowiedzi odnoszących się do ‘testamentu prof. Sadowskiego’. Nie będąc uczestnikiem tego seminarium nie mogłem odpowiedzieć prof. Sadowskiemu, dlatego pozwolę sobie tutaj odpowiedzieć przynajmniej na pewne najważniejsze kwestie. Zdaje sobie sprawę, że w wielu sytuacjach odpowiedź moja powinna być dłuższa, forma blogu wymusza jednak pewną skrótowość wypowiedzi.

Prof. Sadowski uważa, że „[d]opiero rewolucja francuska otworzyła drogę do nowego ustroju gospodarczego, opartego na filozofii liberalnej”. Ta gloryfikacja rewolucji francuskiej nie wydaje mi się to zasadna. Ta droga otwarta została sto lat wcześniej przez znacznie mniej krwawe (a w zasadzie bezkrwawe) wydarzenie jakim była Rewolucja Wspaniała (ang. Glorious Revolution, po polsku nazywana też Rewolucją Chwalebną, Sławetną Rewolucją) w Anglii  oraz przyjęcie przez parlament w grudniu 1689 r. prawa ograniczające kompetencje władcy, tzw. Bill of Rights (Deklarację Praw, Kartę Praw, Kartę Swobód). Wtedy to Anglia, jako pierwszy kraj w Europie wszedł w etap współczesnego parlamentaryzmu: podatki nie mogły być zwiększane bez zgody parlamentu, podobnie w okresie pokoju bezprawne było zwiększenie liczebności armii, zagwarantowano wolny wybór członków parlamentu oraz swobodę wypowiedzi w parlamencie, nie można też było nikogo uwięzić bez sprawiedliwego procesu i wyroku sądowego. To Rewolucja Wspaniała otworzyła drogę do szybkiego rozwoju gospodarczego opartego na przedsiębiorczości, wynalazczości i ‘dbałości o interes własny’. Śmiem twierdzić, że bez Rewolucji Wspaniałej i Karty Praw nie byłoby rewolucji przemysłowej końca XVIII wieku.

Dalej prof. Sadowski pisze: „Ale liberalizm nie zrodził się z przypadku, lecz był odpowiedzią na zmiany w warunkach życia. A warunki te zmieniły się nie dlatego, że ktoś wymyślił liberalizm, tylko było to następstwem rewolucji technicznej, która otworzyła drogę do przemysłu maszynowego”. Twierdzę, że było odwrotnie, to wolność gospodarcza sprzyjała innowacjom. Długo by o tym pisać, pozwolę sobie jedynie na zaproponowanie przeczytanie tego co o rozwoju technologicznym napisał Ludwig von Mises.

Nie wydaje mi się też zasadna opinia prof. Sadowskiego, że „[r]ewolucja przemysłowa zmieniła świat dzięki zdobyciu umiejętności wykorzystania energii pary”.  Oczywiście ‘energia pary’ była ważna, ale tak prawdę powiedziawszy, znacznie ważniejsze były wynalazki usprawniające procesy technologicznie związane z przemysłem tekstylnym (bawełnianym), np. wymyślone przez Eli Whitney’a cotton gin (odziarniarka), czy Samuela Crompton’a spinning mule (przędzarka).

Pisząc o pierwszym etapie rozwoju kapitalizmu prof. Sadowski wspomina Adama Smitha i Jean Baptiste Say’a. To jest takie dosyć tradycyjne spojrzenie. Myślę,  że warto spojrzeć na to szerzej i podkreślić rolę Szkockiego Oświecenia wymieniając także Davida Hume’a, Francis Hutcheson’a, czy Adam Ferguson. Ogromny wkład, zarówno od strony polityki jak i teorii wniósł też wielki osiemnastowieczny leseferysta i polityk Anne Robert Jaques Turgot.

Przy okazji opisu drugiego etapu rozwoju kapitalizmu prof. Sadowski podkreśla „konflikt między kapitałem a pracą”. Można na ten etap faktycznie spojrzeć po marksistowsku i myśleć o tym co napisali Marks, Engels, czy Hegel. Warto może jednak uzupełnić ten obraz pokazując zgodność, ‘harmonię interesów’ zaangażowanych w proces produkcji, tak jak to uczynił w połowie XIX wieku Frederic Bastiat w ‘Harmoniach ekonomicznych’.

Etap czwarty, po II wojnie światowej, prof. Sadowski nazywa ‘Złotym wiekiem kapitalizmu’, w którym  w krajach rozwiniętych występuje „wysokie tempo wzrostu gospodarczego, brak bezrobocia, import zatrudnienia”. Warto może jednak pamiętać, czym skończył się ten ‘złoty wiek’, naznaczony wielkim interwencjonizmem państwowym w gospodarkę, że dość przypomnieć lata siedemdziesiąte XX wieku, dwa wielkie kryzysy naftowe i stagflację.

Etap szósty to dla prof. Sadowskiego „współczesny kapitalizm epoki informatyzacji”. Miło mi było to przeczytać, bo wynika z tego, że  neoliberalizm się już skończył (mogę powiedzieć, dzięki Bogu, bo już nie będzie chłopcem do bicia). Tak nawiasem mówiąc to wydaje mi się zasadne połączenie etapów czwartego, piątego i szóstego  i nazwanie go ‘kapitalizmem kolesiów’ (o czym pisze np.  w ‘Panika roku 1907 – kryzys finansowy 2008. Sto lat budowania kreatywnego kapitalizmu’, Ekonomia XXI wieku = Economics of the 21st Century, 2014, nr 2, s. 9-33 (wersja robocza 26 sierpnia 2013).

W opinii prof. Sadowskiego „Dotychczasowa ewolucja zapewniła ..: ogólny wzrost gospodarczy, ogromny postęp nauki i techniki, wzrost zamożności nawet w krajach ubogich. Natomiast nie zapewniła tego, o co chodziło, Smithowi gdy głosił ideę niewidzialnej ręki – sprawiedliwego podziału. A zapewniając racjonalność mikroekonomiczną, nie zapewniła racjonalności wykorzystania zasobów w skali ogólnej.”

Proponowałbym zastąpienie pogrubionego przeze mnie w powyższym cytacie słowa ‘nawet’ na ‘zwłaszcza’. To właśnie kapitalizm pozwolił i pozwala na wydobycie się z biedy, tak było na początku XIX wieku, kiedy to Wielka Brytania, USA i cała Europa Zachodnia były krajami biednymi, gdzie dochód na osobę był na poziomi obecnie uznawanym za granice biedy (ok. 1 dolara amerykańskiego na dzień) oraz jest obecnie po 1980 roku, kiedy to dzięki przyjęciu modelu kapitalistycznego rozwoju biedne kraje Azji i Afryki wydobyły się z biedy.

Jeśli chodzi o ‘racjonalność w skali ogólnej’ to będę trochę złośliwy i stwierdzę, że gospodarka centralnie zarządzana wykazała się za to wielką racjonalnością.

Wspominając o odmienności kapitalizmu współczesnego, prof. Sadowski pisze iż jest to „zmiana roli państwa: zwiększenie znaczenia polityki gospodarczej państw, a potem układów zintegrowanych (polityka makro, wspomaganie biznesu, państwo opiekuńcze); zmiana natury podmiotów gospodarujących na rzecz dominacji wielkich koncernów transnarodowych (oligopolizacja rynku, globalizacja)”.

Nie nazwałbym tego odmiennością, a raczej radykalną zmianą związaną z dominacją koncepcji ‘państwa dobrobytu’ (welfare state), coraz mniej mającego wspólnego z systemem rynkowym, a coraz więcej z socjalizmem. Dlatego nie zgadzam się z  tym, że „[w]iele jednak przemawia za tym, że jest to wciąż kapitalistyczna gospodarka rynkowa: decyzje należą do indywidualnych podmiotów, których siła opiera się na prywatnej własności kapitału”. Te decyzje są bardzo ograniczane, to raczej kapitalizm kolesiów (kapitalizm kreatywny) w którym sfery polityki i gospodarki wzajemnie się przenikają.

Wiele uwagi poświęca prof. Sadowski ‘rosnącym nierównościom dochodowym’ oraz ‘szerokiemu  obszarowi biedy’. Znów dużo można byłoby pisać o nieporozumieniach z tymi problemami związanymi. Zadam jedynie pytanie: w jakim społeczeństwie lepiej żyć? Egalitarnym, ale generalnie biednym, czy o dużych dysproporcjach dochodów, ale względnie bogatym, w którym nawet ci biedni żyją lepiej niż bogaci w kraju egalitarnym? Jak to ujął Henry Kissinger: „Socjalizm to równe dzielenie biedy, kapitalizm to nierówne dzielenie bogactwa”.  Natomiast jeśli chodzi „szeroki obszar biedy” to warto wiedzieć, że udział biednych w całości społeczeństwa globalnego spadł z ok. 90% na początku XIX wieku do ok. 25% w 1980 r, i do obecnych  ok. 10%. Od 1980 roku spadek widać także w kategoriach wymiernych, liczba osób biednych wyraźnie maleje z maksimum ok. 1350 mln w 1980 r. do obecnych ok. 900 mln. Nieprawdą jest to co pisze prof. Sadowski, że „Postulat eliminacji biedy został wysunięty na czoło celów milenijnych ONZ, jednak realizacja tego zadania okazuje się bardzo powolna”. Od początku współczesnej fali globalizacji, czyli od  1980 r., dzięki wzrostowi swobody gospodarowania i budowy zrębów gospodarki rynkowej w wielu krajach świata, liczba ludzi biednych w skali globalnej wyraźnie spada.

Wydaje mi się, że prof. Sadowski całkowicie myli się szukając przeszkód w realizacji ‘pożądanego biegu zdarzeń’ w ‘komercjalizacji nauki ‘ i ‘komercjalizacja edukacji’.  

Śmiem twierdzić, że na przeszkodzie stoi nie tyle komercjalizacja nauki, ile zbyt daleko idące upaństwowienie nauki i badań naukowych z biurokratycznym naciskiem  na spełnianie wskaźników (co nazywam ‘fetyszem wskaźników’). Nieporozumieniem wydaje mi się zarzut komercjalizacji edukacji, której po prostu nie widzę. Od  końca XIX wieku doświadczamy wręcz odwrotnego procesu. Edukacja (zwłaszcza na poziomie podstawowym i średnim) opanowana jest przez instytucje publiczne (państwowe). W tej państwowej biurokratyzacji i uniformizacji edukacji młodego pokolenia należy szukać zagrożeń i przyczyn coraz to gorszego poziomu kształcenia.

Prof. Sadowski odwołuje się do Karla Polanyi i jego „The Great Transformation”  cytując: „Zgoda na to, aby mechanizm rynkowy był jedynym regulatorem losu człowieka i jego naturalnego otoczenia… może doprowadzić społeczeństwo do zupełnej ruiny”. Słowa te nazywa „godnymi pamiętania”, ośmielę się nie zgodzić i zaproponować by słowa te były godne zapomnienia (czego dowodem są doświadczenia społeczeństw zachodnich w budowaniu gospodarek rynkowych w ostatnich 200 latach).

Co zatem proponuje  prof. Sadowski? Ano, „skoro nie można zaufać mechanizmowi rynkowemu, to trzeba dać mu wsparcie w postaci świadomych działań regulacyjnych w skali międzynarodowej”, oraz potrzebne jest „opracowanie metod kojarzenia rynku z rozumnym sterowaniem, a w tym celu: stworzenie sieci programów i instytucji państwowych i międzynarodowych nie działających na zasadach rynkowych, powstanie silnego wspierającego ruchu obywatelskiego” .

Toż to będzie dopiero nieszczęście, gdyby pozwolić na jakąś formę globalnego rządu i ‘świadome działania regulacyjne w skali międzynarodowej’. Bolszewicy przećwiczyli to już w skali regionalnej, teraz miałoby się to dokonać w skali globalnej? Natomiast ‘kojarzenie rynku z rozumnym sterowaniem’ jest utopią. Ostatni przykład porażki tego typu koncepcji to tzw. trzecia droga Giddensa (propagowana przez Blaira i Schroedera).

Może warto zaakceptować to, że nie ma jakiejś trzeciej drogi, tak jak nie da się ‘w połowie zajść w ciążę’, ani ‘w połowie wyskoczyć z pociągu’. Do powstania ‘silnego ruchu obywatelskiego’ nie jest konieczne działanie instytucji państwowych (centralnych). Wystarczy tylko przyjrzeć się jak aktywne było społeczeństwo obywatelskie w pierwszej połowie XIX wieku w USA (co pięknie zostało opisane przez A. de Tocqueville  w Demokracja w Ameryce).

Profesor Sadowski stawia przed nami dylemat: albo Eldorado (powszechny dobrobyt) dzięki ‘sterowanemu rynkowi’, albo Armagedon (ogólna katastrofa) powodowana ‘drapieżnym kapitalizmem’. To stary problem wyboru pomiędzy tym co proponują zwolennicy podejścia konstruktywistycznego i zwolennicy spontanicznego rozwoju. Trochę w tym duchu pisałem w Ekonomiście w 2009 roku w  ’Amalteisci i neomaltuzjanie – dwie wizje rozwoju. Jak pokazuje doświadczenie, ten powszechny dobrobyt osiąga się nie dzięki konstruktywizmowi, a właśnie dzięki swobodzie gospodarowania. Dajmy działać amalteistom, a problemy zasygnalizowane przez prof. Sadowskiego („narastanie trudności energetycznych, rosnące trudności z wodą, skutki globalnego ocieplenia w postaci kataklizmów naturalnych i podniesienia poziomu wód oceanicznych”) zostaną skutecznie rozwiązane w całkiem nieodległej przyszłości. Zamiast twierdzić, że „świat poczuje się zmuszony do prawdziwej współpracy korygującej rynek” lepiej wydaje mi się być zmuszonym do odwołania się do pokojowych zasad rynkowych.