Kilkanaście lat temu J. Bradford DeLong, kiedy pisał na swoim blogu o zamiarze napisania podręcznika do makroekonomii, stwierdził, że w przypadku nowego podręcznika do ekonomii jego zawartość nie może być radykalnie inna od istniejących na rynku, że ok. 85% treści powinna być zbliżona do tej do której przyzwyczajeni sią prowadzący wykłady, a co najwyżej 15% mogą to być inne, specyficzne treści, nieobecne w innych podręcznikach. Można się domyślać, że powodem tego jest swego rodzaju konserwatyzm prowadzących wykłady z ekonomii, że jeśli będzie to radykalnie inny podręcznik to nie zaproponują go swoim studentom choćby z tego powodu, że sam wykładowca musiałby włożyć bardzo dużo wysiłku w przygotowanie nowych treści wykładów. Chyba coś jest na rzeczy, bo jeśli się przeanalizuje te najpopularniejsze podręczniki do nauki ekonomii to ich tematyka jest bardzo zbliżona, różnice są jedynie w rozłożeniu akcentów, drobne poszerzenie lub zmniejszenie objętości dyskutowanych tematów, zamiana kolejności prezentowanych treści, itp.

Bardzo rzadko zdarza się by autor podręcznika zdecydował się na radykalną zmianę struktury i treści podręcznika do nauki ekonomii. Jedynym znanym mi autorem, który podjął się takiego zadania jest Mark Skousen. Pierwsze wydanie jego podręcznika ukazało się w 2000 roku i miało objętość 369 stron. Trzy kolejne poszerzone wydania ukazały się w latach 2008, 2010 i 2014 (wszystkie wydane przez Capital Press). To ostatnie, czwarte wydanie ma już 708 stron i stało się podstawą do polskiego tłumaczenia tego podręcznika. Logika ekonomii Marka Skousena wydana została po polsku w kwietniu 2015 roku przez Fijorr Publishing. Przed tym jak skomentuję i opiszę Logikę ekonomii Marka Skousena chciałbym napisać kilka uwag ogólnych.

 Doświadczenie studenta i praktyka

Wtedy, kiedy Patrick Jake O’Rourke pisał Wykończyć bogatych, książkę, którą naprawdę warto przeczytać, którą polecam swoim studentom, Logika ekonomii Marka Skousena nie była jeszcze dostępna. Myślę, że gdyby O’Rourke ją przeczytał to nie miałby tak krytycznego stosunku do podręczników ekonomii. By zachęcić do przeczytania książki O’Rourke pozwolę sobie zacytować jej fragmenty, odnoszące się do kwestii nauczania ekonomii i podręczników ekonomii. O’Rourke uczciwie przyznaje się, że „w sprawach ekonomii jestem zielony, jak każdy. Nie intereso­wałem się nią jako dziecko, bo dzieciaki po prostu nią się nie zaj­mują. … Na studiach również nie interesowałem się ekonomią. Utożsamiałem się ze wspaniałą tradycją akademickiej cyganerii obejmującą XV-wiecz­ne szaleństwa Franciszka Villona i dzisiejsze turnee rock n’rollowego zespołu „Phish”. Dla uniwersyteckich nonkonformistów nie ma nic bardziej żałosnego niż chodzenie na zajęcia z biznesu. … Wszyscy byliśmy ponad to. Studiowaliśmy literaturę, antropolo­gię i technikę wyrobu ceramiki. Poszukiwaliśmy, dociekaliśmy, rośli­śmy – choć przede wszystkim, w zależności od płci, rosły nam baki na policzkach albo włosy na nogach. Nie postało nam w głowie, że prawdziwymi intelektualistami były owe kujony, które biegały na wykłady z ekonomii. Nigdy nie uświadomiliśmy sobie, że borykanie się z koncepcją zagregowanej podaży i popytu było zadaniem ambit­niejszym, niż pisanie pracy na temat „Wpływu cool jazzu na poezję Edgara Allana Poe”. To, czym oni się zajmowali, było nie tylko trud­niejsze do zrozumienia niż teorie Margaret Mead na temat życia ero­tycznego na wyspach Polinezji, ale i dalece ważniejsze. Istnieje led­wie kilka rzeczy, które są rzeczywistym motorem życia. Nieglazuro­wana ceramika w żadnym razie się do nich nie zalicza. … idee ekonomiczne zupełnie nas nie interesowały. Praw­dę mówiąc, studentom ekonomii też były one obojętne. Ekonomia nie była przedmiotem, który wybrali, bo zafascynowała ich elegancja za­leżności ekonomicznych, albo dlatego, że bez działalności gospodar­czej ludzkość nie mogłaby przetrwać. Poszli studiować ekonomię (i po­tem o niej zapomnieli), żeby bez trudu znaleźć pracę u kogoś, kto kie­dyś również poszedł studiować ekonomię (i wszystko zapomniał).”

Po studiach O’Rourke został dziennikarzem i wiele podróżował po świecie, ale jak sam pisze „nadal ignorowałem zasady ekonomii, mimo że miałem legitymację prasową i styczność z najdonioślejszy­mi wydarzeniami ekonomicznymi XX wieku”. Pewien przełom w myśleniu O’Rourke nastąpił w latach siedemdziesiątych, kiedy (jak on to ujął) „ekonomia zmienia­ła się równie często, jak zmieniało się wówczas seksualnych partne­rów”. Były to czasy kiedy „największymi mocarstwami świata kierowała grupa wy­jątkowych ekonomicznych głupków: Nixon, Carter, Mao, Harold Wilson, George Pompidou, Leonid Breżniew”. Dziwnym jednak trafem O’Rourke, mimo, iż zdał sobie nawet sprawę z tego, że „pieniądze mają to samo znacze­nie dla polityków, co drzewo eukaliptusowe dla misia koala. Służą im za jedzenie, wodę, dom i coś, na co leją”, nie wytrwał w poszerzeniu swej wiedzy o gospodarce i ekonomii. Kiedy w latach dziewięćdzie­siątych pracował jako międzynarodowy kores­pondent zdecydował o powrocie do „studenckich pod­ręczników do ekonomii, żeby coś z tego pojąć”. Jednakże, jak pisze, także i wtedy „ponownie i z nie mniejszą siłą dopadło [go] dawne bitnikowskie uprzedzenie. Tym razem jednak nie dotyczyło ono studentów biznesu, ale autorów podręczników, z których musieli się uczyć. Wyszło na jaw, że profe­sorzy ekonomii również są ekonomicznymi idiotami”.

Szybko doszedł do wniosku, że można „doznać szoku, gdy jako dorośli przeglądamy podręcz­niki do ekonomii. … Pisane są infantylnie i jednocześnie niezrozumiale, ­bajeczka dla dzieci napisana stylem kultowego dramatopisarza. Ton podręczników jest pomieszaniem protekcjonalności rzecznika prezy­denta i luzactwa Clintona. Profesorska błyskotliwość jest nudniejsza niż profesorski wykład, potrafi zanudzić na śmierć, aby tylko wyka­zać profesorską ważność. Żadnego prawa ekonomicznego, nawet rów­nie prostego jak to: „Kiedy czegoś jest więcej, kosztuje mniej”, nie można przedstawić bez rozbudowanych wykresów, które następnie tłumaczy się rebusami, pełnymi dziwacznych znaków i symboli. Ina­czej w oczach profanów nauki ekonomiczne nie wydawałaby się rów­nie głębokie i tajemnicze, co chemia organiczna”.

Naturalnie O’Rourke interesuje się najpopularniejszym wówczas podręcznikiem, czyli Ekonomią Samuelsona i Nordhausa (pierwsze wydanie podręcznika Samuelsona ukazało się w 1948 roku). Kiedy przeczytał ten podręcznik doznał kolejnego szoku. Zdaniem O’Rourke „profesor Samuelson … okazuje się niemal takim samym głupkiem, jak ja i moi koledzy w latach 60. Marks był najbardziej wpływowym i spo­strzegawczym ze wszystkich krytyków ekonomii wolnorynkowej ­czytamy na stronie siódmej. Wpływowym? Zgoda. Niewiele brako­wało, żeby doprowadził do III wojny światowej. Ale spostrzegawczy? Samuelson ciągnie dalej: Marks mylił się w wielu sprawach (…) ale to nie pomniejsza jego statusu ważnego ekonomisty. A co pomniejszy­łoby? To, że mylił się w wielu sprawach – czy to, że zrobił dziecko opiekunce do dziecka?”

O’Rourke przeglądał też inne podręczniki, wiele z nich „to, co zawierają nie jest już w tak oczywisty sposób niesłuszne, ale to, co głoszą, nie jest bynajmniej bezdyskusyjne”. Jako przykład swoistego stylu pisania O’Rourke podaje trzy pierwsze zdania z Ma­croekonomics (Makroekonomii) Davida C. Colandera, którą to książkę podarował mu sąsiad, Eric Owen, uczęszczający na wykłady z ekonomii na Uniwersytecie New Hampshire: „Kiedy artysta patrzy na świat, widzi kolory. Kiedy muzyk patrzy na świat, słyszy muzykę. Kiedy ekonomi­sta patrzy na świat, widzi symfonię zysków i strat” O’Rourke komentuje to w swój swoisty sposób: „No nie, niech ktoś zmieni płytę, bardzo proszę…”

Jak zauważa O’Rourke: „Ekonomiści uważają, że przedmiotem ich badań są produkcja, dystrybucja i konsumpcja. Produkcja wymaga jednak rzeczywistych umiejętności, zatem nie mogą jej uczyć profesorowie ekonomii, po­nieważ musieliby wiedzieć, jak się do tego zabrać. Konsumpcja nato­miast jest nader prywatną sprawą. Dotyczy wszak papieru toaletowe­go, prezerwatyw, mrożonej pizzy, którą wyjada się w środku nocy prosto z mikrofalówki, lub papierosów ukrytych w garażu przed żoną, która jest przekonana, że rzuciłeś palenie. Dlatego nauki ekonomicz­ne wolą koncentrować się na dystrybucji. Kiedy ekonomiści mówią o dystrybucji, mają na myśli dystrybucję wszystkiego, nie tylko goto­wych produktów, takich jak pizza i mikrofalówki do ich rozmrażania. Istnieje jeszcze dystrybucja surowców, np. nasion i nawozów do pro­dukcji dodatków do pizzy, produktów petrochemicznych niezbędnych do wytworzenia plastikowych opakowań, w których podgrzewa się je­dzenie w mikrofalówkach. Jest też dystrybucja pracy, czyli wysiłku po­trzebnego do zamrożenia wszystkich pizz i zbudowania mikrofalówek. Na koniec zaś dystrybucja kapitału, czyli pieniędzy koniecznych dla zakupienia plastikowych laminatów i reklamowania pizzy, która sma­kuje jak ów laminat”.

Jak wiele jest słuszności w spostrzeżeniu O’Rourke, że „studiowanie ekonomii polega na zgłębia­niu dwóch dziedzin, nauki ekonomiczne dzielą się bowiem na mi­kro- i makroekonomię. Mikroekonomia zajmuje się zachowaniami indywidualnymi, makroekonomia natomiast bada je jako całość. Ozna­cza to, że w przypadku mikroekonomii ekonomiści mylą się w indy­widualnych przypadkach, a w przypadku makroekonomii mylą się generalnie. Technicznie rzecz biorąc, mikroekonomia dotyczy pie­niędzy, których nie mamy, a makroekonomia, tych, których brakuje rządowi”.

Marka Skousena Logika ekonomii

Intencją Skousena było napisanie podręcznika do nauczania podstaw ekonomii, tak by używając prostego, komunikatywnego języka, ale jednocześnie starając się przedstawić problematykę gospodarczą w sposób spójny i nie unikając podkreślania złożoności zjawisk gospodarczych, zachęcić studentów do poznania mechanizmów i zjawisk gospodarczych. Ten zamysł udał się mu w pełni. W większości podręczników brak jest odwołań do codziennego doświadczenia czytelników. Skousen idzie inną drogą, w naturalny sposób dyskutując o skomplikowanych problemach ekonomicznych odwołuje się do niemalże codziennych, współczesnych zjawisk gospodarczych.

Mimo, że we Wstępie pisze, że w książce przedstawione będą problemy mikroekonomiczne (Część II: Mikroekonomia i teoria popytu i podaży) oraz makroekonomiczne (Część III: Makroekonomia) to analizując szczegółowe zagadnienie, Skousen nie trzyma się sztywno podziału na mikroekonomię i makroekonomię i bardzo często w tym samym podrozdziale obie perspektywy wzajemnie się uzupełniają.

Trzy pierwsze rozdziały, składające się na część pierwszą, są doskonałą zachętą do studiowania ekonomii i zapoznania się z pozostałymi trzema częściami tej książki, jednocześnie są zachętą do samodzielnego poznawania zjawisk ekonomicznych, już na poziomie zaawansowanym. Przede wszystkim postarano się dać odpowiedź na podstawowe pytania analizy ekonomicznej: co motywuje aktywność ekonomiczną, w jaki sposób tworzy się (lub niszczy) bogactwo oraz w jaki sposób może wzrosnąć (lub spaść) standard życia.

Choć sam Skousen o tym nie pisze, to wydaje mi się, że kontynuuje on myśl Frédérica Bastiata, którą zawarł w opublikowanych w 1850 roku Harmoniach ekonomicznych, i wiele uwagi poświęca on problemowi jak to się dzieje, że „konsumenci, pracownicy, właściciele ziemi i nieruchomości oraz kapitaliści”, pracując indywidualnie, wspólnie tworzą dobrobyt. Przedstawiając te zagadnienia zwykle dodawany jest komentarz o roli rządu, o tym w jakim stopniu rząd może pomóc lub utrudnić działalność gospodarczą. Skousen stwierdza, że w największym skrócie można powiedzieć, że „ekonomia interesuje się bogactwem, dochodem, decyzjami, bodźcami, poziomem życia i wzrostem, a więc tematami dla wszystkich niezwykle istotnymi”. Po zwróceniu uwagi na szczególne cechy gospodarowania (‘ograniczoność czasu i zasobów, niepewność przyszłości, konieczność pracy i różnorodność popytu konsumpcyjnego’) Skousen przedstawia prosty, „zdroworozsądkowy model zachowań gospodarczych i satysfakcji konsumentów”. W modelu tym pokazano jak zaspokojenie potrzeb materialnych i usług dokonuje się w kolejnych etapach aktywności gospodarczej (zasoby, produkcja, dystrybucja, konsumpcja/inwestycja).

W kolejnych dziesięciu rozdziałach przedstawiono problemy tradycyjnie zaliczane do mikroekonomii, mianowicie teorii popytu konsumpcyjnego i sposobom zaspokajania tego popytu przez producentów. Skousen nie tylko zwraca uwagę na to, że czymś naturalnym jest oczekiwanie producentów, że w długim okresie przychody zwykle przewyższają koszty, ale podkreśla, że by to oczekiwanie zrealizować każda z firm „powinna współpracować z wieloma interesariuszami, ustalać odpowiednie ceny, kontrolować koszty i dostosowywać się do nowych wymogów konkurencji i rynku”. Ważną cechą zastosowanego podejścia jest to, że analiza zjawisk na poziomie mikroekonomicznym zaczyna się od rachunku zysków i strat przedsiębiorstwa. Dzięki temu zwraca się uwagę na dynamikę zachowania firmy, a nie (jak to jest zwykle przedstawiane w ‘tradycyjnych’ podręcznikach ekonomii) skupia się uwagę na określenie warunków osiągniecia stanu równowagi. Analiza rachunku zysków i strat staje się punktem wyjścia do wprowadzenia pojęć popytu i podaży na poszczególne dobra i usługi. W odbiegający od tradycyjnego podejścia podręcznikowego, Skousen omawia potrzeby konsumentów, to w jaki sposób zmieniają się ich gusta, jak reagują na zmiany cen, w jaki sposób potrzeby konsumentów spełniane są przez dostawców, w jaki sposób aktywność przedsiębiorców stale zaburza sytuację, jak tworzone są nowe dobra oraz „jak ziemia, praca, kapitał i przedsiębiorczość współpracują w celu zaspokojenia potrzeb konsumentów”. Autor podkreśla też, że o ile współpraca jest niezbędna, to równie istotne jest zrozumienie konfliktów i problemów jakie pojawiają się pomiędzy właścicielami ziemskimi, robotnikami i kapitalistami. W kolejnych rozdziałach analizowane są również rożne stopnie konkurencji i monopolu. Jeden rozdział poświęcony jest analizie roli przedsiębiorczości w rozwoju gospodarczym. Wiele uwagi poświęca Skousen analizie procesów finansowych, rynkom akcji i obligacji.

W kolejnych pięciu rozdziałach Skousen skupia się na analizie tego w jaki sposób gospodarka działa jako całość, czyli przedstawia problemy tradycyjnie zaliczane do makroekonomii. Opisuje Zagregowaną Strukturę Produkcji oraz przedstawia rożne sposoby mierzenia aktywności gospodarczej (np. Nakłady Krajowe Brutto (NKB), wydatki pośrednie (WP), Produkt Krajowy Brutto (PKB), Dochód Narodowy (DN)). Wprowadzając ‘udoskonaloną wersję Zagregowanej Podaży i Popytu’, Skousen stara się podkreślić kluczową rolę stóp procentowych dla dążenia do makroekonomicznej równowagi i osiągnięcia wzrostu gospodarczego. Naturalnie Skousen opisuje obszary tradycyjnie przypisywane analizie makroekonomicznej jak inflacja, pieniądz, czy system bankowy, czyni to jednak w sposób odbiegający od tradycyjnie używanego w podręcznikach ekonomii. Zainteresowaniu się tego typu problemami makroekonomicznymi sprzyjają zarówno sposób prezentacji (zwłaszcza komunikatywny język) jak i liczne ‘przykłady z życia gospodarczego’.

Kolejne 8 rozdziałów poświęcone jest polityce rządu i wpływowi tej polityki na rozwój gospodarczy. Na początku tej czwartek części Skousen przedstawia rozważania teoretyczne (ilustrowane licznymi przykładami z życia gospodarczego), a dopiero po tym odnosi się do sfery polityki rządu.  Ponadto, biorąc pod uwagę to w jakim ogromnym zakresie współczesne rządy wpływają na rozwój gospodarczy, zawarcie tej problematyki w podręczniku do podstaw ekonomii wydaje się w pełni uzasadnione. Odpowiednie przedstawienie tej problematyki może być także pomocne w zrozumieniu, i krytycznej analizie, publikacji w tzw. massmediach (prasa, telewizja, radio, internet). Skousen stara się odpowiedzieć na tak ważne pytania jak: które z funkcji państwa są uzasadnione, jaką rolę pełni rząd w polityce pieniężnej. W kolejnych rozdziałach Mark Skousen przedstawia teorią i praktykę opodatkowania, długu narodowego i wydatków finansowanych z deficytu, opisuje wpływ polityki fiskalnej i monetarnej rządów na inflację, recesję i cykl koniunkturalny. W tej części podręcznika widać wyraźnie osobisty, krytyczny stosunek Skousena do dominującego myślenia polityków, ekonomistów, ale także i wielu przedsiębiorców, opartego na ekonomii keynesowskiej. W kilku rozdziałach Mark Skousen zajmuje się także regulacjami rządowymi mającymi wpływ na stan środowiska naturalnego, handel międzynarodowy, rolnictwo, mieszkalnictwo i przedsiębiorczość.

 W ostatnim, dwudziestym ósmym rozdziale, zatytułowanym ‘Co robią ekonomiści?’ Mark Skousen zauważa, że ekonomia rozszerzyła swoje wpływy poza politykę rządu, ma istotny wpływ na ‘świat wielkich finansów, zarządzanie przedsiębiorstwem, prawo, kryminologię, socjologię, religię i inne dyscypliny’. Celem tego rozdziału jest też pokazanie wglądu w zawód ekonomisty osobom zainteresowanym taką karierą. Skousen zadaje pytanie ‘Czy powinieneś studiować ekonomię?’ i dalej pisze: „Zachęcam do tego z kilku powodów. To studia o szerokim zakresie dotykające wielu obszarów zainteresowań, w tym matematyki, statystyki, pieniądza, rynku akcji, biznesu, dziennikarstwa i polityki. Ekonomia może ci się przydać w twojej karierze, nawet jeśli zdecydujesz się robić coś innego”.

W jednym z podrozdziałów, Skousen przestawia siedem podstawowych reguł, których zastosowane do różnych problemów, może zmienić świat. Skousen nazywa je ‘siedmioma potężnymi narzędziami ekonomii’. Narzędzia te stale przewijały się w książce przy okazji dyskusji różnorakich problemów. Wymieńmy może je tylko, a ich krótki opis można znaleźć w Logice ekonomii na str. 750-3: 1. Odpowiedzialność. 2. Oszczędzanie i analiza kosztów i korzyści 3. Oszczędności i inwestycje. 4. Bodźce. 5. Konkurencja i wybór. 6. Przedsiębiorczość i innowacje 7. Opiekuńczość.

 Warto też zwrócić uwagę, że każdy rozdział Logiki ekonomii kończy się w podobny, interesujący sposób, mianowicie po dyskusji specyficznego problemu w danym rozdziale, przedstawione jest ‘Podsumowanie’ oraz lista ważnych terminów użytych w tym rozdziale. Po tym przedstawiane są sylwetki znanych ekonomistów, którzy wnieśli duży wkład w rozwój problematyki poruszanej w danym rozdziale (ta cześć nazywana jest ‘Wpływowi ekonomiści’). Na samym końcu każdego rozdziału przedstawiana jest lista problemów do rozważenia oraz zalecana literatura do dalszego studiowania.

Zarówno w wydaniu polskim, jak i w wydaniu amerykańskim spis treści jest bardzo krótki, ogranicza się do tytułów rozdziałów. Wydaje mi się, że pożytecznym byłoby przedstawienie bardziej szczegółowego spisu treści (dostępny tutaj), co zaproponowałem wydawcy polskiego tłumaczenia tego podręcznika). Taki przegląd poruszanej problematyki, bez konieczności dłuższego wertowania podręcznika, mógłby być dobrą zachętą do podjęcia systematycznego studiowania Logiki ekonomii Marka Skousena. Warto przeczytać tytuły poszczególnych sekcji w każdym rozdziale, bo daje to ogólny pogląd o treści tego podręcznika i pozwala sobie wyrobić opinię o tym jak różny jest ten podręcznik od innych, standardowo używanych na polskich uniwersytetach.

 Polecam Logikę ekonomii Marka Skousena wszystkim – studentom, nauczycielom, każdemu zainteresowanemu poznaniu istoty zjawisk gospodarczych. To będzie logiczny wybór.

 

PS Kilka tygodni temu, zaproponowałem ten tekst do opublikowania na jednym z popularnych portali poruszających problemy ekonomiczne. Nie został zaakceptowany i to rozumiem, taka wola wydawcy. Ciekawa była jednak argumentacja. Początkowy tekst, który przesłałem, był znacznie dłuższy (pisałem tam m.in. o podręczniku Wiesława Sameckiego pt. Wprowadzenie do ekonomiki i o opublikowanej w 1896 roku Logice Ekonomii Zygmunta Herynga). Pan Redaktor napisał wtedy: „Przeczytałem Pana artykuł, ale przyznam że mam z nim spory kłopot. Nie wiem bowiem jaka jest właściwie jego teza. W tej chwili jest to luźno powiązana opowieść o pracach kilku ekonomistów, ale dlaczego akurat o tych, dlaczego teraz? Jakimś punktem wyjścia mogłoby być wydanie książki Skousena, ale to też słabe, bo praca nie jest nowa. … tekst jest 3 razy dłuższy niż nasze publikacje. Nie skupi Pan uwagi … w sytuacji gdy ludziom wystarcza 140 znaków.”

Pomyślałem, ‘dobrze skrócę tekst ’ i wysłałem go w takiej postaci jaką zamieszczam tutaj. W odpowiedzi mogłem przeczytać m.in.: „Tekst artykułu nie może zaczynać się od  zdania, że się coś wydarzyło kilkanaście lat temu. Nowością jest jak rozumiem fakt, że wreszcie ukazała się książka Skousena. U nas nowa, ale to na Boga czwarte wydanie, wiec nie nowa. Jej cechy opisuje Pan dopiero potem, a pierwszą połowę teksu poświęca Pan innemu bohaterowi, O’Rource. Dlaczego wiec zaczyna Pan od Skousena skoro uznaje ze najpierw trzeba opowiedzieć o kimś innym? … Nie robimy zachęt do studiowania jakichś fragmentów ekonomii tylko na zasadzie, że to ważne. Zbyt wiele rzeczy jest ważnych.”