Kilka dni temu Pani premier Ewa Kopacz powiedziała, że  „Polacy powinni wreszcie zarabiać, tak jak zarabia się na Zachodzie … Doprowadzenie do tego to wyzwanie na następne cztery lata”. Można potraktować te słowa jako puste gadanie, tak jak w ostatnich kilku tygodniach, w ramach kampanii wyborczej, traktuje się obietnice wszelkiej maści polityków. Tak nawiasem mówiąc, zastanawiam się kiedy ten poziom absurdu płynący z ust polityków osiągnie taki poziom, że po prostu będziemy ich ignorować i przestaniemy całkowicie słuchać.

Czytajać te słowa Ewy Kopacz zastanawiałem się nad tym czy w większości politycy są tak głupi, że w istocie w kwestiach gospodarczych nie wiedzą co mówią, czy też są cynicznymi kłamcami. Nie byłoby może tak źle gdyby byli cynikami i kłamali, boję się jednak, że prawdziwa jest ta pierwsza możliwość. 

Gdyby inżynier powiedział, że jest w stanie zbudować pojazd (pociąg, samochód, samolot, …) który w ciągu paru minut będzie w stanie przewozić ludzi z Wrocławia do Gdańska, to potraktowalibyśmy go jako wariata (bo nawet gdyby zbudować taki pojazd np. rakietowy, to przyspieszenia musiałyby być tak duże, że żaden człowiek nie wytrzymałby tego). A coś takiego słyszymy niemalże co dzień z ust polityków, obiecujących wyborcom wszystko, nawet najbardziej absurdalne rzeczy.

Każdy system dynamiczny (a system gospodarczy takim jest) ma swoja tzw. wewnętrzną dynamikę, charakteryzowany przez specjalistów np. przez tzw. stale czasowe sytemu. Kiedy podgrzewamy w zimie pokój, to nie oczekujemy, że w ciągu paru minut temperatura w nim podniesie się np. z 10 stopni Celsjusza do 25 stopni Celsjusza. Spodziewamy się, że w zależności od wielkości tego pokoju może potrwać to od kilkudziesięciu minut (dla małego pokoju) do kilku godzin (dla dużego pokoju).

Podobnie jest w systemie gospodarczym, który też ma swoje ‘stałe czasowe’. Zarobki pracowników nie wzrosną tylko dlatego, że Pani Premier sobie tego zażyczy, czy dlatego, że związki zawodowe ‘tupną nogą’. Nie jest chyba wykraczającym poza zdolności intelektualne każdego człowieka to by zrozumieć, że wielkość zarobków jest pochodną jego produktywności. W Polsce w ostatnich 26 latach ta produktywność rośnie znacznie szybciej niż na tzw. Zachodzie, ale 26 lat temu zaczynaliśmy z bardzo niskiego jej poziomu. To dzięki temu nadrobiliśmy zaległości, i jeśli 26 lat temu średnio w Polsce zarabialiśmy ok. 10 razy mniej niż na Zachodzie, to obecnie zarabiamy ok. 3-4 razy mniej. Jesteśmy w stanie nadrobić dalej tę różnicę, ale fizycznie nie jest możliwe dokonanie tego w ciągu najbliższych 4 lat (jak życzyłaby sobie Pani Premier). Jeśli stworzono by odpowiednie warunki do rozwoju przedsiębiorczości (swobody gospodarowania) to moglibyśmy te zapóźnienie w stosunku do Zachodu nadrobić w ciągu najbliższych 12-15 lat. Boję się jednak, że braknie ku temu woli politycznej i może to potrwać dwa, trzy razy dłużej (jeśli w ogóle).

Warunkiem zatem jest zapewnienie wolności gospodarczej, poszanowanie własności prywatnej i budowanie zaufania społecznego. Trzeba wyraźnie powiedzieć i uświadomić ludziom, że dobrobyt bierze się z systematycznej pracy, której owoce nie są marnowane przez działania polityczne. To, że społeczeństwa zachodnie osiągnęły dobrobyt to nie jest wynik dekretów politycznych, ale ich systematycznej, ciężkiej pracy i dobrej jej organizacji w warunkach gospodarki rynkowej w ostatnich 150-200 latach. Taki stosunek do życia (nie tylko gospodarczego)  zawarty jest w zasadach klasycznego, zachodniego liberalizmu, ale także wschodniego taoizmu (o czym wspominam np. Historii myśli liberalnej – robocza wersja dostępna tutaj, patrz str. 13-15). By to zilustrować podam  na początek tylko dwa cytaty z klasycznych dzieł taoistycznych.

Lao-tsy w TAO-TE-KING, czyli KSIĘGA DROGI I CNOTY (Przeł. Tadeusz Żbikowski) napisał:

Co należy zrobić, żeby zmącenie ustąpiło?
Należy zachować spokój (i bezruch), a (woda) stopniowo stanie się czysta.
Co można zrobić, żeby zachować spokój na wieki?
Poprzez ruch (i zmiany) stopniowo spokój się zrodzi.
Ci, którzy przestrzegali tej zasady tao, nigdy nie dążyli do wypełnienia swoich pragnień do końca.

Kto wspina się na palce, nie stoi (mocno na ziemi).
Kto dwa kroki chce zrobić jednocześnie, nie idzie (szybko).
Kto ukazuje się (publicznie), nie świeci (swoją osobowością)
Kto twierdzi, że ma (zawsze) rację, to (to, co mówi), nie jest (dla wszystkich) oczywiste.
Kto domaga się uznania, nie ma żadnych osiągnięć.
Kto stara się nad innych wywyższyć, nikomu nie przewodzi.

Natomiast Czuang-tsy w Prawdziwej Księdze Południowego Kwiatu, pisząc o skuteczności działania zgodnego z naturą:
„Cz’ui rzemieślnik dokładniej kreśli koła ręką niż cyrklem. Zdawało się, że jego palce tak naturalnie dostosowują się do tego co robi, że nie musi natężać uwagi. Jego władze umysłowe były więc jednym i nie było dla nich przeszkód. Jeżeli się nie czuje nóg, to znaczy, że buty są wygodne. Jeżeli nie czuje brzucha, to znaczy, że przepaska jest dobra. Jeżeli intelekt nieświadomym jest dobra ani zła, to znaczy, że serce (Hsin) jest spokojne … A ten, kto spokojnie zaczynając, nie czuje się nigdy spokojny, nieświadom jest spokoju.”

 Tak pisząc o skuteczności systematycznej pracy, liberalizmie i taoizmie, przypomniał mi się film dokumentalny z 2010 roku pt. The Man Who Stopped the Desert (Człowiek, który zatrzymał pustynię). Jest to wzruszając historia Yacouba Sawadogo, prostego rolnika z Burkina Faso, który przez prawie 40 lat, wykorzystując tradycyjną uprawę roślin w klimacie zwrotnikowym nazywanej Zai, dzięki swojemu uporowi i systematycznemu działaniu, był w stanie zamienić obszar pustynny na żyzną glebę na której rośnie obecnie las, jak również można ją wykorzystać rolniczo.  Warto podkreślić, że poradził on sobie z problemem, nad którym od wielu lat pracują naukowcy z całego świata (nie muszę wspominać, że za grube miliony dolarów, najprawdopodobniej z publicznych pieniędzy).

Zai nie jest jakąś wyrachowaną technika rolniczą. To w istocie bardzo prosta i tania technika rolnicza, w której przy pomocy łopaty (lub siekiery) wykopuje się okrągłe  otwory w twardej ziemi, a następnie wypełnia się je kompostem. W otworach tych sadzi się nasiona drzew, prosa lub sorgo. Specyficzny kształt otworów  umożliwia zbieranie się w otworach wody  w porze deszczowej (która trwa z reguły 2-4 miesiecy) i dzięki czemu możliwe jest utrzymanie wilgoci i składników odżywczych w porze suchej. Yacouba Sawadogo wykazał się inwencja i usprawnił tradycyjną metodę, poszerzając otwory, tak aby zbierały w nich więcej wilgoci i dodając trochę gnoju, który również zachowuje wilgoć na dłużej. Co też ważne, Sawadogo przygotowuje w ten sposób ziemię w porze suchej, odwrotnie niż to mają w zwyczaju tradycyjne lokalne praktyki.

Ostatnio ciekawie o historii Yacouba Sawadogo  napisała Jaśmina Marczewska. Tam też na końcu tekstu możemy znaleźć zasmucająca historię, związaną (znów) z instytucjami państwowymi: „Źródłem problemu są kwestie dotyczące własności ziemi. Bardzo wielu drobnych rolników w Burkina Faso nie posiada gruntów, lecz tylko je dzierżawi. Koniec najmu może nastąpić w każdej chwili. Jednocześnie rząd pozwala miastom anektować pobliskie tereny, w minimalnym stopniu wynagradzając to ludziom, którzy już je zamieszkują i są wysiedlani. Tak dzieje się z wioską Sawadogo, położoną kilka kilometrów od 64-tysięcznego Ouahigoya. Na obszarze przyłączonym do tego ośrodka znalazł się las, z takim trudem wyhodowany przez Yacoubę. Władze zaczynają już budować tam domy.  Przysłani geodeci podzielili nieruchomość na niewielkie działki. Jedną z nich pozostawiono Sawadogo, przydziały dostaną również jego starsze dzieci. Cała reszta zostanie wyprzedana. Yacouba musiał bezsilnie patrzeć, jak miejscy urzędnicy wbili kołek w podłogę jego sypialni. Kolejna linia przecina grób jego ojca. Rolnik stara się teraz zebrać pieniądze, by odkupić las, w który zainwestował swoje życie. Musi zgromadzić aż 20 tys. dolarów – paradoksalnie, sam podwyższył wartość gruntu, przyczyniając się do poprawy jakości ziemi.”

Tutaj powstrzymam się od komentarza.