Na szczęście dyskusja wokół problemu zmiany czasu z letniego na zimowy (i odwrotnie) pozwala mieć nadzieję, że ten absurd wkrótce zniknie z naszego życia.

Prawdopodobnie to Benjamin Franklin był pierwszym, którzy zaproponował zmianę czasu w miesiącach letnich, po to by skorzystać z dobrodziejstw światła słonecznego w strefie umiarkowanej (w strefie równikowej dzień i noc maja mniej więcej te samą długość po ok. 12 godzin) i zaoszczędzić na oświetleniu. W liście do jednego z paryskich czasopism w 1784 roku, w trochę prześmiewczej formie przekonywał do tego by latem ludzie chodzili spać, i wstawali, wcześniej niż robią, to zimą. Może w czasach Franklina miało to sens, może też miało to sens na początku XX wieku, kiedy intensywnie rozwijała się elektryfikacja i elektryczność była używana głównie do oświetlenia (patrz np. tutaj). Wiele wskazują na to, że obecnie, kiedy udział energii zużytej do oświetlenia to maksimum kilka procent ogółu energii zużywanej przez ludzi, zmiana czasu nie ma absolutnie sensu.
Pierwsza praktyczna próba wprowadzenia zmiany czasu dokonana została przez
Brytyjczyka Williama Willetta, który zaproponował to w wydanej w 1907 roku broszurzeThe Waste of Daylight”. Pomimo wsparcia tej propozycji przez niektórych członków rządu brytyjskiego, nie udało mu się przekonać większości do wprowadzenia pomysłu w życie. Wedle opinii Willetta przestawiane w okresie letnim zegarów w Anglii o 80 minut, przyniosłoby oszczędności na oświetlaniu rzędu 2,5 mln funtów, co jak mogę szacować odpowiadało ok. 0,1% ówczesnego PKB. (dane o PKB zaczerpnąłem tutaj).

Jednakże pionierami we wdrożeniu czasu letniego byli Niemcy, którzy podczas pierwszej wojny światowej, 30 kwietnia 1916 przesunęli wskazówki zegara o godzinę do przodu, a 1 października 1916 o godzinę do tyłu. Dopiero po tym niemieckim kroku, w Anglii również zaczęto stosować zmianę czasu: z zimowego na letni (na wiosnę) i z letniego na zimowy (na jesieni). Podobnie Kongres Stanów Zjednoczonych 19 marca 1918 ustalił podział na strefy czasowe w USA i wprowadził na czas trwania wojny obowiązek stosowania czasu letniego, w celu oszczędności paliwa służącego do produkcji energii elektrycznej. W Polsce zmiana czasu została wprowadzona została w czasie okupacji hitlerowskiej, potem w latach 1946-1949, 1957-1964, i stale od 1977 roku.
Obecnie czas letni stosowany jest w blisko siedemdziesięciu państwach na świecie (m.in. we wszystkich krajach europejskich, poza Islandią).

Nie miejsce tu na bardziej szczegółową dyskusję o wpływie tej zmiany na gospodarkę i na społeczeństwo (dobrym podsumowaniem jest raport Fundacji Republikańskiej i Stowarzyszenia Koliber z 2016 roku, Zła zmiana. Negatywne konsekwencje zmiany czasu, ale patrz też tutaj).

Dostępne obecnie analizy tego problemu sugerują, że zmiana czasu nie wpływa w sposób znaczący na szeroko rozumiane procesy energetyczne, natomiast negatywnie wpływa na transport (bo, przedsiębiorstwa muszą zmieniać rozkłady jazdy), na systemy internetowe banków i innych instytucji finansowych (które z tego powodu często bywają nieczynne w noce zmiany czasu), czy na zachowanie inwestorów giełdowych (którzy przez kilka dni po zmianie czasu ponoszą niepotrzebne straty finansowe spowodowane błędnymi decyzjami inwestycyjnymi; np. straty te są dwu-, a nawet pięciokrotnie większe niż zwykle obserwowane w każdy poniedziałek). Przez kilka dni, a nawet tygodni, po każdej zmianie czasu spada wydajność pracowników i zwiększa się liczba zwolnień.

Badania pokazuję też, że po zmianie czasu występuje większe ryzyko zawałów serca, zwiększa liczbę wypadków drogowych, pojawiają się zaburzenia snu, samopoczucia i nastroju.

W coraz większym stopniu zmian czasu jest nieaprobowana przez społeczeństwo. Jak wynika z badania opinii publicznej, przeprowadzonej na zlecenie Komisji Europejskiej przez ICF International  w 2014 roku, 76% Europejczyków wyraziło się negatywnie o  dokonywanych corocznie zmianach czasu.

Ciekawe jest to, że w większości przypadków wprowadzeniu (a raczej można powiedzieć, wymuszeniu przez rząd) czasu letniego nie towarzyszyły żadne obiektywne badania dotyczące skutków takich zmian. Przykładowo, w 1975 roku, Departament Transportu USA zaproponował rozszerzenie czasu letniego z sześciu do ośmiu miesięcy, co według urzędników miało zmniejszyć przestępczość, zwiększyć bezpieczeństwo transportu oraz pozwolić na oszczędność energii.  Kiedy dociekliwi dopytywali się czy dokonano stosownych wyliczeń departament oświadczył, że nie poda jakichkolwiek wyliczeń, które udowadniałyby, że zmiana jest korzystna. Natomiast w 1976 roku, Narodowy Urząd Normatywny USA stwierdził, że nie obserwuje się żadnych oszczędności energii ani zmian w liczbie wypadków. Zaobserwowano natomiast zwiększoną liczba wypadków dzieci w trakcie godzin porannych, ale nie przypisano tego do zmiany czasu.

Ociera się o absurd sytuacja kiedy to przeprowadzana dwa razy w Polsce zmiana czasu powoduje perturbacje w transporcie kolejowym, np. przy odwoływaniu jesienią czasu letniego pociągi pasażerskie, które są na trasie w chwili przestawiania zegarów, muszą wydłużyć postój o godzinę na najbliższym posterunku ruchu, lub punkcie ekspedycyjnym, na którym mają postój handlowy, aby jechać dalej zgodnie z rozkładem jazdy. Natomiast przy wprowadzaniu czasu letniego wszystkie pociągi, które są na trasie w chwili przestawiania zegarów, są opóźnione o godzinę.

Gdy następuje zmiana czasu uciążliwe stają się też problemy z zakupieniem biletu lub dotarciem na dworzec lotniczy, kolejowy, czy autobusowy o odpowiedniej porze. Może drobnym, ale dla wielu uciążliwym problemem jest też ustalanie terminów międzynarodowych rozmów telefonicznych.

 Często podawanym przykładem są wyniki badań przeprowadzonych w amerykańskim stanie Indiana (USA), które wyraźnie pokazują, że zmiana czasu spowodowała tam więcej strat niż korzyści. Wynika to m.in. z tego, że obecnie w gospodarstwach domowych znacznie więcej energii niż oświetlenie, pochłania używany sprzęt AGD, ogrzewanie czy klimatyzacja. Jak się szacuje w USA i Kanadzie oświetlenie domowe to jedynie 3,5% całkowitego zużycia energii elektrycznej. Okazało się, że po wprowadzeniu czasu letniego w stanie Indiana, opłaty za zużycia energii elektrycznej wzrosły. Natomiast z badań prowadzone w Kalifornii wynika, że w tym stanie zmiana czasu nie powoduje zmian w zapotrzebowaniu na energię elektryczną. Z kolei Japończycy wyliczyli, że stosowanie czasu letniego może zmniejszyć emisję dwutlenku węgla o 400 tys. ton i pomóc zaoszczędzić do 930 mln litrów paliwa. Oszacowano też, że zmiana na czas letni przyczynia się do spadku liczby ulicznych kradzieży o 10 proc. Widać, że wyniki różnorakich badań nie są jednoznaczne i bardzo prawdopodobne, że znacznie większe oddziaływanie na zużycie energii maja czynniki losowe.

Zmiana czasu jesienią powoduje straty wielu firm, bo firmy muszą zapłacić pracownikom za dodatkową, nadliczbową, godzinę pracy, a zmiana wiosenna doprowadza często do dezorganizacji pracy (bo faktyczny czas funkcjonowania zmiany nocnej jest o godzinę krótszy; niektórym procesom technologicznym trudno jest ‘zrozumieć’, że muszą przyspieszyć lub opóźnić czas ich trwania, np. reakcji chemicznej, tak by następną zmiana pracowników mogła przejąć kontrolę nad nim tak jak to zwykle bywa).

Nawet gdyby uzasadnione było wprowadzenie zmiany czasu na początku XX wieku, to takiego uzasadnienia nie ma obecnie w sytuacji powszechnego użycia globalnych sieci telekomunikacyjnych i internetu, międzynarodowego transportu lotniczego, kolejowego, czy autobusowego, globalnych powiązań systemów finansowych.

Może czas by zakrzyknąć do przewodniczącego Komisji Europejskiej: „Panie Juncker, czas wrócić do normalności i przestać żonglować czasem letnim i zimowym”.