Witold Kwaśnicki

Własność, Wolność, Odpowiedzialność i Wzajemne zaufanie

Wpisy w kategorii: Bez kategorii

Polityka przeżywa wyraźny kryzys. Politycy nie są w stanie sprostać wyzwaniom współczesnego świata. Wiele wskazuje na to, że żyjemy w okresie przedefiniowania roli i znaczenia państwa. W ostatnich dziesięcioleciach politycy zepsuli niemalże wszystkie dziedziny w których funkcjonuje państwo. Poczynając od najważniejszych ról, tradycyjnie przypisywanej państwu, mianowicie stanowienie prawa, zapewnienie bezpieczeństwa (policja, wojsko), poprzez już uzurpatorskie role, jak opieka zdrowotna, edukacja, ‘walka z bezrobociem’, opieka nad biednymi, opieka społeczna i emerytury, a na ‘drobnych’ sprawach jak ‘budowanie więzi społecznych’, ‘budowanie społeczeństwa obywatelskiego’, kończąc.

Prawo w większości państw rozwiniętych gospodarczo jest tak skomplikowane, że już chyba niewielu je rozumie. W Stanach Zjednoczonych od 1936 roku (wcześniej nie było takiej potrzeby!) publikowany jest Federal Register, miał wtedy ok. 2 600 stron, obecnie jest to ok. 80 000 stron; podobno prawo Unii Europejskiej spisane jest na ponad 130 000 stronach. Nie wiem ile stron zajmuje spisane prawo w Polsce, ale np. ‘z obliczeń firmy Grant Thornton za 2014 r., w Polsce w 2014 roku w życie weszło łącznie 25 634 stron maszynopisu nowego prawa, nowych ustaw, rozporządzeń i innych dokumentów, które tworzą lub zmieniają obowiązujące przepisy prawa’. Kto jest w stanie to wszystko ogarnąć?

W podobnym duchu można byłoby skomentować każdą dziedzinę życia w którą zaangażowane jest państwo. Czy politycy doprowadzą do zapaści państwa? Jaki wyłoni się wtedy nowy porządek społeczny?

Coraz częściej nad tym problemem zaczynają się zastanawiać różnego rodzaju ‘think tanki’. Wczoraj dostałem w mailu informację o organizowanej przez Mises Institute konferencji pt. The end of politics, zilustrowaną bardzo wymowną grafiką, którą przedstawiam poniżej.

 The end of politics FlagBlock

Warto zastanowić się nad pytaniami zawartymi w informacji o tej konferencji, na które 5 listopada próbować będą odpowiedzieć Lew Rockwell, Robert Murphy, Jeff Deist, Roger Stone.

Wydaje mi się, że flaga amerykańska na bokach tego poobijanego bloku może być zastąpiona przez flagę jakiegokolwiek kraju europejskiego, także i Polski.

Może czas byśmy i my w Polsce zorganizowali tego typu konferencję?

Mam nawet odpowiednią grafikę, która może ilustrować informację o tej konferencji. Jeden z wierszy w tomiku Krzysztofa Konopelskiego pt. obajaja Krzysztofa Kolumba, sam autor zilustrował takim oto poobijanym słupkiem.

 Krzysztof_Konopelski_jeszcze_Polska_2007

 

Kryzys państwa jest wyraźnie widoczny w Polsce. Poziom zaufania jakimi darzymy się wzajemnie (zaufania społecznego, jak to jest nazywane przez specjalistów) jest zatrważająco niski. Bez niego nie będziemy mogli zbudować prawdziwego społeczeństwa obywatelskiego. Na to, że państwo (politycy) mogą być pomocni w budowaniu tego zaufania liczyć nie możemy. Jaki jest poziom debaty sejmowej każdy widzi. Parlamentaryzm, taki jaki moglibyśmy sobie wyobrażać i życzyć, ten zapisany w tradycji europejskiej, u nas nie funkcjonuje. Może faktycznie powinniśmy się cofnąć 500 lat i wdrożyć w życie tę ważną zasadę zawartą w konstytucji Nihil Novi, uchwalonej na Sejmie Radomskim w 1505 roku: Nihil Novi sine communi consensu (nic nowego bez zgody powszechnej). W XVI wieku nie za bardzo nam się to udało, ale teraz w dobie zaawansowanej technologicznie komunikacji społecznej byłoby to możliwe?

Nie bez przyczyny swoją stronę w internecie zatytułowałem: ‘Własność, Wolność, Odpowiedzialność i Wzajemne zaufanie’. Nie jest możliwe zbudowanie w Polsce dobrobytu i osiągnięcie zadowolenia, bez poszanowania własności prywatnej (co wiąże się także z niskimi podatkami), bez swobody wypowiedzi i swobody gospodarowania, bez powrotu do tradycyjnych zasad odpowiedzialności i wzajemnego zaufania w naszych relacjach społecznych i gospodarczych.

W dzisiaj opublikowanym przez The Economist artykule prezydent Barack Obama napisał „System polityczny w Ameryce może być frustrujący. Wierzcie mi, wiem to.” (America’s political system can be frustrating. Believe me, I know.). Myślę, że ten system polityczny jest frustrujący nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale jest tak w większości (jeśli nie we wszystkich) współczesnych krajach, w tym i w Polsce. Co zrobić by tak nie było, byśmy tej frustracji nie odczuwali? 

PS Dawno nie było wpisu, przepraszam. Wiem, że powinienem się mobilizować i mimo chronicznego braku czasu pisać; tym bardziej, że tematów i materiałów do pisanie jest sporo, a nawet ogrom.  

Łatwiej mi niekiedy napisać krótki i szybki komentarz na Facebooku, co ostatnio czynię często. Między wpisami zapraszam do siebie na
https://www.facebook.com/witold.kwasnicki.9

Neoliberalizm atakowany jest ze wszystkich możliwych stron. W Rzeczpospolitej (23 czerwca 2016 r) ukazała się moja polemika z prof. Elżbietą Mączyńska i posłem Januszem Szewczakiem (skan obu wywiadów jest dostępny tutaj, pdf z moją polemiką tutaj). Pozwalam sobie zamieścić poniżej  oryginalny tekst jaki przesłałem do redakcji Rzeczpospolitej (która dokonała jedynie drobnych skrótów i ‘uplastyczniła’ mój oryginalny tekst – co dla mnie jest też pożyteczne, bo pokazuje jak pracują profesjonaliści).  

W środowym wydaniu Rzeczpospolitej (15 czerwca 2016 r) ukazał się wywiad z prof. Elżbietą Mączyńską, Prezesem Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, pod bardzo niepokojącym tytułem ‘Neoliberalizm jest groźny dla rozwoju kraju’. Piszę te swoje uwagi jako (jeszcze) członek PTE pragnąc wyrazić swój sprzeciw wobec tego typu stanowiska i podkreślić, że choć w ogromnej mniejszości, są osoby w PTE, które ‘myślą inaczej’.

Tego typu retoryka jest obecna bardzo częsta, niemalże codziennie zdarza mi się czytać tekst zohydzający liberalizm. By daleko nie szukać, w podobnym duchu wypowiada się Janusz Szewczak w wywiadzie ‘Polska transformacja miała cechy kolonialne’ publikowany obok wywiadu prof. Mączyńskiej.  Na pytanie ‘Czy model neoliberalny jest rzeczywiście zagrożeniem dla dalszego rozwoju Polski?’, Janusz Szewczak odpowiada: „Absolutnie tak. Powtarzałem tę tezę od prawie 20 lat i mogę powiedzieć, że neoliberalizm dzisiaj schodzi ze sceny światowej, i to schodzi w bardzo wstydliwych okolicznościach.”

Ciągle zastanawiam się skąd bierze się taka postawa? Najczęściej chyba z całkowitego niezrozumienia czym jest liberalizm, ale bardzo często z chęci przyłożenie (dokopania) tym wstrętnym liberałom, bo to przecież oni są odpowiedzialni za wszelkie zło tego świata. Najgorsze jest to, że osoby krytykujące neoliberalizm nie definiują tego co rozumieją  przez to słowo, czym dla nich jest neoliberalizm. Jakże często ta niechętna postawa wobec liberalizmu (neoliberalizmu w istocie, bo takie słownictwo jest powszechne) przybiera formę ‘ustawiania sobie chłopca do bicia’.

Pełna analiza wypowiedzi prof. Mączyńskiej wymagałaby dłuższego opracowania, bo niemalże każde zdanie prowokuje do solidnej repliki. Nie mam na to tutaj miejsca, dlatego ograniczę się tylko to kilku, tych najbardziej ‘soczystych’ wypowiedzi. Prof. Mączyńska twierdzi, że „system neoliberalny prowadzi do narastania sprzeczności, jakie tkwią w gospodarce wolnorynkowej. Ten system umacnia pozycje monopolistyczne wielu producentów, co z jednej strony utrudnia postęp, a z drugiej prowadzi do narastania nierówności.” W prawdziwej gospodarce rynkowej sprzeczności nie mogą wystąpić (niemalże z definicji, jeśli tylko do wymiany dochodzi w wyniku zgody obu stron – niewymuszonej woli kupującego i sprzedającego). Nie bez przyczyny Frédéric Bastiat zatytułował dzieło swojego życia ‘Harmonie ekonomiczne’. Te sprzeczności w gospodarce powstają w wyniku interwencji państwa w mechanizmy rynkowe. To rząd Stanów Zjednoczonych wymuszając udzielanie kredytów hipotecznych doprowadził do ostatniego kryzysu finansowego.

Monopol w gospodarce rynkowej jest zawsze chwilowy, a jeśli występuje to zwykle jest z korzyścią dla konsumenta. Idąc myślami prof. Mączyńskiej można  byłoby powiedzieć, że te wstrętne monopole wykreowane przez Google czy Microsoft doprowadziły do ‘utrudnienia postępu’. Tylko ślepy na to co dzieje się we współczesnej gospodarce może tak twierdzić.

Dalej możemy wyczytać w tym wywiadzie, że „Neoliberalizm to system, który sam sobie strzela w stopę, bo chcąc zarabiać, trzeba znaleźć konsumenta, a przy coraz większej koncentracji bogactwa w coraz węższej grupie społecznej staje się to coraz trudniejsze.” Na Boga, czy to ci bogaci kupują coraz to tańsze i bardziej zaawansowane telefony komórkowe, komputery, telewizory, …, czy to ci bogaci w coraz większej liczbie latają tanimi liniami lotniczymi? Andrew Carnegie, Joseph Schumpeter i wielu innych przedsiębiorców i ekonomistów, zwracali uwagę na to, że cechą najistotniejszą kapitalizmu, systemu rynkowego, jest przekuwanie tego co było kiedyś luksusem w dobro powszechnie dostępne.

Bardzo łatwo powiedzieć, że obecny kryzys to efekt ‘neoliberalnych reform’, ‘deregulacji’, ‘rozpasanego wolnego rynku’,  i czego tylko można jeszcze wymyślić, byleby tylko kojarzyło się z liberalizmem. Wyrażających tego typu opinie zwykle pytam: pokażcie mi jeden przykład państwa w ostatnich 30 latach, które funkcjonowało na zasadach liberalnych, na zasadach zaproponowanych przez przedstawicieli Szkockiego Oświecenia w XVIII wieku, na zasadach klasycznego, wigowskiego liberalizmu. Możecie nazwać te systemy ostatnich 30 lat (np. w państwach OECD) liberalnymi czy neo-liberalnymi, ale one na prawdę nie mają wiele wspólnego z prawdziwymi zasadami liberalizmu.  Można sobie ustawiać ten liberalizm jak ‘chłopca do bicia’, ale nie zmieni to faktu, że pierwotną przyczyną ostatniego kryzysu (który nawiasem mówiąc był przede wszystkim kryzysem moralnym, etycznym) jest to co dzieje się na styku polityka-biznes.

Wzajemne przenikanie się biznesu i polityki, ta swoista karuzela stanowisk, warta jest podkreślenia. Nie szukajmy daleko (a przykładów można by mnożyć), choćby ‘uroczystość’ otwarcia gazociągu Nord Stream. Najpierw kanclerz Gerhard Schröder, w ostatnich tygodniach swojego urzędowania, podpisuje umowę z Rosją o budowie gazociągu północnego, a potem obejmuje intratne stanowisko w radzie nadzorczej kontrolowanego przez Rosjan konsorcjum Nord Stream, budującego gazociąg. Inny, pierwszy z brzegu przykład, ale odnoszący się do ostatniego kryzysu, Henry Paulson, były prezydent i dyrektor wykonawczy Goldman Sachs, zostaje sekretarzem skarbu USA. Upadek 15 września 2008 roku banku inwestycyjnego Lehman Brothers, największego konkurenta Goldman Sachs, uważany jest za początek obecnego kryzysu finansowego. Zaraz po upadku Lehman Brothers, Henry Paulson przygotowuje ogromny, 700 miliardowy program pomocy systemowi bankowemu TARP.

Jak się jednak przyjrzeć dokładniej temu o czym mówią prof. Mączyńska, poseł Szewczak, i wielu innych, to systemem który krytykują, nie jest żaden neoliberalizm, ale ‘kapitalizm kolesiów’, ‘kapitalizm polityczny’, kapitalizm kreatywny (jak sam proponuję ten system nazwać). Dlaczego dokonuje się takiego nadużycia? Wydaje się, że z racji swego wykształcenia i doświadczenia zawodowego, powinni on rozumieć istotę liberalizmu, kapitalizmu i wolnego rynku.

Prof. Mączyńska twierdzi, że: „To skutek tego, że neoliberalizm charakteryzuje się fetyszyzacją PKB. … system neoliberalny nakazuje ciągły wzrost bez względu na konsekwencje społeczne i ekologiczne … Neoliberalizm koncentrował się tylko na wzroście gospodarczym. Sprawy społeczne, a także ekologiczne pozostawały drugorzędne.” To znów widać brak zrozumienia idei liberalnych. Może dobrze byłoby aby ci którzy z ohydą patrzą na liberalizm zapoznali się przynajmniej z podstawowymi zasadami liberalizmu, by mogli sobie sami odpowiedzieć na pytanie czym w istocie jest liberalizm? Na początek proponuję Ludwiga von Misesa, Liberalizm w klasycznej tradycji. System Społeczno-Ekonomiczny (1989, oryginalne niemieckie wydanie w 1927 r.). Jak pisał Mises:

„Liberalizm nie jest kompletną doktryna lub określonym dogmatem. Całkiem przeciwnie: jest zastosowaniem nauki do życia człowieka w społeczeństwie. [...] Liberalizm jest doktryną dotyczącą całkowicie wzajemnego postępowania ludzi w stosunku do siebie w tym świecie. [...] Liberalizm nie przyrzeka ludziom szczęśliwości i zadowolenia, ale tylko możliwie najobfitsze zaspokojenie wszystkich tych pragnień, które mogą być zaspokojone rzeczami zewnętrznego świata. Liberalizm często krytykowany jest za zbyt materialne nastawienie do człowieka. Twierdzi się, że nie ma on nic do zaoferowania dla zaspokojenia tzw. wyższych potrzeb człowieka. Trzeba być świadomym, że odpowiednia polityka społeczna może przyczynić się do polepszenia bytu materialnego, ale nigdy nie zdoła uczynić ludzi szczęśliwszymi, czy też zadowolić ich najskrytsze pragnienia.”

Liberałowie uważają wręcz, że „szczęście i zadowolenie z losu nie zależy od żywności, odzienia i mieszkania, ale przede wszystkim od wewnętrznych myśli i marzeń człowieka”. Troszcząc się przede wszystkim o materialny byt człowieka, liberalizm nie lekceważy duchowej strony życia. Taki stosunek liberalizmu do sfery duchowej wypływa z przekonania, że żadne regulacje zewnętrzne nie mogą wpływać na to, co najwyższe i najgłębsze w człowieku. Liberałowie dążą do stworzenia odpowiednich warunków dla zaspokojenia materialnych potrzeb człowieka, traktując to jako warunek konieczny jego pełnego duchowego rozwoju. Wypływa to z ich przekonania, że „inne duchowe bogactwa nie mogą przyjść do człowieka z zewnątrz, ale z wnętrza jego własnego serca”. To co najważniejsze w liberalizmie, to chęć stworzenia zewnętrznych warunków, koniecznych do zbudowania bogatego życia wewnętrznego. Liberałowie wierzą nie tylko w możliwości doskonalenia się ludzi, ale też i w możliwości polepszania warunków zewnętrznych, w których przychodzi im żyć. Co jednak równie istotne, liberałowie są przekonani, że w perspektywie długookresowej, w toku ludzkich dziejów dokonuje się rzeczywiste doskonalenie się człowieka i poprawa jego warunków życia, przy czym okresy najszybszych zmian na lepsze doświadczane były przez cywilizacje, które umożliwiały jednostką względną swobodę działania, w imię ich własnego interesu. Liberalna wiara w możliwości doskonalenia się człowieka zakłada empiryczny i pragmatyczny stosunek do zastanej rzeczywistości, skłonności do eksperymentowania i poszukiwania coraz to lepszych rozwiązań. Pod tym względem liberałów można nazwać ewolucjonistami, bo podobnie jak w ewolucji naturalnej, lepsze rozwiązania poszukiwane są metodą prób i błędów, a znalezione rozwiązania zawsze poddawane są jak najszybszej konfrontacji z rzeczywistymi warunkami i sprawdzeniu ich przydatności w warunkach rzeczywistych. Mises kończy swoją książkę o liberalizmie stwierdzeniem, które warto wielokrotnie powtarzać: „Liberalizm nie jest religią, ani żadnym światowym poglądem, żadną partią specjalnych interesów. … Liberalizm jest czymś całkowicie różnym. Jest ideologią, doktryną wzajemnej zależności wśród członków społeczeństwa i równocześnie, zastosowaniem tej doktryny do zachowania się ludzi w aktualnym społeczeństwie. Nie obiecuje nic, co przekracza to co może być osiągnięte w społeczeństwie i przez społeczeństwo. Pragnie dać ludziom jedną rzecz, spokojny, niezakłócony rozwój materialnego dobrobytu dla wszystkich ludzi, by osłonić ich przed zewnętrznymi przyczynami bólu i cierpień, o ile to leży w mocy społecznych instytucji w ogóle. Zmniejszać cierpienia, zwiększać szczęście: to jest cel liberalizmu.”

Prof. Mączyńska twierdzi, że „Właściwie przez całe 27 lat sprawy społeczne były spychane w Polsce na margines.” Tu mogę się częściowo zgodzić z tą opinia, proszę jednak zauważyć, że przez te 27 lat, jedynie przez pierwsze dwa lata po wprowadzeniu reform w 1990 roku, mieliśmy do czynienia z rządem liberalnym (może nawet lepiej byłoby napisać ‘w zasadzie liberalnym’). Wszystkie inne rządy przez pozostałe 25 lat to rządy etatystów, interwencjonistów, stale ‘grzebiących w gospodarce’ i przeszkadzających polskim przedsiębiorcom.

Problem, który cały czas mnie nurtuje, to jak zmagać się z tego rodzaju wypaczeniami, nieporozumieniami, a często przekłamaniami odnoszącymi się do liberalizmu? Jakimi sposobami już nawet nie przekonać tych zohydzających liberalizm (bo to chyba nie jest możliwe), ale w jaki sposób przekonać czytelników i słuchaczy, by czytali i słuchali tego rodzaju opinie z  dużą dozą krytycyzmu, w jaki sposób wyczulić ich na nieprawdziwość takich wypowiedzi? Na razie nie znam satysfakcjonującej mnie odpowiedzi.

Prof. Witold Kwaśnicki pracuje w Instytucie Nauk Ekonomicznych na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego (jest kierownikiem Zakładu Ogólnej Teorii Ekonomii). Formalnie jest prezesem Oddziału Wrocławskiego Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego (choć złożył rezygnację w listopadzie 2015 r.).

Książki wydawane przez Instytut Misesa to nie tylko możliwość poznania alternatywnego spojrzenia na procesy gospodarcze i społeczne, nie tylko odtrutka na ekonomiczną, ortodoksyjną, mainstreamową papkę, to także ogromna przyjemność trzymania w ręku wydawanej przez nich książek. Ta dbałość o stronę edytorską, elegancję, a nawet ekskluzywność fizycznego wyglądu książek  jest także znakiem firmowym Instytutu Misesa. Przeglądnięcie wydanych już przez nich książek (np. tutaj) utwierdzi Państwa w tym co napisałem.  Warto też regularnie czytać artykuły zamieszczane na stronie internetowej Instytutu Misesa.

Mam nadzieję, że przeczytanie informacji o zamierzeniach wydawniczych Instytutu Misesa na rok 2017 zachęci Państwa do zostanie mecenasem wydania tych książek. Warto wesprzeć aktywność tych młodych ludzi (wielu z nich to moi byli i aktualni studenci i doktoranci). Miejmy świadomość, że to oni już w tym młodym wieku podjęli się misji kształtowania myślenie Polaków. Od tego typu działalności młodych ludzi, aktywnie działających w wielu innych instytucjach (nie tylko w Instytucie Misesa) zależy przyszłość Polski. Dobrze, że im się chce. Pomyślcie, może uda się Wam wysupłać te parę złotych by wesprzeć ich działalność.

Ze swej strony, z góry dziękuję za szczodrobliwość. 

Przepraszam, ale dzisiejszy wpis będzie trochę impulsywny. Właśnie przeczytałem kolejny artykuł prof. Stiglitza, stąd ta moja impulsywność.

Noblista pisze: „Zasadniczym problemem, który od kryzysu nęka gospodarkę globalną i który nieco się nasilił, jest bowiem brak zagregowanego popytu globalnego.” To typowa retoryka interwencjonistów. Jak słyszę tego typu zaklęcia (inne to np. ‘konsumpcja napędza PKB’, czy ‘rozwój gospodarczy pchany jest eksportem’, to zaczynam się telepać w środku.) Prof. Stiglitz nie widzi w tym co pisze wewnętrznych sprzeczności. Naigrawa się, że „W modelach tych kluczowe narzędzie polityki pieniężnej stanowi stopa procentowa, którą można – jak pokrętło termostatu – przesuwać w górę i w dół, żeby zapewnić uzyskanie przez gospodarkę dobrych wyników”. Przecież on dokładnie tak samo myśli, też uważa, że ma takie pokrętło, którym może zwiększyć popyt (‘zagregowany popyt’!).

Wielki (chciałoby się napisać zadufany w sobie, ale takiemu maluczkiemu ekonomiście jak ja nie wypada tak pisać) Noblista pisze „Tym, co powinny zrobić banki centralne, jest skupienie się na dopływie kredytu, co oznacza przywrócenie i utrzymywanie zdolności i chęci lokalnych banków do pożyczania pieniędzy MŚP.” Problemem jest, że, jak pokazuje doświadczanie (o czym chyba prof. Stiglitz powinien wiedzieć), małe i średnie przedsiębiorstwa bardzo niechętnie biorą kredyty i wolą swój rozwój opierać na zakumulowanym zysku, na kapitałach własnych. Tego co potrzebują to nie przeszkadzania im, dania swobody działania, mniejszych uciążliwości (nie tylko podatkowych, generalnie administracyjnych),stabilności prawa. Najbardziej ogólnie: potrzebują dbałości instytucji publicznych o ich własność.  

Dalej prof. Stiglitz pisze: „Płynącą z tego ważną lekcję można zawrzeć w starym porzekadle: „śmieci na wejściu, śmieci na wyjściu”. Jeśli banki centralne wciąż będą posługiwać się błędnymi modelami, to będą nadal popełniać błędy.” Znów profesor zapomina starą metodologiczna prawdę: ‘każdy model jest błędny’. Posługiwanie się jakimkolwiek modelem do prowadzenia tzw. polityki gospodarczej, monetarnej, fiskalnej, …, wcześniej czy później doprowadza do katastrofy. Naturalnie przedsiębiorcy też posługują się modelami, tylko, że oni te modele traktują jako narzędzie ułatwiające im bieżące decyzje, i jeśli widzą, że ‘coś jest nie tak’ to porzucają szybko taki model i szukają innego narzędzia, a bardzo często odwołuję się wtedy do swoje intuicji, doświadczenia.

Istnieje też jeszcze  inna zasadnicza różnica pomiędzy przedsiębiorcami a politykami gospodarczymi (i ekonomistami im doradzającymi). Jeśli jakiś przedsiębiorca popełni błąd to traci na tym on i jego firma (i najczęściej jest to nauczka dla innych przedsiębiorców ‘by nie iść tą drogą’). Natomiast kiedy błąd popełnia polityk gospodarczy to dotyka to milionów ludzi w danym społeczeństwie i wszyscy na tym tracą (najczęściej poza tym politykiem, bo on zawsze znajdzie usprawiedliwienie, że przecież chciał dobrze, to tylko inni mu przeszkadzali). W odróżnieniu od przedsiębiorców, politycy gospodarczy nie uczą się na swoich błędach i nie jest to sygnałem dla innych polityków by nie iść tą droga’.

Zakończę pytaniem: A jaką ma pewność prof. Stiglitz, że jego model jest dobry, a nie błędny?

Wróciłem z XXIX Olimpiady Wiedzy Ekonomicznej (OWE), której hasłem przewodnim było „Nierówności społeczne a rozwój gospodarczy”. W ostatnim etapie zawodów wzięło udział 101 uczniów szkół średnich. W pierwszym dniu zawodnicy mieli do rozwiązania zadanie analityczne, musieli wypełnić test wielokrotnego wyboru składający się z 30 pytań i napisać esej na temat: Wyjaśnij czym jest, zapisana w Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej, społeczna gospodarka rynkowa. Oceń sposób realizacji tej idei w naszym kraju po 1989 r. w kontekście przeciwdziałania nierównościom społecznym. W drugim dniu każdy z zawodników miał za zadanie przedstawić przed komisją prezentację na jeden z pięciu problemów i odpowiedzieć na jedno z piętnastu pytań.

Będąc jednym z jurorów miałem m.in. do sprawdzenia 30 esejów. Eseje były generalnie na dosyć dobrym poziomie merytorycznym, zastanowiła mnie jednak duża jednostronność wypowiedzi i brak krytycyzmu w stosunku do poglądów podręcznikowych (głównego nurtu). Dotyczyło to zarówno bardzo pozytywnego stosunku do koncepcji ‘społecznej gospodarki rynkowej’ jak i bardzo negatywnego spojrzenia na znaczenie nierówności społecznych. Jedynie w dwóch pracach znalazłem wątki mówiące o tym, że nierówności społeczne mogą odgrywać pozytywną rolę bodźca do działania i mogą być siłą napędową gospodarki, oraz krytyczne uwagi odnośnie cech które uczniowie przypisywali społecznej gospodarce rynkowej, takich jak programy opieki socjalnej, ochrony zdrowia, państwowych programów emerytalnych, redystrybucji dochodów. Odniosłem wrażenie, że idee etatystyczne dominowały w odpowiedziach uczniów. Wieczorem pierwszego dnia zawodów poprosiłem organizatorów by pozwoli mi zrobić z uczestnikami zawodów test, który zwykle robię studentom na pierwszym roku wykładów z ekonomii, tzw. ‘najmniejszy quiz polityczny świata’. (prezentacja dostępna jest tutaj, a oryginała amerykańska wersja tutaj). 

Quiz ten ma swoją kilkudziesięcioletnią tradycję. Do dzisiaj wypełniono go na stronie The Advocates of Self Government ponad 23 mln razy. Wymyślony został przed Davida Nolana, który uznał, że dychotomiczny podział na liberalizm i konserwatyzm (lewicę i prawicę) jest zbytnim uproszczeniem i może sprawiać trudności w poprawnym zaklasyfikowaniu jego poglądów. Zaproponował on by uczestnicy tego quizu wyrazili swoje opinie odnośnie pięciu problemów odnoszących się do spraw społecznych (politycznych) i pięciu problemów odnoszących się do spraw gospodarczych. To dwuwymiarowe spojrzenie pozwala na zaklasyfikowanie swoich poglądów do jednej z pięciu kategorii: socjaldemokratycznych (left liberalis), centrowych, konserwatywnych (right conservative), etatystycznych (autorytarnych) i liberalnych (libertarian).

Wyniki tego quizu przeprowadzonego wśród uczestników OWE trochę mnie zaskoczyły. Okazało się mianowicie, że na 96 odpowiedzi, 13 osób zadeklarowało się jako socjaldemokraci, 28 jako centryści, 6 konserwatyści, 14 etatyści i 35 osób uznało się za liberałów. Zastanawiający jest duży odsetek liberałów (36%) i niewielki konserwatystów (6%). Zwykle u moich pierwszorocznych studentów odsetek liberałów to kilkanaście procent, dominują zdecydowanie socjaldemokraci i centryści. Podobnie duże różnice występują w przypadku etatystów, 15% wśród uczestników OWE, a wśród moich studentów jest to zwykle kilka procent.

Ciekawe, że statystycznie wśród tych 30 prac jakie sprawdziłem powinno być ok. 10 o wyraźnych poglądach liberalnych, tymczasem takich prac, z lekkim tylko nastawieniem liberalnym, były dwie.

Wydaje mi się, że podobną niechęć do jasnego wyrażenia swoich poglądów przez uczestników OWE zaobserwowałem w trakcie ich wypowiedzi ustnych, w drugim dniu zawodów. Kiedy jednak delikatnie zachęcałem ich do jasnego zadeklarowania i wyrażenia swojej opinii, słyszałem często prorynkowe i proliberalne wypowiedzi.

Ciekaw jestem jak będzie na XXX olimpiadzie w 2017 roku. Za moją sugestią przyjęto hasło ‘Państwo a gospodarka’, jako myśl przewodnią tej olimpiady. Zaproponuję jako lekturę dla uczestników tej XXX olimpiady kilka książek o wyraźnym nastawieniu liberalnym, a może nawet uda się zaproponować ekonomistów z kręgu szkoły austriackiej?

PS Gwoli jasności, czerwona kropka na slajdzie nr 6 w tej prezentacji oznacza moje odpowiedzi w tym quizie.  

Polski system podatkowy staje się tak skomplikowany, nieprzyjazny i niewydolny, że można chyba już powiedzieć, że ociera się o absurd.

Od kilku lat na Kongresach Podatków i Rachunkowości KPMG prezentowane są wyniki badanie opinii na temat polskiego systemu podatkowego. System oceniają dyrektorzy finansowi, główni księgowi i szefowie działów podatkowych. Z roku na rok ocena  jest gorsza. Ocena dokonywana jest w skali od 1 do 5 (bardzo słabo, słabo, średnio, dobrze, bardzo dobrze) w pięciu kategoriach.
W kategorii ‘Stabilność przepisów podatkowych’ w 2016 roku nastąpił spadek do 1,9 (z 2,1 w 2015). Spadki zanotowano w kategoriach ‘Wcześniejsze informowanie o planowanych zmianach w prawie podatkowym (z 2,5 w 2015 do 2,2 w 2016),  ‘Częstotliwośc publikowania przez ministra finansów interpretacji ogólnych’ (z 2,5 do 2,4), ‘Możliwość konstruktywnej wymiany argumentów podczas kontroli podatkowej’ (z 2,5 do 2,4). Jedyny wzrost (z 2,4 do 2,6) wystąpił w kategorii ‘Nastawienie urzędników administracji podatkowej’.

Jak widać średnia ocen to 2,3, czyli ‘Słabo’, a najgorzej oceniana jest stabilność systemu podatkowego (poniżej 2).

Taka bardzo negatywna ocena polskiego systemu podatkowego staje się powszechna. Tutaj można byłoby podać tysiące różnych opinii wyrażanych zarówno przez tzw. zwykłych ludzi (obywateli, płatników podatków) jak i specjalistów, profesjonalistów, przedsiębiorców, … .  

 Chyba najwyższy czas by w myśleniu o podatkach wrócić do tego co proponowali ekonomiści Szkockiego Oświecenia. Jak wiemy Adam Smith w XVIII wieku sformułował cztery podstawowe zasady podatkowe: równość, pewność, dogodność, taniość poboru podatków.

 Jako pewnik należy przyjąć, że nie ma dobrych podatków, są jedynie mniej lub bardziej szkodliwe. Jeśli decydujemy się na istnienie państwa to zaakceptować musimy, że jego utrzymanie kosztuje. Jednym ze sposobów pokrycia tych kosztów jest pobór  podatków.

 Myśląc w tych kategoriach warto rozważyć najprostsze rozwiązanie. A jak pokazuje doświadczenie te najprostsze rozwiązania, uznawane często za niemożliwe, okazują się najskuteczniejsze (najlepsze).

 Ronald Reagan w swoim inauguracyjnym wystąpieniu jako Gubernator stanu Kalifornia, 5 stycznia 1967, powiedział; „Przez wiele lat uciszano ciebie i mnie, i wmawiano nam, że nie ma prostych rozwiązań skomplikowanych problemów, których nie jesteśmy w stanie zrozumieć. Cóż, prawda jest taka, że istnieją proste rozwiązania. Nie są one po prostu bardzo łatwe.”

 Takim prostym, choć w obecnym stanie spraw, niezbyt łatwym rozwiązaniem, jest jeden jednolity podatek. Przy obecnym stanie technologii, oraz poziomie rozwoju gospodarczego Polski (jak i innych krajów rozwiniętych) takim podatkiem mógłby być podatek od sprzedaży (konsumpcji). Likwidacja wszystkich innych podatków i wprowadzenie jednego, jednolitego (o jednakowej stopie procentowej) podatku od sprzedaży (płaconego w momencie dokonania zakupu) ma niemalże same zalety. (Pomyślmy tylko jak byłoby fajnie nie przeżywać tego co czeka nas zawsze w pierwszym kwartale każdego roku i nie bawić się w PITomanię! Pomyślmy o tych milionach przedsiębiorców nie tracących energii na liczenie i płacenie VATu. Pomyślmy o tych tysiącach pracowników urzędów skarbowych nie zmuszanych do liczenia podatków i kontroli podatników, zwolnionych z tej nudnej pracy i  czerpiących radość z produktywnej pracy u tych wolnych od VATu przedsiębiorców. … )

JJP spełnia wszystkie współcześnie postulowane zasady podatkowe: fiskalne  (wydajność, elastyczność, stałość), ekonomiczne (nienaruszalność majątku podatników), sprawiedliwości (powszechność, równość, zdolność dochodowa) i techniczne (pewność, dogodność, taniość).

 Zróbmy to! To naprawdę da się zrobić!

Wygląda na to, że jeszcze długo będę miał ‘samograja w temacie innowacyjności’.  Wielokrotnie o tym pisałem (ostatnio tutaj i tutaj). Dzisiaj przeczytałem, że istnieją już „Pierwsze ośrodki innowacji z akredytacją Ministerstwa Rozwoju”. Niestety nie znalazłem wielu informacji w jaki sposób ta akredytacja jest dokonywana i jakie są kryteria tej akredytacji. Jednym dokumentem do którego dotarłem jest ‘System akredytacji ośrodków innowacji świadczących usługi proinnowacyjne’. Połowa dokumentu to tzw. bicie piany, druga połowa zwiera ‘Kryteria wyboru akredytowanych ośrodków innowacji świadczących usługi proinnowacyjne’ oraz ‘Sposób organizacji i procedury akredytacji ośrodków innowacji świadczących usługi proinnowacyjne’. Pouczająca to lektura. 

Podejrzewam, że celem takiej akredytacji jest usprawiedliwienie dania publicznych pieniędzy na wspieranie innowacyjności (jak zwykle nieskuteczne i nieefektywne). Z pewnością powołano kolejną, ważną komisję ds. akredytacji, której godnie opłacani członkowie ciężko pracują nad tym by dać dowody tego jak rząd z troską pochyla się nad zapewnieniem inteligentnego, innowacyjnego rozwoju kraju i wspieraniu innowacyjnego rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw.

Po przeczytaniu notatki na stronach Ministerstwa Rozwoju pomyślałem, że akredytacja będzie dotyczyła instytucji (instytutów badawczych, naukowych) pracujących nad wdrażaniem konkretnych pomysłów i mających osiągnięcia w realnym rozwoju innowacji. Nie muszę pisać, że rozczarowałem się (co mnie wcale nie zaskoczyło).

Przejrzałem tzw. „Fiszki oferty usług proinnowacyjnych” tych czternastu akredytowanych ośrodków innowacji i z przerażeniem stwierdziłem, że niemalże wszystkie ośrodki oferują doradztwo i szkolenia. Jedynie Instytut Fizyki Polskiej Akademii Nauk w swoje ofercie ma konkretną techniczną, inżynierską, technologiczną ofertę.

Wygląda na to, że znów ‘para pójdzie w gwizdek’, a publiczne pieniądze będą marnowane na jakieś usługi doradcze, ‘doradztwo szkoleniowe’, ‘audyt innowacji’, ‘audyty technologiczne, innowacyjności’, ‘audyty środowiskowe’, ‘doradztwo, pomoc i szkolenia w zakresie, transferu wiedzy, nabywania i ochrony wartości niematerialnych i prawnych oraz korzystania z nich, korzystania z norm i regulacji, w których są one osadzone,…’.

 Ciąg dalszy tego typu wpisów na blogu z pewnością nastąpi (o co zadba rząd i jego agendy)


  • RSS