Witold Kwaśnicki

Własność, Wolność, Odpowiedzialność i Wzajemne zaufanie

Jak twierdzi Anna Streżyńska (GW, 15.12.2010): "Ceny detaliczne SMS-ów są za wysokie w stosunku do kosztów ponoszonych przez operatorów".  Urząd Komunikacji Elektronicznej (którego prezesem jest A. Streżyńska – bardzo operatywna Pani prezes, której boją się najwięksi monopoliści telekomunikacyjni w Polsce) przeprowadził analizę  i doszedł do wniosku, że maksymalna uzasadniona cena hurtowa za jednego SMSa to 5 gr, podczas gdy obecnie jest trzykrotnie większa. Analiza ta z pewnością kosztowała nas, podatników sporo grosza, ale może warto płacić za tego typu ekstrawagancje? W końcu UKE usilnie walczy od lat o nasze dobro – konsumenta, klienta. 
Za tą analizą idą zdecydowane działania biurokratyczne. 
Urząd ustalił, że stawki hurtowe będą regulowane, podobnie jak jest to ze stawkami hurtowymi składającymi się na ceny rozmów. Jakże miło usłyszeć,że UKE  tak bardzo dba o naszą kieszeń byśmy za dużo nie płacili za SMSy i rozmowy telefoniczne!  Godne poparcia i przyklaśnięcia. A i rząd będzie mógł się pochwalić, ze podejmuje skuteczne działania w obronie konsumentów.
Tego typu działania nie są polską specyfiką. Przykładowo, kilka lat temu we Francji, przez pół roku redakcja "Que choisir?" badała rynek. Badania te wykazały,że trzej operatorzy komórkowi we Francji – Orange, SFR i Bouygues Telecom – zawyżają ceny SMS-ów, osiągając "gigantyczne zyski na każdej wysłanej wiadomości tekstowej". Ustalono,że podczas gdy obsługa SMS-a kosztuje operatora w sumie 2,21 eurocenta (ok. 10 gr), to cena, którą płaci konsument, po uwzględnieniu różnych rabatów i promocji, jest pięć razy większa i wynosi ok. 11 eurocentów.

Nasuwa się tylko jedna  ’drobna’ wątpliwość. Czy to wszystko ma jakiś sens? Czy nie łatwiej, taniej i skuteczniej byłoby gdyby państwo zrezygnowało z udzielania koncesji operatorom telekomunikacyjnym i zagwarantowałoby swobodę wejścia nowych (i swobodę wyjścia, bankructwa) firm na rynek. Mielibyśmy wtedy na rynku nie trzech, czy czterech operatorów, którzy ‚trzęsą rynkiem’ a kilkanaście konkurujących ze sobą. Wtedy nie trzeba byłoby przeprowadzać kosztownych badań, i zatrudniać armii urzędników, aby cena ustaliła się samoistnie na minimalnym, naturalnym poziomie (np. 5-6 groszy za SMSa). 

Ruch ‚Obywatele Kultury’ zaproponował tzw. ‘Pakt dla Kultury’. Jak twierdzą jego twórcy, jest to pierwsza w demokratycznej Polsce propozycja umowy społecznej, której przedmiotem jest kultura (Więcej kultury, proszę państwa).  Kolejny już raz tzw. ‘twórcy kultury’ (przepraszam powinno być przez duże K, czyli ‘twórcy Kultury’) upominają się o łatwy publiczny grosz. Te idee to nic nowego. Dwa tylko przykłady (z moich wcześniejszych wpisów w ‚uwagach na gorąco’):

W marcu 2008 roku twórcy opublikowali List otwarty do Donalda Tuska Premiera Rządu RP
http://www.publicznemedia.org.pl/
,w którym napisali m.in.
"abonament jest najuczciwszym sposobem finansowania mediów publicznych. … Jesteśmy też zdecydowanie przeciwni prywatyzacji mediów publicznych. Kulturowa tożsamość narodu, edukacja i ochrona czystości języka to nie są zadania dla wolnego rynku. We wszystkich szanujących swoją kulturę krajach europejskich właśnie media publiczne wyznaczają kulturalne i obyczajowe standardy. Jeśli polskie media publiczne tego nie robią, trzeba je naprawić, a nie prywatyzować, czy też zmniejszać ich zasięg. Naszym obywatelskim obowiązkiem jest zaprotestować przeciw planom osłabienia mediów publicznych oraz ich uzależnienia od administracji rządowej. Naszym obywatelskim obowiązkiem jest ostrzec polityków przed fatalnymi skutkami ich działań. To wyłącznie samodzielne działania polityków doprowadziły telewizję i radio publiczne do stanu narastającej degrengolady. Przez kilkanaście lat kolejne rządzące partie próbowały je "ulepszyć" nie pytając nikogo o zdanie. Skutek- widać."
Pozwoliłem sobie wtedy skomentować to następująco:
Skąd oni to wiedzą? 
Bo są ‚oświeceni’!
(przy okazji proponuje przeczytać właśnie wydaną po polsku książkę Thomasa Sowella ‚Oni wiedzą lepiej’, Fijorr Publishing)
Czy ci ‚oświeceni’ zastanawiali się kto stał na straży ‚tożsamości narodu, edukacji, czystości języka’ przez ostatnie kilkaset (a nawet kilka tysięcy) lat?
Warto zapoznać się z listą osób, które zainicjowały podpisywanie tego listu otwartego. Wydaje mi się, że większość w okresie Solidarności i w pierwszych latach naszej wolności miała gębę pełną frazesów o wolności mediów, konieczności wprowadzenia kapitalizmu i urynkowienia naszego życia społecznego. Kiedy okazało się, że po to by tworzyć (malując, pisząc, muzykując, robiąc filmy, …) trzeba się wysilić by ktoś to ich ‚tworzywo’ kupił, zaczęli wspominać jak to było za czasów PRLu, będąc w dobrych stosunkach z ‚władzą’ (a większość z nich w takich stosunkach była) można było znacznie łatwiej dostać publiczne pieniądze i robić co im w ‚duszy gra’. Oczywiście twierdzą, że publiczne pieniądze potrzebne im są po to by spełnić’ misję społeczną’, tworzyć ‚ambitną sztukę’. Już parę lat temu zrobili taki ‚skok na publiczną kasę’ wymuszając powstanie Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej.

Marzy im się teraz mecenat państwowy, rodem z PRLu, po to by zaspokoić swoje ambicje i by móc twierdzić, że ludzie nie chodzą na ich filmy, spektakle,wernisaże, performance, happeningi (jakkolwiek to nazywają), bo nie rozumieją ich ambitnej Sztuki.
27marca 2008
W sobotę 29 marca pokazał się nastronie komunikat"Niniejsza strona ma na celu gromadzenie podpisów poparcia dla listu otwartego, a nie jest forum dyskusyjnym dlatego wpisy niebędące podpisem są usuwane. Twórcy strony rozważają uruchomienie forum dyskusyjnego na temat polityki medialnej RP i reformy mediów publicznych."
Była to reakcja na wiele wpisów nieprzychylnych apelowi (stan strony na godzinę 0:57, 28 marca 2008).
Cóż, pozostaje mieć nadzieję, że twórcy strony dotrzymają słowa i uruchomią forum dyskusyjne (‚oj, będzie się działo’).

Kilka miesięcy wcześniej, w grudniu 2007 roku sam minister kultury miał podobne pomysły:
"Minister kultury Bogdan Zdrojewski chce wprowadzić ustawowy nakaz zatrudniania artystów przez inwestorów. Zgodnie z nim musieliby oni przeznaczyć 1 proc. kosztów nakładów inwestycyjnych na zamówienie dzieł sztuki lub rzemiosła. Minister powołuje się na przykład takich regulacji w Niemczechi we Francji. Według Zdrojewskiego, ustawa mogłaby wejść w życie w 2009 r. … Pierwsze regulacje nakazujące przeznaczenie jednego procenta kosztów budowy obiektów użyteczności publicznej na tworzenie dzieł sztuki wydano w hitlerowskich Niemczech w 1934 r. Powrócono do nich wlatach 50. – w 1950 r. wprowadzono je w Niemczech Zachodnich, a w 1952 r. także w Niemczech Wschodnich. Na szeroką skalę zaczęto je stosować w latach 60. wraz z dużą liczbę zamówień na budynki i inne obiekty użyteczności publicznej. … "Chcę doprowadzić do przyjęcia nowej ustawy,dzięki której będzie większy popyt na dzieła sztuki. Będzie ona obligowała inwestorów przedsięwzięć publicznych do tego, aby zatrudniali artystów na kwotę1 procenta wartości nakładów inwestycyjnych, tak jak to jest w Niemczech czy we Francji" – mówił minister kultury.
"Na przykład jeśli budowana jest Biblioteka Narodowa czy Dworzec Centralny, to żeby 1 procent środków przeznaczonych na tę inwestycję szedł przez ręce artystów. Nieważne, co oni będą robili – czy to będzie klatka schodowa, czy zamówienie rzeźby do wnętrza, czy będzie to robienie drzwi przez artystę-stolarza. Chodzi o to, aby były to działania powtarzalne" – tłumaczył Zdrojewski." – ‚Zdrojewski chce ustawy wymuszajacej wspieranie twórców‚, Rz,7.12.2007
Wtedy też pozwoliłem sobie na komentarz: Już nie wiem co pisać. A wydawał się taki rozsądny facet. Czyżby i w przypadku Zdrojewskiego sprawdziła się stara prawda, że "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia" i że mając władzę zatraca się poczucie zdrowego rozsądku?
Już parę lat temu coś podobnego wywalczyli sobie filmowcy polscy, którzy  poprzez ‚Polski Instytut Sztuki Filmowej’, dostają duże, wymuszone ustawą sejmową, ‚publiczne’ pieniądze na kręcenie filmów.
Drogi artysto,jak jesteś takim wielkim Artystą to albo znajdź sobie prywatnego mecenasa (którego nie jest tak łatwo przekonać, że Twoja sztuka to wielkie dzieło) albo sam sprawdź się na rynku, zarób pieniądze i potem wydawaj te swoje pieniądze na różnego rodzaju performace, happeningi, instalacje, czy jak to tam nazywacie.
20.12.2007

Wracając do obecnej inicjatywy Obywateli Kultury. Po klasycznym wstępie ideologicznym (takim trochę ściemnianiu: „To ruch w obronie konstytucji, która gwarantuje wszystkim obywatelom równy dostęp do dóbr kultury.”, „Pakt dla Kultury to ruch egzekucyjny, którego celem jest wyegzekwowanie naszych praw” (co brzmi trochę z jakobińska, czekam tylko jaką gilotynę wymyślą twórcy?)), autorzy przechodzą do konkretów: podniesienie wydatków na kulturę z budżetu państwa do 1 proc., i to już od 2012 r. (czyli po prostu chodzi o kasę!).
Stworzona została specjalna strona wspomagająca akcję (
http://obywatelekultury.pl/
). Będziemy śledzić co tam się będzie działo.
Poniżej cytuję kilka fragmentów z projektu Paktu dla kultury, do których mam tylko jedno proste pytanie: Skąd ‘obywatele kultury’ to wiedzą?
„Powszechne uczestnictwo w kulturze jest jednym z najważniejszych czynników rozwoju społecznego i ekonomicznego. … Nowoczesne państwo jako forma politycznej organizacji obywateli odpowiada za stan i rozwój kultury, a przedmiotem jego zobowiązań powinno być tworzenie nowoczesnej infrastruktury, powszechne uczestnictwo w kulturze i równe jego szanse dla wszystkich obywateli. … Finansowanie to najmniej, co państwo może zrobić. Państwo winno stworzyć nowoczesne instrumenty właściwego finansowania kultury i audytu środków publicznych przeznaczanych na kulturę. Inwestycje w kulturę przynoszą rzeczywiste korzyści gospodarcze i efekty rozwojowe, ale wskaźniki ekonomiczne nie mogą być jedynym sposobem oceny inwestowania w dobra kultury.”

 cdn

John Godson

1 komentarz

Jutro zostanie zaprzysiężony pierwszy polski czarnoskóry poseł. W programie telewizyjnym, który właśnie oglądam (a raczej słucham), John Godson powiedział, że nie traktuje tego jak kolejny krok w swoje karierze, ale jako ważny element jego służby. Może będziemy mieć wreszcie, wśród 460 parlamentarzystów, posła, który myśli i działa w kategoriach misji społecznej, a nie interesu partyjnego, czy osobistego. Z drugiej strony będę ciekaw jak szybko ta jego osobista, służebna postawa zostanie ‚złamana’ przez jego otoczenie partyjne?
   Będąc radnym w Łodzi Godson dawał świadectwo tego typu służebnej postawie, oby takim pozostał będąc posłem. Z ogromnym zainteresowaniem obserwował będę jego działania sejmowe.

 
"Premier Donald Tusk uzgodnił z szefem Komisji Europejskiej Manuelem Barroso, że koszty reformy emerytalnej nie będą wliczane do długu i deficytu publicznego." (z money.pl)

Tak się uprawia kreatywną księgowość na poziomie budżetu państwa. W ten sposób można ustalić wielkość deficytu i długu na dowolnym poziomie – wystarczy by dwóch polityków dogadało się. (Unia Europejska ma duże doświadczenie w tym względzie – jak trzeba było to, by zadowolić oczekiwania rolników portugalskich, zdefiniowano marchew jako owoc i Portugalczycy mogli swobodnie produkować dżem z marchwi).

Już widzę to zadowolenie Premiera i jego ministrów. Cztery punkty procentowe zarobione, wiec można odetchnąć i nie myśleć o konieczności zmniejszenia wydatków państwa. 
Czego możemy się zatem spodziewać? Niechybnie wzrostu zatrudnienia w administracji publicznej!
Niezbyt udał się manewr włączenia szarej strefy do liczenia PKB (dzięki temu udział długu w PKB by się zmniejszył) to wymyślono ten manewr. 
Ot, żonglerka!
Premier i minister finansów mają już zapewnione miejsce pracy po tym jak już przestaną nimi być, … w cyrku.

 Jan Turnau w tekście Nowy podział chrześcijaństwa  pisze, że „Zarysował się nowy układ – prawosławie i katolicyzm przeciw protestantyzmowi, czyli konserwatyzm kontra liberalizm.”, potem pisze o ‘amoralnym liberalizmie’ i stwierdza, że „Całe chrześcijaństwo ma dziś problem: dialog z myślą, mentalnością liberalną, otwarcie na nią (ale jak szerokie?).”
O
dnoszę wrażenie, że Jan Turnau (i wielu, wielu innych) utożsamia liberalizm z ‚rozpasaniem moralnym’, ‚zgnilizną moralną’, bezwzględną tolerancją wszelkich niegodnych zachowań, dewiacji i nienaturalności wszelkiego rodzaju. Liberalizm tak rozumiany ma utożsamiać wszelkie zło tego świata.
To staje się denerwujące, bo liberalizm to poszanowanie innego człowieka, przyzwolenie na jego własne poszukiwanie sensu życia, to poszanowanie wolności mojej i wolności innych, to odpowiedzialność za wszelkie moje działania, a przede wszystkim poszanowanie własności (zatem poszanowanie życia i moralności innych). Jak stale powtarzam swoim studentom: „Rynek jest najbardziej etyczną, najbardziej pokojową instytucją jaką wymyślił człowiek.” A rynek jest centralna instytucją liberalizmu (nie chodzi tu tylko o rynek dóbr i usług, ale przede wszystkim rynek myśli, rynek idei).
Nie ma sprzeczności pomiędzy liberalizmem gospodarczym (który mnie najbardziej interesuje) a chrześcijaństwem. Tu można podać ogrom literatury. Tylko kilka tytułów, które mam pod ręką sięgając po prostu na najbliższą półkę z książkami: Alejandro A Chafuen  Chrześcijanie za wolnością. Ekonomia późnoscholastyczna,czy Wiara i wolność. Myśl ekonomiczna późnych scholastyków, Michał Wojciechowski Moralna wyższość wolnej gospodarki, czy tez zbiór esejów opublikowanych w The Freeman pod znamiennym tytułem Moralność kapitalizmu, czy wiele książek Michaela Novaka (np. Duch demokratycznego kapitalizmu, Liberalizm, sprzymierzeniec czy wróg Kościoła). O odmitologizowanie tego poglądu o sprzeczności pomiędzy chrześcijaństwem a liberalizmem starają się m.in. ludzie skupieni wokół takich instytucji jak Lord Acton Institute (
http://www.acton.org/
), czy w Polsce PAFERE (
http://www.pafere.org/
).
Warto podkreślić, że jeden z największych autorytetów Kościoła, św. Tomasz z Akwinu w Summa Theologica, jego magnum opus opublikowanym w trzech tomach w latach 1265-1273, wyraźnie opowiedział się za rynkowym, liberalnym porządkiem ekonomicznym.
Przesłanie liberalizmu (tego klasycznego) jest bardzo proste (i może dlatego tak trudne do zaakceptowania i zrozumienia?), a zawarte także w doktrynie Kościelnej: "Wszystko więc, cobyście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie. Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy"  (Ewangelia św. Mateusza 7.12), czy w tzw. ‘Złotej zasadzie’ (imperatywie moralnym Kanta): "Postępuj według takiej tylko zasady, którą mógłbyś chcieć uczynić prawem powszechnym." (Immanuel Kant, Grundlegungzur Metaphysik der Sitten, II, paragr. 31 (1785)).
Liberalizm to Własność (prywatna naturalnie), nierozłącznie powiązana z Wolnością i Odpowiedzialnością!

Od czasu kiedy Wikileaks rozpoczął 28 listopada publikację 250 tys. poufnych depesz dyplomacji amerykańskiej sprawa twórcy Wikileaks, Juliana Assange, staje się coraz głośniejsza. Assange wyraźnie ‘nadepnął komuś ważnemu na odcisk’, bo wcześniejsze publikacje na Wikileaks nie wywołały tak gwałtownej reakcji.

Sprawa przecieków WikiLeaks może się okazać ważnym elementem w budowaniu oddolnego ‘społeczeństwa obywatelskiego’. Choć ten termin niezbyt mi odpowiada, bo sugeruje, że muszą istnieć państwa, może lepiej zatem byłoby używać określenia Henri Bergsona ‘społeczeństwa otwartego’, bliższe Assange’owi, którego zamierzeniem jest budowanie "państwa otwartego".  Chyba najbardziej odpowiadałby mi termin ‘społeczeństwa spontanicznego’ – bo nie sugeruje on, że ludzie musza żyć pod państwową kuratelą.

W listopadzie szwedzki sąd zlecił aresztowanie Assange’a, ponieważ prokuratura chce go przesłuchać w sprawie oskarżeń o gwałty. Co ciekawe list gończy ma najwyższą kategorię! Zarzut ten wydaje się być tylko pretekstem i szkoda, że rząd Szwecji nie potrafił oprzeć się  naciskomi zachować się jak np. rząd Ekwadoru, który zadeklarował chęć przygarnięcie Assange’ai zapewnienia mu pełnej swobody wypowiedzi (
http://www.rp.pl/artykul/571590.html
).

Dobrym krokiem Assange’a (bo pokazującym, że czuje sie niewinnym) było jego zgłoszenie się na komisariacie policji w stolicy Wielkiej Brytanii. Niestety jego prośba o wypuszczenie z aresztu za kaucją została odrzucona. Co najmniej dziwne wydaje się uzasadnienie sądu brytyjskiego, który uznał on, że Assange prowadzi włóczęgowski tryb życia, przez co jest nieuchwytny. Zatem trzeba osadzić go w areszcie. (
http://wyborcza.pl/1,76842,8783867,Szef_Wikileaks_za_kratkami.html
)

Pod wyraźnym wpływem tzw. oficjalnych czynników ugięły się firmy i organizacje, które z definicji powinny wykazać się apolitycznością. Strona internetowa
http://wikileaks.org/
przestała działać. Dobrze przynajmniej,że Polacy i Szwajcarzy nie wykazali sięw tej kwestii nadgorliwością i htttp://wikileaks.pl/ oraz 
http://wikileaks.ch/
 
nadal działają. Operatorzy kart płatniczych MasterCard i Visa wstrzymali przepływ płatności na rzecz Wikileaks, szwajcarski bank PostFinance przestał obsługiwać jej konta, podobnie serwis PayPal. Przedstawiciele tych firm oświadczyli, że tymczasowo zawieszają współpracę z portalem i Assange’em, bo istnieją podejrzenia, że ich działalność jest nielegalna.

Optymistycznym jest reakcja ‘społeczeństwa spontanicznego’. Internauci, którzy nazywają siebie Anonimowymi(Anonymous) zagrozili, że zaatakują portale tych firm, które zablokowały obsługę finansową Wikileaks, a co za tym idzie napływ dotacji dla portalu. Agencja Associated Press (AP) pisze, że sympatycy Wikileaks zaatakowali także strony internetowe szwedzkich prokuratorów i adwokata, którego klientki oskarżają założyciela Wikileaks o przestępstwa seksualne. Zwolennicy Wikileaks przeprowadzili zmasowane ataki na wrogie organizacji strony internetowe. Zapowiedziano walkę z cenzurą w ramach akcji Operacja zemsta. "Uderzymy w każdego, kto będzie starał się ocenzurować Wikileaks, nawet jeśli będą to wielomiliardowe korporacje” – oświadczył jeden z inicjatorów akcji.

Szwedzka prokuratura, która wydała nakaz aresztowania dla Juliana Assange’a, zgłosiła też skargę na policji dotyczącą przeciążenia strony w wyniku ataku hakerów. Podobnie obrońcy dwóch kobiet oskarżających Assange’a o gwałt oraz przedstawiciele szwajcarskiego banku potwierdzili, że hakerzy zablokowali ich stronę.

Natomiast islandzka firma DataCell, która zajmuje się pośredniczeniem w darowiznach, zapowiedziała pozwanie Visy do sądu za blokowanie przelewów na konto Wikileaks.  „Użytkownicy Visy wyrazili swoją chęć wspierania Wikileaks, a firma nie daje im tej możliwości. Visa nie powinna mieszać się do polityki, lecz po prostu robić to, co umie, czyli przekazywać pieniądze” – powiedział dyrektor DataCell Andreas Fink.

Do protestów przeciw nagonce na Assange’a włączył się też australijski rząd. Można powiedzieć, że wreszcie się włączył, bo jego pierwsze reakcje były bardzo nieprzychylne Assange’owi (który jak wiadomo jest Australijczykiem). Minister spraw zagranicznych Kevin Rudd powiedział, że winny upublicznienia dokumentów USA jest nie sam Assange, ale osoby, które dopuściły się przecieku. Stwierdził też, że  że rząd Australii zapewni Assange’owi odpowiednią pomoc konsularną.

Jeszcze kilka dni temu premier Australii Julia Gillard oskarżyła Assange’a o "skrajną nieodpowiedzialność", ponieważ ujawnienie dokumentów mogło narazić na niebezpieczeństwo setki osób. Ciekawa była odpowiedź Assange’a w liście opublikowanym w gazecie The Australian: "W ciągu czterech lat działalności zmienialiśmy całe rządy, ale nie są nam znane przypadki ani jednej osoby zranionej z naszego powodu. Za to Stany Zjednoczone, przy współudziale rządu australijskiego, tylko ciągu ostatnich miesięcy zabiły tysiące ludzi [chodzi o wojnę w Afganistanie]".


http://www.rp.pl/artykul/575780.html


http://wyborcza.pl/1,76842,8789471,Cyberwojna_w_obronie_Wikileaks.html


http://wyborcza.pl/1,91446,8788776,Wikileaks_Islandzka_spolka_wniosla_skarge_na_grupe.html


http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,8787880,Sympatycy_Wikileaks_zaatakowali_strone_internetowa.html


http://wyborcza.pl/1,91446,8784856,Australia__wine_za_ujawnienie_depesz_ponosi_USA.html

Zgodzić trzeba się całkowicie z poglądem Juliana Assange, że: "Demokratyczne społeczeństwa potrzebują silnych mediów i Wikileaks jest częścią tych mediów".  Stron pokazujących kulisy i efekty działań polityków powinno być więcej i wierzę, ze takie będą otwierane.

Sa już przykłady takich oddolnych, spontanicznych działań. Od paru lat funkcjonują strony umożliwiąjce śledzenie losów naszych, publicznych, pieniędzy, np.:


http://www.followthemoney.eu/


http://farmsubsidy.org/


http://fishsubsidy.org/

  Dobrze byłoby gdyby takie strony powstawały w każdym z państw, jak również np. w polskich województwach, miastach czy gminach. Mamy pełne prawo wiedzieć, co dzieje się z naszymi podatkami, daninami dawanymi na rzecz państwa!

O wielu rzeczach, ale m.in. o tym, o czym pisze Patrick Jake O’Rourke w wydanej parę lat temu po polsku książce Wykończyć bogatych.
Uczciwie pisze, że ekonomia nigdy go nie interesowała: „Nie intereso­wałem się nią jako dziecko, bo dzieciaki po prostu nią się nie zaj­mują. Dzieci, przynajmniej te szczęśliwe -żyją w idealnym stanie postulowanym przez Marksa, według zasady: Od każdego według jego możliwości, każdemu według jego potrzeb. Potem dziwimy się, dlaczego tak wielu młodych ludzi wyznaje lewicowe poglądy. Na studiach również nie interesowałem się ekonomią. Utożsamiałem się ze wspaniałą tradycją akademickiej cyganerii obejmującą XV-wiecz­ne szaleństwa Franciszka Villona i dzisiejsze turnee rock n’rollowego zespołu „Phish”. Dla uniwersyteckich nonkonformistów nie ma nic bardziej żałosnego niż chodzenie na zajęcia z biznesu (bez wątpie­nia, Villon wspomina o tym w Małym Testamencie). … Nie postało nam w głowie, że prawdziwymi intelektualistami były owe kujony, które biegały na wykłady z ekonomii. Nigdy nie uświadomiliśmy sobie, że borykanie się z koncepcją zagregowanej podaży i popytu było zadaniem ambit­niejszym, niż pisanie pracy na temat „Wpływu cool jazzu na poezję Edgara AllanaPoe”. To, czym oni się zajmowali, było nie tylko trud­niejsze do zrozumienia niż teorie Margaret Mead na temat życia ero­tycznego na wyspach Polinezji, ale i dalece ważniejsze. Istnieje led­wie kilka rzeczy, które są rzeczywistym motorem życia. Nieglazuro­wana ceramika w żadnym razie się do nich nie zalicza. … Mimo to idee ekonomiczne zupełnie nas nie interesowały. Praw­dę mówiąc, studentom ekonomii też były one obojętne. Ekonomia nie była przedmiotem, który wybrali, bo zafascynowała ich elegancja za­leżności ekonomicznych, albo dlatego, że bez działalności gospodar­czej ludzkość nie mogłaby przetrwać. Poszli studiować ekonomię (i po­tem o niej zapomnieli), żeby bez trudu znaleźć pracę u kogoś, kto kie­dyś również poszedł studiować ekonomię (i wszystko zapomniał).”
Ta nieznajomość ekonomii nie dotyczy(ła) tylko młodych ludzi. Politycy sa jeszcze gorsi. To też zauważa O’Rurke: „Największymi mocarstwami świata kierowała grupa wy­jątkowych ekonomicznych głupków: Nixon, Carter, Mao, Harold Wilson, George Pompidou, Leonid Breżniew. Wielkimi krokami zbli­żała się rewolucja w rozwoju elektronicznych mediów, złe pomysły ekonomiczne rozprzestrzeniały się zatem na cały świat z prędkością impulsów nerwowych.”
Potrzeba poznania ekonomii ‚dopadła’ Patricka O’Rurke dopiero wiele lat później:  ”Na ekonomię zwróciłem uwagę dopiero w latach dziewięćdzie­siątych, kiedy od 10 już lat pracowałem jako międzynarodowy kores­pondent.”
Pierwsze co mu wtedy przyszło do głowy to wrócić do podręczników ekonomii, ale „wówczas ponownie i z nie mniejszą siłą dopadło mnie dawne bitnikowskie uprzedzenie. Tym razem jednak nie dotyczyło ono studentów biznesu, ale autorów podręczników, z których musieli się uczyć. Wyszło na jaw, że profe­sorzy ekonomii również są ekonomicznymi idiotami.”
To jest własnie to o czym należy pamiętać czytając tego bloga: ‚profe­sorowie ekonomii również są ekonomicznymi idiotami’, bo (jak dalej stwierdza O’Rurke) „profesorska błyskotliwość jest nudniejsza niż profesorski wykład, potrafi zanudzić na śmierć, aby tylko wyka­zać profesorską ważność. Żadnego prawa ekonomicznego, nawet rów­nie prostego jak to: „Kiedy czegoś jest więcej, kosztuje mniej”, nie można przedstawić bez rozbudowanych wykresów, które następnie tłumaczy się rebusami, pełnymi dziwacznych znaków i symboli. Ina­czej w oczach profanów nauki ekonomiczne nie wydawałaby się rów­nie głębokie i tajemnicze, co chemia organiczna.”

A dalej poczytajcie sobie Państwo sami książkę Patricka O’Rurke, warto!


  • RSS