Witold Kwaśnicki

Własność, Wolność, Odpowiedzialność i Wzajemne zaufanie
"Premier Donald Tusk uzgodnił z szefem Komisji Europejskiej Manuelem Barroso, że koszty reformy emerytalnej nie będą wliczane do długu i deficytu publicznego." (z money.pl)

Tak się uprawia kreatywną księgowość na poziomie budżetu państwa. W ten sposób można ustalić wielkość deficytu i długu na dowolnym poziomie – wystarczy by dwóch polityków dogadało się. (Unia Europejska ma duże doświadczenie w tym względzie – jak trzeba było to, by zadowolić oczekiwania rolników portugalskich, zdefiniowano marchew jako owoc i Portugalczycy mogli swobodnie produkować dżem z marchwi).

Już widzę to zadowolenie Premiera i jego ministrów. Cztery punkty procentowe zarobione, wiec można odetchnąć i nie myśleć o konieczności zmniejszenia wydatków państwa. 
Czego możemy się zatem spodziewać? Niechybnie wzrostu zatrudnienia w administracji publicznej!
Niezbyt udał się manewr włączenia szarej strefy do liczenia PKB (dzięki temu udział długu w PKB by się zmniejszył) to wymyślono ten manewr. 
Ot, żonglerka!
Premier i minister finansów mają już zapewnione miejsce pracy po tym jak już przestaną nimi być, … w cyrku.

 Jan Turnau w tekście Nowy podział chrześcijaństwa  pisze, że „Zarysował się nowy układ – prawosławie i katolicyzm przeciw protestantyzmowi, czyli konserwatyzm kontra liberalizm.”, potem pisze o ‘amoralnym liberalizmie’ i stwierdza, że „Całe chrześcijaństwo ma dziś problem: dialog z myślą, mentalnością liberalną, otwarcie na nią (ale jak szerokie?).”
O
dnoszę wrażenie, że Jan Turnau (i wielu, wielu innych) utożsamia liberalizm z ‚rozpasaniem moralnym’, ‚zgnilizną moralną’, bezwzględną tolerancją wszelkich niegodnych zachowań, dewiacji i nienaturalności wszelkiego rodzaju. Liberalizm tak rozumiany ma utożsamiać wszelkie zło tego świata.
To staje się denerwujące, bo liberalizm to poszanowanie innego człowieka, przyzwolenie na jego własne poszukiwanie sensu życia, to poszanowanie wolności mojej i wolności innych, to odpowiedzialność za wszelkie moje działania, a przede wszystkim poszanowanie własności (zatem poszanowanie życia i moralności innych). Jak stale powtarzam swoim studentom: „Rynek jest najbardziej etyczną, najbardziej pokojową instytucją jaką wymyślił człowiek.” A rynek jest centralna instytucją liberalizmu (nie chodzi tu tylko o rynek dóbr i usług, ale przede wszystkim rynek myśli, rynek idei).
Nie ma sprzeczności pomiędzy liberalizmem gospodarczym (który mnie najbardziej interesuje) a chrześcijaństwem. Tu można podać ogrom literatury. Tylko kilka tytułów, które mam pod ręką sięgając po prostu na najbliższą półkę z książkami: Alejandro A Chafuen  Chrześcijanie za wolnością. Ekonomia późnoscholastyczna,czy Wiara i wolność. Myśl ekonomiczna późnych scholastyków, Michał Wojciechowski Moralna wyższość wolnej gospodarki, czy tez zbiór esejów opublikowanych w The Freeman pod znamiennym tytułem Moralność kapitalizmu, czy wiele książek Michaela Novaka (np. Duch demokratycznego kapitalizmu, Liberalizm, sprzymierzeniec czy wróg Kościoła). O odmitologizowanie tego poglądu o sprzeczności pomiędzy chrześcijaństwem a liberalizmem starają się m.in. ludzie skupieni wokół takich instytucji jak Lord Acton Institute (
http://www.acton.org/
), czy w Polsce PAFERE (
http://www.pafere.org/
).
Warto podkreślić, że jeden z największych autorytetów Kościoła, św. Tomasz z Akwinu w Summa Theologica, jego magnum opus opublikowanym w trzech tomach w latach 1265-1273, wyraźnie opowiedział się za rynkowym, liberalnym porządkiem ekonomicznym.
Przesłanie liberalizmu (tego klasycznego) jest bardzo proste (i może dlatego tak trudne do zaakceptowania i zrozumienia?), a zawarte także w doktrynie Kościelnej: "Wszystko więc, cobyście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie. Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy"  (Ewangelia św. Mateusza 7.12), czy w tzw. ‘Złotej zasadzie’ (imperatywie moralnym Kanta): "Postępuj według takiej tylko zasady, którą mógłbyś chcieć uczynić prawem powszechnym." (Immanuel Kant, Grundlegungzur Metaphysik der Sitten, II, paragr. 31 (1785)).
Liberalizm to Własność (prywatna naturalnie), nierozłącznie powiązana z Wolnością i Odpowiedzialnością!

Od czasu kiedy Wikileaks rozpoczął 28 listopada publikację 250 tys. poufnych depesz dyplomacji amerykańskiej sprawa twórcy Wikileaks, Juliana Assange, staje się coraz głośniejsza. Assange wyraźnie ‘nadepnął komuś ważnemu na odcisk’, bo wcześniejsze publikacje na Wikileaks nie wywołały tak gwałtownej reakcji.

Sprawa przecieków WikiLeaks może się okazać ważnym elementem w budowaniu oddolnego ‘społeczeństwa obywatelskiego’. Choć ten termin niezbyt mi odpowiada, bo sugeruje, że muszą istnieć państwa, może lepiej zatem byłoby używać określenia Henri Bergsona ‘społeczeństwa otwartego’, bliższe Assange’owi, którego zamierzeniem jest budowanie "państwa otwartego".  Chyba najbardziej odpowiadałby mi termin ‘społeczeństwa spontanicznego’ – bo nie sugeruje on, że ludzie musza żyć pod państwową kuratelą.

W listopadzie szwedzki sąd zlecił aresztowanie Assange’a, ponieważ prokuratura chce go przesłuchać w sprawie oskarżeń o gwałty. Co ciekawe list gończy ma najwyższą kategorię! Zarzut ten wydaje się być tylko pretekstem i szkoda, że rząd Szwecji nie potrafił oprzeć się  naciskomi zachować się jak np. rząd Ekwadoru, który zadeklarował chęć przygarnięcie Assange’ai zapewnienia mu pełnej swobody wypowiedzi (
http://www.rp.pl/artykul/571590.html
).

Dobrym krokiem Assange’a (bo pokazującym, że czuje sie niewinnym) było jego zgłoszenie się na komisariacie policji w stolicy Wielkiej Brytanii. Niestety jego prośba o wypuszczenie z aresztu za kaucją została odrzucona. Co najmniej dziwne wydaje się uzasadnienie sądu brytyjskiego, który uznał on, że Assange prowadzi włóczęgowski tryb życia, przez co jest nieuchwytny. Zatem trzeba osadzić go w areszcie. (
http://wyborcza.pl/1,76842,8783867,Szef_Wikileaks_za_kratkami.html
)

Pod wyraźnym wpływem tzw. oficjalnych czynników ugięły się firmy i organizacje, które z definicji powinny wykazać się apolitycznością. Strona internetowa
http://wikileaks.org/
przestała działać. Dobrze przynajmniej,że Polacy i Szwajcarzy nie wykazali sięw tej kwestii nadgorliwością i htttp://wikileaks.pl/ oraz 
http://wikileaks.ch/
 
nadal działają. Operatorzy kart płatniczych MasterCard i Visa wstrzymali przepływ płatności na rzecz Wikileaks, szwajcarski bank PostFinance przestał obsługiwać jej konta, podobnie serwis PayPal. Przedstawiciele tych firm oświadczyli, że tymczasowo zawieszają współpracę z portalem i Assange’em, bo istnieją podejrzenia, że ich działalność jest nielegalna.

Optymistycznym jest reakcja ‘społeczeństwa spontanicznego’. Internauci, którzy nazywają siebie Anonimowymi(Anonymous) zagrozili, że zaatakują portale tych firm, które zablokowały obsługę finansową Wikileaks, a co za tym idzie napływ dotacji dla portalu. Agencja Associated Press (AP) pisze, że sympatycy Wikileaks zaatakowali także strony internetowe szwedzkich prokuratorów i adwokata, którego klientki oskarżają założyciela Wikileaks o przestępstwa seksualne. Zwolennicy Wikileaks przeprowadzili zmasowane ataki na wrogie organizacji strony internetowe. Zapowiedziano walkę z cenzurą w ramach akcji Operacja zemsta. "Uderzymy w każdego, kto będzie starał się ocenzurować Wikileaks, nawet jeśli będą to wielomiliardowe korporacje” – oświadczył jeden z inicjatorów akcji.

Szwedzka prokuratura, która wydała nakaz aresztowania dla Juliana Assange’a, zgłosiła też skargę na policji dotyczącą przeciążenia strony w wyniku ataku hakerów. Podobnie obrońcy dwóch kobiet oskarżających Assange’a o gwałt oraz przedstawiciele szwajcarskiego banku potwierdzili, że hakerzy zablokowali ich stronę.

Natomiast islandzka firma DataCell, która zajmuje się pośredniczeniem w darowiznach, zapowiedziała pozwanie Visy do sądu za blokowanie przelewów na konto Wikileaks.  „Użytkownicy Visy wyrazili swoją chęć wspierania Wikileaks, a firma nie daje im tej możliwości. Visa nie powinna mieszać się do polityki, lecz po prostu robić to, co umie, czyli przekazywać pieniądze” – powiedział dyrektor DataCell Andreas Fink.

Do protestów przeciw nagonce na Assange’a włączył się też australijski rząd. Można powiedzieć, że wreszcie się włączył, bo jego pierwsze reakcje były bardzo nieprzychylne Assange’owi (który jak wiadomo jest Australijczykiem). Minister spraw zagranicznych Kevin Rudd powiedział, że winny upublicznienia dokumentów USA jest nie sam Assange, ale osoby, które dopuściły się przecieku. Stwierdził też, że  że rząd Australii zapewni Assange’owi odpowiednią pomoc konsularną.

Jeszcze kilka dni temu premier Australii Julia Gillard oskarżyła Assange’a o "skrajną nieodpowiedzialność", ponieważ ujawnienie dokumentów mogło narazić na niebezpieczeństwo setki osób. Ciekawa była odpowiedź Assange’a w liście opublikowanym w gazecie The Australian: "W ciągu czterech lat działalności zmienialiśmy całe rządy, ale nie są nam znane przypadki ani jednej osoby zranionej z naszego powodu. Za to Stany Zjednoczone, przy współudziale rządu australijskiego, tylko ciągu ostatnich miesięcy zabiły tysiące ludzi [chodzi o wojnę w Afganistanie]".


http://www.rp.pl/artykul/575780.html


http://wyborcza.pl/1,76842,8789471,Cyberwojna_w_obronie_Wikileaks.html


http://wyborcza.pl/1,91446,8788776,Wikileaks_Islandzka_spolka_wniosla_skarge_na_grupe.html


http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,8787880,Sympatycy_Wikileaks_zaatakowali_strone_internetowa.html


http://wyborcza.pl/1,91446,8784856,Australia__wine_za_ujawnienie_depesz_ponosi_USA.html

Zgodzić trzeba się całkowicie z poglądem Juliana Assange, że: "Demokratyczne społeczeństwa potrzebują silnych mediów i Wikileaks jest częścią tych mediów".  Stron pokazujących kulisy i efekty działań polityków powinno być więcej i wierzę, ze takie będą otwierane.

Sa już przykłady takich oddolnych, spontanicznych działań. Od paru lat funkcjonują strony umożliwiąjce śledzenie losów naszych, publicznych, pieniędzy, np.:


http://www.followthemoney.eu/


http://farmsubsidy.org/


http://fishsubsidy.org/

  Dobrze byłoby gdyby takie strony powstawały w każdym z państw, jak również np. w polskich województwach, miastach czy gminach. Mamy pełne prawo wiedzieć, co dzieje się z naszymi podatkami, daninami dawanymi na rzecz państwa!

O wielu rzeczach, ale m.in. o tym, o czym pisze Patrick Jake O’Rourke w wydanej parę lat temu po polsku książce Wykończyć bogatych.
Uczciwie pisze, że ekonomia nigdy go nie interesowała: „Nie intereso­wałem się nią jako dziecko, bo dzieciaki po prostu nią się nie zaj­mują. Dzieci, przynajmniej te szczęśliwe -żyją w idealnym stanie postulowanym przez Marksa, według zasady: Od każdego według jego możliwości, każdemu według jego potrzeb. Potem dziwimy się, dlaczego tak wielu młodych ludzi wyznaje lewicowe poglądy. Na studiach również nie interesowałem się ekonomią. Utożsamiałem się ze wspaniałą tradycją akademickiej cyganerii obejmującą XV-wiecz­ne szaleństwa Franciszka Villona i dzisiejsze turnee rock n’rollowego zespołu „Phish”. Dla uniwersyteckich nonkonformistów nie ma nic bardziej żałosnego niż chodzenie na zajęcia z biznesu (bez wątpie­nia, Villon wspomina o tym w Małym Testamencie). … Nie postało nam w głowie, że prawdziwymi intelektualistami były owe kujony, które biegały na wykłady z ekonomii. Nigdy nie uświadomiliśmy sobie, że borykanie się z koncepcją zagregowanej podaży i popytu było zadaniem ambit­niejszym, niż pisanie pracy na temat „Wpływu cool jazzu na poezję Edgara AllanaPoe”. To, czym oni się zajmowali, było nie tylko trud­niejsze do zrozumienia niż teorie Margaret Mead na temat życia ero­tycznego na wyspach Polinezji, ale i dalece ważniejsze. Istnieje led­wie kilka rzeczy, które są rzeczywistym motorem życia. Nieglazuro­wana ceramika w żadnym razie się do nich nie zalicza. … Mimo to idee ekonomiczne zupełnie nas nie interesowały. Praw­dę mówiąc, studentom ekonomii też były one obojętne. Ekonomia nie była przedmiotem, który wybrali, bo zafascynowała ich elegancja za­leżności ekonomicznych, albo dlatego, że bez działalności gospodar­czej ludzkość nie mogłaby przetrwać. Poszli studiować ekonomię (i po­tem o niej zapomnieli), żeby bez trudu znaleźć pracę u kogoś, kto kie­dyś również poszedł studiować ekonomię (i wszystko zapomniał).”
Ta nieznajomość ekonomii nie dotyczy(ła) tylko młodych ludzi. Politycy sa jeszcze gorsi. To też zauważa O’Rurke: „Największymi mocarstwami świata kierowała grupa wy­jątkowych ekonomicznych głupków: Nixon, Carter, Mao, Harold Wilson, George Pompidou, Leonid Breżniew. Wielkimi krokami zbli­żała się rewolucja w rozwoju elektronicznych mediów, złe pomysły ekonomiczne rozprzestrzeniały się zatem na cały świat z prędkością impulsów nerwowych.”
Potrzeba poznania ekonomii ‚dopadła’ Patricka O’Rurke dopiero wiele lat później:  ”Na ekonomię zwróciłem uwagę dopiero w latach dziewięćdzie­siątych, kiedy od 10 już lat pracowałem jako międzynarodowy kores­pondent.”
Pierwsze co mu wtedy przyszło do głowy to wrócić do podręczników ekonomii, ale „wówczas ponownie i z nie mniejszą siłą dopadło mnie dawne bitnikowskie uprzedzenie. Tym razem jednak nie dotyczyło ono studentów biznesu, ale autorów podręczników, z których musieli się uczyć. Wyszło na jaw, że profe­sorzy ekonomii również są ekonomicznymi idiotami.”
To jest własnie to o czym należy pamiętać czytając tego bloga: ‚profe­sorowie ekonomii również są ekonomicznymi idiotami’, bo (jak dalej stwierdza O’Rurke) „profesorska błyskotliwość jest nudniejsza niż profesorski wykład, potrafi zanudzić na śmierć, aby tylko wyka­zać profesorską ważność. Żadnego prawa ekonomicznego, nawet rów­nie prostego jak to: „Kiedy czegoś jest więcej, kosztuje mniej”, nie można przedstawić bez rozbudowanych wykresów, które następnie tłumaczy się rebusami, pełnymi dziwacznych znaków i symboli. Ina­czej w oczach profanów nauki ekonomiczne nie wydawałaby się rów­nie głębokie i tajemnicze, co chemia organiczna.”

A dalej poczytajcie sobie Państwo sami książkę Patricka O’Rurke, warto!

Moje uwagi ‚na gorąco’ ukazywały się nieregularnie, w dosyć dziwnej formie, na mojej stronie internetowej pod adresem:

Na prośbę kilku moich studentów podejmuję kolejną próbę pisania swoich uwag. Czy uda mi się czynić to regularnie?
Spróbuję! 

Sugestie, uwagi, krytykę, …, słowa otuchy i pocieszenia, można też pisać pod:
kwasnicki@prawo.uni.wroc.pl

W piątkowej Gazecie Wyborczej (3.12.2010),
ukazał się ciekawy wywiad Wojciecha Orlińskiego z Leifem G.W. Perssonem (szwedzkim kryminologiem i autorem bestsellerowych powieści sensacyjnych). Dla mnie, ekonomisty najciekawsza była końcówka tego wywiadu. 
Na pytanie o szwedzki system opieki Persson odpowiada dosyć zaskakująco, że "Już nie ma żadnego systemu opieki. W Szwecji jest teraz mniej więcej taki sam kapitalizm jak wszędzie w Europie Zachodniej." Można to też zinterpretować,że Europa Zachodnia zbliżyła się do systemu szwedzkiego, a nazwanie takiego systemu kapitalistycznym to tylko kwestia nomenklatury. Dla liberała jest to socjalizm (no może socjaldemokratyzm) czystej wody. Jak nie nazwać tego systemu  socjalistycznym, kiedy zabiera on kilkadziesiąt procent tego co zarobią obywatele? Na pytanie o podatki Persson odpowiada z wielkim zadowoleniem: "Moje powieści bardzo dobrze się sprzedają, mam też swój popularny program telewizyjny, więc dość dobrze zarabiam i sytuuję się w najwyższej stawce podatku dochodowego. Państwowy i lokalny to dla mnie razem około 80 proc."
Przytoczę in extenso dalszy fragment tego wywiadu, bo dla nas może być to interesująace:
"W Polsce uważamy, że taka górna stawka zniechęca do osiągania sukcesu. 

- Nie rozumiem – że gdyby podatek był niższy, to pisałbym ciekawsze powieści?

Przede wszystkim w ogóle nie powinien ich pan pisać! Po co się starać, skoro 80 proc. i tak panu zabiorą! 

- Piszę, bo lubię. A nawet te 20 proc. wystarcza mi na całkiem znośne życie. Zresztą mnie w ogóle nie chodzi o pieniądze dla siebie. Mam dzieci, wnuki i byłe żony, a co za tym idzie – dużo zobowiązań.

Prezes szwedzkiego koncernu musi być zameldowany w Szwecji, ale pan mógłby przecież te powieści pisać w Monte Carlo i mieć sto procent dla siebie! 

- Byłem w Monte Carlo. Nie podoba mi się tam.

No to wyspy Bahama, Cypr, Ameryka Łacińska, nie wiem, inne raje podatkowe? 

- Chyba wszędzie tam byłem. I też mi się tam nie podoba. Za to bardzo podoba mi się w Szwecji. Co w tym takiego dziwnego? Polakom nie podoba się w Polsce?

Polaka by szlag trafił na myśl o tym, że państwo mu zabiera 80 proc. z jego zarobków i daje to na zasiłki dla dziewięciorga dzieci pakistańskiego imigranta. 

- Och! No cóż, ja na to patrzę inaczej. W moim wieku człowiek więcej już myśli o swoich ostatnich chwilach niż o tym, na co by tu wydać pieniądze. Swoje ostatnie chwile zapewne spędzę w szpitalu. W tym szpitalu tyłek mi będzie wycierała pielęgniarka, która raczej nie będzie pochodziła ze starej szwedzkiej rodziny. Bardzo możliwe, że będzie jedną z dziewięciorga dzieci pakistańskiego imigranta. I ja wtedy powiem, że jesteśmy kwita.

Może spróbujcie czasem w Polsce też spoglądać na to z takiej perspektywy – nawet jeśli teraz odnosisz sukces i drażni cię, że państwo zabiera ci pieniądze, żeby pomóc komuś, komu się gorzej powiodło – to przecież nie wiesz, co będzie się z tobą działo za dwadzieścia lat i czy sam wtedy nie będziesz potrzebował pomocy. Tak rozumujemy w Szwecji."


Możemy zadać sobie pytanie, skąd się bierze ta różnica w mentalności Szweda i Polaka? 
Naturalnie odgrywa tu role ‚zaszłość historyczna’. Może i stosunek Polaka do wysokich podatków byłby inny gdyby widział bezpośrednie i pośrednie efekty tego,że płaci podatki, np. w postaci lepszej infrastruktury w gminie (żłobki, parki, ścieżki rowerowe, basen, …), gdyby widział,że politycy i samorządowcy nie myślą przede wszystkim o własnym (i partyjnym) interesie,a myślą w znacznie większym stopniu o interesie wspólnym. Wydaje się, że tzw. przeciętny obywatel byłby w stanie zaakceptować marnotrawstwo publicznych pieniędzy na poziomie 10 procent, kiedy jednak sięga ono 40-50 procent to jego jedyna myślą jest jak to uciec od płacenia danin państwu – czy to uciekając w szarą strefę, czy płacąc łapówkę urzędnikowi podatkowemu za zwolnienie podatkowe, czy uciekając z rejestracja firmy w raju podatkowego. 

Nie mam rozkładu dochodów w Szwecji, ale myślę, że Japonia jest tutaj podobnym wzorcem. Może najpierw te wysokie dochody trzeba wypracować ciężko pracując w otoczeniu rynkowym, czego efektem jest dosyć duże zróżnicowanie dochodów i nieregularny rozkład (lognormalny) z kilkoma szczytami (biedni, średnio-zarabiający, bogaci), jak to było w Japonii w 1970 roku:
i potem, jak jest z czego, można myśleć o mechanizmach egalitarnych i doprowadzać do ‚regularnego’ lognormalnego rozkładu z jednym szczytem dochodów i niewielkimi różnicami miedzy bogatymi i biednymi, jak to miało miejsce w Japonii w 2000 roku:
To wszystko jednak przed nami?
Hola, hola! Mieliśmy już pomysły zbudowania ‚drugiej Japonii’, ‚drugiej Irlandii’. Czy potrzebna jest nam ‚druga Szwecja’? Czy nie lepiej zbudować ‚pierwszą Polskę’?





  • RSS