Sytuacja w Afryce, zwłaszcza w Afryce Subsaharyjskiej, jest wielkim wyrzutem sumienia społeczności międzynarodowej, dlatego z dużą radością przeczytałem dzisiaj informacje w The Economist o polepszeniu się sytuacji gospodarczej w wielu krajach Afryki. Wzrost gospodarczy biednych społeczeństw, a nie działania charytatywne społeczności międzynarodowej, jest warunkiem podstawowym pokonania biedy. Może to pierwszy sygnał, że kraje Afryki wyrwą się z tego zaklętego kręgu ubóstwa i biedy? Wśród dziesięciu najszybciej rozwijających się krajów na świecie (w rankingu uwzględniono jedynie kraje w których mieszka więcej niż 10 mln mieszkańców) w ostatnich dziesięciu latach jest sześć krajów z Afryki (Angola, Nigeria, Etiopia, Czad, Mozambik i Ruanda). Jak prognozuje Międzynarodowy Fundusz Walutowy w następnych pięciu latach wśród takich dziesięciu krajów będzie siedem z Afryki (Etiopia, Mozambik, Tanzania, Kongo, Ghana, Zambia i Nigeria) – pozostałe trzy to kraje azjatyckie (Chiny, Indie i Wietnam).
 

W ostatniej dekadzie szybkość wzrostu PKB w krajach Afryki Subsaharyjskiej zwiększyła się ponad dwukrotnie (z 2,4% do 5,7% rocznie) i była większa niż w krajach Ameryki Łacińskiej, ale nadal mniejsza niż w w Azji Południowo-Wschodniej. Optymistyczne jest to, że w najbliższych pięciu latach średni wzrost w krajach Afryki Subsaharyjskiej będzie większy niż w Azji. 
Najlepszą formą pomocy krajów bogatych krajom biednym jest otwarcie się na współpracę gospodarczą i zwiększenie wymiany gospodarczej z nimi. A pierwszym krokiem powinno być radykalne obniżenie taryf celnych na produkty rolne i zniesienie subsydiowania rolnictwa (zwłaszcza w Unii Europejskiej, Japonii i USA).
Ciekawe, czy to, że Afryka doświadcza tak szybkiego wzrostu nie jest zasługą Chińczyków, którzy coraz więcej inwestują w Afryce i stosują całkiem odmienną strategię współpracy niż kraje Zachodu w przeszłości i obecnie. Zachód, jak pomagał, stawiał warunki by dokonywano w tych krajach reform tak by Afryka demokratyzowała się i przestrzegała tzw. praw człowieka. W wielu sytuacjach doprowadzało to do konfliktu z tradycją i kulturą tamtych społeczeństw i było też powodem wzrostu korupcji. Chińczycy podchodzą do tego pragmatycznie, biznesowo – nie interesują ich jakieś mrzonki o prawach człowieka, demokracji, wolnościach (które przecież ‚przyjdą’ same w miarę jak kraje będą się rozwijały) a układają się z krajami afrykańskimi na zasadzie obustronnych korzyści.