Witold Kwaśnicki

Własność, Wolność, Odpowiedzialność i Wzajemne zaufanie

Wpisy z tagiem: chiny

„Cóż tam, panie, w polityce?
Chińczyki trzymają się mocno!?”

Warto przyjrzeć się poniższej mapie (większa mapa po kliknięciu na nią).
Obrazuje ona różnicę pomiędzy wartością rezerw walutowych i wartością rezerw złota a wielkością zadłużenia zagranicznego poszczególnych państw (na podstawie danych  CIA Factbook z 2010 r.).
Czy można się dziwić, że świat wpatrzony jest w to co zrobią Chińczycy?
Czy Chiny uratują Europę i USA?
Czy może pokażą Kozakiewicza gest?

Czerwony kolor ma też znaczenie symboliczne. Socjalizacja USA i Europy postępuje w zastraszajacym tempie.

We wczorajszym wpisie wspomniałem o potencjalnej roli Chin w przyspieszeniu zmian gospodarczych w Afryce, dzisiaj przeczytałem o tym, że Chińczycy planują duże inwestycje w Korei Północnej. To może być przełom w tym zniewolonym kraju. Zmiany w Chinach też rozpoczęły się od rozwoju w wybranych strefach ekonomicznych. Okazuje się, że chiński państwowy koncern Shangdi Guanqun Investment zainwestuje 2 mld dol. w północnokoreańską specjalną strefę ekonomiczną ulokowaną w Rason przy granicy z chińską prowincją Jilin oraz rosyjskim Primorskim Krajem. Ranson w zamierzeniu będzie jednym miastem, ale obecnie region ten składa się z dwóch miast Rajin and Sonbong.
 

Formalnie Rason (będący jedynym regionem mającym status wolnego, jakkolwiek absurdalnie by to brzmiało w kontekście Korei Płn.) stał się strefą ekonomiczną w 1991 r, ale dopiero obecnie rząd Korei Płn. zniósł liczne ograniczenia, uniemożliwiające swobodne prowadzenie interesów. Świadczyć to może o tragicznej sytuacji gospodarczej w tej jednej z ostatnich enklaw komunizmu, tej ‘żywej skamieniałości’, chęci znalezienia jakiegoś wyjścia z tragicznej sytuacji społecznej w Korei Płn. i ‘odbicia się od dna’.
Shangdi Guanqun Investment specjalizuje się w przerobie ropy, kopalin oraz międzynarodowych usługach finansowych. Oprócz Ranson są jeszcze trzy specjalne strefy ekonomiczne – w Kaesong, Sinyhzhu i obszar w górach Kumgang. Czy podobnych kroków możemy się i tam spodziewać? Shangdi Guanqun Investment Co., Ltd podpisało 20 grudnia  2010 w Pekinie dziesięciopunktowe memorandum z północnokoreański państwowym Pyongyang’s Investment and Development Group.  Celem jest zbudowanie w ciągu najbliższych 10 latach “największej strefy przemysłowej w północnowschodniej Azji” (planuje się zbudowanie elektrowni węglowych, dróg, portu, nabrzeży i rafinerii ropy naftowej).
Dla Chińczyków Ranson może być bazą dla eksportu do Japonii i północnowschodniej Azji.
Ubocznym celem działań Chińczyków może być chęć uzyskania zapewnienia o uwolnieniu Korei Płn. od broni nuklearnej, no i naturalnie chęć kontrolowania tego co się dzieje na Półwyspie Koreańskim. Otwartym pozostaje pytanie na ile ten krok Chin ‚miesza’ w planach Korei Południowej, która musi brać pod uwagę możliwe połączenie obu Korei w przyszłości?

Władze Pekinu maja duży problem z zatłoczonymi ulicami, dużą liczbą samochodów jeżdżących po mieście i związanym z tym dużym zanieczyszczeniem powietrza. Jak próbują temu zaradzić? Stosując stare, biurokratyczne metody kontroli liczby pojazdów. Mianowicie co roku wydają ściśle ograniczona liczbę pozwoleń na rejestracje nowych samochodów. Władze miejskie ograniczą w tym roku radykalnie liczbę nowych samochodów, do ok. 30% tego co było w 2010 roku. Warto jednak zauważyć, że i tak ta liczba jest ogromna, mianowicie władze zezwolą w 2011 roku na wydanie tablic rejestracyjnych dla 240 tys. samochodów (do Chin trzeba przykładać inna miarę niż zwykliśmy to robić w naszym codziennym życiu w Polsce!  W samym Pekinie jeździ obecnie ok. 5 mln samochodów, w ostatnich 5 latach liczba ta wzrosła prawie dwukrotnie). Zezwolenia te będą rozdzielane co miesiąc przy pomocy internetowej loterii. Jak wielkie jest zapotrzebowanie widać choćby po tym, że już w pierwszych dziesięciu minutach nowego roku, 6 tys. osób złożyło wniosek o rejestrację samochodu. Loteria i losowanie internetowe ma w zamierzeniu władz zapobiec korupcji i zapewnić sprawiedliwy podział tego ‚rzadkiego dobra’. Pekin nie jest jedynym miastem borykającym się z tego typu problemami. Możemy się zastanowić,czy ten z pozoru logiczny sposób rozdzielania dóbr jest jest dobry. Jak pokazuje doświadczenie wielu krajów (także i w Polsce) jakakolwiek biurokratyczna reglamentacja wcześniej czy później doprowadza do patologii społecznych, a zwłaszcza do zwiększenia korupcji. W Singapurze zastosowano już bardziej prorynkowe rozwiązanie (choć uznać to należy za ‚toporną protezę rynku’), co roku ogłaszana jest liczba nowych samochodów, które mogą być kupione i by kupić nowe auto należy zapłacić za certyfikat (który pozwala używać auto przez określony czas, z reguły przez 10 lat). Certyfikaty te są bardzo drogie, często ich cena ustalana jest poprzez aukcje. Na samochód pozwolić sobie mogą bogate osoby, albo duże firmy wypożyczające samochody. W Londynie natomiast, dzięki nowoczesnym technologiom, rozwiązano to w sposób jeszcze bardziej rynkowy. Kiedy samochód wjeżdża do londyńskiego city robione jest zdjęcie jego tablicy rejestracyjnej, automatycznie rozpoznaje się właściciela samochodu i z jego konta pobierana jest automatycznie opłata za wjazd i użytkowanie drogi. Ustalając wielkość tej opłaty w naturalny sposób można kontrolować liczbę pojazdów jeżdżących po londyńskich drogach bez uciekania się do biurokratycznych wygibasów. 
Naturalnie najlepszym rozwiązaniem byłoby w pełni rynkowe podejście. Uznanie prywatnej własności dróg i pobieranie opłat za ich użytkowanie przez tychże właścicieli. Oni sami już wymyśliliby najtańsze i wygodne dla kierowców sposoby pobierania opłat za użytkowanie dróg. A że interes taki musiałby być dochodowy to jakość dróg musiałaby być także odpowiednia (bo nikt nie chciałby płacić i jeździć po dziurach). Konkurencja pomiędzy różnymi właścicielami doprowadziłaby do racjonalnie niskiego poziomu opłat. Tylko proszę mi nie mówić, że opłaty te byłyby wysokie i normalnego użytkownika nie byłoby stać na jeżdżenie samochodem. Byłoby wręcz odwrotnie. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że to właśnie obecny system jest bardzo drogi i mało efektywny. To mit, że jeździmy po państwowych drogach bezpłatnie. Jeśli mielibyśmy do dyspozycji te pieniądze, które zabiera nam państwo na budowę i tzw. utrzymywanie dróg (w postaci różnego rodzaju danin: podatków, akcyz, winiet, itp), to już samo to wystarczyłoby nam na zapłacenie myta prywatnemu właścicielowi drogi (a śmiem twierdzić, że w wyniku konkurencji myto byłoby niższe niż to co średnio teraz płacimy państwu jako właściciele samochodów).


  • RSS