Witold Kwaśnicki

Własność, Wolność, Odpowiedzialność i Wzajemne zaufanie

Wpisy z tagiem: edukacja

Kilka tygodni temu Business Insider zwrócił się do Towarzystwa Ekonomistów Polskich z prośbą o podanie przykładu ‘jednego wykresu, który obecnie najbardziej zaprząta nam głowę, który frapuje, zastanawia, dziwi lub denerwuje’. Byliśmy jedną z kilkudziesięciu instytucji do których się zwrócono.  Wybrano takich wykresów ponad 50, które z krótkimi uzasadnieniami opublikowane zostały na stronie Business Insidera (tutaj).

Kilku członków TEP przedstawiło swoje propozycje i z chęcią wysłalibyśmy je wszystkie do Business Insidera. Niestety redaktorzy postawili wyraźnie swoje oczekiwania: ‘od jednej instytucji jeden wykres’. Po dyskusji wewnętrznej w TEP wybrano moją propozycję.

Jak to zwykle bywa, redakcje mają swoje prawa i zwykle to co im się przedstawia jest publikowane ze skrótami, niekiedy bardzo dużymi. Jako, że zostało to moje uzsadnienie faktycznie okrojone (choć naprawdę starałem się by było ono krótkie, ale o te skróty wcale nie mam pretensji; ‘takie prawa rynku’ ;-) ), dlatego poniżej pozwalam sobie na przedstawienie tego uzasadnienia w postaci jakiej wysłana zostało do reakcji (choć prosiłoby się o jeszcze dodanie więcej komentarzy).

Myślę, że większość (jeśli nie wszyscy) zapytani o podanie ‘najważniejszego wykresu na świecie’ mogą mieć problemy z wybraniem jednego takiego wykresu (sam zresztą tego doświadczyłem po przeczytaniu tej propozycji – kiedy to moja pierwsza reakcja była: takich wykresów mógłbym podać dziesiątki!).  Po krótkim zastanowieniu się doszedłem jednak do wniosku, że nie jest to tak ekstremalnie trudne zadanie i szybko wybrałem ten jeden, jedyny wykres ‘najważniejszy na świecie’.

Wykres prezentuję poniżej, odnosi się on do redukcji zakresy biedy (ubóstwa) w skali całego świata w ostatnich 200 latach:

Business insider bieda najwazniejzyt wykres

 

Wykres ten dostępny jest na stronie ‘Our World in Data’:
https://ourworldindata.org/extreme-poverty/

Do wykresu tego odwołuję się bardzo często przy różnych okazjach, a czynię to z kilku powodów, trzy najważniejsze to:

Kapitalizm jest jedynym system ekonomicznym w historii, który wyciągnął ludzkość z biedyPrzed rewolucją przemysłową na przełomie XVII i XIX wieku rozwój gospodarczy, pozwalający ludziom żyć dostatniej i być coraz to bogatszymi, był bardzo niewielki, praktycznie zerowy. Według ocen dokonanych przez Angusa Maddisona  (Contours of the World Economy, I-2030 AD (2007, str. 86)) do 1820 roku roczna stopa wzrostu dobrobytu w skali całego globu (mierzona PKB na osobę) była poniżej 0,05%, w okresie  1820–70 wzrosła ponad dziesięciokrotnie (do 0,54%). W końcu XIX wieku i w XX wieku stopa wzrostu tak rozumianego dobrobytu była już większa prawie dwudziestokrotnie (wzrosła do ok. 2%). Przed rewolucją przemysłową, czyli przed rozwojem systemu kapitalistycznego opartego na swobodzie gospodarowania i mechanizmach rynkowych, niemalże cały świat żył w biedzie (mierząc to współczesną miarą, tzn. dochodem na osobę równą 1 lub 2 dolarom amerykańskim z 1985 r.). Udział ludzi posiadających dochód poniżej 2 dolarów stale spadał z ok. 94% globalnego społeczeństwa w 1820 roku do ok. 55% w 1980 roku, by obecnie osiągnąć poziom poniżej 10%.

Nie bez przyczyny wspomniałem rok 1980, bo to jest druga przyczyna by pamiętać o tym wykresie. Rok 1980 uznany jest za początek współczesnej fali globalizacji. W sierpniu tego roku ogłoszono zasady tzw. Konsensusu Waszyngtońskiego, dziesięciu zasad stanowiących podstawę liberalizacji gospodarek krajów rozwijających. W 1980 roku prezydentem Stanów Zjednoczonych został Ronald Reagan, który zainicjował proces deregulacji gospodarki amerykańskiej, a rok wcześniej premierem Wielkiej Brytanii została Margaret Thatcher, która zainicjowała proces prywatyzacji gospodarki brytyjskiej. W tym kontekście warto też wspomnieć, że w 1978 roku Deng Xiaoping rozpoczął w Chinach  reformy gospodarcze, otworzył Chiny na świat. Symbolem liberalnych reform Denga było utworzenie w sierpniu 1980 pierwszych dwóch specjalnych stref ekonomicznych w niewielkich, w tamtym czasie, miejscowościach Shenzhen i Zhuhai. Natomiast 16 października 1978 na papieża wybrany został Karol Wojtyła (Jan Paweł II), który wspierał reformy gospodarcze w krajach rozwijających się, a symbolem jego stosunku do zmian gospodarczych było opublikowanie w 1991 roku najbardziej liberalnej encykliki w XX wieku, Centessimus Annus. Patrząc na załączony wykres widać wyraźnie, że proces redukcji biedy w skali całego świata nabrał przyspieszenia po 1980 roku. W ciągu 35 lat (od 1980 roku do 2015 roku) udział ludzi żyjących w biedzie spadł z 44% do 10%. W tym okresie, po raz pierwszy w historii świata, zaczęła spadać liczba ludzi żyjących w biedzie. W 1980 roku żyjących w biedzie było ok. 2 mld ludzi (cała populacja globalna w tym roku to ok. 4,5 mld), natomiast w 2015 roku żyjących w biedzie było prawie trzykrotnie mniej, ok. 700 mln (przy populacji globalnej równej ok. 6,6 mld ludzi).

 Trzecim ważnym powodem by pamiętać o tym wykresie jest coś co nazywam ‘nadużyciem onzetowskim’ (w bardziej radykalnej formie można byłoby to nazwać ‘kłamstwem onzetowskim’). W 2000 roku ONZ ogłosił osiem tzw. milenijnych celów rozwoju. Pierwszym z tych celów było ‘Zlikwidowanie skrajnego ubóstwa i głodu’ (‘Zmniejszenie do 2015 roku o połowę, w porównaniu z 1990 rokiem, liczby ludzi, których dochód wynosi mniej niż 1 dolar dziennie; Zmniejszenie do 2015 roku o połowę, w porównaniu z 1990 rokiem, liczby ludzi cierpiących głód’). W 2015 roku w ONZ odtrąbiono sukces i ogłoszono, że ten cel millenijny został osiągnięty. Smaczku sprawie dodaje to, że zostałby on osiągnięty, i to w nadmiarze, bez ogłaszania tego celu millenijnego. Jak widać z załączonego wykresu, i z danych statystycznych do których się odwołuję, to radykalne zredukowanie ubóstwa związane było z długookresowym trendem, a zwłaszcza z liberalizacją wielu gospodarek światowych i procesem globalizacji, a to dokonało się bez udziału ONZ, a nawet można powiedzieć, dokonało się wbrew działaniom biurokratów z ONZ. Nawiasem mówiąc, tego typu zachowanie polityków i biurokratów jest typowe – ogłaszają oni często programy działania i wyznaczają cele, które byłyby zrealizowane i osiągnięte bez ich udziału,. Cele te osiągnięte byłyby dzięki aktywności ludzi działających w otoczeniu rynkowym, a których osiągnięcie wynika w istocie z kontynuacji trendu obserwowanego przed ogłoszeniem tych programów i celów (tak było np. z ‘walką z analfabetyzmem’ i tzw. powszechną, publiczną edukacją w końcu XIX wieku w USA i w Wielkiej Brytanii).       

 PS Warto może zauważyć, że na ponad 50 odpowiedzi na zapytanie Business Insidera jedynie dwie pochodzą od pracowników uczelni (moja i z Akademia Leona Koźmińskiego), reszta od instytucji prywatnych. Z tego co wiem redaktorzy zwrócili się do kilku uniwersytetów ekonomicznych i do innych towarzystw ekonomistów.  Znak czasu?

 

Z pewnością moje odczucia są czysto subiektywne (a czego można oczekiwać od zwolennika austriackiej szkoły ekonomii ;-) ), ale odnoszę wrażenie, że coraz więcej jest przesłanek za tym by uznać, że idee szkoły austriackiej są coraz popularniejsze w Polsce, zwłaszcza wśród młodego pokolenia. Tydzień temu odbyła się premiera filmu  Zapomniani. Historia krakowskiej szkoły ekonomicznej, w którym odwołania do wielkich ekonomistów szkoły austriackiej, Carla Mengera i Ludwiga von Misesa, były częste i wyraźne. W planach twórców filmu o Zapomnianych ekonomistach szkoły krakowskiej jest podobny film o Misesie. Jednym z największych propagatorów idei szkoły austriackiej w Polsce jest  Instytut Misesa. Ostatnio dowiedziałem się też o kilku inicjatywach (konferencjach, wydawnictwach specjalnych numerów czasopism naukowych, …) socjologów, filozofów i ekonomistów, których celem jest propagowanie myśli szkoły austriackiej, a zwłaszcza Carla Mengera i Ludwiga von Misesa.

W tym kontekście ciekawie wyglądają wyniki badań opinii polskich ekonomistów, przedstawione w opublikowanej kilka tygodni temu książce Paradoksy ekonomii. Rozmowy z polskimi ekonomistami. Z rozdziału w którym omówiono wyniki badań pt. „Identyfikacja polskich ekonomistów akademickich ze szkołami myśli ekonomicznej” możemy dowiedzieć się, że w Polsce najpopularniejsza  wśród ekonomistów jest tzw. nowa ekonomia instytucjonalna (NEI). Wczytując się jednak w wyniki tych badań możemy doszukać się zalążków znaczącej zmiany w stylu myślenia polskich ekonomistów (zwłaszcza tego młodszego pokolenia). Pozwolę sobie zacytować fragmenty z opracowania przedstawionego w tej książce:
„ … odsetek ekonomistów, którzy określali się jako neoaustriacy (8,1%), był w badanej populacji wyższy niż udział ekonomistów postkeynesowskich i radykalnych łącznie (6,8%), jak i przewaga ekonomistów nowoklasycznych nad nowokeynesistami (15,2 wobec 12,9%).

W odpowiedzi na pytanie o poglądy w kwestii równowagi w gospodarce kapitalistycznej, najwięcej wskazań uzyskał przypisany ekonomii radykalnej pogląd, że „gospodarka z zasady pozostaje w nierównowadze” (37,2%), a następnie charakterystyczny dla szkoły austriackiej, że „gospodarka nieustannie dąży do równowagi” (26,2%).
… na inspirację z strony ekonomistów marksistowskich (Oskar Lange, Paul Sweezy) w pytaniu o autorytety wskazało 13%. Podobna sytuacja wystąpiła w przypadku szkoły neoaustriackiej. Przy wyborze autorytetów wskazań na znanych twórców szkoły austriackiej (Murray Rothbard, Ludwig von Mises) było 25% − ponad trzykrotnie więcej niż identyfikujących się z tą szkołą.

Na szczególną uwagę zasługuje, najliczniejsza w badanej populacji, grupa respondentów w wieku 36–45 lat (42,4%). Ekonomiści akademiccy z tej kategorii wiekowej w ciągu następnych 20–30 lat będą w decydującym stopniu wpływać na kształt i treści przekazywane w ramach nauczania ekonomii na wyższych uczelniach
W grupie tej udział zwolenników nowego instytucjonalizmu był najniższy. Jednocześnie odnotowano w niej najwięcej osób wybierających szkołę austriacką (11,5%), nieco powyżej średniej kształtował się także udział reprezentantów nowej ekonomii klasycznej (18,3%) oraz eklektyzmu (20%). …
Zupełnie inaczej wybory szkół rozłożyły się wśród najstarszych respondentów − powyżej 65 lat. Instytucjonalizm wskazało 35%, nowy keynesizm, nową ekonomię klasyczną i postkeynesizm po 10%, a szkołę austriacką − 5% przedstawicieli tej grupy. Charakteryzowało ją więc prawie dwukrotnie niższe poparcie dla nowej ekonomii klasycznej i ekonomii austriackiej niż wśród ekonomistów w przedziale wieku 36–45 lat. Z kolei zwolenników instytucjonalizmu było wśród nich prawie dwa razy więcej.”

Niech wspomniany w tym cytacie Oskar Lange będzie pretekstem do napisania tego co o Misesie zamierzałem napisać od dwóch lat. Przy różnego rodzaju okazjach przypominana jest opinia Oskara Lange, że Ludwigowi von Misesowi socjaliści powinni wystawić pomnik za zmuszenie ich do przemyślenia problemu rachunku ekonomicznego w socjalizmie. Edward Łukawer (jeden z socjalistycznych polskich ekonomistów) we wspomnieniach o Langem napisał: „Trzeba z całym naciskiem podkreślić, że O. Lange potrafił w swoim rozumowaniu wykorzystać określone elementy – wrogich przecież! – opinii neoliberałów do zbudowania teoretycznej koncepcji mechanizmu funkcjonowania gospodarki socjalistycznej. Tym samym wprowadził on do analizy ekonomicznej szereg fundamentalnych kategorii, które przedtem przez marksistów nie były brane od uwagę. Nic więc dziwnego, iż O. Lange zauważył – oczywiście, pół żartem, pół serio – że w Centralnym Urzędzie Planowania jakiegoś państwa socjalistycznego należałoby wznieść pomnik L. Misesowi (chyba można tu też dodać G. Halma – E. Ł.) oraz wmurować tam tablice pamiątkowe dla F. Hayeka i L. Robbinsa.” (Edward Łukawer, ‘Oskar Lange’, Gospodarka Narodowa Nr 10/2005).

Nie wiem dlaczego Edward Łukawer twierdzi, że Lange powiedział to „pół żartem, pół serio”? (takaż to widocznie taktyka niektórych socjalistów by dezawuować osiągnięcia swoich przeciwników).  Wszak Lange opublikował to bardzo prestiżowym czasopiśmie, The Review of Economic Studies (część pierwszą ‚On the Economic Theory of Socialism’ opublikował w 1936 roku, a część drugą w 1937). Część pierwsza zaczyna się od wyrażenia podziękowań Misesowi za rzucone socjalistom wyzwanie i propozycją postawienia mu pomnika:

“Socjaliści z pewnością mają powody, aby być wdzięcznymi profesorowi Misesowi, ich wielkiemu advocatus diaboli. Bo to było jego potężne wyzwanie, które zmusiło socjalistów do uznania znaczenia odpowiedniego systemu rachunku ekonomicznego w celu ukierunkowania alokacji zasobów w gospodarce socjalistycznej. Co więcej, głównie z powodu wyzwań rzuconych przez profesora Misesa, wielu socjalistów uświadomiło sobie istnienie takiego problemu. I chociaż profesor Mises nie był pierwszym, który ten problem podniósł, jak również nie wszyscy socjaliści byli zupełnie nieświadomi tego problemu, to prawdą jest, że w szczególności na kontynencie europejskim (poza Włochami) zasługa tego, że socjaliści podjęli ten problem systematycznie go analizując, należy w pełni do profesora Misesa. Zarówno jako wyraz uznania dla jego wielkich dokonań i jako swego rodzaju memento o podstawowym znaczeniu dobrego rachunku ekonomicznego, posąg profesora Misesa powinien zajmować honorowe miejsce w wielkim hallu Ministerstwa Socjalizmu lub Centralnego Biura Planowania państwa socjalistycznego. Obawiam się jednak, że profesorowi Misesowi nie spodobałaby się ta propozycja, co wydaje się być jedynym odpowiednim sposobem na spłatę długu wobec niego przez socjalistów, i trudno go winić za to”.

Całość swoich rozważań podsumowuje Lange pisząc w zakończeniu części drugiej z estymą o Misesie:

„Wyzwanie jakie rzucił profesor Mises miało zbawienny wpływ, powodując to, że socjaliści zaczęli poszukiwanie bardziej satysfakcjonującego rozwiązania problemu, ale wielką prawdą jest też, że wielu z nich dowiedziało się o istnieniu tego problemu dopiero po rzuceniu tego wyzwania. Jak widzieliśmy, ci socjaliści, którzy nie zdają sobie sprawy z konieczności i ważności istnienia odpowiedniego systemu cen i rachunku ekonomicznego w gospodarce socjalistycznej, są zapóźnieni nie tylko w odniesieniu do obecnego stanu analizy ekonomicznej: nie korzystają nawet z wielkiego dziedzictwa doktryny marksistowskiej”.

Jörg Guido Hülsmann w biografii  Mises The Last Knight of Liberalism (Hülsmann, 2007, s. 782) odwołuje się do słów Oskara Langego i jego propozycji postawienia pomnika Misesowi. Jednakże w  dalszym opisie tej sytuacji  Hülsmann  popełnia wiele błedów pisząc, że: „Żadne państwo socjalistyczne nie było wystarczająco hojne, aby zrealizować tę sugestię, ale Uniwersytet Wrocławski postawił pomnik proponowany przez Oskara Langego i zachował go do naszych czasów, z pewnością jako pomnik trwałości jego przesłania”.

Po pierwsze nie chodzi o Uniwersytet Wrocławski (gdzie faktycznie pracuje grupa ludzi, zwolenników szkoły austriackiej, propagująca idee Misesa), ale o Uniwersytet Warszawski, który nie zainicjował zbudowanie pomnika Misesowi, a dostał popiersie Misesa w 1990 roku, kiedy to Polskę odwiedził George Koether, wielki propagator myśli Misesa. O tym wydarzeniu wspomina sam George Koether w wywiadzie zatytułowanym A Life Among Austrians, jaki udzielił w 2000 roku. Mając wtedy 92 lata Koether wspomina tę wizytę mówiąc: „Dziesięć lat temu przywiozłem brązowe popiersia Hayeka i Misesa do Europy. Cato Institute podarował popiersie Hayeka Rosjanom, a ja podarowałem popiersie Misesa Uniwersytetowi Warszawskiemu, gdzie stał na specjalnej wystawie książek Misesa, tuż za korytarzem prowadzącym do starego gabinetu socjalistycznego profesora Oskara Langego”.

George Koether (1907-2006) i jego żona Ilo, niemalże od początku pobytu Misesa w Stanach Zjednoczonych, byli bardzo bliskimi znajomymi, a potem przyjaciółmi  Ludwiga von Misesa i jego żony Margit (podobnie jak byli przyjaciółmi Murray i Joey Rothbardów). Koether zasłużył się szczególnie po śmierci Misesa. Nie tylko wspomagał Margit Mises w pisaniu jej wspomnień, potem opublikowanych pod tytułem My Years With Ludwig von Mises, ale jeździł po Ameryce i po świecie propagując postać i myśl Misesa. Jednym z elementów jego aktywności była jego wizyta w Europie w 1990 roku.

Historię popiersia Misesa potwierdził prof. Jerzy Wilkin, ówczesny prodziekan Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego. Prof. Wilkin przypomina sobie wizytę George Koethera na UW w 1990 roku, w pierwszym roku polskiej transformacji. Wtedy to Koether przywiózł z USA ciężkie popiersie Misesa i podarował je Uniwersytetowi Warszawskiemu, wspominając znane słowa Oskara Langego o potrzebie uznania wielkiej roli Misesa w rozwoju ekonomicznej myśli socjalizmu. Popiersie to przez kilka lat stało w bibliotece Wydziału Nauk Ekonomicznych UW. Jak powiedział mi w lutym 2015 roku ówczesny dziekan WNE UW, prof. Jan Jakub Michałek, popiersie Misesa leżało później bardzo  długo gdzieś zapomniane w magazynach wydziału, przypomniano siebie o nim kiedy odrestaurowywano gabinet Langego i uznano, że takim najodpowiedniejszym miejscem dla tego popiersia będzie właśnie gabinet Langego, że dobrze się będzie prezentował w otoczeniu oryginalnych, ciężkich, w czarnym kolorze, mebli tegoż gabinetu.

Tak się złożyło, że zorganizowane przez Łukasza Hardta i Jerzego Wilkina seminarium poświęcone filozoficznemu spojrzeniu na wybrane problemy teorii ekonomii, pt. Filozoficznie o ekonomii, odbyło się 21 listopada 2014 r. na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego, ul. Długa 44/50, Warszawa; w sali 408, w  dawnym gabinecie Oskara Langego. Kiedy wraz z uczestnikami tego seminarium wszedłem do tego pokoju, od razu auważyłem stojącą na biurku Oskara Langego statuę Misesa (zdjęcia poniżej).

 MisesStatua1

MisesStatua2

MisesStatua3

Przeglądając swoje archiwum, prof. Wilkin znalazł jeszcze inną ciekawostkę odnosząca się do Misesa. Okazało się, że w kopercie przesłanej do niego przez George Koethera znajdują się fotografie Misesa z jego seminarium na Uniwersytecie Nowojorskim z 1965 roku. Poniżej skany koperty i czterech zdjęć Misesa z tego seminarium.

 KopertaKoetherM

Mises1M

Mises2M

Mises3M

Mises4M

Są to zdjęcia o doskonałej jakości, mimo, że zrobione zostały ponad 50 lat temu. W dodatku, są to zdjęcia oryginalne, z pieczątką fotografa na odwrocie (autorem fotografii jest David Jarrett); mają więc swoją wartość artystyczno-historyczną.

Sebastian Stodolak w opublikowanym właśnie artykule pisze, że ‘Ekonomia czeka na swojego Lutra’. Wprawdzie w artykule tym Stodolak wspomina szkołę austriacką, Carla Mengera i Ludwiga von Misesa, ale nie w kontekście tego, że mogą być oni traktowani jako  ‘Lutrowie’. Wydaje mi się, że nie potrzeba nam nowego ‘ekonomicznego Lutra’, bo szkoła austriacka ze swoimi największymi przedstawicielami (poczynając od Carla Mengera, …) rozpoczęła już ‘Reformację ekonomiczną’. Na efekty musimy trochę poczekać. W przypadku Reformacji religijnej w szesnastym wieku, efekty też nie pojawiły się natychmiast wraz z radykalnym wystąpieniem Marcina Lutra w 1517 roku. Ten proces trwał kilkadziesiąt lat. Dzieło Ludwiga von Misesa, jego magnum opus Ludzkie działanie, opublikowane zostało w 1949 roku, w 1974 roku Friedrich von Hayek uhonorowany został nagrodą im. Alfreda Nobla z ekonomii. 

Tak jak napisałem, nie potrzeba nam w ekonomii Lutra (bo ten już jest, to szkoła austriacka), potrzeba nam Heraklesa, który te ‘ekonomiczne stajnie i obory Augiasza’ posprząta. Ma częściową rację Sebastian Stodolak kończąc swój artykuł głosem nadziei, że w krytycznym momencie naszych dziejów (który z pewnością nadejdzie) będzie „istniał już ratunek w postaci nowych, zrewidowanych podręczników ekonomii i znających oraz rozumiejących je decydentów”. Napisałem ‘częściową rację’, bo takie podręczniki już są, tylko, że jak dotychczas ‘nie trafiły pod strzechy’. Myślę tutaj np. o (przetłumaczonych na polski) książkach (podręcznikach) Thomasa Sowella, oraz o Logice ekonomii, Marka Skousena. Trochę na ten temat w artykule, który napisałem na prośbę śp. Marcina Winiarskiego, pt. Czy podręczniki ekonomii muszą być tak bardzo podobne do siebie?.

Ja czekam raczej na ekonomicznego Heraklesa, aniżeli na ekonomicznego Lutra.

Wszystkich pragnących poznać podstawowe zasady ekonomii, ale także tych będących z ekonomią za pan brat, zachęcam do przeczytania książki Faustino Ballvé ‘Elementarz ekonomii – zwięzłe omówienie podstawowych reguł i doktryn’, która  właśnie została opublikowana przez Fijorr Publishing.

Elementarz ekonomii okladka

Jak napisałem we wstępie do polskiego wydania: Elementarz ekonomii to niezwykła książka niezwykłego autora. Przyznam, że książka ta umknęła mojej uwadze i dowiedziałem się o niej stosunkowo niedawno, a uważnie przeczytałem ją dopiero kilka miesięcy temu. Pocieszyć się mogę tym, że nie jestem jedynym, który powinien się do tego przyznać. To nieprawdopodobne, że ta skromna rozmiarami – za to wielka, jeśli chodzi o treść – książeczka praktycznie nie została zauważona przez ekonomistów. Nie mówię tutaj tylko o ekonomistach tzw. głównego nurtu w ekonomii, ale także ekonomistach związanych z nurtem liberalnym, wolnorynkowym, w tym ekonomistach szkoły austriackiej. Podejście, jakie zastosował Faustino Ballvé, opisując podstawowe zasady ekonomii, wpisuje się w tradycję twórcy szkoły austriackiej Carla Mengera oraz jej największego przedstawiciela w XX wieku, Ludwiga von Misesa. Ballvé pisze z pasją i zacięciem, a wiele ważnych problemów ekonomicznych, które przez innych autorów przedstawiane są w sposób, że tak powiem, nudnawy, u niego nabierają nowego wymiaru, czyta się o nich z zaciekawieniem.

Niekiedy styl i sposób prezentacji Ballvé powodują, że książkę pochłania się wręcz z „wypiekami na twarzy”. Ośmielę się twierdzić, że powinna ona zająć miejsce na półce z książkami obok Ekonomii w jednej lekcji Henry’ego Hazlitta, Zasad ekonomii Carla Mengera i Ludzkiego działania Ludwiga von Misesa. Ballvé, w dziesięciu krótkich rozdziałach, wyjaśnia czytelnikowi co jest przedmiotem analizy ekonomicznej, jak działają rynki, czym zajmują się przedsiębiorcy oraz jaka jest ich rola w życiu społecznym i gospodarczym, jak przepływa dochód z czynników produkcji, jakie funkcje spełniają pieniądze i kredyt, jak wpływają one na powstawanie cykli koniunkturalnych oraz jakie niebezpieczeństwa tkwią w protekcjonizmie, nacjonalizmie, socjalizmie i interwencjonizmie.

Zwykle osobom rozpoczynającym studiowanie ekonomii – i tym zainteresowanym poznaniem „prawdziwej ekonomii” – tradycyjnie polecam najpierw Ekonomię w jednej lekcji Henry Hazlitta, Wolny wybór Miltona Friedmana, Ja, ołówek Leonarda E. Reada i Zapomnianego człowieka Williama G. Sumnera. Teraz z ogromną przyjemnością będę mógł polecić przeczytanie Elementarza ekonomii Faustino Ballvé, i to polecić od razu na początku, a potem dopiero przejść do Hazlitta, Friedmana i innych bardziej zaawansowanych publikacji takich autorów, jak np.: Mark Skousen, Thomas Sowell, Gene Callahan, Carl Menger, Ludwig von Mises, Murray Rothbard, Israel Kirzner, Steven G. Horwitz (i wielu innych). Milton Friedman na koniec wykładu, który wygłosił 21 marca 1985 roku na Trinity University (San Antonio, Texas, USA), opisując swoją drogę do ekonomii i swoje rozumienie ekonomii, powiedział: „Ekonomia jest fascynującą dyscypliną, a najbardziej fascynujące jest w niej to, że prostota jej fundamentalnych zasad pozwala w sposób zrozumiały dla każdego zapisać je na jednej stronie, a mimo to niewielu je rozumie”. Kiedy Faustino Ballvé pisał swoją książkę na początku lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku, nie mógł znać tej opinii Friedmana. Jego Elementarz ekonomii jest jednak doskonałym przykładem ilustrującym to przesłanie późniejszego noblisty. W dziesięciu krótkich rozdziałach Ballvé pokazał, że te fundamentalne zasady ekonomii są naprawdę proste. Pozostaje mieć nadzieję, że dzięki jego książce ich zrozumienie będzie powszechne i to friedmanowskie stwierdzenie: „a mimo to niewielu je rozumie” przestanie być prawdziwe. Dwadzieścia lat temu Mark Skousen dosyć literalnie zrozumiał przesłanie Friedmana i spisał podstawowe zasady ekonomii dokładnie na jednej stronie (‘Economics in One Page’, The Freeman, Ideas On Liberty, 01.01.1997). Zawarte tam szesnaście punktów to hasłowe przedstawienie podstawowych zasad ekonomii i racjonalnej polityki gospodarczej. Propozycja Skousena może być potraktowana nie tylko jako swego rodzaju ciekawostka, ale też jako dobry materiał podsumowujący semestralny wykład o podstawach ekonomii (co często czynię na swoich wykładach i przedstawiam tę propozycję Skousena na ostatnich zajęciach kursu ekonomii). Warto jednak podkreślić, że brak jest w tej propozycji Skousena jakiejkolwiek argumentacji odnośnie tych zasad. Ballvé, oprócz ich przedstawienia, w perfekcyjny sposób argumentuje, dlaczego – jako uczestnicy życia gospodarczego (zarówno konsumenci, jak i producenci) – powinniśmy je uznać za powszechnie obowiązujące. Osiągniecie Faustino Ballvé wydaje się być wręcz nieprawdopodobne, bo w tej krótkiej książce, tym elementarzu ekonomii, oferuje on cudowną kombinację szerokości spojrzenia i zwięzłości prezentacji. Oprócz wspomnianej wcześniej argumentacji odnośnie istotności podstawowych zasad ekonomii, znajdujemy w niej opisy ich intelektualnych historii i korzeni ich powstania, ale też wiele przykładów zastosowania ich w gospodarczej rzeczywistości. Ballvé w bardzo przekonujący sposób pokazuje jakie mogą być konsekwencje łamania tych zasad oraz ich nieobecności w codziennym życiu jednostek i całych społeczeństw.

Czytając Elementarz Ballvé (*) należy być świadomym, że jego pierwsze wydanie miało miejsce w 1956 roku. Warto o tym pamiętać i mieć to na uwadze, aby – po pierwsze – docenić to iż, pomimo upływu ponad sześćdziesięciu lat od pierwszego wydania, tekst brzmi bardzo współcześnie, nic a nic się nie zestarzał. Po drugie, należy podziwiać przenikliwość i zdolność przewidywania Faustino Ballvé. Już w połowie XX wieku zwrócił on uwagę na ułomność podejścia matematycznego i ekonometrii w analizie procesów gospodarczych. Można także powiedzieć, że już w latach 50. opisał on intensywny rozwój globalizacji do stanu, jaki znamy obecnie. Podobnie jest z jego dyskusją na temat nierówności, kiedy wchodzi w polemikę z Williamem A. Lewisem. Gdyby w tych fragmentach Elementarza ekonomii zamiast nazwiska W. A. Lewisa wstawić nazwisko Thomasa Piketty’ego, polemika ta byłaby bardzo aktualna i można byłoby ją uznać za polemikę z opublikowanym w 2013 r. Kapitałem w XXI wieku Piketty’ego.

Jakże trafna jest analiza Ballvé odnośnie gospodarki centralnie zarządzanej (planowanej), zarówno w sferze diagnozy, jak i prognozy („Polityka centralnego zarządzania jest logicznie niespójna i mimo prestiżu, jakim nadal się cieszy, jej bankructwo jest tylko kwestią czasu” – str. 156–157). Podobnie proroczy jest postulat Faustino Ballvé, że „ważne jest oczyszczenie ekonomii z klasycznego mitu człowieka racjonalnego – homo oeconomicus” oraz jego uwaga odnośnie egoizmu: „Nie ma wątpliwości co do tego, że człowiek jest istotą egoistyczną. Taka jego dola, gdyż żaden inny model egzystencji nie jest dla niego możliwy. Jako ludzie działamy zgodnie z instynktem samozachowawczym. Ale egoizm to nie to samo co chciwość czy zachłanność. Egoizm jest po prostu pragnieniem szczęścia. Szczęście zaś nie zawsze wiąże się z posiadaniem dóbr materialnych” (str. 164).

Bardzo podoba mi się metafora z winem, którą Ballvé przedstawia, dyskutując nad problemem inflacji i wydatków państwa (str. 88–89): „Proces ten porównać można do rozcieńczania wina wodą. Rząd dolewa wody do wina obywateli, a następnie przywłaszcza część rozcieńczonego trunku dla siebie. Tym sposobem finansuje swoje wydatki (…). W rzeczywistości wszystkie te wydatki pokrywane są z części dobrego wina, które rząd odebrał obywatelom. A to dlatego, że dolewając do niego wodę, a następnie zagarniając dla siebie powstałą nadwyżkę, rząd zostawia obywateli z tą samą ilością „wina”, jednak o słabszej konsystencji – część pełnowartościowego wina zostaje więc społeczeństwu skradziona. (…) Tym sposobem rządy arbitralnie przywłaszczają część owoców produktywnych wysiłków własnych obywateli (…). W rzeczywistości w rezultacie takiej polityki najbardziej pokrzywdzeni zostają ludzie ubodzy”. Zawsze powtarzam przy wszelkiego rodzaju okazjach (a zwłaszcza studentom), że rozumienie mechanizmów funkcjonowania gospodarki daje mnóstwo satysfakcji i choćby dlatego warto interesować się ekonomią. Ważnym, praktycznym wymiarem znajomości ekonomii jest to, że jest ona obecna i potrzebna nam stale, codziennie, w naszym życiu. Poznanie zasad funkcjonowania gospodarki i jej mechanizmów nie tylko pozwala nam na podejmowanie lepszych, trafniejszych decyzji, ale czyni nasze życie pełniejszym, szczęśliwszym. Jestem przekonany, że zapoznanie się z ideami przedstawionymi w tej książce będzie ważnym krokiem w kierunku zrozumienia mechanizmów funkcjonowania gospodarki i uczynienia jej czytelników szczęśliwszymi.

(*) Intencjonalnie użyłem określenie ‘Elementarz Ballvé’ by zabrzmiało to podobnie jak ‘Elementarz Falskiego‘ , z którego uczyłem się pisać i czytać, kiedy zacząłem chodzić do szkoły podstawowej w 1959 roku.  Elementarz Falskiego sprawdzał się przez wiele pokoleń jako doskonała metoda uczenia dzieci pisania i czytania. Mam nadzieję, że Elementarz Ballvé spełni podobną rolę w nauczaniu ekonomii.

 

Od wielu lat zwracam uwagę na to jak wielkie spustoszenie w naszych umysłach zrobiła w wieku XX idea i praktyka państwa opiekuńczego (do czego przyłożył się jeszcze komunizm, zwłaszcza sowiecki i chiński). Po czterech-pięciu pokoleniach żyjących w okresie państwa opiekuńczego, nie jesteśmy w stanie zaakceptować tego, że to nie od państwa powinniśmy oczekiwać rozwiązania wielu trapiących nas problemów. Nie wspomnę o tym, że wiele z tych problemów wykreowało właśnie samo państwo opiekuńcze. Zamiast szukać pomocy w naszej indywidulanej aktywności, wspartej aktywnością i współpracą lokalnych społeczności, wytworzyliśmy w sobie przekonanie, że najlepszym remedium na trapiące nas problemy jest omnipotentne państwo. Zapomnieliśmy, że jeszcze sto lat temu tak nie było, że niemalże powszechną zasadą była postawa typu ‘jeśli umiesz liczyć to licz przede wszystkim na siebie’.

Przyznam, się, że sam nie wiem jakie jest wyjście z tego ‘skrzywienia umysłowego’. Bardzo prawdopodobne, że do wyleczenie się z niego potrzeba będzie dwóch pokoleń, jak to było u Mojżesza (40 lat wędrówki narodu wybranego po pustyni). Należy zacząć o tym dyskutować i kształtować postawy młodych ludzi.

Dyskutując o tego typu problemach przywołuję często słowa brytyjskiego historyka A.J.P. Taylora, który w Historii Anglii (English History 1914-1945, Oxford University Press, 1965) napisał:

„Do sierpnia 1914 roku rozsądny, przestrzegający prawa Anglik mógł przejść przez życie i prawie nie zauważyć istnienia państwa poza urzędem pocztowym i policjantem. Mógł żyć, gdzie chciał. Nie miał urzędowego numeru czy karty identyfikacyjnej. Mógł podróżować za granicę albo opuścić swój kraj na zawsze bez paszportu czy jakiegokolwiek urzędowego zezwolenia. Mógł wymienić pieniądze na każdą obcą walutę bez ograniczeń i limitów. Mógł nabywać dobra z każdego kraju na świecie na takich samych warunkach, na jakich kupował je w domu. Skoro o tym mowa – cudzoziemiec mógł spędzić życie w tym kraju bez zezwolenia i bez informowania o tym policji. Odmiennie niż w krajach europejskich na kontynencie, państwo nie wymagało od swoich obywateli służby wojskowej. Obywatel angielski mógł – jeśli chciał – zaciągnąć się do regularnej armii, marynarki lub rezerwy. Mógł także zignorować, jeśli tego chciał, wymagania obrony narodowej. Poważni posiadacze byli od czasu do czasu powoływani jako sędziowie przysięgli. Poza tym pomocą państwu służyli tylko ci, którzy chcieli [...]. Pozostawiało ono dorosłych obywateli samym sobie.”

 Kilka dni temu przeczytałem wpis Dennis’a Prager’a dotyczący najgroźniejszego uzależnienia jakiemu uległy współczesne społeczeństwa, jakim jest uzależnienie od przywilejów (uprawnień) nadawanych obywatelom przez państwo. Polecam przeczytanie tego wpisu w całości.

Prager zwraca uwagę na to, że prawdą jest iż wyjście z takich powszechnych uzależnień jak narkomania, alkoholizm, hazard, seksoholizm, czy palenia papierosów jest bardzo trudne. Jest jednak jedno uzależnienie (które nawet nie jest traktowane jako uzależnienie), mianowicie uzależnienie od przyznawanych przez państwo przywilejów, uzależnienie od tego, że ‘dostaje się coś za nic’.

Dla większości pełnosprawnych osób, którzy otrzymują pomoc od instytucji publicznych  w postaci zapomóg pieniężnych, kuponów żywnościowe, dotowanych mieszkań, nieodpłatnej edukacji, nieodpłatnej opieki zdrowotnej i innych świadczeń socjalnych, już sama myśl o rezygnacji z jednego z nich i podjęcia się trudu zapłacenia za nie z własnych ciężko zarobionych pieniędzy wydaje się niemożliwa. Wyjście z takiego uzależnienia uznawane jest za trudniejsze niż wyjściu z alkoholizmu czy narkomanii.  

Prager idzie w swej opinii nawet tak daleko, że uważa, iż wszelkiej maści socjaliści, czy politycy rozdający na lewo i prawo przywileje, powinni być traktowani na równi ze sprzedawcami narkotyków.

Zwraca on uwagę na to, że uzależnienia od nadawanych przywilejów czyni w istocie więcej szkód w społeczeństwie niż jakikolwiek inne uzależnienie. Wszelkie inne uzależnienia mogą zrujnować własne życie i życie najbliższych, a pijani kierowcy czynią kalekami, lub nawet zabijają, konkretnych ludzi. Społeczeństwo jako całość może przeżyć tego typu uzależnienia. Natomiast im więcej osób, które otrzymują pomoc publiczną w formie nadawanych przywilejów (uprawnień), tym szybszy i bliższy jest gospodarczy upadek tego społeczeństwa jako całości.

Uzależnienie od przywilejów niszczy system wartości, który przyczynił się w przeszłości do rozwoju gospodarczego opartego na mechanizmach rynkowych, kapitalistycznych. Wydaje mi się, że do uzależnienia opisanego przez Pragera, można dodać jeszcze jedno uzależnienie gorsze od alkoholizmu, narkomanii, palenia papierosów, hazardu, uzależnienia jakim ulegają sami politycy, sami rządcy, mianowicie uzależnienie od kreowania inflacji i psucie pieniądza.

Pierwszym krokiem ku wyjściu z tego uzależnienia od przywilejów powinno być  wykorzeniamy postaw antykapitalistycznych u tzw. intelektualistów (o których mówiłem w wykładzie „O antykapitalistycznej mentalności ludzi wykształconych”, dostępnym tutaj).

Są pewne powody do (przynajmniej umiarkowanego) optymizmu i jest nadzieja, że możliwe jest wyjście z tego typu uzależnień. Jak na razie jedynie Szwajcarzy wykazują się pewnym rozsądkiem, ale może za nimi pójdą inne społeczeństwa.  W 2014 roku Szwajcarzy odrzucili w referendum możliwość włączenia służby zdrowia w domenę przynależną państwu. Istniejący w Szwajcarii system ochrony zdrowia wymaga, aby każdy obywatel posiadał podstawowy pakiet ubezpieczenia zdrowotnego, które oferuje ok. 60 firm prywatnych. W tym referendum, zainicjowanym przez przedstawicieli lewicy,  prawie 62% Szwajcarów opowiedziało się za tym, aby nadal funkcjonował system prywatny. Ciekawy jest rozkład opinii na temat utrzymania obecnego systemu. Regiony niemieckojęzyczne głosowały przeciwko objęciu przez państwo kontroli nad służbą zdrowia, natomiast kantony, w których dominującym językiem jest francuski, były zdecydowanie przeciwko sektorowi prywatnemu.

Podobnym rozsądkiem wykazali się Szwajcarzy w czerwcu 2016 roku, kiedy to w referendum rozpisanym ponownie na wniosek lewicy, prawie 77% Szwajcarów odpowiedziało się przeciw wprowadzeniu tzw. dochodu gwarantowanego.

Uczmy się od Szwajcarów i wykazujmy się takim jak oni rozsądkiem. Stać nas na to. 

Kapitalizm uczy poszanowania własności prywatnej, docenienia wolności, postawy odpowiedzialności i wzajemnego zaufania. Powrót do tych wartości w świecie Zachodu wydaje się jedyną drogą odzyskania i utrzymania pozycji lidera zmian i stałej budowy dobrobytu indywidualnego, a przez to dobrobytu społecznego.

Myślę, że dzisiaj 9 listopada 2016 r. szczególnie należy wspomnieć o korzeniach kapitalizmu.  W zeszłym roku, z okazji XX rocznicy powstania Towarzystwa Ekonomistów Polskich śp. Jan Winiecki poprosił mnie bym napisał esej pt. „Kapitalizm – jedyny system ekonomiczny w historii, który wyciągnął ludzkość z biedy”. Esej ten ma być opublikowany w książce po-konferencyjnej, która nadal jest w przygotowywaniu do publikacji. Wersja robocza tego eseju dostępna jest tutaj. Poniżej załączam jego zakończenie:

Czy próba obalenia mitu, że kapitalizm i „wolny rynek” odpowiadają za nieszczęścia dawnych i współczesnych społeczeństw udała się? Z pewnością można byłoby podać jeszcze wiele argumentów na rzecz kapitalizmu, ale jednocześnie należy być świadomym, że – jak zwykle w przypadku  każdej strony ludzkiego bytu – nie jest to system idealny. Kapitalizm ma też wiele negatywnych stron, nie one jednak dominują. Ważne jest, że w trakcie rozwoju kapitalizmu te negatywne strony stają się coraz mniej liczne. Kapitalizm ma moc adaptacyjności i samonaprawy. Co najważniejsze, wbrew opinii przeciwników, w centrum systemu kapitalistycznego jest człowiek i troska o jego byt oraz zadowolenie. Ma rację Ayn Rand, kiedy nazywa kapitalizm „nieznanym ideałem” i zgodzić się trzeba z jej opinią, że:

 „Nawet gdyby w ogóle nie było kapitalizmu, każdy uczciwy humanista powinien starać się go wymyślić. Kiedy jednak widzicie ludzi, którzy za wszelką cenę usiłują nie dostrzegać jego istnienia, kłamać na temat jego natury, niszczyć jego pozostałości – jednego możecie być pewni: jakiekolwiek mają motywy, nie znajdziecie wśród nich miłości do człowieka.” (Rand 2013, 219).

Korea Północna i Korea Południowa to dwa diametralnie różne światy. Yeonmi Park uciekła z Korei Północnej (najpierw do Chin, potem do Korei Południowej, a obecnie mieszka w Stanach Zjednoczonych). Na podstawie swoich doświadczeń napisała książkę Przeżyć. Droga dziewczyny z Korei Północnej do wolności (Park, Vollers 2015). W grudniu 2015 roku ukazał się w Polsce wywiad z nią (Park 2015). Warto przeczytać go w całości; tutaj pozwolę sobie zacytować jedynie fragment odnoszący się do kapitalizmu.

Jesteś wolna?

– Teraz tak, ale nie było łatwo się do tego przyzwyczaić. Wolność jest trudna. Najpierw musiałam się uwolnić emocjonalnie – zrozumieć, że Kim Dżong Il nie jest bogiem, że Amerykanie nie nienawidzą Koreańczyków, że Korea Południowa nie jest skolonizowana przez USA, że w innych krajach nie ma głodu. Nie znałam tutejszych zwyczajów, nie rozumiałam, co mówią ludzie, w co wierzą. Nie znałam znaczenia słowa „miłość” – w Korei Północnej można kochać tylko przywódcę. Gdy zasypiałam, powracały koszmarne wspomnienia. Nawet w środku dnia zastanawiałam się, czy naprawdę jestem w Korei Południowej. Ciągle się szczypałam, do krwi, żeby uwierzyć. …

Podoba ci się kapitalizm?

– Uwielbiam go! Najbardziej zachwyca mnie wolność słowa. Ile tu jest książek, ile zawodów! Nigdy wcześniej nie widziałam dziennikarza, nie miałam w ręku niezależnej gazety. Nie wiedziałam, że można mieć własne zdanie – w Korei Północnej tylko przywódcy mają zdanie. Tam można stracić życie za nieostrożną wypowiedź, za obejrzenie niewłaściwego filmu. Tutaj państwo i system prawny chronią ludzi. A gdy zechcę, mogę wyjechać do innego kraju. To raj.

Masz wybór.

– Tego też musiałam się nauczyć. Nigdy nie uczono mnie krytycznego myślenia, nie potrafiłam dokonywać przemyślanych wyborów. Jak wybrać ryż z 15 gatunków w supermarkecie? Trzeba przez cały czas myśleć. To męczące.”

 Na początku tego eseju przedstawiłem opinie krytyczne wobec kapitalizmu, w których autorzy oskarżali kapitalizm za kreowanie biedy. Czytając wywiad z Yeonmi Park zadałem sobie pytanie, co ci krytycy kapitalizmu pomyśleliby, gdyby przeczytali jej książkę  i wywiad z nią. A może warto byłoby zaaplikować im (w ramach eksperymentu) przeżycie np. roku w Korei Północnej i potem powrót do życia w kapitalizmie? Może wtedy odpowiedzieliby tak jak powiedziała Yeonmi Park: „Uwielbiam kapitalizm”.

System polityczno-gospodarczy większości krajów Zachodu przeżywa kryzys. Coraz trudniej uznawać system ten za prawdziwy system kapitalistyczny. Pojawiają się pytania, czy Zachód straci swoją pozycję lidera zmian globalnych? Nie mam miejsca tutaj na pogłębioną analizę tego pytania, dlatego pozwolę sobie jedynie na krótkie stwierdzenie, że Zachód na pewno straci pozycję lidera, jeśli nie powróci do korzeni swojego sukcesu (o czym pisałem wcześniej w tym eseju), a symbolem niech będzie postawa kapitana Prestona, weterana wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej (za Woods, 2007; wyróżnienie kursywą moje – WK):

„W 1842 roku sędzia Mellen Chamberlain pytał 91-letniego kapitana Prestona, weterana bitwy pod Concord, dlaczego ten walczył przeciwko Brytyjczykom.

Chamberlain: Czy chwycił pan za broń z powodu zbyt dużego ucisku?

Preston odpowiedział, że nigdy nie odczuwał ucisku.

Chamberlain: Czy przyczyną była ustawa stemplowa?

Preston: Nigdy nie widziałem żadnego z tych stempli.

Chamberlain: Podatek herbaciany?

Preston znowu odpowiedział, że nie.

Chamberlain: Czytał pan Johna Locke’a i innych teoretyków wolności?

Preston: Nigdy o nich nie słyszałem. Czytaliśmy tylko Biblię, katechizm, psalmy i hymny Wattsa oraz almanach.

Chamberlain: Dlaczego więc pan walczył?

Preston: Młody człowieku, ruszyliśmy na nich dlatego, że zawsze o sobie decydowaliśmy i tak miało być na zawsze, a oni uważali inaczej.”

Kapitalizm został zbudowany dzięki takiej postawie, jaką reprezentuje kapitan Preston, ale jednocześnie kapitalizm uczy poszanowania własności prywatnej, docenienia wolności, postawy odpowiedzialności i wzajemnego zaufania. Powrót do tych wartości w świecie Zachodu wydaje się jedyną drogą odzyskania i utrzymania pozycji lidera zmian i stałej budowy dobrobytu indywidualnego, a przez to dobrobytu społecznego.

Książki wydawane przez Instytut Misesa to nie tylko możliwość poznania alternatywnego spojrzenia na procesy gospodarcze i społeczne, nie tylko odtrutka na ekonomiczną, ortodoksyjną, mainstreamową papkę, to także ogromna przyjemność trzymania w ręku wydawanej przez nich książek. Ta dbałość o stronę edytorską, elegancję, a nawet ekskluzywność fizycznego wyglądu książek  jest także znakiem firmowym Instytutu Misesa. Przeglądnięcie wydanych już przez nich książek (np. tutaj) utwierdzi Państwa w tym co napisałem.  Warto też regularnie czytać artykuły zamieszczane na stronie internetowej Instytutu Misesa.

Mam nadzieję, że przeczytanie informacji o zamierzeniach wydawniczych Instytutu Misesa na rok 2017 zachęci Państwa do zostanie mecenasem wydania tych książek. Warto wesprzeć aktywność tych młodych ludzi (wielu z nich to moi byli i aktualni studenci i doktoranci). Miejmy świadomość, że to oni już w tym młodym wieku podjęli się misji kształtowania myślenie Polaków. Od tego typu działalności młodych ludzi, aktywnie działających w wielu innych instytucjach (nie tylko w Instytucie Misesa) zależy przyszłość Polski. Dobrze, że im się chce. Pomyślcie, może uda się Wam wysupłać te parę złotych by wesprzeć ich działalność.

Ze swej strony, z góry dziękuję za szczodrobliwość. 

Wróciłem z XXIX Olimpiady Wiedzy Ekonomicznej (OWE), której hasłem przewodnim było „Nierówności społeczne a rozwój gospodarczy”. W ostatnim etapie zawodów wzięło udział 101 uczniów szkół średnich. W pierwszym dniu zawodnicy mieli do rozwiązania zadanie analityczne, musieli wypełnić test wielokrotnego wyboru składający się z 30 pytań i napisać esej na temat: Wyjaśnij czym jest, zapisana w Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej, społeczna gospodarka rynkowa. Oceń sposób realizacji tej idei w naszym kraju po 1989 r. w kontekście przeciwdziałania nierównościom społecznym. W drugim dniu każdy z zawodników miał za zadanie przedstawić przed komisją prezentację na jeden z pięciu problemów i odpowiedzieć na jedno z piętnastu pytań.

Będąc jednym z jurorów miałem m.in. do sprawdzenia 30 esejów. Eseje były generalnie na dosyć dobrym poziomie merytorycznym, zastanowiła mnie jednak duża jednostronność wypowiedzi i brak krytycyzmu w stosunku do poglądów podręcznikowych (głównego nurtu). Dotyczyło to zarówno bardzo pozytywnego stosunku do koncepcji ‘społecznej gospodarki rynkowej’ jak i bardzo negatywnego spojrzenia na znaczenie nierówności społecznych. Jedynie w dwóch pracach znalazłem wątki mówiące o tym, że nierówności społeczne mogą odgrywać pozytywną rolę bodźca do działania i mogą być siłą napędową gospodarki, oraz krytyczne uwagi odnośnie cech które uczniowie przypisywali społecznej gospodarce rynkowej, takich jak programy opieki socjalnej, ochrony zdrowia, państwowych programów emerytalnych, redystrybucji dochodów. Odniosłem wrażenie, że idee etatystyczne dominowały w odpowiedziach uczniów. Wieczorem pierwszego dnia zawodów poprosiłem organizatorów by pozwoli mi zrobić z uczestnikami zawodów test, który zwykle robię studentom na pierwszym roku wykładów z ekonomii, tzw. ‘najmniejszy quiz polityczny świata’. (prezentacja dostępna jest tutaj, a oryginała amerykańska wersja tutaj). 

Quiz ten ma swoją kilkudziesięcioletnią tradycję. Do dzisiaj wypełniono go na stronie The Advocates of Self Government ponad 23 mln razy. Wymyślony został przed Davida Nolana, który uznał, że dychotomiczny podział na liberalizm i konserwatyzm (lewicę i prawicę) jest zbytnim uproszczeniem i może sprawiać trudności w poprawnym zaklasyfikowaniu jego poglądów. Zaproponował on by uczestnicy tego quizu wyrazili swoje opinie odnośnie pięciu problemów odnoszących się do spraw społecznych (politycznych) i pięciu problemów odnoszących się do spraw gospodarczych. To dwuwymiarowe spojrzenie pozwala na zaklasyfikowanie swoich poglądów do jednej z pięciu kategorii: socjaldemokratycznych (left liberalis), centrowych, konserwatywnych (right conservative), etatystycznych (autorytarnych) i liberalnych (libertarian).

Wyniki tego quizu przeprowadzonego wśród uczestników OWE trochę mnie zaskoczyły. Okazało się mianowicie, że na 96 odpowiedzi, 13 osób zadeklarowało się jako socjaldemokraci, 28 jako centryści, 6 konserwatyści, 14 etatyści i 35 osób uznało się za liberałów. Zastanawiający jest duży odsetek liberałów (36%) i niewielki konserwatystów (6%). Zwykle u moich pierwszorocznych studentów odsetek liberałów to kilkanaście procent, dominują zdecydowanie socjaldemokraci i centryści. Podobnie duże różnice występują w przypadku etatystów, 15% wśród uczestników OWE, a wśród moich studentów jest to zwykle kilka procent.

Ciekawe, że statystycznie wśród tych 30 prac jakie sprawdziłem powinno być ok. 10 o wyraźnych poglądach liberalnych, tymczasem takich prac, z lekkim tylko nastawieniem liberalnym, były dwie.

Wydaje mi się, że podobną niechęć do jasnego wyrażenia swoich poglądów przez uczestników OWE zaobserwowałem w trakcie ich wypowiedzi ustnych, w drugim dniu zawodów. Kiedy jednak delikatnie zachęcałem ich do jasnego zadeklarowania i wyrażenia swojej opinii, słyszałem często prorynkowe i proliberalne wypowiedzi.

Ciekaw jestem jak będzie na XXX olimpiadzie w 2017 roku. Za moją sugestią przyjęto hasło ‘Państwo a gospodarka’, jako myśl przewodnią tej olimpiady. Zaproponuję jako lekturę dla uczestników tej XXX olimpiady kilka książek o wyraźnym nastawieniu liberalnym, a może nawet uda się zaproponować ekonomistów z kręgu szkoły austriackiej?

PS Gwoli jasności, czerwona kropka na slajdzie nr 6 w tej prezentacji oznacza moje odpowiedzi w tym quizie.  


  • RSS