Witold Kwaśnicki

Własność, Wolność, Odpowiedzialność i Wzajemne zaufanie

Wpisy z tagiem: hayek

Wiem, że rozczarowuję (przynajmniej niektórych),  bo od wielu tygodni nie ma nowych wpisów. Doba ma 24 godziny a tzw. obowiązki akademickie zabierają coraz więcej czasu. Może powinienem być bardziej zdyscyplinowany i przymuszać samego siebie by co parę dni napisać choć krótką notatkę-komentarz? A jest co komentować! Żałuje bardzo, że tak toczy się to blogowe życie.

Chciałem się choć trochę usprawiedliwić i zapewnić, że nie zaniedbuję swojego ‘misyjnego działania’. Uczestniczyłem np. w debacie ‘Keynes kontra Hayek’, która odbyła się 21 lutego w Bibliotece na Koszykowej w Warszawie. Było ciekawie i czasami gorąco. (oczywiście byłem za Keynesem Uśmiech)
Pretekstem do tej debaty była wydana niedawno książka Nicholasa Wapshotta Keynes kontra Hayek. Spór, który zdefiniował współczesną ekonomię.

W zeszłym tygodniu próbowałem przekonać do prawdziwego liberalizmu ‘kadrę akademicką’ na konferencji w Białymstoku „Neoliberalizm, ordoliberalizm, austriacka szkoła ekonomii a ład gospodarczy kapitalizmu“ gdzie poopowiadałem o „Mały rząd, państwo minimum. A może raczej ‚bez rządu’?”

Niech małą rekompensatą za braku wpisów będzie to co powiedzałem Obserwatorowi Finansowemu i co zostało tam przedstawione w formie wywiadu jako Zanim nadejdzie liberalizm, rozczarować musi keynesizm, dostępne pod: http://www.obserwatorfinansowy.pl/forma/debata/zanim-nadejdzie-liberalizm-rozczarowac-musi-keynesizm/?k=debata

Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu przyznał  komisarzowi UE dr. Januszowi Lewandowskiemu tytuł doktora honoris causa.  Uroczystość odbyła się 18 stycznia 2013 roku w pieknej Auli Leopoldina Uniwersytetu Wrocławskiego, a uroczystości tej towarzyszyło wydanie przez UE we Wrocławiu  książki  Janusza Lewandowskiego pt. Liberalizm a współczesność.  Poproszono mnie o napisanie wstępu do tej książki, który zamieszczam poniżej.

Prezentowany wybór tekstów napisanych przez Janusza Lewandowskiego pochodzi z jego książki pt. Neoliberałowie wobec współczesności, którą ukończył w sierpniu 1988 roku (jej drugie wydanie, z przedmową Donalda Tuska, ukazało się nakładem Wydawnictwa Atext, Gdynia 1991). Podstawowym kryterium wyboru tekstów była chęć pokazania idei stricte liberalnych, które (jak się nam wydaje) kształtowały myślenie gdańskich liberałów w latach osiemdziesiątych XX wieku. W całości zamieściliśmy esej o Misesie, a esej o Hayeku skróciliśmy jedynie o ostatni podrozdział Hayek i przypływ konserwatyzmu (zmieniliśmy ich kolejność – najpierw zamieściliśmy esej o Misesie, a następnie o jego uczniu Friedrichu von Hayeku). Zrezygnowaliśmy z eseju o Walterze Lippmannie, z eseju o ordoliberałach wybraliśmy dwa podrozdziały (Ordoliberalizm: w poszukiwaniu „trzeciej drogi” i Społeczna gospodarka rynkowa), natomiast z eseju o Raymondzie Aronie wyłączyliśmy dwa podrozdziały (Myślowy fundament i Dekadencki zachód). Zrezygnowaliśmy też z publikacji not biograficznych.

Zamieszczone eseje odczytujemy przede wszystkim jako świadectwo stanu dyskusji intelektualnej gdańskich liberałów, których Janusz Lewandowski jest jednym z ważniejszych przedstawicieli. Widać wyraźne zafascynowanie ideami Hayeka, co nie może dziwić, bo wiele środowisk w Polsce w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych poprzedniego wieku poznawało liberalizm (zwłaszcza ten gospodarczy) z lektury wydawanych w podziemiu fragmentów prac Hayeka[1] oraz niekiedy Miltona Friedmana. Interesujące jest to, że Janusz Lewandowski przedstawia osiągnięcia Ludwiga von Misesa, w tamtym okresie niemalże zapomnianego zarówno na Zachodzie, jak i w Polsce. Idee Misesa odżywają w ostatnich 20 latach i pewną zasługą Lewandowskiego jest podkreślenie wagi idei misesowskich dla kształtowania postaw wolnościowych.

Książka Janusza Lewandowskiego jest w istocie kontynuacją jego artykułów pisanych do wydawanego w podziemiu w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku „Przeglądu Politycznego” (PP). Pierwszy numer „Przeglądu Politycznego” złożony został na przełomie lat 1982 i 1983 dzięki wysiłkom Donalda Tuska i Wojciecha Dudy (który potem został redaktorem naczelnym PP) i ukazał się w 1983 r. w nakładzie ok. 500 egzemplarzy (zatem w bieżącym roku mija 30. rocznica pierwszego wydania PP). Twórcy PP sformułowali na początku kilka podstawowych zasad (bezpieczeństwo osobiste i nienaruszalność wolności człowieka, swoboda głoszenia własnych przekonań, pluralizm ideowy), które zawarli także w opublikowanym na łamach „Przeglądu Politycznego” manifeście wieszczącym w Polsce rewolucję liberalną. Wydawanie PP było inicjatywą nielicznego grona przyjaciół szukającego własnej tożsamości politycznej, grona osób, które w czasie 16 miesięcy Solidarności zasmakowało wolności i po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku nie chciało z niej zrezygnować. Ich rozumienie liberalizmu też ewoluowało, jeszcze w 1984 r. Donald Tusk pisał: „Liberalizm jest próbą historycznego kompromisu, który prowadzi do odrzucenia i komunizmu, i liberalizmu okrutnego Hayeka”. Wydaje się, że przełomem w myśleniu gdańskich liberałów było pojawienie się w ich gronie w 1985 roku Janusza Lewandowskiego. Jego fascynacja Hayekiem (a także Raymondem Aronem) udzieliła się innym i całe grono wyraźnie zwróciło się ku ideom wolnorynkowym i ideom klasycznego, wigowskiego liberalizmu. Ich pojmowaniu rzeczywistości gospodarczej przyświecało myślenie w kategoriach swego rodzaju triady: własność – rynek – przedsiębiorczość. W 1987 r. Janusz Lewandowski, opisując rodzącą się nową przedsiębiorczość, tak ją scharakteryzował: ,,Fenomen gdańskiej przedsiębiorczości wziął się z poszukiwania życiowej niszy, gdzie nie działa konformizujące ciśnienie właściwe zakładom państwowym. (…) Oblicze socjologiczne tego fenomenu gospodarczego jest bardzo interesujące. Dzisiejsi liderzy nowych spółdzielni i spółek biorą się z pokolenia wodzonego na pokuszenie w epoce Gierka, oczyszczonego poprzez Solidarność i represjonowanego w stanie wojennym. Dla wielu z nich, pełniących wcześniej z sukcesami rolę dziennikarza czy nauczyciela akademickiego, zwrot ku roli biznesmena był niejako wymuszony. (…) Młodzież nie naznaczona wcześniejszą rolą zawodową wchodzi w nowe przedsiębiorstwa bez kompleksów. Wiele nowo powstałych firm jest jej dziełem. Poszerzenie spektrum wyborów życiowych jest prawdziwą szansą dla tego pokolenia straconych szans”.

Jak to często bywa, taka początkowa wiara w liberalizm była bezkrytyczna, jednakże wielu młodych liberałów (a zwłaszcza Donald Tusk, Janusz Lewandowski i Jan Krzysztof Bielecki) ten swój fundamentalizm potrafiło pogodzić z uznaniem bardzo istotnej roli tak zwanej małej ojczyzny, lokalnej rzeczywistości, historii i tradycji. Okazało się, że Günter Grass, opisujący Gdańsk lat wojny, był dla nich równie ważny jak Friedrich von Hayek.

W kwestiach religijnych liberałowie gdańscy zajmowali w latach 80. dosyć wyraźne, sceptyczne stanowisko, uznawali niezależność (separowalność) tych dwóch sfer życia społecznego, a często nawet odcinali się od religii. Patrząc z perspektywy tych kilkudziesięciu lat, można zobaczyć, że i tutaj nastąpiła u nich zmiana. Przykładem jest choćby sam Donald Tusk, który niegdyś wyraźnie odżegnywał się od związków z Kościołem, natomiast potem, na znak swojego nawrócenia (sam nazwał siebie „wierzący po przejściach”), wziął ponowny ślub, tym razem kościelny. Janusz Lewandowski w momencie, gdy powstawał Kongres Liberalno-Demokratyczny (KLD), mówił: „Jeżeli wartości chrześcijańskie oznaczają dekalog, to rzecz jasna wszyscy je uznajemy. Dlaczego jednak warto to specjalnie podkreślać? Na dekalog powołują się wszyscy, bo jest on oczywistością. Ale w założeniach programowych musimy pisać o tym, co nas różni od innych ugrupowań”.

W „Przeglądzie Politycznym” dużo było przedruków, zapożyczeń. Samo pismo było bardzo eklektyczne, co wynikało ze specyfiki tamtych czasów i powszechnego w wielu środowiskach procesu samokształcenia się, któremu pismo to sprzyjało. Obok Poppera był Hayek, obok Friedmana – Aron czy Lippmann. Podobno sam Hayek miał określić ludzi z Przeglądu, jako sprzedawców używanych idei, czego nie należy traktować jako zarzut, a jako coś naturalnego w okresie „głodu prawdziwych idei”.

Gdańscy liberałowie wymyślili w drugiej połowie lat 80. program powszechnej prywatyzacji (powszechnego uwłaszczenia), który był w tamtym czasie chyba najbardziej radykalnym projektem dekomunizacji materialnych podstaw realnego socjalizmu. Kładąc nacisk na swobodę, wolność, prawo i na instytucjonalne gwarancje demokracji, uznali też samorządność za fundament porządku liberalno-demokratycznego (to dokonało się wyraźnie pod wpływem dzieła Alexisa de Tocqueville’a O demokracji w Ameryce, którym byli zafascynowani). Byli blisko Solidarności, czego efektem była też częsta obecność na łamach PP ludzi Solidarności. W jednym z pierwszych numerów wywiadu udzielał Lech Kaczyński. Z tego powodu wytykano i oskarżano gdańskich liberałów o konszachty z Solidarnością. Bronili się przed tego typu zarzutami, twierdząc, że nie uznawali Solidarności za związek zawodowy, a raczej traktowali ją jako ruch społeczny, który dążył do zmiany PRL-owskiego status quo, i właśnie dlatego nie tylko popierali ich dążenia, ale i sami w nich uczestniczyli.

Na wspomnienie zasługuje zorganizowany przez ludzi skupionych wokół „Przeglądu Politycznego” Kongres Liberałów, który odbył się w siedzibie Gdańskiego Towarzystwa Naukowego w dniach 10-11 grudnia 1988 r. Z całej Polski zjechało do Gdańska około tysiąca działaczy i aktywistów, naukowców, ekonomistów i  badaczy związanych z szeroko rozumianym ruchem wolnościowym. W Kongresie uczestniczyli też politycy, którzy wyrażali zainteresowanie powstaniem partii liberalnej. Podczas tych dwóch dni debat wygłoszono kilka ważnych referatów: Donald Tusk mówił o prawach do polityki, Lech Mażewski opowiadał się za stworzeniem nowej konstytucji, Jan K. Bielecki i Jan Majewski mówili o ważnej roli przedsiębiorczości w rozwoju społecznym i gospodarczym. W wielu wystąpieniach przewijał się motyw stworzenia polityki regionalnej i samorządowej oraz wielkiego znaczenia lokalnej aktywności. To na tym Kongresie Janusz Lewandowski i Jan Szomburg, przedstawiając referat pt. Własność jako próg reformy gospodarczej, uwłaszczenie jako kierunek, wskazywali na przemiany własnościowe, które powinny prowadzić do głębokich reform w kraju. To tam zauważyli, że „[w] ramach ogólniejszych przewartościowań zmienia się na naszych oczach słownik ekonomiczny. Szereg pojęć, zapładniających wizje reformatorskie z roku 1956, a nawet 1980, trafiło już do lamusa. W to miejsce tylnymi drzwiami wprowadza się do debaty publicznej takie pojęcia, jak rynek kapitałowy, akcje i obligacje czy prawa wolności. Aktualizuje się głos Ludwiga von Misesa, który przed z górą sześćdziesięciu laty uprzedzał, że centralną postacią zdrowej gospodarki jest przedsiębiorca i że postać menedżera nie może być dla niej substytutem”. Powołując się na sławną debatę kalkulacyjną z lat 20. i 30. ubiegłego wieku, Lewandowski i Szomburg piszą: „Doświadczenia Polski i Węgier pozwalają docenić przenikliwość i wagę argumentów Misesa oraz innych neoliberałów zaangażowanych w głośnej debacie lat 30. na temat rachunku ekonomicznego w socjalizmie”. Przedstawiając ekonomiczną alternatywę, zaproponowali oni „odgórne przekształcenie amorficznej własności państwowej w zdecentralizowany system indywidualnych i dobrowolnie przekazywalnych uprawnień w stosunku do istniejącego majątku produkcyjnego”. Dalej napisali: „Treścią naszej propozycji jest powszechne uwłaszczenie, to znaczy realne przeniesienie uprawnień własnościowych z administracji państwowej na szerokie rzesze społeczeństwa. Musi to być radykalne odpaństwowienie gospodarki, nie tylko w sensie formalnym, lecz i efektywnym, to znaczy musi prowadzić do narzucenia przedsiębiorstwom innych niż dotąd kryteriów kontroli ekonomicznej i do likwidacji gospodarczego paternalizmu”. Charakteryzując swój program, autorzy napisali: „Wydaje się, że akt parcelacji mienia państwowego, w wyniku którego w każdym polskim domu powstaje uprawnienie majątkowe, które niebawem będzie można wypróbować na giełdzie, posiada walory mobilizacyjne. W wielkim skrócie wyobrażamy sobie taką operację następująco: wszystkie osoby fizyczne od 18 lat w górę będące obywatelami polskimi otrzymują bony majątkowe o jednakowym nominale wynoszącym wedle wstępnych szacunków około 2 mln zł. Bony majątkowe są imienne i nie mogą być przedmiotem obrotu, mogą być wykorzystane tylko w jednym kierunku – jako uprawnienie do objęcia akcji o ekwiwalentnej wartości. Ustala się i ogłasza publicznie harmonogram reprywatyzacji, to znaczy podaje terminy, w których akcje poszczególnych przedsiębiorstw wprowadzane są do obrotu na giełdach regionalnych. Posiadacz bonu majątkowego sam wybiera moment, w którym pojawi się na giełdzie w roli potencjalnego akcjonariusza i powierza bon maklerowi giełdowemu. (…) Parcelacja objęłaby swym zakresem wszystkie przedsiębiorstwa sfery konkurencyjnej przy pozostawieniu udziałów Skarbu Państwa w niektórych zakładach przemysłu kluczowego” (wyróżnienia w oryginale – przyp. red.).

Wbrew oczekiwaniom polityków gdański Kongres Liberałów nie zaowocował powstaniem partii liberalnej, ale do dzisiaj pozostał w świadomości społecznej jako ważny moment w kształtowaniu postaw wolnorynkowych. Pokłosiem tego spotkania było powstanie w lutym 1989 r. Gdańskiego Towarzystwa Społeczno-Gospodarczego „Kongres Liberalny”. Rosnąca popularność tej inicjatywy spowodowała, że w czerwcu 1990 r. ,,przemieniono” Gdańskie Towarzystwo w partię, zmieniając jednoczesnej nazwę na „Kongres Liberalno-Demokratyczny” (KLD). Uczyniono to intencjonalnie, by nazwa ta, z jednej strony, nie nawiązywała do żadnego innego ugrupowania, jakie kiedykolwiek istniało w Polsce, ale z drugiej, kojarzyła się z historycznym zjazdem liberałów w Gdańsku. Wielu uczestników Kongresu z 1988 r. nie zostało członkami KLD, taką decyzję podjęli np. Janusz Korwin-Mikke, Aleksander Hall i Gabriel Janowski, podobnie uczynili działacze liberalni z Krakowskiego Towarzystwo Przemysłowego i Towarzystwa Gospodarczego w Warszawie, którzy zasilili później szeregi Unii Demokratycznej. Niewątpliwym sukcesem gdańskich liberałów było stworzenie rządu pod premierostwem Jana Krzysztofa Bieleckiego i rządzenie krajem od 12 stycznia do 5 grudnia 1991 roku. Można powiedzieć, że praktycznie gdański liberalizm zakończył się po porażce w wyborach parlamentarnych w roku 1993, kiedy to KLD zdobył niespełna 4% głosów i nie wszedł do parlamentu. W kwietniu 1994 r. KLD połączył się z Unią Demokratyczną, a obecnie większość polityków KLD działa w strukturach Platformy Obywatelskiej. Czy porażka gdańskich liberałów związana była z ich bardziej pragmatycznym podejściem i niechęcią zwrócenia się w latach 90. ku populizmowi? To jest otwarte pytanie i w tym krótkim wprowadzeniu nie ma miejsca na szersze rozważania na ten temat.

Swego rodzaju podsumowaniem osiągnieć gdańskich liberałów była opublikowana przez Donalda Tuska w 1998 roku książka pt. Idee gdańskiego liberalizmu. Oprócz tekstów Donalda Tuska w tomie tym znajdziemy również eseje Piotra Kapczyńskiego, Janusza Lewandowskiego, Dariusza Filara, Lecha Mażewskiego, Jana Szomburga, Jacka Merkela, Jana Krzysztofa Bieleckiego. Książka zawiera też ponadstustronicowy aneks z dokumentami programowymi środowiska liberałów gdańskich (Deklaracja ideowa Gdańskiego Towarzystwa Społeczno-Gospodarczego „Kongres Liberałów”; Deklaracja programowa Kongresu Liberalno-Demokratycznego; Deklaracja Parlamentarnej Grupy Liberalno-Demokratycznej; Tezy z hotelu „Marriott”; Od liberalnego rządu do liberalnej polityki. Uchwała Kongresu Liberalno-Demokratycznego; Uchwała w sprawie politycznego wsparcia dla procesu regionalizacji kraju; Program cetniewski. Polska: ku demokratycznemu kapitalizmowi, Karta Polskiego Kapitału; Szansa dla Polski. Program dla koalicji. Tezy dla Kongresu Liberalno-Demokratycznego; Tożsamość Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Propozycje. Polityka zagraniczna Polski (projekt); Program polityki społecznej Kongresu Liberalno-Demokratycznego (projekt); Uchwała Kongresu Liberalno-Demokratycznego; Tezy sobieszowskie. Liberałowie wobec rzeczywistości. Uchwała programowa Kongresu Liberalno-Demokratycznego; Pakt z przedsiębiorstwem prywatnym. Milion nowych miejsc pracy. Program wyborczy). Ciekawym uzupełnieniem jest też „Kalendarium najważniejszych dla środowiska wydarzeń”.

Wielu gdańskich liberałów zaangażowanych w wydawanie „Przeglądu Politycznego” zostało politykami, piastuje wysokie i odpowiedzialne stanowiska w Polsce i w Unii Europejskiej. W tej sytuacji nasuwa się naturalne pytanie: do jakiego stopnia ich liberalne poglądy, których byli zwolennikami i wyznawcami w latach 80., pomogły im w karierze politycznej, oraz na ile te liberalne poglądy kształtują ich obecne działania i pomagają w podejmowaniu ich codziennych decyzji? Podobno Donald Tusk powiedział kiedyś, że liberalizm nie nadaje się do rządzenia, że w realnej praktyce politycznej jego dawne przekonania musiały przegrać. Czy zatem minęły czasy, kiedy sytuacja społeczna sprzyjała kierowaniu się liberalnymi zasadami w rządzeniu? Tak jak to było w latach 80. za rządów premier Margaret Thatcher w Wielkiej Brytanii i za prezydentury Ronalda Reagana w Stanach Zjednoczonych. Odpowiedź nie wydaje się prosta i w tym krótkim wprowadzeniu nie można na nie dać zadowalającej odpowiedzi. Kiedy zastanawiałem się nad tym ważnym problemem, przyszła mi do głowy dawna piosenka śpiewana przez Mieczysława Fogga[2] Co nam zostało z tych lat, ze słowami Juliana Tuwima (wiersz napisany w 1930 r.). Chciałbym go zadedykować nie tylko gdańskim liberałom, ale generalnie polskim liberałom, których wolnorynkowe i wolnościowe myślenie kształtowało ich aktywność w latach PRL-u, jak również  na początku polskiej transformacji w latach 90.

Co nam zostało z tych lat
Julian Tuwim

Dawne dni, czułe dni
Wonią bzów przepojone,
Wiosną we krwi
Szumiał złoty nasz śpiew.

Dziś jesień łka,
Lecą dziś zwiędłe liście z drzew.

I bolesny sen mi się śni
Z nocy i dni
Minionych.

Co nam zostało z tych lat
Miłości pierwszej?

Zeschnięte liście i kwiat
W tomiku wierszy.

Wspomnienia czułe i szept,
I jasne łzy, co nie schną,
I anioł smutku, co wszedł,
I tylko westchnął.

W jeden cień, w jeden dźwięk,
W jedną pieśń melancholii
Złączył nas los.

Płyńmy razem w tę dal,
Czy szczęście to, czy to śmierć
Czy serdeczny żal.

To na zawsze — zawsze już jest,
Nasze już jest,
Choć boli…

Co nam zostało z tych lat
Miłości pierwszej?

Zeschnięte liście i kwiat
W tomiku wierszy.

Wspomnienia czułe i szept
I jasne łzy, co nie schną,
I anioł smutku, co wszedł,
I tylko westchnął.

 


[1] Do dziś tkwi we mnie wspomnienie czytania z wypiekami na twarzy fragmentów prac Hayeka (m.in. Drogi do zniewolenia) wydawanych w postaci małych książeczek wielkości dwóch pudełek zapałek.

 

[2] Piosenkę tę można posłuchać pod:


http://www.youtube.com/watch?v=Uq7Zr9FGWFU


Kilka dni temu uczestniczyłem w debacie pt. To nie kryzys, to rezultat! zorganizowanej przez Klub Austriackiej Szkoły Ekonomii w Toruniu oraz oddział Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego w Toruniu.

Tytuł debaty jest naturalnie cytatem z Kisiela, Stefana Kisielewskiego, który odniósł to do kryzysu (albo jak to nazywali komuniście eufemistycznie ‘przejściowych trudności’) w PRLu – nie był to kryzys, to był rezultat rządów komunistycznych. Kisiel ujął krótko i zwięźle to co wykazali najpierw Ludwig von Mises i później Friederik von Hayek w trakcie tzw. debaty kalkulacyjnej w latach 1920. i 1930., o niemożliwości rozwoju gospodarki socjalistycznej.

Przy okazji zachęcam do poczytania Kisiela i o Kisielu. Można zacząć od:


http://www.stefan_kisielewski.republika.pl/


http://pl.wikipedia.org/wiki/Stefan_Kisielewski

Wracając do głównego tematu debaty.  Nie będę tutaj opisywał tego co powiedziałem w trakcie spotkania, będzie to raczej prezentacja głównych punktów, prezentacja notatek do tej debaty. Warto zatem od razu powiedzieć, że za kryzys odpowiedzialna jest chciwość i pazerność ludzka (zwłaszcza tych z Wall Street), generalnie egoistyczne, samolubne zachowanie człowieka. Do tego należy naturalnie dodać globalizację, neoliberalizm i wprowadzenie (wymuszenie) w latach 1990 tzw. Konsensusu Waszyngtońskiego (czyli te wstrętne dwie instytucje Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy). Do pełnego obrazu przyczyn kryzysu należy dodać zbyt daleko idącą deregulację rynków finansowych (co powiązane jest z neoliberalną polityką rządów, zwłaszcza USA i WB) oraz szybki rozwój technologii informacyjnych i telekomunikacyjnych (dzięki czemu kapitał szybko mógł wędrować  z jednego końca świata na drugi).

No dobra, koniec wygłupów i bawienia się w Stiglitzów i Krugmanów.

Powszechnie przyjmuje się, że za kryzys, który zaczął się w Stanach Zjednoczonych, odpowiedzialna jest nadmierna akcja na rynku kredytów hipotecznych, tzw. subprime credits. I to jest częściowo racja. Tutaj można powiedzieć, że od dawna, co najmniej od 100 lat, ekonomiści Szkoły Austriackiej wskazywali, ze podstawową przyczyną kryzysów jest nadmierna kreacja pieniądza, np. przez rozpasaną akcję kredytową. Problematyki kredytów hipotecznych nie będę rozwijać, pisano o tym wiele, ale trochę przekornie polecę posłuchanie głosu dwóch brytyjskich komików, którzy w 2008 roku, u zarania kryzysu, w sposób dowcipny, ale jakże słuszny opisali to zjawisko; polecam:



Od dawna powtarzam, że obecny kryzys jest przede wszystkim kryzysem wartości, kryzysem moralności, kryzysem etycznym. Zapomnieliśmy co znaczą takie pojęcia jak odpowiedzialność, honor, dane słowo, wywiązywanie się ze zobowiązań, itp.  Do dziś staje mi przed oczyma Bernard Madoff, który oskarżony o defraudacje 50 mld dolarów, w chwili aresztowania 11 grudnia 2008 roku, z pełnym uśmiechem i rozbrajającą szczerością powiedział, że to był jeden wielki szwindel. Przez 13 lata  jego firma Investment Securities LLC nie zainwestowała nic w jakiekolwiek papiery wartościowe, a cała jej działalność polegała na pobieraniu pieniędzy od jednych i wypłacaniu ich innym uczestnikom tej piramidy finansowej. Oczywiście Madoff wykorzystał swoją wcześniejsza pozycję znanego ‘urzędnika publicznego’.

Gdzie były instytucje państwowe, które wmawiały ludziom, że to one stoją na straży stabilności systemu finansowego i dbają o bezpieczeństwie pieniędzy obywateli (w Stanach zwłaszcza SEC)? Zatem, by nie rozpisywać się za bardzo możemy powiedzieć, że to ‘Politycy i państwo odpowiedzialni są za kryzys’ (jak to ująłem w notce z  2008 roku -
http://mises.pl/blog/2008/11/25/witold-kwasnicki-za-kryzys-finansowy-odpowiadaja-politycy-i-panstwo/

To dzięki specyficznemu powiązaniu pomiędzy sferą polityki i biznesu możliwe były  (i niestety nadal są) te wszystkie przekręty, ukrywanie ewidentnych szwindli, uprawianie kreatywnej księgowości. Czy ktoś będąc wcześniej szefem wielkiego banku, obejmując stanowisko np. sekretarza skarbu, zrobi krzywdę swoim kolesiom nadal pracującym w bankach czy w finansach? Czy nawet, początkowo uczciwy polityk, będąc ministrem, premierem, czy kanclerzem, wiedząc, że za parę lat będzie musiał odejść z polityki, nie uczyni wszystkiego by zapewnić sobie dobrą posadę w prywatnej firmie (np. sprzyjając jej poprzez wprowadzenie odpowiednich regulacji prawnych)? Dopiero teraz wychodzą na jaw fakty pokazujące jak silne były (i są) powiazanie pomiędzy polityką, bankowością i agencjami ratingowymi.

Nie dziwmy się, że powstają patologie w sytuacji kiedy za oceną wiarygodności papierów wartościowych płacą nie ci którzy kupują te papiery (a tak było kiedy 100 lat temu powstawały te największe agencje ratingowe jak  Moody czy Standard & Poor) a płacą ci którzy te papiery emitują.

Kiedy państwo prowadzi od wielu dziesięcioleci politykę ‘ochrony miejsc pracy’ i stosuje co rusz zasadę ‘zbyt duży by upaść’, albo gdy w bankowości centralnej zapisana jest zasada ‘pożyczkodawcy ostatniej instancji’ to nie dziwmy się, że firmy i banki będą podejmowały coraz to bardziej ryzykowne działania (‘pokusa nadużycia’).

Obraz przyczyn kryzysu będzie pełniejszy jeśli do tego dodamy to co nazywam ‘fetyszem wskaźników’ (przekonanie biurokratów i polityków, że jak spełnione są pewne wskaźniki (np. wskaźnik kapitałowy (wskaźnik wypłacalności) wymuszony przez Basel II) to wszystko będzie dobrze), czy niemalże powszechną wiarę  w skuteczność modeli matematycznych (tutaj przepadek  LTCM, Myron S. Scholes’a i Robert C. Merton’a  jest symboliczny), oraz historię zadłużania się państw i powstania długu publicznego.

By o tym się nie rozpisywać odwołam się jedynie do moich trzech publikacji:


http://www.inepan.waw.pl/pliki/studia_ekonomiczne/Studia%202009%203-4%20Kwasnicki.pdf


http://kwasnicki.prawo.uni.wroc.pl//todownload/Ekonomista2012_3_Kwasnicki.pdf


http://www.inepan.waw.pl/pliki/studia_ekonomiczne/Studia%202012%201%2005%20Kwasnicki.pdf

Udając, że nie dosłyszałem pytania organizatorów debaty w Toruniu o tym jaka jest recepta na wyjście z kryzysu, mógłbym odpowiedzieć jak stary fundamentalista rynkowy:

„Kapitalistyczny rynek jest odpowiedzią, … przepraszam, a jakie jest pytanie?”

To jest najkrótsza odpowiedź. Jedną z zalet rynku jest to, że stale eksperymentuje (Hayek mówił o rynku, że jest to ‘procedura odkrycia’) , popełniając błędy na rynku (najczęściej w małej skali) wszyscy uczestnicy rynku uczą się i w ten sposób unika się wielkich błędów, czy wielkich katastrof. Tym różni się rynek od państwa, które jeśli już coś robi i chce rozwiązać jakiś problem to stara się robić to w sposób jak najpełniejszy, totalny. Jeśli państwo robi błędy (co zdarza się najczęściej) to są to błędy bardzo kosztowne, a co najważniejsze państwo i politycy nie uczą się na tych błędach. Tu przypomina mi się stare powiedzenie z czasów PRLu: „Kapitalizm popełnia błędy socjalne, a socjalizm błędy kapitalne.” Do tego jeszcze należy dodać swoistą postawę państwa, którą można porównać do postawy ‘bohaterskiego’ strażaka, który najpierw podpala dom a potem szybko biegnie by go ratować i gasić pożar (najpierw państwo przyczynia się do inflacji, biedy, bezrobocia, … a potem ogłasza ‘walkę z inflacją’, ’wojnę z biedą’, ‘bitwę z bezrobociem’,… – ta retoryka wojenna, używana przez urzędników państwowych i polityków jest znamienna!).

Warunkiem podstawowym (ale niestety nie tak łatwo i szybko realizowalnym, zwłaszcza po tym jakie spustoszenie w myśleniu zrobił wiek XX) jest powrót do tradycyjnych wartości etycznych i odzyskanie starego znaczenia takich słów jak honor, wolność, odpowiedzialność, wzajemne zaufanie. Do tego naturalnie należy dodać ‘poszanowanie własności prywatnej’. Nie bez powodu na swojej stronie zamieściłem: ‘Własność, wolność, odpowiedzialność i wzajemne zaufanie’.

Z tego typu postulatami łączy się potrzeba odbudowy roli rodziny, wychowania rodzinnego, odbudowy więzi rodzinnych. Kolejne działania, które powinny być podjęte to: prywatyzacja szkolnictwa, na początku wyższego a w dalszej pespektywie całkowita prywatyzacja szkolnictwa, łącznie z podstawowym; odbudowa silnego pieniądza (wbudowanie mechanizmów zapobiegających nadmiernej kreacji pieniądza – wprowadzenie czegoś na kształt standardu złota mógłby być tutaj pomocne, ale myślę, że jeśli ludzie mogliby się w pełni wykazać swoją kreatywnością to inne rozwiązania byłyby też możliwe, takim symptomem tego typu działania jest np. bitcoin).

Od zaraz należy podjąć działania zmierzające do eliminacji patologicznych relacji państwo-biznes, a temu może służyć zmniejszenie rozmiarów państwa (tak by np. fundusze publiczne nie były większe niż 10-15% PKB, w  dalszej przyszłości na poziomie kilku procent; pespektywą dalekiej przyszłości byłaby całkowita eliminacja państwa – czyli anarchokapitalizm).

A tak w ogóle, to o kryzysie moglibysmy już dawno zapomnieć i tego typu debaty nie byłyby potrzebne. gdyby pozwolono go rozwiązać  rynkowi i gdyby nie wszelkiego rodzaju keynesowskie, interwencjonistyczne działania rządów (w Ameryce i w Europie), różnego rodzaju bailouty, poluzowania ilościowe, programy pomocowe, fikcyjne pożyczki bankom komercyjnym na wykupienie obligacji państwowych. Wspominalem w poprzednim wpisie o kryzysie 1920 roku. Dlaczego nigdy nie słyszeliście o wielkim kryzysie roku 1920 – Thomas E. Woods

Robert Murphy ‘Kryzys o którym nie słyszeliście’:
http://www.pafere.org/artykuly,n660,kryzys_o_ktorym_nie_slyszeliscie_19201921.html
)

Wygląda jednak na to, że podobnie jak po Wielkiej Depresji z 1929 roku, na zakończenie kryzysu bedziemy musieli czekać kilkanaście lat. Oby tylko nie skończyło się tak jak to doświadczył świat w 1939 roku!

W wakacje , jak to w wakacje kupiłem do poczytania różne ‘czytadła’, kupiłem też wydany przez Politykę ‘Niezbędnik inteligenta’ (a co, też jestem inteligent!) pt. ’88 pytań do nauki’. Trzeba różnymi sprawami się interesować, bo jak napisał Friedrich von Hayek: „Fizyk, który jest tylko fizykiem, może być pierwszej klasy fizykiem i najbardziej wartościowym członkiem społeczeństwa. Ale wybitnym ekonomistą nie może być ktoś, kto jest tylko ekonomistą. Ekonomista, który jest tylko ekonomistą, jest nie tylko skończonym nudziarzem, lecz jest wręcz niebezpieczny.” Więc, aby nie tyle być ‘wybitnym ekonomistą’, ale bardziej by nie być nudziarzem, czy wręcz by  nie być niebezpiecznym, interesuję się różnymi rzeczami. Dlatego z przyjemnością i zainteresowaniem przeczytałem odpowiedzi na takie pytania jak: Skąd na Ziemi wzięła się woda? Jak prześwietlić wnętrze Ziemi? Po co organizmom żywym płeć?  Co można wyczytać z czaszki? Ile megapikseli ma ludzkie oko? Dlaczego musimy spać? Jak działa Internet? Czym różnią się telewizory LCD, plazmowe i OLED? Kiedy po ulicach będą jeździć samochody bez kierowców?

Kiedy dotarłem do końca tego ‘Niezbędnika inteligenta’ z przykrością skonstatowałem, że redaktorzy uznali, za niegodne inteligenta i nieistotne wszelkie pytania dotyczące tego co codziennie nas dotyka, pytania odnoszące się do sfery gospodarki (czy wynika z tego, że ekonomia nie jest uznawana przez redaktorów Polityki za naukę?). Nie zaproponowano odpowiedzi na takie, wydaje mi się ważne pytania jak: Dlaczego pojawia się inflacja? Jakie są przyczyny recesji i kryzysów gospodarczych? Co to jest pieniądz? Czy bank centralny jest nam potrzebny? Jak funkcjonują rynki? Czy monopol jest zawsze zły? Co jest bardziej niebezpieczne ‘zawodność rynku’ czy ‘zawodność państwa’? …

A przypominałem sobie o tym, kiedy dzisiaj przez przypadek zawędrowałem na stronę ‘Szkoły z klasą 2.0’,
http://szkolazklasa20.pl/pracownia
. Znajduja sią tam różne pracownie, w których będzie można znaleźć materiały pomocne w nauczaniu oraz sugestie jak prowadzić zajęcia. Są tam więc pracownie: Języka polskiego, Przyrody, Wiedzy o społeczeństwie, Wychowania fizycznego, Gabinetu dyrektora, Edukacji wczesnoszkolnej, Matematyki, Fizyki, Informatyki, Geografii, Historii, Pracowni językowych, Blogów, Chemii,  Pokoju koordynatorskiego, Laboratorium gier.

Niestety, ze świecą by szukać pracowni Ekonomii, czy Pracowni Przedsiębiorczości. Brak tego typu pracowni nie wydaje mi się niedopatrzeniem, jest po prostu głupotą. Nie dziwmy się potem, że po skończeniu edukacji młodzież, a potem dorośli, nie rozumieją podstawowych informacji gospodarczych i głosują na wszelkiej maści polityków-populistów, którzy jednocześnie obiecują np. obniżenia podatków dla obywateli i zwiększenia wydatków państwa, czy zapewniają, że jak dojdą do władzy to każdemu dadzą 100 milionów złotych, albo, że podniosą wszystkim zarobki o 10 procent, a ceny obniżą o 5 procent.  Ignorancja ekonomiczna polskiego społeczeństwa jest przeogromna i jedyną szansą na poprawę  jest rozpoczęcie edukacji młodego pokolenia.

John Stossel, wiele lat temu, nakręcił film pt. Chciwość, film który powinien każdy obejrzeć i przemyśleć. Film ten z polskimi napisami dostępny jest na Youtubie (niestety podzielony jest na sześć odcinków). W odcinku czwartym, dostępnym pod 

, opowiedziana jest historia Steave Mariottiego, nauczyciela w jednej z najgorszych szkół publicznych, który miał stale kłopoty z  uczniami  (historia ta zaczyna się od ok. 3. minuty i 20. sekundy). W akcie desperacji zapytał uczniów dlaczego mu dokuczają. Szczerze mu odpowiedzieli, że nie mogą go znieść,  że jest po prostu nudny. Zapytał ich zatem, czy był moment kiedy był dobrym nauczycielem, kiedy przekazywał im jakieś wartości? Jeden z uczniów (taki najbardziej urwisowaty i ‘rozchwiany emocjonalnie’) odpowiedział mu, że był taki jeden moment  kiedy był dla niego wartościowy nauczycielem, mianowicie wtedy kiedy mówił im o interesach w imporcie i eksporcie i kiedy opowiedział jak to sprowadził z Indii damskie buty po 5 dolarów za parę, zapłacił dolara za ubezpieczenie i inne opłaty, sprzedał w Nowym Jorku po 7 dolarów i w ten sposób zarobił 126 tysięcy dolarów. Od tej chwili, nauczyciel ten zaczął uczyć ich biznesu i przedsiębiorczości, a ten ‘rozchwiany emocjonalnie’ chłopak założył potem pierwszy szkolny biznes. Okazało się, że te urwisowate dzieci zaczęły przychodzić na zajęcia zainteresowani i aktywni. Wielu z nich po skończeniu szkoły z sukcesem prowadziło małe firmy.

Uczmy zatem przedsiębiorczości i ekonomii. Ale uczmy dobrze, tak by uczniowie odczuwali potrzebę uczenia się i potem wykorzystywali tę wiedzę w życiu.

Notka ta ukazała się 17 października w Gazecie Prawnej:

http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/655161,kwasnicki-informatyczny-nobel-z-ekonomii.html
niestety redakcja obcięła ostatnie dwa akapity i mój ulubiony wierszyk o
Zakochanym matematyku.

Coraz mniej ekonomii w Nagrodzie imienia Alfreda Nobla z nauk ekonomicznych! W tym roku uhonorowani tą nagrodą zostali, mający prawie 90 lat, Lloyd S. Shapley i rozwijający jego teorię, o prawie 30 lat młodszy, Alvin Roth. Dostali tę nagrodę za „teorię stabilnej alokacji oraz praktykę projektowania rynku”.  Obaj są matematykami, którzy próbują zastosować opracowane przez siebie algorytmy do pewnych problemów dosyć luźno związanych z prawdziwą ekonomią. Zajmują się problemem dopasowania różnych elementów z dwóch zbiorów np. uczniów do szkół, czy lekarzy do szpitali (np. lekarze mają pewne preferencje gdzie chcieliby pracować, a szpitale preferencje jakich lekarzy chcieliby zatrudnić).  Jest to w istocie problem matematyczny i informatyczny, dlatego nie dziwi to, że  tzw. algorytm Gale’a-Shapleya jest częściej wykładany na informatyce, a nie na ekonomii. Nazywanie (tak jak to ujął Komitet Noblowski) tego ‘centralnym problemem ekonomicznym’ jest grubą przesadą. Jeżeli to jest ‘centralny problem ekonomiczny’ to ja już nie wiem czym jest ekonomia.

Na początku lat 1960. Shapley wspólnie z Davidem Galem zajmowali się problemem dopasowania kobiet i mężczyzn pragnących się pobrać i opracowali tzw. ‘algorytm stabilnych małżeństw’. Alvin Roth zaczął rozwijać teorię Shapleya  zarówno teoretycznie jak i robiąc pewne eksperymenty laboratoryjne oraz proponując zastosowania tego algorytmu do rozwiązania pewnych problemów praktycznych.

Odnoszę wrażenie, że w Komitecie Noblowskim dającym nagrody z ekonomii w coraz większej liczbie zasiadają specjaliści od teorii gier, od różnych problemów matematycznych i zaczynają sami sobie dawać nagrody za różne ‘wygibasy matematyczne’. Problemy ciekawe, a nawet fascynujące, z punktu widzenia matematyki, ale w niewielkim stopniu odnoszące się do rzeczywistości gospodarczej.

Jako liberalny ekonomista  przeżyłem swego rodzaju szok kiedy w uzasadnieniu tej nagrody przeczytałem frazę ‘…praktykę projektowania rynku’.  Delikatnie mówiąc mam duże wątpliwości czy zaprojektowanie ‘sparowania’ uczniów i szkół, lekarzy i szpitali, czy dopasowanie par małżeńskich ma wiele wspólnego z rynkiem. Użycie  przez autorów tych algorytmów słowa ‘konkurencja’ nie czyni z nich narzędzia do projektowania rynków. Wydaje mi się, że Komitet Noblowski pomylił relacje, które występują w badaniach naukowych. Kiedy inżynier ma zaprojektować jak najlepszą powierzchnie statku czy samolotu, tak by opory ruchu były jak najmniejsze, to często zwraca się do biotechnologów, którzy obserwują naturę, patrzą jak zbudowana jest np. skóra rekina, który bardzo szybko i bez oporów pływa w wodzie i zainspirowani tym naturalnym rozwiązaniem, które wypracowała ewolucja biologiczna u rekinów (delfinów, czy innych zwierząt), proponują inżynierowi  rozwiązanie tego problemu. Nawiasem mówiąc to z tej inspiracji zaprojektowano powierzchnię piłki golfowej, która daleka jest od gładkości, bo okazało się, że istotną rolę przy pokonywaniu  oporów wody czy powietrza odgrywają mikrozawirowania przy powierzchni styku. Odpowiednie zaprojektowanie tej niegładkiej powierzchni sprzyja powstawaniu takich mikrozawirowań, dzięki temu piłka golfowa leci bardzo daleko.

To co  zaproponował nagrodzić Komitet Noblowski z nauk ekonomicznych i nazywa to ‘projektowaniem rynku’ odpowiadałaby sytuacji kiedy biotechnolodzy i inżynierowie idą do rekina (delfina, foki, itp.) i przekonują go, że jego rozwiązanie nie jest najlepsze i że powinien wymienić swoją skórę. Więcej pokory panowie (bo chyba pań nie ma  w komitecie noblowskim?).  Pewne naturalne procesy (a ewolucja biologiczna i spontaniczny proces rynkowy, który też jest procesem ewolucyjnym, są tego typu naturalnymi procesami)  wypracowują znacznie lepsze i optymalniejsze rozwiązanie niż najtęższe umysły wspomagane superkomputerami.  Tyczy się to szczególnie tzw. tkanki społecznej. To całkiem niedawno matematycy wykazali (i to też upraszczając sobie problem do sytuacji dwuwymiarowej), że pszczoły faktycznie wypracowały w trakcie swej ewolucja jako gatunku optymalny algorytm budowy plastra miodu i przy minimalnym zużyciu materiału wytwarzają największą przestrzeń sprzyjającą rozrodowi.

Powinniśmy obserwować jak faktycznie funkcjonują prawdziwe rynki (czyli w istocie poznawać mechanizmy ewolucyjne) i próbować stosować te mechanizmy konkurencji rynkowej w sytuacjach w których dostrzegamy  ‘niedostatki funkcjonowania’. To już w latach 1920. i 1930. w ramach tzw. debaty kalkulacyjnej Ludwig von Mises i Friedrich von Hayek pokazali na jakie manowce może nas wyprowadzić chęć zaprojektowania systemu gospodarczego, którą to chęć wykazywali (i wykazują) socjaliści.

Na koniec tych krótkich z konieczności uwag chciałbym przedstawić wierszyk który w wielu sytuacjach cytuję. Wydaje mi się, że w dobry sposób pokazuje on jak na manowce może nas doprowadzić zbytnie zawierzenie podejściu formalnemu i matematycznemu w analizie procesów społecznych.  Co nie znaczy, że jestem przeciwny stosowaniu formalizmów, sam w swoje pracy je stosuje. Chodzi o to by stosować je rozsądnie i znać ograniczenia ich zastosowań.

Wierszyk ten Rankine napisał w 1874 roku. Warto przypomnieć, że koniec dziewiętnastego wieku to początek intensywnej matematyzacji i fizykalizacji ekonomii.  (tłumaczenie: Olga Pisklewicz (pomocni przy tłumaczeniu byli Mateusz Machaj i Jan Lewiński). Polskie tłumaczenie opublikowane w: ‘Pod prąd głównego nurtu ekonomii’ (Mateusz Machaj, red. nauk.), Warszawa: Instytut Misesa, 2010; str. 233-234)

Zakochany matematyk

William John Macquorn Rankine (1820-1872)

I.
Pewien matematyk dał sobie skraść serce,
W damie ślicznej, ponętnej zakochał się wielce.
Ponieważ zapałał zupełną miłością,
W całkowitym skupieniu nad każdą krągłością,
Mierzył i studiował proporcje podziału,
Dowodząc, że wybranka bliska ideału.

II.
Mnożył, różniczkował, rachował z zapałem,
Równania układał doprawdy wspaniałe.
Działaniami rozwiewał wszelkie niewiadome,
I rozwiązał zadanie na kompletną żonę.
Nakreślał linie jej figury i twarzy,
Licząc, że taką ją sobie wymarzył.

III.
A że każda kobieta kocha piękne dźwięki,
Obmyślił teorię zdobycia jej ręki.
Akustycznych równań użył znakomicie,
By miłosną arią przekształcić jej życie.
W istocie gdy melodię tylko zaczął grać,
Dama włosy z głowy wnet zaczęła rwać.

IV.
Pewny siebie rachmistrz, bez cienia zwątpienia,
Nie odstąpił wcale od swego liczenia.
Wywodząc, że taniec to kolejna gratka,
Której musi ulec czarowna dzierlatka,
W następnym równaniu wyprowadził walca,
A następnie polkę, jako rodzaj tańca.

V.
Symetrycznym krokiem na parkiet wyruszył
Zakładając pewnie: damę to poruszy.
Wykonując obrót wokół własnej osi,
Swój środek ciężkości niezgrabnie przenosił.
Zatem grawitacja figla mu spłatała
I upadł, aż podłoga złowróżbnie zadrżała.

VI.
Nie poddał się jednak, projektował dalej:
Miłości dowodzić należy wytrwale.
Afekt – to wiedział ze swych kalkulacji –
Musi odwzajemnić dama pełna gracji.
Przecież wszyscy wiedzą z mechaniki prawa:
Akcja równa się reakcji – ot, cała zabawa!

VII.
„Zatem niech x oznacza piękno, y – manier dobrych szereg”,
z – pomyślność”, bo szczęścia nigdy nie za wiele,
L – niech znaczy miłość”, a pojmiemy wnet,
że „L staje się funkcją xy z”.
Matematyk dostrzegł w tym potencjał wielki
I ujął w równania rachunkowe gierki.

VIII.
Postanowił scałkować jeszcze L po t.
t – to czas i perswazja, a więc stwierdził, że
„Całka oznaczona – drogą do ołtarza,
Co przedział czasowy klarownie wyraża”.
Matematyk w duszy poczuł słodką błogość:
Granicą ich uczuć będzie nieskończoność!

IX.
„Skoro Pani Algebra tak wiele wylicza
I jest w stanie określić nawet bieg księżyca,
To uczucia kobiety określi tym bardziej”,
Stwierdził matematyk i poczuł się raźniej,
Lecz dama uciekła z wojakiem wyśnionym,
A nieszczęsny logik oniemiał zdumiony.

 


(notatka napisana została na zaproszenie Gazety Prawnej i jej skrócona wersja ukazała sie tam 12 października 2012 roku:

http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/654204,nobel-z-ekonomii-2012-prognozy-i-dywagacje.html
)

Chęć przewidywania jest chyba wbudowana w ludzką naturę. Każdy z nas podejmując decyzje uwzględnia to co może przynieść przyszłość. Są jednak sytuację kiedy to przewidywanie w niewielkim stopniu może wpłynąć na nasze życie i wtedy pozwalamy sobie na puszczenie wodzy fantazji. Tak jest w sytuacji tzw. prognozowania długookresowego, które lubią naukowcy. Myślą sobie często: Co mi szkodzi podywagować co będzie za 50 lat? W ostatnich latach nastąpił ‘wysyp’ prognoz starających się odpowiedzieć ‘jak będzie wyglądał świat w 2050 roku?’. Wydaje się to bezpieczne, bo jak się pomylę to kto po 40 latach o tym będzie pamiętał? Choć i tutaj należy być ostrożnym, bo są tacy, którzy pamiętają. W 1972 roku opublikowano tzw. pierwszy raport dla Klubu Rzymskiego pt. ’Granice wzrostu’. W raporcie tym przewidywano katastrofalną sytuację społeczeństwa globalnego w XXI wieku. Według autorów tego raportu już w drugiej dekadzie XXI wieku mieliśmy żyć w świecie bez surowców naturalnych, zatłoczonym, zanieczyszczonym, schorowani, w biedzie i ubóstwie.

Do takich kategorii bezpiecznych prognoz należy też prognozowanie traktowane jako zabawa. W poniedziałek 15 października o godz. 13:00 naszego czasu ogłoszony zostanie laureat (lub laureaci) ‘nagrody Nobla z ekonomii’. Popularnie mówimy o Noblu z ekonomii, ale warto zauważyć, że w swoim testamencie Alfred Nobel nie wspominał o nagrodzie z ekonomii. Nagroda ta została ufundowana przez Bank Szwecji z okazji trzechsetlecia powstania tego banku (w istocie pierwszego banku centralnego – wbrew powszechnej niemalże opinii to nie Bank Anglii był pierwszym bankiem centralnym). Nagroda ta ufundowana została w 1968 roku. a jej pierwszymi laureatami w 1969 roku byli Ragnar Frisch and Jan Tinbergen za „za rozwój i zastosowanie modeli dynamicznych do analizy procesów ekonomicznych”. Poprawna nazwa tej nagrody to Nagroda Banku Szwecji im. Alfreda Nobla w dziedzinie nauk ekonomicznych. Jak dotychczas jedyną kobietą uhonorowaną tą nagrodą była Elinor Ostrom, która dostała ją w 2009 roku wspólnie z Oliverrem E. Williamsonem za ‘analizę ekonomicznych aspektów zarządzania’. Właśnie przypadek Elinor Ostrom jest dobrym by podkreślić jak trudne jest przewidywanie kto będzie noblistą i, że należy to przewidywanie traktować jako pewnego rodzaju zabawę intelektualną. Przed październikiem 2009 roku chyba nikt nie był w stanie przewidzieć, że Ostrom może dostać nagrodę Nobla. Jej prace były praktycznie nieznane.

Podywagujmy zatem o tym kto może w tym roku zdobyć Nobla z ekonomii, mając jednak do tego pewien dystans i czyniąc to trochę ‘z przymrużeniem oka’.

Na początek przychodzą mi na myśl trzy nazwiska: Paul Romer, Robert Barro i Armen Alchian. Romer i Barro wymieniani są od dawna jako kandydaci na Nobla z ekonomii za ich wkład do teorii rozwoju gospodarczego, zwłaszcza odnośnie roli postępu technologicznego rozwoju gospodarczym. Szanse są ich o tyle duże, że chyba ostaniem noblistą zajmującym się teorią wzrostu gospodarczego był Robert Solow, który dostał Nobla w 1987 roku.

Natomiast jeśli chodzi o Alchiana to powinien on być uhonorowany za jego wkład w teorię praw własności, teorię cen i kosztów transakcyjnych. Jeśli rozważana byłaby kandydatura Alchiana to jednocześnie mógłby być uhonorowany Harold Demsetz, który też wniósł wiele w rozwój teorii własności. Dla mnie wart podkreślenia jest też wkład Alchiana w rozwój ekonomii ewolucyjnej. Tak prawdę powiedziawszy może to być ostatnia szansa uhonorowania Alchiana, bo urodzony w 1914 roku, ma ju te swoje 98 lat.

Jeśli komitet noblowski będzie pod wpływem bieżącego kryzysu finansowego to duże szanse będzie miał Douglas W. Diamond, który wspólnie z Philipem H. Dybvigiem opracowali w 1983 roku model runu na banki w sytuacji kryzysu finansowego. Jeśli byłaby rozpatrywana kandydatura Diamonda to możliwe jest, że wspólnie tę nagrodę otrzyma z Jerry A. Hausmanem i Halem L. White Jr., którzy wnieśli wiele do badań ekonometrycznych, opracowując metody oceny jakość modeli względem zebranych danych statystycznych.

Często wymienianym do Nagrody Nobla jest Jean Marcel Tirole, za jego osiągniecia dotyczące organizacji przemysłu i teorii gier. Zajmuje się on też problematyką finansów (regulacje finansowe i kryzys finansowy). Wydaje mi się jednakże jego szanse jako Francuza są niewielkie.

Jeśli Komitet Noblowski uwzględniałby wpływ na bieżący rozwój myśli ekonomicznej patrząc poprzez pryzmat rankingów to duże szanse miałby Andrei Shleifer, Amerykanin rosyjskiego pochodzenia, który jest na pierwszym miejscu rankingu opracowanym na podstawie bazy RePec (
http://ideas.repec.org/top/top.person.all.html
), uwzględniającym 13 zróżnicowanych kryteriów. Wydaje się jednak być zbyt młodym (urodzony w 1961 roku) by był poważnie rozpatrywany jako kandydat Komitetu Noblowskiego.

By mieś szansę trafienia dobrze jest podać dłuższą listę kandydatów (wielu z nich podobnie jak Shleifer jest zbyt młodych by mieć duże szanse, ale warto na ich zwrócić uwagę). Zrobiłem ją sobie na potrzeby tej krótkiej notatki i podaję ją w kolejności dosyć przypadkowej, już bez większego uzasadnienia (może w następnym roku znajdę na to czas?): Anne Krueger i Gordon Tullock (‘poszukiwanie renty’), Lars Peter Hansen, Bengt Robert Holmström, Colin Camerer (neuroekonomia), Vincent Crawford, (behawioralna teoria gier), Anthony B. Atkinson, Angus S. Deaton (nierówności dochodów, dobrobyt), Stephen A. Ross (arbitraż w teorii gier), Robert J. Shiller (zmienności rynku), Alberto Alesina (relacje polityka i ekonomia), Nobuhiro Kiyotaki, John H. Moore (niedoskonałości kredytu, cycle kredytowe’), Kevin M. Murphy (ekonomia społeczna), Martin S. Feldstein, Elhanan Helpman, Gene M. Grossman (handel międzynarodowy), R. B.Wilson, Paul Milgrom (aukcje), D.W. Jorgensen (ekonometria), William Baumol, Maurice Obstfeld, William Nordhaus i Martin Weitzman (ekonomia środowiska naturalnego), Whitney K. Newey, Richard Allen Posner, John Sutton, Matthew Joel Rabin, Raghuram Govind Rajan, Ariel Pakes, B. Douglas Bernheim, Claudia Goldin (kobieta!), David Kreps, Jagdish Bhagwati, Avinash Dixit (handel miedzynarodowy), Oliver Hart, Eugene Fama, Kenneth French (ekonomia finasów), Richard Thaler (ekonomia behawioralna), John Taylor, Mark Gertler (ekonomia monetarna), Richard Easterlin, Kamer Daron Acemoğlu, N. Gregory Mankiw, Robert Ernest Hall, Richard Blundell, Olivier Blanchard, Dale Weldeau Jorgenson, Peter C. B. Phillips, Bruno S. Frey, Kenneth Rogoff.

 

Na koniec chcę wspomni o ekonomistach spoza głównego nurtu, bliskiej mi szkole austriackiej w ekonomii (jedynym wyróżnionym Noblem przedstawicielem tej szkoły był Friedrich von Hayek, który dostał Nobla (dla przeciwwagi) z ‘socjalistą’ Gunnarem Myrdalem w 1974 roku). Naturalnie ekonomiści ci nie maja szans w Komitecie Noblowskim, ale można przecież trochę pomarzyć. Chodzi mi o Israela Kirznera i Marka Skousena, oraz o nie tyle ‘pełnego austriaka’, ale zwolennika liberalizmu, peruwiańskiego ekonomistę Hernando de Soto. Kirzner powinien dostać Nobla za analizę przedsiębiorczości i prace dotyczące roli przedsiębiorcy w rozwoju gospodarczym, Skousen za analizę procesu inwestycyjnego a zwłaszcza za propagowanie zdrowych zasad ekonomii rynkowej. Hernando de Soto powinien być uhonorowany Noblem za pokazanie jak brak poszanowania praw własności w krajach tzw. trzeciego świata przyczynia się do poszerzanie biedy i uniemożliwia tamtym społeczeństwom harmonijny i szybki rozwój gospodarczy.

Piotr Aleksandrowicz,  z okazji setnej rocznicy urodzin Miltona Friedmana, opublikował artykuł pt. ‘Friedman: siła wolnego rynku, który wróci’ (
http://www.obserwatorfinansowy.pl/forma/debata/friedman-sila-wolnego-rynku-ktory-wroci/
). Też wiele ciepłych słów mógłbym powiedzieć o Miltonie Friedmanie, wiele jego tez dotyczących wolnego rynku jest mi bardzo bliskich. Kiedy czyta się Miltona Friedmana, nakładając odpowiedni filtr i zauważając tylko to co powiedział o rynku, gospodarce rynkowej i o kapitalizmie w duchu libertariańskiem (a tak czyni to Piotr Aleksandrowicz) to można myśleć o nim tylko pozytywnie. Faktem jest,  że Friedman uczynił dla popularyzacji idei wolnorynkowych bardzo wiele. Ten jego sukces popularyzatorski był w dużym stopniu możliwy dzięki bliskim kontaktom z politykami i rządzącymi. Jednakże, wiele jego wypowiedzi ociera się o apologetykę rządu, wiele jego prac to ‘flirtowanie’ z ekonomią ortodoksyjną. Katarzyna Kozłowska komentując artykuł Aleksandrowicza słusznie zauważa, że
Jeśli wspominamy Friedmana, nie zapominajmy o Hayeku’ (
http://www.obserwatorfinansowy.pl/forma/debata/jesli-wspominamy-friedmana-nie-zapominajmy-o-hayeku/?k=debata
). Ma ona rację, że zasług propagowania idei wolnorynkowych i wzrost popularności myśli liberalnej (libertariańskiej) nie można przypisać tylko Friedmanowi. I nie tylko o Hayeku tutaj powinniśmy myśleć. Można byłoby wymienić długą listę nazwisk.  Zawsze jednak warto zadać sobie pytanie, kto mógłby być wskazany jako ten, który położył fundamenty pod ten wzrost popularności libaralizmu w ostatnich dekadach, kto wykazał się największa konsekwencją w swoim życiu w głoszeniu idei wolnościowych? Kiedy odpowiadałem sobie na to pytanie czytając artykuły Piotra Aleksandrowicza i Katarzyny Kozłowskiej to tylko jedno nazwisko przychodziło mi do głowy, mianowicie Ludwig von Mises. Zatem należałoby powiedzieć ‘Pamiętajmy przede wszystkim o Ludwigu Misesie’! Dlatego z zadowoleniem, po dwóch tygodniach, przeczytałem artykuł Łukasza Nierody Kto jest kim i jakie ma zasługi’ (
http://www.obserwatorfinansowy.pl/forma/debata/kto-jest-kim-i-jakie-ma-zaslugi/
). Szkoda, że dopiero pod koniec artykułu pojawia się to co w nim wydaje mi się najważniejsze, mianowicie: „Smith, Friedman, Hayek – wszyscy są powszechnie uważani za propagatorów wolnego rynku i z tego powodu bardzo często wrzucani do jednego worka. Należy jednak pamiętać, że bazowali na innych założeniach teoretycznych. We wstępie wspomniałem, że jedno odkrycie może mieć wielu ojców, i żeby samemu nie odstawiać części z nich na boczny tor, chciałbym na zakończenie wspomnieć raz jeszcze o najwybitniejszym – moim zdaniem – ekonomiście w historii, Ludwiku von Misesie. … Myślę, że Mises jest jednym z najbardziej niedocenianych ekonomistów, jakich zna świat i to on, a nie Hayek, jest tym, o którym zawsze się zapomina, dlatego polecam wszystkim czytelnikom zapoznanie się z jego dorobkiem.”

Gdyby Mises wykazał się taką trochę spolegliwą postawą jaką reprezentowali np. Hayek i Friedman, to z pewnością byłby znacznie bardziej popularny i to on by pierwszy odbierał nagrodę Nobla, przed oboma jego ‘uczniami’.  Wydaje się, że to nie przypadek, że nagroda im. Alfreda Nobla z ekonomii przyznana została Hayekowi w 1974 roku, rok po śmierci Ludwiga von Misesa. Widocznie komitet noblowski uznał,  że przyznanie tej nagrody uczniowi Misesa, a nie samemu Misesowi, kiedy ten jeszcze  żył, byłoby ogromną niesprawiedliwością, a co najmniej faux pas. Milton Friedman dostał nagrodę im. Alfreda Nobla z ekonomii w 1976 roku.

W odróżnieniu od wielu propagatorów idei wolnościowych Mises przyjął bardzo nieugiętą postawę, przez całe swoje długie życie był wierny swoim libertariańskim poglądom, był też wierny swoim prakseologicznym założeniom metodologicznym. Do rangi symbilu urasta wydarzenie z 1947 roku,  które wspomina sam Milton Friedman (np.
http://libertyunbound.com/sites/files/printarchive/Liberty_Magazine_July_1991.pdf
).

Na pierwszym posiedzeniu Mont Pelerin Society, oprócz Ludwig von Misesa i Miltona Friedmana  byli obecni ówcześnie najbardziej poważani zwolennicy wolnego rynku, m.in. Friedrich von Hayek, Fritz Machlup, George Stigler, Frank Knight, Henry Hazlitt, John Jewkes, Lionel Robbins, Leonard Read. Pewnego popołudnia dyskutowano, m.in., kwestie redystrybucji dochodu, podatków, w tym także podatków progresywnych. W środku tej dyskusji Ludwig von Mises wstał powiedział: „Jesteście bandą socjalistów” („You’re all a bunch of socialists”) i trzaskając drzwiami wyszedł z pokoju.

Kontynuatorem i propagatorem myśli Ludviga von Misesa jest amerykański Ludwig von Mises Institute (mises.org, gdzie można pobrać wszystkie prace Misesa i o Misesie), a w Polsce, Instytut Misesa  (mises.pl, gdzie dzięki wysiłkowi młodych ludzi propagowane są idee szkoły austriackiej).

Pamiętajmy zatem o Ludwigu von Misesie, ‚ostatnim rycerzu liberalizmu’, jak nazywali go znajomi i koledzy, i jak pisze o nim Jörg Guido Hülsmann w biografii zatytułowanej Mises: The Last Knight of Liberalism. Czytajmy jego prace.

P.S.  W licznych linkach do różnych organizacji wolnościowych (Like-minded Organizations)  jakie umieszczone są na stronie internetowej The Mont Pelerin Society nie ma linku do Ludwig von Mises Institute. Ciekawe, prawda?


  • RSS