Witold Kwaśnicki

Własność, Wolność, Odpowiedzialność i Wzajemne zaufanie

Wpisy z tagiem: intelektualisci

Kilka tygodni temu Business Insider zwrócił się do Towarzystwa Ekonomistów Polskich z prośbą o podanie przykładu ‘jednego wykresu, który obecnie najbardziej zaprząta nam głowę, który frapuje, zastanawia, dziwi lub denerwuje’. Byliśmy jedną z kilkudziesięciu instytucji do których się zwrócono.  Wybrano takich wykresów ponad 50, które z krótkimi uzasadnieniami opublikowane zostały na stronie Business Insidera (tutaj).

Kilku członków TEP przedstawiło swoje propozycje i z chęcią wysłalibyśmy je wszystkie do Business Insidera. Niestety redaktorzy postawili wyraźnie swoje oczekiwania: ‘od jednej instytucji jeden wykres’. Po dyskusji wewnętrznej w TEP wybrano moją propozycję.

Jak to zwykle bywa, redakcje mają swoje prawa i zwykle to co im się przedstawia jest publikowane ze skrótami, niekiedy bardzo dużymi. Jako, że zostało to moje uzsadnienie faktycznie okrojone (choć naprawdę starałem się by było ono krótkie, ale o te skróty wcale nie mam pretensji; ‘takie prawa rynku’ ;-) ), dlatego poniżej pozwalam sobie na przedstawienie tego uzasadnienia w postaci jakiej wysłana zostało do reakcji (choć prosiłoby się o jeszcze dodanie więcej komentarzy).

Myślę, że większość (jeśli nie wszyscy) zapytani o podanie ‘najważniejszego wykresu na świecie’ mogą mieć problemy z wybraniem jednego takiego wykresu (sam zresztą tego doświadczyłem po przeczytaniu tej propozycji – kiedy to moja pierwsza reakcja była: takich wykresów mógłbym podać dziesiątki!).  Po krótkim zastanowieniu się doszedłem jednak do wniosku, że nie jest to tak ekstremalnie trudne zadanie i szybko wybrałem ten jeden, jedyny wykres ‘najważniejszy na świecie’.

Wykres prezentuję poniżej, odnosi się on do redukcji zakresy biedy (ubóstwa) w skali całego świata w ostatnich 200 latach:

Business insider bieda najwazniejzyt wykres

 

Wykres ten dostępny jest na stronie ‘Our World in Data’:
https://ourworldindata.org/extreme-poverty/

Do wykresu tego odwołuję się bardzo często przy różnych okazjach, a czynię to z kilku powodów, trzy najważniejsze to:

Kapitalizm jest jedynym system ekonomicznym w historii, który wyciągnął ludzkość z biedyPrzed rewolucją przemysłową na przełomie XVII i XIX wieku rozwój gospodarczy, pozwalający ludziom żyć dostatniej i być coraz to bogatszymi, był bardzo niewielki, praktycznie zerowy. Według ocen dokonanych przez Angusa Maddisona  (Contours of the World Economy, I-2030 AD (2007, str. 86)) do 1820 roku roczna stopa wzrostu dobrobytu w skali całego globu (mierzona PKB na osobę) była poniżej 0,05%, w okresie  1820–70 wzrosła ponad dziesięciokrotnie (do 0,54%). W końcu XIX wieku i w XX wieku stopa wzrostu tak rozumianego dobrobytu była już większa prawie dwudziestokrotnie (wzrosła do ok. 2%). Przed rewolucją przemysłową, czyli przed rozwojem systemu kapitalistycznego opartego na swobodzie gospodarowania i mechanizmach rynkowych, niemalże cały świat żył w biedzie (mierząc to współczesną miarą, tzn. dochodem na osobę równą 1 lub 2 dolarom amerykańskim z 1985 r.). Udział ludzi posiadających dochód poniżej 2 dolarów stale spadał z ok. 94% globalnego społeczeństwa w 1820 roku do ok. 55% w 1980 roku, by obecnie osiągnąć poziom poniżej 10%.

Nie bez przyczyny wspomniałem rok 1980, bo to jest druga przyczyna by pamiętać o tym wykresie. Rok 1980 uznany jest za początek współczesnej fali globalizacji. W sierpniu tego roku ogłoszono zasady tzw. Konsensusu Waszyngtońskiego, dziesięciu zasad stanowiących podstawę liberalizacji gospodarek krajów rozwijających. W 1980 roku prezydentem Stanów Zjednoczonych został Ronald Reagan, który zainicjował proces deregulacji gospodarki amerykańskiej, a rok wcześniej premierem Wielkiej Brytanii została Margaret Thatcher, która zainicjowała proces prywatyzacji gospodarki brytyjskiej. W tym kontekście warto też wspomnieć, że w 1978 roku Deng Xiaoping rozpoczął w Chinach  reformy gospodarcze, otworzył Chiny na świat. Symbolem liberalnych reform Denga było utworzenie w sierpniu 1980 pierwszych dwóch specjalnych stref ekonomicznych w niewielkich, w tamtym czasie, miejscowościach Shenzhen i Zhuhai. Natomiast 16 października 1978 na papieża wybrany został Karol Wojtyła (Jan Paweł II), który wspierał reformy gospodarcze w krajach rozwijających się, a symbolem jego stosunku do zmian gospodarczych było opublikowanie w 1991 roku najbardziej liberalnej encykliki w XX wieku, Centessimus Annus. Patrząc na załączony wykres widać wyraźnie, że proces redukcji biedy w skali całego świata nabrał przyspieszenia po 1980 roku. W ciągu 35 lat (od 1980 roku do 2015 roku) udział ludzi żyjących w biedzie spadł z 44% do 10%. W tym okresie, po raz pierwszy w historii świata, zaczęła spadać liczba ludzi żyjących w biedzie. W 1980 roku żyjących w biedzie było ok. 2 mld ludzi (cała populacja globalna w tym roku to ok. 4,5 mld), natomiast w 2015 roku żyjących w biedzie było prawie trzykrotnie mniej, ok. 700 mln (przy populacji globalnej równej ok. 6,6 mld ludzi).

 Trzecim ważnym powodem by pamiętać o tym wykresie jest coś co nazywam ‘nadużyciem onzetowskim’ (w bardziej radykalnej formie można byłoby to nazwać ‘kłamstwem onzetowskim’). W 2000 roku ONZ ogłosił osiem tzw. milenijnych celów rozwoju. Pierwszym z tych celów było ‘Zlikwidowanie skrajnego ubóstwa i głodu’ (‘Zmniejszenie do 2015 roku o połowę, w porównaniu z 1990 rokiem, liczby ludzi, których dochód wynosi mniej niż 1 dolar dziennie; Zmniejszenie do 2015 roku o połowę, w porównaniu z 1990 rokiem, liczby ludzi cierpiących głód’). W 2015 roku w ONZ odtrąbiono sukces i ogłoszono, że ten cel millenijny został osiągnięty. Smaczku sprawie dodaje to, że zostałby on osiągnięty, i to w nadmiarze, bez ogłaszania tego celu millenijnego. Jak widać z załączonego wykresu, i z danych statystycznych do których się odwołuję, to radykalne zredukowanie ubóstwa związane było z długookresowym trendem, a zwłaszcza z liberalizacją wielu gospodarek światowych i procesem globalizacji, a to dokonało się bez udziału ONZ, a nawet można powiedzieć, dokonało się wbrew działaniom biurokratów z ONZ. Nawiasem mówiąc, tego typu zachowanie polityków i biurokratów jest typowe – ogłaszają oni często programy działania i wyznaczają cele, które byłyby zrealizowane i osiągnięte bez ich udziału,. Cele te osiągnięte byłyby dzięki aktywności ludzi działających w otoczeniu rynkowym, a których osiągnięcie wynika w istocie z kontynuacji trendu obserwowanego przed ogłoszeniem tych programów i celów (tak było np. z ‘walką z analfabetyzmem’ i tzw. powszechną, publiczną edukacją w końcu XIX wieku w USA i w Wielkiej Brytanii).       

 PS Warto może zauważyć, że na ponad 50 odpowiedzi na zapytanie Business Insidera jedynie dwie pochodzą od pracowników uczelni (moja i z Akademia Leona Koźmińskiego), reszta od instytucji prywatnych. Z tego co wiem redaktorzy zwrócili się do kilku uniwersytetów ekonomicznych i do innych towarzystw ekonomistów.  Znak czasu?

 

Od wielu lat zwracam uwagę na to jak wielkie spustoszenie w naszych umysłach zrobiła w wieku XX idea i praktyka państwa opiekuńczego (do czego przyłożył się jeszcze komunizm, zwłaszcza sowiecki i chiński). Po czterech-pięciu pokoleniach żyjących w okresie państwa opiekuńczego, nie jesteśmy w stanie zaakceptować tego, że to nie od państwa powinniśmy oczekiwać rozwiązania wielu trapiących nas problemów. Nie wspomnę o tym, że wiele z tych problemów wykreowało właśnie samo państwo opiekuńcze. Zamiast szukać pomocy w naszej indywidulanej aktywności, wspartej aktywnością i współpracą lokalnych społeczności, wytworzyliśmy w sobie przekonanie, że najlepszym remedium na trapiące nas problemy jest omnipotentne państwo. Zapomnieliśmy, że jeszcze sto lat temu tak nie było, że niemalże powszechną zasadą była postawa typu ‘jeśli umiesz liczyć to licz przede wszystkim na siebie’.

Przyznam, się, że sam nie wiem jakie jest wyjście z tego ‘skrzywienia umysłowego’. Bardzo prawdopodobne, że do wyleczenie się z niego potrzeba będzie dwóch pokoleń, jak to było u Mojżesza (40 lat wędrówki narodu wybranego po pustyni). Należy zacząć o tym dyskutować i kształtować postawy młodych ludzi.

Dyskutując o tego typu problemach przywołuję często słowa brytyjskiego historyka A.J.P. Taylora, który w Historii Anglii (English History 1914-1945, Oxford University Press, 1965) napisał:

„Do sierpnia 1914 roku rozsądny, przestrzegający prawa Anglik mógł przejść przez życie i prawie nie zauważyć istnienia państwa poza urzędem pocztowym i policjantem. Mógł żyć, gdzie chciał. Nie miał urzędowego numeru czy karty identyfikacyjnej. Mógł podróżować za granicę albo opuścić swój kraj na zawsze bez paszportu czy jakiegokolwiek urzędowego zezwolenia. Mógł wymienić pieniądze na każdą obcą walutę bez ograniczeń i limitów. Mógł nabywać dobra z każdego kraju na świecie na takich samych warunkach, na jakich kupował je w domu. Skoro o tym mowa – cudzoziemiec mógł spędzić życie w tym kraju bez zezwolenia i bez informowania o tym policji. Odmiennie niż w krajach europejskich na kontynencie, państwo nie wymagało od swoich obywateli służby wojskowej. Obywatel angielski mógł – jeśli chciał – zaciągnąć się do regularnej armii, marynarki lub rezerwy. Mógł także zignorować, jeśli tego chciał, wymagania obrony narodowej. Poważni posiadacze byli od czasu do czasu powoływani jako sędziowie przysięgli. Poza tym pomocą państwu służyli tylko ci, którzy chcieli [...]. Pozostawiało ono dorosłych obywateli samym sobie.”

 Kilka dni temu przeczytałem wpis Dennis’a Prager’a dotyczący najgroźniejszego uzależnienia jakiemu uległy współczesne społeczeństwa, jakim jest uzależnienie od przywilejów (uprawnień) nadawanych obywatelom przez państwo. Polecam przeczytanie tego wpisu w całości.

Prager zwraca uwagę na to, że prawdą jest iż wyjście z takich powszechnych uzależnień jak narkomania, alkoholizm, hazard, seksoholizm, czy palenia papierosów jest bardzo trudne. Jest jednak jedno uzależnienie (które nawet nie jest traktowane jako uzależnienie), mianowicie uzależnienie od przyznawanych przez państwo przywilejów, uzależnienie od tego, że ‘dostaje się coś za nic’.

Dla większości pełnosprawnych osób, którzy otrzymują pomoc od instytucji publicznych  w postaci zapomóg pieniężnych, kuponów żywnościowe, dotowanych mieszkań, nieodpłatnej edukacji, nieodpłatnej opieki zdrowotnej i innych świadczeń socjalnych, już sama myśl o rezygnacji z jednego z nich i podjęcia się trudu zapłacenia za nie z własnych ciężko zarobionych pieniędzy wydaje się niemożliwa. Wyjście z takiego uzależnienia uznawane jest za trudniejsze niż wyjściu z alkoholizmu czy narkomanii.  

Prager idzie w swej opinii nawet tak daleko, że uważa, iż wszelkiej maści socjaliści, czy politycy rozdający na lewo i prawo przywileje, powinni być traktowani na równi ze sprzedawcami narkotyków.

Zwraca on uwagę na to, że uzależnienia od nadawanych przywilejów czyni w istocie więcej szkód w społeczeństwie niż jakikolwiek inne uzależnienie. Wszelkie inne uzależnienia mogą zrujnować własne życie i życie najbliższych, a pijani kierowcy czynią kalekami, lub nawet zabijają, konkretnych ludzi. Społeczeństwo jako całość może przeżyć tego typu uzależnienia. Natomiast im więcej osób, które otrzymują pomoc publiczną w formie nadawanych przywilejów (uprawnień), tym szybszy i bliższy jest gospodarczy upadek tego społeczeństwa jako całości.

Uzależnienie od przywilejów niszczy system wartości, który przyczynił się w przeszłości do rozwoju gospodarczego opartego na mechanizmach rynkowych, kapitalistycznych. Wydaje mi się, że do uzależnienia opisanego przez Pragera, można dodać jeszcze jedno uzależnienie gorsze od alkoholizmu, narkomanii, palenia papierosów, hazardu, uzależnienia jakim ulegają sami politycy, sami rządcy, mianowicie uzależnienie od kreowania inflacji i psucie pieniądza.

Pierwszym krokiem ku wyjściu z tego uzależnienia od przywilejów powinno być  wykorzeniamy postaw antykapitalistycznych u tzw. intelektualistów (o których mówiłem w wykładzie „O antykapitalistycznej mentalności ludzi wykształconych”, dostępnym tutaj).

Są pewne powody do (przynajmniej umiarkowanego) optymizmu i jest nadzieja, że możliwe jest wyjście z tego typu uzależnień. Jak na razie jedynie Szwajcarzy wykazują się pewnym rozsądkiem, ale może za nimi pójdą inne społeczeństwa.  W 2014 roku Szwajcarzy odrzucili w referendum możliwość włączenia służby zdrowia w domenę przynależną państwu. Istniejący w Szwajcarii system ochrony zdrowia wymaga, aby każdy obywatel posiadał podstawowy pakiet ubezpieczenia zdrowotnego, które oferuje ok. 60 firm prywatnych. W tym referendum, zainicjowanym przez przedstawicieli lewicy,  prawie 62% Szwajcarów opowiedziało się za tym, aby nadal funkcjonował system prywatny. Ciekawy jest rozkład opinii na temat utrzymania obecnego systemu. Regiony niemieckojęzyczne głosowały przeciwko objęciu przez państwo kontroli nad służbą zdrowia, natomiast kantony, w których dominującym językiem jest francuski, były zdecydowanie przeciwko sektorowi prywatnemu.

Podobnym rozsądkiem wykazali się Szwajcarzy w czerwcu 2016 roku, kiedy to w referendum rozpisanym ponownie na wniosek lewicy, prawie 77% Szwajcarów odpowiedziało się przeciw wprowadzeniu tzw. dochodu gwarantowanego.

Uczmy się od Szwajcarów i wykazujmy się takim jak oni rozsądkiem. Stać nas na to. 

Kapitalizm uczy poszanowania własności prywatnej, docenienia wolności, postawy odpowiedzialności i wzajemnego zaufania. Powrót do tych wartości w świecie Zachodu wydaje się jedyną drogą odzyskania i utrzymania pozycji lidera zmian i stałej budowy dobrobytu indywidualnego, a przez to dobrobytu społecznego.

Myślę, że dzisiaj 9 listopada 2016 r. szczególnie należy wspomnieć o korzeniach kapitalizmu.  W zeszłym roku, z okazji XX rocznicy powstania Towarzystwa Ekonomistów Polskich śp. Jan Winiecki poprosił mnie bym napisał esej pt. „Kapitalizm – jedyny system ekonomiczny w historii, który wyciągnął ludzkość z biedy”. Esej ten ma być opublikowany w książce po-konferencyjnej, która nadal jest w przygotowywaniu do publikacji. Wersja robocza tego eseju dostępna jest tutaj. Poniżej załączam jego zakończenie:

Czy próba obalenia mitu, że kapitalizm i „wolny rynek” odpowiadają za nieszczęścia dawnych i współczesnych społeczeństw udała się? Z pewnością można byłoby podać jeszcze wiele argumentów na rzecz kapitalizmu, ale jednocześnie należy być świadomym, że – jak zwykle w przypadku  każdej strony ludzkiego bytu – nie jest to system idealny. Kapitalizm ma też wiele negatywnych stron, nie one jednak dominują. Ważne jest, że w trakcie rozwoju kapitalizmu te negatywne strony stają się coraz mniej liczne. Kapitalizm ma moc adaptacyjności i samonaprawy. Co najważniejsze, wbrew opinii przeciwników, w centrum systemu kapitalistycznego jest człowiek i troska o jego byt oraz zadowolenie. Ma rację Ayn Rand, kiedy nazywa kapitalizm „nieznanym ideałem” i zgodzić się trzeba z jej opinią, że:

 „Nawet gdyby w ogóle nie było kapitalizmu, każdy uczciwy humanista powinien starać się go wymyślić. Kiedy jednak widzicie ludzi, którzy za wszelką cenę usiłują nie dostrzegać jego istnienia, kłamać na temat jego natury, niszczyć jego pozostałości – jednego możecie być pewni: jakiekolwiek mają motywy, nie znajdziecie wśród nich miłości do człowieka.” (Rand 2013, 219).

Korea Północna i Korea Południowa to dwa diametralnie różne światy. Yeonmi Park uciekła z Korei Północnej (najpierw do Chin, potem do Korei Południowej, a obecnie mieszka w Stanach Zjednoczonych). Na podstawie swoich doświadczeń napisała książkę Przeżyć. Droga dziewczyny z Korei Północnej do wolności (Park, Vollers 2015). W grudniu 2015 roku ukazał się w Polsce wywiad z nią (Park 2015). Warto przeczytać go w całości; tutaj pozwolę sobie zacytować jedynie fragment odnoszący się do kapitalizmu.

Jesteś wolna?

– Teraz tak, ale nie było łatwo się do tego przyzwyczaić. Wolność jest trudna. Najpierw musiałam się uwolnić emocjonalnie – zrozumieć, że Kim Dżong Il nie jest bogiem, że Amerykanie nie nienawidzą Koreańczyków, że Korea Południowa nie jest skolonizowana przez USA, że w innych krajach nie ma głodu. Nie znałam tutejszych zwyczajów, nie rozumiałam, co mówią ludzie, w co wierzą. Nie znałam znaczenia słowa „miłość” – w Korei Północnej można kochać tylko przywódcę. Gdy zasypiałam, powracały koszmarne wspomnienia. Nawet w środku dnia zastanawiałam się, czy naprawdę jestem w Korei Południowej. Ciągle się szczypałam, do krwi, żeby uwierzyć. …

Podoba ci się kapitalizm?

– Uwielbiam go! Najbardziej zachwyca mnie wolność słowa. Ile tu jest książek, ile zawodów! Nigdy wcześniej nie widziałam dziennikarza, nie miałam w ręku niezależnej gazety. Nie wiedziałam, że można mieć własne zdanie – w Korei Północnej tylko przywódcy mają zdanie. Tam można stracić życie za nieostrożną wypowiedź, za obejrzenie niewłaściwego filmu. Tutaj państwo i system prawny chronią ludzi. A gdy zechcę, mogę wyjechać do innego kraju. To raj.

Masz wybór.

– Tego też musiałam się nauczyć. Nigdy nie uczono mnie krytycznego myślenia, nie potrafiłam dokonywać przemyślanych wyborów. Jak wybrać ryż z 15 gatunków w supermarkecie? Trzeba przez cały czas myśleć. To męczące.”

 Na początku tego eseju przedstawiłem opinie krytyczne wobec kapitalizmu, w których autorzy oskarżali kapitalizm za kreowanie biedy. Czytając wywiad z Yeonmi Park zadałem sobie pytanie, co ci krytycy kapitalizmu pomyśleliby, gdyby przeczytali jej książkę  i wywiad z nią. A może warto byłoby zaaplikować im (w ramach eksperymentu) przeżycie np. roku w Korei Północnej i potem powrót do życia w kapitalizmie? Może wtedy odpowiedzieliby tak jak powiedziała Yeonmi Park: „Uwielbiam kapitalizm”.

System polityczno-gospodarczy większości krajów Zachodu przeżywa kryzys. Coraz trudniej uznawać system ten za prawdziwy system kapitalistyczny. Pojawiają się pytania, czy Zachód straci swoją pozycję lidera zmian globalnych? Nie mam miejsca tutaj na pogłębioną analizę tego pytania, dlatego pozwolę sobie jedynie na krótkie stwierdzenie, że Zachód na pewno straci pozycję lidera, jeśli nie powróci do korzeni swojego sukcesu (o czym pisałem wcześniej w tym eseju), a symbolem niech będzie postawa kapitana Prestona, weterana wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej (za Woods, 2007; wyróżnienie kursywą moje – WK):

„W 1842 roku sędzia Mellen Chamberlain pytał 91-letniego kapitana Prestona, weterana bitwy pod Concord, dlaczego ten walczył przeciwko Brytyjczykom.

Chamberlain: Czy chwycił pan za broń z powodu zbyt dużego ucisku?

Preston odpowiedział, że nigdy nie odczuwał ucisku.

Chamberlain: Czy przyczyną była ustawa stemplowa?

Preston: Nigdy nie widziałem żadnego z tych stempli.

Chamberlain: Podatek herbaciany?

Preston znowu odpowiedział, że nie.

Chamberlain: Czytał pan Johna Locke’a i innych teoretyków wolności?

Preston: Nigdy o nich nie słyszałem. Czytaliśmy tylko Biblię, katechizm, psalmy i hymny Wattsa oraz almanach.

Chamberlain: Dlaczego więc pan walczył?

Preston: Młody człowieku, ruszyliśmy na nich dlatego, że zawsze o sobie decydowaliśmy i tak miało być na zawsze, a oni uważali inaczej.”

Kapitalizm został zbudowany dzięki takiej postawie, jaką reprezentuje kapitan Preston, ale jednocześnie kapitalizm uczy poszanowania własności prywatnej, docenienia wolności, postawy odpowiedzialności i wzajemnego zaufania. Powrót do tych wartości w świecie Zachodu wydaje się jedyną drogą odzyskania i utrzymania pozycji lidera zmian i stałej budowy dobrobytu indywidualnego, a przez to dobrobytu społecznego.

Polityka przeżywa wyraźny kryzys. Politycy nie są w stanie sprostać wyzwaniom współczesnego świata. Wiele wskazuje na to, że żyjemy w okresie przedefiniowania roli i znaczenia państwa. W ostatnich dziesięcioleciach politycy zepsuli niemalże wszystkie dziedziny w których funkcjonuje państwo. Poczynając od najważniejszych ról, tradycyjnie przypisywanej państwu, mianowicie stanowienie prawa, zapewnienie bezpieczeństwa (policja, wojsko), poprzez już uzurpatorskie role, jak opieka zdrowotna, edukacja, ‘walka z bezrobociem’, opieka nad biednymi, opieka społeczna i emerytury, a na ‘drobnych’ sprawach jak ‘budowanie więzi społecznych’, ‘budowanie społeczeństwa obywatelskiego’, kończąc.

Prawo w większości państw rozwiniętych gospodarczo jest tak skomplikowane, że już chyba niewielu je rozumie. W Stanach Zjednoczonych od 1936 roku (wcześniej nie było takiej potrzeby!) publikowany jest Federal Register, miał wtedy ok. 2 600 stron, obecnie jest to ok. 80 000 stron; podobno prawo Unii Europejskiej spisane jest na ponad 130 000 stronach. Nie wiem ile stron zajmuje spisane prawo w Polsce, ale np. ‘z obliczeń firmy Grant Thornton za 2014 r., w Polsce w 2014 roku w życie weszło łącznie 25 634 stron maszynopisu nowego prawa, nowych ustaw, rozporządzeń i innych dokumentów, które tworzą lub zmieniają obowiązujące przepisy prawa’. Kto jest w stanie to wszystko ogarnąć?

W podobnym duchu można byłoby skomentować każdą dziedzinę życia w którą zaangażowane jest państwo. Czy politycy doprowadzą do zapaści państwa? Jaki wyłoni się wtedy nowy porządek społeczny?

Coraz częściej nad tym problemem zaczynają się zastanawiać różnego rodzaju ‘think tanki’. Wczoraj dostałem w mailu informację o organizowanej przez Mises Institute konferencji pt. The end of politics, zilustrowaną bardzo wymowną grafiką, którą przedstawiam poniżej.

 The end of politics FlagBlock

Warto zastanowić się nad pytaniami zawartymi w informacji o tej konferencji, na które 5 listopada próbować będą odpowiedzieć Lew Rockwell, Robert Murphy, Jeff Deist, Roger Stone.

Wydaje mi się, że flaga amerykańska na bokach tego poobijanego bloku może być zastąpiona przez flagę jakiegokolwiek kraju europejskiego, także i Polski.

Może czas byśmy i my w Polsce zorganizowali tego typu konferencję?

Mam nawet odpowiednią grafikę, która może ilustrować informację o tej konferencji. Jeden z wierszy w tomiku Krzysztofa Konopelskiego pt. obajaja Krzysztofa Kolumba, sam autor zilustrował takim oto poobijanym słupkiem.

 Krzysztof_Konopelski_jeszcze_Polska_2007

 

Kryzys państwa jest wyraźnie widoczny w Polsce. Poziom zaufania jakimi darzymy się wzajemnie (zaufania społecznego, jak to jest nazywane przez specjalistów) jest zatrważająco niski. Bez niego nie będziemy mogli zbudować prawdziwego społeczeństwa obywatelskiego. Na to, że państwo (politycy) mogą być pomocni w budowaniu tego zaufania liczyć nie możemy. Jaki jest poziom debaty sejmowej każdy widzi. Parlamentaryzm, taki jaki moglibyśmy sobie wyobrażać i życzyć, ten zapisany w tradycji europejskiej, u nas nie funkcjonuje. Może faktycznie powinniśmy się cofnąć 500 lat i wdrożyć w życie tę ważną zasadę zawartą w konstytucji Nihil Novi, uchwalonej na Sejmie Radomskim w 1505 roku: Nihil Novi sine communi consensu (nic nowego bez zgody powszechnej). W XVI wieku nie za bardzo nam się to udało, ale teraz w dobie zaawansowanej technologicznie komunikacji społecznej byłoby to możliwe?

Nie bez przyczyny swoją stronę w internecie zatytułowałem: ‘Własność, Wolność, Odpowiedzialność i Wzajemne zaufanie’. Nie jest możliwe zbudowanie w Polsce dobrobytu i osiągnięcie zadowolenia, bez poszanowania własności prywatnej (co wiąże się także z niskimi podatkami), bez swobody wypowiedzi i swobody gospodarowania, bez powrotu do tradycyjnych zasad odpowiedzialności i wzajemnego zaufania w naszych relacjach społecznych i gospodarczych.

W dzisiaj opublikowanym przez The Economist artykule prezydent Barack Obama napisał „System polityczny w Ameryce może być frustrujący. Wierzcie mi, wiem to.” (America’s political system can be frustrating. Believe me, I know.). Myślę, że ten system polityczny jest frustrujący nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale jest tak w większości (jeśli nie we wszystkich) współczesnych krajach, w tym i w Polsce. Co zrobić by tak nie było, byśmy tej frustracji nie odczuwali? 

PS Dawno nie było wpisu, przepraszam. Wiem, że powinienem się mobilizować i mimo chronicznego braku czasu pisać; tym bardziej, że tematów i materiałów do pisanie jest sporo, a nawet ogrom.  

Łatwiej mi niekiedy napisać krótki i szybki komentarz na Facebooku, co ostatnio czynię często. Między wpisami zapraszam do siebie na
https://www.facebook.com/witold.kwasnicki.9

Przepraszam, ale dzisiejszy wpis będzie trochę impulsywny. Właśnie przeczytałem kolejny artykuł prof. Stiglitza, stąd ta moja impulsywność.

Noblista pisze: „Zasadniczym problemem, który od kryzysu nęka gospodarkę globalną i który nieco się nasilił, jest bowiem brak zagregowanego popytu globalnego.” To typowa retoryka interwencjonistów. Jak słyszę tego typu zaklęcia (inne to np. ‘konsumpcja napędza PKB’, czy ‘rozwój gospodarczy pchany jest eksportem’, to zaczynam się telepać w środku.) Prof. Stiglitz nie widzi w tym co pisze wewnętrznych sprzeczności. Naigrawa się, że „W modelach tych kluczowe narzędzie polityki pieniężnej stanowi stopa procentowa, którą można – jak pokrętło termostatu – przesuwać w górę i w dół, żeby zapewnić uzyskanie przez gospodarkę dobrych wyników”. Przecież on dokładnie tak samo myśli, też uważa, że ma takie pokrętło, którym może zwiększyć popyt (‘zagregowany popyt’!).

Wielki (chciałoby się napisać zadufany w sobie, ale takiemu maluczkiemu ekonomiście jak ja nie wypada tak pisać) Noblista pisze „Tym, co powinny zrobić banki centralne, jest skupienie się na dopływie kredytu, co oznacza przywrócenie i utrzymywanie zdolności i chęci lokalnych banków do pożyczania pieniędzy MŚP.” Problemem jest, że, jak pokazuje doświadczanie (o czym chyba prof. Stiglitz powinien wiedzieć), małe i średnie przedsiębiorstwa bardzo niechętnie biorą kredyty i wolą swój rozwój opierać na zakumulowanym zysku, na kapitałach własnych. Tego co potrzebują to nie przeszkadzania im, dania swobody działania, mniejszych uciążliwości (nie tylko podatkowych, generalnie administracyjnych),stabilności prawa. Najbardziej ogólnie: potrzebują dbałości instytucji publicznych o ich własność.  

Dalej prof. Stiglitz pisze: „Płynącą z tego ważną lekcję można zawrzeć w starym porzekadle: „śmieci na wejściu, śmieci na wyjściu”. Jeśli banki centralne wciąż będą posługiwać się błędnymi modelami, to będą nadal popełniać błędy.” Znów profesor zapomina starą metodologiczna prawdę: ‘każdy model jest błędny’. Posługiwanie się jakimkolwiek modelem do prowadzenia tzw. polityki gospodarczej, monetarnej, fiskalnej, …, wcześniej czy później doprowadza do katastrofy. Naturalnie przedsiębiorcy też posługują się modelami, tylko, że oni te modele traktują jako narzędzie ułatwiające im bieżące decyzje, i jeśli widzą, że ‘coś jest nie tak’ to porzucają szybko taki model i szukają innego narzędzia, a bardzo często odwołuję się wtedy do swoje intuicji, doświadczenia.

Istnieje też jeszcze  inna zasadnicza różnica pomiędzy przedsiębiorcami a politykami gospodarczymi (i ekonomistami im doradzającymi). Jeśli jakiś przedsiębiorca popełni błąd to traci na tym on i jego firma (i najczęściej jest to nauczka dla innych przedsiębiorców ‘by nie iść tą drogą’). Natomiast kiedy błąd popełnia polityk gospodarczy to dotyka to milionów ludzi w danym społeczeństwie i wszyscy na tym tracą (najczęściej poza tym politykiem, bo on zawsze znajdzie usprawiedliwienie, że przecież chciał dobrze, to tylko inni mu przeszkadzali). W odróżnieniu od przedsiębiorców, politycy gospodarczy nie uczą się na swoich błędach i nie jest to sygnałem dla innych polityków by nie iść tą droga’.

Zakończę pytaniem: A jaką ma pewność prof. Stiglitz, że jego model jest dobry, a nie błędny?

Wróciłem z XXIX Olimpiady Wiedzy Ekonomicznej (OWE), której hasłem przewodnim było „Nierówności społeczne a rozwój gospodarczy”. W ostatnim etapie zawodów wzięło udział 101 uczniów szkół średnich. W pierwszym dniu zawodnicy mieli do rozwiązania zadanie analityczne, musieli wypełnić test wielokrotnego wyboru składający się z 30 pytań i napisać esej na temat: Wyjaśnij czym jest, zapisana w Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej, społeczna gospodarka rynkowa. Oceń sposób realizacji tej idei w naszym kraju po 1989 r. w kontekście przeciwdziałania nierównościom społecznym. W drugim dniu każdy z zawodników miał za zadanie przedstawić przed komisją prezentację na jeden z pięciu problemów i odpowiedzieć na jedno z piętnastu pytań.

Będąc jednym z jurorów miałem m.in. do sprawdzenia 30 esejów. Eseje były generalnie na dosyć dobrym poziomie merytorycznym, zastanowiła mnie jednak duża jednostronność wypowiedzi i brak krytycyzmu w stosunku do poglądów podręcznikowych (głównego nurtu). Dotyczyło to zarówno bardzo pozytywnego stosunku do koncepcji ‘społecznej gospodarki rynkowej’ jak i bardzo negatywnego spojrzenia na znaczenie nierówności społecznych. Jedynie w dwóch pracach znalazłem wątki mówiące o tym, że nierówności społeczne mogą odgrywać pozytywną rolę bodźca do działania i mogą być siłą napędową gospodarki, oraz krytyczne uwagi odnośnie cech które uczniowie przypisywali społecznej gospodarce rynkowej, takich jak programy opieki socjalnej, ochrony zdrowia, państwowych programów emerytalnych, redystrybucji dochodów. Odniosłem wrażenie, że idee etatystyczne dominowały w odpowiedziach uczniów. Wieczorem pierwszego dnia zawodów poprosiłem organizatorów by pozwoli mi zrobić z uczestnikami zawodów test, który zwykle robię studentom na pierwszym roku wykładów z ekonomii, tzw. ‘najmniejszy quiz polityczny świata’. (prezentacja dostępna jest tutaj, a oryginała amerykańska wersja tutaj). 

Quiz ten ma swoją kilkudziesięcioletnią tradycję. Do dzisiaj wypełniono go na stronie The Advocates of Self Government ponad 23 mln razy. Wymyślony został przed Davida Nolana, który uznał, że dychotomiczny podział na liberalizm i konserwatyzm (lewicę i prawicę) jest zbytnim uproszczeniem i może sprawiać trudności w poprawnym zaklasyfikowaniu jego poglądów. Zaproponował on by uczestnicy tego quizu wyrazili swoje opinie odnośnie pięciu problemów odnoszących się do spraw społecznych (politycznych) i pięciu problemów odnoszących się do spraw gospodarczych. To dwuwymiarowe spojrzenie pozwala na zaklasyfikowanie swoich poglądów do jednej z pięciu kategorii: socjaldemokratycznych (left liberalis), centrowych, konserwatywnych (right conservative), etatystycznych (autorytarnych) i liberalnych (libertarian).

Wyniki tego quizu przeprowadzonego wśród uczestników OWE trochę mnie zaskoczyły. Okazało się mianowicie, że na 96 odpowiedzi, 13 osób zadeklarowało się jako socjaldemokraci, 28 jako centryści, 6 konserwatyści, 14 etatyści i 35 osób uznało się za liberałów. Zastanawiający jest duży odsetek liberałów (36%) i niewielki konserwatystów (6%). Zwykle u moich pierwszorocznych studentów odsetek liberałów to kilkanaście procent, dominują zdecydowanie socjaldemokraci i centryści. Podobnie duże różnice występują w przypadku etatystów, 15% wśród uczestników OWE, a wśród moich studentów jest to zwykle kilka procent.

Ciekawe, że statystycznie wśród tych 30 prac jakie sprawdziłem powinno być ok. 10 o wyraźnych poglądach liberalnych, tymczasem takich prac, z lekkim tylko nastawieniem liberalnym, były dwie.

Wydaje mi się, że podobną niechęć do jasnego wyrażenia swoich poglądów przez uczestników OWE zaobserwowałem w trakcie ich wypowiedzi ustnych, w drugim dniu zawodów. Kiedy jednak delikatnie zachęcałem ich do jasnego zadeklarowania i wyrażenia swojej opinii, słyszałem często prorynkowe i proliberalne wypowiedzi.

Ciekaw jestem jak będzie na XXX olimpiadzie w 2017 roku. Za moją sugestią przyjęto hasło ‘Państwo a gospodarka’, jako myśl przewodnią tej olimpiady. Zaproponuję jako lekturę dla uczestników tej XXX olimpiady kilka książek o wyraźnym nastawieniu liberalnym, a może nawet uda się zaproponować ekonomistów z kręgu szkoły austriackiej?

PS Gwoli jasności, czerwona kropka na slajdzie nr 6 w tej prezentacji oznacza moje odpowiedzi w tym quizie.  

Wygląda na to, że jeszcze długo będę miał ‘samograja w temacie innowacyjności’.  Wielokrotnie o tym pisałem (ostatnio tutaj i tutaj). Dzisiaj przeczytałem, że istnieją już „Pierwsze ośrodki innowacji z akredytacją Ministerstwa Rozwoju”. Niestety nie znalazłem wielu informacji w jaki sposób ta akredytacja jest dokonywana i jakie są kryteria tej akredytacji. Jednym dokumentem do którego dotarłem jest ‘System akredytacji ośrodków innowacji świadczących usługi proinnowacyjne’. Połowa dokumentu to tzw. bicie piany, druga połowa zwiera ‘Kryteria wyboru akredytowanych ośrodków innowacji świadczących usługi proinnowacyjne’ oraz ‘Sposób organizacji i procedury akredytacji ośrodków innowacji świadczących usługi proinnowacyjne’. Pouczająca to lektura. 

Podejrzewam, że celem takiej akredytacji jest usprawiedliwienie dania publicznych pieniędzy na wspieranie innowacyjności (jak zwykle nieskuteczne i nieefektywne). Z pewnością powołano kolejną, ważną komisję ds. akredytacji, której godnie opłacani członkowie ciężko pracują nad tym by dać dowody tego jak rząd z troską pochyla się nad zapewnieniem inteligentnego, innowacyjnego rozwoju kraju i wspieraniu innowacyjnego rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw.

Po przeczytaniu notatki na stronach Ministerstwa Rozwoju pomyślałem, że akredytacja będzie dotyczyła instytucji (instytutów badawczych, naukowych) pracujących nad wdrażaniem konkretnych pomysłów i mających osiągnięcia w realnym rozwoju innowacji. Nie muszę pisać, że rozczarowałem się (co mnie wcale nie zaskoczyło).

Przejrzałem tzw. „Fiszki oferty usług proinnowacyjnych” tych czternastu akredytowanych ośrodków innowacji i z przerażeniem stwierdziłem, że niemalże wszystkie ośrodki oferują doradztwo i szkolenia. Jedynie Instytut Fizyki Polskiej Akademii Nauk w swoje ofercie ma konkretną techniczną, inżynierską, technologiczną ofertę.

Wygląda na to, że znów ‘para pójdzie w gwizdek’, a publiczne pieniądze będą marnowane na jakieś usługi doradcze, ‘doradztwo szkoleniowe’, ‘audyt innowacji’, ‘audyty technologiczne, innowacyjności’, ‘audyty środowiskowe’, ‘doradztwo, pomoc i szkolenia w zakresie, transferu wiedzy, nabywania i ochrony wartości niematerialnych i prawnych oraz korzystania z nich, korzystania z norm i regulacji, w których są one osadzone,…’.

 Ciąg dalszy tego typu wpisów na blogu z pewnością nastąpi (o co zadba rząd i jego agendy)


  • RSS