Witold Kwaśnicki

Własność, Wolność, Odpowiedzialność i Wzajemne zaufanie

Wpisy z tagiem: kryzys

Richard M. Ebeling opublikował dzisiaj esej o wielkiej aktualności, opublikowanej ponad 100 lat temu, książki Ludwika von Misesa Teoria pieniądza i kredytu. W podobnym duchu pisałem dwa lata temu we wstępie do polskiego wydania tej książki. Pomyślałem, że warto zamieścić ten wstęp na blogu. Co czynię poniżej. 

Teoria pieniądza i kredytu jest pierwszym traktatem ekonomicznym Ludwiga von Misesa, została opublikowana przez niego w 1912 roku.[1] Pracował nad tą książką przez pięć lat, szczególnie intensywnie w ostatnich dwóch latach, kiedy to nie napisał żadnego innego artykułu, poświęcając się wydaniu tej książki jak najszybciej, bo czuł zbliżającą się wojnę. Warto uświadomić sobie, że książka ta opublikowana została na rok przed utworzeniem banku centralnego w Stanach Zjednoczonych. Powołanie Systemu Rezerw Federalnych (Fed) w 1913 roku było przełomowe dla praktyki systemu monetarnego i bankowego w XX wieku, wiele z negatywnych skutków funkcjonowania Fedu przewidzianych zostało przez Misesa w jego traktacie.

Pisanie manuskryptu skończył Mises w połowie grudnia 1911 roku. Tytuł oryginału niemieckiego to Theorie des Geldes und der Umlaufsmittel.[2] Mises zdecydował się opublikować tę książkę w prestiżowym wydawnictwie z Lipska, Duncker & Humblot.[3] Książka trafiła do sprzedaży bardzo szybko, bo już 14 czerwca 1912 roku. Mises w swoich Wspomnieniach (2007, s. 99)[4] pisze: „Tak jak się spodziewałem, lokalne czasopisma i niemieccy naukowcy przyjęli moją książkę z najwyższą dezaprobatą. Wcale się tym nie przejąłem. Wiedziałem, że moje poglądy są słuszne i rychło się przebiją. Ze zgrozą obserwowałem, jak świat zmierza na próg katastrofy, którą sam przepowiadałem.”

Chyba pierwszym znanym ekonomistą, który z uznaniem napisał o dziele Misesa był Amerykanin Beniamin M. Anderson w wydanej w 1917 roku książce Wartość pieniądza (The Value of Money).[5] W późniejszych latach docenili to inni wybitni badacze (za Hülsmann, 2007).[6] Max Weber uznał traktat Misesa za „najbardziej akceptowalną teorie odnoszącą się do problemów monetarnych”[7]; Schumpeter chwalił ją za „moc przekonywania i oryginalność”[8], a Albert Hahn stwierdził, ze Mises „nigdy nie poddaje się pokusom poszukiwania fikcyjnych abstrakcji, ale stoi na twardym gruncie faktów”[9].

Opublikowanie Teorii pieniądza i kredytu umożliwiło Misesowi nauczanie na uniwersytetach w Austrii[10] (także i pod tym względem możemy powiedzieć, że Mises kontynuował tradycje Carla Mengera, który też miał możliwość uczenia na uniwersytetach po opublikowaniu jego oryginalnej teorii pieniądza – później zawartej jako rozdział 8 w jego Zasadach ekonomii).

Z wydaniem traktatu Misesa wiąże się ciekawa historia w którą uwikłany jest John Maynard Keynes, uznawany przez ekonomistów ortodoksyjnych za największego ekonomistę XX wieku. J.M. Keynes omówił pierwsze wydanie książki Misesa w opublikowanym już po wybuchu wojny numerze najważniejszego brytyjskiego czasopisma z ekonomii, wydawanego przez Uniwersytet w Cambridge, Economic Journal, którego zresztą wtedy był redaktorem naczelnym[11]. Keynes pochwalił Misesa za jego erudycję i oczytanie, a o książce napisał, że „posiada niewątpliwe zalety … i jest kształcąca w najwyższym stopniu”. Jednakże ogólnie, Keynes był bardzo zawiedziony, bo książka wydawała mu się “niekonstruktywna” i „nie bardzo oryginalna”, dodał jeszcze, że „odkłada się ją z uczuciem zawodu, że autor, człowiek tak inteligentny, uczciwy i oczytany, powinien, mimo wszystko, postarać się wyjaśnić nieporozumienia związane z fundamentami poruszanego problemu”[12]

Po szesnastu latach Keynes w przypisie swojej książki Traktat o pieniądzu (Keynes, 1930, A Treatise on Money, 2 vols, London: Macmillan, s. 199 przyp. 2) napisał: „po niemiecku rozumiem dobrze tylko to, co już wiem, dlatego nowe idee przedstawione w tym języku są mi raczej niedostępne ze względu na barierę językową.”[13]. Rothbard skomentował to pisząc: „Niesłychany tupet. To był cały Keynes: recenzować książkę napisaną w języku, w którym nie jest się w stanie pojąc nowych idei, a w dodatku zaatakować tę książkę za to, że nie zawiera nic nowego. Jest to szczyt arogancji i nieodpowiedzialności.” Natomiast Hayek w 1956 roku skomentował to znacznie łagodniej: „Wiele cierpień świat by uniknął, gdyby lord Keynes znał niemiecki odrobinę lepiej.”[14]

W 1924 roku ukazało się drugie wydanie traktatu Misesa w którym dokonał kilku zmian, przede wszystkim w kierunku ‘nie-psychologicznej teorii wartości’ (za Hülsmann, 2007, s. 402 i 591). Przykładowo, w pierwszym wydaniu Mises napisał: “Jako odczucie, wartość nie może być mierzona; jest jednak możliwe porównanie go z innymi, podobnymi odczuciami”.[15] Natomiast w drugim wydaniu z 1924 roku uznał wartość jako wynik działania, a nie uczuć i zamiast powyższego zdania napisał: „Akt wartościowania nie poddaje się jakimkolwiek metodom pomiaru”[16].

W 1953 roku ukazało się amerykańskie wydanie ‘Teorii pieniądza i kredytu’, co do istoty teoretycznego podejścia niezmienione, jedynie poszerzone i uzupełnione o doświadczenia ostatnich kilku dekad. To wydanie stało się podstawą polskiego tłumaczenia traktatu Misesa. Wydanie amerykańskie ukazało się w czterdzieści lat po wydaniu pierwszym, można nazwać je quadragesimo anno, natomiast to polskie wydanie, ukazujące się sto lat po wydaniu pierwszym może być uznane za centesimus annus (oczywiście zachowując wszelkie proporcje z papieskimi encyklikami; idąc tym skojarzeniem pierwsze wydanie Teorii pieniądza i kapitału można nazwać rerum novarum).

Mimo upływu dekad praca Misesa się nie starzeje, a wręcz przeciwnie nabiera coraz to większej aktualności. Jest ona też cenna z historycznego punku widzenia, jako że dowiadujemy się bardzo dużo o historii pieniądza, ale najważniejsze są jej możliwe odniesienia do sytuacji współczesnej. Można powiedzieć, że dzieło Misesa ‘tchnie świeżością spojrzenia’, mimo, że upłynęło od jego wydania już 100 lat. W świetle tego co Mises napisał o pieniądzu widać jak naiwnym, sztucznym i szkodliwym był projekt stworzenia fiducjarnego euro jako waluty.

Warto prześledzić opinię Misesa nt. ‘teorii ilościowej’, która odżyła za sprawą Friedmana kilkadziesiąt lat później (do teorii Friedmanowskiej ta krytyka też się donosi). Jakże aktualnie brzmią rozważania Misesa o polityce pieniężnej! Z tych rozdziałów politycy i ekonomiści powinni być odpytywani jak z katechizmu.

Długo można byłoby przytaczać fragmenty z traktatu Misesa, by jednak nie odbierać przyjemności czytania jej ograniczę się jedynie to kilku. Przyznam się, że przygotowując się do napisania tego wstępu wybrałem 25 stron najważniejszych cytatów z traktatu Misesa, którymi chciałem się w tym wstępie podzielić i na które chciałem zwrócić czytelnikowi uwagę, ze względu na ich wielką aktualność. Widząc jednak beznadziejność tego zamiaru, musze zrezygnować z tego zamiaru i mogę jedynie zachęcić do przeczytania tej książki, sami Państwo będziecie zaskoczeni jak profetyczne są myśli wyrażone przez Misesa.

W przedmowie do angielskiego wydania z 1934 roku Mises stwierdza, że „oddzielenie walut od ściśle określonego i niezmiennego parytetu złota uczyniło z wartości pieniądza zabawkę polityków”. Jakże współcześnie brzmi przesłanie Misesa z tej przedmowy sprzed 78 lat, Zgodzić się trzeba z Misesem, że „system pieniężny, który będzie stanowić fundament przyszłych porozumień, musi opierać się na złocie. Złoto nie jest idealną bazą dla systemu pieniężnego. Jak wszystkie ludzkie wynalazki, standard złota nie jest wolny od niedociągnięć; ale w obecnych warunkach nie ma innego sposobu na uwolnienie systemu pieniężnego spod zmieniającego się wpływu partii politycznych i interwencji państwa, zarówno w teraźniejszości, jak i w możliwej do przewidzenia przyszłości. A żaden system pieniężny, który nie jest wolny od tych wpływów, nie stanie się podstawą dla transakcji kredytowych.” To bardzo wyważone stanowisko. Jak wszystko na tym świecie nie jest idealne, tak jest i ze standardem złota. Warto jednak zauważyć, że (parafrazując Churchilla) zgodzić się trzeba z niemalże powszechnym stwierdzeniem, że standard złota jest najgorszym z form systemu pieniężnego, jeśli nie liczyć wszystkich innych form, których próbowano od czasu do czasu.

Warto za Misesem zauważyć, że „standard złota nie upadł. Państwo go zniosło, żeby utorować drogą dla inflacji. Cały surowy aparat opresji i przymusu – policjanci, celnicy, sądy karne, więzienia, a w niektórych państwach nawet oprawcy – musiał być wprowadzony w ruch, żeby zniszczyć standard złota. Solenne obietnice zostały złamane, wprowadzono retroaktywne prawa, otwarcie uchylono przepisy konstytucji i karty praw. A rzesze uległych pisarzy chwaliły to, co państwo zrobiło i z otwartymi ramionami przywitało nastanie milenium pieniądza fiducjarnego.” „Przewaga standardu złota polega na tym, że uniezależnia on kształtowanie się siły nabywczej jednostki pieniężnej od władzy państwowej. Odbiera „carom gospodarczym” ich najstraszliwszą broń. Uniemożliwia im prowadzenie inflacji. To właśnie z tego powodu standardu złota jest przedmiotem bezpardonowych ataków ze strony tych, którzy spodziewają się uzyskać korzyści z rzekomo niewyczerpalnego portfela państwa.

Traktat Misesa składa się z czterech części (Natura pieniądza, Wartość pieniądza, Pieniądz i bankowość, Odbudowa pieniądza), które warto przeczytać po kolei, traktując ten traktat jako swego rodzaju podręcznik, poszerzając swoją wiedzę. Można też ‘pójść trochę na skróty’ i przeglądając jedynie trzy pierwsze części, przeczytać od razu część czwartą, szukać odpowiedzi na to jak powinien wyglądać system pieniężny i finansowy po ostatnim kryzysie.

Mises już w części pierwszej zauważa, że nie ma jednomyślności co do rozumienie pieniądza, a jest nawet gorzej niż nam się wydaje bo „spór co do pojęcia pieniądza, nie da się ukryć, nie jest najbardziej chlubnym rozdziałem w historii naszej nauki”. Dalej zauważa, że „postrzeganie pieniądza jako tworu państwa i prawa jest w oczywisty sposób nie do utrzymania. … Przypisywanie państwu mocy dyktowania praw wymiany oznacza ignorowanie fundamentalnych zasad rządzących społeczeństwem korzystającym z pieniądza.”

Sam Mises odwołuje się w wydaniu amerykańskim do tego co napisał w 1912 roku, pisze mianowicie, że „powinno podejmować się starania, żeby w jak największym stopniu wyeliminować wpływ człowieka na współczynnik wymiany między pieniądzem a innymi dobrami ekonomicznymi. … Jest teraz oczywiste, że jedynym sposobem usunięcia ludzkiego wpływu na system kredytowy, jest wstrzymanie wszelkiej emisji środków fiducjarnych. …”. Nie posłuchaliśmy Misesa i głównie dlatego znaleźliśmy się w tak godnej pożałowania sytuacji na początku XXI wieku.

Wydaje się, że powinniśmy wreszcie posłuchać Misesa i przyjąć, że podstawą trwałego rozwoju społecznego (w tym także gospodarczego) jest zadbanie o to byśmy posługiwali się zdrowym pieniądzem. To przesłanie jest ponadczasowe. Jak pisze Mises, ta „zasada zdrowego pieniądza, która przyświecała XIX-wiecznym koncepcjom pieniądza i programom politycznym, stanowiła owoc klasycznej ekonomii politycznej. Była ona zasadniczym punktem liberalnego programu opracowanego przez XVIII-wieczną filozofię społeczną i propagowanego w następnym wieku przez najbardziej wpływowe partie polityczne Europy i Ameryki.” Na następnej stronie przestrzega, że „nie będziemy w stanie zrozumieć znaczenia koncepcji zdrowego pieniądza, jeśli nie zdamy sobie sprawy, że obmyślono ją jako narzędzie ochrony wolności obywatelskich przeciwko despotycznej inwazji ze strony państwa. Ideologicznie należy ona do tej samej klasy, co konstytucje polityczne i karty praw.”

Interesujące jest też zalecenie Misesa odnośnie koniecznych reform (‘odbudowy pieniężnej’). Taka reforma staje się obecnie jeszcze większą koniecznością niż kilkadziesiąt lat temu, a żeby „była możliwa, Rezerwa Federalna musi trzymać się z boku. Cokolwiek można myśleć o zaletach lub wadach ustaw dotyczących Rezerwy Federalnej z 1913 r., faktem jest, że system ten był nadużywany ze względu na nierozważną politykę inflacyjną. Nie można pozwolić, żeby instytucja lub człowiek związani w jakikolwiek sposób z wpadkami i grzechami ostatnich dziesięcioleci mogli wpływać na przyszłe warunki pieniężne.”

Konieczna jest „zmiana filozofii ekonomicznej”, paradoksalnie „ludzie narzekają na inflację, lecz entuzjastycznie popierają politykę, która nie mogłaby funkcjonować bez inflacji. Podczas gdy utyskują na nieuchronne konsekwencje inflacji, uparcie sprzeciwiają się wszelkim próbom zaprzestania lub ograniczenia wydatków deficytowych.” Postulowane przez Misesa ‘odnowienie pieniądza’ nie będzie możliwe „dopóki marnotrawstwo, ubytek kapitału i korupcja są podstawowymi cechami charakterystycznymi prowadzenia spraw publicznych.”  

Witold Kwaśnicki
Wrocław, 4 lutego 2012 r.


[1] Naturalnie zwieńczeniem wysiłków badawczych Misesa jest jego najważniejszy traktat, jego magnum opus, opublikowane w 1949 roku Ludzkie działanie (wydane po polsku przez Instytut Misesa w 2007 roku).

[2] Tytuł ten powinien być przetłumaczony jako ‘Teoria pieniądza i środków fuducjarnych’, albo ‘Teoria pieniądza i kapitału obrotowego’. Jak pisze Hülsmann (2007, s. 207), po angielsku tytuł powinien brzmieć ‘Theory of Money and Fiduciary Media’, ale niezbyt adekwatnie został przetłumaczony jako Theory of Money and Credit. Taka zmiana tytułu wydaje się, być uzasadniona. Użycie słowa ‘fiducjarny’ mogłoby zniechęcać do czytania tej książki. Jak już piszemy o wydaniach angielskich to warto zauważyć, że prace ucznia Misesa Friedricha von Hayeka o pieniądzu ukazały się po angielsku wcześniej niż Misesa: F.A. Hayek, Prices and Production (London: Routledge, 1931); Monetary Theory and Trade Cycle Theory (London: Routledge, 1933); natomiast Misesa , Theory of Money and Credit (London: Jonathan Cape, 1934); Socialism (London: Jonathan Cape, 1936).

[3] Tym samym wydawnictwie, które wydało w 1911 roku chyba najważniejsze dzieło Josepha A. Schumpetera Teorię rozwoju gospodarczego (Theorie der wirtschaftlichen Entwicklung). Warto przy okazji zauważyć, ze pierwsze wydania angielskie obu książek (Misesa i Schumpetera) ukazały się dokładnie w tym samym 1934 roku. Książka Schumpetera ukazała się po angielsku pod tytułem: The Theory of Economic Development: An inquiry into profits, capital, credit, interest and the business cycle.

[4] Ludwig von Mises, 2007, Wspomnienia, Warszawa: Fijorr Publishing

[5] Benjamin M. Anderson, The Value of Money (New York: Macmillan, 1917), p. 100: “In von Mises there seems to me to be very noteworthy clarity and power. His Theorie des Geldes und der Umlaufsmittel is an exceptionally excellent book. Von Mises has a very wide knowledge of the literature of the theory of money. He has a keen insight into the difficulties involved.”

[6] Jörg Guido Hülsmann, 2007, Mises: The Last Knight of Liberalism, Ludwig von Mises Institute.

[7] Max Weber, Wirtschaft und Gesellschaft, 3rd ed. (Tübingen: Mohr, 1947), vol. 1, § 6, p. 40.

[8] Joseph Schumpeter, “Das Sozialprodukt und die Rechenpfennige: Glossen und Beiträge zur Geldtheorie von heute,” Archiv für Sozialwissenschaften und Sozialpolitik 44 (1917–1918).

[9] Albert Hahn, review in Archiv für Sozialwissenschaften und Sozialpolitik.

[10] W 1913 roku zatrudniony został na Uniwersytecie Wiedeńskim jako privatdozent; 18 maja 1918 roku uzyskał tytuł profesora nadzwyczajnego; w latach 1920-1934 w co drugi piątkowy wieczór prowadził prywatne seminarium w swoim biurze w Izbie Gospodarczej. Uczestniczyli w nim pracownicy uniwersytetu i goście, jedynie za zaproszeniem.

[11] Economic Journal (XXIV (1914), s. 417-419)

[12] Cytaty za: Ludwig von Mises, 2007, Wspomnienia, Warszawa: Fijorr Publishing.

[13] Cytat za: Murray N. Rothbard ‘Keynes – portret człowieka’, w: Jak zrujnować gospodarkę, czyli Keynes wiecznie żywy, Warszawa: Fijorr Publishing, s. 39.

[14] Friedrich A. Hayek 1984 [1956], ‘Tribute to Ludwig von Mises’, w: Margrit von Mises, My life with Ludwig von Mises, s. 217-223, drugie wydanie. Cedar Falls, LA. Center for Future Education.

[15] Theorie des Geldes und der Umlaufsmittel, 1st ed. [Munich and Leipzig: Duncker & Humblot, 1912], s. 16.

[16] Drugie wydanie, Munich and Leipzig: Duncker & Humblot, 1924, s. 11.

W końcu kwietnia 2013 roku ruszyła akcja zainicjowana przez Mennicę Wrocławską pod hasłem „Oddajcie Nasze Złoto”. Bardzo się z tego ucieszyłem i od razu poparłem tę inicjatywę. Wiele wskazuje na to, że to odpowiednia pora by po ponad siedemdziesięciu latach polskie złoto wróciło do kraju.  Czasy są wielce niepewne, jak to ładnie nazywane jest przez ekonomistów,  ‘turbulentne’ i dobrze jest mieć pewne aktywa w swoim bezpośrednim władaniu.
Przepytywany przez dziennikarzy w maju, dlaczego przyłączyłem się do tej akcji, odpowiedziałem, że z kilku powodów.  Żartując tylko troszeczkę, dlatego, że dobrze jest mieć blisko to co się posiada, choćby po to by nacieszyć się widokiem tegoż, ale przede wszystkim dlatego, że:

  • Złoto od wieków było albo pieniądzem albo gwarantem stabilności waluty. Jest prawdopodobne, że będące w Polsce złoto przyczyni się do wzrostu stabilności polskiego złotego.
  • To jest (tylko trochę sentymentalna) chęć powrotu do standardu złota. Kiedy państwa będą miały w swoich skarbcach złoto (a jak wiemy wiele państw przedsięwzięło kroki w tym kierunku) to może zrodzi się chęć zbudowania stabilnego pieniądza w jakiś sposób opartego na złocie?
  • Polskie złoto zdeponowane jest w Londynie (wedle NBP jest tam bezpieczne?), ale złoto wielu państw przechowywane jest (niekiedy od dziesięcioleci) w Stanach Zjednoczonych (m.in. w sławnym Fort Knox). Tak do końca nie wiadomo co Amerykanie robią z tym złotem. Gdyby większość państw upomniała się o swoje złoto to może dowiedzielibyśmy się kilku ciekawych rzeczy o historii tego złota w Ameryce, a może także w Wielkiej Brytanii?
  • Akcję ‘Oddajcie Nasze Złoto’ warto też poprzeć dlatego, że kiedy zacznie się o tym dyskutować to przy okazji poruszone będą różnorakie problemy ekonomiczne, co może przyczynić się do wzrostu zainteresowania ekonomią i edukacją ekonomiczną Polaków (a z wiedzą ekonomiczną Polaków, jak wiemy, nie jest najlepiej).
  • Akcja ta może też zmusić NBP to bardziej aktywnej polityki w tej kwestii. Nasze złota to zaledwie 5 procent całości naszych rezerw walutowych. W wielu krajach o gospodarkach porównywalnych do Polski (np. Hiszpania czy Holandia) rezerwy te, to co najmniej 30 procent całości rezerw walutowych. Niemcy, Francuzi i Amerykanie mają ponad 70% swoich rezerw w złocie. Wiele krajów (np. Indie, Chiny) kupuje złoto w dużych ilościach, zwiększając swoje rezerwy.

Pretekstem do napisania tego wpisu była odpowiedź jaką parę dni temu udzielił NBP na list wysłany przez inicjatorów tej akcji do Prezesa NBP (chyba w końcu kwietnia) z wieloma ważnymi pytaniami i problemami. List bardzo merytoryczny i wydawało się, że równie merytorycznie odpowie na niego Pan Prezes Marek Belka. Tymczasem odpowiedź NBP udzielona została po z górą dwóch miesiącach a podpisał ją Pan Marcin Kaszuba, Dyrektor Departamentu Komunikacji i Promocji. Odpowiedź NBP jest ogólnikowa, nie odnosząca się do zasadniczych kwestii przedstawionych w liście inicjatorów akcji. Przyznam się, że kiedy przeczytałem te odpowiedź przyszło mi na myśl stare historyczne określenie z czasów PRLu – „arogancja władzy nie zna granic”. Podziwiam inicjatorów akcji, którzy w stonowanym, uargumentowanym tonie komentują ten list NBP.

Brak zainteresowania (żeby nie napisać ignorancja) ekspertów NBP ‘problemem polskiego złota’ jest bardzo niepokojący, ale równie niepokojące jest pomijanie tej problematyki w dyskusji polskich ekonomistów. Zastanawiające jest także to, że akcja ‘Oddajcie Nasze Złoto’ została niezauważona przez środowisko ekonomistów i nikt z tzw. głównego nurtu ekonomii nie skomentował tego (nie mówiąc już o tym, że nikt z tego nurtu nie poparł tej akcji). Stało się tak mimo upublicznienia tej akcji przez wiele poczytnych dzienników, tygodników i emisji programów w kilku telewizjach. Myślę, że dobrą okazją ku temu by problem ten przedstawić tej grupie ekonomistów i w pewnym sensie wymusić zajecie stanowiska, będzie zbliżający się Kongres Ekonomistów Polskich (28-29 listopada 2013r.). Po napisaniu tego zdania, pomyślałem „przecież wiesz jaka będzie reakcja!”. A może jednak zostanę zaskoczony i będzie całkiem inaczej niż mogę się spodziewać? 

P.S. (31 lipca 2013r.) Właśnie przeczytałem o tym jak Bank Anglii pośredniczył w sprzedaży złota hitlerowcom (tutaj link).
Czy polskie rezerwy złota nie są zdeponowane w Banku Anglii? Czy są tam bezpieczne?

Kilka dni temu uczestniczyłem w debacie pt. To nie kryzys, to rezultat! zorganizowanej przez Klub Austriackiej Szkoły Ekonomii w Toruniu oraz oddział Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego w Toruniu.

Tytuł debaty jest naturalnie cytatem z Kisiela, Stefana Kisielewskiego, który odniósł to do kryzysu (albo jak to nazywali komuniście eufemistycznie ‘przejściowych trudności’) w PRLu – nie był to kryzys, to był rezultat rządów komunistycznych. Kisiel ujął krótko i zwięźle to co wykazali najpierw Ludwig von Mises i później Friederik von Hayek w trakcie tzw. debaty kalkulacyjnej w latach 1920. i 1930., o niemożliwości rozwoju gospodarki socjalistycznej.

Przy okazji zachęcam do poczytania Kisiela i o Kisielu. Można zacząć od:


http://www.stefan_kisielewski.republika.pl/


http://pl.wikipedia.org/wiki/Stefan_Kisielewski

Wracając do głównego tematu debaty.  Nie będę tutaj opisywał tego co powiedziałem w trakcie spotkania, będzie to raczej prezentacja głównych punktów, prezentacja notatek do tej debaty. Warto zatem od razu powiedzieć, że za kryzys odpowiedzialna jest chciwość i pazerność ludzka (zwłaszcza tych z Wall Street), generalnie egoistyczne, samolubne zachowanie człowieka. Do tego należy naturalnie dodać globalizację, neoliberalizm i wprowadzenie (wymuszenie) w latach 1990 tzw. Konsensusu Waszyngtońskiego (czyli te wstrętne dwie instytucje Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy). Do pełnego obrazu przyczyn kryzysu należy dodać zbyt daleko idącą deregulację rynków finansowych (co powiązane jest z neoliberalną polityką rządów, zwłaszcza USA i WB) oraz szybki rozwój technologii informacyjnych i telekomunikacyjnych (dzięki czemu kapitał szybko mógł wędrować  z jednego końca świata na drugi).

No dobra, koniec wygłupów i bawienia się w Stiglitzów i Krugmanów.

Powszechnie przyjmuje się, że za kryzys, który zaczął się w Stanach Zjednoczonych, odpowiedzialna jest nadmierna akcja na rynku kredytów hipotecznych, tzw. subprime credits. I to jest częściowo racja. Tutaj można powiedzieć, że od dawna, co najmniej od 100 lat, ekonomiści Szkoły Austriackiej wskazywali, ze podstawową przyczyną kryzysów jest nadmierna kreacja pieniądza, np. przez rozpasaną akcję kredytową. Problematyki kredytów hipotecznych nie będę rozwijać, pisano o tym wiele, ale trochę przekornie polecę posłuchanie głosu dwóch brytyjskich komików, którzy w 2008 roku, u zarania kryzysu, w sposób dowcipny, ale jakże słuszny opisali to zjawisko; polecam:



Od dawna powtarzam, że obecny kryzys jest przede wszystkim kryzysem wartości, kryzysem moralności, kryzysem etycznym. Zapomnieliśmy co znaczą takie pojęcia jak odpowiedzialność, honor, dane słowo, wywiązywanie się ze zobowiązań, itp.  Do dziś staje mi przed oczyma Bernard Madoff, który oskarżony o defraudacje 50 mld dolarów, w chwili aresztowania 11 grudnia 2008 roku, z pełnym uśmiechem i rozbrajającą szczerością powiedział, że to był jeden wielki szwindel. Przez 13 lata  jego firma Investment Securities LLC nie zainwestowała nic w jakiekolwiek papiery wartościowe, a cała jej działalność polegała na pobieraniu pieniędzy od jednych i wypłacaniu ich innym uczestnikom tej piramidy finansowej. Oczywiście Madoff wykorzystał swoją wcześniejsza pozycję znanego ‘urzędnika publicznego’.

Gdzie były instytucje państwowe, które wmawiały ludziom, że to one stoją na straży stabilności systemu finansowego i dbają o bezpieczeństwie pieniędzy obywateli (w Stanach zwłaszcza SEC)? Zatem, by nie rozpisywać się za bardzo możemy powiedzieć, że to ‘Politycy i państwo odpowiedzialni są za kryzys’ (jak to ująłem w notce z  2008 roku -
http://mises.pl/blog/2008/11/25/witold-kwasnicki-za-kryzys-finansowy-odpowiadaja-politycy-i-panstwo/

To dzięki specyficznemu powiązaniu pomiędzy sferą polityki i biznesu możliwe były  (i niestety nadal są) te wszystkie przekręty, ukrywanie ewidentnych szwindli, uprawianie kreatywnej księgowości. Czy ktoś będąc wcześniej szefem wielkiego banku, obejmując stanowisko np. sekretarza skarbu, zrobi krzywdę swoim kolesiom nadal pracującym w bankach czy w finansach? Czy nawet, początkowo uczciwy polityk, będąc ministrem, premierem, czy kanclerzem, wiedząc, że za parę lat będzie musiał odejść z polityki, nie uczyni wszystkiego by zapewnić sobie dobrą posadę w prywatnej firmie (np. sprzyjając jej poprzez wprowadzenie odpowiednich regulacji prawnych)? Dopiero teraz wychodzą na jaw fakty pokazujące jak silne były (i są) powiazanie pomiędzy polityką, bankowością i agencjami ratingowymi.

Nie dziwmy się, że powstają patologie w sytuacji kiedy za oceną wiarygodności papierów wartościowych płacą nie ci którzy kupują te papiery (a tak było kiedy 100 lat temu powstawały te największe agencje ratingowe jak  Moody czy Standard & Poor) a płacą ci którzy te papiery emitują.

Kiedy państwo prowadzi od wielu dziesięcioleci politykę ‘ochrony miejsc pracy’ i stosuje co rusz zasadę ‘zbyt duży by upaść’, albo gdy w bankowości centralnej zapisana jest zasada ‘pożyczkodawcy ostatniej instancji’ to nie dziwmy się, że firmy i banki będą podejmowały coraz to bardziej ryzykowne działania (‘pokusa nadużycia’).

Obraz przyczyn kryzysu będzie pełniejszy jeśli do tego dodamy to co nazywam ‘fetyszem wskaźników’ (przekonanie biurokratów i polityków, że jak spełnione są pewne wskaźniki (np. wskaźnik kapitałowy (wskaźnik wypłacalności) wymuszony przez Basel II) to wszystko będzie dobrze), czy niemalże powszechną wiarę  w skuteczność modeli matematycznych (tutaj przepadek  LTCM, Myron S. Scholes’a i Robert C. Merton’a  jest symboliczny), oraz historię zadłużania się państw i powstania długu publicznego.

By o tym się nie rozpisywać odwołam się jedynie do moich trzech publikacji:


http://www.inepan.waw.pl/pliki/studia_ekonomiczne/Studia%202009%203-4%20Kwasnicki.pdf


http://kwasnicki.prawo.uni.wroc.pl//todownload/Ekonomista2012_3_Kwasnicki.pdf


http://www.inepan.waw.pl/pliki/studia_ekonomiczne/Studia%202012%201%2005%20Kwasnicki.pdf

Udając, że nie dosłyszałem pytania organizatorów debaty w Toruniu o tym jaka jest recepta na wyjście z kryzysu, mógłbym odpowiedzieć jak stary fundamentalista rynkowy:

„Kapitalistyczny rynek jest odpowiedzią, … przepraszam, a jakie jest pytanie?”

To jest najkrótsza odpowiedź. Jedną z zalet rynku jest to, że stale eksperymentuje (Hayek mówił o rynku, że jest to ‘procedura odkrycia’) , popełniając błędy na rynku (najczęściej w małej skali) wszyscy uczestnicy rynku uczą się i w ten sposób unika się wielkich błędów, czy wielkich katastrof. Tym różni się rynek od państwa, które jeśli już coś robi i chce rozwiązać jakiś problem to stara się robić to w sposób jak najpełniejszy, totalny. Jeśli państwo robi błędy (co zdarza się najczęściej) to są to błędy bardzo kosztowne, a co najważniejsze państwo i politycy nie uczą się na tych błędach. Tu przypomina mi się stare powiedzenie z czasów PRLu: „Kapitalizm popełnia błędy socjalne, a socjalizm błędy kapitalne.” Do tego jeszcze należy dodać swoistą postawę państwa, którą można porównać do postawy ‘bohaterskiego’ strażaka, który najpierw podpala dom a potem szybko biegnie by go ratować i gasić pożar (najpierw państwo przyczynia się do inflacji, biedy, bezrobocia, … a potem ogłasza ‘walkę z inflacją’, ’wojnę z biedą’, ‘bitwę z bezrobociem’,… – ta retoryka wojenna, używana przez urzędników państwowych i polityków jest znamienna!).

Warunkiem podstawowym (ale niestety nie tak łatwo i szybko realizowalnym, zwłaszcza po tym jakie spustoszenie w myśleniu zrobił wiek XX) jest powrót do tradycyjnych wartości etycznych i odzyskanie starego znaczenia takich słów jak honor, wolność, odpowiedzialność, wzajemne zaufanie. Do tego naturalnie należy dodać ‘poszanowanie własności prywatnej’. Nie bez powodu na swojej stronie zamieściłem: ‘Własność, wolność, odpowiedzialność i wzajemne zaufanie’.

Z tego typu postulatami łączy się potrzeba odbudowy roli rodziny, wychowania rodzinnego, odbudowy więzi rodzinnych. Kolejne działania, które powinny być podjęte to: prywatyzacja szkolnictwa, na początku wyższego a w dalszej pespektywie całkowita prywatyzacja szkolnictwa, łącznie z podstawowym; odbudowa silnego pieniądza (wbudowanie mechanizmów zapobiegających nadmiernej kreacji pieniądza – wprowadzenie czegoś na kształt standardu złota mógłby być tutaj pomocne, ale myślę, że jeśli ludzie mogliby się w pełni wykazać swoją kreatywnością to inne rozwiązania byłyby też możliwe, takim symptomem tego typu działania jest np. bitcoin).

Od zaraz należy podjąć działania zmierzające do eliminacji patologicznych relacji państwo-biznes, a temu może służyć zmniejszenie rozmiarów państwa (tak by np. fundusze publiczne nie były większe niż 10-15% PKB, w  dalszej przyszłości na poziomie kilku procent; pespektywą dalekiej przyszłości byłaby całkowita eliminacja państwa – czyli anarchokapitalizm).

A tak w ogóle, to o kryzysie moglibysmy już dawno zapomnieć i tego typu debaty nie byłyby potrzebne. gdyby pozwolono go rozwiązać  rynkowi i gdyby nie wszelkiego rodzaju keynesowskie, interwencjonistyczne działania rządów (w Ameryce i w Europie), różnego rodzaju bailouty, poluzowania ilościowe, programy pomocowe, fikcyjne pożyczki bankom komercyjnym na wykupienie obligacji państwowych. Wspominalem w poprzednim wpisie o kryzysie 1920 roku. Dlaczego nigdy nie słyszeliście o wielkim kryzysie roku 1920 – Thomas E. Woods

Robert Murphy ‘Kryzys o którym nie słyszeliście’:
http://www.pafere.org/artykuly,n660,kryzys_o_ktorym_nie_slyszeliscie_19201921.html
)

Wygląda jednak na to, że podobnie jak po Wielkiej Depresji z 1929 roku, na zakończenie kryzysu bedziemy musieli czekać kilkanaście lat. Oby tylko nie skończyło się tak jak to doświadczył świat w 1939 roku!

Jürgen Habermas (okrzyknięty ‘najwybitniejszym współczesnym europejskim filozofem i socjologiem zajmującym się demokracją’), wspierany przez ekonomistę Petera Bofingera i filozofa Juliana Nidę-Rümelinga, opublikował receptę na ratowanie Europy (Habermas: Nadchodzi zmierzch Europy. Mamy pomysł jak ją uratować,

http://wyborcza.pl/magazyn/1,126715,12327415,Habermas__Nadchodzi_zmierzch_Europy__Mamy_pomysl_jak.html
,
w wydaniu papierowym artykuł ten ma tytuł: Habermas: Uratujmy Europę!)

Kolejny więc raz intelektualiści w swej pysze twierdzą, że wiedzą lepiej i są w stanie podać receptę na uszczęśliwienie społeczeństwa. Habermas i inni wiedzą i ogłaszają: „Sposoby, by ten świat postawić z powrotem na nogi, są powszechnie znane. Tyle, że się ich nie stosuje.”

W przeszłości takich propozycji zbudowania społeczeństwa wiecznej szczęśliwości było wiele. Te najbardziej drastyczne w dobie współczesnej zaczęły się to od Rewolucji Francuskiej i jakobinów. W XX wieku byli to Lenin i bolszewicy w Rosji,  Mao Zedong i wielka proletariacka rewolucja kulturalna, Pol Pot i Czerwoni Khmerowie w Kambodży, i wiele innych.

Wydźwięk artykułu wydaje się być jednoznaczny: pod przykrywką demokracji i wsłuchiwania się w ‘głos ludu’, powinna być utworzona jedna scentralizowana unia polityczna pod rządami oświeconej elity. Bo jak inaczej zrozumieć deklaracje Habermasa: „Ta samonapędzająca się destabilizacja spowodowana jest głównie tym, że strategie przezwyciężania kryzysu nie objęły głębokiej reformy instytucji europejskich. Naprawiamy Unię bez głowy i małymi kroczkami. … Jedynym wyjściem jest pogłębienie integracji państw Unii Europejskiej.  … Żeby skutecznie wprowadzić dyscyplinę fiskalną i stabilny system finansowy, trzeba przenieść część kompetencji państw narodowych na instytucje europejskie. … trzeba otworzyć drogę ku unii politycznej, najpierw w gronie 17 członków unii gospodarczo-walutowej. … kto chce pozostać przy wspólnej walucie, musi opowiedzieć się za wspólną odpowiedzialnością za długi oraz za pogłębieniem instytucjonalnej integracji UE.”

Jak wynika z artykułu kwestią otwartą są tylko drobiazgi typu, czy te ‘uwspólnotowione długi’ byłyby długami powyżej 60-cio procentowego pułapu (względem PKB), czy odwrotnie do 60% PKB.

Remedium ma być zwołanie konwentu konstytucyjnego, a „opracowaną przez niego konstytucję powinny zaakceptować – na drodze referendum – poszczególne państwa. Jeśli tak się stanie, europejskie narody odzyskają suwerenność, której pozbawiły je już dawno rynki. ”  Niestety Habermas nie wyjaśnia jak te wstrętne rynki pozbawiły europejskie narody suwerenności.

Reszta to komunały lub (odważę się napisać) bełkot w stylu: „Polityce brakuje twórczej siły. … Obywatele muszą zabrać głos. … Niemieckiemu rządowi brakuje odwagi przezwyciężenia status quo, które stało się nie do utrzymania. Grecji po zapaści gospodarczej grozi wyjście ze strefy euro.  … polityka powinna wreszcie odzyskać władzę nad światem, który stworzyły banki inwestycyjne i fundusze hedgingowe. … Wspólną walutę da się utrzymać tylko za pomocą wyraźnego pogłębienia integracji.  … Obecny kryzys nie jest kryzysem euro. Euro okazało się stabilną walutą. … To właśnie polityka oszczędnościowa doprowadziła do osłabienia gospodarki i wzrostu bezrobocia. … kryzysu nie spowodowały wyłącznie błędy poszczególnych państw, ale problemy o charakterze systemowym. … Wymaga to jasnej wizji, jak powinna wyglądać konstytucja wspólnej, ponadnarodowej struktury demokratycznej, która nie byłaby państwem federalnym.  Państwo federalne jest bowiem dla Europy nie do przyjęcia. … demokratyczne „jądro Europy” musi reprezentować obywateli krajów członkowskich jednocześnie jako obywateli zreformowanej Unii i jako reprezentantów danego narodu. … Anonimowe procesy rynkowe nabrały wymiaru politycznego. Ludzie czują się bezsilni. Polityka musi im przywrócić poczucie, że mają wpływ na rzeczywistość. …   W świecie postkolonialnym rola Europy się zmieniła.  … Rezygnacja z idei europejskiej jedności oznaczałaby wypisanie się ze światowej historii.” (Pogrubiłem słowo poczucie – proszę zauważyć, że Habermas nie pisze, że polityka ma spowodować większy wpływ na rzeczywistość, tylko ma przywrócić ludziom poczucie, że mają ten wpływ.)

Ogromna część tego artykułu jest dla mnie niezrozumiała, odważę się jeszcze raz napisać, że to filozofujący bełkot. Może to wina mojego ‘inżynierskiego umysł’ (wszak skończyłem politechnikę, elektronikę) i nie jestem w stanie pojąć przeintelektualizowanego tekstu?

Do tej kategorii niezrozumiałych fragmentów zaliczam m.in. zadnie: „Tylko zjednoczona politycznie Europa ma szansę odwrócić zaawansowany już proces przekształcania się demokracji obywatelskiej państwa socjalnego w demokrację fasadową podporządkowaną wymaganiom rynku.” Ludzie, pomóżcie! Jak to należy rozumieć? Czy sam Habermas wie co napisał?

P.S. Habermasowi i jemu podobnym polecam kilka cytatów (
http://kwasnicki.prawo.uni.wroc.pl/?page_id=540
):

Friedrich August von Hayek (1899-1992):
„Ekonomista nie może twierdzić że posiada specjalną wiedzę, która kwalifikuje go do koordynowania wysiłkami innych specjalistów. Co może twierdzić to jedynie to, że jego zawodowe borykanie się z wszechobecnymi sprzecznościami interesów uczyniło go bardziej wrażliwym niż kogokolwiek innego na fakt, że żaden umysł nie jest w stanie posiąść całej wiedzy, która kieruje działaniami społecznymi, oraz o wynikającej stąd potrzebie pewnego bezosobowego mechanizmu, niezależnego od ludzkich sądów, koordynującego indywidualnymi wysiłkami ludzkimi” (Konstytucja wolności,1960)
„The curious task of economics is to demonstrate to men how little they really know about what they image they can design.”
„Osobliwym zadaniem ekonomii jest pokazanie ludziom jak mało w istocie wiedzą o tym, co w ich mniemaniu da się zaprojektować”. (Fatal Conceit, 1988)

Henry Hazlitt (1894-1993)
„Sztuka ekonomii polega na tym, by spoglądać nie tylko na bezpośrednie, ale i na odległe skutki danego działania czy programu; by śledzić nie tylko konsekwencje, jakie dany program ma dla jednej grupy, ale jakie przynosi wszystkim.”(Ekonomia w jednej lekcji, 1993 (1946))

Ludwig von Mises (1881-1973)
„Obrońcy socjalizmu nazywają siebie postępowymi, a propagują system, który cechuje sztywne przestrzeganie rutyny oraz opór wobec wszelkiego rodzaju usprawnień. Nazywają siebie liberałami, ale zabiegają o to by znieść wolność. Nazywają siebie demokratami, ale tęsknią za dyktaturą. Nazywają siebie rewolucjonistami, ale pragną stworzyć wszechwładny rząd. Obiecują błogosławieństwa Rajskiego Ogrodu, a z drugiej strony zamierzają przekształcić świat w gigantyczne biuro. Każdy człowiek, prócz jednego, staje się podrzędnym urzednikiem w biurze – doprawdy nęcąca utopia. Cóż za wspaniała sprawa, o którą warto walczyć!
Istnieje tylko jedna dostępna broń przeciwko temu szaleństwu agitacji: jest nią rozum. Po prostu potrzebny jest zdrowy rozsądek, by uchronić człowieka przed staniem się ofiarą złudnych fantazji i pustych haseł.” (Biurokracja, 1944)

W
dzisiejszej Polityce Wawrzyniec
Smoczyński pisząc o kryzysie na Zachodzie zadaje pytanie  Ale kto zawinił?” Odpowiadając na to pytanie
można pisać wiele i bardzo szczegółowo (a w tych szczegółach można łatwo się zagubić).
Odpowiedź na to pytanie jest prosta (o czym pisałem jesienią 2008 roku): „Za
kryzys finansowy odpowiadają politycy i państwo
”. (Nawiasem mówiąc, opublikowania
tej notki odmówiły zarówno Gazeta Wyborcza jak i Rzeczpospolita
).

Praprzyczyną
kryzysu jest psucie pieniądza przez rządy i państwa. Szukającym odpowiedzi na
te i inne pytania związane z kryzysami i z pieniądzem polecam wydaną w 2010
roku doskonałą książkę Ferdinanda Lipsa Złoty
spisek
(wyd.
Wektory).  Lips wie co pisze, bo swoje zawodowe życie związał
z bankowością. Był współzałożycielem i dyrektorem
Rothschild Bank AG w Zurichu. W 1987 r.
otworzył swój własny bank (Bank Lips AG, także w Zurichu). Był członkiem rad
nadzorczych afrykańskich spółek wydobywczych. Jego wielką pasją 
była historia pieniądza, a o sobie zwykł
mówić ‘zatroskany obywatel świata’.

W Złotym spisku pisze: ‘Opierając się na pięćdziesięciu latach doświadczenia,
badaniu rynków i studiowaniu historii pieniądza, doszedłem do przekonania, że
zlikwidowanie dziewiętnastowiecznego standardu złota jest największą tragedią
wszechczasów. Spowodowało ono, że niemal od stu lat, świat funkcjonuje w
obrębie monetarnej ziemi niczyjej i może ostatecznie doprowadzić ludzkość do
całkowitej utraty wolności. Od tamtej pory większość ekonomistów ma klapki na
oczach.” 

W przedmowie do amerykańskiego
wydania jego książki, Lips zadaje pytanie szefom banków centralnych: „czy rzeczywiście
troszczą się państwo o to, co powinno być waszym pierwszym zadaniem, mianowicie
o ochronę siły nabywczej i integralności waluty swoich krajów? Czy naprawdę są
państwo uczciwi i dają z siebie wszystko, redukując rezerwy złota swojego kraju
tylko po to by lokować dochód w wierzytelnościach pieniężnych, które cierpią na
chroniczne suchoty i pewnego dnia przypuszczalnie nie będą mogły być zwrócone?”

Banki centralne są
instytucjami politycznymi, tyczy się to nawet tych uznawanych za najbardziej niezależne:
Deutsche Bundesbank i  
Die Schweizerische Nationalbank.

Ta polityczność banków
centralnych może być kluczem do odpowiedzi na postawione przez redaktora
Smoczyńskiego
pytanie.


  • RSS