Witold Kwaśnicki

Własność, Wolność, Odpowiedzialność i Wzajemne zaufanie

Wpisy z tagiem: liberalizm

Z pewnością moje odczucia są czysto subiektywne (a czego można oczekiwać od zwolennika austriackiej szkoły ekonomii ;-) ), ale odnoszę wrażenie, że coraz więcej jest przesłanek za tym by uznać, że idee szkoły austriackiej są coraz popularniejsze w Polsce, zwłaszcza wśród młodego pokolenia. Tydzień temu odbyła się premiera filmu  Zapomniani. Historia krakowskiej szkoły ekonomicznej, w którym odwołania do wielkich ekonomistów szkoły austriackiej, Carla Mengera i Ludwiga von Misesa, były częste i wyraźne. W planach twórców filmu o Zapomnianych ekonomistach szkoły krakowskiej jest podobny film o Misesie. Jednym z największych propagatorów idei szkoły austriackiej w Polsce jest  Instytut Misesa. Ostatnio dowiedziałem się też o kilku inicjatywach (konferencjach, wydawnictwach specjalnych numerów czasopism naukowych, …) socjologów, filozofów i ekonomistów, których celem jest propagowanie myśli szkoły austriackiej, a zwłaszcza Carla Mengera i Ludwiga von Misesa.

W tym kontekście ciekawie wyglądają wyniki badań opinii polskich ekonomistów, przedstawione w opublikowanej kilka tygodni temu książce Paradoksy ekonomii. Rozmowy z polskimi ekonomistami. Z rozdziału w którym omówiono wyniki badań pt. „Identyfikacja polskich ekonomistów akademickich ze szkołami myśli ekonomicznej” możemy dowiedzieć się, że w Polsce najpopularniejsza  wśród ekonomistów jest tzw. nowa ekonomia instytucjonalna (NEI). Wczytując się jednak w wyniki tych badań możemy doszukać się zalążków znaczącej zmiany w stylu myślenia polskich ekonomistów (zwłaszcza tego młodszego pokolenia). Pozwolę sobie zacytować fragmenty z opracowania przedstawionego w tej książce:
„ … odsetek ekonomistów, którzy określali się jako neoaustriacy (8,1%), był w badanej populacji wyższy niż udział ekonomistów postkeynesowskich i radykalnych łącznie (6,8%), jak i przewaga ekonomistów nowoklasycznych nad nowokeynesistami (15,2 wobec 12,9%).

W odpowiedzi na pytanie o poglądy w kwestii równowagi w gospodarce kapitalistycznej, najwięcej wskazań uzyskał przypisany ekonomii radykalnej pogląd, że „gospodarka z zasady pozostaje w nierównowadze” (37,2%), a następnie charakterystyczny dla szkoły austriackiej, że „gospodarka nieustannie dąży do równowagi” (26,2%).
… na inspirację z strony ekonomistów marksistowskich (Oskar Lange, Paul Sweezy) w pytaniu o autorytety wskazało 13%. Podobna sytuacja wystąpiła w przypadku szkoły neoaustriackiej. Przy wyborze autorytetów wskazań na znanych twórców szkoły austriackiej (Murray Rothbard, Ludwig von Mises) było 25% − ponad trzykrotnie więcej niż identyfikujących się z tą szkołą.

Na szczególną uwagę zasługuje, najliczniejsza w badanej populacji, grupa respondentów w wieku 36–45 lat (42,4%). Ekonomiści akademiccy z tej kategorii wiekowej w ciągu następnych 20–30 lat będą w decydującym stopniu wpływać na kształt i treści przekazywane w ramach nauczania ekonomii na wyższych uczelniach
W grupie tej udział zwolenników nowego instytucjonalizmu był najniższy. Jednocześnie odnotowano w niej najwięcej osób wybierających szkołę austriacką (11,5%), nieco powyżej średniej kształtował się także udział reprezentantów nowej ekonomii klasycznej (18,3%) oraz eklektyzmu (20%). …
Zupełnie inaczej wybory szkół rozłożyły się wśród najstarszych respondentów − powyżej 65 lat. Instytucjonalizm wskazało 35%, nowy keynesizm, nową ekonomię klasyczną i postkeynesizm po 10%, a szkołę austriacką − 5% przedstawicieli tej grupy. Charakteryzowało ją więc prawie dwukrotnie niższe poparcie dla nowej ekonomii klasycznej i ekonomii austriackiej niż wśród ekonomistów w przedziale wieku 36–45 lat. Z kolei zwolenników instytucjonalizmu było wśród nich prawie dwa razy więcej.”

Niech wspomniany w tym cytacie Oskar Lange będzie pretekstem do napisania tego co o Misesie zamierzałem napisać od dwóch lat. Przy różnego rodzaju okazjach przypominana jest opinia Oskara Lange, że Ludwigowi von Misesowi socjaliści powinni wystawić pomnik za zmuszenie ich do przemyślenia problemu rachunku ekonomicznego w socjalizmie. Edward Łukawer (jeden z socjalistycznych polskich ekonomistów) we wspomnieniach o Langem napisał: „Trzeba z całym naciskiem podkreślić, że O. Lange potrafił w swoim rozumowaniu wykorzystać określone elementy – wrogich przecież! – opinii neoliberałów do zbudowania teoretycznej koncepcji mechanizmu funkcjonowania gospodarki socjalistycznej. Tym samym wprowadził on do analizy ekonomicznej szereg fundamentalnych kategorii, które przedtem przez marksistów nie były brane od uwagę. Nic więc dziwnego, iż O. Lange zauważył – oczywiście, pół żartem, pół serio – że w Centralnym Urzędzie Planowania jakiegoś państwa socjalistycznego należałoby wznieść pomnik L. Misesowi (chyba można tu też dodać G. Halma – E. Ł.) oraz wmurować tam tablice pamiątkowe dla F. Hayeka i L. Robbinsa.” (Edward Łukawer, ‘Oskar Lange’, Gospodarka Narodowa Nr 10/2005).

Nie wiem dlaczego Edward Łukawer twierdzi, że Lange powiedział to „pół żartem, pół serio”? (takaż to widocznie taktyka niektórych socjalistów by dezawuować osiągnięcia swoich przeciwników).  Wszak Lange opublikował to bardzo prestiżowym czasopiśmie, The Review of Economic Studies (część pierwszą ‚On the Economic Theory of Socialism’ opublikował w 1936 roku, a część drugą w 1937). Część pierwsza zaczyna się od wyrażenia podziękowań Misesowi za rzucone socjalistom wyzwanie i propozycją postawienia mu pomnika:

“Socjaliści z pewnością mają powody, aby być wdzięcznymi profesorowi Misesowi, ich wielkiemu advocatus diaboli. Bo to było jego potężne wyzwanie, które zmusiło socjalistów do uznania znaczenia odpowiedniego systemu rachunku ekonomicznego w celu ukierunkowania alokacji zasobów w gospodarce socjalistycznej. Co więcej, głównie z powodu wyzwań rzuconych przez profesora Misesa, wielu socjalistów uświadomiło sobie istnienie takiego problemu. I chociaż profesor Mises nie był pierwszym, który ten problem podniósł, jak również nie wszyscy socjaliści byli zupełnie nieświadomi tego problemu, to prawdą jest, że w szczególności na kontynencie europejskim (poza Włochami) zasługa tego, że socjaliści podjęli ten problem systematycznie go analizując, należy w pełni do profesora Misesa. Zarówno jako wyraz uznania dla jego wielkich dokonań i jako swego rodzaju memento o podstawowym znaczeniu dobrego rachunku ekonomicznego, posąg profesora Misesa powinien zajmować honorowe miejsce w wielkim hallu Ministerstwa Socjalizmu lub Centralnego Biura Planowania państwa socjalistycznego. Obawiam się jednak, że profesorowi Misesowi nie spodobałaby się ta propozycja, co wydaje się być jedynym odpowiednim sposobem na spłatę długu wobec niego przez socjalistów, i trudno go winić za to”.

Całość swoich rozważań podsumowuje Lange pisząc w zakończeniu części drugiej z estymą o Misesie:

„Wyzwanie jakie rzucił profesor Mises miało zbawienny wpływ, powodując to, że socjaliści zaczęli poszukiwanie bardziej satysfakcjonującego rozwiązania problemu, ale wielką prawdą jest też, że wielu z nich dowiedziało się o istnieniu tego problemu dopiero po rzuceniu tego wyzwania. Jak widzieliśmy, ci socjaliści, którzy nie zdają sobie sprawy z konieczności i ważności istnienia odpowiedniego systemu cen i rachunku ekonomicznego w gospodarce socjalistycznej, są zapóźnieni nie tylko w odniesieniu do obecnego stanu analizy ekonomicznej: nie korzystają nawet z wielkiego dziedzictwa doktryny marksistowskiej”.

Jörg Guido Hülsmann w biografii  Mises The Last Knight of Liberalism (Hülsmann, 2007, s. 782) odwołuje się do słów Oskara Langego i jego propozycji postawienia pomnika Misesowi. Jednakże w  dalszym opisie tej sytuacji  Hülsmann  popełnia wiele błedów pisząc, że: „Żadne państwo socjalistyczne nie było wystarczająco hojne, aby zrealizować tę sugestię, ale Uniwersytet Wrocławski postawił pomnik proponowany przez Oskara Langego i zachował go do naszych czasów, z pewnością jako pomnik trwałości jego przesłania”.

Po pierwsze nie chodzi o Uniwersytet Wrocławski (gdzie faktycznie pracuje grupa ludzi, zwolenników szkoły austriackiej, propagująca idee Misesa), ale o Uniwersytet Warszawski, który nie zainicjował zbudowanie pomnika Misesowi, a dostał popiersie Misesa w 1990 roku, kiedy to Polskę odwiedził George Koether, wielki propagator myśli Misesa. O tym wydarzeniu wspomina sam George Koether w wywiadzie zatytułowanym A Life Among Austrians, jaki udzielił w 2000 roku. Mając wtedy 92 lata Koether wspomina tę wizytę mówiąc: „Dziesięć lat temu przywiozłem brązowe popiersia Hayeka i Misesa do Europy. Cato Institute podarował popiersie Hayeka Rosjanom, a ja podarowałem popiersie Misesa Uniwersytetowi Warszawskiemu, gdzie stał na specjalnej wystawie książek Misesa, tuż za korytarzem prowadzącym do starego gabinetu socjalistycznego profesora Oskara Langego”.

George Koether (1907-2006) i jego żona Ilo, niemalże od początku pobytu Misesa w Stanach Zjednoczonych, byli bardzo bliskimi znajomymi, a potem przyjaciółmi  Ludwiga von Misesa i jego żony Margit (podobnie jak byli przyjaciółmi Murray i Joey Rothbardów). Koether zasłużył się szczególnie po śmierci Misesa. Nie tylko wspomagał Margit Mises w pisaniu jej wspomnień, potem opublikowanych pod tytułem My Years With Ludwig von Mises, ale jeździł po Ameryce i po świecie propagując postać i myśl Misesa. Jednym z elementów jego aktywności była jego wizyta w Europie w 1990 roku.

Historię popiersia Misesa potwierdził prof. Jerzy Wilkin, ówczesny prodziekan Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego. Prof. Wilkin przypomina sobie wizytę George Koethera na UW w 1990 roku, w pierwszym roku polskiej transformacji. Wtedy to Koether przywiózł z USA ciężkie popiersie Misesa i podarował je Uniwersytetowi Warszawskiemu, wspominając znane słowa Oskara Langego o potrzebie uznania wielkiej roli Misesa w rozwoju ekonomicznej myśli socjalizmu. Popiersie to przez kilka lat stało w bibliotece Wydziału Nauk Ekonomicznych UW. Jak powiedział mi w lutym 2015 roku ówczesny dziekan WNE UW, prof. Jan Jakub Michałek, popiersie Misesa leżało później bardzo  długo gdzieś zapomniane w magazynach wydziału, przypomniano siebie o nim kiedy odrestaurowywano gabinet Langego i uznano, że takim najodpowiedniejszym miejscem dla tego popiersia będzie właśnie gabinet Langego, że dobrze się będzie prezentował w otoczeniu oryginalnych, ciężkich, w czarnym kolorze, mebli tegoż gabinetu.

Tak się złożyło, że zorganizowane przez Łukasza Hardta i Jerzego Wilkina seminarium poświęcone filozoficznemu spojrzeniu na wybrane problemy teorii ekonomii, pt. Filozoficznie o ekonomii, odbyło się 21 listopada 2014 r. na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego, ul. Długa 44/50, Warszawa; w sali 408, w  dawnym gabinecie Oskara Langego. Kiedy wraz z uczestnikami tego seminarium wszedłem do tego pokoju, od razu auważyłem stojącą na biurku Oskara Langego statuę Misesa (zdjęcia poniżej).

 MisesStatua1

MisesStatua2

MisesStatua3

Przeglądając swoje archiwum, prof. Wilkin znalazł jeszcze inną ciekawostkę odnosząca się do Misesa. Okazało się, że w kopercie przesłanej do niego przez George Koethera znajdują się fotografie Misesa z jego seminarium na Uniwersytecie Nowojorskim z 1965 roku. Poniżej skany koperty i czterech zdjęć Misesa z tego seminarium.

 KopertaKoetherM

Mises1M

Mises2M

Mises3M

Mises4M

Są to zdjęcia o doskonałej jakości, mimo, że zrobione zostały ponad 50 lat temu. W dodatku, są to zdjęcia oryginalne, z pieczątką fotografa na odwrocie (autorem fotografii jest David Jarrett); mają więc swoją wartość artystyczno-historyczną.

Sebastian Stodolak w opublikowanym właśnie artykule pisze, że ‘Ekonomia czeka na swojego Lutra’. Wprawdzie w artykule tym Stodolak wspomina szkołę austriacką, Carla Mengera i Ludwiga von Misesa, ale nie w kontekście tego, że mogą być oni traktowani jako  ‘Lutrowie’. Wydaje mi się, że nie potrzeba nam nowego ‘ekonomicznego Lutra’, bo szkoła austriacka ze swoimi największymi przedstawicielami (poczynając od Carla Mengera, …) rozpoczęła już ‘Reformację ekonomiczną’. Na efekty musimy trochę poczekać. W przypadku Reformacji religijnej w szesnastym wieku, efekty też nie pojawiły się natychmiast wraz z radykalnym wystąpieniem Marcina Lutra w 1517 roku. Ten proces trwał kilkadziesiąt lat. Dzieło Ludwiga von Misesa, jego magnum opus Ludzkie działanie, opublikowane zostało w 1949 roku, w 1974 roku Friedrich von Hayek uhonorowany został nagrodą im. Alfreda Nobla z ekonomii. 

Tak jak napisałem, nie potrzeba nam w ekonomii Lutra (bo ten już jest, to szkoła austriacka), potrzeba nam Heraklesa, który te ‘ekonomiczne stajnie i obory Augiasza’ posprząta. Ma częściową rację Sebastian Stodolak kończąc swój artykuł głosem nadziei, że w krytycznym momencie naszych dziejów (który z pewnością nadejdzie) będzie „istniał już ratunek w postaci nowych, zrewidowanych podręczników ekonomii i znających oraz rozumiejących je decydentów”. Napisałem ‘częściową rację’, bo takie podręczniki już są, tylko, że jak dotychczas ‘nie trafiły pod strzechy’. Myślę tutaj np. o (przetłumaczonych na polski) książkach (podręcznikach) Thomasa Sowella, oraz o Logice ekonomii, Marka Skousena. Trochę na ten temat w artykule, który napisałem na prośbę śp. Marcina Winiarskiego, pt. Czy podręczniki ekonomii muszą być tak bardzo podobne do siebie?.

Ja czekam raczej na ekonomicznego Heraklesa, aniżeli na ekonomicznego Lutra.

Przygotowując się do wykładu pt. Czy podatki mogą sprzyjać rozwojowi gospodarczemu i wzrostowi dobrobytu narodów?, który wygłosiłem na zaproszenie ZPP (tutaj i tutaj, prezentacja tutaj) przypomniałem sobie o dwóch swoich starych tekstach. Okazało się, że jeden ‘Z historii podatku dochodowego’ opublikowałem w zeszłym roku na tym blogu, ale tego o ‘Zapomnianym podatniku’ jeszcze nie, co niniejszym czynię. Esej o Zapomnianym podatniku napisałem z inspiracji śp. Janka  Winieckiego i zamieszony on został w książce pod jego redakcja (Gospodarka bez ekonoma. Którędy do dobrobytu (Jan Winiecki, red.), Warszawa: Dom Wyd. 2006).   

W napisanym w 1883 roku eseju, William Graham Sumner rozważa sytuację czterech osób, których nazwał A, B, C oraz X. Często A, człowiek wrażliwy, społecznik, filantrop, polityk, parlamentarzysta, zauważa coś, co wydaje mu się złe, a od czego cierpi X, tzw. zwykły, szary obywatel. Rozmawia o tej sprawie ze swoim kolegą B. Najczęściej, po tej rozmowie A i B proponują wprowadzenie prawa, które usunie zło i pomoże X. Prawo to zawsze określa, co dla X powinna zrobić czwarta z rozważanych osób, inny obywatel C, a w lepszym przypadku, co dla X powinni zrobić A, B i C. Jeśli chodzi o A i B, którzy ustanawiają prawo odnoszące się do X w dobrej dla niego intencji, to warto powiedzieć jedynie to, że byłoby lepiej gdyby pomogli mu bez ustanawiania jakiegokolwiek prawa. Sumner nazywa C ‘Zapomnianym Człowiekiem’. Najczęściej jest to „prosty, uczciwy pracownik” gotowy do ciężkiej i wytrwałej pracy po to, by godziwie żyć. Często nie zauważamy go, bo swym zachowaniem nie zwraca na siebie uwagi. Jest niezależny, dbający o siebie i swoją rodzinę i nigdy nie proszący o wsparcie. Jego podstawowym celem jest wywiązywanie się z obowiązków, ku zadowoleniu swojego pracodawcy. Swoją pracą przyczynia się do powiększenia swojego dobrobytu, ale też i kapitału zgromadzonego w społeczeństwie, którego jest członkiem. Jednakże jego dostatnie życie zależy także od sumy kapitału zgromadzonego w społeczeństwie i im większy jest dobrobyt społeczeństwa, tym lepiej i jemu się żyje. Każda część kapitału społecznego, która jest przekazana leniwym, niezaradnym, chciwym, niezdarnym jest wzięta z kapitału służącego do zapłaty temu niezależnemu, produktywnemu ‘zapominanemu człowiekowi’. Zwykle jednak nie pamiętamy o nim, bo nie robi on wrzawy wokół siebie, spokojnie pracuje realizując swoje osobiste cele. To właśnie Zapomniany Człowiek „pracuje, głosuje i modli się”, ale przede wszystkim płaci, i to płaci ponad miarę.

Obecnie w większości krajów rozwiniętych gospodarczo należących do OECD (Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, Polska należy do tego ‘klubu’ 30 krajów od 1996 roku) obywatele, ‘zapomniani podatnicy’, oddają państwu-rządowi (poprawniej powinniśmy powiedzieć: ‘jest im zabierane’) średnio 40% tego, co wypracują (tj. 40% Produktu Krajowego Brutto (PKB) – wartość ta jest też dobrą miarą rozmiaru rządu, czyli stopnia ingerencji państwa w życie jego obywateli). Żeby zobrazować te liczbę, pomyślmy o Polaku w roku 2004, który oddaje państwu 48% tego, co wypracuje. W dniu wypłaty dostaje ‘na rękę’, czyli netto, 1000 zł, ale gdyby przyjrzał się wszystkim innym obciążeniom swojej pracy to zauważyłby, że wypracowana przez niego pensja (tzw. brutto) wyniosła 1900 zł. Zatem 900 zł oddaje on państwu. ‘Zapomniani podatnicy’ płacą w większości nieświadomie, w różnej formie: podatków bezpośrednich, pośrednich, na przyszłą emeryturę i rentę, opłat na fundusze zdrowia, aktywizacji zawodowej i na inne ‘niedorzeczności’ (niedorzeczności, bo w istocie większość tych obciążeń to niedorzeczności – płacimy jednocześnie na rentę i emeryturę, ale ilu z tych co płacą idzie na rentę i emeryturę jednocześnie; płacimy na fundusz aktywizacji zawodowej, a mamy prawie 20% bezrobocie, płacimy na tzw. ‘ochronę zdrowia’, ale po to by się wyleczyć trzeba w istocie pójść prywatnie do lekarza i zapłacić za tę usługę ekstra, itd.).

Obciążenia obywateli krajów OECD są zróżnicowane, wspominane 40% jest wartością średnią. Pięć krajów o najwyższych obciążeniach podatkowych (Belgia, Dania, Francja, Norwegia i Szwecja) płacą ok. 50% PKB, natomiast pięć krajów o najniższych obciążeniach (Australia, Japonia, Korea, Meksyk i USA) płacą ok. 28% PKB.

Dobrą ilustracją wielkości obciążeń podatkowych obywateli jest tzw. Dzień Wolności Podatkowej. Jeśli zrobilibyśmy eksperyment myślowy, w którym obywatele, uznając państwo za najważniejszą instytucje, najpierw oddawaliby wszystko co zarobią właśnie państwu, aż do momentu, w którym państwo-rząd powie łaskawie ‘wystarczy!’ i od tego momentu wszystko co zarabiają zostawiają sobie, to taki dzień, w którym rząd mówi ‘wystarczy!’, nazywamy ‘dniem wolności podatkowej. W Polsce w ostatnich latach dzień ten wypada w drugiej połowie czerwca (w 2004 roku był to 28 czerwca). W USA w ostatnich latach jest to początek kwietnia (w 2004 roku –  11 kwietnia).

Warto powiedzieć, że społeczeństwo może całkiem dobrze funkcjonować z tzw. ‘małym rządem’. Jeszcze w XIX i na początku XX wieku w większości krajów obecnie uznawanych za rozwinięte gospodarczo, obciążenia fiskalne nie przekraczały kilku procent, a dzień wolności podatkowej wypadał w styczniu i w lutym – przekładowo w USA w roku 1900 na potrzeby państwa wystarczyło pracować do 21 stycznia (obciążenia podatkowe wynosiły 5,9%).

Jest chyba coś patologicznego w tym, że obciążenia podatkowe obywateli przewyższają łączne wydatki na to, co jest najpotrzebniejsze każdemu człowiekowi, tzn. na żywność, ubranie i mieszkanie. W 1999 roku, przeciętny Amerykanin zapłacił 10 298 dolarów podatku, natomiast na żywność wydał 2693 dol., na ubranie 1404, a na mieszkanie 5833 dolary. Jeszcze gorsze proporcje są w większości krajów ODCE, w tym w Polsce.

W 1904 roku Oliver Wendell Holmes, Jr wypowiedział sławne zdanie: „Podatki są ceną jaką płacimy za rozwój cywilizacyjny” (Taxation is the price we pay for civilization). Wynika z tego, że od początku XX wieku bardzo ucywilizowaliśmy się.

Prawdą jest, że nikt nie lubi płacić podatków, tak było zawsze i tak będzie z pewnością. Mogą być jednak różne postawy. Kiedy obywatel widzi, że płacone przez niego podatki nie są marnowane to nawet godzi się je płacić, uznając to za swój święty obowiązek (tak było jeszcze kilkadziesiąt lat temu w USA). Kiedy jednak widać ogromne marnotrawstwo tych pieniędzy, obywatele zaczynają oszukiwać na podatkach (i staje się to często początkiem erozji społecznej i kryzysu państwa).

Zakończmy te nasze rozważania o ‘zapomnianym podatniku’ nadzieją, że w niedalekiej przyszłości społeczeństwo będzie miało odwagę i mądrość Lady Godivy, a rząd, politycy i parlamentarzyści będą godni Leofric’a i będą na tyle honorowi i słowni, że dotrzymają oczekiwanych i obiecanych deklaracji.

 Ramka

Lady Godiva była żoną Leofric’a, księcia Mercji (królestwa w centralnej Anglii). Leofric, ok. 1040 roku, nałożył ogromne podatki na mieszkańców swojego księstwa. Jego żona prosiła go by zmniejszył te podatki. On zgodził się, ale pod warunkiem, że przejedzie ona nago na koniu ulicami Coventry. Lady Godiva zgodziła się na to i uczyniła zadość żądaniu męża, przejeżdżając na koniu bez ubrania, choć jej ciało osłonięte było jej długimi włosami, ale wcześniej prosząc obywateli księstwa by w czasie jej jazdy pozostali w domach za zasłoniętymi oknami. Jak można było oczekiwać nie wszyscy posłuchali jej prośby, lokalny krawiec podglądał jej przejazd, ale, jak głosi legenda, podglądając stracił wzrok i do końca życia pozostał ślepcem.

 

Wszystkich pragnących poznać podstawowe zasady ekonomii, ale także tych będących z ekonomią za pan brat, zachęcam do przeczytania książki Faustino Ballvé ‘Elementarz ekonomii – zwięzłe omówienie podstawowych reguł i doktryn’, która  właśnie została opublikowana przez Fijorr Publishing.

Elementarz ekonomii okladka

Jak napisałem we wstępie do polskiego wydania: Elementarz ekonomii to niezwykła książka niezwykłego autora. Przyznam, że książka ta umknęła mojej uwadze i dowiedziałem się o niej stosunkowo niedawno, a uważnie przeczytałem ją dopiero kilka miesięcy temu. Pocieszyć się mogę tym, że nie jestem jedynym, który powinien się do tego przyznać. To nieprawdopodobne, że ta skromna rozmiarami – za to wielka, jeśli chodzi o treść – książeczka praktycznie nie została zauważona przez ekonomistów. Nie mówię tutaj tylko o ekonomistach tzw. głównego nurtu w ekonomii, ale także ekonomistach związanych z nurtem liberalnym, wolnorynkowym, w tym ekonomistach szkoły austriackiej. Podejście, jakie zastosował Faustino Ballvé, opisując podstawowe zasady ekonomii, wpisuje się w tradycję twórcy szkoły austriackiej Carla Mengera oraz jej największego przedstawiciela w XX wieku, Ludwiga von Misesa. Ballvé pisze z pasją i zacięciem, a wiele ważnych problemów ekonomicznych, które przez innych autorów przedstawiane są w sposób, że tak powiem, nudnawy, u niego nabierają nowego wymiaru, czyta się o nich z zaciekawieniem.

Niekiedy styl i sposób prezentacji Ballvé powodują, że książkę pochłania się wręcz z „wypiekami na twarzy”. Ośmielę się twierdzić, że powinna ona zająć miejsce na półce z książkami obok Ekonomii w jednej lekcji Henry’ego Hazlitta, Zasad ekonomii Carla Mengera i Ludzkiego działania Ludwiga von Misesa. Ballvé, w dziesięciu krótkich rozdziałach, wyjaśnia czytelnikowi co jest przedmiotem analizy ekonomicznej, jak działają rynki, czym zajmują się przedsiębiorcy oraz jaka jest ich rola w życiu społecznym i gospodarczym, jak przepływa dochód z czynników produkcji, jakie funkcje spełniają pieniądze i kredyt, jak wpływają one na powstawanie cykli koniunkturalnych oraz jakie niebezpieczeństwa tkwią w protekcjonizmie, nacjonalizmie, socjalizmie i interwencjonizmie.

Zwykle osobom rozpoczynającym studiowanie ekonomii – i tym zainteresowanym poznaniem „prawdziwej ekonomii” – tradycyjnie polecam najpierw Ekonomię w jednej lekcji Henry Hazlitta, Wolny wybór Miltona Friedmana, Ja, ołówek Leonarda E. Reada i Zapomnianego człowieka Williama G. Sumnera. Teraz z ogromną przyjemnością będę mógł polecić przeczytanie Elementarza ekonomii Faustino Ballvé, i to polecić od razu na początku, a potem dopiero przejść do Hazlitta, Friedmana i innych bardziej zaawansowanych publikacji takich autorów, jak np.: Mark Skousen, Thomas Sowell, Gene Callahan, Carl Menger, Ludwig von Mises, Murray Rothbard, Israel Kirzner, Steven G. Horwitz (i wielu innych). Milton Friedman na koniec wykładu, który wygłosił 21 marca 1985 roku na Trinity University (San Antonio, Texas, USA), opisując swoją drogę do ekonomii i swoje rozumienie ekonomii, powiedział: „Ekonomia jest fascynującą dyscypliną, a najbardziej fascynujące jest w niej to, że prostota jej fundamentalnych zasad pozwala w sposób zrozumiały dla każdego zapisać je na jednej stronie, a mimo to niewielu je rozumie”. Kiedy Faustino Ballvé pisał swoją książkę na początku lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku, nie mógł znać tej opinii Friedmana. Jego Elementarz ekonomii jest jednak doskonałym przykładem ilustrującym to przesłanie późniejszego noblisty. W dziesięciu krótkich rozdziałach Ballvé pokazał, że te fundamentalne zasady ekonomii są naprawdę proste. Pozostaje mieć nadzieję, że dzięki jego książce ich zrozumienie będzie powszechne i to friedmanowskie stwierdzenie: „a mimo to niewielu je rozumie” przestanie być prawdziwe. Dwadzieścia lat temu Mark Skousen dosyć literalnie zrozumiał przesłanie Friedmana i spisał podstawowe zasady ekonomii dokładnie na jednej stronie (‘Economics in One Page’, The Freeman, Ideas On Liberty, 01.01.1997). Zawarte tam szesnaście punktów to hasłowe przedstawienie podstawowych zasad ekonomii i racjonalnej polityki gospodarczej. Propozycja Skousena może być potraktowana nie tylko jako swego rodzaju ciekawostka, ale też jako dobry materiał podsumowujący semestralny wykład o podstawach ekonomii (co często czynię na swoich wykładach i przedstawiam tę propozycję Skousena na ostatnich zajęciach kursu ekonomii). Warto jednak podkreślić, że brak jest w tej propozycji Skousena jakiejkolwiek argumentacji odnośnie tych zasad. Ballvé, oprócz ich przedstawienia, w perfekcyjny sposób argumentuje, dlaczego – jako uczestnicy życia gospodarczego (zarówno konsumenci, jak i producenci) – powinniśmy je uznać za powszechnie obowiązujące. Osiągniecie Faustino Ballvé wydaje się być wręcz nieprawdopodobne, bo w tej krótkiej książce, tym elementarzu ekonomii, oferuje on cudowną kombinację szerokości spojrzenia i zwięzłości prezentacji. Oprócz wspomnianej wcześniej argumentacji odnośnie istotności podstawowych zasad ekonomii, znajdujemy w niej opisy ich intelektualnych historii i korzeni ich powstania, ale też wiele przykładów zastosowania ich w gospodarczej rzeczywistości. Ballvé w bardzo przekonujący sposób pokazuje jakie mogą być konsekwencje łamania tych zasad oraz ich nieobecności w codziennym życiu jednostek i całych społeczeństw.

Czytając Elementarz Ballvé (*) należy być świadomym, że jego pierwsze wydanie miało miejsce w 1956 roku. Warto o tym pamiętać i mieć to na uwadze, aby – po pierwsze – docenić to iż, pomimo upływu ponad sześćdziesięciu lat od pierwszego wydania, tekst brzmi bardzo współcześnie, nic a nic się nie zestarzał. Po drugie, należy podziwiać przenikliwość i zdolność przewidywania Faustino Ballvé. Już w połowie XX wieku zwrócił on uwagę na ułomność podejścia matematycznego i ekonometrii w analizie procesów gospodarczych. Można także powiedzieć, że już w latach 50. opisał on intensywny rozwój globalizacji do stanu, jaki znamy obecnie. Podobnie jest z jego dyskusją na temat nierówności, kiedy wchodzi w polemikę z Williamem A. Lewisem. Gdyby w tych fragmentach Elementarza ekonomii zamiast nazwiska W. A. Lewisa wstawić nazwisko Thomasa Piketty’ego, polemika ta byłaby bardzo aktualna i można byłoby ją uznać za polemikę z opublikowanym w 2013 r. Kapitałem w XXI wieku Piketty’ego.

Jakże trafna jest analiza Ballvé odnośnie gospodarki centralnie zarządzanej (planowanej), zarówno w sferze diagnozy, jak i prognozy („Polityka centralnego zarządzania jest logicznie niespójna i mimo prestiżu, jakim nadal się cieszy, jej bankructwo jest tylko kwestią czasu” – str. 156–157). Podobnie proroczy jest postulat Faustino Ballvé, że „ważne jest oczyszczenie ekonomii z klasycznego mitu człowieka racjonalnego – homo oeconomicus” oraz jego uwaga odnośnie egoizmu: „Nie ma wątpliwości co do tego, że człowiek jest istotą egoistyczną. Taka jego dola, gdyż żaden inny model egzystencji nie jest dla niego możliwy. Jako ludzie działamy zgodnie z instynktem samozachowawczym. Ale egoizm to nie to samo co chciwość czy zachłanność. Egoizm jest po prostu pragnieniem szczęścia. Szczęście zaś nie zawsze wiąże się z posiadaniem dóbr materialnych” (str. 164).

Bardzo podoba mi się metafora z winem, którą Ballvé przedstawia, dyskutując nad problemem inflacji i wydatków państwa (str. 88–89): „Proces ten porównać można do rozcieńczania wina wodą. Rząd dolewa wody do wina obywateli, a następnie przywłaszcza część rozcieńczonego trunku dla siebie. Tym sposobem finansuje swoje wydatki (…). W rzeczywistości wszystkie te wydatki pokrywane są z części dobrego wina, które rząd odebrał obywatelom. A to dlatego, że dolewając do niego wodę, a następnie zagarniając dla siebie powstałą nadwyżkę, rząd zostawia obywateli z tą samą ilością „wina”, jednak o słabszej konsystencji – część pełnowartościowego wina zostaje więc społeczeństwu skradziona. (…) Tym sposobem rządy arbitralnie przywłaszczają część owoców produktywnych wysiłków własnych obywateli (…). W rzeczywistości w rezultacie takiej polityki najbardziej pokrzywdzeni zostają ludzie ubodzy”. Zawsze powtarzam przy wszelkiego rodzaju okazjach (a zwłaszcza studentom), że rozumienie mechanizmów funkcjonowania gospodarki daje mnóstwo satysfakcji i choćby dlatego warto interesować się ekonomią. Ważnym, praktycznym wymiarem znajomości ekonomii jest to, że jest ona obecna i potrzebna nam stale, codziennie, w naszym życiu. Poznanie zasad funkcjonowania gospodarki i jej mechanizmów nie tylko pozwala nam na podejmowanie lepszych, trafniejszych decyzji, ale czyni nasze życie pełniejszym, szczęśliwszym. Jestem przekonany, że zapoznanie się z ideami przedstawionymi w tej książce będzie ważnym krokiem w kierunku zrozumienia mechanizmów funkcjonowania gospodarki i uczynienia jej czytelników szczęśliwszymi.

(*) Intencjonalnie użyłem określenie ‘Elementarz Ballvé’ by zabrzmiało to podobnie jak ‘Elementarz Falskiego‘ , z którego uczyłem się pisać i czytać, kiedy zacząłem chodzić do szkoły podstawowej w 1959 roku.  Elementarz Falskiego sprawdzał się przez wiele pokoleń jako doskonała metoda uczenia dzieci pisania i czytania. Mam nadzieję, że Elementarz Ballvé spełni podobną rolę w nauczaniu ekonomii.

 

Od wielu lat zwracam uwagę na to jak wielkie spustoszenie w naszych umysłach zrobiła w wieku XX idea i praktyka państwa opiekuńczego (do czego przyłożył się jeszcze komunizm, zwłaszcza sowiecki i chiński). Po czterech-pięciu pokoleniach żyjących w okresie państwa opiekuńczego, nie jesteśmy w stanie zaakceptować tego, że to nie od państwa powinniśmy oczekiwać rozwiązania wielu trapiących nas problemów. Nie wspomnę o tym, że wiele z tych problemów wykreowało właśnie samo państwo opiekuńcze. Zamiast szukać pomocy w naszej indywidulanej aktywności, wspartej aktywnością i współpracą lokalnych społeczności, wytworzyliśmy w sobie przekonanie, że najlepszym remedium na trapiące nas problemy jest omnipotentne państwo. Zapomnieliśmy, że jeszcze sto lat temu tak nie było, że niemalże powszechną zasadą była postawa typu ‘jeśli umiesz liczyć to licz przede wszystkim na siebie’.

Przyznam, się, że sam nie wiem jakie jest wyjście z tego ‘skrzywienia umysłowego’. Bardzo prawdopodobne, że do wyleczenie się z niego potrzeba będzie dwóch pokoleń, jak to było u Mojżesza (40 lat wędrówki narodu wybranego po pustyni). Należy zacząć o tym dyskutować i kształtować postawy młodych ludzi.

Dyskutując o tego typu problemach przywołuję często słowa brytyjskiego historyka A.J.P. Taylora, który w Historii Anglii (English History 1914-1945, Oxford University Press, 1965) napisał:

„Do sierpnia 1914 roku rozsądny, przestrzegający prawa Anglik mógł przejść przez życie i prawie nie zauważyć istnienia państwa poza urzędem pocztowym i policjantem. Mógł żyć, gdzie chciał. Nie miał urzędowego numeru czy karty identyfikacyjnej. Mógł podróżować za granicę albo opuścić swój kraj na zawsze bez paszportu czy jakiegokolwiek urzędowego zezwolenia. Mógł wymienić pieniądze na każdą obcą walutę bez ograniczeń i limitów. Mógł nabywać dobra z każdego kraju na świecie na takich samych warunkach, na jakich kupował je w domu. Skoro o tym mowa – cudzoziemiec mógł spędzić życie w tym kraju bez zezwolenia i bez informowania o tym policji. Odmiennie niż w krajach europejskich na kontynencie, państwo nie wymagało od swoich obywateli służby wojskowej. Obywatel angielski mógł – jeśli chciał – zaciągnąć się do regularnej armii, marynarki lub rezerwy. Mógł także zignorować, jeśli tego chciał, wymagania obrony narodowej. Poważni posiadacze byli od czasu do czasu powoływani jako sędziowie przysięgli. Poza tym pomocą państwu służyli tylko ci, którzy chcieli [...]. Pozostawiało ono dorosłych obywateli samym sobie.”

 Kilka dni temu przeczytałem wpis Dennis’a Prager’a dotyczący najgroźniejszego uzależnienia jakiemu uległy współczesne społeczeństwa, jakim jest uzależnienie od przywilejów (uprawnień) nadawanych obywatelom przez państwo. Polecam przeczytanie tego wpisu w całości.

Prager zwraca uwagę na to, że prawdą jest iż wyjście z takich powszechnych uzależnień jak narkomania, alkoholizm, hazard, seksoholizm, czy palenia papierosów jest bardzo trudne. Jest jednak jedno uzależnienie (które nawet nie jest traktowane jako uzależnienie), mianowicie uzależnienie od przyznawanych przez państwo przywilejów, uzależnienie od tego, że ‘dostaje się coś za nic’.

Dla większości pełnosprawnych osób, którzy otrzymują pomoc od instytucji publicznych  w postaci zapomóg pieniężnych, kuponów żywnościowe, dotowanych mieszkań, nieodpłatnej edukacji, nieodpłatnej opieki zdrowotnej i innych świadczeń socjalnych, już sama myśl o rezygnacji z jednego z nich i podjęcia się trudu zapłacenia za nie z własnych ciężko zarobionych pieniędzy wydaje się niemożliwa. Wyjście z takiego uzależnienia uznawane jest za trudniejsze niż wyjściu z alkoholizmu czy narkomanii.  

Prager idzie w swej opinii nawet tak daleko, że uważa, iż wszelkiej maści socjaliści, czy politycy rozdający na lewo i prawo przywileje, powinni być traktowani na równi ze sprzedawcami narkotyków.

Zwraca on uwagę na to, że uzależnienia od nadawanych przywilejów czyni w istocie więcej szkód w społeczeństwie niż jakikolwiek inne uzależnienie. Wszelkie inne uzależnienia mogą zrujnować własne życie i życie najbliższych, a pijani kierowcy czynią kalekami, lub nawet zabijają, konkretnych ludzi. Społeczeństwo jako całość może przeżyć tego typu uzależnienia. Natomiast im więcej osób, które otrzymują pomoc publiczną w formie nadawanych przywilejów (uprawnień), tym szybszy i bliższy jest gospodarczy upadek tego społeczeństwa jako całości.

Uzależnienie od przywilejów niszczy system wartości, który przyczynił się w przeszłości do rozwoju gospodarczego opartego na mechanizmach rynkowych, kapitalistycznych. Wydaje mi się, że do uzależnienia opisanego przez Pragera, można dodać jeszcze jedno uzależnienie gorsze od alkoholizmu, narkomanii, palenia papierosów, hazardu, uzależnienia jakim ulegają sami politycy, sami rządcy, mianowicie uzależnienie od kreowania inflacji i psucie pieniądza.

Pierwszym krokiem ku wyjściu z tego uzależnienia od przywilejów powinno być  wykorzeniamy postaw antykapitalistycznych u tzw. intelektualistów (o których mówiłem w wykładzie „O antykapitalistycznej mentalności ludzi wykształconych”, dostępnym tutaj).

Są pewne powody do (przynajmniej umiarkowanego) optymizmu i jest nadzieja, że możliwe jest wyjście z tego typu uzależnień. Jak na razie jedynie Szwajcarzy wykazują się pewnym rozsądkiem, ale może za nimi pójdą inne społeczeństwa.  W 2014 roku Szwajcarzy odrzucili w referendum możliwość włączenia służby zdrowia w domenę przynależną państwu. Istniejący w Szwajcarii system ochrony zdrowia wymaga, aby każdy obywatel posiadał podstawowy pakiet ubezpieczenia zdrowotnego, które oferuje ok. 60 firm prywatnych. W tym referendum, zainicjowanym przez przedstawicieli lewicy,  prawie 62% Szwajcarów opowiedziało się za tym, aby nadal funkcjonował system prywatny. Ciekawy jest rozkład opinii na temat utrzymania obecnego systemu. Regiony niemieckojęzyczne głosowały przeciwko objęciu przez państwo kontroli nad służbą zdrowia, natomiast kantony, w których dominującym językiem jest francuski, były zdecydowanie przeciwko sektorowi prywatnemu.

Podobnym rozsądkiem wykazali się Szwajcarzy w czerwcu 2016 roku, kiedy to w referendum rozpisanym ponownie na wniosek lewicy, prawie 77% Szwajcarów odpowiedziało się przeciw wprowadzeniu tzw. dochodu gwarantowanego.

Uczmy się od Szwajcarów i wykazujmy się takim jak oni rozsądkiem. Stać nas na to. 

Kapitalizm uczy poszanowania własności prywatnej, docenienia wolności, postawy odpowiedzialności i wzajemnego zaufania. Powrót do tych wartości w świecie Zachodu wydaje się jedyną drogą odzyskania i utrzymania pozycji lidera zmian i stałej budowy dobrobytu indywidualnego, a przez to dobrobytu społecznego.

Myślę, że dzisiaj 9 listopada 2016 r. szczególnie należy wspomnieć o korzeniach kapitalizmu.  W zeszłym roku, z okazji XX rocznicy powstania Towarzystwa Ekonomistów Polskich śp. Jan Winiecki poprosił mnie bym napisał esej pt. „Kapitalizm – jedyny system ekonomiczny w historii, który wyciągnął ludzkość z biedy”. Esej ten ma być opublikowany w książce po-konferencyjnej, która nadal jest w przygotowywaniu do publikacji. Wersja robocza tego eseju dostępna jest tutaj. Poniżej załączam jego zakończenie:

Czy próba obalenia mitu, że kapitalizm i „wolny rynek” odpowiadają za nieszczęścia dawnych i współczesnych społeczeństw udała się? Z pewnością można byłoby podać jeszcze wiele argumentów na rzecz kapitalizmu, ale jednocześnie należy być świadomym, że – jak zwykle w przypadku  każdej strony ludzkiego bytu – nie jest to system idealny. Kapitalizm ma też wiele negatywnych stron, nie one jednak dominują. Ważne jest, że w trakcie rozwoju kapitalizmu te negatywne strony stają się coraz mniej liczne. Kapitalizm ma moc adaptacyjności i samonaprawy. Co najważniejsze, wbrew opinii przeciwników, w centrum systemu kapitalistycznego jest człowiek i troska o jego byt oraz zadowolenie. Ma rację Ayn Rand, kiedy nazywa kapitalizm „nieznanym ideałem” i zgodzić się trzeba z jej opinią, że:

 „Nawet gdyby w ogóle nie było kapitalizmu, każdy uczciwy humanista powinien starać się go wymyślić. Kiedy jednak widzicie ludzi, którzy za wszelką cenę usiłują nie dostrzegać jego istnienia, kłamać na temat jego natury, niszczyć jego pozostałości – jednego możecie być pewni: jakiekolwiek mają motywy, nie znajdziecie wśród nich miłości do człowieka.” (Rand 2013, 219).

Korea Północna i Korea Południowa to dwa diametralnie różne światy. Yeonmi Park uciekła z Korei Północnej (najpierw do Chin, potem do Korei Południowej, a obecnie mieszka w Stanach Zjednoczonych). Na podstawie swoich doświadczeń napisała książkę Przeżyć. Droga dziewczyny z Korei Północnej do wolności (Park, Vollers 2015). W grudniu 2015 roku ukazał się w Polsce wywiad z nią (Park 2015). Warto przeczytać go w całości; tutaj pozwolę sobie zacytować jedynie fragment odnoszący się do kapitalizmu.

Jesteś wolna?

– Teraz tak, ale nie było łatwo się do tego przyzwyczaić. Wolność jest trudna. Najpierw musiałam się uwolnić emocjonalnie – zrozumieć, że Kim Dżong Il nie jest bogiem, że Amerykanie nie nienawidzą Koreańczyków, że Korea Południowa nie jest skolonizowana przez USA, że w innych krajach nie ma głodu. Nie znałam tutejszych zwyczajów, nie rozumiałam, co mówią ludzie, w co wierzą. Nie znałam znaczenia słowa „miłość” – w Korei Północnej można kochać tylko przywódcę. Gdy zasypiałam, powracały koszmarne wspomnienia. Nawet w środku dnia zastanawiałam się, czy naprawdę jestem w Korei Południowej. Ciągle się szczypałam, do krwi, żeby uwierzyć. …

Podoba ci się kapitalizm?

– Uwielbiam go! Najbardziej zachwyca mnie wolność słowa. Ile tu jest książek, ile zawodów! Nigdy wcześniej nie widziałam dziennikarza, nie miałam w ręku niezależnej gazety. Nie wiedziałam, że można mieć własne zdanie – w Korei Północnej tylko przywódcy mają zdanie. Tam można stracić życie za nieostrożną wypowiedź, za obejrzenie niewłaściwego filmu. Tutaj państwo i system prawny chronią ludzi. A gdy zechcę, mogę wyjechać do innego kraju. To raj.

Masz wybór.

– Tego też musiałam się nauczyć. Nigdy nie uczono mnie krytycznego myślenia, nie potrafiłam dokonywać przemyślanych wyborów. Jak wybrać ryż z 15 gatunków w supermarkecie? Trzeba przez cały czas myśleć. To męczące.”

 Na początku tego eseju przedstawiłem opinie krytyczne wobec kapitalizmu, w których autorzy oskarżali kapitalizm za kreowanie biedy. Czytając wywiad z Yeonmi Park zadałem sobie pytanie, co ci krytycy kapitalizmu pomyśleliby, gdyby przeczytali jej książkę  i wywiad z nią. A może warto byłoby zaaplikować im (w ramach eksperymentu) przeżycie np. roku w Korei Północnej i potem powrót do życia w kapitalizmie? Może wtedy odpowiedzieliby tak jak powiedziała Yeonmi Park: „Uwielbiam kapitalizm”.

System polityczno-gospodarczy większości krajów Zachodu przeżywa kryzys. Coraz trudniej uznawać system ten za prawdziwy system kapitalistyczny. Pojawiają się pytania, czy Zachód straci swoją pozycję lidera zmian globalnych? Nie mam miejsca tutaj na pogłębioną analizę tego pytania, dlatego pozwolę sobie jedynie na krótkie stwierdzenie, że Zachód na pewno straci pozycję lidera, jeśli nie powróci do korzeni swojego sukcesu (o czym pisałem wcześniej w tym eseju), a symbolem niech będzie postawa kapitana Prestona, weterana wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej (za Woods, 2007; wyróżnienie kursywą moje – WK):

„W 1842 roku sędzia Mellen Chamberlain pytał 91-letniego kapitana Prestona, weterana bitwy pod Concord, dlaczego ten walczył przeciwko Brytyjczykom.

Chamberlain: Czy chwycił pan za broń z powodu zbyt dużego ucisku?

Preston odpowiedział, że nigdy nie odczuwał ucisku.

Chamberlain: Czy przyczyną była ustawa stemplowa?

Preston: Nigdy nie widziałem żadnego z tych stempli.

Chamberlain: Podatek herbaciany?

Preston znowu odpowiedział, że nie.

Chamberlain: Czytał pan Johna Locke’a i innych teoretyków wolności?

Preston: Nigdy o nich nie słyszałem. Czytaliśmy tylko Biblię, katechizm, psalmy i hymny Wattsa oraz almanach.

Chamberlain: Dlaczego więc pan walczył?

Preston: Młody człowieku, ruszyliśmy na nich dlatego, że zawsze o sobie decydowaliśmy i tak miało być na zawsze, a oni uważali inaczej.”

Kapitalizm został zbudowany dzięki takiej postawie, jaką reprezentuje kapitan Preston, ale jednocześnie kapitalizm uczy poszanowania własności prywatnej, docenienia wolności, postawy odpowiedzialności i wzajemnego zaufania. Powrót do tych wartości w świecie Zachodu wydaje się jedyną drogą odzyskania i utrzymania pozycji lidera zmian i stałej budowy dobrobytu indywidualnego, a przez to dobrobytu społecznego.

Neoliberalizm atakowany jest ze wszystkich możliwych stron. W Rzeczpospolitej (23 czerwca 2016 r) ukazała się moja polemika z prof. Elżbietą Mączyńska i posłem Januszem Szewczakiem (skan obu wywiadów jest dostępny tutaj, pdf z moją polemiką tutaj). Pozwalam sobie zamieścić poniżej  oryginalny tekst jaki przesłałem do redakcji Rzeczpospolitej (która dokonała jedynie drobnych skrótów i ‘uplastyczniła’ mój oryginalny tekst – co dla mnie jest też pożyteczne, bo pokazuje jak pracują profesjonaliści).  

W środowym wydaniu Rzeczpospolitej (15 czerwca 2016 r) ukazał się wywiad z prof. Elżbietą Mączyńską, Prezesem Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, pod bardzo niepokojącym tytułem ‘Neoliberalizm jest groźny dla rozwoju kraju’. Piszę te swoje uwagi jako (jeszcze) członek PTE pragnąc wyrazić swój sprzeciw wobec tego typu stanowiska i podkreślić, że choć w ogromnej mniejszości, są osoby w PTE, które ‘myślą inaczej’.

Tego typu retoryka jest obecna bardzo częsta, niemalże codziennie zdarza mi się czytać tekst zohydzający liberalizm. By daleko nie szukać, w podobnym duchu wypowiada się Janusz Szewczak w wywiadzie ‘Polska transformacja miała cechy kolonialne’ publikowany obok wywiadu prof. Mączyńskiej.  Na pytanie ‘Czy model neoliberalny jest rzeczywiście zagrożeniem dla dalszego rozwoju Polski?’, Janusz Szewczak odpowiada: „Absolutnie tak. Powtarzałem tę tezę od prawie 20 lat i mogę powiedzieć, że neoliberalizm dzisiaj schodzi ze sceny światowej, i to schodzi w bardzo wstydliwych okolicznościach.”

Ciągle zastanawiam się skąd bierze się taka postawa? Najczęściej chyba z całkowitego niezrozumienia czym jest liberalizm, ale bardzo często z chęci przyłożenie (dokopania) tym wstrętnym liberałom, bo to przecież oni są odpowiedzialni za wszelkie zło tego świata. Najgorsze jest to, że osoby krytykujące neoliberalizm nie definiują tego co rozumieją  przez to słowo, czym dla nich jest neoliberalizm. Jakże często ta niechętna postawa wobec liberalizmu (neoliberalizmu w istocie, bo takie słownictwo jest powszechne) przybiera formę ‘ustawiania sobie chłopca do bicia’.

Pełna analiza wypowiedzi prof. Mączyńskiej wymagałaby dłuższego opracowania, bo niemalże każde zdanie prowokuje do solidnej repliki. Nie mam na to tutaj miejsca, dlatego ograniczę się tylko to kilku, tych najbardziej ‘soczystych’ wypowiedzi. Prof. Mączyńska twierdzi, że „system neoliberalny prowadzi do narastania sprzeczności, jakie tkwią w gospodarce wolnorynkowej. Ten system umacnia pozycje monopolistyczne wielu producentów, co z jednej strony utrudnia postęp, a z drugiej prowadzi do narastania nierówności.” W prawdziwej gospodarce rynkowej sprzeczności nie mogą wystąpić (niemalże z definicji, jeśli tylko do wymiany dochodzi w wyniku zgody obu stron – niewymuszonej woli kupującego i sprzedającego). Nie bez przyczyny Frédéric Bastiat zatytułował dzieło swojego życia ‘Harmonie ekonomiczne’. Te sprzeczności w gospodarce powstają w wyniku interwencji państwa w mechanizmy rynkowe. To rząd Stanów Zjednoczonych wymuszając udzielanie kredytów hipotecznych doprowadził do ostatniego kryzysu finansowego.

Monopol w gospodarce rynkowej jest zawsze chwilowy, a jeśli występuje to zwykle jest z korzyścią dla konsumenta. Idąc myślami prof. Mączyńskiej można  byłoby powiedzieć, że te wstrętne monopole wykreowane przez Google czy Microsoft doprowadziły do ‘utrudnienia postępu’. Tylko ślepy na to co dzieje się we współczesnej gospodarce może tak twierdzić.

Dalej możemy wyczytać w tym wywiadzie, że „Neoliberalizm to system, który sam sobie strzela w stopę, bo chcąc zarabiać, trzeba znaleźć konsumenta, a przy coraz większej koncentracji bogactwa w coraz węższej grupie społecznej staje się to coraz trudniejsze.” Na Boga, czy to ci bogaci kupują coraz to tańsze i bardziej zaawansowane telefony komórkowe, komputery, telewizory, …, czy to ci bogaci w coraz większej liczbie latają tanimi liniami lotniczymi? Andrew Carnegie, Joseph Schumpeter i wielu innych przedsiębiorców i ekonomistów, zwracali uwagę na to, że cechą najistotniejszą kapitalizmu, systemu rynkowego, jest przekuwanie tego co było kiedyś luksusem w dobro powszechnie dostępne.

Bardzo łatwo powiedzieć, że obecny kryzys to efekt ‘neoliberalnych reform’, ‘deregulacji’, ‘rozpasanego wolnego rynku’,  i czego tylko można jeszcze wymyślić, byleby tylko kojarzyło się z liberalizmem. Wyrażających tego typu opinie zwykle pytam: pokażcie mi jeden przykład państwa w ostatnich 30 latach, które funkcjonowało na zasadach liberalnych, na zasadach zaproponowanych przez przedstawicieli Szkockiego Oświecenia w XVIII wieku, na zasadach klasycznego, wigowskiego liberalizmu. Możecie nazwać te systemy ostatnich 30 lat (np. w państwach OECD) liberalnymi czy neo-liberalnymi, ale one na prawdę nie mają wiele wspólnego z prawdziwymi zasadami liberalizmu.  Można sobie ustawiać ten liberalizm jak ‘chłopca do bicia’, ale nie zmieni to faktu, że pierwotną przyczyną ostatniego kryzysu (który nawiasem mówiąc był przede wszystkim kryzysem moralnym, etycznym) jest to co dzieje się na styku polityka-biznes.

Wzajemne przenikanie się biznesu i polityki, ta swoista karuzela stanowisk, warta jest podkreślenia. Nie szukajmy daleko (a przykładów można by mnożyć), choćby ‘uroczystość’ otwarcia gazociągu Nord Stream. Najpierw kanclerz Gerhard Schröder, w ostatnich tygodniach swojego urzędowania, podpisuje umowę z Rosją o budowie gazociągu północnego, a potem obejmuje intratne stanowisko w radzie nadzorczej kontrolowanego przez Rosjan konsorcjum Nord Stream, budującego gazociąg. Inny, pierwszy z brzegu przykład, ale odnoszący się do ostatniego kryzysu, Henry Paulson, były prezydent i dyrektor wykonawczy Goldman Sachs, zostaje sekretarzem skarbu USA. Upadek 15 września 2008 roku banku inwestycyjnego Lehman Brothers, największego konkurenta Goldman Sachs, uważany jest za początek obecnego kryzysu finansowego. Zaraz po upadku Lehman Brothers, Henry Paulson przygotowuje ogromny, 700 miliardowy program pomocy systemowi bankowemu TARP.

Jak się jednak przyjrzeć dokładniej temu o czym mówią prof. Mączyńska, poseł Szewczak, i wielu innych, to systemem który krytykują, nie jest żaden neoliberalizm, ale ‘kapitalizm kolesiów’, ‘kapitalizm polityczny’, kapitalizm kreatywny (jak sam proponuję ten system nazwać). Dlaczego dokonuje się takiego nadużycia? Wydaje się, że z racji swego wykształcenia i doświadczenia zawodowego, powinni on rozumieć istotę liberalizmu, kapitalizmu i wolnego rynku.

Prof. Mączyńska twierdzi, że: „To skutek tego, że neoliberalizm charakteryzuje się fetyszyzacją PKB. … system neoliberalny nakazuje ciągły wzrost bez względu na konsekwencje społeczne i ekologiczne … Neoliberalizm koncentrował się tylko na wzroście gospodarczym. Sprawy społeczne, a także ekologiczne pozostawały drugorzędne.” To znów widać brak zrozumienia idei liberalnych. Może dobrze byłoby aby ci którzy z ohydą patrzą na liberalizm zapoznali się przynajmniej z podstawowymi zasadami liberalizmu, by mogli sobie sami odpowiedzieć na pytanie czym w istocie jest liberalizm? Na początek proponuję Ludwiga von Misesa, Liberalizm w klasycznej tradycji. System Społeczno-Ekonomiczny (1989, oryginalne niemieckie wydanie w 1927 r.). Jak pisał Mises:

„Liberalizm nie jest kompletną doktryna lub określonym dogmatem. Całkiem przeciwnie: jest zastosowaniem nauki do życia człowieka w społeczeństwie. [...] Liberalizm jest doktryną dotyczącą całkowicie wzajemnego postępowania ludzi w stosunku do siebie w tym świecie. [...] Liberalizm nie przyrzeka ludziom szczęśliwości i zadowolenia, ale tylko możliwie najobfitsze zaspokojenie wszystkich tych pragnień, które mogą być zaspokojone rzeczami zewnętrznego świata. Liberalizm często krytykowany jest za zbyt materialne nastawienie do człowieka. Twierdzi się, że nie ma on nic do zaoferowania dla zaspokojenia tzw. wyższych potrzeb człowieka. Trzeba być świadomym, że odpowiednia polityka społeczna może przyczynić się do polepszenia bytu materialnego, ale nigdy nie zdoła uczynić ludzi szczęśliwszymi, czy też zadowolić ich najskrytsze pragnienia.”

Liberałowie uważają wręcz, że „szczęście i zadowolenie z losu nie zależy od żywności, odzienia i mieszkania, ale przede wszystkim od wewnętrznych myśli i marzeń człowieka”. Troszcząc się przede wszystkim o materialny byt człowieka, liberalizm nie lekceważy duchowej strony życia. Taki stosunek liberalizmu do sfery duchowej wypływa z przekonania, że żadne regulacje zewnętrzne nie mogą wpływać na to, co najwyższe i najgłębsze w człowieku. Liberałowie dążą do stworzenia odpowiednich warunków dla zaspokojenia materialnych potrzeb człowieka, traktując to jako warunek konieczny jego pełnego duchowego rozwoju. Wypływa to z ich przekonania, że „inne duchowe bogactwa nie mogą przyjść do człowieka z zewnątrz, ale z wnętrza jego własnego serca”. To co najważniejsze w liberalizmie, to chęć stworzenia zewnętrznych warunków, koniecznych do zbudowania bogatego życia wewnętrznego. Liberałowie wierzą nie tylko w możliwości doskonalenia się ludzi, ale też i w możliwości polepszania warunków zewnętrznych, w których przychodzi im żyć. Co jednak równie istotne, liberałowie są przekonani, że w perspektywie długookresowej, w toku ludzkich dziejów dokonuje się rzeczywiste doskonalenie się człowieka i poprawa jego warunków życia, przy czym okresy najszybszych zmian na lepsze doświadczane były przez cywilizacje, które umożliwiały jednostką względną swobodę działania, w imię ich własnego interesu. Liberalna wiara w możliwości doskonalenia się człowieka zakłada empiryczny i pragmatyczny stosunek do zastanej rzeczywistości, skłonności do eksperymentowania i poszukiwania coraz to lepszych rozwiązań. Pod tym względem liberałów można nazwać ewolucjonistami, bo podobnie jak w ewolucji naturalnej, lepsze rozwiązania poszukiwane są metodą prób i błędów, a znalezione rozwiązania zawsze poddawane są jak najszybszej konfrontacji z rzeczywistymi warunkami i sprawdzeniu ich przydatności w warunkach rzeczywistych. Mises kończy swoją książkę o liberalizmie stwierdzeniem, które warto wielokrotnie powtarzać: „Liberalizm nie jest religią, ani żadnym światowym poglądem, żadną partią specjalnych interesów. … Liberalizm jest czymś całkowicie różnym. Jest ideologią, doktryną wzajemnej zależności wśród członków społeczeństwa i równocześnie, zastosowaniem tej doktryny do zachowania się ludzi w aktualnym społeczeństwie. Nie obiecuje nic, co przekracza to co może być osiągnięte w społeczeństwie i przez społeczeństwo. Pragnie dać ludziom jedną rzecz, spokojny, niezakłócony rozwój materialnego dobrobytu dla wszystkich ludzi, by osłonić ich przed zewnętrznymi przyczynami bólu i cierpień, o ile to leży w mocy społecznych instytucji w ogóle. Zmniejszać cierpienia, zwiększać szczęście: to jest cel liberalizmu.”

Prof. Mączyńska twierdzi, że „Właściwie przez całe 27 lat sprawy społeczne były spychane w Polsce na margines.” Tu mogę się częściowo zgodzić z tą opinia, proszę jednak zauważyć, że przez te 27 lat, jedynie przez pierwsze dwa lata po wprowadzeniu reform w 1990 roku, mieliśmy do czynienia z rządem liberalnym (może nawet lepiej byłoby napisać ‘w zasadzie liberalnym’). Wszystkie inne rządy przez pozostałe 25 lat to rządy etatystów, interwencjonistów, stale ‘grzebiących w gospodarce’ i przeszkadzających polskim przedsiębiorcom.

Problem, który cały czas mnie nurtuje, to jak zmagać się z tego rodzaju wypaczeniami, nieporozumieniami, a często przekłamaniami odnoszącymi się do liberalizmu? Jakimi sposobami już nawet nie przekonać tych zohydzających liberalizm (bo to chyba nie jest możliwe), ale w jaki sposób przekonać czytelników i słuchaczy, by czytali i słuchali tego rodzaju opinie z  dużą dozą krytycyzmu, w jaki sposób wyczulić ich na nieprawdziwość takich wypowiedzi? Na razie nie znam satysfakcjonującej mnie odpowiedzi.

Prof. Witold Kwaśnicki pracuje w Instytucie Nauk Ekonomicznych na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego (jest kierownikiem Zakładu Ogólnej Teorii Ekonomii). Formalnie jest prezesem Oddziału Wrocławskiego Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego (choć złożył rezygnację w listopadzie 2015 r.).

Książki wydawane przez Instytut Misesa to nie tylko możliwość poznania alternatywnego spojrzenia na procesy gospodarcze i społeczne, nie tylko odtrutka na ekonomiczną, ortodoksyjną, mainstreamową papkę, to także ogromna przyjemność trzymania w ręku wydawanej przez nich książek. Ta dbałość o stronę edytorską, elegancję, a nawet ekskluzywność fizycznego wyglądu książek  jest także znakiem firmowym Instytutu Misesa. Przeglądnięcie wydanych już przez nich książek (np. tutaj) utwierdzi Państwa w tym co napisałem.  Warto też regularnie czytać artykuły zamieszczane na stronie internetowej Instytutu Misesa.

Mam nadzieję, że przeczytanie informacji o zamierzeniach wydawniczych Instytutu Misesa na rok 2017 zachęci Państwa do zostanie mecenasem wydania tych książek. Warto wesprzeć aktywność tych młodych ludzi (wielu z nich to moi byli i aktualni studenci i doktoranci). Miejmy świadomość, że to oni już w tym młodym wieku podjęli się misji kształtowania myślenie Polaków. Od tego typu działalności młodych ludzi, aktywnie działających w wielu innych instytucjach (nie tylko w Instytucie Misesa) zależy przyszłość Polski. Dobrze, że im się chce. Pomyślcie, może uda się Wam wysupłać te parę złotych by wesprzeć ich działalność.

Ze swej strony, z góry dziękuję za szczodrobliwość. 


  • RSS