Witold Kwaśnicki

Własność, Wolność, Odpowiedzialność i Wzajemne zaufanie

Wpisy z tagiem: liberalizm

Książki wydawane przez Instytut Misesa to nie tylko możliwość poznania alternatywnego spojrzenia na procesy gospodarcze i społeczne, nie tylko odtrutka na ekonomiczną, ortodoksyjną, mainstreamową papkę, to także ogromna przyjemność trzymania w ręku wydawanej przez nich książek. Ta dbałość o stronę edytorską, elegancję, a nawet ekskluzywność fizycznego wyglądu książek  jest także znakiem firmowym Instytutu Misesa. Przeglądnięcie wydanych już przez nich książek (np. tutaj) utwierdzi Państwa w tym co napisałem.  Warto też regularnie czytać artykuły zamieszczane na stronie internetowej Instytutu Misesa.

Mam nadzieję, że przeczytanie informacji o zamierzeniach wydawniczych Instytutu Misesa na rok 2017 zachęci Państwa do zostanie mecenasem wydania tych książek. Warto wesprzeć aktywność tych młodych ludzi (wielu z nich to moi byli i aktualni studenci i doktoranci). Miejmy świadomość, że to oni już w tym młodym wieku podjęli się misji kształtowania myślenie Polaków. Od tego typu działalności młodych ludzi, aktywnie działających w wielu innych instytucjach (nie tylko w Instytucie Misesa) zależy przyszłość Polski. Dobrze, że im się chce. Pomyślcie, może uda się Wam wysupłać te parę złotych by wesprzeć ich działalność.

Ze swej strony, z góry dziękuję za szczodrobliwość. 

Wróciłem z XXIX Olimpiady Wiedzy Ekonomicznej (OWE), której hasłem przewodnim było „Nierówności społeczne a rozwój gospodarczy”. W ostatnim etapie zawodów wzięło udział 101 uczniów szkół średnich. W pierwszym dniu zawodnicy mieli do rozwiązania zadanie analityczne, musieli wypełnić test wielokrotnego wyboru składający się z 30 pytań i napisać esej na temat: Wyjaśnij czym jest, zapisana w Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej, społeczna gospodarka rynkowa. Oceń sposób realizacji tej idei w naszym kraju po 1989 r. w kontekście przeciwdziałania nierównościom społecznym. W drugim dniu każdy z zawodników miał za zadanie przedstawić przed komisją prezentację na jeden z pięciu problemów i odpowiedzieć na jedno z piętnastu pytań.

Będąc jednym z jurorów miałem m.in. do sprawdzenia 30 esejów. Eseje były generalnie na dosyć dobrym poziomie merytorycznym, zastanowiła mnie jednak duża jednostronność wypowiedzi i brak krytycyzmu w stosunku do poglądów podręcznikowych (głównego nurtu). Dotyczyło to zarówno bardzo pozytywnego stosunku do koncepcji ‘społecznej gospodarki rynkowej’ jak i bardzo negatywnego spojrzenia na znaczenie nierówności społecznych. Jedynie w dwóch pracach znalazłem wątki mówiące o tym, że nierówności społeczne mogą odgrywać pozytywną rolę bodźca do działania i mogą być siłą napędową gospodarki, oraz krytyczne uwagi odnośnie cech które uczniowie przypisywali społecznej gospodarce rynkowej, takich jak programy opieki socjalnej, ochrony zdrowia, państwowych programów emerytalnych, redystrybucji dochodów. Odniosłem wrażenie, że idee etatystyczne dominowały w odpowiedziach uczniów. Wieczorem pierwszego dnia zawodów poprosiłem organizatorów by pozwoli mi zrobić z uczestnikami zawodów test, który zwykle robię studentom na pierwszym roku wykładów z ekonomii, tzw. ‘najmniejszy quiz polityczny świata’. (prezentacja dostępna jest tutaj, a oryginała amerykańska wersja tutaj). 

Quiz ten ma swoją kilkudziesięcioletnią tradycję. Do dzisiaj wypełniono go na stronie The Advocates of Self Government ponad 23 mln razy. Wymyślony został przed Davida Nolana, który uznał, że dychotomiczny podział na liberalizm i konserwatyzm (lewicę i prawicę) jest zbytnim uproszczeniem i może sprawiać trudności w poprawnym zaklasyfikowaniu jego poglądów. Zaproponował on by uczestnicy tego quizu wyrazili swoje opinie odnośnie pięciu problemów odnoszących się do spraw społecznych (politycznych) i pięciu problemów odnoszących się do spraw gospodarczych. To dwuwymiarowe spojrzenie pozwala na zaklasyfikowanie swoich poglądów do jednej z pięciu kategorii: socjaldemokratycznych (left liberalis), centrowych, konserwatywnych (right conservative), etatystycznych (autorytarnych) i liberalnych (libertarian).

Wyniki tego quizu przeprowadzonego wśród uczestników OWE trochę mnie zaskoczyły. Okazało się mianowicie, że na 96 odpowiedzi, 13 osób zadeklarowało się jako socjaldemokraci, 28 jako centryści, 6 konserwatyści, 14 etatyści i 35 osób uznało się za liberałów. Zastanawiający jest duży odsetek liberałów (36%) i niewielki konserwatystów (6%). Zwykle u moich pierwszorocznych studentów odsetek liberałów to kilkanaście procent, dominują zdecydowanie socjaldemokraci i centryści. Podobnie duże różnice występują w przypadku etatystów, 15% wśród uczestników OWE, a wśród moich studentów jest to zwykle kilka procent.

Ciekawe, że statystycznie wśród tych 30 prac jakie sprawdziłem powinno być ok. 10 o wyraźnych poglądach liberalnych, tymczasem takich prac, z lekkim tylko nastawieniem liberalnym, były dwie.

Wydaje mi się, że podobną niechęć do jasnego wyrażenia swoich poglądów przez uczestników OWE zaobserwowałem w trakcie ich wypowiedzi ustnych, w drugim dniu zawodów. Kiedy jednak delikatnie zachęcałem ich do jasnego zadeklarowania i wyrażenia swojej opinii, słyszałem często prorynkowe i proliberalne wypowiedzi.

Ciekaw jestem jak będzie na XXX olimpiadzie w 2017 roku. Za moją sugestią przyjęto hasło ‘Państwo a gospodarka’, jako myśl przewodnią tej olimpiady. Zaproponuję jako lekturę dla uczestników tej XXX olimpiady kilka książek o wyraźnym nastawieniu liberalnym, a może nawet uda się zaproponować ekonomistów z kręgu szkoły austriackiej?

PS Gwoli jasności, czerwona kropka na slajdzie nr 6 w tej prezentacji oznacza moje odpowiedzi w tym quizie.  

‘Wiedzący lepiej’ urzędnicy z Unii Europejskiej wszczęli w 2009 roku procedurę ograniczania sprzedaży i używania tradycyjnych żarówek edisonowskich – najpierw tych o dużej mocy powyżej 100W, potem co roku sukcesywnie mniejszych 75W, 60W i 25W. Teraz zgodnie z prawem żarówek takich nie można już sprzedawać w handlu detalicznym. Tradycyjnie nazywamy ją żarówką edisonowską, bo to Edison po opatentowaniu tej żarówki w 1879 r. w USA, rozpoczął jej masową produkcję, a stworzona przez niego firma United States Electric Lighting Company (obecnie General Electric) rozpoczęła proces elektryfikacji (na początku dolnego Manhattanu, a potem innych miast Stanów Zjednoczonych).  Warto jednak wspomnieć, że prace nad wykorzystaniem włókna węglowego do żarzenia się w próżni prowadzone były od 1838 roku, pierwsze praktyczne wykorzystanie żarówki z włóknem ze zwęglonego bambusa było dziełem Heinrich Göbel’a w 1854 r, a Joseph Wilson Swan uzyskał dwa brytyjskie patenty w 1860 i 1878 roku na świecące włókno węglowe w bańce próżniowej oraz na pierwszą nadająca się do praktycznego wykorzystania żarówkę.

Ten edisonowski system oświetlenia funkcjonował całkiem dobrze przez 140 lat.  Tradycyjne żarówki wprawdzie nie były energetycznie najsprawniejsze, ale dawały ciepłe, przyjemne, żółtawe światło i szybko dochodziły do maksymalnej światłości. Ten kto myślał w kategoriach oszczędzania i uznał, że zalety tradycyjnej żarówki nie są konieczne, instalował świetlówki, lampy rtęciowe, czy halogeny.

Piekło jest wybrukowane dobrymi intencjami. Urzędnicy UE wprowadzili zakaz używania żarówek z zamiarem zmniejszenie zużycia energii elektrycznej i ograniczenia emisji CO2 (by chronić klimat i tzw. naturalne środowisko).  Obecnie – przynajmniej teoretycznie – zwykłe żarówki w sklepach nie powinny być dostępne.  Ludzie kiedy mają poczucie, że  jakieś wymyślane przez urzędników zasady są wbrew ich korzyściom starają się znaleźć wyjście z tej sytuacji (nawiasem mówiąc Polacy są chyba w tym względzie jednymi z najsprytniejszych – co wynika chyba z zaszłości historycznej i tych 123 lat niewoli – szczęściem, i jednocześnie nieszczęściem, jest to co historycznie tkwi w nas bardzo głęboko: zasada ‘prawo jest po to by je omijać’).   

Pojawiły się zatem w handlu „artykuły świetlne” dozwolone warunkowo, albo po prostu sprytnie omijające unijne prawo. Sama UE zezwoliła na sprzedaż żarówek 100-watowych pod nazwą „lamp do celów specjalnych” – pod warunkiem, że na opakowaniu umieszczone zostanie wyraźne ostrzeżenie, iż produkt „nie nadaje się do oświetlenia pomieszczeń domowych” (musieli to zrobić, bo w wielu halach fabrycznych gdzie funkcjonują urządzenia rotujące (np. obrabiarki) trzeba instalować tradycyjne oświetlenie ze względu na efekt stroboskopowy). Producenci i handlowcy, oferują żarówki „specjalistyczne, wstrząsoodporne, przemysłowe”. Teoretycznie mają one służyć jedynie do oświetlania np. kopalnianych sztolni czy hal fabrycznych, ale w praktyce każdy może zastosować je w domu. (Już wyobrażam sobie te armie urzędników kontrolujących czy w domach nie mamy czasem zainstalowanych tradycyjnych żarówek). Edisonowskie żarówki można także kupić jako grzejniki elektryczne, dające „tylko przy okazji” miły, żółtawy blask. By choć trochę wydłużyć możliwość sprzedaży tradycyjnych żarówek, kiedy zakazano sprzedaży żarówek 100 W, producenci pisali na opakowaniu, że żarówka ma 99W,  kiedy zakazano sprzedaży żarówek 60W pisali, że żarówka ma 59W.   

Zamiast tradycyjnych żarówek, musimy kupować te energooszczędne, ale o wiele droższe: lampy halogenowe, fluorescencyjne oraz diodowe (LED).  Nie mam czasu by dłużej to opisać, ale wiele wskazuje na to, że ta energooszczędność w wielu wypadkach jest tylko pozorna. Żarówki tzw. „ekologiczne”, tak naprawdę bywają groźne dla środowiska.  Przykładowo świetlówki rtęciowe zawierają śmiertelną truciznę jaką jest rtęć. Badania opublikowane pod koniec 2010 roku w Environmental Science and Technology wykazują, że diody LED zawierają ołów, arsen i kilkanaście innych substancji potencjalnie niebezpiecznych, w tym metali ciężkich, które mogą powodować raka. Klasyczna, edisonowska żarówka to trochę metalu i szkła oraz cienkie włókno z trudno topliwego wolframu – w otoczce szlachetnego gazu, na przykład argonu. Jej utylizacja to żaden problem i bardzo niewielki koszt.  

Dlaczego o tym wszystkim się rozpisuję?

Na szczęście oficjele rządowi nie zakazali badań nad tradycyjną żarówką!  Okazało się, że naukowcy z Nanoengineering Group, Massachusetts Institute of Technology (MIT) pracowali nad poprawą efektywności tradycyjnych żarników i niedawno, 11 stycznia 2016 opublikowali na łamach Nature Nanotechnology artykuł pod tytułem: ‘Tailoring high-temperature radiation and the resurrection of the incandescent source’ (co w luźnym tłumaczeniu znaczy „Przystrzyżenie promieniowania wysokotemperaturowego i wskrzeszenie oświetlenia żarowego”). Pisał o tym The Telegraph i Dezeen.

Naukowcy z MIT pokazali, że otaczając włókno żarowe specyficzną strukturą krystaliczną, wymuszają proces samowzmocnienia się generowania światła i zmniejszenia strat cieplnych. Uważają oni, że nowe żarówki mogą osiągnąć 40 procentowy poziom wydajności (czyli ok. dziesięciokrotnie więcej niż produkowane tradycyjną technologią). Byłoby to zatem kilkukrotnie większa efektywność zamiany energii elektryczność na światło aniżeli jest to w świetlówkach czy LED’ach.

Naturalnym pytaniem jest, jak szybko ta nowa technologia może być skomercjalizowana i podjęta może być produkcja masowa tych ‚nowych, tradycyjnych żarówek’?

 Jako konsumenci i producenci, miejmy zatem możliwość samodzielnego decydowania co chcemy kupować i co chcemy produkować. Do jednych celów użyteczne są świetlówki, czy LEDy, do innych tradycyjne żarówki. Konkurencja pozwoli na usprawnianie wszystkich typów generowania światła, oraz wymyślanie nowych sposobów oświetlania, a wszytko  z pożytkiem dla klientów (konsumentów).

A celem powinno być osiągnięcie efektywności przetwarzania różnych źródeł energii (np. elektryczności, ale też np. chemicznej ) na światło na poziomie organizmów biologicznych, np. robaczków świętojańskich (świetlików), które podobno mają efektywność 98 procentową (czyli jedynie 2% zużytej energii tracą na generowanie ciepła).

Pracując nad artykułem o ‚Wyjątkowości rozwoju gospodarczego Europy Zachodniej i jej drodze do kapitalizmu’ przyjrzałem się mapom średniowiecznej Europy. Zrobiłem to w kontekście przekonania, że jednym z ważnych elementów tej wyjątkowości jest szeroko rozumiane współzawodnictwo, które w ekonomii przyjmuje formę konkurencji.

Ze szkoły średniej pamiętamy jak to Mikołaj Kopernik po studiach na Akademii Krakowskiej (w latach 1491-1495) wyjechał do Włoch by dalej studiować na Uniwersytecie w Bolonii (1496-1497). Po powrocie do Polski objął kanonię warmińską (w październiku 1497 r.).  W 1500 wyjechał do Rzymu, gdzie wygłosił kilka wykładów. W 1501 na krótko powrócił na Warmię, po czym 28 sierpnia 1501 uzyskał zgodę kapituły warmińskiej na rozpoczęcie kolejnych studiów na Uniwersytecie w Padwie.

Takie podróżowanie po Europie, by studiować i pracować, by znaleźć najlepsze miejsce do realizacji swoich planów  życiowych było wśród tzw. klasy wyższej czymś naturalnym w tamtym czasie. Sprzyjała temu nie tylko intelektualna atmosfera, ale też specyficzna struktura społeczno-polityczna.

Mówiąc o konkurencji (współzawodnictwie), które nie były obecne w innych cywilizacjach a własnie obecne w Europie zachodniej, należy rozumieć ją nie tyle w sensie ekonomicznym (konkurencji pomiędzy produktami zaspokajającymi te sama potrzebę człowieka), ale także w sensie konkurencji (współzawodnictwa) pomiędzy państwami, królestwami, księstwami, miastami i korporacjami.

 Europa1200

 Jeszcze na początku XIII wieku Europa była zbiorem dosyć dużych organizmów państwowych (mapa powyżej), które bardzo często prowadziły między sobą grabieżcze wojny.

Sto lat późnej (na początku XIV w.) sytuacja wyraźnie się zmieniła. Na dużym obszarze Europa podzieliła się na małe organizmy społeczne (księstwa, królestwa, wolne miasta, itp.). Widać to wyraźnie na mapie poniżej, gdzie na dużych obszarach dominowały stosunkowo małe struktury polityczne.

 Europa1300

 Proces dywersyfikacji Europy Zachodniej kontynuowany był w następnych wiekach. Widać to na kolejnej mapie Europy z początków wieku XV (patrz mapa poniżej).

Obecnie Unia Europejska składa się z 268 regionów (w Polsce są to województwa). Jeśli popatrzylibyśmy na rozkład geograficzny tych obecnie najbogatszych regionów Europy to przyjmuje on charakterystyczny kształt banana (zwanego często europejskim bananem, albo niebieskim bananem). Obszar ten zaznaczyłem niebieskawym kolorem na prezentowanej poniżej mapie.

 Europa1400

 Już pierwsze, pobieżne porównanie map Europy w XIV i XV wieku z obszarem regionów obecnie najbogatszych w UE wskazuje na niemalże stuprocentową tożsamość rozdrobionych regionów w późnym średniowieczu, które bardzo silnie ze sobą konkurowały, z regionami obecnie najbogatszymi w UE. To nie jest przypadek. W tych regionach najsilniej występowały też inne elementy składające się na ewolucję w kierunku budowy społeczeństwa kapitalistycznego (tzn. Wolność, rządy prawa, poszanowanie własności prywatnej, indywidualizm; Krytyczna dyskusja, sceptycyzm i rozwój nauki; Praktyczne zastosowanie wyników badań naukowych (ars sine scientia nihil est  – praktyka jest bezwartościowa bez teorii; nie ma nic bardziej praktycznego niż dobra teoria); Rozwój miast, urbanizacja, gildie średniowieczne, rozwój rzemiosła (wzrost znaczenia zysku i przedsiębiorczości)).

 Ta różnorodność jest bardzo ważna w rozwoju każdego systemu (zarówno biologicznego (ewolucja gatunków), jak i społecznego czy technologicznego (ewolucja kulturowa). Zdawał siebie z tego sprawę już John Stuart Mill, który w 1859 roku napisał: „Co uczyniło europejską rodzinę ludów postępową, a nie stojącą w miejscu częścią ludzkości. Nie jakaś wyższość, która jeśli istnieje, to jest skutkiem, a nie przyczyną; lecz godna uwagi różnorodność charakteru i kultury. Jednostki, klasy i narody były nadzwyczaj niepodobne do siebie; torowały sobie najrozmaitsze drogi, z których każda wiodła do jakiegoś wartościowego celu; a choć w każdym okresie ci, którzy szli różnymi drogami, nie tolerowali się nawzajem i każdy zmusiłby chętnie wszystkich pozostałych do pójścia jego szlakiem, próby wzajemnego hamowania swego rodzaju rzadko się udawały i każdy przyjmował z czasem bez sprzeciwu dobro, które mu inni ofiarowali. Moim zdaniem, Europa zawdzięcza cały swój wszechstronny postęp tej mnogości dróg.” (Zauważmy,  że J. St. Mill napisał to w roku publikacji dzieła Karola Darwina, O powstawaniu gatunków).

Kiedy wspominam o Estonii jako dobrym przykładzie sukcesu gospodarki rynkowej w Europie Centralnej oraz postuluję, że z niej powinniśmy brać przykład jak można poszerzać zakres wolności gospodarczej, to często słyszę opinie, że to nie jest dobry przykład dla Polski bo przecież Estonia to mały niespełna 1,5 milionowy kraj i co jest możliwe do zrealizowania w małym społeczeństwie to nie jest możliwe do realizacji w 38 milionowym narodzie. Zwykle odpowiadam wtedy, że jeśli faktycznie tak jest to cóż stoi na przeszkodzie by w Polsce powstało 16 autonomicznych Estonii, które by ze sobą współzawodniczyły? Utwórzmy te 16 ‚Estonii’ w Polsce!

Ciągnąc dalej tę myśl, może warto byłoby pomyśleć by Europa składała się z 268 autonomicznych państw i państewek, które by ze sobą współzawodniczyły, ale też i współpracowały (bo to są dwie strony tego samego medalu, tak jak konkurencja i współpraca są dwiema stronami tego samego medalu w rozwoju opartym na mechanizmach rynkowych).

Twierdzę, że zarówno w Polsce jak i w Europie żyłoby się nam znacznie lepiej, pełniej, ku zadowoleniu wszystkich Polaków i Europejczyków (choć to zadowolenie mogłoby wynikać z realizacji niekiedy całkiem odmiennych oczekiwań i marzeń). 

Z ogromną przyjemnością przeczytałem esej ‘Science Fiction and Communist Reality’, jakie Lawrence Reed publikuje w ramach  cyklu ‘Real Heroes’. Okazuje się znów, że ‘Swego nie znacie, cudze chwalicie’. Z przykrością stwierdzam, że od śmierci Stanisława Lema w 2006 roku coraz mniej się pisze o nim i bardzo rzadko wznawia się jego książki.

Czytając ten esej przypomniałem sobie stare (chyba jednak niedobre) czasy z lat sześćdziesiątych (i końcówki pięćdziesiątych)  ubiegłego stulecia, kiedy jako nastolatek rozczytywałem się w Lemie. Stanisław Lem  był jednym z moich ulubionych pisarzy. Wtedy naturalnie nie myślałem w kategoriach wolności, swobody myślenia i działania. Reed uświadomił mi, że może faktycznie Lem już wtedy kształtował  moje wolnościowe, niezależne myślenie. Jeśli tak było, to zrobił to doskonale i dziękuję mu za to. Pod przykrywką science fiction przekazał mi prawdziwie ludzkie wartości i przekonania. (Myślę, że podobnie było z pokazywanymi wtedy w polskiej komunistycznej telewizji westernami; oglądałem te filmy namiętnie, dla dzieciaka jakim wtedy byłem stały się one nośnikiem ważnego przesłania moralnego: warto być dobrym i nawet jak się przegrywa to w końcu się zwycięży; nie bez przyczyny na swojej stronie internetowej umieściłem te trzy P: Principled, Prepared, and Patient).

Bardzo żałuję, że zamiast (okropnego określenia) ‘rzeczywistość wirtualna’ nie mówimy fantomatyka, czy fantomologia. Pojęcia wymyślone i opisane przez Lema w Summa technologiae, chyba najlepszej książki Lema, do której nieustannie wracam.

Czytajmy Lema i pamiętajmy o Lemie.

PS Obiecuję poprawę, może uda mi się częściej tutaj pisać. Chyba powinienem wybrać strategię: notatki krótsze, ale częstsze? 

Kilka dni temu Pani premier Ewa Kopacz powiedziała, że  „Polacy powinni wreszcie zarabiać, tak jak zarabia się na Zachodzie … Doprowadzenie do tego to wyzwanie na następne cztery lata”. Można potraktować te słowa jako puste gadanie, tak jak w ostatnich kilku tygodniach, w ramach kampanii wyborczej, traktuje się obietnice wszelkiej maści polityków. Tak nawiasem mówiąc, zastanawiam się kiedy ten poziom absurdu płynący z ust polityków osiągnie taki poziom, że po prostu będziemy ich ignorować i przestaniemy całkowicie słuchać.

Czytajać te słowa Ewy Kopacz zastanawiałem się nad tym czy w większości politycy są tak głupi, że w istocie w kwestiach gospodarczych nie wiedzą co mówią, czy też są cynicznymi kłamcami. Nie byłoby może tak źle gdyby byli cynikami i kłamali, boję się jednak, że prawdziwa jest ta pierwsza możliwość. 

Gdyby inżynier powiedział, że jest w stanie zbudować pojazd (pociąg, samochód, samolot, …) który w ciągu paru minut będzie w stanie przewozić ludzi z Wrocławia do Gdańska, to potraktowalibyśmy go jako wariata (bo nawet gdyby zbudować taki pojazd np. rakietowy, to przyspieszenia musiałyby być tak duże, że żaden człowiek nie wytrzymałby tego). A coś takiego słyszymy niemalże co dzień z ust polityków, obiecujących wyborcom wszystko, nawet najbardziej absurdalne rzeczy.

Każdy system dynamiczny (a system gospodarczy takim jest) ma swoja tzw. wewnętrzną dynamikę, charakteryzowany przez specjalistów np. przez tzw. stale czasowe sytemu. Kiedy podgrzewamy w zimie pokój, to nie oczekujemy, że w ciągu paru minut temperatura w nim podniesie się np. z 10 stopni Celsjusza do 25 stopni Celsjusza. Spodziewamy się, że w zależności od wielkości tego pokoju może potrwać to od kilkudziesięciu minut (dla małego pokoju) do kilku godzin (dla dużego pokoju).

Podobnie jest w systemie gospodarczym, który też ma swoje ‘stałe czasowe’. Zarobki pracowników nie wzrosną tylko dlatego, że Pani Premier sobie tego zażyczy, czy dlatego, że związki zawodowe ‘tupną nogą’. Nie jest chyba wykraczającym poza zdolności intelektualne każdego człowieka to by zrozumieć, że wielkość zarobków jest pochodną jego produktywności. W Polsce w ostatnich 26 latach ta produktywność rośnie znacznie szybciej niż na tzw. Zachodzie, ale 26 lat temu zaczynaliśmy z bardzo niskiego jej poziomu. To dzięki temu nadrobiliśmy zaległości, i jeśli 26 lat temu średnio w Polsce zarabialiśmy ok. 10 razy mniej niż na Zachodzie, to obecnie zarabiamy ok. 3-4 razy mniej. Jesteśmy w stanie nadrobić dalej tę różnicę, ale fizycznie nie jest możliwe dokonanie tego w ciągu najbliższych 4 lat (jak życzyłaby sobie Pani Premier). Jeśli stworzono by odpowiednie warunki do rozwoju przedsiębiorczości (swobody gospodarowania) to moglibyśmy te zapóźnienie w stosunku do Zachodu nadrobić w ciągu najbliższych 12-15 lat. Boję się jednak, że braknie ku temu woli politycznej i może to potrwać dwa, trzy razy dłużej (jeśli w ogóle).

Warunkiem zatem jest zapewnienie wolności gospodarczej, poszanowanie własności prywatnej i budowanie zaufania społecznego. Trzeba wyraźnie powiedzieć i uświadomić ludziom, że dobrobyt bierze się z systematycznej pracy, której owoce nie są marnowane przez działania polityczne. To, że społeczeństwa zachodnie osiągnęły dobrobyt to nie jest wynik dekretów politycznych, ale ich systematycznej, ciężkiej pracy i dobrej jej organizacji w warunkach gospodarki rynkowej w ostatnich 150-200 latach. Taki stosunek do życia (nie tylko gospodarczego)  zawarty jest w zasadach klasycznego, zachodniego liberalizmu, ale także wschodniego taoizmu (o czym wspominam np. Historii myśli liberalnej – robocza wersja dostępna tutaj, patrz str. 13-15). By to zilustrować podam  na początek tylko dwa cytaty z klasycznych dzieł taoistycznych.

Lao-tsy w TAO-TE-KING, czyli KSIĘGA DROGI I CNOTY (Przeł. Tadeusz Żbikowski) napisał:

Co należy zrobić, żeby zmącenie ustąpiło?
Należy zachować spokój (i bezruch), a (woda) stopniowo stanie się czysta.
Co można zrobić, żeby zachować spokój na wieki?
Poprzez ruch (i zmiany) stopniowo spokój się zrodzi.
Ci, którzy przestrzegali tej zasady tao, nigdy nie dążyli do wypełnienia swoich pragnień do końca.

Kto wspina się na palce, nie stoi (mocno na ziemi).
Kto dwa kroki chce zrobić jednocześnie, nie idzie (szybko).
Kto ukazuje się (publicznie), nie świeci (swoją osobowością)
Kto twierdzi, że ma (zawsze) rację, to (to, co mówi), nie jest (dla wszystkich) oczywiste.
Kto domaga się uznania, nie ma żadnych osiągnięć.
Kto stara się nad innych wywyższyć, nikomu nie przewodzi.

Natomiast Czuang-tsy w Prawdziwej Księdze Południowego Kwiatu, pisząc o skuteczności działania zgodnego z naturą:
„Cz’ui rzemieślnik dokładniej kreśli koła ręką niż cyrklem. Zdawało się, że jego palce tak naturalnie dostosowują się do tego co robi, że nie musi natężać uwagi. Jego władze umysłowe były więc jednym i nie było dla nich przeszkód. Jeżeli się nie czuje nóg, to znaczy, że buty są wygodne. Jeżeli nie czuje brzucha, to znaczy, że przepaska jest dobra. Jeżeli intelekt nieświadomym jest dobra ani zła, to znaczy, że serce (Hsin) jest spokojne … A ten, kto spokojnie zaczynając, nie czuje się nigdy spokojny, nieświadom jest spokoju.”

 Tak pisząc o skuteczności systematycznej pracy, liberalizmie i taoizmie, przypomniał mi się film dokumentalny z 2010 roku pt. The Man Who Stopped the Desert (Człowiek, który zatrzymał pustynię). Jest to wzruszając historia Yacouba Sawadogo, prostego rolnika z Burkina Faso, który przez prawie 40 lat, wykorzystując tradycyjną uprawę roślin w klimacie zwrotnikowym nazywanej Zai, dzięki swojemu uporowi i systematycznemu działaniu, był w stanie zamienić obszar pustynny na żyzną glebę na której rośnie obecnie las, jak również można ją wykorzystać rolniczo.  Warto podkreślić, że poradził on sobie z problemem, nad którym od wielu lat pracują naukowcy z całego świata (nie muszę wspominać, że za grube miliony dolarów, najprawdopodobniej z publicznych pieniędzy).

Zai nie jest jakąś wyrachowaną technika rolniczą. To w istocie bardzo prosta i tania technika rolnicza, w której przy pomocy łopaty (lub siekiery) wykopuje się okrągłe  otwory w twardej ziemi, a następnie wypełnia się je kompostem. W otworach tych sadzi się nasiona drzew, prosa lub sorgo. Specyficzny kształt otworów  umożliwia zbieranie się w otworach wody  w porze deszczowej (która trwa z reguły 2-4 miesiecy) i dzięki czemu możliwe jest utrzymanie wilgoci i składników odżywczych w porze suchej. Yacouba Sawadogo wykazał się inwencja i usprawnił tradycyjną metodę, poszerzając otwory, tak aby zbierały w nich więcej wilgoci i dodając trochę gnoju, który również zachowuje wilgoć na dłużej. Co też ważne, Sawadogo przygotowuje w ten sposób ziemię w porze suchej, odwrotnie niż to mają w zwyczaju tradycyjne lokalne praktyki.

Ostatnio ciekawie o historii Yacouba Sawadogo  napisała Jaśmina Marczewska. Tam też na końcu tekstu możemy znaleźć zasmucająca historię, związaną (znów) z instytucjami państwowymi: „Źródłem problemu są kwestie dotyczące własności ziemi. Bardzo wielu drobnych rolników w Burkina Faso nie posiada gruntów, lecz tylko je dzierżawi. Koniec najmu może nastąpić w każdej chwili. Jednocześnie rząd pozwala miastom anektować pobliskie tereny, w minimalnym stopniu wynagradzając to ludziom, którzy już je zamieszkują i są wysiedlani. Tak dzieje się z wioską Sawadogo, położoną kilka kilometrów od 64-tysięcznego Ouahigoya. Na obszarze przyłączonym do tego ośrodka znalazł się las, z takim trudem wyhodowany przez Yacoubę. Władze zaczynają już budować tam domy.  Przysłani geodeci podzielili nieruchomość na niewielkie działki. Jedną z nich pozostawiono Sawadogo, przydziały dostaną również jego starsze dzieci. Cała reszta zostanie wyprzedana. Yacouba musiał bezsilnie patrzeć, jak miejscy urzędnicy wbili kołek w podłogę jego sypialni. Kolejna linia przecina grób jego ojca. Rolnik stara się teraz zebrać pieniądze, by odkupić las, w który zainwestował swoje życie. Musi zgromadzić aż 20 tys. dolarów – paradoksalnie, sam podwyższył wartość gruntu, przyczyniając się do poprawy jakości ziemi.”

Tutaj powstrzymam się od komentarza.

Przez przypadek zacząłem czytać artykuł opublikowany na stronie Krytyki Politycznej, co gorsze, katowałem się brnąc do końca tego artykułu. Wiem czego można spodziewać się po pismach Krytyki Politycznej i powinienem to ‘puścić mimo uszu’. Zdecydowałem się jednak skomentować go, bo przedrukowało go wiele innych portali, a poza tym można go potraktować jako typowy przykład przeinaczania i całkowitego niezrozumienia idei kapitalizmu, gospodarki rynkowej i liberalizmu. Artykuł ten jest dobrym przykładem pisania w sposób niby neutralny, świadomie wprowadzający w umysł czytelnika wirusa nienawiści do kapitalizmu i liberalizmu. To zresztą nie powinno dziwić, bo wszelakiej maści socjaliści i marksiści mają w tym wieloletnie doświadczenie i doskonałe wzorce z przeszłości.

Już sam tytuł artykułu (Dobre życie zamiast kapitalizmu) jest tego dowodem. Zatem, wnioskować można, że każde życie poza kapitalizmem jest dobre?

Przyjmę konwencję – najpierw co ‘smakowitszy’ cytat z tego artykułu i możliwie najkrótszy mój komentarz.

„Celem rozwoju nie musi być konsumowanie z roku na rok coraz to większej liczby dóbr i usług, czyli wzrost PKB.”

Toż to samo twierdzą wolnorynkowy i zwolennicy liberalizmu gospodarczego. Rozwój człowieka jest czymś znacznie szerszym niż rozwój gospodarczy. Pełny, całościowy rozwój człowieka jest jedynie w pewnym stopniu warunkowany dobrobytem materialnym, który kapitalizm umożliwia osiągnąć. Proponuję też przeczytać cytat, który zamieszczam na końcu tego wpisu. Kto jak kto, ale zwolennicy austriackiej szkoły ekonomii od dziesięcioleci, od początku narodzenia się koncepcji PKB, uznają, że jest to najgorsza i najbardziej kłamliwa miara rozwoju gospodarczego. Autor artykułu niby zauważa ten problem i pisze: „Ktoś może zauważyć, że przecież w kapitalizmie możliwe jest jedno i drugie, że możemy mieć zarówno bogactwo materialne, jak i dobrą jakość życia. Niezupełnie.” No i potem następuje tyrada „Część osób może znaleźć dla siebie miejsce w obecnym systemie społeczno-gospodarczym i udaje się im zapewnić sobie wygodne życie. Niemniej jednak w tym samym czasie wielu innych ludzi żyje w ubóstwie, czują się zagubieni, samotni lub po prostu nieszczęśliwi. Celem współczesnej wersji globalnego kapitalizmu nie jest skuteczne rozwiązanie problemów tej części społeczeństwa, która nie czuje się w nim dobrze. Celem jest co innego – umożliwienie tym, którzy są żądni bogactwa i władzy, zgromadzenia jak największego majątku, nawet jeżeli odbywa się to kosztem innych ludzi lub nadmiernego eksploatowania zasobów przyrody.”

Drogi Panie Marcinie Gerwin, toż to co dzisiaj dominuje to nie jest  żaden klasyczny kapitalizm, to kapitalizm kolesiów, kapitalizm polityczny, kapitalizm kreatywny. Toż to mariaż polityki i wielkiego biznesu przyczynia się do tej ‘żądzy bogactwa i władzy, …”.

„Warto tu zwrócić uwagę, że ten system nie mógłby funkcjonować, gdyby ludzie byli zadowoleni z tego, co mają. … Niezbędne było więc wykreowanie konsumpcyjnego stylu życia w jak największej części społeczeństwa, poprzez odpowiednie działania agencji public relations i politykę państwa.”

Sam Pan, Panie Marcinie, przyznaje, że ogromną rolę ma tutaj ‘polityka państwa’. To nie przeszkadza Panu krytykować zasad wolnego rynku i w istocie uznawać ludzi za idiotów dających się wodzić za nos.

„W latach 40. ubiegłego wieku, czyli w czasach, gdy jedna trzecia mieszkań nie miała bieżącej wody, łazienek lub toalet, gdy ponad połowa z nich nie miała centralnego ogrzewania, a większość dzieci nie kończyła ósmej klasy szkoły podstawowej, zadowolenie z życia wynosiło 7,5 (w skali do zera do dziesięciu). Dziś typowy dom w USA ma nie tylko toaletę i bieżącą wodę, jest także dwukrotnie większy, stoi w nim komputer, telewizor, zmywarka, pralka, kuchenka mikrofalowa, odtwarzacz DVD, a dorośli domownicy (i nie tylko) mają telefony komórkowe. Tymczasem średnie zadowolenie z życia wynosi 7,2.”

To jest ogromne nadużycie intelektualne. Żaden liberał i wolnorynkowiec nie twierdzi, że szczęście zależy od dobrobytu materialnego. Poczucie szczęścia jest subiektywną sprawą każdej osoby. Gdyby pojęcie i poczucie szczęścia było takie proste to filozofowie i intelektualiści nie zajmowaliby się tym problemem od 2500 lat.  

„Współczesny kapitalizm opiera się na pewnej wizji świata, na ideologii, która podtrzymuje jego funkcjonowanie. Zgodnie z nią człowiek jest z natury chciwy i egoistyczny.” 

Znów, Panie Marcinie, podkłada Pan nieprawdziwe rozumienie przez liberałów słów ‘chciwość i egoizm’. Już prawie 250 lat temu Adam Smith w Bogactwie narodów napisał:„Co się zaś tyczy rozrzutności, czynnikiem pobudzającym do wydawania jest żądza natychmiastowego użycia, która choć niekiedy gwałtowna i trudna do pohamowania, jest zazwyczaj chwilowa i przypadkowa. Czynnikiem natomiast, jaki pobudza do oszczędzania, jest pragnienie poprawy naszego bytu, które, choć na ogół spokojne i umiarkowane, budzi się w nas już w łonie matki i nie opuszcza nas aż do grobu. Na całej przestrzeni czasu, jaka oddziela te dwa momenty, nie ma chyba jednej chwili, w której człowiek nie odczuwałby żadnego pragnienia jakiejkolwiek zmiany lub poprawy.”, oraz: Człowiek „prawie ciągle potrzebuje pomocy swych bliźnich i na próżno szukałby jej jedynie w ich życzliwości. Jest bardziej prawdopodobne, że nakłoni ich do pomocy, gdy potrafi przemówić do ich egoizmu i pokazać im, że jest dla nich samych korzystne, by zrobili to, czego od nich żąda. Nie od przychylności rzeźnika, piwowara czy piekarza oczekujemy naszego obiadu, lecz od ich dbałości o własny interes. Zwracamy się nie do ich humanitarności, lecz do egoizmu i nie mówimy im o naszych własnych potrzebach, lecz o ich korzyściach.” Egoizm rozumiany jest przez liberałów jako bardzo spokojne i pokojowe nastawienie każdego człowieka pragnącego poprawić swój los.
Poza tym już Max Weber, ponad sto lat temu, napisał w jego klasycznym dziele Etyka protestancka a duch kapitalizmu : „Żądza posiadania”, „dążenie do zysku”, do pieniężnego, możliwie najwyższego zysku, nie mają same w sobie nic wspólnego z kapitalizmem. Dążenie takie istniało i istnieje wśród kelnerów, lekarzy, woźniców, artystów, kokot, przekupnych urzędników, żołnierzy, rozbójników, krzyżowców, bywalców jaskiń hazardu, żebraków – można powiedzieć wśród „all sorts of conditions of man”; we wszystkich epokach i krajach świata, gdzie istniała obiektywna możliwość. Porzucenie raz na zawsze tego naiwnego wyobrażenia należy do kindersztuby historii kultury. Nawet najbardziej niepohamowana żądza posiadania nie jest w najmniejszym stopniu równoznaczna z kapitalizmem, a tym bardziej z jego „duchem”. Kapitalizm można wręcz identyfikować z ograniczeniem, a przynajmniej z racjonalnym temperowaniem tego irracjonalnego popędu. Kapitalizm jest za dążeniem  do zysku w ciągłym, racjonalnym kapitalistycznym działaniu: do ciągle odnawianego zysku, do rentowności.”
Przy okazji proponuję Panu poświęcenie pół godziny i obejrzenie, oraz solidne przemyślenie, tego co zawarł John Stossel w filmiku Chciwość (sześć odcinów, 1 2 3 4 5 6).

„Osoby bogate nie mają żadnych zobowiązań wobec pozostałej części społeczeństwa, gdyż same zdobyły swój majątek i nikt im w tym nie pomagał. Płacenie pracownikom głodowych pensji lub przenoszenie fabryk do miejsc, w których można ludziom płacić mniej, jest całkowicie normalne i uzasadnione dążeniem do maksymalizacji zysków spółki, co powinno być głównym priorytetem wszystkich.”

Toż to cała nieprawda. Naturalnie są też tacy bogaci, ale wielu (jeśli nie większość) naprawdę bogatych czuje się ‘odpowiedzialnymi wobec społeczeństwa’. Że wspomnę tylko dwie postaci, żyjącego ponad 100 lat temu Andrew Carnegie (z jego Ewangelią bogactwa) oraz obecnie jednego z najbogatszych ludzi świata, Billa Gatesa (z jego bardzo aktywną działalnością filantropijną). Proponuję też przeczytanie mojego wpisu sprzed paru tygodni: Socjał ery kapitału – herezja?  

„Celem szkoły jest wykształcenie karnych i posłusznych pracowników, którzy będą ochoczo i zgodnie z terminem wykonywali zadania zlecone im przez ich przyszłego szefa.”

Gdzie Pan to widzi? Napisałbym raczej ‘Celem szkoły jest wykształcenie karnych i posłusznych obywateli, którzy będą ochoczo i zgodnie z terminem wykonywali zadania zlecone im przez polityków i rządzących.’

Wiele innych cytatów można byłoby skomentować i wykazać absurdalność opinii Pana Gerwina. Zatrzymam się jednak tutaj, kończąc ten wpis cytatem mojej Historii myśli liberalnej (której robocza wersja dostępna jest tutaj)

„Jakże jednak często zapominamy tę starą, odwieczną prawdę, że wolność nierozerwalnie związana jest z odpowiedzialnością – a może tylko chcemy o tym zapomnieć? Miał rację George Bernard Shaw pisząc na początku tego wieku w swoich maksymach dla rewolucjonistów, że „Wolność znaczy tyle samo co odpowiedzialność. To właśnie dlatego ludzie tak bardzo jej się boją.” Czym zatem jest liberalizm? Jak pisał Ludwig von Mises (1989, s. 3): „Liberalizm nie jest kompletną doktryna lub określonym dogmatem. Całkiem przeciwnie: jest zastosowaniem nauki do życia człowieka w społeczeństwie. I tak jak ekonomia, socjologia i filozofia nie zatrzymały się w swoim rozwoju od czasów Dawida Hume, Adama Smitha, Dawida Ricardo, Jeremy Benthama, i Wilhelma Humboldta, tak doktryna liberalizmu jest inna dzisiaj od tej, jaka była w ich czasach, nawet jeśli jej podstawowe zasady pozostały niezmienne. [...] Liberalizm jest doktryną dotyczącą całkowicie wzajemnego postępowania ludzi w stosunku do siebie w tym świecie. [...] Liberalizm nie przyrzeka ludziom szczęśliwości i zadowolenia, ale tylko możliwie najobfitsze zaspokojenie wszystkich tych pragnień, które mogą być zaspokojone rzeczami zewnętrznego świata.” Liberalizm często krytykowany jest za zbyt materialne nastawienie do człowieka. Twierdzi się, że nie ma on nic do zaoferowania dla zaspokojenia tzw. wyższych potrzeb człowieka. Trzeba być świadomym, że odpowiednia polityka społeczna może przyczynić się do polepszenia bytu materialnego, ale nigdy nie zdoła uczynić ludzi szczęśliwszymi, czy też zadowolić ich najskrytsze pragnienia. Liberałowie uważają wręcz, że „szczęście i zadowolenie z losu nie zależy od żywności, odzienia i mieszkania, ale przede wszystkim od wewnętrznych myśli i marzeń człowieka” (Mises, 1989, s. 4). Troszcząc się przede wszystkim o materialny byt człowieka, liberalizm nie lekceważy duchowej strony życia. Taki stosunek liberalizmu do sfery duchowej wypływa z przekonania, że żadne regulacje zewnętrzne nie mogą wpływać na to, co najwyższe i najgłębsze w człowieku. Liberałowie dążą do stworzenia odpowiednich warunków dla zaspokojenia materialnych potrzeb człowieka, traktując to jako warunek konieczny jego pełnego duchowego rozwoju. Wypływa to z ich przekonania, że „inne duchowe bogactwa nie mogą przyjść do człowieka z zewnątrz, ale z wnętrza jego własnego serca” (Mises, 1989, s. 4). To co najważniejsze w liberalizmie, to chęć stworzenia zewnętrznych warunków, koniecznych do zbudowania bogatego życia wewnętrznego. Liberałowie wierzą nie tylko w możliwości doskonalenia się ludzi ale też i w możliwości polepszania warunków zewnętrznych, w których przychodzi im żyć. Co jednak równie istotne, liberałowie są przekonani, że w perspektywie długookresowej, w toku ludzkich dziejów dokonuje się rzeczywiste doskonalenie się człowieka i poprawa jego warunków życia, przy czym okresy najszybszych zmian na lepsze doświadczane były przez cywilizacje, które umożliwiały jednostką względną swobodę działania, w imię ich własnego interesu. Liberalna wiara w możliwości doskonalenia się człowieka zakłada empiryczny i pragmatyczny stosunek do zastanej rzeczywistości, skłonności do eksperymentowania i poszukiwania coraz to lepszych rozwiązań. Pod tym względem liberałów można nazwać ewolucjonistami, bo podobnie jak w ewolucji naturalnej, lepsze rozwiązania poszukiwane są metodą prób i błędów, a znalezione rozwiązania zawsze poddawane są jak najszybszej konfrontacji z rzeczywistymi warunkami i sprawdzeniu ich przydatności w warunkach rzeczywistych. Generalnie można powiedzieć, że ideą bliską liberałom było pojęcie zmiany – już na początku XIX w. partia liberalna nazywana była „partią ruchu”, w odróżnieniu od konserwatystów, nazywanych „partią porządku”. Mises (1989, s. 167) kończy swoją książkę o liberalizmie stwierdzeniem, które warto wielokrotnie powtarzać: „Liberalizm nie jest religią, ani żadnym światowym poglądem, żadną partią specjalnych interesów. … Liberalizm jest czymś całkowicie różnym. Jest ideologią, doktryną wzajemnej zależności wśród członków społeczeństwa i równocześnie, zastosowaniem tej doktryny do zachowania się ludzi w aktualnym społeczeństwie. Nie obiecuje nic, co przekracza to co może być osiągnięte w społeczeństwie i przez społeczeństwo. Pragnie dać ludziom jedną rzecz, spokojny, niezakłócony rozwój materialnego dobrobytu dla wszystkich ludzi, by osłonić ich przed zewnętrznymi przyczynami bólu i cierpień, o ile to leży w mocy społecznych instytucji w ogóle. Zmniejszać cierpienia, zwiększać szczęście: to jest cel liberalizmu. … Liberalizm … nie ma partyjnych kwiatów i nie ma żadnych kolorowych sztandarów, żadnych partyjnych pieśni, żadnych partyjnych bożków, żadnych symboli i sloganów. Liberalizm ma istotną treść i argumenty. Te muszą prowadzić do zwycięstwa.” W tym samym czasie co Mises, w podobnym duchu o istocie liberalizmu pisał Ramsay Muir (1920, s. 15), dla którego liberalizm jest „raczej stanem umysłu, punktem widzenia, sposobem patrzenia na różne sprawy a nie ustaloną i niezmienną doktryną. Jak wszystkie żywotne wyznania, jest raczej przekonaniem duchowym a nie jakimś przepisem.””


  • RSS