Witold Kwaśnicki

Własność, Wolność, Odpowiedzialność i Wzajemne zaufanie

Wpisy z tagiem: libertarianizm

Jak ten czas szybko leci, to już z górą 10 lat kiedy ‘kibicuję’ Fundacji Instytutu Misesa. Mam ogromny sentyment dla tego portalu, i to z kilku powodów. Instytut Misesa został założony przez mojego byłego (nawiasem mówiąc bardzo zdolnego) studenta (Mateusz, kiedy inicjował powstanie Instytutu Misesa był na drugim roku studiów), od ponad dziesięciu lat rozwijany jest przez młodych ludzi (pracujących tam dla przyjemności, głoszących ‘dobrą nowinę’ z przekonania i z osobistym, autentycznym zaangażowaniem), publikowanych jest tam mnóstwo materiałów, które z czystym sumieniem mogę polecieć jako lekturę uzupełniającą dla uczestników moich wykładów, no i sam czerpię ogromna przyjemność z czytania publikowanych tam tekstów.

Kiedy powstawał portal było tam urzekając hasło (które w kolejnych mutacjach tego portalu niestety znikło): ‘nasza misją jest sprowadzenie austriaków do domu’. Tę misję skutecznie realizują, idee szkoły austriackiej są coraz powszechniejsze w Polsce. Dziękuję za to i proszę o więcej. Kolejne mutacje  tego portalu można obejrzeć tutaj

Zaglądajcie na mises.pl i wspierajcie go: duchowo, propagując idee szkoły austriackiej  i, w miarę możliwości, finansowo.

Sto lat, sto lat … !

Chyba najwyższy czas byśmy w Polsce  (i w innych krajach) wrócili do starej, sprawdzonej, leseferystycznej zasady działania przedsiębiorców, handlowców i konsumentów.

Kilka słów o historii tej zasady (z mojej Historii  myśli liberalnej. Wolność, wlasność, odpowiedzialność, rękopis dostępny tutaj): 
Podczas bardzo aktywnej agitacji kupców na rzecz wolnego handlu i wolnej przedsiębiorczości w latach 1680. intendent króla Ludwika XIV w Rouen w swoim raporcie przedstawił opinię dwóch ważnych kupców z tego miasta; 5 października 1685 roku René de Marillac napisał do swego ministra (controller-general), że dwóch kupców zadeklarowało, iż:

Największą tajemnicą jest pozostawić handel całkowicie wolnym; ludzie są dostatecznie zachęcani przez dbałość o swoje własne interesy. … Nigdy produkcja, a także handel, nie znajdowały się w bardziej opłakanym stanie jak wtedy, kiedy przychodziło nam do głowy by powiększać je poprzez działania władzy.

Jeden z owych kupców-bankierów, Thomas Le Gendre (1638-1706), przypuszczalnie po raz pierwszy, ukuł sławne określenie laissez-faire. Wielki osiemnastowieczny leseferysta i polityk Anne Robert Jaques Turgot napisał, że Le Gendre miał powiedzieć do Jean-Baptiste Colbert (1619-83), Laissez-nouns faire (zostaw nas w spokoju; dajcie nam swobodę działania i ruchu). Colbert był jednym z najbliższych współpracowników Ludwika XIV, zwolennika merkantylizmu, za którego przyczyną dokonała się w tamtym okresie centralizacja gospodarki Francji.

Niektórzy uważają, że powiedzenie to padło po raz pierwszy z ust francuskiego intendenta handlu Jean Vincent de Gournay (1712-59) na zebraniu fizjokratów w r. 1758. Przypisywane jest także Francois Quesnay’owi (1694-1774) i markizowi d’Argenson (Pamiętniki, 1736r.). Inna legenda głosi, że właśnie Le Gendre, zapytany przez Colberta o spotkanie biznesmenów na którym dyskutowano w jaki sposób państwo może im pomóc, miał odpowiedzieć „laissez nous faire” (niech nas zostawią).

Powodem tego przypomnienia jest wywiad jaki udzielił Saul Singer, dziennikarz, publicysta i współautor książki Start-up Nation, Sebastianowiu Stodolakowi z Obserwatora Finasowego: Izrael to jeden wielki start-up. Już sam początek („Powszechne jest mniemanie, że innowacyjność bierze się z wydatków na badania i rozwój. To nieporozumienie, bo to wydatki na badania i rozwój biorą się z innowacyjności”), zachęca do przeczytania wywiadu, a może nawet całej książki (
http://www.amazon.com/Start-up-Nation-Israels-Economic-Miracle/dp/0446541478
 (polecam kliknąć na okładkę (Look inside)),
http://startupnationbook.com/
, polecam tam mapę start-upów:
http://startupnationbook.com/startup-map/
).

(Nawiasem mówiac, ten fetysz wskaźnika nakładów (ogólnie, ‚fetysz wskaźników’ – jak to nazywam) na badania i rozwój (B+R) ustalany na 3% PKB, najbardziej mnie denerwuje, bo nie chodzi przecież o to, by wydawać te pieniądze, ale  by wydawać je rozsądnie, efektywnie i tyle ile potrzeba, a nie tyle ile wydaje się biurokratom. Toż to czystej wody socjalizm. Za czasów PRLu też myślano w tych kategoriach: ‚stopa akumulacji powinna być ustalona na poziomie 20-25%, bo musimy dogonić Zachód, który wydaje na inwestycje ok. 15-17%’. I co z tego typu myślenia wynikło?)

Z wywiadu wybrałem kilka, jak mi się wydaje, najważniejszych zdań:

„Start-upy nie powstają dzięki wysiłkom rządu, powstają w gospodarce oddolnie i spontanicznie. Ale fakt faktem, że izraelski rząd ma na swoim koncie pewne działania, które ułatwiają funkcjonowanie firmom z branży zaawansowanych technologii. … rząd nie utrudnia życia start-upom, nie nakłada na nich wysokich podatków i przesadnych regulacji. … Wracając do start-upów, chciałbym zauważyć, że rządy, kiedy zabierają się za ich wspieranie, popełniają dwa zasadnicze błędy. Po pierwsze budują parki technologiczne, w których w ich mniemaniu start-upy będą zakładane. Nic bardziej mylnego. Innowacyjny młody biznes zamiast w takich ekskluzywnych enklawach, woli otwierać swoje biura tam, gdzie już tętni życie, kultura i gdzie można napić się dobrej kawy. Innowacje lubią najfajniejsze części miasta, a nie te, które wskazuje im rząd. Po drugie, powszechne jest mniemanie, że innowacyjność bierze się z wydatków na badania i rozwój. To nieporozumienie, bo to wydatki na badania i rozwój biorą się z innowacyjności. … W trakcie tej służby ludzie często wysyłani są na realne misje, muszą realizować cele oraz uczyć się balansowania pomiędzy rozsądkiem a ryzykiem. Uczą się też pracy w grupie i tego, czym jest przywództwo. Ale w armii uczą się także jeszcze jednej rzeczy, która jest niezwykle ważna dla rozwoju ducha przedsiębiorczości. Mianowicie skłonności do poświęceń. Nabywają świadomość tego, że są na tym świecie idee, za które warto walczyć, dla których warto robić wyrzeczenia, a czasem nawet oddawać życie.”

Dobrze byłoby gdyby to przesłanie Singera trafiło do naszych polityków i ‘manipulatorów gospodarczych’, którzy mają pełne gęby frazesów o wspieraniu innowacyjności, budowie inkubatorów przedsiębiorczości, parków technologicznych, centrów transferu technologii, klastrów, wędek technologicznych, autostrad technologii, … (nieraz sam jestem pod wrażeniem inwencji ludzi, którzy wymyślają te nazwy; sądząc po tym, to są na prawdę kreatywni ludzie, szkoda tylko, że marnują swe talenty na wytwarzanie ‘pary w gwizdek’).

Dzisiaj trochę w innym nastroju. Trochę wakacyjnie, trochę  zagadkowo.

W listopadzie w zeszłym roku jechałem na konferencję do Białegostoku. Najpierw z Wrocławia do Warszawy (tanim) samolotem a potem z lotniska autobusem do Białegostoku. W sumie koszt podróży był niewiele większy niż koleją, a podróż dwukrotnie krótsza.

Za bilet autobusowy Warszawa Okęcie-Białystok (via Warszawa Centrum) zapłaciłem 40.50 zł (jak pokazuje poniższa kopia ekranu ze strony internetowej firmy przewozowej, wszystkie przejazdy, niezależnie od pory dnia tyle kosztowały).  

 

Przez przypadek zajrzałem na połączenia tej samej firmy przewozowej z Warszawy Centrum do Białegostoku. Okazało się, że są to te same autobusy wyjeżdzające z lotniska Okęcie, zatrzymujące się przy pałacu Kultury i potem jadące prosto do Białegostoku. Okazało się też, że ceny biletów dla odjeżdżających spod Pałacu Kultury są znacznie niższe i do tego zróżnicowane w zależności od pory dnia, od 8 zł do 17 zł (patrz poniższy rysunek; sprawdziłem dzisiaj na stronie przewoźnika, jest tak nadal).

Czy jest jakieś uzasadnienie  takich różnic w cenach? Wynika z tego, że gdybym zachowywał się racjonalnie (zgodnie z postulatem ekonomii ortodoksyjnej) to powinienem przejechać z lotniska do centrum autobusem miejskim za ok. 4 zl i pojechać do Białegostoku spod Pałacu Kultury. Zarobiłbym wtedy od 20 do 30 zł.  Dlaczego nie zachowałem się racjonalnie? (to jest ta zagadka)

Gdyby ceny ustalał centralny planista to na pewno nie dopuściłby do takich ‘absurdów’ (czy z tego wynika, tak ulubiona przez ortodoksyjnych ekonomistów, ‘zawodność rynku’ i to, że ‘gracze rynkowi’ zachowują się absurdalnie?). Centralny planista uzależniliby ceny od kosztów poniesionych przez przedsiębiorcę (cena=koszty+ustalona marża) i jeśli cena z lotniska to 40.50 zł, to cena spod Pałacu Kultury powinna wynosić jakieś 36 zł. Racjonalny ekonomista ortodoksyjny wspominałby coś jeszcze o podaży i popycie, i może uzależniłby te ceny od pory dnia. To byłoby racjonalne ( zgodne z podręcznikami do nauki ekonomii). Czy faktycznie racjonalne? (to druga zagadka)

Co pokazuje ten przykład? Ano przede wszystkim to, jak bardzo ekonomia ortodoksyjna (głównego nurtu, mainstrimowa) odeszła od rzeczywistości gospodarczej.

Szkoła austriacka od prawie 150 lat stara się ująć te problemy bardziej realistycznie. Od czasu Carla Mengera (jego Zasad ekonomii z 1871 r) ekonomiści szkoły austriackiej powtarzają, że ogromną role w kształtowaniu się zjawisk gospodarczych odgrywają subiektywne oceny wszystkich zaangażowanych w procesy rynkowe. Cena wynikanie nie tylko z poziomu kosztów i zderzenia popytu  z podażą. To wydaje się wręcz zdroworozsądkowe, ale widocznie jest to zbyt proste dla przeintelektualizowanych, zmatematyzowanych, sformalizowanych umysłów ekonomistów ortodoksyjnych?

Nawiasem mówiąc podobne ujęcie prezentowali już kilka wieków przed ekonomistami szkoły austriackiej średniowieczni scholastycy. Twierdzi się nawet, że byli oni (np. sławna szkoła z Salamanki) protoaustriakami (prekursorami szkoły austriackiej).  Jeden z nich Franciszkanin Pierre de Jean Olivi (1248-98) pisał, że oprócz kosztów (w naturalny sposób cena musi być wyższa od kosztów) na ustalenie się ceny rynkowej maja wpływ trzy podstawowe czynniki: rzadkość (raritas), użyteczność (virtuositas) i chęć posiadania (pragnienia) (complacibilitas). Proszę zauważyć, że jeśli ‘na siłę’ rzadkość możemy wyrazić w sposób ilościowy (jako ‘grę podaży i popytu) to dwa pozostałe czynniki już nie są możliwe do wyrażenia w kategoriach ilościowych.  Czynniki te to jakościowe (subiektywne) oceny zarówno sprzedającego jak i kupującego. Śmiesznie wyglądają próby ilościowego wyrażenia np. użyteczności (m.in. mierzenie w sławnych utilach). Czy podejmowano próby mierzenia ‘chęci posiadania’? Nie znam, ale na pewno znaleźli się tacy zmatematyzowani ekonomiści, którzy podejmowali i takie próby.

Życzę miłych (i tanich) podróży wakacyjnych i proszę nie denerwować się na ‘niesprawiedliwości rynkowe’. 

Kilka dni temu Fijorr Publishing wydał po polsku jedno z ważniejszych dzieł Ludwiga von Misesa Teorię pieniadza i kredytu. Miałem ogromną przyjemność napisać wstęp do tej książki (co też poczytuję sobie za wielki zaszczyt). Poniżej zamieszczam ten wstęp z nadzieją, że zachęci to Państwa do przeczytania dzieła Misesa.
Mises opublikował tę ksiażkę 100 lat temu, na rok przed powstaniem Fedu, Systemu Rezerw Federalnych, czyli banku centralnego Stanów Zjednoczonych. W przyszłym roku Fed będzie obchodził setną rocznicę powstania. Na zasadzie swego rodzaju ‚lustrzanego odbicia’, może to polskie wydanie dzieła Misesa jest zapowiedzią tego czego warto oczekiwać, zapowiedzią rozpadu banku centralnego Stanów Zjednoczonych. My Polacy mamy pozytywne doświadczenie w tym względzie. To u nas zainicjowany został rozpad sytemu sowieckiego komunizmu.

Teoria pieniądza i kredytu jest pierwszym traktatem ekonomicznym Ludwiga von Misesa, została opublikowana przez niego w 1912 roku.[1] Pracował nad tą książką przez pięć lat, szczególnie intensywnie w ostatnich dwóch latach, kiedy to nie napisał żadnego innego artykułu, poświęcając się wydaniu tej książki jak najszybciej, bo czuł zbliżającą się wojnę. Warto uświadomić sobie, że książka ta opublikowana została na rok przed utworzeniem banku centralnego w Stanach Zjednoczonych. Powołanie Systemu Rezerw Federalnych (Fed) w 1913 roku było przełomowe dla praktyki systemu monetarnego i bankowego w XX wieku, wiele z negatywnych skutków funkcjonowania Fedu przewidzianych zostało przez Misesa w jego traktacie.

Pisanie manuskryptu skończył Mises w połowie grudnia 1911 roku. Tytuł oryginału niemieckiego to Theorie des Geldes und der Umlaufsmittel.[2] Mises zdecydował się opublikować tę książkę w prestiżowym wydawnictwie z Lipska, Duncker & Humblot.[3] Książka trafiła do sprzedaży bardzo szybko, bo już 14 czerwca 1912 roku. Mises w swoich Wspomnieniach (2007, s. 99)[4] pisze: „Tak jak się spodziewałem, lokalne czasopisma i niemieccy naukowcy przyjęli moją książkę z najwyższą dezaprobatą. Wcale się tym nie przejąłem. Wiedziałem, że moje poglądy są słuszne i rychło się przebiją. Ze zgrozą obserwowałem, jak świat zmierza na próg katastrofy, którą sam przepowiadałem.”

Chyba pierwszym znanym ekonomistą, który z uznaniem napisał o dziele Misesa był Amerykanin Beniamin M. Anderson w wydanej w 1917 roku książce Wartość pieniądza (The Value of Money).[5] W późniejszych latach docenili to inni wybitni badacze (za Hülsmann, 2007).[6] Max Weber uznał traktat Misesa za „najbardziej akceptowalną teorie odnoszącą się do problemów monetarnych”[7]; Schumpeter chwalił ją za „moc przekonywania i oryginalność”[8], a Albert Hahn stwierdził, ze Mises „nigdy nie poddaje się pokusom poszukiwania fikcyjnych abstrakcji, ale stoi na twardym gruncie faktów”[9].

Opublikowanie Teorii pieniądza i kredytu umożliwiło Misesowi nauczanie na uniwersytetach w Austrii[10] (także i pod tym względem możemy powiedzieć, że Mises kontynuował tradycje Carla Mengera, który też miał możliwość uczenia na uniwersytetach po opublikowaniu jego oryginalnej teorii pieniądza – później zawartej jako rozdział 8 w jego Zasadach ekonomii).

Z wydaniem traktatu Misesa wiąże się ciekawa historia w którą uwikłany jest John Maynard Keynes, uznawany przez ekonomistów ortodoksyjnych za największego ekonomistę XX wieku. J.M. Keynes omówił pierwsze wydanie książki Misesa w opublikowanym już po wybuchu wojny numerze najważniejszego brytyjskiego czasopisma z ekonomii, wydawanego przez Uniwersytet w Cambridge, Economic Journal, którego zresztą wtedy był redaktorem naczelnym[11]. Keynes pochwalił Misesa za jego erudycję i oczytanie, a o książce napisał, że „posiada niewątpliwe zalety … i jest kształcąca w najwyższym stopniu”. Jednakże ogólnie, Keynes był bardzo zawiedziony, bo książka wydawała mu się “niekonstruktywna” i „nie bardzo oryginalna”, dodał jeszcze, że „odkłada się ją z uczuciem zawodu, że autor, człowiek tak inteligentny, uczciwy i oczytany, powinien, mimo wszystko, postarać się wyjaśnić nieporozumienia związane z fundamentami poruszanego problemu”[12]

Po szesnastu latach Keynes w przypisie swojej książki Traktat o pieniądzu (Keynes, 1930, A Treatise on Money, 2 vols, London: Macmillan, s. 199 przyp. 2) napisał: „po niemiecku rozumiem dobrze tylko to, co już wiem, dlatego nowe idee przedstawione w tym języku są mi raczej niedostępne ze względu na barierę językową.”[13]. Rothbard skomentował to pisząc: „Niesłychany tupet. To był cały Keynes: recenzować książkę napisaną w języku, w którym nie jest się w stanie pojąc nowych idei, a w dodatku zaatakować tę książkę za to, że nie zawiera nic nowego. Jest to szczyt arogancji i nieodpowiedzialności.” Natomiast Hayek w 1956 roku skomentował to znacznie łagodniej: „Wiele cierpień świat by uniknął, gdyby lord Keynes znał niemiecki odrobinę lepiej.”[14]

W 1924 roku ukazało się drugie wydanie traktatu Misesa w którym dokonał kilku zmian, przede wszystkim w kierunku ‘nie-psychologicznej teorii wartości’ (za Hülsmann, 2007, s. 402 i 591). Przykładowo, w pierwszym wydaniu Mises napisał: “Jako odczucie, wartość nie może być mierzona; jest jednak możliwe porównanie go z innymi, podobnymi odczuciami”.[15] Natomiast w drugim wydaniu z 1924 roku uznał wartość jako wynik działania, a nie uczuć i zamiast powyższego zdania napisał: „Akt wartościowania nie poddaje się jakimkolwiek metodom pomiaru”[16].

W 1953 roku ukazało się amerykańskie wydanie ‘Teorii pieniądza i kredytu’, co do istoty teoretycznego podejścia niezmienione, jedynie poszerzone i uzupełnione o doświadczenia ostatnich kilku dekad. To wydanie stało się podstawą polskiego tłumaczenia traktatu Misesa. Wydanie amerykańskie ukazało się w czterdzieści lat po wydaniu pierwszym, można nazwać je quadragesimo anno, natomiast to polskie wydanie, ukazujące się sto lat po wydaniu pierwszym może być uznane za centesimus annus (oczywiście zachowując wszelkie proporcje z papieskimi encyklikami; idąc tym skojarzeniem pierwsze wydanie Teorii pieniądza i kapitału można nazwać rerum novarum).

Mimo upływu dekad praca Misesa się nie starzeje, a wręcz przeciwnie nabiera coraz to większej aktualności. Jest ona też cenna z historycznego punku widzenia, jako że dowiadujemy się bardzo dużo o historii pieniądza, ale najważniejsze są jej możliwe odniesienia do sytuacji współczesnej. Można powiedzieć, że dzieło Misesa ‘tchnie świeżością spojrzenia’, mimo, że upłynęło od jego wydania już 100 lat. W świetle tego co Mises napisał o pieniądzu widać jak naiwnym, sztucznym i szkodliwym był projekt stworzenia fiducjarnego euro jako waluty.

Warto prześledzić opinię Misesa nt. ‘teorii ilościowej’, która odżyła za sprawą Friedmana kilkadziesiąt lat później (do teorii Friedmanowskiej ta krytyka też się donosi). Jakże aktualnie brzmią rozważania Misesa o polityce pieniężnej! Z tych rozdziałów politycy i ekonomiści powinni być odpytywani jak z katechizmu.

Długo można byłoby przytaczać fragmenty z traktatu Misesa, by jednak nie odbierać przyjemności czytania jej ograniczę się jedynie to kilku. Przyznam się, że przygotowując się do napisania tego wstępu wybrałem 25 stron najważniejszych cytatów z traktatu Misesa, którymi chciałem się w tym wstępie podzielić i na które chciałem zwrócić czytelnikowi uwagę, ze względu na ich wielką aktualność. Widząc jednak beznadziejność tego zamiaru, muszę zrezygnować z tego zamiaru i mogę jedynie zachęcić do przeczytania tej książki, sami Państwo będziecie zaskoczeni jak profetyczne są myśli wyrażone przez Misesa.

W przedmowie do angielskiego wydania z 1934 roku Mises stwierdza (s.9), że „oddzielenie walut od ściśle określonego i niezmiennego parytetu złota uczyniło z wartości pieniądza zabawkę polityków”. Jakże współcześnie brzmi przesłanie Misesa z tej przedmowy sprzed 78 lat, Zgodzić się trzeba z Misesem, że „system pieniężny, który będzie stanowić fundament przyszłych porozumień, musi opierać się na złocie. Złoto nie jest idealną bazą dla systemu pieniężnego. Jak wszystkie ludzkie wynalazki, standard złota nie jest wolny od niedociągnięć; ale w obecnych warunkach nie ma innego sposobu na uwolnienie systemu pieniężnego spod zmieniającego się wpływu partii politycznych i interwencji państwa, zarówno w teraźniejszości, jak i w możliwej do przewidzenia przyszłości. A żaden system pieniężny, który nie jest wolny od tych wpływów, nie stanie się podstawą dla transakcji kredytowych.” To bardzo wyważone stanowisko. Jak wszystko na tym świecie nie jest idealne, tak jest i ze standardem złota. Warto jednak zauważyć, że (parafrazując Churchilla) zgodzić się trzeba z niemalże powszechnym stwierdzeniem, że standard złota jest najgorszym z form systemu pieniężnego, jeśli nie liczyć wszystkich innych form, których próbowano od czasu do czasu.

Warto za Misesem zauważyć, że „standard złota nie upadł. Państwo go zniosło, żeby utorować drogą dla inflacji. Cały surowy aparat opresji i przymusu – policjanci, celnicy, sądy karne, więzienia, a w niektórych państwach nawet oprawcy – musiał być wprowadzony w ruch, żeby zniszczyć standard złota. Solenne obietnice zostały złamane, wprowadzono retroaktywne prawa, otwarcie uchylono przepisy konstytucji i karty praw. A rzesze uległych pisarzy chwaliły to, co państwo zrobiło i z otwartymi ramionami przywitało nastanie milenium pieniądza fiducjarnego.” (s. 319-320) „Przewaga standardu złota polega na tym, że uniezależnia on kształtowanie się siły nabywczej jednostki pieniężnej od władzy państwowej. Odbiera „carom gospodarczym” ich najstraszliwszą broń. Uniemożliwia im prowadzenie inflacji. To właśnie z tego powodu standardu złota jest przedmiotem bezpardonowych ataków ze strony tych, którzy spodziewają się uzyskać korzyści z rzekomo niewyczerpalnego portfela państwa. (s. 334)

Traktat Misesa składa się z czterech części (Natura pieniądza, Wartość pieniądza, Pieniądz i bankowość, Odbudowa pieniądza), które warto przeczytać po kolei, traktując ten traktat jako swego rodzaju podręcznik, poszerzając swoją wiedzę. Można też ‘pójść trochę na skróty’ i przeglądając jedynie trzy pierwsze części, przeczytać od razu część czwartą, szukać odpowiedzi na to jak powinien wyglądać system pieniężny i finansowy po ostatnim kryzysie.

Mises już w części pierwszej zauważa, że nie ma jednomyślności co do rozumienie pieniądza, a jest nawet gorzej niż nam się wydaje bo „spór co do pojęcia pieniądza, nie da się ukryć, nie jest najbardziej chlubnym rozdziałem w historii naszej nauki” (s. 34). Dalej zauważa, że „postrzeganie pieniądza jako tworu państwa i prawa jest w oczywisty sposób nie do utrzymania. … Przypisywanie państwu mocy dyktowania praw wymiany oznacza ignorowanie fundamentalnych zasad rządzących społeczeństwem korzystającym z pieniądza.” (s. 48/49).

Sam Mises odwołuje się w wydaniu amerykańskim do tego co napisał w 1912 roku, pisze mianowicie, że „powinno podejmować się starania, żeby w jak największym stopniu wyeliminować wpływ człowieka na współczynnik wymiany między pieniądzem a innymi dobrami ekonomicznymi. … Jest teraz oczywiste, że jedynym sposobem usunięcia ludzkiego wpływu na system kredytowy, jest wstrzymanie wszelkiej emisji środków fiducjarnych. …” (s. 310). Nie posłuchaliśmy Misesa i głównie dlatego znaleźliśmy się w tak godnej pożałowania sytuacji na początku XXI wieku.

Wydaje się, że powinniśmy wreszcie posłuchać Misesa i przyjąć, że podstawą trwałego rozwoju społecznego (w tym także gospodarczego) jest zadbanie o to byśmy posługiwali się zdrowym pieniądzem. To przesłanie jest ponadczasowe. Jak pisze Mises, ta „zasada zdrowego pieniądza, która przyświecała XIX-wiecznym koncepcjom pieniądza i programom politycznym, stanowiła owoc klasycznej ekonomii politycznej. Była ona zasadniczym punktem liberalnego programu opracowanego przez XVIII-wieczną filozofię społeczną i propagowanego w następnym wieku przez najbardziej wpływowe partie polityczne Europy i Ameryki.” (s. 314) Na następnej stronie przestrzega, że „nie będziemy w stanie zrozumieć znaczenia koncepcji zdrowego pieniądza, jeśli nie zdamy sobie sprawy, że obmyślono ją jako narzędzie ochrony wolności obywatelskich przeciwko despotycznej inwazji ze strony państwa. Ideologicznie należy ona do tej samej klasy, co konstytucje polityczne i karty praw.”

Interesujące jest też zalecenie Misesa odnośnie koniecznych reform (‘odbudowy pieniężnej’). Taka reforma staje się obecnie jeszcze większą koniecznością niż kilkadziesiąt lat temu, a żeby „była możliwa, Rezerwa Federalna musi trzymać się z boku. Cokolwiek można myśleć o zaletach lub wadach ustaw dotyczących Rezerwy Federalnej z 1913 r., faktem jest, że system ten był nadużywany ze względu na nierozważną politykę inflacyjną. Nie można pozwolić, żeby instytucja lub człowiek związani w jakikolwiek sposób z wpadkami i grzechami ostatnich dziesięcioleci mogli wpływać na przyszłe warunki pieniężne.” (s. 344)

Konieczna jest „zmiana filozofii ekonomicznej”, paradoksalnie „ludzie narzekają na inflację, lecz entuzjastycznie popierają politykę, która nie mogłaby funkcjonować bez inflacji. Podczas gdy utyskują na nieuchronne konsekwencje inflacji, uparcie sprzeciwiają się wszelkim próbom zaprzestania lub ograniczenia wydatków deficytowych.” Postulowane przez Misesa ‘odnowienie pieniądza’ nie będzie możliwe „dopóki marnotrawstwo, ubytek kapitału i korupcja są podstawowymi cechami charakterystycznymi prowadzenia spraw publicznych.” (s. 349).

 

 


[1] Naturalnie zwieńczeniem wysiłków badawczych Misesa jest jego najważniejszy traktat, jego magnum opus, opublikowane w 1949 roku Ludzkie działanie (wydane po polsku przez Instytut Misesa w 2007 roku).

 

[2] Tytuł ten powinien być przetłumaczony jako ‘Teoria pieniądza i środków fuducjarnych’, albo ‘Teoria pieniądza i kapitału obrotowego’. Jak pisze Hülsmann (2007, s. 207), po angielsku tytuł powinien brzmieć ‘Theory of Money and Fiduciary Media’, ale niezbyt adekwatnie został przetłumaczony jako Theory of Money and Credit. Taka zmiana tytułu wydaje się, być uzasadniona. Użycie słowa ‘fiducjarny’ mogłoby zniechęcać do czytania tej książki. Jak już piszemy o wydaniach angielskich to warto zauważyć, że prace ucznia Misesa Friedricha von Hayeka o pieniądzu ukazały się po angielsku wcześniej niż Misesa: F.A. Hayek, Prices and Production (London: Routledge, 1931); Monetary Theory and Trade Cycle Theory (London: Routledge, 1933); natomiast Misesa , Theory of Money and Credit (London: Jonathan Cape, 1934); Socialism (London: Jonathan Cape, 1936).

[3] Tym samym wydawnictwie, które wydało w 1911 roku chyba najważniejsze dzieło Josepha A. Schumpetera Teorię rozwoju gospodarczego (Theorie der wirtschaftlichen Entwicklung). Warto przy okazji zauważyć, ze pierwsze wydania angielskie obu książek (Misesa i Schumpetera) ukazały się dokładnie w tym samym 1934 roku. Książka Schumpetera ukazała się po angielsku pod tytułem: The Theory of Economic Development: An inquiry into profits, capital, credit, interest and the business cycle.

[4] Ludwig von Mises, 2007, Wspomnienia, Warszawa: Fijorr Publishing

[5] Benjamin M. Anderson, The Value of Money (New York: Macmillan, 1917), p. 100: “In von Mises there seems to me to be very noteworthy clarity and power. His Theorie des Geldes und der Umlaufsmittel is an exceptionally excellent book. Von Mises has a very wide knowledge of the literature of the theory of money. He has a keen insight into the difficulties involved.”

[6] Jörg Guido Hülsmann, 2007, Mises: The Last Knight of Liberalism, Ludwig von Mises Institute.

[7] Max Weber, Wirtschaft und Gesellschaft, 3rd ed. (Tübingen: Mohr, 1947), vol. 1, § 6, p. 40.

[8] Joseph Schumpeter, “Das Sozialprodukt und die Rechenpfennige: Glossen und Beiträge zur Geldtheorie von heute,” Archiv für Sozialwissenschaften und Sozialpolitik 44 (1917–1918).

[9] Albert Hahn, review in Archiv für Sozialwissenschaften und Sozialpolitik.

[10] W 1913 roku zatrudniony został na Uniwersytecie Wiedeńskim jako privatdozent; 18 maja 1918 roku uzyskał tytuł profesora nadzwyczajnego; w latach 1920-1934 w co drugi piątkowy wieczór prowadził prywatne seminarium w swoim biurze w Izbie Gospodarczej. Uczestniczyli w nim pracownicy uniwersytetu i goście, jedynie za zaproszeniem.

[11] Economic Journal (XXIV (1914), s. 417-419)

[12] Cytaty za: Ludwig von Mises, 2007, Wspomnienia, Warszawa: Fijorr Publishing.

[13] Cytat za: Murray N. Rothbard ‘Keynes – portret człowieka’, w: Jak zrujnować gospodarkę, czyli Keynes wiecznie żywy, Warszawa: Fijorr Publishing, s. 39.

[14] Friedrich A. Hayek 1984 [1956], ‘Tribute to Ludwig von Mises’, w: Margrit von Mises, My life with Ludwig von Mises, s. 217-223, drugie wydanie. Cedar Falls, LA. Center for Future Education.

[15] Theorie des Geldes und der Umlaufsmittel, 1st ed. [Munich and Leipzig: Duncker & Humblot, 1912], s. 16.

[16] Drugie wydanie, Munich and Leipzig: Duncker & Humblot, 1924, s. 11.

Śpieszę donieść, że Cato Institute zainicjował właśnie działanie  nowej strony Libertarianism.org. Jak mogę sądzić, tak po pierwszym jej przeglądnięciu, strona będzie bardzo pożyteczna dla ludzi pragnących poznać co to  jest liberalizm, libertarianizm, poznać historię libertarianizmu. Ogromną zaletą jest też spora liczba filmów (która jak myślę będzie stale się powiększała), wiele z nich nigdy nie było wcześniej publikowane, m. in. wykłady Murraya Rothbarda, F.A. Hayeka, Miltona Friedmana.

Liczba stron poświęconych ideom liberalnym wzrasta systematycznie. Chciałbym wierzyć, że związane jest to z rosnącym zainteresowaniem liberalizmem, libertarianizmem. Linki do niektórych z nich umieściłem na swojej stronie internetowej: tu angielskie a tu polskie.

Życzę miłej lektury!

P.S. Co zastanawia to, że wśród myślicieli uznanych za libertarian (tutaj) nie umieszczono Ludwiga von Misesa! Jest Rothbard, ale Misesa nie ma!

P.S.S. Twórcy strony, jakby słyszeli moje utyskiwanie i notka (ale bardzo krótka) o Misesie ukazała się po kilku godzinach od powyższego wpisu (akurat obok ‚demo- socio- liberała’ Johna Stuarta Milla, no, ale tak wypadło alfabetycznie).
Big Brother is watching you! (?)

P.S.S.S. A propos ”śpieszę donieść”, już po napisaniu tej notatki przypomniało mi się stare powiedzenie mojego kolegi ze szkoły  średniej (a były to lata sześćdziesiąte ubiegłego wieku): „wszystkie kury niosły, a jedna donosiła”.


  • RSS