Witold Kwaśnicki

Własność, Wolność, Odpowiedzialność i Wzajemne zaufanie

Wpisy z tagiem: mises

Z pewnością moje odczucia są czysto subiektywne (a czego można oczekiwać od zwolennika austriackiej szkoły ekonomii ;-) ), ale odnoszę wrażenie, że coraz więcej jest przesłanek za tym by uznać, że idee szkoły austriackiej są coraz popularniejsze w Polsce, zwłaszcza wśród młodego pokolenia. Tydzień temu odbyła się premiera filmu  Zapomniani. Historia krakowskiej szkoły ekonomicznej, w którym odwołania do wielkich ekonomistów szkoły austriackiej, Carla Mengera i Ludwiga von Misesa, były częste i wyraźne. W planach twórców filmu o Zapomnianych ekonomistach szkoły krakowskiej jest podobny film o Misesie. Jednym z największych propagatorów idei szkoły austriackiej w Polsce jest  Instytut Misesa. Ostatnio dowiedziałem się też o kilku inicjatywach (konferencjach, wydawnictwach specjalnych numerów czasopism naukowych, …) socjologów, filozofów i ekonomistów, których celem jest propagowanie myśli szkoły austriackiej, a zwłaszcza Carla Mengera i Ludwiga von Misesa.

W tym kontekście ciekawie wyglądają wyniki badań opinii polskich ekonomistów, przedstawione w opublikowanej kilka tygodni temu książce Paradoksy ekonomii. Rozmowy z polskimi ekonomistami. Z rozdziału w którym omówiono wyniki badań pt. „Identyfikacja polskich ekonomistów akademickich ze szkołami myśli ekonomicznej” możemy dowiedzieć się, że w Polsce najpopularniejsza  wśród ekonomistów jest tzw. nowa ekonomia instytucjonalna (NEI). Wczytując się jednak w wyniki tych badań możemy doszukać się zalążków znaczącej zmiany w stylu myślenia polskich ekonomistów (zwłaszcza tego młodszego pokolenia). Pozwolę sobie zacytować fragmenty z opracowania przedstawionego w tej książce:
„ … odsetek ekonomistów, którzy określali się jako neoaustriacy (8,1%), był w badanej populacji wyższy niż udział ekonomistów postkeynesowskich i radykalnych łącznie (6,8%), jak i przewaga ekonomistów nowoklasycznych nad nowokeynesistami (15,2 wobec 12,9%).

W odpowiedzi na pytanie o poglądy w kwestii równowagi w gospodarce kapitalistycznej, najwięcej wskazań uzyskał przypisany ekonomii radykalnej pogląd, że „gospodarka z zasady pozostaje w nierównowadze” (37,2%), a następnie charakterystyczny dla szkoły austriackiej, że „gospodarka nieustannie dąży do równowagi” (26,2%).
… na inspirację z strony ekonomistów marksistowskich (Oskar Lange, Paul Sweezy) w pytaniu o autorytety wskazało 13%. Podobna sytuacja wystąpiła w przypadku szkoły neoaustriackiej. Przy wyborze autorytetów wskazań na znanych twórców szkoły austriackiej (Murray Rothbard, Ludwig von Mises) było 25% − ponad trzykrotnie więcej niż identyfikujących się z tą szkołą.

Na szczególną uwagę zasługuje, najliczniejsza w badanej populacji, grupa respondentów w wieku 36–45 lat (42,4%). Ekonomiści akademiccy z tej kategorii wiekowej w ciągu następnych 20–30 lat będą w decydującym stopniu wpływać na kształt i treści przekazywane w ramach nauczania ekonomii na wyższych uczelniach
W grupie tej udział zwolenników nowego instytucjonalizmu był najniższy. Jednocześnie odnotowano w niej najwięcej osób wybierających szkołę austriacką (11,5%), nieco powyżej średniej kształtował się także udział reprezentantów nowej ekonomii klasycznej (18,3%) oraz eklektyzmu (20%). …
Zupełnie inaczej wybory szkół rozłożyły się wśród najstarszych respondentów − powyżej 65 lat. Instytucjonalizm wskazało 35%, nowy keynesizm, nową ekonomię klasyczną i postkeynesizm po 10%, a szkołę austriacką − 5% przedstawicieli tej grupy. Charakteryzowało ją więc prawie dwukrotnie niższe poparcie dla nowej ekonomii klasycznej i ekonomii austriackiej niż wśród ekonomistów w przedziale wieku 36–45 lat. Z kolei zwolenników instytucjonalizmu było wśród nich prawie dwa razy więcej.”

Niech wspomniany w tym cytacie Oskar Lange będzie pretekstem do napisania tego co o Misesie zamierzałem napisać od dwóch lat. Przy różnego rodzaju okazjach przypominana jest opinia Oskara Lange, że Ludwigowi von Misesowi socjaliści powinni wystawić pomnik za zmuszenie ich do przemyślenia problemu rachunku ekonomicznego w socjalizmie. Edward Łukawer (jeden z socjalistycznych polskich ekonomistów) we wspomnieniach o Langem napisał: „Trzeba z całym naciskiem podkreślić, że O. Lange potrafił w swoim rozumowaniu wykorzystać określone elementy – wrogich przecież! – opinii neoliberałów do zbudowania teoretycznej koncepcji mechanizmu funkcjonowania gospodarki socjalistycznej. Tym samym wprowadził on do analizy ekonomicznej szereg fundamentalnych kategorii, które przedtem przez marksistów nie były brane od uwagę. Nic więc dziwnego, iż O. Lange zauważył – oczywiście, pół żartem, pół serio – że w Centralnym Urzędzie Planowania jakiegoś państwa socjalistycznego należałoby wznieść pomnik L. Misesowi (chyba można tu też dodać G. Halma – E. Ł.) oraz wmurować tam tablice pamiątkowe dla F. Hayeka i L. Robbinsa.” (Edward Łukawer, ‘Oskar Lange’, Gospodarka Narodowa Nr 10/2005).

Nie wiem dlaczego Edward Łukawer twierdzi, że Lange powiedział to „pół żartem, pół serio”? (takaż to widocznie taktyka niektórych socjalistów by dezawuować osiągnięcia swoich przeciwników).  Wszak Lange opublikował to bardzo prestiżowym czasopiśmie, The Review of Economic Studies (część pierwszą ‚On the Economic Theory of Socialism’ opublikował w 1936 roku, a część drugą w 1937). Część pierwsza zaczyna się od wyrażenia podziękowań Misesowi za rzucone socjalistom wyzwanie i propozycją postawienia mu pomnika:

“Socjaliści z pewnością mają powody, aby być wdzięcznymi profesorowi Misesowi, ich wielkiemu advocatus diaboli. Bo to było jego potężne wyzwanie, które zmusiło socjalistów do uznania znaczenia odpowiedniego systemu rachunku ekonomicznego w celu ukierunkowania alokacji zasobów w gospodarce socjalistycznej. Co więcej, głównie z powodu wyzwań rzuconych przez profesora Misesa, wielu socjalistów uświadomiło sobie istnienie takiego problemu. I chociaż profesor Mises nie był pierwszym, który ten problem podniósł, jak również nie wszyscy socjaliści byli zupełnie nieświadomi tego problemu, to prawdą jest, że w szczególności na kontynencie europejskim (poza Włochami) zasługa tego, że socjaliści podjęli ten problem systematycznie go analizując, należy w pełni do profesora Misesa. Zarówno jako wyraz uznania dla jego wielkich dokonań i jako swego rodzaju memento o podstawowym znaczeniu dobrego rachunku ekonomicznego, posąg profesora Misesa powinien zajmować honorowe miejsce w wielkim hallu Ministerstwa Socjalizmu lub Centralnego Biura Planowania państwa socjalistycznego. Obawiam się jednak, że profesorowi Misesowi nie spodobałaby się ta propozycja, co wydaje się być jedynym odpowiednim sposobem na spłatę długu wobec niego przez socjalistów, i trudno go winić za to”.

Całość swoich rozważań podsumowuje Lange pisząc w zakończeniu części drugiej z estymą o Misesie:

„Wyzwanie jakie rzucił profesor Mises miało zbawienny wpływ, powodując to, że socjaliści zaczęli poszukiwanie bardziej satysfakcjonującego rozwiązania problemu, ale wielką prawdą jest też, że wielu z nich dowiedziało się o istnieniu tego problemu dopiero po rzuceniu tego wyzwania. Jak widzieliśmy, ci socjaliści, którzy nie zdają sobie sprawy z konieczności i ważności istnienia odpowiedniego systemu cen i rachunku ekonomicznego w gospodarce socjalistycznej, są zapóźnieni nie tylko w odniesieniu do obecnego stanu analizy ekonomicznej: nie korzystają nawet z wielkiego dziedzictwa doktryny marksistowskiej”.

Jörg Guido Hülsmann w biografii  Mises The Last Knight of Liberalism (Hülsmann, 2007, s. 782) odwołuje się do słów Oskara Langego i jego propozycji postawienia pomnika Misesowi. Jednakże w  dalszym opisie tej sytuacji  Hülsmann  popełnia wiele błedów pisząc, że: „Żadne państwo socjalistyczne nie było wystarczająco hojne, aby zrealizować tę sugestię, ale Uniwersytet Wrocławski postawił pomnik proponowany przez Oskara Langego i zachował go do naszych czasów, z pewnością jako pomnik trwałości jego przesłania”.

Po pierwsze nie chodzi o Uniwersytet Wrocławski (gdzie faktycznie pracuje grupa ludzi, zwolenników szkoły austriackiej, propagująca idee Misesa), ale o Uniwersytet Warszawski, który nie zainicjował zbudowanie pomnika Misesowi, a dostał popiersie Misesa w 1990 roku, kiedy to Polskę odwiedził George Koether, wielki propagator myśli Misesa. O tym wydarzeniu wspomina sam George Koether w wywiadzie zatytułowanym A Life Among Austrians, jaki udzielił w 2000 roku. Mając wtedy 92 lata Koether wspomina tę wizytę mówiąc: „Dziesięć lat temu przywiozłem brązowe popiersia Hayeka i Misesa do Europy. Cato Institute podarował popiersie Hayeka Rosjanom, a ja podarowałem popiersie Misesa Uniwersytetowi Warszawskiemu, gdzie stał na specjalnej wystawie książek Misesa, tuż za korytarzem prowadzącym do starego gabinetu socjalistycznego profesora Oskara Langego”.

George Koether (1907-2006) i jego żona Ilo, niemalże od początku pobytu Misesa w Stanach Zjednoczonych, byli bardzo bliskimi znajomymi, a potem przyjaciółmi  Ludwiga von Misesa i jego żony Margit (podobnie jak byli przyjaciółmi Murray i Joey Rothbardów). Koether zasłużył się szczególnie po śmierci Misesa. Nie tylko wspomagał Margit Mises w pisaniu jej wspomnień, potem opublikowanych pod tytułem My Years With Ludwig von Mises, ale jeździł po Ameryce i po świecie propagując postać i myśl Misesa. Jednym z elementów jego aktywności była jego wizyta w Europie w 1990 roku.

Historię popiersia Misesa potwierdził prof. Jerzy Wilkin, ówczesny prodziekan Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego. Prof. Wilkin przypomina sobie wizytę George Koethera na UW w 1990 roku, w pierwszym roku polskiej transformacji. Wtedy to Koether przywiózł z USA ciężkie popiersie Misesa i podarował je Uniwersytetowi Warszawskiemu, wspominając znane słowa Oskara Langego o potrzebie uznania wielkiej roli Misesa w rozwoju ekonomicznej myśli socjalizmu. Popiersie to przez kilka lat stało w bibliotece Wydziału Nauk Ekonomicznych UW. Jak powiedział mi w lutym 2015 roku ówczesny dziekan WNE UW, prof. Jan Jakub Michałek, popiersie Misesa leżało później bardzo  długo gdzieś zapomniane w magazynach wydziału, przypomniano siebie o nim kiedy odrestaurowywano gabinet Langego i uznano, że takim najodpowiedniejszym miejscem dla tego popiersia będzie właśnie gabinet Langego, że dobrze się będzie prezentował w otoczeniu oryginalnych, ciężkich, w czarnym kolorze, mebli tegoż gabinetu.

Tak się złożyło, że zorganizowane przez Łukasza Hardta i Jerzego Wilkina seminarium poświęcone filozoficznemu spojrzeniu na wybrane problemy teorii ekonomii, pt. Filozoficznie o ekonomii, odbyło się 21 listopada 2014 r. na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego, ul. Długa 44/50, Warszawa; w sali 408, w  dawnym gabinecie Oskara Langego. Kiedy wraz z uczestnikami tego seminarium wszedłem do tego pokoju, od razu auważyłem stojącą na biurku Oskara Langego statuę Misesa (zdjęcia poniżej).

 MisesStatua1

MisesStatua2

MisesStatua3

Przeglądając swoje archiwum, prof. Wilkin znalazł jeszcze inną ciekawostkę odnosząca się do Misesa. Okazało się, że w kopercie przesłanej do niego przez George Koethera znajdują się fotografie Misesa z jego seminarium na Uniwersytecie Nowojorskim z 1965 roku. Poniżej skany koperty i czterech zdjęć Misesa z tego seminarium.

 KopertaKoetherM

Mises1M

Mises2M

Mises3M

Mises4M

Są to zdjęcia o doskonałej jakości, mimo, że zrobione zostały ponad 50 lat temu. W dodatku, są to zdjęcia oryginalne, z pieczątką fotografa na odwrocie (autorem fotografii jest David Jarrett); mają więc swoją wartość artystyczno-historyczną.

Sebastian Stodolak w opublikowanym właśnie artykule pisze, że ‘Ekonomia czeka na swojego Lutra’. Wprawdzie w artykule tym Stodolak wspomina szkołę austriacką, Carla Mengera i Ludwiga von Misesa, ale nie w kontekście tego, że mogą być oni traktowani jako  ‘Lutrowie’. Wydaje mi się, że nie potrzeba nam nowego ‘ekonomicznego Lutra’, bo szkoła austriacka ze swoimi największymi przedstawicielami (poczynając od Carla Mengera, …) rozpoczęła już ‘Reformację ekonomiczną’. Na efekty musimy trochę poczekać. W przypadku Reformacji religijnej w szesnastym wieku, efekty też nie pojawiły się natychmiast wraz z radykalnym wystąpieniem Marcina Lutra w 1517 roku. Ten proces trwał kilkadziesiąt lat. Dzieło Ludwiga von Misesa, jego magnum opus Ludzkie działanie, opublikowane zostało w 1949 roku, w 1974 roku Friedrich von Hayek uhonorowany został nagrodą im. Alfreda Nobla z ekonomii. 

Tak jak napisałem, nie potrzeba nam w ekonomii Lutra (bo ten już jest, to szkoła austriacka), potrzeba nam Heraklesa, który te ‘ekonomiczne stajnie i obory Augiasza’ posprząta. Ma częściową rację Sebastian Stodolak kończąc swój artykuł głosem nadziei, że w krytycznym momencie naszych dziejów (który z pewnością nadejdzie) będzie „istniał już ratunek w postaci nowych, zrewidowanych podręczników ekonomii i znających oraz rozumiejących je decydentów”. Napisałem ‘częściową rację’, bo takie podręczniki już są, tylko, że jak dotychczas ‘nie trafiły pod strzechy’. Myślę tutaj np. o (przetłumaczonych na polski) książkach (podręcznikach) Thomasa Sowella, oraz o Logice ekonomii, Marka Skousena. Trochę na ten temat w artykule, który napisałem na prośbę śp. Marcina Winiarskiego, pt. Czy podręczniki ekonomii muszą być tak bardzo podobne do siebie?.

Ja czekam raczej na ekonomicznego Heraklesa, aniżeli na ekonomicznego Lutra.

Jak zadbać o edukację ekonomiczną młodego pokolenia i uwolnić przedsiębiorczą energię Polaków? Takie pytanie postawili sobie pracownicy i współpracownicy Instytutu Misesa i w odpowiedzi zaproponowali realizację projektu ‘Wolna przedsiębiorczość. Dzisiaj w szkołach – jutro w gospodarce’. Zamierzeniem jest stworzenie ‘przełomowego, bezpłatnego zestawu do przedmiotu Podstawy przedsiębiorczości dla szkół średnich’. Wydaje mi się, że warto wesprzeć realizację tego projektu, bo może dzięki temu projektowi poprawi się edukacja ekonomiczna młodego pokolenia, pokolenia, które za kilka, kilkanaście lat będzie kształtowało to co będzie się dziać w Polsce. Projekt Wolna przedsiębiorczość jest działaniem długookresowym, niezwiązanym z jakąkolwiek koniunkturalną działalnością, cechującą zwłaszcza polityków myślących przede wszystkim o wygraniu następnych wyborów, a nie o tym co będzie za lat kilkanaście, czy kilkadziesiąt. Pierwsze wersje, niektórych rozdziałów planowanego podręcznika są już dostępne, np. tutaj.  

Autorzy projektu podają wiele przykładów błędów jakie znaleźli w oficjalnych podręcznikach do przedsiębiorczości. Pozwolę sobie poniżej dodać coś ze swej strony i przedstawić tylko niektóre informacje i fakty świadczące o tym jak fatalny jest poziom wiedzy na temat gospodarki oraz jak słaba jest znajomość choćby podstawowych pojęć z ekonomii w Polsce. Zacznijmy od krótkiej sondy, w której przypadkowych ludzi zapytano „Z czym kojarzy się Panu-Pani słowo PRZEDSIĘBIORCZOŚĆ?” Dwuminutowy filmik można obejrzeć tutaj

Aleksander Piński w artykule Lekcja socjalizmu (opublikowanym w numerze 22/2008 w tygodniku Wprost, wtedy kiedy jeszcze Wprost dał się czytać i miał kilku doskonałych autorów piszących na tematy gospodarcze i ekonomiczne), podaje wiele przykładów jak źle nauczani są podstaw ekonomii i przedsiębiorczości uczniowie w szkołach. Co ciekawsze problem ten nie jest czymś specyficznym dla Polski. Stefan Theil z Foreign Policy przeanalizował to jak się naucza się przedsiębiorczości i podstaw ekonomii w szkołach we Francji i Niemczech. W styczniu 2008 roku Theil stwierdził, że ‘miliony europejskich dzieci są poddawane indoktrynacji, są dezinformowane i zniechęcane do wolnego rynku”. Podobnym tropem poszedł Aleksander Piński, który przejrzał polskie podręczniki dla gimnazjów i szkół średnich. Zacytujmy co ciekawsze fragmenty z artykułu Pińskiego: „Młodzi Polacy obowiązkowy poziom edukacji mogą zakończyć z przekonaniem, że bycie przedsiębiorcą polega na wypełnianiu testów osobowości rodem z kolorowych pism, PIT-ów albo druków dla ZUS. … Przyszli pracownicy zostają … poinstruowani o zaletach przystąpienia do związków zawodowych, postraszeni widmem bezrobocia i pouczeni o zbawiennym wpływie opieki państwa, która ochroni ich przed wyzyskiwaczami. Ekonomiczne aspekty naszego członkostwa w Unii Europejskiej są przedstawiane wyłącznie w superlatywach. … w 2002 r. wprowadzono do szkół ponadgimnazjalnych obowiązkowy przedmiot – podstawy przedsiębiorczości. … W podręczniku „Działam aktywnie. Wychowanie do aktywnego udziału w życiu gospodarczym” Anny Dubieckiej, Zbigniewa Góralewicza i Piotra Piskorskiego gimnazjalistów do przedsiębiorczości zachęca na przykład Grażyna Kozyro, kierownik Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Chełmku. Radzi ona, aby dzieci odwiedziły lokalny ośrodek pomocy społecznej i dowiedziały się, jak państwo pomaga biednym. Uczniowie wyczytają też, że „gospodarka rynkowa powoduje bezrobocie”. Nie ma ani słowa o tym, że kraje, w których udział państwa w gospodarce jest najmniejszy, gdzie podatki i pozapłacowe koszty pracy są niskie, bezrobocie jest niewielkie i dotyczy głównie osób, które pracować nie chcą albo nie muszą (tzw. naturalny poziom bezrobocia). W „Podstawach przedsiębiorczości” Marii Bieleckiej, podręczniku dla uczniów liceów, zawodówek i innych szkół średnich, jeden z rozdziałów jest zatytułowany: „Czy należy korzystać z prawa zrzeszania się w związkach zawodowych?”. Autorka nie pozostawia pytania bez odpowiedzi: „Prawa człowieka nie zabezpieczają ludzi przed wyzyskiem, przed działaniem na ich szkodę przez pracodawców. Łatwo wyeliminować z zakładu niepokornych (…)”. Autorka ma także własną wizję dobrego pracodawcy: „Nie wykorzystuje pracowników do osiągania zysku tylko dla siebie”. Jej zdaniem, pracodawcy powinni się w swoich firmach podzielić władzą z pracownikami, ponieważ „demokracja w gospodarce potrzebna jest dla sprawiedliwego podziału dochodu”. …Naczelnym złem dla autorów podręczników jest postęp technologiczny, który – zdaniem większości z nich – odpowiada za wzrost bezrobocia. W jednej z książek uczniowie dostają zadanie, aby policzyć, ilu robotników pozbawiło pracy wynalezienie koparki. Wedle tej logiki, biorąc pod uwagę skalę postępu technologicznego i wzrostu wydajności pracy od początku XIX-wiecznej rewolucji przemysłowej, wszyscy żylibyśmy dziś z zasiłków. Inaczej kwestię bezrobocia wyjaśniają Barbara Stańda i Barbara Wierzbowska, autorki podręcznika dla szkół ponadgimnazjalnych „Bądź przedsiębiorczy”. Otóż za bezrobocie w Polsce odpowiadają aktywni zawodowo seniorzy („Wydłużenie wieku mobilności zawodowej powoduje blokowanie stanowisk pracy”). Osobną historią jest sposób prezentowania uczniom zagadnień ekonomicznych związanych z Unią Europejską. Na przykład w książce „Przedsiębiorczość bez tajemnic” Sylwestra Gregorczyka, Marii Romanowskiej, Agnieszki Sopińskiej i Piotra Wachowiaka wśród zadań mających utrwalić poznany materiał jest odpowiedź na pytanie: „Jakie korzyści daje obecność Polski w UE?”. O skutki negatywne nikt nie pyta, bo wedle autorów podręczników, ich – ex definitione – nie ma. Żaden uczeń w polskiej szkole nie dowie się na przykład, że za „wyrównywaniem” dochodów unijnych rolników kryją się wyższe o kilkadziesiąt procent ceny żywności, które ich rodzice płacą w sklepach … Trudno się w polskiej szkole publicznej dowiedzieć tego, że sukces na wolnym rynku zależy od pomysłowości, inicjatywy, pokonania konkurencji (która nie jest złem), czy takiego banału, że podstawowym celem biznesu jest wypracowanie zysku. Zapewne ma to związek z tym, że świat znany naszym nauczycielom nie ma nic wspólnego z wolnym rynkiem. Ten z nich, kto jest lepszy od swojego kolegi, i tak nie dostanie ani złotówki więcej, więc jak ma zrozumieć zalety konkurencji? Jak ma wytłumaczyć podopiecznym, że poza znaną mu sferą budżetową istnieje zupełnie inny świat?”

W ramach szerszej akcji pod hasłem „Matura to bzdura” młodzi ludzie przepytują innych młodych ludzi. W dwóch odcinakach (tutaj i tutaj) pt. ‘Podstawy przedsiębiorczości” pytają o podstawowe informacje odnośnie niektórych pojęć ekonomicznych, oraz ze znajomości podstawowych faktów z obecnego z życia społecznego. Oglądając te odcinki uśmiech, czy nawet śmiech, gości na twarzy, ale niestety jest to śmiech przez łzy.

Bardziej systematyczne badania dotyczące ‘świadomości i dojrzałość ekonomicznej nastolatków’ prowadzone są przez Instytut Badań Edukacyjnych. Wyniki tych badań (opisane np. tutaj) w pełni potwierdzają te obserwacje które przedstawiliśmy wcześniej.

Podobnie, co jakiś czas prowadzone badania przez różnego rodzaju instytucje pokazują mizerię wiedzy ekonomicznej Polaków. Wspomnijmy o dwóch takich badaniach. Kilka lat temu Fundacja Kronenberga sprawdziła stan wiedzy ekonomicznej Polaków i wyszło z nich np. że aż 62 proc. Polaków ocenia swoją wiedzę finansową słabo lub nawet bardzo słabo, 67 proc. nie wie, czym jest karta kredytowa.

Ciekawy raport (którym dysponuję, ale którego niestety nie znalazłem w sieci, dlatego pozwolę go sobie udostępnić tutaj) na temat ‘Wiedzy ekonomicznej mieszkańców Polski’ przedstawiło w 2006 roku Centrum Psychologii Ekonomicznej i Badań Decyzji, Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego (obecnie Akademia Leona Koźmińskiego). Nie sposób tutaj omówić całości tego raportu, dlatego przytoczę tylko wyniki odpowiedzi na kilka pytań.

  1. Przedsiębiorczość jest to zarządzanie i bycie menedżerem w jakiejś firmie – 67,2% odpowiedziało, że zdecydowanie tak lub raczej tak, a jedynie 28,2%, że nie.
  2. Przedsiębiorczość jest to podejmowanie się różnych prac aby zarobić parę złotych – 66,2% odpowiedziało zdecydowanie tak lub raczej tak, 31,6%, że nie.
  3. O tym ile i na co Państwo wyda pieniędzy decyduje Narodowy Bank Polski – zdecydowanie tak lub raczej tak odpowiedziało 47,9%, nie 39%, trudno powiedzieć 13,1%.
  4. Aby zmniejszyć bezrobocie rząd powinien budować nowe zakłady i fabryki i zapewnić w nich miejsca pracy dla bezrobotnych – zdecydowanie tak lub raczej tak odpowiedziało 88% pytanych, a jedynie 10,9% odpowiedziało nie.
  5. Aby podnieść poziom najniższych zarobków parlament powinien ustawowo zwiększyć wynagrodzenie minimalne – zdecydowanie tak, lub raczej tak odpowiedziało 90,4% pytanych, 7,5% odpowiedziało nie.
  6. Aby zwiększyć wydajność pracy należy zwiększyć wynagrodzenia pracownikom – 51,9% zdecydowanie tak, 42,2% raczej tak, a 4,4% nie.

Joanna Papuzińska przyjrzała się obrazowi przedsiębiorcy w polskiej literaturze ostatniego stulecia i opisała to w artykule ”Przedsiębiorca w literaturze czyli sukces potępiony„. Jak pisze ona w tym artykule: „nieodparcie dochodzę do wniosku, że bohater pracowity, energiczny i zamożny – jednym słowem, człowiek sukcesu – tylko pod jednym warunkiem może uzyskać akceptację autora. Mianowicie, jeśli porazi go jakaś niewyobrażalna klęska. … Klęskę osobistą ponosi Wokulski z „Lalki” Prusa, katastrofą kończą się działania młodych inwestorów z „Ziemi obiecanej” Reymonta. Klęska spotyka też wielce pracowitego Niechcica z „Nocy i dni” Dąbrowskiej.” Papuzińska przytacza dwa cytaty z „Przedwiośnia” Żeromskiego: „Para się przemysłem. Handluje. Bogacz. Spryciarz pierwszej klasy”, „…był progenitury szynkarskiej, czy małomiasteczkowo-paskarskiej, wskutek czego zawsze śmierdział pieniędzmi„.

Zdaniem Papuzińskiej, w podobnym duchu, jak np. były legionista, a późniejszy komunista, Władysław Broniewski, który pisał: „Tuczą się Łodzią tłuste Scheiblery…”, piszą też współcześni autorzy (‘młodzi gniewni’), którzy zwykle „przedstawiając ludzi zamożnych jako tłustych łysoli, w kosztownych garniturach, jeżdżących samochodami najlepszych marek. … Jak w najgorszych komunistycznych „agitkach”, demaskują z pasją bezwzględnych pracodawców, wyzyskujących personel, okrutnych egzekutorów długów, biadają nad dewastacją życia rodzinnego z powodu zaangażowania rodziców w tworzenie własnych firm. Właściwie wszystko, co kojarzy się już nie tylko z sukcesem, ale nawet z próbą sięgnięcia po sukces w biznesie jest przedmiotem potępienia”.

Papuzińska zwraca uwagę, że konsekwencją takiego obrazu przedsiębiorcy jest życzliwe traktowanie biedy i ubogich: „w naszej literaturze brak refleksji, obecnej np. w wiktoriańskiej (XIXw.) Anglii, gdzie rozróżniano ubogich zasługujących na wsparcie i takich, którzy na nie n i e zasługują. W polskiej literaturze bieda traktowana jest jak jakieś zrządzenie losu. Tak wygląda np. świat popegieerowski, np. w powieści Kazimierza Orłosia („Drewniane mosty”). Przyczyny ubóstwa tkwią w literaturze zawsze p o z a ubogimi.”

Dlatego dobrą ilustracją wniosków Joanny Papuzińskiej jest zamieszczony tam rysunek, który przedstawiam poniżej:

ChceBycBiednym

Przykładów słabej wiedzy Polaków i nieprawdziwego obrazu przedsiębiorczości można mnożyć. Kilkunastoletnie doświadczenie z nauczania podstaw przedsiębiorczości w polskich szkołach pokazują, że nie można liczyć na inicjatywę państwowych instytucji na to by sytuacja uległa poprawie. Dobrym zatem krokiem jest ‘wzięcie sprawy w swoje ręce’, jak to próbuje czynić Instytut Misesa. Dlatego wydaje mi się, ich projekt ‘Wolna przedsiębiorczość. Dzisiaj w szkołach – jutro w gospodarcewart jest wsparcia, także finansowego. 

Richard M. Ebeling opublikował dzisiaj esej o wielkiej aktualności, opublikowanej ponad 100 lat temu, książki Ludwika von Misesa Teoria pieniądza i kredytu. W podobnym duchu pisałem dwa lata temu we wstępie do polskiego wydania tej książki. Pomyślałem, że warto zamieścić ten wstęp na blogu. Co czynię poniżej. 

Teoria pieniądza i kredytu jest pierwszym traktatem ekonomicznym Ludwiga von Misesa, została opublikowana przez niego w 1912 roku.[1] Pracował nad tą książką przez pięć lat, szczególnie intensywnie w ostatnich dwóch latach, kiedy to nie napisał żadnego innego artykułu, poświęcając się wydaniu tej książki jak najszybciej, bo czuł zbliżającą się wojnę. Warto uświadomić sobie, że książka ta opublikowana została na rok przed utworzeniem banku centralnego w Stanach Zjednoczonych. Powołanie Systemu Rezerw Federalnych (Fed) w 1913 roku było przełomowe dla praktyki systemu monetarnego i bankowego w XX wieku, wiele z negatywnych skutków funkcjonowania Fedu przewidzianych zostało przez Misesa w jego traktacie.

Pisanie manuskryptu skończył Mises w połowie grudnia 1911 roku. Tytuł oryginału niemieckiego to Theorie des Geldes und der Umlaufsmittel.[2] Mises zdecydował się opublikować tę książkę w prestiżowym wydawnictwie z Lipska, Duncker & Humblot.[3] Książka trafiła do sprzedaży bardzo szybko, bo już 14 czerwca 1912 roku. Mises w swoich Wspomnieniach (2007, s. 99)[4] pisze: „Tak jak się spodziewałem, lokalne czasopisma i niemieccy naukowcy przyjęli moją książkę z najwyższą dezaprobatą. Wcale się tym nie przejąłem. Wiedziałem, że moje poglądy są słuszne i rychło się przebiją. Ze zgrozą obserwowałem, jak świat zmierza na próg katastrofy, którą sam przepowiadałem.”

Chyba pierwszym znanym ekonomistą, który z uznaniem napisał o dziele Misesa był Amerykanin Beniamin M. Anderson w wydanej w 1917 roku książce Wartość pieniądza (The Value of Money).[5] W późniejszych latach docenili to inni wybitni badacze (za Hülsmann, 2007).[6] Max Weber uznał traktat Misesa za „najbardziej akceptowalną teorie odnoszącą się do problemów monetarnych”[7]; Schumpeter chwalił ją za „moc przekonywania i oryginalność”[8], a Albert Hahn stwierdził, ze Mises „nigdy nie poddaje się pokusom poszukiwania fikcyjnych abstrakcji, ale stoi na twardym gruncie faktów”[9].

Opublikowanie Teorii pieniądza i kredytu umożliwiło Misesowi nauczanie na uniwersytetach w Austrii[10] (także i pod tym względem możemy powiedzieć, że Mises kontynuował tradycje Carla Mengera, który też miał możliwość uczenia na uniwersytetach po opublikowaniu jego oryginalnej teorii pieniądza – później zawartej jako rozdział 8 w jego Zasadach ekonomii).

Z wydaniem traktatu Misesa wiąże się ciekawa historia w którą uwikłany jest John Maynard Keynes, uznawany przez ekonomistów ortodoksyjnych za największego ekonomistę XX wieku. J.M. Keynes omówił pierwsze wydanie książki Misesa w opublikowanym już po wybuchu wojny numerze najważniejszego brytyjskiego czasopisma z ekonomii, wydawanego przez Uniwersytet w Cambridge, Economic Journal, którego zresztą wtedy był redaktorem naczelnym[11]. Keynes pochwalił Misesa za jego erudycję i oczytanie, a o książce napisał, że „posiada niewątpliwe zalety … i jest kształcąca w najwyższym stopniu”. Jednakże ogólnie, Keynes był bardzo zawiedziony, bo książka wydawała mu się “niekonstruktywna” i „nie bardzo oryginalna”, dodał jeszcze, że „odkłada się ją z uczuciem zawodu, że autor, człowiek tak inteligentny, uczciwy i oczytany, powinien, mimo wszystko, postarać się wyjaśnić nieporozumienia związane z fundamentami poruszanego problemu”[12]

Po szesnastu latach Keynes w przypisie swojej książki Traktat o pieniądzu (Keynes, 1930, A Treatise on Money, 2 vols, London: Macmillan, s. 199 przyp. 2) napisał: „po niemiecku rozumiem dobrze tylko to, co już wiem, dlatego nowe idee przedstawione w tym języku są mi raczej niedostępne ze względu na barierę językową.”[13]. Rothbard skomentował to pisząc: „Niesłychany tupet. To był cały Keynes: recenzować książkę napisaną w języku, w którym nie jest się w stanie pojąc nowych idei, a w dodatku zaatakować tę książkę za to, że nie zawiera nic nowego. Jest to szczyt arogancji i nieodpowiedzialności.” Natomiast Hayek w 1956 roku skomentował to znacznie łagodniej: „Wiele cierpień świat by uniknął, gdyby lord Keynes znał niemiecki odrobinę lepiej.”[14]

W 1924 roku ukazało się drugie wydanie traktatu Misesa w którym dokonał kilku zmian, przede wszystkim w kierunku ‘nie-psychologicznej teorii wartości’ (za Hülsmann, 2007, s. 402 i 591). Przykładowo, w pierwszym wydaniu Mises napisał: “Jako odczucie, wartość nie może być mierzona; jest jednak możliwe porównanie go z innymi, podobnymi odczuciami”.[15] Natomiast w drugim wydaniu z 1924 roku uznał wartość jako wynik działania, a nie uczuć i zamiast powyższego zdania napisał: „Akt wartościowania nie poddaje się jakimkolwiek metodom pomiaru”[16].

W 1953 roku ukazało się amerykańskie wydanie ‘Teorii pieniądza i kredytu’, co do istoty teoretycznego podejścia niezmienione, jedynie poszerzone i uzupełnione o doświadczenia ostatnich kilku dekad. To wydanie stało się podstawą polskiego tłumaczenia traktatu Misesa. Wydanie amerykańskie ukazało się w czterdzieści lat po wydaniu pierwszym, można nazwać je quadragesimo anno, natomiast to polskie wydanie, ukazujące się sto lat po wydaniu pierwszym może być uznane za centesimus annus (oczywiście zachowując wszelkie proporcje z papieskimi encyklikami; idąc tym skojarzeniem pierwsze wydanie Teorii pieniądza i kapitału można nazwać rerum novarum).

Mimo upływu dekad praca Misesa się nie starzeje, a wręcz przeciwnie nabiera coraz to większej aktualności. Jest ona też cenna z historycznego punku widzenia, jako że dowiadujemy się bardzo dużo o historii pieniądza, ale najważniejsze są jej możliwe odniesienia do sytuacji współczesnej. Można powiedzieć, że dzieło Misesa ‘tchnie świeżością spojrzenia’, mimo, że upłynęło od jego wydania już 100 lat. W świetle tego co Mises napisał o pieniądzu widać jak naiwnym, sztucznym i szkodliwym był projekt stworzenia fiducjarnego euro jako waluty.

Warto prześledzić opinię Misesa nt. ‘teorii ilościowej’, która odżyła za sprawą Friedmana kilkadziesiąt lat później (do teorii Friedmanowskiej ta krytyka też się donosi). Jakże aktualnie brzmią rozważania Misesa o polityce pieniężnej! Z tych rozdziałów politycy i ekonomiści powinni być odpytywani jak z katechizmu.

Długo można byłoby przytaczać fragmenty z traktatu Misesa, by jednak nie odbierać przyjemności czytania jej ograniczę się jedynie to kilku. Przyznam się, że przygotowując się do napisania tego wstępu wybrałem 25 stron najważniejszych cytatów z traktatu Misesa, którymi chciałem się w tym wstępie podzielić i na które chciałem zwrócić czytelnikowi uwagę, ze względu na ich wielką aktualność. Widząc jednak beznadziejność tego zamiaru, musze zrezygnować z tego zamiaru i mogę jedynie zachęcić do przeczytania tej książki, sami Państwo będziecie zaskoczeni jak profetyczne są myśli wyrażone przez Misesa.

W przedmowie do angielskiego wydania z 1934 roku Mises stwierdza, że „oddzielenie walut od ściśle określonego i niezmiennego parytetu złota uczyniło z wartości pieniądza zabawkę polityków”. Jakże współcześnie brzmi przesłanie Misesa z tej przedmowy sprzed 78 lat, Zgodzić się trzeba z Misesem, że „system pieniężny, który będzie stanowić fundament przyszłych porozumień, musi opierać się na złocie. Złoto nie jest idealną bazą dla systemu pieniężnego. Jak wszystkie ludzkie wynalazki, standard złota nie jest wolny od niedociągnięć; ale w obecnych warunkach nie ma innego sposobu na uwolnienie systemu pieniężnego spod zmieniającego się wpływu partii politycznych i interwencji państwa, zarówno w teraźniejszości, jak i w możliwej do przewidzenia przyszłości. A żaden system pieniężny, który nie jest wolny od tych wpływów, nie stanie się podstawą dla transakcji kredytowych.” To bardzo wyważone stanowisko. Jak wszystko na tym świecie nie jest idealne, tak jest i ze standardem złota. Warto jednak zauważyć, że (parafrazując Churchilla) zgodzić się trzeba z niemalże powszechnym stwierdzeniem, że standard złota jest najgorszym z form systemu pieniężnego, jeśli nie liczyć wszystkich innych form, których próbowano od czasu do czasu.

Warto za Misesem zauważyć, że „standard złota nie upadł. Państwo go zniosło, żeby utorować drogą dla inflacji. Cały surowy aparat opresji i przymusu – policjanci, celnicy, sądy karne, więzienia, a w niektórych państwach nawet oprawcy – musiał być wprowadzony w ruch, żeby zniszczyć standard złota. Solenne obietnice zostały złamane, wprowadzono retroaktywne prawa, otwarcie uchylono przepisy konstytucji i karty praw. A rzesze uległych pisarzy chwaliły to, co państwo zrobiło i z otwartymi ramionami przywitało nastanie milenium pieniądza fiducjarnego.” „Przewaga standardu złota polega na tym, że uniezależnia on kształtowanie się siły nabywczej jednostki pieniężnej od władzy państwowej. Odbiera „carom gospodarczym” ich najstraszliwszą broń. Uniemożliwia im prowadzenie inflacji. To właśnie z tego powodu standardu złota jest przedmiotem bezpardonowych ataków ze strony tych, którzy spodziewają się uzyskać korzyści z rzekomo niewyczerpalnego portfela państwa.

Traktat Misesa składa się z czterech części (Natura pieniądza, Wartość pieniądza, Pieniądz i bankowość, Odbudowa pieniądza), które warto przeczytać po kolei, traktując ten traktat jako swego rodzaju podręcznik, poszerzając swoją wiedzę. Można też ‘pójść trochę na skróty’ i przeglądając jedynie trzy pierwsze części, przeczytać od razu część czwartą, szukać odpowiedzi na to jak powinien wyglądać system pieniężny i finansowy po ostatnim kryzysie.

Mises już w części pierwszej zauważa, że nie ma jednomyślności co do rozumienie pieniądza, a jest nawet gorzej niż nam się wydaje bo „spór co do pojęcia pieniądza, nie da się ukryć, nie jest najbardziej chlubnym rozdziałem w historii naszej nauki”. Dalej zauważa, że „postrzeganie pieniądza jako tworu państwa i prawa jest w oczywisty sposób nie do utrzymania. … Przypisywanie państwu mocy dyktowania praw wymiany oznacza ignorowanie fundamentalnych zasad rządzących społeczeństwem korzystającym z pieniądza.”

Sam Mises odwołuje się w wydaniu amerykańskim do tego co napisał w 1912 roku, pisze mianowicie, że „powinno podejmować się starania, żeby w jak największym stopniu wyeliminować wpływ człowieka na współczynnik wymiany między pieniądzem a innymi dobrami ekonomicznymi. … Jest teraz oczywiste, że jedynym sposobem usunięcia ludzkiego wpływu na system kredytowy, jest wstrzymanie wszelkiej emisji środków fiducjarnych. …”. Nie posłuchaliśmy Misesa i głównie dlatego znaleźliśmy się w tak godnej pożałowania sytuacji na początku XXI wieku.

Wydaje się, że powinniśmy wreszcie posłuchać Misesa i przyjąć, że podstawą trwałego rozwoju społecznego (w tym także gospodarczego) jest zadbanie o to byśmy posługiwali się zdrowym pieniądzem. To przesłanie jest ponadczasowe. Jak pisze Mises, ta „zasada zdrowego pieniądza, która przyświecała XIX-wiecznym koncepcjom pieniądza i programom politycznym, stanowiła owoc klasycznej ekonomii politycznej. Była ona zasadniczym punktem liberalnego programu opracowanego przez XVIII-wieczną filozofię społeczną i propagowanego w następnym wieku przez najbardziej wpływowe partie polityczne Europy i Ameryki.” Na następnej stronie przestrzega, że „nie będziemy w stanie zrozumieć znaczenia koncepcji zdrowego pieniądza, jeśli nie zdamy sobie sprawy, że obmyślono ją jako narzędzie ochrony wolności obywatelskich przeciwko despotycznej inwazji ze strony państwa. Ideologicznie należy ona do tej samej klasy, co konstytucje polityczne i karty praw.”

Interesujące jest też zalecenie Misesa odnośnie koniecznych reform (‘odbudowy pieniężnej’). Taka reforma staje się obecnie jeszcze większą koniecznością niż kilkadziesiąt lat temu, a żeby „była możliwa, Rezerwa Federalna musi trzymać się z boku. Cokolwiek można myśleć o zaletach lub wadach ustaw dotyczących Rezerwy Federalnej z 1913 r., faktem jest, że system ten był nadużywany ze względu na nierozważną politykę inflacyjną. Nie można pozwolić, żeby instytucja lub człowiek związani w jakikolwiek sposób z wpadkami i grzechami ostatnich dziesięcioleci mogli wpływać na przyszłe warunki pieniężne.”

Konieczna jest „zmiana filozofii ekonomicznej”, paradoksalnie „ludzie narzekają na inflację, lecz entuzjastycznie popierają politykę, która nie mogłaby funkcjonować bez inflacji. Podczas gdy utyskują na nieuchronne konsekwencje inflacji, uparcie sprzeciwiają się wszelkim próbom zaprzestania lub ograniczenia wydatków deficytowych.” Postulowane przez Misesa ‘odnowienie pieniądza’ nie będzie możliwe „dopóki marnotrawstwo, ubytek kapitału i korupcja są podstawowymi cechami charakterystycznymi prowadzenia spraw publicznych.”  

Witold Kwaśnicki
Wrocław, 4 lutego 2012 r.


[1] Naturalnie zwieńczeniem wysiłków badawczych Misesa jest jego najważniejszy traktat, jego magnum opus, opublikowane w 1949 roku Ludzkie działanie (wydane po polsku przez Instytut Misesa w 2007 roku).

[2] Tytuł ten powinien być przetłumaczony jako ‘Teoria pieniądza i środków fuducjarnych’, albo ‘Teoria pieniądza i kapitału obrotowego’. Jak pisze Hülsmann (2007, s. 207), po angielsku tytuł powinien brzmieć ‘Theory of Money and Fiduciary Media’, ale niezbyt adekwatnie został przetłumaczony jako Theory of Money and Credit. Taka zmiana tytułu wydaje się, być uzasadniona. Użycie słowa ‘fiducjarny’ mogłoby zniechęcać do czytania tej książki. Jak już piszemy o wydaniach angielskich to warto zauważyć, że prace ucznia Misesa Friedricha von Hayeka o pieniądzu ukazały się po angielsku wcześniej niż Misesa: F.A. Hayek, Prices and Production (London: Routledge, 1931); Monetary Theory and Trade Cycle Theory (London: Routledge, 1933); natomiast Misesa , Theory of Money and Credit (London: Jonathan Cape, 1934); Socialism (London: Jonathan Cape, 1936).

[3] Tym samym wydawnictwie, które wydało w 1911 roku chyba najważniejsze dzieło Josepha A. Schumpetera Teorię rozwoju gospodarczego (Theorie der wirtschaftlichen Entwicklung). Warto przy okazji zauważyć, ze pierwsze wydania angielskie obu książek (Misesa i Schumpetera) ukazały się dokładnie w tym samym 1934 roku. Książka Schumpetera ukazała się po angielsku pod tytułem: The Theory of Economic Development: An inquiry into profits, capital, credit, interest and the business cycle.

[4] Ludwig von Mises, 2007, Wspomnienia, Warszawa: Fijorr Publishing

[5] Benjamin M. Anderson, The Value of Money (New York: Macmillan, 1917), p. 100: “In von Mises there seems to me to be very noteworthy clarity and power. His Theorie des Geldes und der Umlaufsmittel is an exceptionally excellent book. Von Mises has a very wide knowledge of the literature of the theory of money. He has a keen insight into the difficulties involved.”

[6] Jörg Guido Hülsmann, 2007, Mises: The Last Knight of Liberalism, Ludwig von Mises Institute.

[7] Max Weber, Wirtschaft und Gesellschaft, 3rd ed. (Tübingen: Mohr, 1947), vol. 1, § 6, p. 40.

[8] Joseph Schumpeter, “Das Sozialprodukt und die Rechenpfennige: Glossen und Beiträge zur Geldtheorie von heute,” Archiv für Sozialwissenschaften und Sozialpolitik 44 (1917–1918).

[9] Albert Hahn, review in Archiv für Sozialwissenschaften und Sozialpolitik.

[10] W 1913 roku zatrudniony został na Uniwersytecie Wiedeńskim jako privatdozent; 18 maja 1918 roku uzyskał tytuł profesora nadzwyczajnego; w latach 1920-1934 w co drugi piątkowy wieczór prowadził prywatne seminarium w swoim biurze w Izbie Gospodarczej. Uczestniczyli w nim pracownicy uniwersytetu i goście, jedynie za zaproszeniem.

[11] Economic Journal (XXIV (1914), s. 417-419)

[12] Cytaty za: Ludwig von Mises, 2007, Wspomnienia, Warszawa: Fijorr Publishing.

[13] Cytat za: Murray N. Rothbard ‘Keynes – portret człowieka’, w: Jak zrujnować gospodarkę, czyli Keynes wiecznie żywy, Warszawa: Fijorr Publishing, s. 39.

[14] Friedrich A. Hayek 1984 [1956], ‘Tribute to Ludwig von Mises’, w: Margrit von Mises, My life with Ludwig von Mises, s. 217-223, drugie wydanie. Cedar Falls, LA. Center for Future Education.

[15] Theorie des Geldes und der Umlaufsmittel, 1st ed. [Munich and Leipzig: Duncker & Humblot, 1912], s. 16.

[16] Drugie wydanie, Munich and Leipzig: Duncker & Humblot, 1924, s. 11.

Taki wpis powinien pojawiać się niemalże codziennie, bo też niemalże codziennie zdarza mi się czytać tekst zohydzający liberalizm. Ciągle zastanawiam się skąd taka postawa się bierze? Najczęściej chyba z całkowitego niezrozumienia czym liberalizm jest, ale bardzo często z chęci przyłożenie (dokopania) tym wstrętnym liberałom, bo to przecież oni są odpowiedzialni za wszelkie zło tego świata.
Jakże często ta niechętna postawa wobec liberalizmu (neoliberalizmu w istocie, bo takie słownictwo jest powszechne) przybiera formę ‘ustawiania sobie chłopca do bicia’ (o czym wielokrotnie na tym blogu pisałem).
Do dzisiejszego wpisu sprowokował mnie kolega, który podesłał mi wywiad z Paulem Craigiem Robertsem, amerykańskim ekonomistą uważanym za jednego z architektów reaganomiki. Już sam tytuł – Neoliberalizm wprowadził zachodnie gospodarki na ścieżkę samozniszczenia – ma zohydzić liberalizm. Przedstawiona tam krytyka neoliberalizmu jest o tyle uwiarygadniana, że początki neoliberalizmu datowane są przez wielu właśnie na czasy prezydentury Ronalda Reagana i premierostwa Margaret Thatcher.
Jak się jednak przyjrzeć dokładniej temu o czym mówi Roberts, to nie jest żaden neoliberalizm (choć co rusz używają tego słowa zarówno prowadzący wywiad, jak i Roberts), ale ‘kapitalizm kolesiów’, ‘kapitalizm polityczny’, kapitalizm kreatywny (o korzeniach tego typu kapitalizmu pisze tutaj). Dlaczego Roberts dokonuje takiego nadużycia? Trudno mi powiedzieć. Wydaje się, że z racji swego wykształcenia i doświadczenia zawodowego, powinien on rozumieć istotę liberalizmu, kapitalizmu i wolnego rynku.
Sam pisze o tym, jak to za prezydentury Reagana wprowadzali zasady wolnorynkowe, liberalne. Zacytujmy go: „Zaczęliśmy od podatków osobistych oraz od zysków kapitałowych. Obniżyliśmy wszystkie stawki. Tu nie chodzi tylko o to, by ludzie w sumie płacili mniej. Naszym celem było stworzenie takiej sytuacji, w której opłaca się pracować i produkować więcej niż dotychczas. Bo dotąd każdy dodatkowy dolar był opodatkowany na tyle wysoko, że nie warto było pracować więcej. A jak nie pracowano więcej, to było mniej oszczędności i mniej pieniędzy na inwestycje. Logiczny wniosek, że taki system promował bierność zamiast pracy i konsumpcję zamiast inwestycji. Więc myśmy tę sytuację odwrócili. Niższe podatki od wyższych dochodów sprawiały, że brak pracy i konsumpcja stały się nagle bardziej kosztowne. A inwestycje bardziej opłacalne. Keynesistom się to nie podobało, ale gdy zobaczyli, że nasza recepta działa, musieli złożyć broń. Bo nagle amerykańska gospodarka ruszyła z miejsca. Pojawiła się też praca. Dobra, solidna praca dla zwyczajnych Amerykanów.”
To nie przeszkadza mu powiedzieć: „Wstyd mi za neoliberalizm. Ten niewiarygodnie patologiczny kult wolnego rynku, który wprowadził zachodnie gospodarki, w tym USA, na ścieżkę samozniszczenia”. Można zadać pytanie o jakim neoliberalizmie on mówi? Gdzie w ostatnich latach, od 1990 roku, widzi on ten ‘kult wolnego rynku’?
Zacytujmy jego wypowiedzi odnoszące się, do okresu po 1990 roku i sami osadźmy, czy mówi on o sytuacji, która w jakikolwiek sposób ma odniesienie do zasad (klasycznego) liberalizmu. Przy okazji proponuję by (np. przy drugim czytaniu tych cytatów, albo najlepiej przy czytaniu całego wywiadu) wstawić tam gdzie pada słowo ‘neoliberalizm’ określenie typu ‘kapitalizm kolesiów’, lub ‘kapitalizm polityczny’ albo ‘kapitalizm kreatywny’. Według mnie wypowiedzi Robertsa będą bardziej zrozumiałe i odpowiadające rzeczywistej sytuacji i rzeczywistej krytyce.

Stwierdza on: „Korporacje w majestacie prawa mogą kupować sobie wybory oraz rządy” (od razu ciśnie się pytanie – to naprawdę postuluje liberalizm (neoliberalizm)?). Dalej: „Im bardziej neoliberalna gospodarka, tym wyższy poziom bezrobocia. Według najnowszych statystyk 40 proc. amerykańskiej populacji zarabia mniej niż 40 tys. dol. rocznie. A granica biedy w tym kraju to jakieś 24 tys. 3 proc. populacji w ogóle nie ma pieniędzy na żadne wydatki prócz pokrycia najbardziej podstawowych potrzeb. Oni właściwie nie uczestniczą w obrocie gospodarczym i są na dodatek potężnie zadłużeni. Rosną tylko dochody absolutnie najbogatszych. Tego symbolicznego już jednego procenta. Tylko czy to jest powód do radości w rzekomo najbogatszym i najpotężniejszym gospodarczo kraju na ziemi? Przecież w tej sytuacji nie ma absolutnie żadnych szans na ożywienie gospodarcze. Bo skąd ono ma się wziąć?”. (Czy to bezrobocie stworzone zostało dlatego, że w duchu liberalnym sprzyjano rozwojowi przedsiębiorczości (jak to było za Reagana) czy dlatego, że kapitalizm kolesiów zniszczył ducha przedsiębiorczości w Ameryce?)
Roberts przyznaje, że pazerność wielkich korporacji była wymuszona „przez Wall Street. Bo inwestorzy powiedzieli do firm: zobaczcie, tam są niesamowite szanse na krociowe zyski. Nadal ich nie widzicie? To my zaraz pójdziemy do waszych konkurentów i sfinansujemy im przejęcia waszego biznesu. Więc i tak wasze firmy trafią do Chin.”
Zauważa on, że „jeśli szukać autorów liberalizacji amerykańskiego sektora finansowego, to trop wiedzie tutaj wprost do dwóch nazwisk” (chodzi o Billa Clintona i George W. Busha). Roberts wspomina o zniesieniu w 1999 r. (za czasów Clintona) słynnej ustawy Glassa-Steagalla z lat 30. którą uchwalono po to, żeby ukrócić poziom spekulacji i pokusę nadużycia na rynkach finansowych. „Od tamtej pory każdy bank mógł zacząć działać w branży inwestycyjnej i używać depozytów swoich klientów do finansowania nawet bardzo ryzykownej działalności.” Czy to podejmowanie coraz to bardziej ryzykownej działalności spowodowane było liberalną zasadą, że jak podjąłeś złą decyzję to sam zapłacisz za swoją porażkę, czy raczej, tym, że państwo gwarantowało, że „zbyt duży nie może upaść”, wymuszało udzielanie kredytów osobom niewypłacalnym, czy gwarantowało wysoką ocenę papierów wartościowych gwarantowanych, w ten czy inny sposób, przez państwo?
Dalej Roberts mówi: „I deregulacyjne szaleństwo ruszyło pełną parą. Już na samym początku jego administracja zniosła regulacje derywatów (czyli instrumentów pochodnych, np. kontraktów terminowych albo swapów – red.) znajdujących się w obrocie pozagiełdowym. Potem bushowcy zdecydowali, że w ogóle nie interesuje ich ograniczanie działalności spekulacyjnej. I tak zmienił się świat finansów.” Czy to rynek zadecydował, że ‘nie interesuje go ograniczenie działalności spekulacyjnej’? Czy ludzie uwierzyli w to wszystko dlatego, ze wmówiono im, że na straży bezpieczeństwa sytemu finansowego stoją instytucje rządowe (np. Securities and Echange Commission)? To w istocie agencje rządowe gwarantowały to, że agencje ratingowe oceniały śmieciowe papiery wartościowe jako te o najwyższym ratingu.
Dalej już bez komentarzy i zadawania pytań pozwolę sobie zacytować fragmenty wypowiedzi Robertsa: „amerykańskie elity polityczne poczuły się po prostu bezkarne. Zaczął się etap hegemonicznej dominacji Stanów Zjednoczonych. Na jej potrzeby wymyślono sobie papierowego wroga w postaci rzekomego terroryzmu islamskiego. … Wielki kapitał, a zwłaszcza sektor finansowy, zainwestował wiele w to, by do globalizacji dorobić opowieść pod tytułem „To jest w interesie każdego z nas. Nikt na niej nie straci, a wszyscy zyskają”. … [a zrobili to] pieniędzmi. Wielki kapitał po prostu kupił sobie amerykańską klasę ekonomiczną. Uczynił z niej swoich lobbystów. Stworzył sieć grantów badawczych, think tanków. Niektórzy ekonomiści przechodzili wręcz do biznesu, zasiadając w zarządach spółek finansowych. Ekonomia w latach 90. i na początku XXI wieku przestała być nauką. Stała się propagandą. … To przejaw degeneracji amerykańskiego życia publicznego. Ameryka stała się państwem lobbingowym. … W USA kampanie wyborcze są finansowane z datków prywatnych. Kilka lat temu Sąd Najwyższy tylko to utwierdził, uznając, że prawo do wspierania kampanii wyborczych przez korporacje nie może być ograniczone. … W Stanach niezależnie od politycznego rozdania rządzi więc kilka potężnych organizacji lobbystycznych. Najważniejsza z nich to Wall Street, a więc banki i instytucje finansowe. Drugą jest sektor militarny oraz bezpieczeństwa. Wyjątkowo groźny dla reszty świata, co pokazały wypadki sprzed dekady. Trzeci blok to potężne lobby izraelskie. Potem jeszcze lobby górniczo-naftowe. Szczególnie wpływowe od czasów George’a W. Busha, który postawił wielu nafciarzy na czele powiązanych z rządem ogranizacji zajmujących się środowiskiem. Na tym przykładzie dobrze widać, jak działa ta „neoliberalna deregulacja”. … Bo nie ma w tym kraju żadnych wolnych mediów. … Mieliśmy kiedyś w Ameryce tysiące niezależnych od siebie tytułów. Wzajemnie się uzupełniających i niezależnych. I to był prawdziwy pluralizm. Dziś całe amerykańskie media są skoncentrowane w mniej więcej pięciu kluczowych megakoncernach. Wiem, co mówię, bo współpracowałem kiedyś blisko z „Wall Street Journal”. Dziś ten szacowny tytuł należy do… megakoncernu Ruperta Murdocha. Tymi tytułami nie rządzą już dziennikarze, tylko specjaliści od marketingu i reklamy. Zniknął też słynny mur oddzielający pion biznesowy od merytorycznego. Rząd zaś zabezpiecza się przed nadmierną krytyką ze strony tych tytułów, kontrolując system licencji na nadawanie.”
Zadam tylko pytanie do tego powyższego cytatu. Czy wszystko to o czym mówi Roberts to ma cokolwiek wspólnego z liberalizmem? Śmiem twierdzić, że jest to przeciwieństwo tego co może być wynikiem stosowania na co dzień zasad liberalnych, zasad wolnego rynku.

Może dobrze byłoby aby ci którzy z ohydą patrzą na liberalizm zapoznali się przynajmniej z podstawowymi zasadami liberalizmu, by mogli sobie sami odpowiedzieć na pytanie czym w istocie jest liberalizm? Na początek proponuję Ludwiga von Misesa, Liberalizm w klasycznej tradycji. System Społeczno-Ekonomiczny (1989, oryginalne niemieckie wydanie w 1927 r.).
W mojej Historii myśli liberalnej (której robocza wersja dostępna jest tutaj), odwołując się, właśnie do Misesa, próbowałem odpowiedzieć na pytanie:
„Czym zatem jest liberalizm? Jak pisał Ludwig von Mises (1989, s. 3):
„Liberalizm nie jest kompletną doktryna lub określonym dogmatem. Całkiem przeciwnie: jest zastosowaniem nauki do życia człowieka w społeczeństwie. I tak jak ekonomia, socjologia i filozofia nie zatrzymały się w swoim rozwoju od czasów Dawida Hume, Adama Smitha, Dawida Ricardo, Jeremy Benthama, i Wilhelma Humboldta, tak doktryna liberalizmu jest inna dzisiaj od tej, jaka była w ich czasach, nawet jeśli jej podstawowe zasady pozostały niezmienne. [...] Liberalizm jest doktryną dotyczącą całkowicie wzajemnego postępowania ludzi w stosunku do siebie w tym świecie. [...] Liberalizm nie przyrzeka ludziom szczęśliwości i zadowolenia, ale tylko możliwie najobfitsze zaspokojenie wszystkich tych pragnień, które mogą być zaspokojone rzeczami zewnętrznego świata.
Liberalizm często krytykowany jest za zbyt materialne nastawienie do człowieka. Twierdzi się, że nie ma on nic do zaoferowania dla zaspokojenia tzw. wyższych potrzeb człowieka. Trzeba być świadomym, że odpowiednia polityka społeczna może przyczynić się do polepszenia bytu materialnego, ale nigdy nie zdoła uczynić ludzi szczęśliwszymi, czy też zadowolić ich najskrytsze pragnienia.”

Liberałowie uważają wręcz, że „szczęście i zadowolenie z losu nie zależy od żywności, odzienia i mieszkania, ale przede wszystkim od wewnętrznych myśli i marzeń człowieka” (Mises, 1989, s. 4). Troszcząc się przede wszystkim o materialny byt człowieka, liberalizm nie lekceważy duchowej strony życia. Taki stosunek liberalizmu do sfery duchowej wypływa z przekonania, że żadne regulacje zewnętrzne nie mogą wpływać na to, co najwyższe i najgłębsze w człowieku. Liberałowie dążą do stworzenia odpowiednich warunków dla zaspokojenia materialnych potrzeb człowieka, traktując to jako warunek konieczny jego pełnego duchowego rozwoju. Wypływa to z ich przekonania, że „inne duchowe bogactwa nie mogą przyjść do człowieka z zewnątrz, ale z wnętrza jego własnego serca” (Mises, 1989, s. 4). To co najważniejsze w liberalizmie, to chęć stworzenia zewnętrznych warunków, koniecznych do zbudowania bogatego życia wewnętrznego. Liberałowie wierzą nie tylko w możliwości doskonalenia się ludzi ale też i w możliwości polepszania warunków zewnętrznych, w których przychodzi im żyć. Co jednak równie istotne, liberałowie są przekonani, że w perspektywie długookresowej, w toku ludzkich dziejów dokonuje się rzeczywiste doskonalenie się człowieka i poprawa jego warunków życia, przy czym okresy najszybszych zmian na lepsze doświadczane były przez cywilizacje, które umożliwiały jednostką względną swobodę działania, w imię ich własnego interesu. Liberalna wiara w możliwości doskonalenia się człowieka zakłada empiryczny i pragmatyczny stosunek do zastanej rzeczywistości, skłonności do eksperymentowania i poszukiwania coraz to lepszych rozwiązań. Pod tym względem liberałów można nazwać ewolucjonistami, bo podobnie jak w ewolucji naturalnej, lepsze rozwiązania poszukiwane są metodą prób i błędów, a znalezione rozwiązania zawsze poddawane są jak najszybszej konfrontacji z rzeczywistymi warunkami i sprawdzeniu ich przydatności w warunkach rzeczywistych. Generalnie można powiedzieć, że ideą bliską liberałom było pojęcie zmiany – już na początku XIX w. partia liberalna nazywana była „partią ruchu”, w odróżnieniu od konserwatystów, nazywanych „partią porządku”.
Mises (1989, s. 167) kończy swoją książkę o liberalizmie stwierdzeniem, które warto wielokrotnie powtarzać:
„Liberalizm nie jest religią, ani żadnym światowym poglądem, żadną partią specjalnych interesów. … Liberalizm jest czymś całkowicie różnym. Jest ideologią, doktryną wzajemnej zależności wśród członków społeczeństwa i równocześnie, zastosowaniem tej doktryny do zachowania się ludzi w aktualnym społeczeństwie. Nie obiecuje nic, co przekracza to co może być osiągnięte w społeczeństwie i przez społeczeństwo. Pragnie dać ludziom jedną rzecz, spokojny, niezakłócony rozwój materialnego dobrobytu dla wszystkich ludzi, by osłonić ich przed zewnętrznymi przyczynami bólu i cierpień, o ile to leży w mocy społecznych instytucji w ogóle. Zmniejszać cierpienia, zwiększać szczęście: to jest cel liberalizmu. …
Liberalizm … nie ma partyjnych kwiatów i nie ma żadnych kolorowych sztandarów, żadnych partyjnych pieśni, żadnych partyjnych bożków, żadnych symboli i sloganów. Liberalizm ma istotną treść i argumenty. Te muszą prowadzić do zwycięstwa.”

W tym samym czasie co Mises, w podobnym duchu o istocie liberalizmu pisał Ramsay Muir (1920, s. 15), dla którego liberalizm jest „raczej stanem umysłu, punktem widzenia, sposobem patrzenia na różne sprawy a nie ustaloną i niezmienną doktryną. Jak wszystkie żywotne wyznania, jest raczej przekonaniem duchowym a nie jakimś przepisem.”

Jak ten czas szybko leci, to już z górą 10 lat kiedy ‘kibicuję’ Fundacji Instytutu Misesa. Mam ogromny sentyment dla tego portalu, i to z kilku powodów. Instytut Misesa został założony przez mojego byłego (nawiasem mówiąc bardzo zdolnego) studenta (Mateusz, kiedy inicjował powstanie Instytutu Misesa był na drugim roku studiów), od ponad dziesięciu lat rozwijany jest przez młodych ludzi (pracujących tam dla przyjemności, głoszących ‘dobrą nowinę’ z przekonania i z osobistym, autentycznym zaangażowaniem), publikowanych jest tam mnóstwo materiałów, które z czystym sumieniem mogę polecieć jako lekturę uzupełniającą dla uczestników moich wykładów, no i sam czerpię ogromna przyjemność z czytania publikowanych tam tekstów.

Kiedy powstawał portal było tam urzekając hasło (które w kolejnych mutacjach tego portalu niestety znikło): ‘nasza misją jest sprowadzenie austriaków do domu’. Tę misję skutecznie realizują, idee szkoły austriackiej są coraz powszechniejsze w Polsce. Dziękuję za to i proszę o więcej. Kolejne mutacje  tego portalu można obejrzeć tutaj

Zaglądajcie na mises.pl i wspierajcie go: duchowo, propagując idee szkoły austriackiej  i, w miarę możliwości, finansowo.

Sto lat, sto lat … !

Kilka dni temu uczestniczyłem w debacie pt. To nie kryzys, to rezultat! zorganizowanej przez Klub Austriackiej Szkoły Ekonomii w Toruniu oraz oddział Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego w Toruniu.

Tytuł debaty jest naturalnie cytatem z Kisiela, Stefana Kisielewskiego, który odniósł to do kryzysu (albo jak to nazywali komuniście eufemistycznie ‘przejściowych trudności’) w PRLu – nie był to kryzys, to był rezultat rządów komunistycznych. Kisiel ujął krótko i zwięźle to co wykazali najpierw Ludwig von Mises i później Friederik von Hayek w trakcie tzw. debaty kalkulacyjnej w latach 1920. i 1930., o niemożliwości rozwoju gospodarki socjalistycznej.

Przy okazji zachęcam do poczytania Kisiela i o Kisielu. Można zacząć od:


http://www.stefan_kisielewski.republika.pl/


http://pl.wikipedia.org/wiki/Stefan_Kisielewski

Wracając do głównego tematu debaty.  Nie będę tutaj opisywał tego co powiedziałem w trakcie spotkania, będzie to raczej prezentacja głównych punktów, prezentacja notatek do tej debaty. Warto zatem od razu powiedzieć, że za kryzys odpowiedzialna jest chciwość i pazerność ludzka (zwłaszcza tych z Wall Street), generalnie egoistyczne, samolubne zachowanie człowieka. Do tego należy naturalnie dodać globalizację, neoliberalizm i wprowadzenie (wymuszenie) w latach 1990 tzw. Konsensusu Waszyngtońskiego (czyli te wstrętne dwie instytucje Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy). Do pełnego obrazu przyczyn kryzysu należy dodać zbyt daleko idącą deregulację rynków finansowych (co powiązane jest z neoliberalną polityką rządów, zwłaszcza USA i WB) oraz szybki rozwój technologii informacyjnych i telekomunikacyjnych (dzięki czemu kapitał szybko mógł wędrować  z jednego końca świata na drugi).

No dobra, koniec wygłupów i bawienia się w Stiglitzów i Krugmanów.

Powszechnie przyjmuje się, że za kryzys, który zaczął się w Stanach Zjednoczonych, odpowiedzialna jest nadmierna akcja na rynku kredytów hipotecznych, tzw. subprime credits. I to jest częściowo racja. Tutaj można powiedzieć, że od dawna, co najmniej od 100 lat, ekonomiści Szkoły Austriackiej wskazywali, ze podstawową przyczyną kryzysów jest nadmierna kreacja pieniądza, np. przez rozpasaną akcję kredytową. Problematyki kredytów hipotecznych nie będę rozwijać, pisano o tym wiele, ale trochę przekornie polecę posłuchanie głosu dwóch brytyjskich komików, którzy w 2008 roku, u zarania kryzysu, w sposób dowcipny, ale jakże słuszny opisali to zjawisko; polecam:



Od dawna powtarzam, że obecny kryzys jest przede wszystkim kryzysem wartości, kryzysem moralności, kryzysem etycznym. Zapomnieliśmy co znaczą takie pojęcia jak odpowiedzialność, honor, dane słowo, wywiązywanie się ze zobowiązań, itp.  Do dziś staje mi przed oczyma Bernard Madoff, który oskarżony o defraudacje 50 mld dolarów, w chwili aresztowania 11 grudnia 2008 roku, z pełnym uśmiechem i rozbrajającą szczerością powiedział, że to był jeden wielki szwindel. Przez 13 lata  jego firma Investment Securities LLC nie zainwestowała nic w jakiekolwiek papiery wartościowe, a cała jej działalność polegała na pobieraniu pieniędzy od jednych i wypłacaniu ich innym uczestnikom tej piramidy finansowej. Oczywiście Madoff wykorzystał swoją wcześniejsza pozycję znanego ‘urzędnika publicznego’.

Gdzie były instytucje państwowe, które wmawiały ludziom, że to one stoją na straży stabilności systemu finansowego i dbają o bezpieczeństwie pieniędzy obywateli (w Stanach zwłaszcza SEC)? Zatem, by nie rozpisywać się za bardzo możemy powiedzieć, że to ‘Politycy i państwo odpowiedzialni są za kryzys’ (jak to ująłem w notce z  2008 roku -
http://mises.pl/blog/2008/11/25/witold-kwasnicki-za-kryzys-finansowy-odpowiadaja-politycy-i-panstwo/

To dzięki specyficznemu powiązaniu pomiędzy sferą polityki i biznesu możliwe były  (i niestety nadal są) te wszystkie przekręty, ukrywanie ewidentnych szwindli, uprawianie kreatywnej księgowości. Czy ktoś będąc wcześniej szefem wielkiego banku, obejmując stanowisko np. sekretarza skarbu, zrobi krzywdę swoim kolesiom nadal pracującym w bankach czy w finansach? Czy nawet, początkowo uczciwy polityk, będąc ministrem, premierem, czy kanclerzem, wiedząc, że za parę lat będzie musiał odejść z polityki, nie uczyni wszystkiego by zapewnić sobie dobrą posadę w prywatnej firmie (np. sprzyjając jej poprzez wprowadzenie odpowiednich regulacji prawnych)? Dopiero teraz wychodzą na jaw fakty pokazujące jak silne były (i są) powiazanie pomiędzy polityką, bankowością i agencjami ratingowymi.

Nie dziwmy się, że powstają patologie w sytuacji kiedy za oceną wiarygodności papierów wartościowych płacą nie ci którzy kupują te papiery (a tak było kiedy 100 lat temu powstawały te największe agencje ratingowe jak  Moody czy Standard & Poor) a płacą ci którzy te papiery emitują.

Kiedy państwo prowadzi od wielu dziesięcioleci politykę ‘ochrony miejsc pracy’ i stosuje co rusz zasadę ‘zbyt duży by upaść’, albo gdy w bankowości centralnej zapisana jest zasada ‘pożyczkodawcy ostatniej instancji’ to nie dziwmy się, że firmy i banki będą podejmowały coraz to bardziej ryzykowne działania (‘pokusa nadużycia’).

Obraz przyczyn kryzysu będzie pełniejszy jeśli do tego dodamy to co nazywam ‘fetyszem wskaźników’ (przekonanie biurokratów i polityków, że jak spełnione są pewne wskaźniki (np. wskaźnik kapitałowy (wskaźnik wypłacalności) wymuszony przez Basel II) to wszystko będzie dobrze), czy niemalże powszechną wiarę  w skuteczność modeli matematycznych (tutaj przepadek  LTCM, Myron S. Scholes’a i Robert C. Merton’a  jest symboliczny), oraz historię zadłużania się państw i powstania długu publicznego.

By o tym się nie rozpisywać odwołam się jedynie do moich trzech publikacji:


http://www.inepan.waw.pl/pliki/studia_ekonomiczne/Studia%202009%203-4%20Kwasnicki.pdf


http://kwasnicki.prawo.uni.wroc.pl//todownload/Ekonomista2012_3_Kwasnicki.pdf


http://www.inepan.waw.pl/pliki/studia_ekonomiczne/Studia%202012%201%2005%20Kwasnicki.pdf

Udając, że nie dosłyszałem pytania organizatorów debaty w Toruniu o tym jaka jest recepta na wyjście z kryzysu, mógłbym odpowiedzieć jak stary fundamentalista rynkowy:

„Kapitalistyczny rynek jest odpowiedzią, … przepraszam, a jakie jest pytanie?”

To jest najkrótsza odpowiedź. Jedną z zalet rynku jest to, że stale eksperymentuje (Hayek mówił o rynku, że jest to ‘procedura odkrycia’) , popełniając błędy na rynku (najczęściej w małej skali) wszyscy uczestnicy rynku uczą się i w ten sposób unika się wielkich błędów, czy wielkich katastrof. Tym różni się rynek od państwa, które jeśli już coś robi i chce rozwiązać jakiś problem to stara się robić to w sposób jak najpełniejszy, totalny. Jeśli państwo robi błędy (co zdarza się najczęściej) to są to błędy bardzo kosztowne, a co najważniejsze państwo i politycy nie uczą się na tych błędach. Tu przypomina mi się stare powiedzenie z czasów PRLu: „Kapitalizm popełnia błędy socjalne, a socjalizm błędy kapitalne.” Do tego jeszcze należy dodać swoistą postawę państwa, którą można porównać do postawy ‘bohaterskiego’ strażaka, który najpierw podpala dom a potem szybko biegnie by go ratować i gasić pożar (najpierw państwo przyczynia się do inflacji, biedy, bezrobocia, … a potem ogłasza ‘walkę z inflacją’, ’wojnę z biedą’, ‘bitwę z bezrobociem’,… – ta retoryka wojenna, używana przez urzędników państwowych i polityków jest znamienna!).

Warunkiem podstawowym (ale niestety nie tak łatwo i szybko realizowalnym, zwłaszcza po tym jakie spustoszenie w myśleniu zrobił wiek XX) jest powrót do tradycyjnych wartości etycznych i odzyskanie starego znaczenia takich słów jak honor, wolność, odpowiedzialność, wzajemne zaufanie. Do tego naturalnie należy dodać ‘poszanowanie własności prywatnej’. Nie bez powodu na swojej stronie zamieściłem: ‘Własność, wolność, odpowiedzialność i wzajemne zaufanie’.

Z tego typu postulatami łączy się potrzeba odbudowy roli rodziny, wychowania rodzinnego, odbudowy więzi rodzinnych. Kolejne działania, które powinny być podjęte to: prywatyzacja szkolnictwa, na początku wyższego a w dalszej pespektywie całkowita prywatyzacja szkolnictwa, łącznie z podstawowym; odbudowa silnego pieniądza (wbudowanie mechanizmów zapobiegających nadmiernej kreacji pieniądza – wprowadzenie czegoś na kształt standardu złota mógłby być tutaj pomocne, ale myślę, że jeśli ludzie mogliby się w pełni wykazać swoją kreatywnością to inne rozwiązania byłyby też możliwe, takim symptomem tego typu działania jest np. bitcoin).

Od zaraz należy podjąć działania zmierzające do eliminacji patologicznych relacji państwo-biznes, a temu może służyć zmniejszenie rozmiarów państwa (tak by np. fundusze publiczne nie były większe niż 10-15% PKB, w  dalszej przyszłości na poziomie kilku procent; pespektywą dalekiej przyszłości byłaby całkowita eliminacja państwa – czyli anarchokapitalizm).

A tak w ogóle, to o kryzysie moglibysmy już dawno zapomnieć i tego typu debaty nie byłyby potrzebne. gdyby pozwolono go rozwiązać  rynkowi i gdyby nie wszelkiego rodzaju keynesowskie, interwencjonistyczne działania rządów (w Ameryce i w Europie), różnego rodzaju bailouty, poluzowania ilościowe, programy pomocowe, fikcyjne pożyczki bankom komercyjnym na wykupienie obligacji państwowych. Wspominalem w poprzednim wpisie o kryzysie 1920 roku. Dlaczego nigdy nie słyszeliście o wielkim kryzysie roku 1920 – Thomas E. Woods

Robert Murphy ‘Kryzys o którym nie słyszeliście’:
http://www.pafere.org/artykuly,n660,kryzys_o_ktorym_nie_slyszeliscie_19201921.html
)

Wygląda jednak na to, że podobnie jak po Wielkiej Depresji z 1929 roku, na zakończenie kryzysu bedziemy musieli czekać kilkanaście lat. Oby tylko nie skończyło się tak jak to doświadczył świat w 1939 roku!

Notka ta ukazała się 17 października w Gazecie Prawnej:

http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/655161,kwasnicki-informatyczny-nobel-z-ekonomii.html
niestety redakcja obcięła ostatnie dwa akapity i mój ulubiony wierszyk o
Zakochanym matematyku.

Coraz mniej ekonomii w Nagrodzie imienia Alfreda Nobla z nauk ekonomicznych! W tym roku uhonorowani tą nagrodą zostali, mający prawie 90 lat, Lloyd S. Shapley i rozwijający jego teorię, o prawie 30 lat młodszy, Alvin Roth. Dostali tę nagrodę za „teorię stabilnej alokacji oraz praktykę projektowania rynku”.  Obaj są matematykami, którzy próbują zastosować opracowane przez siebie algorytmy do pewnych problemów dosyć luźno związanych z prawdziwą ekonomią. Zajmują się problemem dopasowania różnych elementów z dwóch zbiorów np. uczniów do szkół, czy lekarzy do szpitali (np. lekarze mają pewne preferencje gdzie chcieliby pracować, a szpitale preferencje jakich lekarzy chcieliby zatrudnić).  Jest to w istocie problem matematyczny i informatyczny, dlatego nie dziwi to, że  tzw. algorytm Gale’a-Shapleya jest częściej wykładany na informatyce, a nie na ekonomii. Nazywanie (tak jak to ujął Komitet Noblowski) tego ‘centralnym problemem ekonomicznym’ jest grubą przesadą. Jeżeli to jest ‘centralny problem ekonomiczny’ to ja już nie wiem czym jest ekonomia.

Na początku lat 1960. Shapley wspólnie z Davidem Galem zajmowali się problemem dopasowania kobiet i mężczyzn pragnących się pobrać i opracowali tzw. ‘algorytm stabilnych małżeństw’. Alvin Roth zaczął rozwijać teorię Shapleya  zarówno teoretycznie jak i robiąc pewne eksperymenty laboratoryjne oraz proponując zastosowania tego algorytmu do rozwiązania pewnych problemów praktycznych.

Odnoszę wrażenie, że w Komitecie Noblowskim dającym nagrody z ekonomii w coraz większej liczbie zasiadają specjaliści od teorii gier, od różnych problemów matematycznych i zaczynają sami sobie dawać nagrody za różne ‘wygibasy matematyczne’. Problemy ciekawe, a nawet fascynujące, z punktu widzenia matematyki, ale w niewielkim stopniu odnoszące się do rzeczywistości gospodarczej.

Jako liberalny ekonomista  przeżyłem swego rodzaju szok kiedy w uzasadnieniu tej nagrody przeczytałem frazę ‘…praktykę projektowania rynku’.  Delikatnie mówiąc mam duże wątpliwości czy zaprojektowanie ‘sparowania’ uczniów i szkół, lekarzy i szpitali, czy dopasowanie par małżeńskich ma wiele wspólnego z rynkiem. Użycie  przez autorów tych algorytmów słowa ‘konkurencja’ nie czyni z nich narzędzia do projektowania rynków. Wydaje mi się, że Komitet Noblowski pomylił relacje, które występują w badaniach naukowych. Kiedy inżynier ma zaprojektować jak najlepszą powierzchnie statku czy samolotu, tak by opory ruchu były jak najmniejsze, to często zwraca się do biotechnologów, którzy obserwują naturę, patrzą jak zbudowana jest np. skóra rekina, który bardzo szybko i bez oporów pływa w wodzie i zainspirowani tym naturalnym rozwiązaniem, które wypracowała ewolucja biologiczna u rekinów (delfinów, czy innych zwierząt), proponują inżynierowi  rozwiązanie tego problemu. Nawiasem mówiąc to z tej inspiracji zaprojektowano powierzchnię piłki golfowej, która daleka jest od gładkości, bo okazało się, że istotną rolę przy pokonywaniu  oporów wody czy powietrza odgrywają mikrozawirowania przy powierzchni styku. Odpowiednie zaprojektowanie tej niegładkiej powierzchni sprzyja powstawaniu takich mikrozawirowań, dzięki temu piłka golfowa leci bardzo daleko.

To co  zaproponował nagrodzić Komitet Noblowski z nauk ekonomicznych i nazywa to ‘projektowaniem rynku’ odpowiadałaby sytuacji kiedy biotechnolodzy i inżynierowie idą do rekina (delfina, foki, itp.) i przekonują go, że jego rozwiązanie nie jest najlepsze i że powinien wymienić swoją skórę. Więcej pokory panowie (bo chyba pań nie ma  w komitecie noblowskim?).  Pewne naturalne procesy (a ewolucja biologiczna i spontaniczny proces rynkowy, który też jest procesem ewolucyjnym, są tego typu naturalnymi procesami)  wypracowują znacznie lepsze i optymalniejsze rozwiązanie niż najtęższe umysły wspomagane superkomputerami.  Tyczy się to szczególnie tzw. tkanki społecznej. To całkiem niedawno matematycy wykazali (i to też upraszczając sobie problem do sytuacji dwuwymiarowej), że pszczoły faktycznie wypracowały w trakcie swej ewolucja jako gatunku optymalny algorytm budowy plastra miodu i przy minimalnym zużyciu materiału wytwarzają największą przestrzeń sprzyjającą rozrodowi.

Powinniśmy obserwować jak faktycznie funkcjonują prawdziwe rynki (czyli w istocie poznawać mechanizmy ewolucyjne) i próbować stosować te mechanizmy konkurencji rynkowej w sytuacjach w których dostrzegamy  ‘niedostatki funkcjonowania’. To już w latach 1920. i 1930. w ramach tzw. debaty kalkulacyjnej Ludwig von Mises i Friedrich von Hayek pokazali na jakie manowce może nas wyprowadzić chęć zaprojektowania systemu gospodarczego, którą to chęć wykazywali (i wykazują) socjaliści.

Na koniec tych krótkich z konieczności uwag chciałbym przedstawić wierszyk który w wielu sytuacjach cytuję. Wydaje mi się, że w dobry sposób pokazuje on jak na manowce może nas doprowadzić zbytnie zawierzenie podejściu formalnemu i matematycznemu w analizie procesów społecznych.  Co nie znaczy, że jestem przeciwny stosowaniu formalizmów, sam w swoje pracy je stosuje. Chodzi o to by stosować je rozsądnie i znać ograniczenia ich zastosowań.

Wierszyk ten Rankine napisał w 1874 roku. Warto przypomnieć, że koniec dziewiętnastego wieku to początek intensywnej matematyzacji i fizykalizacji ekonomii.  (tłumaczenie: Olga Pisklewicz (pomocni przy tłumaczeniu byli Mateusz Machaj i Jan Lewiński). Polskie tłumaczenie opublikowane w: ‘Pod prąd głównego nurtu ekonomii’ (Mateusz Machaj, red. nauk.), Warszawa: Instytut Misesa, 2010; str. 233-234)

Zakochany matematyk

William John Macquorn Rankine (1820-1872)

I.
Pewien matematyk dał sobie skraść serce,
W damie ślicznej, ponętnej zakochał się wielce.
Ponieważ zapałał zupełną miłością,
W całkowitym skupieniu nad każdą krągłością,
Mierzył i studiował proporcje podziału,
Dowodząc, że wybranka bliska ideału.

II.
Mnożył, różniczkował, rachował z zapałem,
Równania układał doprawdy wspaniałe.
Działaniami rozwiewał wszelkie niewiadome,
I rozwiązał zadanie na kompletną żonę.
Nakreślał linie jej figury i twarzy,
Licząc, że taką ją sobie wymarzył.

III.
A że każda kobieta kocha piękne dźwięki,
Obmyślił teorię zdobycia jej ręki.
Akustycznych równań użył znakomicie,
By miłosną arią przekształcić jej życie.
W istocie gdy melodię tylko zaczął grać,
Dama włosy z głowy wnet zaczęła rwać.

IV.
Pewny siebie rachmistrz, bez cienia zwątpienia,
Nie odstąpił wcale od swego liczenia.
Wywodząc, że taniec to kolejna gratka,
Której musi ulec czarowna dzierlatka,
W następnym równaniu wyprowadził walca,
A następnie polkę, jako rodzaj tańca.

V.
Symetrycznym krokiem na parkiet wyruszył
Zakładając pewnie: damę to poruszy.
Wykonując obrót wokół własnej osi,
Swój środek ciężkości niezgrabnie przenosił.
Zatem grawitacja figla mu spłatała
I upadł, aż podłoga złowróżbnie zadrżała.

VI.
Nie poddał się jednak, projektował dalej:
Miłości dowodzić należy wytrwale.
Afekt – to wiedział ze swych kalkulacji –
Musi odwzajemnić dama pełna gracji.
Przecież wszyscy wiedzą z mechaniki prawa:
Akcja równa się reakcji – ot, cała zabawa!

VII.
„Zatem niech x oznacza piękno, y – manier dobrych szereg”,
z – pomyślność”, bo szczęścia nigdy nie za wiele,
L – niech znaczy miłość”, a pojmiemy wnet,
że „L staje się funkcją xy z”.
Matematyk dostrzegł w tym potencjał wielki
I ujął w równania rachunkowe gierki.

VIII.
Postanowił scałkować jeszcze L po t.
t – to czas i perswazja, a więc stwierdził, że
„Całka oznaczona – drogą do ołtarza,
Co przedział czasowy klarownie wyraża”.
Matematyk w duszy poczuł słodką błogość:
Granicą ich uczuć będzie nieskończoność!

IX.
„Skoro Pani Algebra tak wiele wylicza
I jest w stanie określić nawet bieg księżyca,
To uczucia kobiety określi tym bardziej”,
Stwierdził matematyk i poczuł się raźniej,
Lecz dama uciekła z wojakiem wyśnionym,
A nieszczęsny logik oniemiał zdumiony.

 



  • RSS