Witold Kwaśnicki

Własność, Wolność, Odpowiedzialność i Wzajemne zaufanie

Wpisy z tagiem: nauka-polska

Kolejna impreza na której pogadają sobie, pouśmiechają się do kamer, udzielą kilku wywiadów, w kuluarach pogadają np. o tym jak by tu zrobić następną imprezkę by móc się pokazać (za publiczne pieniądze), no i … dobrze pojedzą. Jak zwykle z tego nic nie będzie, poza zmarnowanymi publicznymi pieniędzmi. Kolegom z Brukseli będzie się można pochwalić, że ‘Polska dba o innowacyjny rozwój’, będzie co napisać w sprawozdaniach i mieć ‘czyste sumienie’, że dokonuje się heroicznych wysiłków by pomagać rozwijać się Polsce.

Na papierze, w  zapowiedziach Kongresu wszystko wygląda bardzo pięknie, czytamy tam: „Wydarzenie mające na celu stworzenie otwartej platformy wymiany opinii pomiędzy wszystkimi uczestnikami-beneficjentami proinnowacyjnych działań w naszym kraju, która posłuży do wypracowania konkretnych rozwiązań, przyspieszających proces transformacji polskiej gospodarki w kierunku modelu innowacyjnego.” Tego typu pustosłowia i deklaracje słyszymy co rusz przy tego typu wydarzeniach (a jest ich ogrom i ich liczba systematycznie rośnie. Odnoszę wrażenie, że im więcej imprez mających na celu ‘pobudzenie innowacyjnego rozwoju polskiej gospodarki’ tym gorzej jest z tą innowacyjnością w Polsce). Ciekawe, że nigdy po tego typu imprezach nie ma opracowań w których przedstawiane byłoby to co zrealizowano, a o czym dyskutowano na nich?

Zwykle ‘podpórką’ takich imprez są ‘sławne’ nazwiska i tak też jest w przypadku IV Kongresu Innowacyjnej gospodarki. Mnie jednak  najbardziej rozśmieszyła  lista ‘największych innowacyjnych firm’, które były obecne na Kongresach, do których zaliczone zostały m.in. ORANGE, PGNiG, AREVA, Citi Handlowy, PKO Bank Polski, PKN Orlen.

Hasłem ostatniej edycji Kongresu było: ,,Innowacyjność – jak to robią inni? Uczmy się od najlepszych!”. Czy  pokazano, od ostatniego Kongresu, od kogo i co nauczyliśmy się? Zawsze jednak można epatować liczbami: „W ciągu dwóch dni odbyło się 10 paneli dyskusyjnych, w których udział wzięło ponad 100 wybitnych przedstawicieli nauki, biznesu i polityki. W Centrum Nauki Kopernik odwiedziło nas około 700 gości, a poprzez portal Onet Biznes i Biznes.pl oglądało nas kilka tysięcy internautów.”

 Organizatorzy chwalą się, że „przy okazji Kongresu przygotowywane i publikowane są raporty na temat stanu polskiej gospodarki, po II Kongresie na ręce Pana Prezydenta złożony został dokument, zawierający rekomendacje i wskaźniki dla obszaru innowacyjnej gospodarki, dyskusja na ten temat była kontynuowana podczas III Kongresu.” Aż się prosi zapytać: I co z tego? Czy wynalazcy w Polsce maja się lepiej, czy firmy mają sprzyjający klimat do wdrażania innowacji? Na pewno, usłyszymy, że ‘dyskusja była kontynuowana przy okazji … (tutaj wstawić odpowiedni numer) Kongresu. 

W ostatnich dniach słyszelismy o sukcesach polskich studentów:
Polskie łaziki najlepsze na pustyni w Utah (Year of Records at 2013 University Rover Challenge)
Samoloty bezzałogowe Polaków najlepsze na świecie

Mam takie retoryczne pytanie: Czy te sukcesy to wynik imprez typu ‚Kongres Innowacyjnej Gospodarki’?

Nadużywając trochę terminu zaproponowanego przez Thomasa Carlyle na określenie dziewiętnastowiecznej ekonomii, można spróbować go odnieść do współczesnej nauki jako całości. Smutkiem muszą napawać wieści świadczące coraz bardziej o tym, że nauka współczesna nie jest już taką czystą nauką, jaką postrzegaliśmy ją jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Nauką której jedynym celem jest poszukiwanie prawdy.
W Polsce już powoli przyzwyczajamy się do tego, że nadużycie, plagiat,udawanie, że ‚uprawia się naukę’ jest czymś coraz powszechniejszym. Dobrze, że chociaż niektórzy próbują się temu przeciwstawić i tropią tego typu nadużycia(patrz tutaj). Na pewno nie jest pocieszeniem to, że gdzie indziej jest podobnie. Nie będę wspominał o ‘patologicznych’ przypadkach w Chinach (choć podobno tam powoli sytuacja zmienia się na lepsze), ale szokiem jest to, że zjawisko to szerzy się w tak ‘naukowo cywilizowanych’ krajach jak Niemcy czy Wielka Brytania.  Dwa tylko przykłady z ostatnich dni: plagiat niemieckiego minister obrony Karla Theodora zu Guttenberga i skandal wokół doktoratu syna Kadafiego, Saifa al-Islama na prestiżowej London School of Economics & Political Sciences (LSE).

Paradoksem jest, że obroniony w 2008 roku doktorat Saifa Kaddafiego ma tytuł: "Rola społeczeństwa obywatelskiego w demokratyzacji globalnych instytucji zarządzających: od "miękkiej władzy" do procesu wspólnego podejmowania decyzji?". W sam raz, wypisz wymaluj, pasował w 2008 roku do społeczeństwa libijskiego. Wydawnictwo Oxford University Press planowało nawet wydanie pracy doktorskiej Saifa wformie książkowej (obecnie zawiesiło realizację tych planów). 
Jak się okazało, rok później fundacja Saifa Kaddafiego  przekazała uczelni 300 tys. funtów i obiecała dalsze fundusze na łączną sumę 1,5 mln funtów.  Wyszło też na jaw, że LSE zawarła z Libią umowę na szkolenie 400 libijskich speców od zarządzania i administratorów. Wartość kontraktu, w którego zawarciu pośredniczył Saifal-Islam, wynosi 2,2 mln funtów (3,6 mln USD).
Czy to, że ‚dotacje’ finansowe z państw arabskich, w tym Iranu i Arabii Saudyjskiej, mają dla wyższych brytyjskich uczelni rosnące znaczenie, po to by sfinansować nowe kierunki badań i być konkurencyjnymi w świecie, jest jakimkolwiek usprawiedliwieniem? Twierdzę, że nie.
Po doniesieniach prasowych,  że z doktoratem  Kaddafiego nie wszystko jest jasne, LSE zapowiedziała wszczęcie dochodzenia ws. doktoratu przyznanego synowi Kadafiego, Saifowi al-Islamowi. Jak się szybko okazało  doktorat Kaddafiemu napisał emerytowany profesor uniwersytetu w Bengazi, Ahmed Abdulhameed Menesi. W nagrodę Menesi został początkowo dyrektorem banku, a potem ambasadorem Libii w Wiedniu.

Dotychczasowy dyrektor LSE, Howard Davies, mający za sobą 30-letnią karierę w City (był wiceprezesem Banku Anglii), podał się do dymisji. Sprawę libijskich dotacji i doktoratu dla Saifaal-Islama, ma zbadać sędzia lord Woolf.  Konserwatywny poseł Robert Halfon stwierdził, że w ślad Daviesa powinna pójść cała rada zarządzająca uczelni.

A może  powinniśmy postulować (podobnie jak Robert Halfon) by w ślad Daviesa poszło wielu ‚dowodzących’ nauką polską? (Choć naturalnie powody ku temu są diametralnie inne).

Na stronie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego można obejrzeć film jak to ‘Polscy naukowcy zmieniają świat’. Przed obejrzeniem tego filmu proponuje zrobić eksperyment myślowy – wyobraźcie sobie państwo, że  jesteście wybrani przez Panią Minister na reżysera tego filmu, macie do dyspozycji (jak mniemam) duży budżet.  Co pokazalibyście, jaką formę pokazania osiągnieć polskich naukowców wybralibyście, w jakiej konwencji miałby być zrobiony taki film?
Jeśli już macie pomysł  to proponuję obejrzeć ten film, zamieszczony na stronie MNiSW.

Zaskoczeni? Wiecie już państwo  jak polscy naukowcy zmieniają świat? Jakie odnoszą sukcesy?
Przyznam się państwu, że ja dowiedziałem się z tego filmu jedynie to, że polskie panie profesorki genetyki maja zgrabne nogi, no może jeszcze, że nauka polska przede wszystkim pracuje na rzecz sportu.
Film ten skojarzył mi się na początku z najlepszymi latami propagandy PRLu. Proponuje obejrzeć: Budujemy Pałac Kultury i Nauki, oraz  Niech się świeciu 1-maja i 22 Lipca piękna data.
Z drugiej strony ten film MNiSW  trochę przypomina reklamy samochodów, w których obok błyszczących karoserii prezentują się ładne, skąpo ubrane dziewczyny. Na tej samej stronie MNiSW znajdujemy informację o tym że Ministerstwo ‘poszukuje dziewczyn przyszłości’. Dowiadujemy się tam, że „studentki kierunków ścisłych, przyrodniczych, technicznych i medycznych, które już na etapie studiów prowadzą własne badania, mogą walczyć o wysokie stypendia i wyjazdy na zagraniczne konferencje naukowe.” A całość okraszona jest następującym zdjęciem. W działaniach konkursowych Ministerstwo współpracuje z miesięcznikiem ELLE. Pani redaktor naczelna ELLE powiedziała, że „[n]aszymi działaniami chcemy udowodnić, że młode pokolenie kobiet polskiej nauki jest nowoczesne, stylowe, w najlepszym rozumieniu europejskie” (w dawnych czasach wypadałoby powiedzieć ‘radzieckie’). Pani redaktor chyba wierzy ‚propagandzie sukcesu’ tzw. Strategii Lizbońskiej, czy kolejnych tzw. Programów Ramowych, budujących innowacyjne społeczeństwo Europy, które uczyniły Unię Europejską najbardziej konkurencyjną gospodarką na świecie.

Już oczami wyobraźni widzę jak urzędnicy ministerstwa, wspólnie z redakcją ELLE, organizują imprezy na których polscy naukowcy wychodzą na wybieg (jak modele i modelki ELLE) i pokazują wdzięki nauki polskiej


  • RSS