Witold Kwaśnicki

Własność, Wolność, Odpowiedzialność i Wzajemne zaufanie

Wpisy z tagiem: pkb

W wywiadzie jaki udzielił prof. Dariusz Rosati (
http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105226,12337106,Rosati__Moze_byc_zle_lub_jeszcze_gorzej__I_tylko_EBC.html
)
uderzyły mnie dwie opinie.  Pan profesor ekonomii miał powiedzieć: „Nie jesteśmy już tak odporni jak trzy lata temu. Nie mamy buforu w postaci dużych inwestycji publicznych. A prywatnych nie będzie, jeśli nie będzie wzrostu PKB”,
oraz odnośnie zawartego w tytule „tylko EBC pomoże”: „Proszę zauważyć, że prezes EBC ma kilkakrotnie większy wpływ na nastroje inwestorów niż szczyty polityczne Unii. Wystarczy, że Mario Draghi zabierze głos, nawet w sposób bardzo oględny, a rynki już wpadają w entuzjazm. To świadczy, że klucz do opanowania kryzysu leży w EBC. Rynki nie wierzą nikomu poza EBC.”

W pierwszej wypowiedzi przebija wiara w skuteczność inwestycji publicznych i interwencjonizmu państwowego. Zastanawia mnie logika ostatniego zadnia ‘prywatnych inwestycji nie będzie, jeśli nie będzie wzrostu PKB’. Co to jest PKB? Toż to właśnie to co przedsiębiorstwa (głównie prywatne) wytworzą. No, ale jeśli się myśli w keynesowskim stylu, że PKB to suma konsumpcji, inwestycji prywatnych, wydatków państwa i bilans export/import (PKB=C+I+G+X) to logika tego zdania nie zadziwia. Wystarczy rozdymać wydatki państwowe i mamy wzrost PKB! Ekonomiści tzw. głównego nurtu, często wypowiadają się w duchu: ‘Wzrost gospodarczy w ostatnim roku napędzany był konsumpcją (eksportem)’. Tak jakby sama konsumpcja  czy eksporty tworzył cokolwiek. To przedsiębiorcy muszą wytworzyć to co chciałby kupić konsument.

Odnośnie drugiego cytatu dotyczącego EBC, to chciałbym Panu profesorowi przypomnieć, że przed 2008 rokiem bardzo podobne opinie wyrażano o innym prezesie banku centralnego, myślę tutaj o ‘boskim’ Alanie Greenspanie i Fed. Rynki też nabożnie wsłuchiwały się w słowa Greenspana. Co z tego wyszło doświadczamy w ostatnich czterech latach. Oby tylko słowa prof. Rosatiego nie były prorocze!

W połowie lipca Tatu Westling z
Uniwersytetu w Helsinkach opublikował artykuł pod znamiennym w tytułem ‘Male Organ and Economic Growth: Does Size Matter?’ (czyli: ‘Organ męski
a wzrost gospodarczy: czy rozmiar ma znaczenie?’
, dostępny tutaj lub tutaj). Pierwsze wrażenie? Żart,
kpina, kandydat do IgNobla z ekonomii? 

Z metodologicznego punktu widzenia
artykuł ma wszelkie cechy dobrej naukowej roboty. Podejście typowe dla
ekonometrycznego, mainstreamowego nurtu badawczego. Tak jak w wielu tego typu
badaniach, Westling zastanawia się nad czynnikami wpływającymi na szybkość
wzrostu gospodarczego. Przypomina, że np.  z badań jakie przeprowadził Robert Barro, jeden
z najbardziej wpływowych współczesnych ekonomistów, wynika, iż wydatki rządowe i niestabilności polityczne hamują rozwój gospodarczy. Podobnie, powołując się na wiele poważnych publikacji naukowych, zauważa,
że zastanawiając się nad
rolą instytucji
politycznych Helliwell (1994) dochodzi do wniosku, że
​​demokracja nie wydaje się być odpowiedzialną za szybszy wzrost gospodarczy, ale jest związana z wyższym
poziomem PKB.
 Natomiast Jones & Schneider (2006) pokazują, że IQ może wyjaśnić zróżnicowanie
w poziomie PKB w różnych krajach.
 Stosując zatem podobne
podejście, Westling  przyjmuje za cel
swojej pracy zbadanie, czy istnieje jakaś relacja pomiędzy rozwojem
gospodarczym różnych społeczeństw a wielkością ‘męskiego organu w stanie
erekcji’.  
Wykazując się rzetelnością badawczą stwierdza, że na
tym etapie badawczym „o dokładnej przyczynowości można tylko spekulować, ale
korelacje są przekonywujące”.

Wykorzystane przez
autora dane statystyczne dotyczące rozwoju gospodarczego to solidne i powszechne
stosowane dane  odnoszące się do 121
krajów w latach 1960-1985, wykorzystywane np. w badaniach nad rozwojem gospodarczym
przez Mankiw-Romera-Weila, 1992;. Summers i Heston’a, 1988; Barro, 1991.
Natomiast dane dotyczące rozmiaru męskiego organu są też powszechnie dostępne, np.
na  stronie
http://www.everyoneweb.com/worldpenissize/
.
Z danych tych wynika, że rozmiar męskiego organu różni się niekiedy dosyć
znacznie w poszczególnych krajach (np. w Korei Południowej średni rozmiar tego
organu jest równy 9,66 cm, a w Zairze [obecnie Demokratyczna
 Republika Konga] 17,93 cm); średnia w skali całego
świata wynosi 14,5 cm. Ze względu na różnice w danych dotyczących rozwoju gospodarczego
i rozmiaru ‘organów męskich’, autor zmuszony był ograniczyć się do podzbioru odnoszącego
się do 76 krajów.
 W swoich badaniach autor korzysta ze znanego powszechnie modelu Solowa,
oczywiście uzupełnionego o dodatkową zmienną jaką jest ‘rozmiar męskiego organu’.

Najważniejsze
wyniki badawcze przedstawione przez Westlinga są następujące:

1. Zależność pomiędzy poziomem PKB w 1985 roku a rozmiarem ‘narządu męskiego’
przypomina odwróconą literę U (patrz rysunek poniżej). Najwyższy poziom PKB doświadczają
społeczności w których średnia wielkość męskiego
organu jest równy ok. 13,5 cm.
 Długość penisa wyjaśnia w ponad 15% zróżnicowanie PKB między badanymi
krajami, a wyniki są zasadne na 1% poziomie ufności.

 

 2. Średni wzrost gospodarczy w latach 1960-85 jest ujemnie skorelowany z
rozmiarem narządów męskich (patrz rysunek poniżej). Wzrost o centymetr w wymiarze
fizycznym narządu męskiego związany jest ze zmniejszenia wzrostu PKB o 5% do 7%
w latach 1960 i 1985.
 Ponadto godne uwagi jest to, że
męski organ może wyjaśnić w 20% zróżnicowanie tempa wzrostu PKB w latach
1960-1985.
 Wynikiem bezspornym, w granicach błędu
statystycznego, jest to, że
męski organ jest silniej skorelowany ze wzrostem PKB niż, uwzględniane
w modelu, instytucje polityczne.
 

 

 Autor uczciwie przyznaje, że przyczynowo-skutkowa analiza wpływu
analizowanych zmiennych jest konieczna. W jednym z podrozdziałów przedstawia on
trzy osobiste spekulacje na ten temat. W kilku miejscach stosuje nawet formalną
analizę takiego wpływu.  
 

W konkluzji, jak
na dojrzałego badacza przystało, stwierdza, że dalsze badania nad zarysowanym problemem
są pożądane, a nawet konieczne. Jest to potrzebne zarówno ze wglądów na potencjalne
możliwości predykcyjne, jak również możliwy wpływ na politykę gospodarczą.

BP opublikował dzisiaj raport Energy outlook 2030. Nie będę jednak opisywał tego raportu, jedynie zarekomenduję go, jak i całą stronę BP poświęconą analizie  światowego rynku energii. Nie odmówię sobie jednak przyjemności skomentowania jednego rysunku z tego raportu, którego kopię (za The Economist) zamieszczam poniżej.

Okres rozwoju gospodarczego związany z industrializacją wiąże się nieuchronnie z coraz to większym zużyciem energii na jednostkę wyprodukowanego produktu krajowego (PKB). Widać to wyraźnie w przypadku Stanów Zjednoczonych w XIX wieku, ale również innych państw przedstawionych na wykresie (Rosji, Indii czy Chin). Warto jednak zauważyć bardzo szybki wzrost zużycia energii na jednostkę PKB w przypadku Chin i Rosji Sowieckiej w okresie intensywnej industrializacji i wprowadzania socjalistycznej, centralnie sterowanej, gospodarki planowej. 
Ciekawsze jest jednak przeanalizowanie okresów w których obserwujemy trwałą tendencję spadku zużycia energii na jednostkę PKB. Najwcześniej, bo od drugiej dekady XX wieku, wzrost efektywności gospodarki wystąpił w USA i obecnie jest ona jedną z bardziej efektywnych gospodarek na świecie. W przypadku pozostałych krajów, jak i w skali całego świata, proces ten bezwzględnie związany jest z wprowadzeniem gospodarki rynkowej oraz globalizacją, otwarciem się tych gospodarek na konkurencje międzynarodową. W skali całego świata trend ku coraz to większej efektywności gospodarowania obserwujemy po 1980 roku (uznawanym powszechnie za początek współczesnej fali globalizacji). Bardzo wyraźnie widać to w przypadku Chin, które po potępieniu przez Deng Xiaopinga "rewolucji kulturalnej" w 1978 r., rozpoczęły swój ‚marsz ku rynkowi’ (budując tzw. ‚socjalistyczną gospodarkę rynkową’, której charakterystyczną cechą są tworzone od 1979 roku specjalne strefy ekonomiczne) oraz Indii, które w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku odrzuciły wreszcie socjalistyczne mrzonki i od 1991 roku, po reformach premiera Narasimha Rao (i ministra finansów w jego rządzie Manmohana Singha) weszły na drogę liberalnego rozwoju. Trudno jest mówić o zaawansowanej gospodarce rynkowej w Rosji, ale z pewnością rachunek ekonomiczny odgrywa w Rosji coraz większą rolę, i to jest widoczne po 1999 roku (kiedy do władzy doszedł pragmatycznie nastawiony Putin). 
Globalizacja i prorynkowe reformy sprzyjają konwergencji gospodarek w skali całego świata. Zgodnie z przewidywaniami przedstawionymi raporcie BP, po 2030 roku różnice w efektywności gospodarowania będą niewielkie. Można zadać sobie pytanie, po co nam te wszelkie (wielce kosztowne) konferencje i debaty międzynarodowe nad redukcją emisji gazów cieplarnianych, po co nam te kłótnie wokół ‚Protokołu z Kioto’? Wiele z tych problemów można rozwiązać znacznie szybciej i prościej, oraz mniejszym kosztem, promując rozwój gospodarki rynkowej w skali całego świata. Ale co wtedy robiliby politycy? Czy tak łatwo zrezygnują z możliwości debatowania o ‚walce z ociepleniem klimatu’, ‚walce z biedą’, ‚walce z … ‚ (tutaj już politycy wymyślą  coś z czym trzeba będzie walczyć) w najlepszych hotelach i w ciepłym klimacie na wyspie Bali, w Cancun, czy w innym ładnym miejscu w którym każdy z nas chciałby spędzić urlop (za publiczne pieniądze naturalnie). 

Podejrzewam, że podobny typ zależności można wykazać w przypadku innych charakterystyk rozwoju, np. stanu środowiska naturalnego. W okresie industrializacji może wystąpić lekkie pogorszenie (np. stanu środowiska naturalnego), ale generalnie rynek (zwłaszcza w fazie dojrzalej) sprzyja poprawianiu się tych charakterystyk (np. stanu środowiska naturalnego).
Sytuacja w Afryce, zwłaszcza w Afryce Subsaharyjskiej, jest wielkim wyrzutem sumienia społeczności międzynarodowej, dlatego z dużą radością przeczytałem dzisiaj informacje w The Economist o polepszeniu się sytuacji gospodarczej w wielu krajach Afryki. Wzrost gospodarczy biednych społeczeństw, a nie działania charytatywne społeczności międzynarodowej, jest warunkiem podstawowym pokonania biedy. Może to pierwszy sygnał, że kraje Afryki wyrwą się z tego zaklętego kręgu ubóstwa i biedy? Wśród dziesięciu najszybciej rozwijających się krajów na świecie (w rankingu uwzględniono jedynie kraje w których mieszka więcej niż 10 mln mieszkańców) w ostatnich dziesięciu latach jest sześć krajów z Afryki (Angola, Nigeria, Etiopia, Czad, Mozambik i Ruanda). Jak prognozuje Międzynarodowy Fundusz Walutowy w następnych pięciu latach wśród takich dziesięciu krajów będzie siedem z Afryki (Etiopia, Mozambik, Tanzania, Kongo, Ghana, Zambia i Nigeria) – pozostałe trzy to kraje azjatyckie (Chiny, Indie i Wietnam).
 

W ostatniej dekadzie szybkość wzrostu PKB w krajach Afryki Subsaharyjskiej zwiększyła się ponad dwukrotnie (z 2,4% do 5,7% rocznie) i była większa niż w krajach Ameryki Łacińskiej, ale nadal mniejsza niż w w Azji Południowo-Wschodniej. Optymistyczne jest to, że w najbliższych pięciu latach średni wzrost w krajach Afryki Subsaharyjskiej będzie większy niż w Azji. 
Najlepszą formą pomocy krajów bogatych krajom biednym jest otwarcie się na współpracę gospodarczą i zwiększenie wymiany gospodarczej z nimi. A pierwszym krokiem powinno być radykalne obniżenie taryf celnych na produkty rolne i zniesienie subsydiowania rolnictwa (zwłaszcza w Unii Europejskiej, Japonii i USA).
Ciekawe, czy to, że Afryka doświadcza tak szybkiego wzrostu nie jest zasługą Chińczyków, którzy coraz więcej inwestują w Afryce i stosują całkiem odmienną strategię współpracy niż kraje Zachodu w przeszłości i obecnie. Zachód, jak pomagał, stawiał warunki by dokonywano w tych krajach reform tak by Afryka demokratyzowała się i przestrzegała tzw. praw człowieka. W wielu sytuacjach doprowadzało to do konfliktu z tradycją i kulturą tamtych społeczeństw i było też powodem wzrostu korupcji. Chińczycy podchodzą do tego pragmatycznie, biznesowo – nie interesują ich jakieś mrzonki o prawach człowieka, demokracji, wolnościach (które przecież ‚przyjdą’ same w miarę jak kraje będą się rozwijały) a układają się z krajami afrykańskimi na zasadzie obustronnych korzyści. 

  • RSS