Witold Kwaśnicki

Własność, Wolność, Odpowiedzialność i Wzajemne zaufanie

Wpisy z tagiem: polityka

Polityka przeżywa wyraźny kryzys. Politycy nie są w stanie sprostać wyzwaniom współczesnego świata. Wiele wskazuje na to, że żyjemy w okresie przedefiniowania roli i znaczenia państwa. W ostatnich dziesięcioleciach politycy zepsuli niemalże wszystkie dziedziny w których funkcjonuje państwo. Poczynając od najważniejszych ról, tradycyjnie przypisywanej państwu, mianowicie stanowienie prawa, zapewnienie bezpieczeństwa (policja, wojsko), poprzez już uzurpatorskie role, jak opieka zdrowotna, edukacja, ‘walka z bezrobociem’, opieka nad biednymi, opieka społeczna i emerytury, a na ‘drobnych’ sprawach jak ‘budowanie więzi społecznych’, ‘budowanie społeczeństwa obywatelskiego’, kończąc.

Prawo w większości państw rozwiniętych gospodarczo jest tak skomplikowane, że już chyba niewielu je rozumie. W Stanach Zjednoczonych od 1936 roku (wcześniej nie było takiej potrzeby!) publikowany jest Federal Register, miał wtedy ok. 2 600 stron, obecnie jest to ok. 80 000 stron; podobno prawo Unii Europejskiej spisane jest na ponad 130 000 stronach. Nie wiem ile stron zajmuje spisane prawo w Polsce, ale np. ‘z obliczeń firmy Grant Thornton za 2014 r., w Polsce w 2014 roku w życie weszło łącznie 25 634 stron maszynopisu nowego prawa, nowych ustaw, rozporządzeń i innych dokumentów, które tworzą lub zmieniają obowiązujące przepisy prawa’. Kto jest w stanie to wszystko ogarnąć?

W podobnym duchu można byłoby skomentować każdą dziedzinę życia w którą zaangażowane jest państwo. Czy politycy doprowadzą do zapaści państwa? Jaki wyłoni się wtedy nowy porządek społeczny?

Coraz częściej nad tym problemem zaczynają się zastanawiać różnego rodzaju ‘think tanki’. Wczoraj dostałem w mailu informację o organizowanej przez Mises Institute konferencji pt. The end of politics, zilustrowaną bardzo wymowną grafiką, którą przedstawiam poniżej.

 The end of politics FlagBlock

Warto zastanowić się nad pytaniami zawartymi w informacji o tej konferencji, na które 5 listopada próbować będą odpowiedzieć Lew Rockwell, Robert Murphy, Jeff Deist, Roger Stone.

Wydaje mi się, że flaga amerykańska na bokach tego poobijanego bloku może być zastąpiona przez flagę jakiegokolwiek kraju europejskiego, także i Polski.

Może czas byśmy i my w Polsce zorganizowali tego typu konferencję?

Mam nawet odpowiednią grafikę, która może ilustrować informację o tej konferencji. Jeden z wierszy w tomiku Krzysztofa Konopelskiego pt. obajaja Krzysztofa Kolumba, sam autor zilustrował takim oto poobijanym słupkiem.

 Krzysztof_Konopelski_jeszcze_Polska_2007

 

Kryzys państwa jest wyraźnie widoczny w Polsce. Poziom zaufania jakimi darzymy się wzajemnie (zaufania społecznego, jak to jest nazywane przez specjalistów) jest zatrważająco niski. Bez niego nie będziemy mogli zbudować prawdziwego społeczeństwa obywatelskiego. Na to, że państwo (politycy) mogą być pomocni w budowaniu tego zaufania liczyć nie możemy. Jaki jest poziom debaty sejmowej każdy widzi. Parlamentaryzm, taki jaki moglibyśmy sobie wyobrażać i życzyć, ten zapisany w tradycji europejskiej, u nas nie funkcjonuje. Może faktycznie powinniśmy się cofnąć 500 lat i wdrożyć w życie tę ważną zasadę zawartą w konstytucji Nihil Novi, uchwalonej na Sejmie Radomskim w 1505 roku: Nihil Novi sine communi consensu (nic nowego bez zgody powszechnej). W XVI wieku nie za bardzo nam się to udało, ale teraz w dobie zaawansowanej technologicznie komunikacji społecznej byłoby to możliwe?

Nie bez przyczyny swoją stronę w internecie zatytułowałem: ‘Własność, Wolność, Odpowiedzialność i Wzajemne zaufanie’. Nie jest możliwe zbudowanie w Polsce dobrobytu i osiągnięcie zadowolenia, bez poszanowania własności prywatnej (co wiąże się także z niskimi podatkami), bez swobody wypowiedzi i swobody gospodarowania, bez powrotu do tradycyjnych zasad odpowiedzialności i wzajemnego zaufania w naszych relacjach społecznych i gospodarczych.

W dzisiaj opublikowanym przez The Economist artykule prezydent Barack Obama napisał „System polityczny w Ameryce może być frustrujący. Wierzcie mi, wiem to.” (America’s political system can be frustrating. Believe me, I know.). Myślę, że ten system polityczny jest frustrujący nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale jest tak w większości (jeśli nie we wszystkich) współczesnych krajach, w tym i w Polsce. Co zrobić by tak nie było, byśmy tej frustracji nie odczuwali? 

PS Dawno nie było wpisu, przepraszam. Wiem, że powinienem się mobilizować i mimo chronicznego braku czasu pisać; tym bardziej, że tematów i materiałów do pisanie jest sporo, a nawet ogrom.  

Łatwiej mi niekiedy napisać krótki i szybki komentarz na Facebooku, co ostatnio czynię często. Między wpisami zapraszam do siebie na
https://www.facebook.com/witold.kwasnicki.9

W jednym ze swoich wykładów Adam Smith, twórca współczesnej analizy ekonomicznej, autor opublikowanego w 1776 roku Bogactwa narodów oraz opublikowanej w 1759 roku Teorii uczuć moralnych, podał prostą receptę na harmonijny rozwój społeczny, stwierdził on że: „Bardzo mało jest wymagane by doprowadzić państwo do dobrobytu nawet z najniższego poziomu barbarzyństwa, mianowicie pokój, niskie podatki i tolerancyjne kierowanie sferą sprawiedliwości. Wszystkie formy rządów, które zbaczają z tej naturalnej ścieżki, lub które odwołują się do potrzeby zahamowania rozwoju społecznego na jakimś szczególnym etapie, są nienaturalne i po to by utrzymać się u władzy, zmuszone są odwoływać się do represji i tyranii”. Warto zatem zdać sobie sprawę z tego, że reforma podatkowa w Polsce jest jednym z wielu elementów koniecznych zmian jakie powinniśmy dokonać by wejść na trwałą ścieżkę wzrostu dobrobytu.

Od wielu lat w większości państw uprzemysłowionych, członków OECD, w tym także i w Polsce, toczy się dyskusja nad koniecznością zreformowania systemów podatkowych. Dyskusja toczy się zarówno wokół problematyki wysokości podatków (np. czy sprawiedliwym jest podatek liniowy czy progresywny, rzadko wspomina się w tym kontekście o podatku pogłównym) oraz ich struktur – czy podatki bezpośrednie (dochodowe od osób fizycznych i osób prawnych, spadków i darowizn, czynności cywilno-prawnych, rolny i leśny, od nieruchomości, od środków transportowych, od posiadanych psów) czy pośrednie (od towarów i usług, akcyzowy, od gier). W tym artykule chciałbym przedstawić pokrótce historię podatku dochodowego, bo nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, że jest on stosunkowo młodym podatkiem, który od początku jego wprowadzenia w Wielkiej Brytanii i w USA traktowany był jako podatek chwilowy, z którego należy się jak najszybciej wycofać, gdy tylko znikną powody jego wprowadzenia.

Ta nietypowa historia podatku dochodowego może być też argumentem za jego likwidacją. Innymi często używanymi argumentami za likwidacją podatku dochodowego jest jego niski udziału w ogólnych przychodach państwa (ok. 30 do 40 procent całkowitych dochodów państwa) oraz możliwość znacznego obniżenia kosztów pobierania podatków.

Podatek od dochodów osobistych ma raptem dwustuletnią historię i wprowadzany był zawsze po to by sfinansować działania wojenne. Zwykle wprowadzając go argumentowano, że po ustaniu działań wojennych będzie on wycofany. Dobrowolnie państwo wycofało się z tego podatku tylko raz, mianowicie w Wielkiej Brytanii po zakończeniu wojen napoleońskich. W 1798 roku, ówczesny premier Wielkiej Brytanii William Pitt (młodszy) zapowiedział wprowadzenie podatku od dochodów osobistych po to by zebrać fundusze na prowadzenie wojny z Francją. Uczynił to z wielką niechęcią, wbrew swojemu przekonaniu, bo uznawał, że wprowadzenie tego podatku jest wbrew zwyczajom i naturze Brytyjczyków. Podatek ten wprowadzony został w 1799 roku (wyłączając Irlandię) i objął on tylko najbogatszych: na poziomie 10% od dochodów powyżej 200 funtów, dochody poniżej 60 funtów były nieopodatkowane, a dochody pomiędzy 60 a 200 funtów opodatkowane były poniżej 10% rosnącą stopą opodatkowania (podatek ten płacony był osobiście przez obywateli w sześciu równych ratach w ciągu roku). Średni dochód Brytyjczyka w tamtym okresie to ok. 20 funtów, zatem ogromna większość Brytyjczyków nie była opodatkowana. Podatek ten został zniesiony na krótko w 1802 roku po zawarciu pokoju w Amiens, by w 1803 roku pojawić się ponownie na poziomie 5% (dochód z tego podatku był na podobnym poziomie jak przy stopie 10% a to dzięki obniżeniu dolnej granicy z 60 do 50 funtów, tak, ze liczba płacących ten podatek podwoiła się). W 1806 roku powrócono do pierwotnej stawki 10%, która utrzymywała się na tym poziomie do 1816 roku, kiedy podatek ten został zniesiony w rok po bitwie pod Waterloo. Po zniesieniu podatku wszystkie dane dotyczące jego płatników zostały spalone (ale, jak się jednak później okazało, duplikaty przekazane zostały do archiwum – King’s Remembrancer). Przez następne 26 lat Brytania obywała się bez podatku od dochodów osobistych (patrz Rysunek poniżej).

 PIT_WB

W 1842 roku podatek ten został ponownie wprowadzony przez konserwatywnego premiera Roberta Peel’a, zmuszonego uczynić ten krok przez rosnący deficyt budżetowy, spowodowany chwilowym spadkiem dochodów państwa z tytułu obniżonych taryf celnych (które niekiedy obniżono kilkusetkrotnie – ale to już materiał na inną opowieść). Peel opodatkował dochody powyżej 150 funtów rocznie. Od jego ponownego wprowadzenia w 1842 do 1885 roku zawierał się w granicach 1% do 6,7% (1855 r.) i tutaj warto zwrócić uwagę na wyraźne dwa okresy poboru podatku od dochodów w Wielkiej Brytanii. W XIX wieku i do pierwszej wojny światowej podatek ten był stosunkowo niewielki (poniżej 10%), natomiast w wieku XX byliśmy świadkami stałego wzrostu poboru tego podatku (patrz Rysunek). Ta prawidłowość obserwowana jest w innych państwach, np. w USA, o czym poniżej. Co warte podkreślenia, stałą intencją polityków w XIX wieku było jego zniesienie lub przynajmniej wyraźne zmniejszenie, kiedy tylko było to możliwe. Najczęściej przyczyną niemożności jego zniesienia czy zmniejszenia była konieczność zwiększenia wydatków wojennych.

Politycy brytyjscy XIX wieku przyjęli, że jakikolwiek wzrost podatków czy taryf celnych jest tylko przejściowy i należy go jak najszybciej likwidować. Doszli do wniosku, że trudniej jest zmniejszać już raz podniesione taryfy celne, łatwiej to uczynić z podatkiem dochodowym. Niskie taryfy celne znacznie bardziej sprzyjały rozwojowi gospodarczemu aniżeli niskie podatki bezpośrednie, dlatego też w okresach przejściowych kolejni kanclerze skarbu, dla zrównoważenia budżetu, zmniejszając cła importowe podnosili na krótko podatki dochodowe. Polityka utrzymywania niskich podatków od dochodów osobistych skończyła się w końcu XIX wieku. Wzrost podatku (do ok. 10%) po 1890 roku spowodowany był wzrostem wydatków na cele socjalne natomiast pierwsza wojna światowa wymusiła podatki powyżej 5 s. od funta dochodów (tzn. powyżej 25%). W 1918 roku stopa podatkowa osiągnęła poziom 30%. Łącznie z dodatkowymi opodatkowaniami dochodów (np. podatek od nadmiernego zysku) przychody państwa w 1918 roku z tytułu podatku dochodowego były 17 razy większe niż w 1905 roku. Wbrew wcześniejszym obietnicom, po wojnie rząd nie obniżył podatków do poziomu sprzed wojny (1 s.) zamiast tego ustalono go na poziomie 20% (tj. 4 s. od funta). By przynajmniej stworzyć pozory chęci rządu do zniesienia podatku, w 1920 roku powołano Komisję Królewska (Royal Commission), która jednak po burzliwych obradach utrzymała podatki od dochodów. Początkowo, w okresie międzywojennym, podatki te wzrosły do poziomu 25-30% by jeszcze bardziej wzrosnąć w czasie II wojny światowej, najpierw do 40% a potem nawet do 50% (10 s. od funta). Podatek ten w niewielkim stopniu (do ok. 45%) został zmniejszony po wojnie. W 1944 roku wprowadzono nowy system płacenia podatku. Zamiast płacenia go raz w roku lub dwa razy do roku pracodawcy odprowadzali odpowiednią kwotę podatku w momencie wypłaty (Pay tax As You Earn – PAYE). W XX wieku stale obniżano próg płacenia podatku, co naturalnie powodowało wzrost liczby płatników tego podatku. W XIX wieku podatki płaciło co najwyżej kilka procent społeczeństwa brytyjskiego, w 1930 roku podatki te płaciło 22%, w 1944 roku ponad 30%, a obecnie już prawie wszyscy pracujący (tj. ok. 50% społeczeństwa).

Interesujące jest to, że z formalnego punktu widzenia, Brytyjczycy nadal traktują podatek dochodowy jako podatek czasowy. Co roku prawa do poboru tego podatku wygasają 5 kwietnia, w związku z tym Parlament musi corocznie wpisywać je do prawa finansowego (Financial Act). Przez cztery miesiące, kiedy to Financial Act uprawomocnia się, pobór podatku dokonywany jest na podstawie tymczasowej ustawy o poborze podatku (Provisional Collection of Taxes Act) z 1913 roku.

Jeżeli chodzi o Stany Zjednoczone Ameryki to po raz pierwszy przymierzano się do wprowadzenia tego podatku w roku 1812, wzorowano się wtedy na prawie brytyjskim z 1798 roku. Ustalono nawet stawki na poziomie 8 i 10 procent (odpowiednio dla dochodów powyżej 60 funtów i powyżej 200 funtów). Prace były już na ukończeniu w 1814 roku, ale po podpisaniu pokoju w Ghent w 1815 roku, znikła potrzeba wprowadzenia tego podatku i z niego zrezygnowano. Kolejna próba, ale już zakończona ‘sukcesem’, dokonana została przez prezydenta Abrahama Lincolna. Podobnie jak w przypadku Wielkiej Brytanii podatek ten, wprowadzony został po to by sfinansować działania wojenne (wojnę domową w Stanach). Presja czasu uniemożliwiła dłuższą dyskusję o zasadności wprowadzenia tego podatku. Prawo podatkowe zostało podpisane przez prezydenta Lincolna 1 lipca 1862 roku, nakładało ono 3% podatek od dochodów powyżej 600 dolarów i 5% od dochodów powyżej 10 000 dolarów. W 1864 roku zwiększono stopy podatkowe i Amerykanie płacili pięcioprocentowy podatek od dochodów powyżej 600 dolarów, 7,5% powyżej 5000 dolarów oraz 10% od powyżej 10000 dolarów. Po wojnie ustalono podatek liniowy na poziomie 5% dla dochodów powyżej 1000 dolarów. W ostatnich trzech latach obowiązywania tego podatku, w latach 1870-72, podatek liniowy zmniejszono do 2,5% dla dochodów powyżej 2000 dolarów.

Podatek od dochodów w latach sześćdziesiątych XIX wieku płaciła stosunkowo niewielka liczba Amerykanów. W 1870 w USA żyło ok. 38 mln ludzi, w tym roku kwestionariusze podatkowe wypełniło 276 661 osób, czyli mniej niż 1% obywateli. Wprowadzając w życie podatek od dochodów Lincoln argumentował, że podatek ten wprowadza tylko na okres wojny, ale (jak to często bywa z działaniami rządowymi) trwał jeszcze przez 7 lat po wojnie (kongres utrzymywał, że wpływy z tego podatku potrzebne są by odbudować kraj po zniszczeniach wojennych). W 1872 roku, niechciany podatek został zlikwidowany przez prezydenta Granta w pierwszym roku po jego wyborze. Ciekawe, że wraz ze zlikwidowaniem podatku nie zlikwidowano biurokracji. Urząd podatkowy (IRS – Internal Revenue Service) pracował niemalże jak dawniej, tym razem zbierając cła i podatki od towarów i usług. By zrekompensować straty państwa z tytułu likwidacji podatków od dochodów podnoszono sukcesywnie stawki innych podatków i ceł.

Kolejny raz podatek od dochodów wprowadzono w 1894 roku za prezydentury Grovera Clevlanda (stawka podatkowa 2%). Podatek ten Sąd Najwyższy uznał 20 maja 1895 roku za niekonstytucyjny (co spotkało się z ostrą krytyką Demokratów). Po tym epizodzie, głosy autorytarian za wprowadzeniem podatku od dochodów pojawiły się dopiero w 1912 roku. Tym razem poczyniono kroki by zapobiec zarzutom niekonstytucyjności tego podatku wprowadzając w 1913 roku Szesnastą Poprawkę do Konstytucji, umożliwiającą Kongresowi nakładanie na obywateli amerykańskich podatków od dochodów. Jak twierdzą niektórzy badacze, poprawka ta wprowadzona została nielegalnie (np. William Benson „The Law That 5 Newer Was”). Szesnasta Poprawka została ‘po cichu podpisana” i uznana za legalną (mimo nie zakończonego procesu ratyfikacji przez kolejne stany) przez Sekretarza Stanu Philandera Knoxa na kilka dni przed odejściem ze stanowiska prezydenta Williama Howarda Tafta, który w istocie nic nie zrobił by sprzyjać czy przeciwstawić się tej poprawce. Od 1913 roku IRS rozrastał się do ogromnych rozmiarów, stale poszerzając zakres możliwej ingerencji w życie obywateli amerykańskich.

Artykuł V Konstytucji USA mówi, że do akceptacji poprawki wymagana jest ratyfikacja trzech czwartych stanów. W 1913 roku było 48 stanów zatem akceptacja wymagała ratyfikacji przez 36 stanów. W lutym 1913 roku Knox oświadczył, że poprawkę ratyfikowało 38 stanów włączając w to Kentucky, Kalifornmię i Oklahomę. W istocie w tych trzech stanach nie dokonano ratyfikacji (Kentucky odrzuciło poprawkę, Kalifornia jeszcze w tym czasie nie głosowała nad poprawka a Oklahoma tak sformułowała swoje orzeczenie nad ratyfikacja poprawki, że w istocie była za jej odrzuceniem). Analiza prawnicza dokumentów nad ratyfikacją wskazuje, że w istocie poprawka ta nigdy nie była legalnie wprowadzona. Obecnie toczy się dyskusja na ten temat w Stanach Zjednoczonych, ale niezależnie od tego czy sama poprawka wprowadzona została legalnie czy nie, trzeba przyjąć do wiadomości, że Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych orzekł w 1916 roku, iż wprowadzenie tego nowego podatku wynika z możliwości nałożenia przez Kongres innych podatków.

Pierwsza wojna światowa nie sprzyjała spokojnej dyskusji nad kwestą wprowadzenia nowego podatku, rząd Stanów Zjednoczonych zaangażował się w szeroko zakrojoną akcję propagandową na rzecz tego podatku, posługując się przede wszystkim retoryką patriotyczną. Zakres poboru tego podatku stale się poszerzał i pod koniec wojny ok. 80% rodzin amerykańskich płaciło podatek dochodowy.

S. G. Checkland omawiając rozwój gospodarczy dziewiętnastowiecznej Brytanii napisał, że „ … okres od 1815 do 1885 roku był dla Wielkiej Brytanii szczególnym okresem, w którym gospodarcza przedsiębiorczość znalazła doskonałą sposobność do rozwoju i czyniąc to doprowadzała do przekształcenia całego starego porządku społecznego”. Czy podobną opinię będą mogli wypowiedzieć przyszli historycy omawiając rozwój społeczno-gospodarczy państw uprzemysłowionych, w tym także Polski, w pierwszych dekadach XXI wieku?

Wrocław, 10 stycznia 2003 r.

PS Pozwalam sobie przytoczyć tę notatkę sprzed 13 lat, którą właśnie odnalazłem (nie pamiętam okoliczności jej napisania :) ), a która wydaje mi się nadal aktualna.

 

Warto przeczytać Pora posprzątać po rewolucji energetycznej. Znajdziemy tam m.in. takie stwierdzenia: „mimo masowej instalacji odnawialnych źródeł energii, których koszt paliwa wynosi zero, niemieckie ceny energii są jednymi z najwyższych w Europie i ustępują tylko duńskim. … mimo wysokich cen energii, koncerny energetyczne, mają coraz gorsze wyniki i grożą, że będą musiały zamknąć część elektrowni. …wbrew nadziejom ekologów, większe wykorzystanie elektrowni wiatrowych i słonecznych, doprowadziło w Niemczech do zwiększenia emisji dwutlenku węgla do atmosfery.”

Tak to jest kiedy dominuje polityka nad rozsądkiem gospodarczym, kiedy ręcznie steruje się procesami, które powinny rozwijać się w sposób naturalny, rynkowy.

Nie potrafią sobie poradzić z tak prostym systemem jak energetyka, a chcą wpływać na klimat w skali całego globu.

Za parę lat dojdą do wniosku, że przesadzili z tym straszeniem zagrożeniem ocieplenia się  klimatu, że jakieś tam walki z emisją CO2 nie mają sensu i … znajdą sobie coś nowego, po to by nadal hulać po świecie za publiczne pieniądze i debatować o zagrożeniach cywilizacyjnych (oczywiście w najlepszych hotelach i w ciepłym klimacie – jak np. sławna Konferencji Klimatycznej na indonezyjskiej wyspie Bali w 2007 roku).

Tak było kilkanaście lat temu ze sławną dziura ozonową. Ile to było dyskusji, konferencji, ostrzeżeń, że jeśli coś ludzkość nie zrobi by nie niszczyć ozonu to grozi nam katastrofa. Kto dziś o tym pamięta? Na całym tym humbugu zarobił tylko DuPont, który miał patent na środek zastępujący freon w lodówkach i zamrażarkach.

Na jednym z portali rządowych natknąłem się na notatkę zatytułowaną „Ułatwienia w prowadzeniu firmy”. Przyznam się, że zwykłe kiedy ktoś zapowiada coś podobnego to aż boję się o los przedsiębiorców (to chyba Ronald Reagan mówił, że ‘kiedy widzisz kogokolwiek z rządu zbliżającą się do ciebie z intencją pomocy, uciekaj jak najszybciej i jak najdalej’). Okazuja się, że nasz troskliwy rząd, a dokładniej Ministerstwo Gospodarki,  zapowiada, że w 2012 r. przedsiębiorcy mogą liczyć na „szereg udogodnień i ułatwień związanych z prowadzeniem firmy” . Najważniejszych z tych, które już zaczęły obowiązywać to (cytuje tę nowomowę):

• Zwiększenie dostępności ogólnych interpretacji podatkowych. W przypadku istnienia niejednolitego stosowania przepisów przez organy podatkowe oraz organy kontroli skarbowej, Minister Finansów będzie wydawał ogólną interpretację podatkową. Będzie to możliwe na wniosek każdego podatnika, a nie tylko z urzędu jak dotychczas.

• Wprowadzanie zwolnień i wyłączeń w zakresie podatku akcyzowego na węgiel i koks. Na tym rozwiązaniu skorzystają głównie elektrownie, elektrociepłownie, ciepłownie, przemysł hutniczy i metalurgiczny oraz zakłady energochłonne.

• Umożliwienie stosowania procedur uproszczonych z zakresu prawa celnego do wyrobów akcyzowych. Dzięki temu, skróceniu ulegnie czas obrotu towarowego zagranicą.

• Ułatwienia w kodeksie pracy – wydłużenie terminu na wykorzystanie zaległego urlopu przez pracowników do końca września.

• Skrócenie z 10 do 5 lat okresu przedawnienia należności z tytułu składek do ZUS i KRUS.

• Zmniejszenie częstotliwości drukowania i przekazywania druków RMUA.

• Zniesienie obowiązku podwójnego publikowania ogłoszenia wynikającego z Kodeksu postępowania cywilnego. Obecnie przyjęta przez sądy praktyka wskazuje, że każde ogłoszenie, które według Kpc powinno być zamieszczone w prasie, musi być jednocześnie opublikowane w Monitorze Sądowym i Gospodarczym. Dzięki przyjętej poprawce strony i uczestnicy postępowania cywilnego nie będą już ponosić dodatkowych wydatków związanych z podwójną publikacją tego samego ogłoszenia.

Już widzę oczyma wyobraźni tych radujących się przedsiębiorców. Toż to rewolucyjne zmiany i może te 100 tysiecy Polaków, którzy otworzyli w ostatnich latach swoje firmy w Niemczech (bo widocznie tam łatwiej prowadzić biznes) wrócą gromadnie do Polski!

Zaintrygowany taką aktywnością Ministerstwa Gospodarki zajrzałem na jego stronę internetową, a tam same radosne wieści. Od razu na początku dowiadujemy się, że „Misją Ministerstwa Gospodarki jest stworzenie najlepszych w Europie warunków prowadzenia działalności gospodarczej” (zastanawiam się tylko czy nie powinni ‘pójść na całość’ i starać się być najlepszymi na świecie (wszak mają doskonałe wzorce, bo zgodnie z tzw. ‘Strategią Lizbońską” Unia Europejska miała być do 2010 roku najbardziej konkurencyjną gospodarką świata (‘dogonić i przegonić Amerykę!- to jest cel; znam to z moich lat młodzieńczych, kiedy nasz ‚wielki brat’ stawiał sobie takie cele)).

Dalej ‚ministranci’ są już trochę chwalipiętami bo piszą, że „Ministerstwo Gospodarki jest profesjonalną, skuteczną oraz wiarygodną, opartą o nowe technologie instytucją, która realizuje w dialogu z partnerami społecznymi politykę gospodarczą rządu, także poprzez aktywne uczestnictwo w pracach Unii Europejskiej oraz organizacji międzynarodowych.” (tu mam drobne wątpliwości, czy aktywnie uczestnicząc w pracach Unii Europejskiej, można być profesjonalnym, skutecznym i wiarygodnym?)

Cztając dalej poczułem lekkie rozczarowanie, bo zapachniało znaną mi z dalekiej przeszłości retoryką. Mianowicie ‘priorytetami strategicznymi’ Ministerstwa Gospodarki są:

1. Wspieranie przedsiębiorczości, innowacyjności i konkurencyjności.

2. Lepsze regulacje prawne.

3. Partnerstwo dla rozwoju gospodarczego.

4. Aktywność na rynku międzynarodowym.

5. Bezpieczeństwo gospodarcze kraju.

6. Sprawna administracja.

W przypływie szaleńczej radości, że MG tak bardzo dba o polskiego przedsiębiorcę, wszedłem jeszcze do zakładki ‘Marka Polskiej Gospodarki’ (docierając do niej naoglądałem się zdjęć szefa Ministerstwa Gospodarki i naszego wicepremiera). Tam dowiedziałem się o odkryciu godnym co najmniej Nobla: „Zdecydowaliśmy się dokładniej zbadać, jak widzą Polskę zagraniczni przedsiębiorcy oraz jak polscy przedsiębiorcy postrzegają swoją pozycję za granicą. Zatrudniliśmy ekspertów do stworzenia spójnej koncepcji promocji polskiej gospodarki. Badania wykazały, że najważniejszym atutem polskiej gospodarki są ludzie, ich wiedza i umiejętności oraz otwartość na współpracę.” (podkreślenie moje; myślę, że eksperci za takie wielkie odkrycie zostali sowicie wynagrodzeni!).  Dalej jest już, tylko lepiej: „Jeżeli naszym największym aktywem w świecie biznesu jesteśmy my sami, Polacy, to musimy dumnie reprezentować Markę jako jej ambasadorzy. Połączenie talentu Polaków, w różnych sektorach gospodarki, w Polsce i za granica, stworzy pozytywny i trwały wizerunek Polski jako kraju, w którym warto realizować działania biznesowe.”

Zatem biorę się do roboty, dumnie reprezentuję Mar i zostaję ambasadorem.

Robert
Skidelsky, wpływowy i opiniotwórczy
członek
brytyjskiej Izby Lordów, a także emerytowany profesor ekonomii politycznej
Uniwersytetu Warwick, o
publikowal w połowie sierpnia komentarz  The Keynes-Hayek Rematch (polskie
tłumaczenie ukazało się jako ‚
Keynes
kontra Hayek: dogrywka
‚).

Faktycznie, jako swego
rodzaju ‘pierwsze przybliżenie’, to co obserwujemy w ewolucji oglądów ekonomicznych
może być postrzegane od połowy lat 1930. jako walka idei keynesowskich i idei hayekowskich.
Po przyznaniu Hayekowi nagrody im. Alfreda Nobla z ekonomii w 1974  i klęsce keynesizmu jako narzędzia prowadzenia
polityki gospodarczej w latach 1970.,
wydawało się, że nadejdzie ‘era Hayeka’. Przekonanie to urosło po rozpadzie imperium
sowieckiego i rozpoczęciu prorynkowych reform w wielu krajach Europy Wschodniej
i Centralnej. Jednakże ostatnie lata (zwłaszcza po 2007 roku) to wyraźny nawrót
keynesizmu.

Nie ma się czemu dziwić jeśli
tak hołubione przez media ‘intelektualne autorytety’  (wszelkiej maści Krugmany, Stiglitze, 
Skidelscy, Kołodki, Bugaje, …) propagują
  keynesizm czystej wody  i ładnymi, okrągłymi zdaniami mieszają ‘zwykłym ludziom w
głowach’. Powstrzymam się od komentarzy (bom prowincjonalny ekonomista, choć zwolennik Austriaków, ale daleki od ‚hayekowskiego fanatyka’). Jednak wytłuszczę co bardziej smakowite fragmenty
z wypowiedzi lorda Skidelsky’ego:

"Oto dlaczego Hayek przegrał w latach 30. w starciu z
Keynesem. Rzecz nie tylko w tym, że
polityka cięcia przerostów wiodła do politycznej katastrofy
– np. w
Niemczech wyniosła do władzy Hitlera. Jak zauważył Keynes, jeśli wszyscy – gospodarstwa domowe, firmy i rządy – zechcą oszczędzać, gospodarka będzie
nieuchronnie zwalniać, aż ludzie staną się za biedni, żeby oszczędzać
.


Nikt oprócz hayekowskich
fanatyków
nie ma wątpliwości, że w
2009 r. kolejnemu wielkiemu kryzysowi zapobiegła skoordynowana globalna
interwencja
. Za ratowanie banków i utrzymanie płynności finansowej wiele
rządów zapłaciło nadwerężeniem lub nawet utratą zdolności kredytowej. Ale
rośnie świadomość tego, że odchudzanie
sektora publicznego przy niskim poziomie wydatków na ten sektor oznacza lata
stagnacji, a nawet dalszy regres
.

Trzeba więc zmienić politykę. Nadzieja nie w
Europie. Prawdziwe pytanie brzmi, czy
prezydent Barack Obama będzie w stanie przywdziać szaty prezydenta Franklina
Roosevelta
.

Według keynesistów zapobieżenie kolejnym równie
głębokim kryzysom wymaga wzmocnienia
instrumentów makroekonomicznego zarządzania
. Hayekowcy nie mają nic sensownego do zaoferowania. O wiele już za
późno na ich ulubione lekarstwo – likwidację banków centralnych, rzekomego
źródła nadmiernego kredytowania. I bez nich gospodarka narażona byłaby na błędy optymizmu i pesymizmu. A
obojętność na skutki uboczne tych błędów to zła i niemoralna polityka.

Mimo więc zasług na polu filozofii wolności Hayek przegrał zasłużenie z Keynesem w
latach 30. Zasłużył też na przegraną w
obecnej dogrywce
.”


Jako
odtrutkę (ale też ‘lekcję ekonomii w pigułce’) proponuje obejrzenie dwóch
wideoklipów (dzięki staraniom Instytutu Misesa możemy także przeczytać polskie
tłumaczenie):

"Fear the Boom and
Bust" Hayek vs. Keynes

Keynes vs Hayek: Walka
Stulecia

 W
tym drugim wideoklipie (‚Walka stulecia’) zwracam uwagę na szastającą pieniędzmi postać
w tle (‘pilot helikoptera’ pojawia się ok. 7:29, a wcześniej ok. 4:35). W kontekście
tego co mówi Skidelsky warto obejrzeć fragment po 7:40 (‘kulminacja w 7:58).
Takimi metodami wygrywają keynesiści!

W
dzisiejszej Polityce Wawrzyniec
Smoczyński pisząc o kryzysie na Zachodzie zadaje pytanie  Ale kto zawinił?” Odpowiadając na to pytanie
można pisać wiele i bardzo szczegółowo (a w tych szczegółach można łatwo się zagubić).
Odpowiedź na to pytanie jest prosta (o czym pisałem jesienią 2008 roku): „Za
kryzys finansowy odpowiadają politycy i państwo
”. (Nawiasem mówiąc, opublikowania
tej notki odmówiły zarówno Gazeta Wyborcza jak i Rzeczpospolita
).

Praprzyczyną
kryzysu jest psucie pieniądza przez rządy i państwa. Szukającym odpowiedzi na
te i inne pytania związane z kryzysami i z pieniądzem polecam wydaną w 2010
roku doskonałą książkę Ferdinanda Lipsa Złoty
spisek
(wyd.
Wektory).  Lips wie co pisze, bo swoje zawodowe życie związał
z bankowością. Był współzałożycielem i dyrektorem
Rothschild Bank AG w Zurichu. W 1987 r.
otworzył swój własny bank (Bank Lips AG, także w Zurichu). Był członkiem rad
nadzorczych afrykańskich spółek wydobywczych. Jego wielką pasją 
była historia pieniądza, a o sobie zwykł
mówić ‘zatroskany obywatel świata’.

W Złotym spisku pisze: ‘Opierając się na pięćdziesięciu latach doświadczenia,
badaniu rynków i studiowaniu historii pieniądza, doszedłem do przekonania, że
zlikwidowanie dziewiętnastowiecznego standardu złota jest największą tragedią
wszechczasów. Spowodowało ono, że niemal od stu lat, świat funkcjonuje w
obrębie monetarnej ziemi niczyjej i może ostatecznie doprowadzić ludzkość do
całkowitej utraty wolności. Od tamtej pory większość ekonomistów ma klapki na
oczach.” 

W przedmowie do amerykańskiego
wydania jego książki, Lips zadaje pytanie szefom banków centralnych: „czy rzeczywiście
troszczą się państwo o to, co powinno być waszym pierwszym zadaniem, mianowicie
o ochronę siły nabywczej i integralności waluty swoich krajów? Czy naprawdę są
państwo uczciwi i dają z siebie wszystko, redukując rezerwy złota swojego kraju
tylko po to by lokować dochód w wierzytelnościach pieniężnych, które cierpią na
chroniczne suchoty i pewnego dnia przypuszczalnie nie będą mogły być zwrócone?”

Banki centralne są
instytucjami politycznymi, tyczy się to nawet tych uznawanych za najbardziej niezależne:
Deutsche Bundesbank i  
Die Schweizerische Nationalbank.

Ta polityczność banków
centralnych może być kluczem do odpowiedzi na postawione przez redaktora
Smoczyńskiego
pytanie.


  • RSS