Witold Kwaśnicki

Własność, Wolność, Odpowiedzialność i Wzajemne zaufanie

Wpisy z tagiem: reagan

Taki wpis powinien pojawiać się niemalże codziennie, bo też niemalże codziennie zdarza mi się czytać tekst zohydzający liberalizm. Ciągle zastanawiam się skąd taka postawa się bierze? Najczęściej chyba z całkowitego niezrozumienia czym liberalizm jest, ale bardzo często z chęci przyłożenie (dokopania) tym wstrętnym liberałom, bo to przecież oni są odpowiedzialni za wszelkie zło tego świata.
Jakże często ta niechętna postawa wobec liberalizmu (neoliberalizmu w istocie, bo takie słownictwo jest powszechne) przybiera formę ‘ustawiania sobie chłopca do bicia’ (o czym wielokrotnie na tym blogu pisałem).
Do dzisiejszego wpisu sprowokował mnie kolega, który podesłał mi wywiad z Paulem Craigiem Robertsem, amerykańskim ekonomistą uważanym za jednego z architektów reaganomiki. Już sam tytuł – Neoliberalizm wprowadził zachodnie gospodarki na ścieżkę samozniszczenia – ma zohydzić liberalizm. Przedstawiona tam krytyka neoliberalizmu jest o tyle uwiarygadniana, że początki neoliberalizmu datowane są przez wielu właśnie na czasy prezydentury Ronalda Reagana i premierostwa Margaret Thatcher.
Jak się jednak przyjrzeć dokładniej temu o czym mówi Roberts, to nie jest żaden neoliberalizm (choć co rusz używają tego słowa zarówno prowadzący wywiad, jak i Roberts), ale ‘kapitalizm kolesiów’, ‘kapitalizm polityczny’, kapitalizm kreatywny (o korzeniach tego typu kapitalizmu pisze tutaj). Dlaczego Roberts dokonuje takiego nadużycia? Trudno mi powiedzieć. Wydaje się, że z racji swego wykształcenia i doświadczenia zawodowego, powinien on rozumieć istotę liberalizmu, kapitalizmu i wolnego rynku.
Sam pisze o tym, jak to za prezydentury Reagana wprowadzali zasady wolnorynkowe, liberalne. Zacytujmy go: „Zaczęliśmy od podatków osobistych oraz od zysków kapitałowych. Obniżyliśmy wszystkie stawki. Tu nie chodzi tylko o to, by ludzie w sumie płacili mniej. Naszym celem było stworzenie takiej sytuacji, w której opłaca się pracować i produkować więcej niż dotychczas. Bo dotąd każdy dodatkowy dolar był opodatkowany na tyle wysoko, że nie warto było pracować więcej. A jak nie pracowano więcej, to było mniej oszczędności i mniej pieniędzy na inwestycje. Logiczny wniosek, że taki system promował bierność zamiast pracy i konsumpcję zamiast inwestycji. Więc myśmy tę sytuację odwrócili. Niższe podatki od wyższych dochodów sprawiały, że brak pracy i konsumpcja stały się nagle bardziej kosztowne. A inwestycje bardziej opłacalne. Keynesistom się to nie podobało, ale gdy zobaczyli, że nasza recepta działa, musieli złożyć broń. Bo nagle amerykańska gospodarka ruszyła z miejsca. Pojawiła się też praca. Dobra, solidna praca dla zwyczajnych Amerykanów.”
To nie przeszkadza mu powiedzieć: „Wstyd mi za neoliberalizm. Ten niewiarygodnie patologiczny kult wolnego rynku, który wprowadził zachodnie gospodarki, w tym USA, na ścieżkę samozniszczenia”. Można zadać pytanie o jakim neoliberalizmie on mówi? Gdzie w ostatnich latach, od 1990 roku, widzi on ten ‘kult wolnego rynku’?
Zacytujmy jego wypowiedzi odnoszące się, do okresu po 1990 roku i sami osadźmy, czy mówi on o sytuacji, która w jakikolwiek sposób ma odniesienie do zasad (klasycznego) liberalizmu. Przy okazji proponuję by (np. przy drugim czytaniu tych cytatów, albo najlepiej przy czytaniu całego wywiadu) wstawić tam gdzie pada słowo ‘neoliberalizm’ określenie typu ‘kapitalizm kolesiów’, lub ‘kapitalizm polityczny’ albo ‘kapitalizm kreatywny’. Według mnie wypowiedzi Robertsa będą bardziej zrozumiałe i odpowiadające rzeczywistej sytuacji i rzeczywistej krytyce.

Stwierdza on: „Korporacje w majestacie prawa mogą kupować sobie wybory oraz rządy” (od razu ciśnie się pytanie – to naprawdę postuluje liberalizm (neoliberalizm)?). Dalej: „Im bardziej neoliberalna gospodarka, tym wyższy poziom bezrobocia. Według najnowszych statystyk 40 proc. amerykańskiej populacji zarabia mniej niż 40 tys. dol. rocznie. A granica biedy w tym kraju to jakieś 24 tys. 3 proc. populacji w ogóle nie ma pieniędzy na żadne wydatki prócz pokrycia najbardziej podstawowych potrzeb. Oni właściwie nie uczestniczą w obrocie gospodarczym i są na dodatek potężnie zadłużeni. Rosną tylko dochody absolutnie najbogatszych. Tego symbolicznego już jednego procenta. Tylko czy to jest powód do radości w rzekomo najbogatszym i najpotężniejszym gospodarczo kraju na ziemi? Przecież w tej sytuacji nie ma absolutnie żadnych szans na ożywienie gospodarcze. Bo skąd ono ma się wziąć?”. (Czy to bezrobocie stworzone zostało dlatego, że w duchu liberalnym sprzyjano rozwojowi przedsiębiorczości (jak to było za Reagana) czy dlatego, że kapitalizm kolesiów zniszczył ducha przedsiębiorczości w Ameryce?)
Roberts przyznaje, że pazerność wielkich korporacji była wymuszona „przez Wall Street. Bo inwestorzy powiedzieli do firm: zobaczcie, tam są niesamowite szanse na krociowe zyski. Nadal ich nie widzicie? To my zaraz pójdziemy do waszych konkurentów i sfinansujemy im przejęcia waszego biznesu. Więc i tak wasze firmy trafią do Chin.”
Zauważa on, że „jeśli szukać autorów liberalizacji amerykańskiego sektora finansowego, to trop wiedzie tutaj wprost do dwóch nazwisk” (chodzi o Billa Clintona i George W. Busha). Roberts wspomina o zniesieniu w 1999 r. (za czasów Clintona) słynnej ustawy Glassa-Steagalla z lat 30. którą uchwalono po to, żeby ukrócić poziom spekulacji i pokusę nadużycia na rynkach finansowych. „Od tamtej pory każdy bank mógł zacząć działać w branży inwestycyjnej i używać depozytów swoich klientów do finansowania nawet bardzo ryzykownej działalności.” Czy to podejmowanie coraz to bardziej ryzykownej działalności spowodowane było liberalną zasadą, że jak podjąłeś złą decyzję to sam zapłacisz za swoją porażkę, czy raczej, tym, że państwo gwarantowało, że „zbyt duży nie może upaść”, wymuszało udzielanie kredytów osobom niewypłacalnym, czy gwarantowało wysoką ocenę papierów wartościowych gwarantowanych, w ten czy inny sposób, przez państwo?
Dalej Roberts mówi: „I deregulacyjne szaleństwo ruszyło pełną parą. Już na samym początku jego administracja zniosła regulacje derywatów (czyli instrumentów pochodnych, np. kontraktów terminowych albo swapów – red.) znajdujących się w obrocie pozagiełdowym. Potem bushowcy zdecydowali, że w ogóle nie interesuje ich ograniczanie działalności spekulacyjnej. I tak zmienił się świat finansów.” Czy to rynek zadecydował, że ‘nie interesuje go ograniczenie działalności spekulacyjnej’? Czy ludzie uwierzyli w to wszystko dlatego, ze wmówiono im, że na straży bezpieczeństwa sytemu finansowego stoją instytucje rządowe (np. Securities and Echange Commission)? To w istocie agencje rządowe gwarantowały to, że agencje ratingowe oceniały śmieciowe papiery wartościowe jako te o najwyższym ratingu.
Dalej już bez komentarzy i zadawania pytań pozwolę sobie zacytować fragmenty wypowiedzi Robertsa: „amerykańskie elity polityczne poczuły się po prostu bezkarne. Zaczął się etap hegemonicznej dominacji Stanów Zjednoczonych. Na jej potrzeby wymyślono sobie papierowego wroga w postaci rzekomego terroryzmu islamskiego. … Wielki kapitał, a zwłaszcza sektor finansowy, zainwestował wiele w to, by do globalizacji dorobić opowieść pod tytułem „To jest w interesie każdego z nas. Nikt na niej nie straci, a wszyscy zyskają”. … [a zrobili to] pieniędzmi. Wielki kapitał po prostu kupił sobie amerykańską klasę ekonomiczną. Uczynił z niej swoich lobbystów. Stworzył sieć grantów badawczych, think tanków. Niektórzy ekonomiści przechodzili wręcz do biznesu, zasiadając w zarządach spółek finansowych. Ekonomia w latach 90. i na początku XXI wieku przestała być nauką. Stała się propagandą. … To przejaw degeneracji amerykańskiego życia publicznego. Ameryka stała się państwem lobbingowym. … W USA kampanie wyborcze są finansowane z datków prywatnych. Kilka lat temu Sąd Najwyższy tylko to utwierdził, uznając, że prawo do wspierania kampanii wyborczych przez korporacje nie może być ograniczone. … W Stanach niezależnie od politycznego rozdania rządzi więc kilka potężnych organizacji lobbystycznych. Najważniejsza z nich to Wall Street, a więc banki i instytucje finansowe. Drugą jest sektor militarny oraz bezpieczeństwa. Wyjątkowo groźny dla reszty świata, co pokazały wypadki sprzed dekady. Trzeci blok to potężne lobby izraelskie. Potem jeszcze lobby górniczo-naftowe. Szczególnie wpływowe od czasów George’a W. Busha, który postawił wielu nafciarzy na czele powiązanych z rządem ogranizacji zajmujących się środowiskiem. Na tym przykładzie dobrze widać, jak działa ta „neoliberalna deregulacja”. … Bo nie ma w tym kraju żadnych wolnych mediów. … Mieliśmy kiedyś w Ameryce tysiące niezależnych od siebie tytułów. Wzajemnie się uzupełniających i niezależnych. I to był prawdziwy pluralizm. Dziś całe amerykańskie media są skoncentrowane w mniej więcej pięciu kluczowych megakoncernach. Wiem, co mówię, bo współpracowałem kiedyś blisko z „Wall Street Journal”. Dziś ten szacowny tytuł należy do… megakoncernu Ruperta Murdocha. Tymi tytułami nie rządzą już dziennikarze, tylko specjaliści od marketingu i reklamy. Zniknął też słynny mur oddzielający pion biznesowy od merytorycznego. Rząd zaś zabezpiecza się przed nadmierną krytyką ze strony tych tytułów, kontrolując system licencji na nadawanie.”
Zadam tylko pytanie do tego powyższego cytatu. Czy wszystko to o czym mówi Roberts to ma cokolwiek wspólnego z liberalizmem? Śmiem twierdzić, że jest to przeciwieństwo tego co może być wynikiem stosowania na co dzień zasad liberalnych, zasad wolnego rynku.

Może dobrze byłoby aby ci którzy z ohydą patrzą na liberalizm zapoznali się przynajmniej z podstawowymi zasadami liberalizmu, by mogli sobie sami odpowiedzieć na pytanie czym w istocie jest liberalizm? Na początek proponuję Ludwiga von Misesa, Liberalizm w klasycznej tradycji. System Społeczno-Ekonomiczny (1989, oryginalne niemieckie wydanie w 1927 r.).
W mojej Historii myśli liberalnej (której robocza wersja dostępna jest tutaj), odwołując się, właśnie do Misesa, próbowałem odpowiedzieć na pytanie:
„Czym zatem jest liberalizm? Jak pisał Ludwig von Mises (1989, s. 3):
„Liberalizm nie jest kompletną doktryna lub określonym dogmatem. Całkiem przeciwnie: jest zastosowaniem nauki do życia człowieka w społeczeństwie. I tak jak ekonomia, socjologia i filozofia nie zatrzymały się w swoim rozwoju od czasów Dawida Hume, Adama Smitha, Dawida Ricardo, Jeremy Benthama, i Wilhelma Humboldta, tak doktryna liberalizmu jest inna dzisiaj od tej, jaka była w ich czasach, nawet jeśli jej podstawowe zasady pozostały niezmienne. [...] Liberalizm jest doktryną dotyczącą całkowicie wzajemnego postępowania ludzi w stosunku do siebie w tym świecie. [...] Liberalizm nie przyrzeka ludziom szczęśliwości i zadowolenia, ale tylko możliwie najobfitsze zaspokojenie wszystkich tych pragnień, które mogą być zaspokojone rzeczami zewnętrznego świata.
Liberalizm często krytykowany jest za zbyt materialne nastawienie do człowieka. Twierdzi się, że nie ma on nic do zaoferowania dla zaspokojenia tzw. wyższych potrzeb człowieka. Trzeba być świadomym, że odpowiednia polityka społeczna może przyczynić się do polepszenia bytu materialnego, ale nigdy nie zdoła uczynić ludzi szczęśliwszymi, czy też zadowolić ich najskrytsze pragnienia.”

Liberałowie uważają wręcz, że „szczęście i zadowolenie z losu nie zależy od żywności, odzienia i mieszkania, ale przede wszystkim od wewnętrznych myśli i marzeń człowieka” (Mises, 1989, s. 4). Troszcząc się przede wszystkim o materialny byt człowieka, liberalizm nie lekceważy duchowej strony życia. Taki stosunek liberalizmu do sfery duchowej wypływa z przekonania, że żadne regulacje zewnętrzne nie mogą wpływać na to, co najwyższe i najgłębsze w człowieku. Liberałowie dążą do stworzenia odpowiednich warunków dla zaspokojenia materialnych potrzeb człowieka, traktując to jako warunek konieczny jego pełnego duchowego rozwoju. Wypływa to z ich przekonania, że „inne duchowe bogactwa nie mogą przyjść do człowieka z zewnątrz, ale z wnętrza jego własnego serca” (Mises, 1989, s. 4). To co najważniejsze w liberalizmie, to chęć stworzenia zewnętrznych warunków, koniecznych do zbudowania bogatego życia wewnętrznego. Liberałowie wierzą nie tylko w możliwości doskonalenia się ludzi ale też i w możliwości polepszania warunków zewnętrznych, w których przychodzi im żyć. Co jednak równie istotne, liberałowie są przekonani, że w perspektywie długookresowej, w toku ludzkich dziejów dokonuje się rzeczywiste doskonalenie się człowieka i poprawa jego warunków życia, przy czym okresy najszybszych zmian na lepsze doświadczane były przez cywilizacje, które umożliwiały jednostką względną swobodę działania, w imię ich własnego interesu. Liberalna wiara w możliwości doskonalenia się człowieka zakłada empiryczny i pragmatyczny stosunek do zastanej rzeczywistości, skłonności do eksperymentowania i poszukiwania coraz to lepszych rozwiązań. Pod tym względem liberałów można nazwać ewolucjonistami, bo podobnie jak w ewolucji naturalnej, lepsze rozwiązania poszukiwane są metodą prób i błędów, a znalezione rozwiązania zawsze poddawane są jak najszybszej konfrontacji z rzeczywistymi warunkami i sprawdzeniu ich przydatności w warunkach rzeczywistych. Generalnie można powiedzieć, że ideą bliską liberałom było pojęcie zmiany – już na początku XIX w. partia liberalna nazywana była „partią ruchu”, w odróżnieniu od konserwatystów, nazywanych „partią porządku”.
Mises (1989, s. 167) kończy swoją książkę o liberalizmie stwierdzeniem, które warto wielokrotnie powtarzać:
„Liberalizm nie jest religią, ani żadnym światowym poglądem, żadną partią specjalnych interesów. … Liberalizm jest czymś całkowicie różnym. Jest ideologią, doktryną wzajemnej zależności wśród członków społeczeństwa i równocześnie, zastosowaniem tej doktryny do zachowania się ludzi w aktualnym społeczeństwie. Nie obiecuje nic, co przekracza to co może być osiągnięte w społeczeństwie i przez społeczeństwo. Pragnie dać ludziom jedną rzecz, spokojny, niezakłócony rozwój materialnego dobrobytu dla wszystkich ludzi, by osłonić ich przed zewnętrznymi przyczynami bólu i cierpień, o ile to leży w mocy społecznych instytucji w ogóle. Zmniejszać cierpienia, zwiększać szczęście: to jest cel liberalizmu. …
Liberalizm … nie ma partyjnych kwiatów i nie ma żadnych kolorowych sztandarów, żadnych partyjnych pieśni, żadnych partyjnych bożków, żadnych symboli i sloganów. Liberalizm ma istotną treść i argumenty. Te muszą prowadzić do zwycięstwa.”

W tym samym czasie co Mises, w podobnym duchu o istocie liberalizmu pisał Ramsay Muir (1920, s. 15), dla którego liberalizm jest „raczej stanem umysłu, punktem widzenia, sposobem patrzenia na różne sprawy a nie ustaloną i niezmienną doktryną. Jak wszystkie żywotne wyznania, jest raczej przekonaniem duchowym a nie jakimś przepisem.”

Pozwólmy działać mechanizmom rynkowym a pewne patologie  zostaną znacznie ograniczone w naszym życiu (a może nawet znikną z naszego życia?). Tak może być np. z narkotykami, alkoholem, prostytucją, … .

Tutaj ciekawy przyczynek do tego problemu:
Prostitution. Sex doesn’t sell. An old industry is in deep recession

Tak skojarzyło mi sie przy okazji. Ronald Reagan miał powiedzieć: ‚polityka jest podobno drugim zawodem świata. W miare jak ją uprawiam, dochodze do coraz większego przekonania, że jest ona podobna do pierwszego zawodu świata’.

Może zatem i politykę poddać rygorom mechanizmów rynkowych?

Zacznę od trzech dat:
16 października 1978 roku – Karol Wojtyła zostaje wybrany na papieża i przyjmuje imię Jana Pawła II.
4 maja 1979 roku – Margaret Thatcher zostaje premierem rządu JK Mości Wielkiej Brytanii.
20 stycznia 1981 roku – zaprzysiężenie Ronalda Reagana na 40. prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej.

Jan Paweł II, Margaret Thatcher i Ronald Reagan zmienili bieg historii, doprowadzili do upadku ‘imperium zła’, umożliwili zmiany, które swego czasu nazwałem ‘rewolucją znamienitą’.
Dzisiaj obchodzimy setną rocznice urodzin ostatniego z tej trójki, Ronalda Reagana. Pisałem o tym w grudniu. Dzisiaj z okazji tej rocznicy tylko kilka dalszych słów o Ronaldzie Reaganie.
Reagan został wybrany na prezydenta mając 69 lat i jak dotychczas był najstarszym wybranym prezydentem USA. Jego prezydentura (jak i wcześniej, kiedy był gubernatorem Kalifornii) była wielce nietypowa. U jednych wzbudzał zachwyt, wielu miało bardzo mierne zdanie o jego możliwościach intelektualnych. Clark Clifford, doradca prezydentów (Harry S. Truman, John F. Kennedy, Lyndon B. Johnson i Jimmy Carter), nazywał go „sympatycznym osłem”, a Nicholas von Hoffman, wpływowy dziennikarz i komentator polityczny, stwierdził,że „świadomość, iż ten niedouczony, pewny siebie prostak jest naszym prezydentem, bywa upokarzająca”. Długoletni kongresmen, Tip O’Neil wyraził się o prezydencie Reaganie, że: „Wie mniej niż wszyscy prezydenci, których znałem.” Natomiast dziennikarz New York Timesa, Anthony Lewis twierdził, że  Reagan mógł „koncentrować się przez zaledwie siedem minut”. Wtórował mu pisarz Gail Sheehy, który twierdził, że w czasie prezydentury Reagan „drzemał”.  (cytuje za Peter Schweizer, Wojna Reagana)
Faktem jest, że Reagan umiał odsuwać od siebie sprawy mniej ważne i koncentrował się na tych najważniejszych. Wybór tych najważniejszych dokonywał się u niego przez stosowanie jednego ważnego kryterium, mianowicie czy podjęcie tej sprawy będzie sprzyjało potędze i powszechności wolności osobistej. Reagan był człowiekiem o jasnych i ugruntowanych zasadach etycznych, w których nadrzędnymi było poczucie sprawiedliwości, uczciwość, odwaga, skromność. Sam Ronald Reagan powtarzał, że zawsze trzeba być ‘przyzwoitym człowiekiem’.  Miał ogromny dystans do samego siebie, potrafił (często z rozbrajającą szczerością) przyznać się do tego, że czegoś nie wie. Kiedy składał podpis na jakims starym zdjęciu na którym sfotografowano go razem z szympansem Bonzo, poniżej swego autografu dopisał: „Ten z zegarkiem to ja”.
Miał bardzo swoiste pouczycie humoru, a w swych działaniach często kierował się niesamowitą intuicją i swoistym wyczuciem co w danej sytuacji najlepiej jest zrobić. Pewnego razu Reagan leciał w helikopterze nad Waszyngtonem, a obok niego siedziała pracownica jego sztabu,którą zapytał: „To cmentarz Arlington. Ilu umarłych tam leży?”. Pracownicata stwierdziła, że nie wie, na co on miał jej odpowiedzieć: „Wszyscy leżą”. Kiedy po zamachu na jego życie wieziono go na salę operacyjna, zwrócił się do ekipy przerażonych lekarzy: „Mam nadzieję, że panowie są republikanami.” 
Znany jest z wielu błyskotliwych powiedzeń, choćby takie jak: „Rząd nie rozwiązuje problemów. On je finansuje” (czy w podobnym duchu, fragment jego przemówienia inauguracyjnego jako prezydenta, zawarty w tytule tej notatki: „… rząd nie jest dobrym rozwiązaniem naszych problemów; rząd jest problemem”); „Kiedy ekonomiści widzą, że coś sprawdza się w praktyce, chcieliby zbadać, czy będzie się także sprawdzać w teorii.”; „Kiedy pracę traci twój kumpel, mamy recesje. Kiedy zwolnią ciebie, mamy kryzys. A kiedy prace straci Carter, można mówić o uzdrowieniu gospodarki.”; „Nie martwi mnie deficyt budżetowy. Jest już tak duży, że powinien sam zatroszczyć się o siebie.” (podaję za Paul Johnson, Bohaterowie).
W poprzedniej notatce podałem linki do kilku filmów pokazujących jego zdolności do ciętych ripost, kolejny z nich to ta kiedy przyjmuje winę na siebie.

Ronald Reagan był przyjacielem Polaków i sprzyjał Polsce, w trudnych dla nas momentach, stawał w naszej obronie.
Na koniec warto obejrzeć podsumowanie jego dwóch prezydenckich kadencji.

Z ogromna radością dowiedziałem się o inicjatywie uczczenia 100. rocznicy urodzin Ronalda Reagana, 40. prezydenta Stanów Zjednoczonych. Na stronie 
http://ofensywawolnosci.pl/
 mozna wpisać się do księgi pamiątkowej – serdecznie do tego zachęcam.

Warto podkreślić, że Wrocław jest chyba jedynym miastem w Polsce, które upamiętniło Ronalda Reagana, nazywając jego imieniem Rondo na Placu Grunwaldzkim. 
Ronald Reagan znany jest z wielu celnych powiedzeń i z ogromnego poczucia humoru. 
To on w przemówieniu 8 marca 1983 roku użył sławnego potem sformułowania Imperium Zła (Evil Empire) na określenie Związku Radzieckiego (zapożyczonego naturalnie z filmu Gwiezdne wojny).
Jedna może tylko historyjka: w latach 1960., będąc gubernatorem Kalifornii, jego limuzynę otoczył gniewny i (delikatnie mówiąc) niezbyt dobrze pachnący tłum lewackich studentów. Grozili Reaganowi pięściami, pokazując rożne nieprzyzwoite gesty,  skandowali „To my jesteśmy przyszłością Ameryki!”. Wtedy Reagan wychylił się z okna limuzyny, szelmowsko uśmiechając się, powiedział: „W tej sytuacji sprzedaję wszystkie swoje akcje giełdowe.”
Po objęciu prezydentury, kiedy musiał zmagać się z dominującymi wtedy lewicującymi politykami miał powiedzieć: „Polityka ma być ponoć drugim najstarszym zawodem świata. Doszedłem jednak do wniosku, że bardzo przypomina ona pierwszy najstarszy zawód świata.”
Na youtubie można obejrzec jego ciętą ripostę, tam też warto obejrzeć wypowiedź Miltona Friedmana o Reaganie. Polecam też posłuchać (i obejrzeć) filmik o ciekawym eksperymencie nt. ‘wyższości kapitalizmu nad socjalizmem’.

W 2004 roku wydano po polsku wybór jego najważniejszych przemówień (Ronald Reagan Moja wizja Ameryki. Najważniejsze przemówienia 40. prezydenta Stanów Zjednoczonych, Warszawa: ARWIL).
Kilka tylko cytatów z przemówień prezydenta Reagana:
„Jest tak wielu ludzi i instytucji, które przychodzą mi na myśl, dzięki ich roli w sukcesie, który świętujemy dziś wieczór. Przywódcy intelektualni tacy jak: Russell Kirk, Friedrich von Hayek, Henry Hazlitt, Milton Friedman, James Burnham, Ludwig von Mises ukształtowali tak wiele idei, które przyszło nam dziś mieć zaszczyt realizować.” (20 marca 1981r.)

„Nie przyszedłem do Waszyngtonu, by uprawiać politykę jak wszyscy. Nie przyszedłem tutaj, by nagradzać grupy interesu pieniędzmi innych ludzi. Nie przyszedłem też po to, by zdobyć krótkoterminową popularność polityczną. Przyszedłem do Waszyngtonu by spróbować rozwiązać problemy, a nie zamieść je pod dywan i zostawić dla tych, którzy przyjdą po mnie.” (13 października 1982 r.)

„Po zakończeniu II wojny światowej Stany Zjednoczone wzięły na siebie ciężar tworzenia handlu międzynarodowego, a także systemu finansowego. Podjęliśmy się tego zadania ze względu na ograniczone możliwości innych rządów. Propagowaliśmy nieskrępowaną granicami wymianę towarów i usług, gdyż historia nauczyła nas, że wolność gospodarcza służy nie tylko postępowi ekonomicznemu, ale także umacnia pokój na świecie.” (20 listopada 1982 r.)
„Ta nasza nowa idea, będąca na fali, wyraża zupełnie inną wizję rządu. My wyznajemy taką filozofię, jaka towarzyszyła Ojcom Założycielom– rząd ma być sługą, a nie władcą, jego głównym zadaniem jest zapewnienie bezpieczeństwa naszemu narodowi, a także, jak mówi Jimmy Durante” „Nie nakładaj na ludzi żadnych ograniczeń. Zostaw ich samym sobie.”” (18 lutego 1983 r.)
„Nie ma większej pomyłki niż przeświadczenie, że kapitalizm to system gospodarczy, z którego korzystają tylko bogaci. Wolność gospodarcza jest najpotężniejszym czynnikiem sprzyjającym wzrostowi obfitości i sprawiedliwości na świecie.” (22 lutego 1983 r.)
„Wierzę, że podejmiemy to wyzwanie. Wierzę, że komunizm jest kolejnym smutnym i dziwacznym rozdziałem w historii ludzkości, którego ostatnie karty zapisywane są być może teraz. Wierzę w to, ponieważ źródło siły w poszukiwaniu wolności człowieka nie ma charakteru materialnego, lecz duchowy. A ponieważ nasze źródło siły nie ma ograniczeń, to musi trwożyć i ostatecznie zatriumfować nad tymi, którzy chcieliby zniewolić bliźnich.” (8 marca 1983 r.)
„Wierze w to, że tym, co możemy uczynić, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Europie Zachodniej, by zakończyć ten sztuczny podział kontynentu, jest dalsze popieranie zasad wolności, demokracji, rządów prawa i niezbędnych praw człowieka. Dzięki twardemu trzymaniu się tych wartości oraz zachowaniu naszej pozycji moralnej i strategicznej na całym świecie, możemy zademonstrować, że komunizm nie stanowi w żadnym wypadku nieuniknionej przyszłości, że można się oprzeć jego naporowi. Czyniąc tak, pokażemy zniewolonym narodom, iż przeciwstawianie się totalitaryzmowi jest możliwe. … Jeżeli zrozumiemy tę lekcje i zapobiegniemy dalszej ekspansji komunizmu, zniewolone narody będą wiedziały, że istnieje nadzieja. Oczywiście droga, którą mieszkańcy Europy Wschodniej wybiorą, aby osiągnąć wolność, będzie wyłącznie ich decyzją. Jednakże przeciwstawianie się uciskowi jest prawie niemożliwe bez dostępu do prawdy i bez możliwości komunikowania się z innymi ludźmi.” (14 czerwca 1985 r.)
„Największym wyzwaniem, przed którym stoimy dziś naZachodzie, jest to samo uniwersalne wyzwanie, przed którym stoją również młodzi mieszkańcy Europy Wschodniej: zrozumieć i zachować wartości wypływające z właściwego podejścia do natury człowieka i do znaczenia życia. Dopóki wszyscy nie docenimy tego prawdziwego znaczenia życia, którym jest próba zwycięstwa w walce ze złem, to nigdy nie będziemy w stanie całkowicie cieszyć się wolnością, do której dążymy. To właśnie ta walka moralna jest fundamentem cywilizacji.” (14 czerwca 1985 r.)

i na koniec chyba najsławniejszy: „Panie sekretarzu generalny Gorbaczow, czy pragnie pan pokoju? Czy pragnie pan pomyślności dla Związku Sowieckiego i Europy Wschodniej? Panie Gorbaczow: Czy pragnie Pan liberalizacji? Panie Gorbaczow: Otwórz pan tę bramę, rozwal pan ten mur!” (12 czerwca 1987 r.) tutaj tutaj

 Na koniec warto też wspomnieć o drugiej postaci ze świata polityki, która przyczyniła się do upadku komunizmu. Myślę tutaj o Margaret Thatcher, Żelaznej Damie, premierze Wielkiej Brytanii w latach 1979-1990. Prezydentowi Reaganowi i premier Thatcher na prawdę wiele zawdzięczamy.


Margaret Thatcher i Ronald Reagan w Białym Domu w Waszyngtonie (1988 r.) 


  • RSS