Witold Kwaśnicki

Własność, Wolność, Odpowiedzialność i Wzajemne zaufanie

Wpisy z tagiem: szkola-austriacka

Kilka tygodni temu poproszono mnie bym napisał wstęp do raportu Centrum im. Adama Smitha Ile zapłacimy za kawę? Dynamika i perspektywy cen kawy. Napisałem tam też o pewnych rynkowych mechanizmach tworzenia się ceny. Myślę, że może to być interesujące nie tylko dla tych, którzy myślą o tym ile będzie ich kosztowała codzienna filiżanka małej czarnej. Na koniec tego wstępu pozwoliłem sobie na alternatywną prognozę cen kawy. Za kilka lat okaże się czy miałem rację?

 Mechanizmy rynkowe odgrywają istotną rolę w bardzo złożonym procesie produkcji i dystrybucji kawy. „By pić kawę, nie muszę być właścicielem plantacji kawy w Brazylii, parowca oceanicznego i palarni kawy, mimo, że te wszystkie środki produkcji muszą zostać wykorzystane, by na mój stół trafiła filiżanka kawy. Wystarczy, że inni posiadają te środki produkcji i wykorzystują je dla mnie. W społeczeństwie, w którym istnieje podział pracy, nikt nie jest wyłącznym właścicielem środków produkcji… Wszystkie środki produkcji służą wszystkim ludziom biorącym udział w wymianie rynkowej” (Ludwig von Mises, Socjalizm, Warszawa: Arkana, 2009, Tłumaczenie Stefan Sękowski, str. 36-37; org. Die Gemeinwirtschaft: Untersuchungen uber den Socialismus, 1932).

Niels Bohr powiedział podobno, że „prognozowanie jest trudne, zwłaszcza wtedy gdy dotyczy przyszłości”. Ze wszystkich prognoz te odnoszące się do cen wydają się być szczególnie trudne. Z teorii zawartej w podręcznikach ekonomii wydawałoby się, że ustalenie ceny jakiegoś dobra jest stosunkowo proste, bo cena wynika ze zrównoważenia popytu i podaży. Jeśli pozostalibyśmy przy tym podejściu do prognozowania cen to niewiele odeszlibyśmy od dosyć pogardliwej opinii Thomasa Carlyle (1795-1881), który obserwując dyskusje współczesnych mu ekonomistów wyraził się: „Naucz papugę co to jest podaż i popyt a otrzymasz ekonomistę”.

Ustalenie ceny na rynku jest na ogół wynikiem współgrania wielu czynników w tzw. grze rynkowej. Czynniki te mogą mieć naturę subiektywną i obiektywną. Jednym z pierwszych, który zwrócił uwagę, że w ustaleniu się ceny na rynku odgrywają rolę nie tylko czynniki obiektywne (jak np. koszty), ale też subiektywne, był żyjący w XIII wieku franciszkanin Pierre de Jean Olivi (1248-98). Pisał on, że na cenę jakiegoś dobra mają wpływ trzy czynniki: rzadkość tego dobra (raritas), jego użyteczność (virtuositas), oraz chęć posiadania tego dobra przez kupującego (complacibilitas).

Rzadkość dobra dałoby się skwantyfikować i oszacować, np. poprzez policzenie wielkość podaży i popytu na to dobro i powiedzenie, że im większa różnica pomiędzy popytem a podażą, tym dobro jest rzadsze. Dwa pozostałe czynniki zawierają jednak w sobie bardzo duży element subiektywnej oceny kupującego, jak i sprzedającego. Jak zmierzyć użyteczność? Pomimo wielu wysiłków intelektualnych do dzisiaj nie stworzono sposobu pomiaru użyteczności, mimo, że niekiedy zaproponowano już nazwę jednostek pomiaru tej użyteczności, np. utile czy hedony. To czy dane dobro jest mniej lub bardziej użyteczne wynika w dużej mierze z subiektywnej oceny kupującego i sytuacji w jakiej się znajduje (woda będzie bardziej użyteczna na pustyni niż na lodowcu, natomiast puchowa kurtka bardziej przydatna na lodowcu niż na pustyni). Trzeci czynnik, chęć posiadania, jest już całkiem subiektywny w swej ocenie. Tutaj element gry jest najbardziej widoczny. Wyobraźmy sobie kobietę zainteresowaną kupnem sukienki na targu (np. arabskim, albo na Hali Targowej we Wrocławiu). Etykiet z cenami na sukienkach i bluzkach tam nie zauważymy. Z reguły szukająca sukienki pyta się sprzedającego, ile ona kosztuje. Ten zwykle obserwuje zachowanie się klientki, patrzy jej prosto w oczy i ocenia na ile klientka pragnie mieć tę sukienkę. Jeśli widzi w jej oczach wręcz pożądanie to zaoferowana cena może być bardzo wysoka, jeśli natomiast widzi obojętność to można się spodziewać, że zaoferuje znacznie niższą cenę.

Propozycja Olivi była rozwijana i uzupełniana w następnych wiekach. Podajmy tylko jeden przykład. Luís Saravia de la Calle Verońese w Instrucción de mercaderes (1544) uznał, że cena powstaje w wyniku interakcji pomiędzy użytecznością i popytem rynkowym a rzadkością podaży: „sprawiedliwa cena jest wynikiem obfitości lub rzadkości dóbr, kupców i pieniędzy; jak było powiedziane, nie wynika ona z kosztów, rodzajów pracy czy ryzyka. Jeśli musielibyśmy rozważać pracę i ryzyko po to, by ustalić sprawiedliwą cenę, żaden kupiec nie ponosiłby strat, a takie kwestie jak obfitość lub rzadkość dóbr i pieniędzy nie wchodziłyby w nasze rozważania”. Próby opisu tego, jak ustalane są ceny na rynku są kontynuowane obecnie przez ekonomistów szkoły austriackiej, poczynając od Carla Menera w końcu XIX wieku, poprzez Eugen von Böhm-Bawerka, Ludwiga von Misesa, Friedricha von Hayeka w wieku XX, a na współczesnych, coraz liczniejszych, ekonomistach szkoły austriackiej kończąc.

Czynników wpływających na ustalenie się ceny jakiegoś dobra (produktu) może być naprawdę wiele. Wymieńmy kilka innych niż te wspomniane wcześniej: sposoby dystrybucji danego dobra (kanały dystrybucyjne), wielkość środków przeznaczonych na reklamę i promocję, styl produktu (designu, jak to coraz częściej nazywane jest w Polsce), ale też ceny innych dóbr (substytucyjnych lub komplementarnych do danego dobra), ich sposoby dystrybucji i reklamy, wiele zmiennych makroekonomicznych jak np. dochód konsumentów (kupujących), gusty, preferencje kupujących, oczekiwania kupujących dotyczących przyszłego poziomu cen, koszty uzyskania kredytu (stopy oprocentowania), polityka rządu, zmiany demograficzne, warunki pogodowe.

Nie inaczej jest z ustalaniem ceny kawy na rynkach światowych. Te trzy elementy wskazane przed Olivi kilkaset lat temu nadal odgrywają istotną rolę. Cena kawy na rynkach światowych wynika z rzadkości kawy na tych rynkach, zmieniających się gustów i przyzwyczajeń konsumentów (widoczne np. w zróżnicowanych elastycznościach cenowych popytu – popyt na kawę jest znacznie mniej elastyczny w społeczeństwach tradycyjnie pijących kawę, jak USA, Włochy, czy Portugalia, oraz bardziej elastyczny w innych, gdzie np. herbata jest napojem tradycyjnym, np. Chiny czy Japonia (ale i tam widać pewne wyraźne zmiany w tym względzie w ostatnich dekadach). Stąd też wynikają tak duże różnice w cenach kawy w różnych krajach, oraz obserwowane długookresowe trendy w niektórych krajach (także w Polsce).

Tego typu zjawiska widoczne są także w danych przedstawionych w tym raporcie. Teoria ekonomii wskazuje, że ceny spełniają trzy podstawowe funkcje, mianowicie: informacyjną, są bodźcem do efektywnego działania (zachęcają do wykorzystywania najtańszych metod produkcji oraz pozwalają jednocześnie na wykorzystywanie zasobów w sposób najodpowiedniejszy), oraz umożliwiają sprawiedliwy podział dochodów (redystrybucja). Te dwie pierwsze funkcje (informacyjna i bodźcowa) są szczególnie widoczne w przypadku procesu produkcji i dystrybucji kawy. Widać to choćby na zaprezentowanym w tym raporcie wykresie obrazującym zmiany cen kawy gatunku arabica od lat 70. XX wieku do 2016 roku (patrz Rys. 6. str. 14 tego raportu). Od razu rzuca się w oczy to, że co parę lat ceny tego gatunku kawy na rynkach światowych rosną niezmiernie szybko i bardzo dużo. Cena arabiki potrafi wzrosnąć dwukrotnie, a niekiedy nawet trzykrotnie, w przeciągu paru miesięcy, lub nawet paru tygodni. Spowodowane to jest najczęściej zjawiskami losowymi jak np. przymrozkami w Brazylii, czy chorobami (zaraza w 2012 roku w Ameryce Centralnej). Zadziwiające jest jednak to jak szybko reagują producenci kawy i zwiększają jej podaż (poprzez ratowanie i odbudowę plantacji), czego efektem jest stosunkowo szybki spadek ceny kawy.

Na koniec tego krótkiego wstępu pozwolę sobie na dokonanie (spekulatywnej) prognozy ceny kawy na następnych parę lat. Poniżej prezentuję wspomniany wykres zmian cen kawy, zapożyczając go ze str. 14 tego raportu. Uzupełniłem go liniami tendencji zmian cen kawy gatunku arabika w pewnych wybranych okresach (linie czerwone).

 kawa wykres

* w centach za funt (funt to ok. 0,45 kg)
Źródło: Stooq.pl, ceny kontraktów kawy Coffee ‚C’ Future (KC.F)
Źródło: Tradingeconomics.com

 

Jeżeli prognoza cen kawy zaprezentowana w tym raporcie może być nazwana „analizą fundamentalną”, bo opiera się na analizie realnych procesów, to moja propozycja może być nazwana „analizą techniczną”. Zielonymi elipsami zaznaczyłem dwa specyficzne okresy (przełom lat 70. i 80. XX wieku, oraz ostatnie lata, od 2012 roku). Charakter zmian w obu okresach jest podobny. Zatem można sądzić, że przez następne cztery lata (do 2021) roku możemy spodziewać się powolnego wzrostu ceny kawy gatunku arabika, do ok. 190 centów za funt kawy, oraz radykalnego jej wzrostu w latach 2021-2022 r. (spowodowanego najprawdopodobniej przymrozkami w Brazylii). Można szacować ten szybki wzrost do ok. 300 centów za funt. W 2022 roku cena kawy powinna spaść do 100-120 centów za funt. Ponownego wzrostu cen (swoiste echo wzrostu z 2021 roku) można spodziewać się ok. 2025 roku, wzrost ten będzie jednak znacznie mniejszy (szacunkowo do ok. 200 centów za funt). W 2027 roku ceny zaczną szybko spadać do ok. 110 centów za funt, by potem, przez następne parę lat, powoli rosnąć.

Wszystkich pragnących poznać podstawowe zasady ekonomii, ale także tych będących z ekonomią za pan brat, zachęcam do przeczytania książki Faustino Ballvé ‘Elementarz ekonomii – zwięzłe omówienie podstawowych reguł i doktryn’, która  właśnie została opublikowana przez Fijorr Publishing.

Elementarz ekonomii okladka

Jak napisałem we wstępie do polskiego wydania: Elementarz ekonomii to niezwykła książka niezwykłego autora. Przyznam, że książka ta umknęła mojej uwadze i dowiedziałem się o niej stosunkowo niedawno, a uważnie przeczytałem ją dopiero kilka miesięcy temu. Pocieszyć się mogę tym, że nie jestem jedynym, który powinien się do tego przyznać. To nieprawdopodobne, że ta skromna rozmiarami – za to wielka, jeśli chodzi o treść – książeczka praktycznie nie została zauważona przez ekonomistów. Nie mówię tutaj tylko o ekonomistach tzw. głównego nurtu w ekonomii, ale także ekonomistach związanych z nurtem liberalnym, wolnorynkowym, w tym ekonomistach szkoły austriackiej. Podejście, jakie zastosował Faustino Ballvé, opisując podstawowe zasady ekonomii, wpisuje się w tradycję twórcy szkoły austriackiej Carla Mengera oraz jej największego przedstawiciela w XX wieku, Ludwiga von Misesa. Ballvé pisze z pasją i zacięciem, a wiele ważnych problemów ekonomicznych, które przez innych autorów przedstawiane są w sposób, że tak powiem, nudnawy, u niego nabierają nowego wymiaru, czyta się o nich z zaciekawieniem.

Niekiedy styl i sposób prezentacji Ballvé powodują, że książkę pochłania się wręcz z „wypiekami na twarzy”. Ośmielę się twierdzić, że powinna ona zająć miejsce na półce z książkami obok Ekonomii w jednej lekcji Henry’ego Hazlitta, Zasad ekonomii Carla Mengera i Ludzkiego działania Ludwiga von Misesa. Ballvé, w dziesięciu krótkich rozdziałach, wyjaśnia czytelnikowi co jest przedmiotem analizy ekonomicznej, jak działają rynki, czym zajmują się przedsiębiorcy oraz jaka jest ich rola w życiu społecznym i gospodarczym, jak przepływa dochód z czynników produkcji, jakie funkcje spełniają pieniądze i kredyt, jak wpływają one na powstawanie cykli koniunkturalnych oraz jakie niebezpieczeństwa tkwią w protekcjonizmie, nacjonalizmie, socjalizmie i interwencjonizmie.

Zwykle osobom rozpoczynającym studiowanie ekonomii – i tym zainteresowanym poznaniem „prawdziwej ekonomii” – tradycyjnie polecam najpierw Ekonomię w jednej lekcji Henry Hazlitta, Wolny wybór Miltona Friedmana, Ja, ołówek Leonarda E. Reada i Zapomnianego człowieka Williama G. Sumnera. Teraz z ogromną przyjemnością będę mógł polecić przeczytanie Elementarza ekonomii Faustino Ballvé, i to polecić od razu na początku, a potem dopiero przejść do Hazlitta, Friedmana i innych bardziej zaawansowanych publikacji takich autorów, jak np.: Mark Skousen, Thomas Sowell, Gene Callahan, Carl Menger, Ludwig von Mises, Murray Rothbard, Israel Kirzner, Steven G. Horwitz (i wielu innych). Milton Friedman na koniec wykładu, który wygłosił 21 marca 1985 roku na Trinity University (San Antonio, Texas, USA), opisując swoją drogę do ekonomii i swoje rozumienie ekonomii, powiedział: „Ekonomia jest fascynującą dyscypliną, a najbardziej fascynujące jest w niej to, że prostota jej fundamentalnych zasad pozwala w sposób zrozumiały dla każdego zapisać je na jednej stronie, a mimo to niewielu je rozumie”. Kiedy Faustino Ballvé pisał swoją książkę na początku lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku, nie mógł znać tej opinii Friedmana. Jego Elementarz ekonomii jest jednak doskonałym przykładem ilustrującym to przesłanie późniejszego noblisty. W dziesięciu krótkich rozdziałach Ballvé pokazał, że te fundamentalne zasady ekonomii są naprawdę proste. Pozostaje mieć nadzieję, że dzięki jego książce ich zrozumienie będzie powszechne i to friedmanowskie stwierdzenie: „a mimo to niewielu je rozumie” przestanie być prawdziwe. Dwadzieścia lat temu Mark Skousen dosyć literalnie zrozumiał przesłanie Friedmana i spisał podstawowe zasady ekonomii dokładnie na jednej stronie (‘Economics in One Page’, The Freeman, Ideas On Liberty, 01.01.1997). Zawarte tam szesnaście punktów to hasłowe przedstawienie podstawowych zasad ekonomii i racjonalnej polityki gospodarczej. Propozycja Skousena może być potraktowana nie tylko jako swego rodzaju ciekawostka, ale też jako dobry materiał podsumowujący semestralny wykład o podstawach ekonomii (co często czynię na swoich wykładach i przedstawiam tę propozycję Skousena na ostatnich zajęciach kursu ekonomii). Warto jednak podkreślić, że brak jest w tej propozycji Skousena jakiejkolwiek argumentacji odnośnie tych zasad. Ballvé, oprócz ich przedstawienia, w perfekcyjny sposób argumentuje, dlaczego – jako uczestnicy życia gospodarczego (zarówno konsumenci, jak i producenci) – powinniśmy je uznać za powszechnie obowiązujące. Osiągniecie Faustino Ballvé wydaje się być wręcz nieprawdopodobne, bo w tej krótkiej książce, tym elementarzu ekonomii, oferuje on cudowną kombinację szerokości spojrzenia i zwięzłości prezentacji. Oprócz wspomnianej wcześniej argumentacji odnośnie istotności podstawowych zasad ekonomii, znajdujemy w niej opisy ich intelektualnych historii i korzeni ich powstania, ale też wiele przykładów zastosowania ich w gospodarczej rzeczywistości. Ballvé w bardzo przekonujący sposób pokazuje jakie mogą być konsekwencje łamania tych zasad oraz ich nieobecności w codziennym życiu jednostek i całych społeczeństw.

Czytając Elementarz Ballvé (*) należy być świadomym, że jego pierwsze wydanie miało miejsce w 1956 roku. Warto o tym pamiętać i mieć to na uwadze, aby – po pierwsze – docenić to iż, pomimo upływu ponad sześćdziesięciu lat od pierwszego wydania, tekst brzmi bardzo współcześnie, nic a nic się nie zestarzał. Po drugie, należy podziwiać przenikliwość i zdolność przewidywania Faustino Ballvé. Już w połowie XX wieku zwrócił on uwagę na ułomność podejścia matematycznego i ekonometrii w analizie procesów gospodarczych. Można także powiedzieć, że już w latach 50. opisał on intensywny rozwój globalizacji do stanu, jaki znamy obecnie. Podobnie jest z jego dyskusją na temat nierówności, kiedy wchodzi w polemikę z Williamem A. Lewisem. Gdyby w tych fragmentach Elementarza ekonomii zamiast nazwiska W. A. Lewisa wstawić nazwisko Thomasa Piketty’ego, polemika ta byłaby bardzo aktualna i można byłoby ją uznać za polemikę z opublikowanym w 2013 r. Kapitałem w XXI wieku Piketty’ego.

Jakże trafna jest analiza Ballvé odnośnie gospodarki centralnie zarządzanej (planowanej), zarówno w sferze diagnozy, jak i prognozy („Polityka centralnego zarządzania jest logicznie niespójna i mimo prestiżu, jakim nadal się cieszy, jej bankructwo jest tylko kwestią czasu” – str. 156–157). Podobnie proroczy jest postulat Faustino Ballvé, że „ważne jest oczyszczenie ekonomii z klasycznego mitu człowieka racjonalnego – homo oeconomicus” oraz jego uwaga odnośnie egoizmu: „Nie ma wątpliwości co do tego, że człowiek jest istotą egoistyczną. Taka jego dola, gdyż żaden inny model egzystencji nie jest dla niego możliwy. Jako ludzie działamy zgodnie z instynktem samozachowawczym. Ale egoizm to nie to samo co chciwość czy zachłanność. Egoizm jest po prostu pragnieniem szczęścia. Szczęście zaś nie zawsze wiąże się z posiadaniem dóbr materialnych” (str. 164).

Bardzo podoba mi się metafora z winem, którą Ballvé przedstawia, dyskutując nad problemem inflacji i wydatków państwa (str. 88–89): „Proces ten porównać można do rozcieńczania wina wodą. Rząd dolewa wody do wina obywateli, a następnie przywłaszcza część rozcieńczonego trunku dla siebie. Tym sposobem finansuje swoje wydatki (…). W rzeczywistości wszystkie te wydatki pokrywane są z części dobrego wina, które rząd odebrał obywatelom. A to dlatego, że dolewając do niego wodę, a następnie zagarniając dla siebie powstałą nadwyżkę, rząd zostawia obywateli z tą samą ilością „wina”, jednak o słabszej konsystencji – część pełnowartościowego wina zostaje więc społeczeństwu skradziona. (…) Tym sposobem rządy arbitralnie przywłaszczają część owoców produktywnych wysiłków własnych obywateli (…). W rzeczywistości w rezultacie takiej polityki najbardziej pokrzywdzeni zostają ludzie ubodzy”. Zawsze powtarzam przy wszelkiego rodzaju okazjach (a zwłaszcza studentom), że rozumienie mechanizmów funkcjonowania gospodarki daje mnóstwo satysfakcji i choćby dlatego warto interesować się ekonomią. Ważnym, praktycznym wymiarem znajomości ekonomii jest to, że jest ona obecna i potrzebna nam stale, codziennie, w naszym życiu. Poznanie zasad funkcjonowania gospodarki i jej mechanizmów nie tylko pozwala nam na podejmowanie lepszych, trafniejszych decyzji, ale czyni nasze życie pełniejszym, szczęśliwszym. Jestem przekonany, że zapoznanie się z ideami przedstawionymi w tej książce będzie ważnym krokiem w kierunku zrozumienia mechanizmów funkcjonowania gospodarki i uczynienia jej czytelników szczęśliwszymi.

(*) Intencjonalnie użyłem określenie ‘Elementarz Ballvé’ by zabrzmiało to podobnie jak ‘Elementarz Falskiego‘ , z którego uczyłem się pisać i czytać, kiedy zacząłem chodzić do szkoły podstawowej w 1959 roku.  Elementarz Falskiego sprawdzał się przez wiele pokoleń jako doskonała metoda uczenia dzieci pisania i czytania. Mam nadzieję, że Elementarz Ballvé spełni podobną rolę w nauczaniu ekonomii.

 

Richard M. Ebeling opublikował dzisiaj esej o wielkiej aktualności, opublikowanej ponad 100 lat temu, książki Ludwika von Misesa Teoria pieniądza i kredytu. W podobnym duchu pisałem dwa lata temu we wstępie do polskiego wydania tej książki. Pomyślałem, że warto zamieścić ten wstęp na blogu. Co czynię poniżej. 

Teoria pieniądza i kredytu jest pierwszym traktatem ekonomicznym Ludwiga von Misesa, została opublikowana przez niego w 1912 roku.[1] Pracował nad tą książką przez pięć lat, szczególnie intensywnie w ostatnich dwóch latach, kiedy to nie napisał żadnego innego artykułu, poświęcając się wydaniu tej książki jak najszybciej, bo czuł zbliżającą się wojnę. Warto uświadomić sobie, że książka ta opublikowana została na rok przed utworzeniem banku centralnego w Stanach Zjednoczonych. Powołanie Systemu Rezerw Federalnych (Fed) w 1913 roku było przełomowe dla praktyki systemu monetarnego i bankowego w XX wieku, wiele z negatywnych skutków funkcjonowania Fedu przewidzianych zostało przez Misesa w jego traktacie.

Pisanie manuskryptu skończył Mises w połowie grudnia 1911 roku. Tytuł oryginału niemieckiego to Theorie des Geldes und der Umlaufsmittel.[2] Mises zdecydował się opublikować tę książkę w prestiżowym wydawnictwie z Lipska, Duncker & Humblot.[3] Książka trafiła do sprzedaży bardzo szybko, bo już 14 czerwca 1912 roku. Mises w swoich Wspomnieniach (2007, s. 99)[4] pisze: „Tak jak się spodziewałem, lokalne czasopisma i niemieccy naukowcy przyjęli moją książkę z najwyższą dezaprobatą. Wcale się tym nie przejąłem. Wiedziałem, że moje poglądy są słuszne i rychło się przebiją. Ze zgrozą obserwowałem, jak świat zmierza na próg katastrofy, którą sam przepowiadałem.”

Chyba pierwszym znanym ekonomistą, który z uznaniem napisał o dziele Misesa był Amerykanin Beniamin M. Anderson w wydanej w 1917 roku książce Wartość pieniądza (The Value of Money).[5] W późniejszych latach docenili to inni wybitni badacze (za Hülsmann, 2007).[6] Max Weber uznał traktat Misesa za „najbardziej akceptowalną teorie odnoszącą się do problemów monetarnych”[7]; Schumpeter chwalił ją za „moc przekonywania i oryginalność”[8], a Albert Hahn stwierdził, ze Mises „nigdy nie poddaje się pokusom poszukiwania fikcyjnych abstrakcji, ale stoi na twardym gruncie faktów”[9].

Opublikowanie Teorii pieniądza i kredytu umożliwiło Misesowi nauczanie na uniwersytetach w Austrii[10] (także i pod tym względem możemy powiedzieć, że Mises kontynuował tradycje Carla Mengera, który też miał możliwość uczenia na uniwersytetach po opublikowaniu jego oryginalnej teorii pieniądza – później zawartej jako rozdział 8 w jego Zasadach ekonomii).

Z wydaniem traktatu Misesa wiąże się ciekawa historia w którą uwikłany jest John Maynard Keynes, uznawany przez ekonomistów ortodoksyjnych za największego ekonomistę XX wieku. J.M. Keynes omówił pierwsze wydanie książki Misesa w opublikowanym już po wybuchu wojny numerze najważniejszego brytyjskiego czasopisma z ekonomii, wydawanego przez Uniwersytet w Cambridge, Economic Journal, którego zresztą wtedy był redaktorem naczelnym[11]. Keynes pochwalił Misesa za jego erudycję i oczytanie, a o książce napisał, że „posiada niewątpliwe zalety … i jest kształcąca w najwyższym stopniu”. Jednakże ogólnie, Keynes był bardzo zawiedziony, bo książka wydawała mu się “niekonstruktywna” i „nie bardzo oryginalna”, dodał jeszcze, że „odkłada się ją z uczuciem zawodu, że autor, człowiek tak inteligentny, uczciwy i oczytany, powinien, mimo wszystko, postarać się wyjaśnić nieporozumienia związane z fundamentami poruszanego problemu”[12]

Po szesnastu latach Keynes w przypisie swojej książki Traktat o pieniądzu (Keynes, 1930, A Treatise on Money, 2 vols, London: Macmillan, s. 199 przyp. 2) napisał: „po niemiecku rozumiem dobrze tylko to, co już wiem, dlatego nowe idee przedstawione w tym języku są mi raczej niedostępne ze względu na barierę językową.”[13]. Rothbard skomentował to pisząc: „Niesłychany tupet. To był cały Keynes: recenzować książkę napisaną w języku, w którym nie jest się w stanie pojąc nowych idei, a w dodatku zaatakować tę książkę za to, że nie zawiera nic nowego. Jest to szczyt arogancji i nieodpowiedzialności.” Natomiast Hayek w 1956 roku skomentował to znacznie łagodniej: „Wiele cierpień świat by uniknął, gdyby lord Keynes znał niemiecki odrobinę lepiej.”[14]

W 1924 roku ukazało się drugie wydanie traktatu Misesa w którym dokonał kilku zmian, przede wszystkim w kierunku ‘nie-psychologicznej teorii wartości’ (za Hülsmann, 2007, s. 402 i 591). Przykładowo, w pierwszym wydaniu Mises napisał: “Jako odczucie, wartość nie może być mierzona; jest jednak możliwe porównanie go z innymi, podobnymi odczuciami”.[15] Natomiast w drugim wydaniu z 1924 roku uznał wartość jako wynik działania, a nie uczuć i zamiast powyższego zdania napisał: „Akt wartościowania nie poddaje się jakimkolwiek metodom pomiaru”[16].

W 1953 roku ukazało się amerykańskie wydanie ‘Teorii pieniądza i kredytu’, co do istoty teoretycznego podejścia niezmienione, jedynie poszerzone i uzupełnione o doświadczenia ostatnich kilku dekad. To wydanie stało się podstawą polskiego tłumaczenia traktatu Misesa. Wydanie amerykańskie ukazało się w czterdzieści lat po wydaniu pierwszym, można nazwać je quadragesimo anno, natomiast to polskie wydanie, ukazujące się sto lat po wydaniu pierwszym może być uznane za centesimus annus (oczywiście zachowując wszelkie proporcje z papieskimi encyklikami; idąc tym skojarzeniem pierwsze wydanie Teorii pieniądza i kapitału można nazwać rerum novarum).

Mimo upływu dekad praca Misesa się nie starzeje, a wręcz przeciwnie nabiera coraz to większej aktualności. Jest ona też cenna z historycznego punku widzenia, jako że dowiadujemy się bardzo dużo o historii pieniądza, ale najważniejsze są jej możliwe odniesienia do sytuacji współczesnej. Można powiedzieć, że dzieło Misesa ‘tchnie świeżością spojrzenia’, mimo, że upłynęło od jego wydania już 100 lat. W świetle tego co Mises napisał o pieniądzu widać jak naiwnym, sztucznym i szkodliwym był projekt stworzenia fiducjarnego euro jako waluty.

Warto prześledzić opinię Misesa nt. ‘teorii ilościowej’, która odżyła za sprawą Friedmana kilkadziesiąt lat później (do teorii Friedmanowskiej ta krytyka też się donosi). Jakże aktualnie brzmią rozważania Misesa o polityce pieniężnej! Z tych rozdziałów politycy i ekonomiści powinni być odpytywani jak z katechizmu.

Długo można byłoby przytaczać fragmenty z traktatu Misesa, by jednak nie odbierać przyjemności czytania jej ograniczę się jedynie to kilku. Przyznam się, że przygotowując się do napisania tego wstępu wybrałem 25 stron najważniejszych cytatów z traktatu Misesa, którymi chciałem się w tym wstępie podzielić i na które chciałem zwrócić czytelnikowi uwagę, ze względu na ich wielką aktualność. Widząc jednak beznadziejność tego zamiaru, musze zrezygnować z tego zamiaru i mogę jedynie zachęcić do przeczytania tej książki, sami Państwo będziecie zaskoczeni jak profetyczne są myśli wyrażone przez Misesa.

W przedmowie do angielskiego wydania z 1934 roku Mises stwierdza, że „oddzielenie walut od ściśle określonego i niezmiennego parytetu złota uczyniło z wartości pieniądza zabawkę polityków”. Jakże współcześnie brzmi przesłanie Misesa z tej przedmowy sprzed 78 lat, Zgodzić się trzeba z Misesem, że „system pieniężny, który będzie stanowić fundament przyszłych porozumień, musi opierać się na złocie. Złoto nie jest idealną bazą dla systemu pieniężnego. Jak wszystkie ludzkie wynalazki, standard złota nie jest wolny od niedociągnięć; ale w obecnych warunkach nie ma innego sposobu na uwolnienie systemu pieniężnego spod zmieniającego się wpływu partii politycznych i interwencji państwa, zarówno w teraźniejszości, jak i w możliwej do przewidzenia przyszłości. A żaden system pieniężny, który nie jest wolny od tych wpływów, nie stanie się podstawą dla transakcji kredytowych.” To bardzo wyważone stanowisko. Jak wszystko na tym świecie nie jest idealne, tak jest i ze standardem złota. Warto jednak zauważyć, że (parafrazując Churchilla) zgodzić się trzeba z niemalże powszechnym stwierdzeniem, że standard złota jest najgorszym z form systemu pieniężnego, jeśli nie liczyć wszystkich innych form, których próbowano od czasu do czasu.

Warto za Misesem zauważyć, że „standard złota nie upadł. Państwo go zniosło, żeby utorować drogą dla inflacji. Cały surowy aparat opresji i przymusu – policjanci, celnicy, sądy karne, więzienia, a w niektórych państwach nawet oprawcy – musiał być wprowadzony w ruch, żeby zniszczyć standard złota. Solenne obietnice zostały złamane, wprowadzono retroaktywne prawa, otwarcie uchylono przepisy konstytucji i karty praw. A rzesze uległych pisarzy chwaliły to, co państwo zrobiło i z otwartymi ramionami przywitało nastanie milenium pieniądza fiducjarnego.” „Przewaga standardu złota polega na tym, że uniezależnia on kształtowanie się siły nabywczej jednostki pieniężnej od władzy państwowej. Odbiera „carom gospodarczym” ich najstraszliwszą broń. Uniemożliwia im prowadzenie inflacji. To właśnie z tego powodu standardu złota jest przedmiotem bezpardonowych ataków ze strony tych, którzy spodziewają się uzyskać korzyści z rzekomo niewyczerpalnego portfela państwa.

Traktat Misesa składa się z czterech części (Natura pieniądza, Wartość pieniądza, Pieniądz i bankowość, Odbudowa pieniądza), które warto przeczytać po kolei, traktując ten traktat jako swego rodzaju podręcznik, poszerzając swoją wiedzę. Można też ‘pójść trochę na skróty’ i przeglądając jedynie trzy pierwsze części, przeczytać od razu część czwartą, szukać odpowiedzi na to jak powinien wyglądać system pieniężny i finansowy po ostatnim kryzysie.

Mises już w części pierwszej zauważa, że nie ma jednomyślności co do rozumienie pieniądza, a jest nawet gorzej niż nam się wydaje bo „spór co do pojęcia pieniądza, nie da się ukryć, nie jest najbardziej chlubnym rozdziałem w historii naszej nauki”. Dalej zauważa, że „postrzeganie pieniądza jako tworu państwa i prawa jest w oczywisty sposób nie do utrzymania. … Przypisywanie państwu mocy dyktowania praw wymiany oznacza ignorowanie fundamentalnych zasad rządzących społeczeństwem korzystającym z pieniądza.”

Sam Mises odwołuje się w wydaniu amerykańskim do tego co napisał w 1912 roku, pisze mianowicie, że „powinno podejmować się starania, żeby w jak największym stopniu wyeliminować wpływ człowieka na współczynnik wymiany między pieniądzem a innymi dobrami ekonomicznymi. … Jest teraz oczywiste, że jedynym sposobem usunięcia ludzkiego wpływu na system kredytowy, jest wstrzymanie wszelkiej emisji środków fiducjarnych. …”. Nie posłuchaliśmy Misesa i głównie dlatego znaleźliśmy się w tak godnej pożałowania sytuacji na początku XXI wieku.

Wydaje się, że powinniśmy wreszcie posłuchać Misesa i przyjąć, że podstawą trwałego rozwoju społecznego (w tym także gospodarczego) jest zadbanie o to byśmy posługiwali się zdrowym pieniądzem. To przesłanie jest ponadczasowe. Jak pisze Mises, ta „zasada zdrowego pieniądza, która przyświecała XIX-wiecznym koncepcjom pieniądza i programom politycznym, stanowiła owoc klasycznej ekonomii politycznej. Była ona zasadniczym punktem liberalnego programu opracowanego przez XVIII-wieczną filozofię społeczną i propagowanego w następnym wieku przez najbardziej wpływowe partie polityczne Europy i Ameryki.” Na następnej stronie przestrzega, że „nie będziemy w stanie zrozumieć znaczenia koncepcji zdrowego pieniądza, jeśli nie zdamy sobie sprawy, że obmyślono ją jako narzędzie ochrony wolności obywatelskich przeciwko despotycznej inwazji ze strony państwa. Ideologicznie należy ona do tej samej klasy, co konstytucje polityczne i karty praw.”

Interesujące jest też zalecenie Misesa odnośnie koniecznych reform (‘odbudowy pieniężnej’). Taka reforma staje się obecnie jeszcze większą koniecznością niż kilkadziesiąt lat temu, a żeby „była możliwa, Rezerwa Federalna musi trzymać się z boku. Cokolwiek można myśleć o zaletach lub wadach ustaw dotyczących Rezerwy Federalnej z 1913 r., faktem jest, że system ten był nadużywany ze względu na nierozważną politykę inflacyjną. Nie można pozwolić, żeby instytucja lub człowiek związani w jakikolwiek sposób z wpadkami i grzechami ostatnich dziesięcioleci mogli wpływać na przyszłe warunki pieniężne.”

Konieczna jest „zmiana filozofii ekonomicznej”, paradoksalnie „ludzie narzekają na inflację, lecz entuzjastycznie popierają politykę, która nie mogłaby funkcjonować bez inflacji. Podczas gdy utyskują na nieuchronne konsekwencje inflacji, uparcie sprzeciwiają się wszelkim próbom zaprzestania lub ograniczenia wydatków deficytowych.” Postulowane przez Misesa ‘odnowienie pieniądza’ nie będzie możliwe „dopóki marnotrawstwo, ubytek kapitału i korupcja są podstawowymi cechami charakterystycznymi prowadzenia spraw publicznych.”  

Witold Kwaśnicki
Wrocław, 4 lutego 2012 r.


[1] Naturalnie zwieńczeniem wysiłków badawczych Misesa jest jego najważniejszy traktat, jego magnum opus, opublikowane w 1949 roku Ludzkie działanie (wydane po polsku przez Instytut Misesa w 2007 roku).

[2] Tytuł ten powinien być przetłumaczony jako ‘Teoria pieniądza i środków fuducjarnych’, albo ‘Teoria pieniądza i kapitału obrotowego’. Jak pisze Hülsmann (2007, s. 207), po angielsku tytuł powinien brzmieć ‘Theory of Money and Fiduciary Media’, ale niezbyt adekwatnie został przetłumaczony jako Theory of Money and Credit. Taka zmiana tytułu wydaje się, być uzasadniona. Użycie słowa ‘fiducjarny’ mogłoby zniechęcać do czytania tej książki. Jak już piszemy o wydaniach angielskich to warto zauważyć, że prace ucznia Misesa Friedricha von Hayeka o pieniądzu ukazały się po angielsku wcześniej niż Misesa: F.A. Hayek, Prices and Production (London: Routledge, 1931); Monetary Theory and Trade Cycle Theory (London: Routledge, 1933); natomiast Misesa , Theory of Money and Credit (London: Jonathan Cape, 1934); Socialism (London: Jonathan Cape, 1936).

[3] Tym samym wydawnictwie, które wydało w 1911 roku chyba najważniejsze dzieło Josepha A. Schumpetera Teorię rozwoju gospodarczego (Theorie der wirtschaftlichen Entwicklung). Warto przy okazji zauważyć, ze pierwsze wydania angielskie obu książek (Misesa i Schumpetera) ukazały się dokładnie w tym samym 1934 roku. Książka Schumpetera ukazała się po angielsku pod tytułem: The Theory of Economic Development: An inquiry into profits, capital, credit, interest and the business cycle.

[4] Ludwig von Mises, 2007, Wspomnienia, Warszawa: Fijorr Publishing

[5] Benjamin M. Anderson, The Value of Money (New York: Macmillan, 1917), p. 100: “In von Mises there seems to me to be very noteworthy clarity and power. His Theorie des Geldes und der Umlaufsmittel is an exceptionally excellent book. Von Mises has a very wide knowledge of the literature of the theory of money. He has a keen insight into the difficulties involved.”

[6] Jörg Guido Hülsmann, 2007, Mises: The Last Knight of Liberalism, Ludwig von Mises Institute.

[7] Max Weber, Wirtschaft und Gesellschaft, 3rd ed. (Tübingen: Mohr, 1947), vol. 1, § 6, p. 40.

[8] Joseph Schumpeter, “Das Sozialprodukt und die Rechenpfennige: Glossen und Beiträge zur Geldtheorie von heute,” Archiv für Sozialwissenschaften und Sozialpolitik 44 (1917–1918).

[9] Albert Hahn, review in Archiv für Sozialwissenschaften und Sozialpolitik.

[10] W 1913 roku zatrudniony został na Uniwersytecie Wiedeńskim jako privatdozent; 18 maja 1918 roku uzyskał tytuł profesora nadzwyczajnego; w latach 1920-1934 w co drugi piątkowy wieczór prowadził prywatne seminarium w swoim biurze w Izbie Gospodarczej. Uczestniczyli w nim pracownicy uniwersytetu i goście, jedynie za zaproszeniem.

[11] Economic Journal (XXIV (1914), s. 417-419)

[12] Cytaty za: Ludwig von Mises, 2007, Wspomnienia, Warszawa: Fijorr Publishing.

[13] Cytat za: Murray N. Rothbard ‘Keynes – portret człowieka’, w: Jak zrujnować gospodarkę, czyli Keynes wiecznie żywy, Warszawa: Fijorr Publishing, s. 39.

[14] Friedrich A. Hayek 1984 [1956], ‘Tribute to Ludwig von Mises’, w: Margrit von Mises, My life with Ludwig von Mises, s. 217-223, drugie wydanie. Cedar Falls, LA. Center for Future Education.

[15] Theorie des Geldes und der Umlaufsmittel, 1st ed. [Munich and Leipzig: Duncker & Humblot, 1912], s. 16.

[16] Drugie wydanie, Munich and Leipzig: Duncker & Humblot, 1924, s. 11.

Znany (i niestety bardzo drogi) wydawca książek naukowych, Edward Elgar, opublikował właśnie książkę, którą może warto byłoby wydać po polsku.  Jest to napisana przez Randalla Holcombe Advanced Introduction To The Austrian School Of Economics (Zaawansowane Wprowadzenie do Austriackiej Szkoły Ekonomii). Fragmenty tej książki można przeczytać na Google Books.

Randall Holcombe nie jest ‘austriakiem czystej krwi’, jest profesorem ekonomii na Florida State University i większość jego publikacji mieści się w głównym nurcie ekonomii, ale przynajmniej jedna publikacja ukazała się w ‘austriackim czasopiśmie’: Holcombe, R. G. (2013), ‘Firms as knowledge repositories’. Review of Austrian Economics, 26(3), 259–275. Jak sam powiedział w jednym z wywiadów: „nie reklamuję się jako austriacki ekonomista, i sporo publikuję w czasopismach akademickich,  przez ten pryzmat jestem głównie oceniany przez moich kolegów. Robię to, co myślę, że jest dobrą ekonomią, wykorzystując najlepsze pomysły, które są dla mnie dostępne. Szkoła austriacka ma wiele do zaoferowania, nie dlatego, że jest austriacka, ale dlatego, że są tam dobre idee.”

W zamierzeniu autora, książka przeznaczona jest głównie dla studentów ekonomii, by poszerzyć ich znajomość podstaw ekonomii (można się domyślać, że motywowane było to nieobecnością szkoły austriackiej w najpopularniejszych podręcznikach ekonomii). Dużą zaletą tej książki jest to, że główne idee szkoły austriackiej przedstawione są krótko, na 116 stronach, w sposób prosty i zrozumiały (cała książka ma 144 strony).  

Holcombe od razu na początku podkreśla, że istotną cechą podejścia austriackiego jest ‘analiza nierównowagi’ (disequilibrium economics) – w odróżnieniu od analizy dominującej w ekonomii głównego nurtu, skupionej na analizie stanów równowagi.  

Już w pierwszym rozdziale zatytułowanym „Proces rynkowy”  wykorzystuje on ideę dynamicznego procesu rynkowego po to by wyjaśnić istotę podejścia austriackiego:  ważna rola spontanicznego porządku; natura i istota czasu oraz wiedzy w działalności gospodarczej; rola i znaczenie przedsiębiorczości; charakter realnej konkurencji (a nie jako tworu teoretycznego); konkurencja jako proces odkrywania (dicovery proces); znaczenie i konsekwencje subiektywizmu wartości i oczekiwań, a tym samym niepewności (w odróżnieniu od ryzyka). W następnych trzech rozdziałach Holcombe  przedstawia  dokładniej najważniejsze elementy dyskusji w ramach szkoły austriackiej: wiedzy zdecentralizowanej, rachunku ekonomicznego, pieniądza, bankowości i cykli koniunkturalnych.   Piąty, ostatni, rozdział jest swego rodzaju podsumowaniem. Autor przedstawia w nim rozwój myśli austriackiej w pierwszych dekadach XX wieku oraz jej odnowienie po kryzysie gospodarczym (naftowym) lat 70., jak również pewne uwagi odnośnie  perspektywy jej dalszego rozwoju.  

Warto przy okazji powiedzieć, że w Polsce od paru lat ukazuje się wiele publikacji związanych ze szkołą austriacką w ekonomii. Dzięki wysiłkowi wydawniczemu Instytutu Ludwiga von Misesa oraz Jana Fijora (Fijorr Publisching) mamy możliwość przeczytania po polsku takich ważnych pozycji jak (lista jest daleko niepełna):

  • Callahan Gene (2004), Ekonomia dla normalnych ludzi, wprowadzenie do Szkoły Austriackiej, Warszawa, Chicago: Fijorr Publishing
  • Chodorov Frank (2005), O szkodliwości podatku dochodowego, Warszawa, Chicago: Fijorr Publishing
  • Hazlitt Henry (2013), Ekonomia w jednej lekcji, Warszawa: Instytut Ludwiga von Misesa
  • Hazlitt Henry (2007), Inflacja, wróg publiczny nr 1, Warszawa, Chicago: Fijorr Publishing
  • Hoppe Hans-Hermann (2006), Demokracja, bóg, który zawiódł, Warszawa, Chicago: Fijorr Publishing
  • Hultberg Neslon, Hans H. Hoppe, Murray N. Rothbard, Jospeh T. Salerno (2004), Jak zrujnować gospodarkę, czyli Keynes wiecznie żywy, Warszawa: Fijorr Publishing
  • Kirzner Israel (2010), Konkurencja i przedsiębiorczość, Fijorr Publishing
  • Menger Carl (2013), Zasady ekonomii, Fijorr Publishing
  • Mises Ludvig von (2005), Planowany chaos, Lublin, Warszawa: Instytut Liberalno-Konserwatywny, Fijorr Publishing
  • Mises Ludvig von (2006), Ekonomia i polityka, Warszawa: Fijorr Publishing
  • Mises Ludwig von (2007), Ludzkie działanie: traktat o ekonomii, Warszawa: Instytut Ludwika von Misesa, tłumaczenie: Witold Falkowski
  • Mises Ludwig von (2013), Teoria pieniądza i kredytu, Fijorr Publishing
  • Rothbard Murray N. (2004), Złoto, banki, ludzie – krótka historia pieniądza. Co rząd zrobił z naszym pieniądzem? Jak odzyskać stracone pieniądze?, Warszawa, Chicago: Fijorr Publishing
  • Rothbard Murray N. (2007), Ekonomia wolnego rynku (tomy 1 do 4), Warszawa, Chicago: Fijorr Publishing
  • Rothbard Murray N. (2007), Tajniki bankowości, Warszawa, Chicago: Fijorr Publishing
  • Skousen Mark (2012), Struktura produkcji. Giełda, Kapitał, Konsumpcja, Fijorr Publishing
  • Skousen Mark (2013), Austriacka Szkoła Ekonomii dla inwestorów, Fijorr Publishing
  • de Soto Jesus Huerta (2009), Pieniądz, kredyt i cykle koniunkturalne, Warszawa: Instytut Ludwika von Misesa
  • de Soto Jesus Huerta (2012), Szkoła austriacka – Ład rynkowy, wolna wymiana i przedsiębiorczość, Fijorr Publishing
  • Sowell Thomas (2000), Ekonomia dla każdego, czyli to, co szanujący się obywatel, wyborca i podatnik wiedzieć powinien, Warszawa, Chicago: Fijorr Publishing
  • Sowell Thomas (2004), Ekonomia stosowana, czyli co robić, żeby nie psuć gospodarki, Warszawa, Chicago: Fijorr Publishing
  • Sowell Thomas (2008), Fakty i mity w ekonomii, Warszawa: Fijorr Publishing.

 Są jeszcze inne wydawnictwa publikujące książki ekonomistów szkoły austriackiej, np. książki Friedricha von Hayeka (książki te staram się polecać studentom jako tzw. literatura uzupełniająca, np. w ramach kursu Postawy ekonomii)

 Jest zatem tych pozycji sporo. Są one popularne i czytane (zwłaszcza przez młode pokolenie). Dlaczego zatem nie trafiają one do szkół i uniwersytetów? Ekonomia szkoły austriackiej jest praktycznie nieobecna na kursach uniwersyteckich (nawet w szkołach ekonomicznych).

 Co gorsza liczba godzin przeznaczanych na nauczanie ekonomii jest coraz mniejsza. Obserwuję to nie tylko na mojej uczelni, ale także w wyższych uczelniach ekonomicznych (np. Uniwersytetach Ekonomicznych). Kiedy w 2000 roku przeszedłem z Politechniki Wrocławskiej na Uniwersytet Wrocławski zacząłem uczyć Mikroekonomii i Makroekonomii; do dyspozycji miałem 120 godzin wykładów i tyleż ćwiczeń (konwersatoriów). Dzięki temu mogłem nie tylko opowiedzieć studentom o tym co jest wymagane w programach ministerialnych, ale sporo czasu miałem na powiedzenie o alternatywnych podejściach do analizy ekonomicznej (np. ekonomii ewolucyjnej, czy właśnie szkoły austriackiej). Kilka  lat temu program nauczania mikro- i makroekonomii ograniczony został do 90 godzin, a w tym roku studenci kierunku ekonomia mają jedynie Podstawy ekonomii w wymiarze 44 godzin wykładów!

Uniwersytety powoli stają się szkołami zawodowymi, a nie centrami dyskusji, zdrowych sporów akademickich, kształcenia ogólnego, krytycznego myślenia. Dzięki ‚staraniom’ ministerstwa, ważniejsze jest wypełnianie coraz to większej liczy dokumentów (w ramach tzw. Krajowych Ram Kwalifikacji) i formalne wykazanie jakiej to wiedzy, kwalifikacji i umiejętności nabyli studenci na zajęciach.

Owoce takiego scentralizowanego, ministerialnego  podejścia zbierać będziemy za parę lat, kiedy to z uczelni wychodzić będą niedouczone, bezkrytyczne roczniki absolwentów.

PS W uzupełnieniu wczorajszego wpisu (a zwłaszcza ostatnich akapitów) pozwolę sobie zacytować słowa Ludwiga von Misesa z jego Ludzkiego działania:

„Nieszczęście naszych czasów polega właśnie na tym, że panuje powszechna niewiedza dotycząca roli, jaką polityka wolności gospodarczej odgrywała w postępie technologicznym przez ostatnie dwieście lat. Ludzie padli ofiarą złudzenia, że udoskonalenie metod produkcji zbiegło się w czasie z polityką laissez faire tylko przez przypadek. Wprowadzeni w błąd przez marksistowskie mity uważają, że nowoczesny przemysł pojawił się w wyniku działania tajemniczych „sił produkcji”, które w żaden sposób nie zależą od czynników ideologicznych. Wydaje im się, że klasyczna ekonomia nie przyczyniła się do powstania kapitalizmu, lecz była jego wytworem, jego „ideologiczną nadbudową”, to znaczy doktryną służącą obronie nieuczciwych roszczeń kapitalistycznych wyzyskiwaczy. …

Charakterystyczną cechą naszych czasów, naznaczonych niszczycielskimi wojnami i dezintegracją społeczeństw, jest rewolta przeciw ekonomii. Thomas Carlyle nadał ekonomii przydomek „posępnej nauki”, a Karol Marks napiętnował ekonomistów jako „burżuazyjnych sługusów”. Szarlatani obiecujący cudowne recepty na stworzenie raju na ziemi traktują ekonomię z pogardą, nazywając ją nauką „ortodoksyjną” i „reakcyjną”. Demagodzy chełpią się swoimi rzekomymi zwycięstwami nad ekonomią. Człowiek „praktyczny” ostentacyjnie gardzi ekonomią i jest dumny ze swego braku wiedzy na temat badań prowadzonych przez „kanapowych ekonomistów”. Polityka gospodarcza ostatnich dziesięcioleci jest płodem mentalności, która wyśmiewa każdą solidną teorię ekonomiczną i wychwala fałszywe doktryny jej przeciwników. …  Za niezadowalający stan gospodarki z pewnością nie można winić nauki lekceważonej i pogardzanej zarówno przez rządzących, jak i masy. Trzeba z naciskiem stwierdzić, że przez ostatnie dwieście lat losy nowożytnej cywilizacji białych ludzi były ściśle związane z losami ekonomii. Cywilizacja ta mogła się pojawić dzięki temu, że narody, które ją budowały, potrafiły docenić odkrycia ekonomii i zastosować je w polityce gospodarczej. Cywilizację tę czeka zagłada, jeśli narody nadal będą podążać drogą wskazywaną im przez doktryny odrzucające myślenie ekonomiczne.

To prawda, że ekonomia jest nauką teoretyczną i powstrzymuje się od sądów wartościujących. Jej zadaniem nie jest wskazywanie ludziom, do jakich celów powinni dążyć. Jest to nauka o tym, jakich środków należy użyć, żeby osiągnąć obrane cele, a nie o tym, jakie cele sobie wyznaczać. Podstawowe decyzje, ocena i wybór celów znajdują się poza zakresem badań nauki. Nauka nigdy nie mówi człowiekowi, jak powinien postępować, wskazuje mu tylko, co musi zrobić, jeśli chce osiągnąć określony cel.

Niektórym ludziom wydaje się, że to bardzo mało i że nauka, która ogranicza się do badania tego, co jest [a nie tego, jak powinno być – uw. red.], i nie potrafi sformułować sądu wartościującego na temat najważniejszych, ostatecznych celów, nie ma nic do powiedzenia o życiu ani działaniu. Ten pogląd jest również błędny. Jednakże wykazanie jego fałszywości nie jest zadaniem tych wstępnych uwag. Jest to jeden z celów całego traktatu.”

Mises Ludwig von, Ludzkie działanie: traktat o ekonomii, Warszawa: Instytut Ludwika von Misesa,, tłumaczenie: Witold Falkowski, 2007

Jak ten czas szybko leci, to już z górą 10 lat kiedy ‘kibicuję’ Fundacji Instytutu Misesa. Mam ogromny sentyment dla tego portalu, i to z kilku powodów. Instytut Misesa został założony przez mojego byłego (nawiasem mówiąc bardzo zdolnego) studenta (Mateusz, kiedy inicjował powstanie Instytutu Misesa był na drugim roku studiów), od ponad dziesięciu lat rozwijany jest przez młodych ludzi (pracujących tam dla przyjemności, głoszących ‘dobrą nowinę’ z przekonania i z osobistym, autentycznym zaangażowaniem), publikowanych jest tam mnóstwo materiałów, które z czystym sumieniem mogę polecieć jako lekturę uzupełniającą dla uczestników moich wykładów, no i sam czerpię ogromna przyjemność z czytania publikowanych tam tekstów.

Kiedy powstawał portal było tam urzekając hasło (które w kolejnych mutacjach tego portalu niestety znikło): ‘nasza misją jest sprowadzenie austriaków do domu’. Tę misję skutecznie realizują, idee szkoły austriackiej są coraz powszechniejsze w Polsce. Dziękuję za to i proszę o więcej. Kolejne mutacje  tego portalu można obejrzeć tutaj

Zaglądajcie na mises.pl i wspierajcie go: duchowo, propagując idee szkoły austriackiej  i, w miarę możliwości, finansowo.

Sto lat, sto lat … !

Dzisiaj trochę w innym nastroju. Trochę wakacyjnie, trochę  zagadkowo.

W listopadzie w zeszłym roku jechałem na konferencję do Białegostoku. Najpierw z Wrocławia do Warszawy (tanim) samolotem a potem z lotniska autobusem do Białegostoku. W sumie koszt podróży był niewiele większy niż koleją, a podróż dwukrotnie krótsza.

Za bilet autobusowy Warszawa Okęcie-Białystok (via Warszawa Centrum) zapłaciłem 40.50 zł (jak pokazuje poniższa kopia ekranu ze strony internetowej firmy przewozowej, wszystkie przejazdy, niezależnie od pory dnia tyle kosztowały).  

 

Przez przypadek zajrzałem na połączenia tej samej firmy przewozowej z Warszawy Centrum do Białegostoku. Okazało się, że są to te same autobusy wyjeżdzające z lotniska Okęcie, zatrzymujące się przy pałacu Kultury i potem jadące prosto do Białegostoku. Okazało się też, że ceny biletów dla odjeżdżających spod Pałacu Kultury są znacznie niższe i do tego zróżnicowane w zależności od pory dnia, od 8 zł do 17 zł (patrz poniższy rysunek; sprawdziłem dzisiaj na stronie przewoźnika, jest tak nadal).

Czy jest jakieś uzasadnienie  takich różnic w cenach? Wynika z tego, że gdybym zachowywał się racjonalnie (zgodnie z postulatem ekonomii ortodoksyjnej) to powinienem przejechać z lotniska do centrum autobusem miejskim za ok. 4 zl i pojechać do Białegostoku spod Pałacu Kultury. Zarobiłbym wtedy od 20 do 30 zł.  Dlaczego nie zachowałem się racjonalnie? (to jest ta zagadka)

Gdyby ceny ustalał centralny planista to na pewno nie dopuściłby do takich ‘absurdów’ (czy z tego wynika, tak ulubiona przez ortodoksyjnych ekonomistów, ‘zawodność rynku’ i to, że ‘gracze rynkowi’ zachowują się absurdalnie?). Centralny planista uzależniliby ceny od kosztów poniesionych przez przedsiębiorcę (cena=koszty+ustalona marża) i jeśli cena z lotniska to 40.50 zł, to cena spod Pałacu Kultury powinna wynosić jakieś 36 zł. Racjonalny ekonomista ortodoksyjny wspominałby coś jeszcze o podaży i popycie, i może uzależniłby te ceny od pory dnia. To byłoby racjonalne ( zgodne z podręcznikami do nauki ekonomii). Czy faktycznie racjonalne? (to druga zagadka)

Co pokazuje ten przykład? Ano przede wszystkim to, jak bardzo ekonomia ortodoksyjna (głównego nurtu, mainstrimowa) odeszła od rzeczywistości gospodarczej.

Szkoła austriacka od prawie 150 lat stara się ująć te problemy bardziej realistycznie. Od czasu Carla Mengera (jego Zasad ekonomii z 1871 r) ekonomiści szkoły austriackiej powtarzają, że ogromną role w kształtowaniu się zjawisk gospodarczych odgrywają subiektywne oceny wszystkich zaangażowanych w procesy rynkowe. Cena wynikanie nie tylko z poziomu kosztów i zderzenia popytu  z podażą. To wydaje się wręcz zdroworozsądkowe, ale widocznie jest to zbyt proste dla przeintelektualizowanych, zmatematyzowanych, sformalizowanych umysłów ekonomistów ortodoksyjnych?

Nawiasem mówiąc podobne ujęcie prezentowali już kilka wieków przed ekonomistami szkoły austriackiej średniowieczni scholastycy. Twierdzi się nawet, że byli oni (np. sławna szkoła z Salamanki) protoaustriakami (prekursorami szkoły austriackiej).  Jeden z nich Franciszkanin Pierre de Jean Olivi (1248-98) pisał, że oprócz kosztów (w naturalny sposób cena musi być wyższa od kosztów) na ustalenie się ceny rynkowej maja wpływ trzy podstawowe czynniki: rzadkość (raritas), użyteczność (virtuositas) i chęć posiadania (pragnienia) (complacibilitas). Proszę zauważyć, że jeśli ‘na siłę’ rzadkość możemy wyrazić w sposób ilościowy (jako ‘grę podaży i popytu) to dwa pozostałe czynniki już nie są możliwe do wyrażenia w kategoriach ilościowych.  Czynniki te to jakościowe (subiektywne) oceny zarówno sprzedającego jak i kupującego. Śmiesznie wyglądają próby ilościowego wyrażenia np. użyteczności (m.in. mierzenie w sławnych utilach). Czy podejmowano próby mierzenia ‘chęci posiadania’? Nie znam, ale na pewno znaleźli się tacy zmatematyzowani ekonomiści, którzy podejmowali i takie próby.

Życzę miłych (i tanich) podróży wakacyjnych i proszę nie denerwować się na ‘niesprawiedliwości rynkowe’. 

W trakcie jednej z ostatnich debat w których uczestniczyłem, dyskusja zeszła na od dawna podnoszony problem matematyzacji ekonomii. Na ile zastosowanie formalizmów i matematyki może pomóc w zrozumieniu procesów gospodarczych? Naturalnie, jak zwykle, wyróżnić można dwie skrajności. Można uprawiać dobrą ekonomię i lepiej rozumieć procesy gospodarcze bez matematyki – to postulat szkoły austriackiej, która programowo rezygnuje ze wszelkich formalizmów. Dowodzą tego prace takich ekonomistów austriackich jak Carl Menger, Eugen von Böhm-Bawerk, Ludwig von  Mises, Frederic von Hayek, czy Murray Rothbard. Na drugim krańcu mamy ekonomię neoklasyczną, gdzie aż się roi od wzorów.
Dzięki tym formalizmom lepszego rozumienia gospodarki nie ma, ale jest to skuteczna metoda by być uznanym ekonomistą, a zwłaszcza by zdobywać nagrody Nobla z ekonomii (tu przykładów można by mnożyć, choćby tegoroczna nagroda Nobla dla Thomasa Sargenta i Christophera Simsa; czasami odnoszę wrażenie, że komitet noblowski z ekonomii to takie ‚towarzystwo wzajemnej adoracji’ składające się głównie z matematyzujących ekonomistów).

Najbliższa mi jest szkoła austriacka, jednak tutaj nie jestem tak ortodoksyjnym austriakiem (może z racji mojego inżynierskiego wykształcenia?). Myślę, że można korzystać z matematyki w ekonomii, tylko trzeba to robić z umiarem, rozsądnie i znać granice jej zastosowań. Tutaj bliskie mi jest przesłanie Alfreda Marshalla (którego wkład do stosowania matematyki w analizie ekonomicznej jest bezsporny) zawarte zarówno w jego Zasadach ekonomii (pierwsze wydanie w 1890r.), jak i w często cytowanym liście do A.L. Bowley’a w 1906 roku. W liście tym pisze on:

“W miarę upływu lat mojej pracy rośnie we mnie przekonanie, że jest bardzo mało prawdopodobne by dobre twierdzenie matematyczne odnoszące się do hipotez gospodarczych było jednocześnie dobrą ekonomią, dlatego coraz częściej stosowałem się do następujących reguł:
1. Wykorzystuj matematykę jako język skrótu myślowego, a nie jako maszynerię badań.
2. Badaj ten matematyczny model aż będziesz zadowolony.
3. Przetłumacz to na angielski (wyraź to w języku naturalnym).
4. Znajdź dobre przykłady z realnego życia ilustrujące twoje dokonania teoretyczne.
5. Spal matematykę.
6. Jeżeli nie udało ci się zrealizować (4), spal także (3). To ostatnie robiłem często.”

Długo by na temat matematyzacji ekonomii pisać i dyskutować. Przyznam się jednak, że pretekstem do napisania tej notki jest wiersz, który chciałbym polecić wszystkim (nie tylko matematyzującym ekonomistom).

Zakochany matematyk
William John Macquorn Rankine (1820-1872)

I.
Pewien matematyk dał sobie skraść serce,
W damie ślicznej, ponętnej zakochał się wielce.
Ponieważ zapałał zupełną miłością,
W całkowitym skupieniu nad każdą krągłością,
Mierzył i studiował proporcje podziału,
Dowodząc, że wybranka bliska ideału.

II.
Mnożył, różniczkował, rachował z zapałem,
Równania układał doprawdy wspaniałe.
Działaniami rozwiewał wszelkie niewiadome,
I rozwiązał zadanie na kompletną żonę.
Nakreślał linie jej figury i twarzy,
Licząc, że taką ją sobie wymarzył.

III.
A że każda kobieta kocha piękne dźwięki,
Obmyślił teorię zdobycia jej ręki.
Akustycznych równań użył znakomicie,
By miłosną arią przekształcić jej życie.
W istocie gdy melodię tylko zaczął grać,
Dama włosy z głowy wnet zaczęła rwać.

IV.
Pewny siebie rachmistrz, bez cienia zwątpienia,
Nie odstąpił wcale od swego liczenia.
Wywodząc, że taniec to kolejna gratka,
Której musi ulec czarowna dzierlatka,
W następnym równaniu wyprowadził walca,
A następnie polkę, jako rodzaj tańca.

V.
Symetrycznym krokiem na parkiet wyruszył
Zakładając pewnie: damę to poruszy.
Wykonując obrót wokół własnej osi,
Swój środek ciężkości niezgrabnie przenosił.
Zatem grawitacja figla mu spłatała
I upadł, aż podłoga złowróżbnie zadrżała.

VI.
Nie poddał się jednak, projektował dalej:
Miłości dowodzić należy wytrwale.
Afekt – to wiedział ze swych kalkulacji –
Musi odwzajemnić dama pełna gracji.
Przecież wszyscy wiedzą z mechaniki prawa:
Akcja równa się reakcji – ot, cała zabawa!

VII.
„Zatem niech x oznacza piękno, y – manier dobrych szereg”,
z – pomyślność”, bo szczęścia nigdy nie za wiele,
L – niech znaczy miłość”, a pojmiemy wnet,
że „L staje się funkcją xy z”.
Matematyk dostrzegł w tym potencjał wielki
I ujął w równania rachunkowe gierki.

VIII.
Postanowił scałkować jeszcze L po t.
t – to czas i perswazja, a więc stwierdził, że
„Całka oznaczona – drogą do ołtarza,
Co przedział czasowy klarownie wyraża”.
Matematyk w duszy poczuł słodką błogość:
Granicą ich uczuć będzie nieskończoność!

IX.
„Skoro Pani Algebra tak wiele wylicza
I jest w stanie określić nawet bieg księżyca,
To uczucia kobiety określi tym bardziej”,
Stwierdził matematyk i poczuł się raźniej,
Lecz dama uciekła z wojakiem wyśnionym,
A nieszczęsny logik oniemiał zdumiony.

tłumaczenie: Olga Pisklewicz
(pomocni przy tłumaczeniu byli Mateusz Machaj i Jan Lewiński)

Polskie tłumaczenie opublikowane w: ‘Pod prąd głównego nurtu ekonomii’ (Mateusz Machaj, red. nauk.), Warszawa: Instytut Misesa, 2010; str. 233-234.

Wiersz (tytuł oryginału: The Mathematician in Love) został opublikowany w 1874 roku w tomiku humoresek Rankine’a These Songs and Fables.Nicholas Georgescu-Roegen zacytował obszerny fragment utworu w artykule Methods in Economic Science (Journal of Economic Issues, czerwiec 1979), w którym wskazał na ograniczenia formalnego modelowania w opisie zachowań ludzkich.

Dziwnym zbiegiem okoliczności wiersz Rankine’a, ‘Zakochany matematyk’ opublikowany został w tym samym 1874 roku kiedy Leon Marie Esprit Walras (1834-1910) opublikował Éléments d’économie politique pure, ou théorie de la richesse sociale („Elementy czystej ekonomii politycznej”, 1874), dzieło, które zapoczatkowało matematyzację analizy ekonomicznej. ‘Kumulacją’ tego kierunku rozwoju matematyki ekonomicznej był opublikowany osiemdziesiąt lat później, w 1954 roku, model Arrowa-Debreu, który (żartując tylko troszeczkę) można uznać za odpowiedzialny za wszelkie zło współczesnej analizy ekonomicznej głównego nurtu (K. J. Arrow and G. Debreu. 1954. Existence of an equilibrium for a competitive economy. Econometrica 22:265–290)

Kochajmy, tylko może nie tak matematycznie!


  • RSS